Byłam służącą w arabskich pałacachTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Byłam służącą w arabskich pałacach
Byłam służącą w arabskich pałacach
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,90  50,32 
Byłam służącą w arabskich pałacach
Audio
Byłam służącą w arabskich pałacach
Audiobook
Czyta Ewa Abart
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Przechodząc blisko niego, poczułam silny zapach drożdży. Tuż obok stał wielki baniak z brunatnożółtą, zawiesistą cieczą. Co chwilę ktoś podchodził do tego naczynia i porządnie sobie z niego nalewał. Domyśliłam się, że jest to nielegalny alkohol wytwarzany domowym sposobem. Wiedziałam już, że w żadnym sklepie w Kuwejcie nie ma alkoholu, bo jest całkowicie zabroniony. Ale słyszałam, że moi rodacy na dużą skalę prowadzą jego potajemną produkcję. Nie zawsze był to alkohol najlepszej jakości, więc po jego spożyciu zdarzały się przypadki poważnych chorób, a nawet ślepoty.

Wjechaliśmy windą na drugie piętro. Radżu zapukał. Drzwi otworzyła nam jakaś kobieta. Miała zniszczoną twarz, drżące ręce i mocno zepsute, pożółkłe zęby.

– Już są! – powiedział Radżu, wpychając nas do środka. – Zajmij się nimi odpowiednio i je przygotuj! Ja idę do gości.

Mieszkanie nie było duże. Składało się z kuchni, łazienki i dwóch pokoików. Wszędzie leżały porozkładane materace dla dziewcząt, i to w tak znacznej liczbie, że od razu poczułam ciasnotę.

Kobieta zaprowadziła nas do małego pokoju.

– My się już znamy – powiedziała do Filipinek. Następnie zwróciła się do mnie:

– Jestem Lata. A jak ty masz na imię?

– Bibi.

– Będziesz nazywała się Lalita! – zadecydowała. – Tak lepiej brzmi. A teraz wszystkie pokażcie mi swoje ubrania! – poleciła.

Filipinki rozpakowały swoje tobołki. Lata sprawnie brała do ręki koronkowe stringi i staniki, różnokolorowe body, minispódniczki i błyszczące bluzki na ramiączkach. Z aprobatą oglądała kosmetyki do makijażu, prezerwatywy i blond peruki z długimi i krótkimi włosami.

– W porządku! – stwierdziła z uznaniem. – Dokładnie tak, jak się umawiałyśmy. Teraz idźcie się umyć, a od jutra zaczynacie.

Kiedy Filipinki wyszły, Lata zaczęła przeglądać moje rzeczy.

– A co to jest? – Patrzyła na kilka spranych, burych szmat, bardziej przypominających ścierki do podłogi niż ubrania. Stałam zdezorientowana i nie wiedziałam, co powiedzieć. – Radżu nie mówił ci, co będziesz robić?

– Sprzątać… ja umiem sprzątać – powiedziałam cicho. – I jeszcze opiekować się dziećmi.

Lata wybuchnęła niepohamowanym śmiechem, jakbym opowiedziała jej dobry żart.

– Sprzątać, mówisz. A to dobre! – Wciąż nie mogła się opanować. – Ach, ten Radżu… – westchnęła – zawsze wszystko zwala na mnie. – Sięgnęła po papierosa i zapaliła go trzęsącymi się rękami.

– Palisz? – Wyciągnęła paczkę w moją stronę.

– Nie.

Lata zaciągnęła się parę razy, przyglądając mi się uważnie.

– A właściwie ile ty masz lat?

– Dwanaście… to znaczy niedługo kończę trzynaście.

– Czy ty już kiedyś byłaś z mężczyzną? – zapytała wprost. Pomyślałam, że chodzi jej o to, co moja madame robiła z bratem swojego męża. Spuściłam głowę. – Czyli jeszcze nigdy z nikim nie byłaś? Jesteś dziewicą? – Przytaknęłam. – I na pewno nie oszukujesz? Bo możemy cię wystawić za wysoką cenę.

Poczułam skurcz w żołądku. Nagle zapragnęłam się znaleźć w pełnym zabawek pokoju Basmy. Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.

– Ja muszę już iść, bo Basma… i madame czeka na mnie. Kazała mi przyjść. Już dawno powinnam być w domu – mówiłam nieskładnie.

– Hola, hola, moja mała! – Lata zamknęła drzwi na klucz. – Stąd nie ma ucieczki. Sama tu przyjechałaś, więc teraz należysz do nas.

Dotarło do mnie, że uciekłam z więzienia do piekła. Przypomniałam sobie leżącego na mnie naszego prawie siedemdziesięcioletniego sąsiada, który brutalnie chciał rozewrzeć mi nogi i ocierał o moje udo swój nabrzmiały członek.

– Idę… ja idę… – mówiłam mechanicznie, starając się dotrzeć do drzwi.

– Siadaj! – Lata mocno popchnęła mnie na materac. – Nigdy stąd nie uciekniesz! Gdzie pójdziesz sama? Na pustynię?!

Zwinęłam się w kłębek na materacu i zaczęłam płakać. Lata podała mi dwa zielone listki.

– Masz! Weź to do buzi i pożuj! Tak jak gumę do żucia.

Przyzwyczajona do wykonywania poleceń, zrobiłam tak, jak mi kazała. Odniosłam wrażenie, że w ustach mam trawę o gorzkawym smaku.

Już po parunastu minutach poczułam się dużo lepiej. Ogarnęła mnie jakaś niezwykła euforia. Wstałam i zaczęłam tańczyć, powtarzając moje nowe imię „Lalita, Lalita!”.

Do pokoju wszedł Radżu.

– A tej co jest? – zapytał.

– Dałam jej trochę katu25, bo ryczała. A ty co, nic jej nie powiedziałeś, do jakiej pracy ją bierzesz?

– Nie było czasu.

– Nie było czasu, nie było czasu – gderała Lata. – A teraz nie wiadomo, ile musimy w nią zainwestować! Nie ma nawet porządnych majtek!

– Ale jest bardzo młoda! – tłumaczył się Radżu.

– No tak… I podobno jest dziewicą! – zawołała Lata.

– Naprawdę?! – Radżu się ożywił. – To możemy ją nieźle opchnąć! Nawet jest ładna.

– Zrobimy ją na małą, cudną sexy lalkę, a będą się o nią bić!

Rozmowa Laty z Radżu docierała do mnie jak przez mgłę. Ale zrozumiałam, że przemienię się w śliczną lalkę. Już nigdy więcej nie będę służącą Bibi, popychadłem gotowym na każde skinienie państwa i Basmy!

– Jestem Lalita, sexy lalka! Lalita, śliczna Lalita! – wykrzykiwałam i kręciłam się w ekstazie, co pewien czas podskakując, uszczęśliwiona.

– Popatrz na nią! Niezła zabawa będzie! I ekstra kasa! – Lacie wrócił dobry humor.

– Ale już teraz musimy to zacząć dobrze przygotowywać. – Radżu świetnie znał się na biznesie, który pokątnie prowadził. – Zrobimy licytację! Dziewica Lalita na sprzedaż! Kto da więcej! Najlepiej, żeby wiadomość dotarła do bogatych szejków, oni lubią się pokazać jeden przed drugim. Jak się nawzajem nakręcą, to osiągniemy naprawdę dobrą stawkę!

– Dodatkowy dochód na pewno nam się przyda! Bo niedługo przez przychodzących tu za darmo policjantów pójdziemy z torbami! – skarżyła się Lata. – Codziennie zjawiają się tu po dwóch, po trzech i żądają najlepszych dziewczyn. Nie mówiąc o tym, ile wypijają!

Następnego dnia obudziłam się późnym rankiem z bólem głowy. Chciałam jak zwykle wstać do swoich domowych obowiązków i opieki nad Basmą. Dopiero po otwarciu oczu uświadomiłam sobie, gdzie jestem. Na materacach pokotem leżało sześć śpiących dziewczyn. Nawet się nie przebrały po nocnej libacji i rozwalone, prezentowały jędrne pupy w stringach, pokryte brokatem biusty w przezroczystych bluzkach i zapijaczone twarze z rozmazanym makijażem. W pokoju unosił się zapach potu i kwaśnego alkoholu. Przeszłam nad nimi, ostrożnie stawiając nogi, i znalazłam łazienkę. Była potwornie brudna: na podłodze walały się ubrudzone krwią podpaski, koło sedesu leżał zużyty papier toaletowy, a umywalkę pokrywały zaschnięte rzygowiny.

– O, obudziłaś się już! – usłyszałam głos Laty. – To dobrze. Mówiłaś, że umiesz sprzątać, więc zacznij od łazienki. Dziewczyny są zajęte od rana do wieczora i nie mają na to czasu. A ty musisz zarobić na życie, zanim sprzedamy cię po raz pierwszy. No, ruszaj się, byle szybko, bo jak dziewczyny się pobudzą, to łazienka będzie zajęta do nocy! W tej szafce na dole powinnaś znaleźć jakieś płyny i ścierki.

Z obrzydzeniem zabrałam się za robotę. Przypomniałam sobie lśniące czystością łazienki w apartamencie moich państwa. Codzienne dbanie o ich schludny wygląd było niczym w porównaniu z doprowadzeniem do porządku tego małego pomieszczenia. Z trudem zdrapywałam zwrócony pokarm i nawet nie miałam jak obetrzeć lecących mi ciurkiem łez. Mamo, proszę, zrób coś, pomóż mi! – powtarzałam w myślach. – Mamo, mamusiu, uratuj mnie! – wołałam w niemej rozpaczy.

Gdy uporałam się z łazienką, Lata kazała mi sprzątnąć teren wokół basenu. Tam było jeszcze gorzej. Resztki tłustego jedzenia, pełno jednorazowych kubków, talerzy i sztućców, zużyte prezerwatywy, niedopałki papierosów i mnóstwo pustynnego piasku. Kiedy doprowadziłam cały obszar do względnego porządku, było już dobrze po południu. Dopiero wtedy zorientowałam się, że od rana nic nie miałam w ustach. Wyczerpana pojechałam na górę. Dziewczyny po kolei wstawały i szykowały się do nocnej pracy. Weszłam do kuchni.

– Jestem głodna – powiedziałam.

Jedna z dziewczyn podała mi kawałek płaskiego arabskiego chlebka i jeden topiony serek.

– To twój dzienny przydział – wyjaśniła. – Gdy zaczniesz pracować, to wyżywisz się przy klientach. Oni często przywożą tu jedzenie z restauracji.

Jadłam i patrzyłam na dziewczyny malujące się przy stole kuchennym. Znowu przypomniałam sobie molestującego mnie sąsiada.

– Nie! Nie chcę! – krzyknęłam i pobiegłam do pokoju. Z poczucia bezsilności zaczęłam głośno płakać i walić zaciśniętymi pięściami o ścianę.

Zaraz pojawiła się Lata.

– Uspokój się! – wrzasnęła na mnie. – To nie zabawa! Weź to! – Włożyła mi do buzi trzy zielone listki. – Przeżuj dobrze, zrób z nich językiem kulkę i trzymaj przy policzku.

Spełniłam jej polecenie i po półgodzinie zalała mnie fala niespodziewanej energii. Chciałam śmiać się, tańczyć i wyglądać tak ponętnie, jak otaczające mnie dziewczęta. Krążyłam wokół nich z szerokim uśmiechem, prosząc o umalowanie mi oczu kolorowymi, błyszczącymi cieniami, upudrowanie policzków i pociągnięcie ust krwistoczerwoną szminką. Widząc, co robię, Lata poleciła paru moim współlokatorkom, aby się mną zajęły. Dziewczyny wsadziły mnie pod prysznic, po czym pastą z cukru i soku z cytryny usunęły mi dokładnie wszystkie włoski na całym ciele. Następnie jeszcze raz dokładnie mnie umyły i natarły moje ciało olejkiem arganowym. Tak wspaniale się czułam! Teraz to mnie ktoś wreszcie obsługiwał! Siedziałam na krześle, a dziewczęta malowały mi paznokcie, czesały włosy i robiły makijaż. Lalita, Lalita! – podśpiewywałam w myślach. – Lalita też ma swoje służące! – cieszyłam się.

 

Lata przyniosła mi nową bieliznę, sukienkę, pończoszki, sznurowane buciki, blond perukę i dużą wstążkę. Czarne majteczki z czerwonymi oblamówkami i koronkami zawiązywane były z tyłu na wymyślną kokardkę. Zobaczyłam w lustrze, że przez to powstał kuszący wzór w kształcie serca, skąd wychylały się moje pośladki. Króciutka sukienka na górze miała sznurowany bordowy gorset, który podkreślał moją jeszcze nie całkiem dojrzałą figurę. Dół składał się z wielu warstw tiulu i falbanek poruszających się zmysłowo przy każdym ruchu. Sięgające do połowy ud białe pończoszki wykończone były szeroką, ozdobną koronką. Czerwone, lakierowane buciki miały podwyższone obcasy. Całość dopełniały blond peruka z długimi włosami i wielka czerwona kokarda na czubku głowy.

Kiedy znowu zerknęłam w lustro, nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę ja! To nie była Bibi, służąca, ale Lalita, śliczna dziewczynka posiadająca swój dwór służących! Uszczęśliwiona zaczęłam klaskać w dłonie i kręcić się w kółko. Sukienka unosiła się frywolnie, ukazując w całej okazałości moje majteczki.

– Vanessa! – Usłyszałam, jak Lata zwraca się do jednej z dziewcząt. – Weź Lalitę nad basen, żeby zobaczyli ją klienci. Ale bądź przy niej cały wieczór i jej pilnuj! Ona niedługo idzie na licytację. Goście muszą ją obejrzeć, pożądać jej, ale nikt nie może dotknąć nawet jej małego paluszka. Pamiętaj! Nie odstępuj jej nawet na krok!

Podskoczyłam do góry zachwycona. Teraz to ja będę miała osobistą służącą, Vanessę! Lata jeszcze raz wepchnęła mi do ust świeże zielone listki do żucia.

Zeszłyśmy na dół, kiedy party już się rozkręciło. W szmaragdowej, lekko falującej wodzie basenu odbijały się różnokolorowe światła migających reflektorów. Z głośników płynęła przyjemna muzyka. Grono uśmiechających się i kokietujących dziewcząt zabawiało rozłożonych na wygodnych leżakach mężczyzn.

– Słuchaj! Rób dokładnie to, co ci każę – pouczała mnie Vanessa. – Ja ich wszystkich dobrze znam. Z niektórymi lepiej dać sobie spokój. Dużo gadają, chwalą się, a kiepsko płacą. Najgorsi są policjanci po cywilnemu. Wybierają najlepsze z nas, a nie dają ani grosza. Uważają, że im się to należy, ponieważ nie zamykają nam biznesu.

Przechadzając się z Vanessą brzegiem basenu, czułam na sobie rozognione spojrzenia mężczyzn. Kilku z nich od razu chciało spędzić ze mną noc i pytało o stawkę. Ale Vanessa, zniżając głos, jakby powierzała im największą tajemnicę, mówiła:

– To jeszcze dziewica. Będzie miał ją ten, kto da najwięcej. Wkrótce licytacja.

Większość zainteresowanych natychmiast pytała, kiedy to się odbędzie.

– Nie wiem – odpowiadała Vanessa zgodnie z instrukcją daną jej przez Latę. – Wkrótce… – A po chwili dodawała: – To może być każdego dnia.

Niektórzy wyciągali w moim kierunku ręce, pragnąc mnie dotknąć, jakby chcieli sprawdzić, czy towar jest dobrej jakości. Wtedy Vanessa wypinała w ich kierunku swoje pośladki opięte w krótką skórzaną spódniczkę, skutecznie odgradzając mnie od intruzów. Chodziłyśmy tak przez pewien czas, wzbudzając coraz większe zainteresowanie wyraźnie już podpitych mężczyzn. Zauważyłam, że dwóch Hindusów targa następny wielki baniak z alkoholem. Widocznie w pierwszym już pojawiło się dno.

– To dzisiaj będzie gorąco! – powiedziała Vanessa. – Jak się całkiem spiją, trudno nad nimi zapanować.

Kiedy znalazłyśmy się na końcu basenu, zauważyłam, że w niewielkiej odległości stoją ażurowe parawany. Podeszłyśmy bliżej. Za przepierzeniem w półmroku znajdowało się olbrzymie, pokryte kolorowymi poduszkami łoże.

– Co to jest? – spytałam zaciekawiona.

– To na specjalne okazje.

– Jakie okazje?

– Sama się przekonasz. Może nawet dzisiaj – stwierdziła Vanessa, patrząc na młodych Kuwejtczyków co chwilę skaczących do wody. Rozochoceni mężczyźni głośno się śmiali, przepychali, wrzucali się nawzajem do basenu. Wyraźnie było widać, że rozsadza ich energia.

– Od tego się zazwyczaj zaczyna – stwierdziła Vanessa. – Na początku robią zawody, kto najdalej skoczy, a później…

– Co później?

Vanessa nie odpowiedziała. Wróciłyśmy do gości. Impreza trwała w najlepsze i atmosfera stawała się coraz bardziej rozpalona. Niektórzy mężczyźni już powybierali sobie partnerki i obściskiwali się z nimi na leżakach lub udawali się do bloku, gdzie mogli skorzystać z pokojów. Na mój widok rozległy się gwizdy i cmokania.

– Lalita! Lalita! – Znali już moje imię. – Chodź tu do nas! Nie ma na co czekać!

– Ja dam najwięcej! – Bezzębny starzec podniósł się z leżaka i podszedł do nas chwiejnym krokiem. – Mam pieniądze! Dużo pieniędzy! – Bezładnie grzebał po kieszeniach diszdaszy, ale znalazł tylko kilka mało wartych banknotów. – Widzicie? Mogę ją kupić! – Pogięte, brudne papierki upadły na wyłożoną kafelkami podłogę.

– Ahmed! Nie żartuj! Co ty masz?! Ona będzie moja! – Wyjątkowo gruby Kuwejtczyk o nalanej twarzy wyciągał łapska w moją stronę.

Vanessa stanęła między nim a mną.

– Odejdź stąd! – wydarł się na nią Ahmed, zionąc alkoholem. – Nie stój mi na drodze!

Vanessa próbowała załagodzić narastające spięcie:

– Proszę ją zostawić, to jeszcze nie dzisiaj! – Cały czas manewrowała, nie pozwalając mężczyźnie zbliżyć się do mnie. – Proszę trochę poczekać! Licytacja odbędzie się już za parę dni.

– Co?! – Grubas napierał na Vanessę, próbując zmusić ją do ustąpienia. – Kim ty jesteś, żeby mi mówić, co ja mam robić?! Jesteś tylko dziwką na moich usługach! – Wyciągnął z kieszeni wypchany portfel. – Zapłacę ci i rozkazuję ci odejść!

Sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli. Spanikowana Vanessa rozejrzała się wkoło. Widząc jednego z obsługujących gości Hindusów, krzyknęła:

– Radżu! Gdzie jest Radżu?! Zawołaj go tu szybko! – Wzięła mnie za ramię i pociągnęła w stronę windy. Jednak nie mogłyśmy tam dobiec, bo otoczyli nas inni mężczyźni.

– My tu jesteśmy klientami i my zdecydujemy o licytacji! – krzyczeli jeden przez drugiego. – Chcemy, żeby odbyła się dzisiaj!

Na odkrytych pośladkach poczułam lepką, kluchowatą rękę. Odsunęłam się odruchowo, ale wtedy dosięgły mnie dziesiątki palców, które próbowały rozsznurować mój gorset, miętosić mi piersi i dotknąć jak najwyższego punktu między moimi nogami. Zaczęłam drżeć, bałam się, że za chwilę cała ta horda rzuci się na mnie, zdzierając moje ubranie. Vanessa też była przerażona, bo nie mogła nic zrobić. Z basenu powychodzili młodzi mężczyźni i dołączyli do ordynarnie obmacujących mnie gości.

– Panowie! Panowie! – rozległ się nagle stanowczy głos Radżu. – Dzisiaj jest szczególny wieczór! Czekają was nie lada rozrywki!

Zabrzmiała głośno muzyka i na zaimprowizowanej scenie trzy wyjątkowo atrakcyjne dziewczyny zaczęły się wyginać w erotycznym tańcu, ocierając się seksownie o siebie. To odwróciło uwagę mężczyzn. Większość przybliżyła się do podwyższenia, aby dokładnie zobaczyć lubieżną zabawę.

– Ty, Radżu! – powiedział jeden z ociekających wodą młodzieńców. – Nie bądź taki sprytny! Nas tak łatwo nie spławisz!

– My chcemy Lalitę! – dodał drugi. – Chcemy Lalitę jako nagrodę w naszych zawodach!

Radżu popatrzył na wyjątkowo umięśnione sylwetki stojących przed nim klientów. Widać było, że po parę godzin dziennie spędzają na siłowni.

– Panowie! – Radżu intensywnie się zastanawiał, jak tu wybrnąć z trudnego położenia i nie stracić stałych bywalców. – Zawody to świetny pomysł! Dziewczyny! Chodźcie tu! – zawołał kręcące się nad basenem prostytutki. – Najlepsze panienki dla zawodników! Ilu z was startuje?

Trzech mężczyzn wybrało sobie po jednej partnerce i zaczęło iść z nimi na drugi koniec basenu.

– Lalita idzie z nami! – Jeden z nich się odwrócił. – To nasza nagroda!

– Dobrze, niech Lalita idzie! – Radżu ustąpił. – Ale będzie się tylko przyglądać! I wy też możecie na nią jedynie patrzeć! Ale nagrodą będzie Lili! Jest bardzo podobna do Lality! – Skinął ręką na filigranową Filipinkę z włosami zebranymi w dwa kucyki i ubraną w rozkloszowaną, króciutką sukienkę w kratkę.

– Vanessa! – rzekł Radżu do mojej towarzyszki. – Jak tylko skończą, od razu weź Lalitę na górę!

Całe towarzystwo poszło w stronę zaciemnionego, odgrodzonego parawanami zakątka. Ja czułam się cała brudna od dotyku spoconych dłoni, nieświeżych oddechów i sprośnych komentarzy pod moim adresem. Wyplułam przeżutą kulkę liści, która zaczęła mi ciążyć w ustach.

– Lepiej, gdybyś to zostawiła – mruknęła Vanessa.

– Jestem zmęczona. – Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że od samego rana ciężko pracowałam i prawie nic nie jadłam. – Chcę już iść do pokoju.

– Nie możesz. Musisz kibicować w zawodach.

– Jakich zawodach?

– Sama zobaczysz.

Kiedy dotarłyśmy do wielkiego łoża, zabawa już się zaczęła. Trzech mężczyzn kotłowało się na nim z wybranymi wcześniej dziwkami. Wokół stali ich koledzy i pociągając potężne łyki wprost z butelki whisky, plugawymi pokrzykiwaniami zagrzewali uczestników orgii do ostrej akcji. Nie chciałam na to patrzeć.

– Vanessa, proszę, nie chcę już tu być! – błagałam. – Pozwól mi iść do mieszkania!

– Musimy robić to, co każe nam Radżu. – Koleżanka przekazała mi ponurą prawdę o moim nowym życiu. – Bezwzględnie musimy go we wszystkim słuchać.

Młodzi, wysportowani mężczyźni energicznie zajmowali się uległymi im kobietami, traktując to jako rodzaj sportu i okazję do popisania się swoją sprawnością fizyczną.

– Jak jeszcze nigdy tego nie robiłaś, to lepiej się przypatrz. Przynajmniej się czegoś nauczysz.

Nie chciałam się niczego uczyć. Kiedy mężczyźni jeden po drugim zaczęli uprawiać seks, ich koledzy, patrząc na ekskluzywne zegarki, których koszt wystarczyłby mi na przeżycie paru lat w Indiach, zaczęli mierzyć czas. Obstawiali też zakłady, który z ich kumpli okaże się tym razem najlepszy.

– Jedziesz! Jedziesz! – zagrzewali ich do rywalizacji. – Pięć minut! – odliczali.

Widziałam, że leżące pod postawnymi mężczyznami drobne Filipinki z trudem udają zadowolenie, gdyż od czasu do czasu ich twarze wykrzywiały się w cierpieniu.

– Te byczki robią sobie zawody, który z nich może odbyć najdłuższy stosunek. Podstawowa reguła mówi, że członek zawsze musi być w środku – wyjaśniła mi Vanessa.

Byłam bliska płaczu i marzyłam, żeby ten horror wreszcie się skończył. Po pozbyciu się z buzi zmiętej kulki ohyda otaczającej mnie rzeczywistości dotarła do mnie ze zdwojoną siłą.

– Dawaj! Dawaj! – krzyczeli podnieceni mężczyźni. – Dziesięć minut!

Zamknęłam oczy, żeby na to nie patrzeć. Słyszałam, jak wokół łoża gromadzi się coraz więcej widzów.

– Piętnaście minut! – krzyczeli. – Jeszcze, jeszcze! Dacie radę!

– Koniec! Mahmud odpada! Siedemnaście i pół minuty!

– Stawiam na Tarka! Tarek! Tarek!

– Nie daj się, Jasin! Dwadzieścia minut!

– Dwadzieścia pięć! Dwadzieścia sześć! Dwadzieścia siedem! Dwadzieścia osiem! Jasin, przegrałeś! Wypadł ci!

Towarzystwo wybuchnęło donośnym śmiechem.

– Tarek! Pokaż, co umiesz! Trzydzieści minut! Trzydzieści jeden! Trzydzieści dwa! Trzydzieści trzy! Trzydzieści cztery! Jest! Uuuuu! – zawyli zgromadzeni. – Brawo, Tarek! – Rozległy się gwizdy i gromkie brawa.

Otworzyłam oczy. Wycieńczona Filipinka z ulgą podnosiła się z łoża, usiłując zakryć swoje nagie, zmaltretowane ciało. Zwycięzca, z dumą przyjmując gratulacje i pełne uznania poklepywania po plecach, pił whisky duszkiem wprost z butelki. Na twarzy przyglądającej się wszystkiemu i czekającej na swoją kolej Lili malował się podszyty strachem niesmak.

W końcu Vanessa mogła mnie zaprowadzić na górę. Mieszkanie było puste, bo niewyżyci klienci zgarnęli wszystkie dziewczyny. Nie miałam już na nic siły i w ubraniu położyłam się na materacu. Chciałam jak najszybciej zasnąć, żeby zapomnieć, gdzie się znajduję i co mnie wkrótce czeka. Jednak sen nie nadchodził, ponieważ intensywne przeżycia całego dnia podsuwały mi przed oczy ohydne sceny, których nie zdołałam wymazać z pamięci.

– A co to za afera była dziś przy basenie? – dotarł do mnie głos Laty.

– Chodziło o tę nową małą – wyjaśniał Radżu. – Musimy ją szybko opchnąć. Nie damy rady za długo jej trzymać. Już dziś o mało jej zbiorowo nie zgwałcili.

– To na co czekasz? Zrób licytację i po sprawie.

– Chcę poczekać kilka dni, żeby wiadomość dotarła do tutejszych milionerów. Wtedy dopiero będzie prawdziwy zarobek.

Mocno zaciskałam powieki, udając, że śpię. Zatliła się we mnie iskierka nadziei. Mam parę dni! – myślałam. – Muszę stąd w tym czasie uciec! Może uda mi się schować niepostrzeżenie w jakimś zaparkowanym samochodzie i w ten sposób wyrwę się ze szponów Radżu? – snułam plany, które napawały mnie odrobiną otuchy.

 

– A ty co masz taką poważną minę? Trzeba się cieszyć, że wpadnie nam ekstra kasa! – mówiła Lata.

– Niestety mamy wielki problem! – stwierdził Radżu. – Na nieszczęście był dzisiaj u nas na party naczelnik policji z naszego okręgu. Zobaczył, jak wszyscy napalili się na Lalitę! – Radżu przeklął siarczyście. – Teraz chce ją jako łapówkę, że nas kryje!

– Nie dość, że te psy codziennie tu przychodzą, piją i korzystają z dziwek za darmo, to jeszcze teraz chcą nas pozbawić zarobku, dzięki któremu możemy się trochę odbić?! – Lata nie kryła oburzenia. – Niech ich wszystkich diabli wezmą! – złorzeczyła, zalewając policjantów potokiem niewybrednych epitetów. – Masz jakiś pomysł, jak z tego wybrnąć?

– Jest tylko jedno wyjście. – Radżu umiał sobie radzić w trudnych sytuacjach. – Lalitę musi kupić ktoś stojący wyżej od naczelnika. Ktoś superbogaty i superważny.

– Nie myślisz chyba o tym zboczonym popaprańcu? Lalita to jeszcze dziecko.

– Nie wiem… Nie wiem, kto będzie nią zainteresowany. Idę na dół zobaczyć, jak sobie radzą dziewczyny.

Ogarnęło mnie przerażenie. Co oni chcą ze mną zrobić? Mamo, gdzie jesteś?! – wołałam w duchu. – I dlaczego mnie tu wysłałaś?!

Przez następne cztery dni szukałam okazji, żeby opuścić to straszne miejsce, w którym nagle znalazłam się przez własną naiwność. Ale to nie było proste. Lata zawsze obserwowała mnie swoim czujnym okiem i nawet nie pozwalała mi wypluwać katu, który dawała mi codziennie od rana. Szybko zauważyłam, jak działają na mnie zielone listki, i starałam się ich pozbywać, aby zachować jasność umysłu. Jednak bystra Lata, uważnie oceniając wielkość mojego wypchanego policzka, od razu zorientowała się, że gdy wychodziłam z łazienki, wypukłość była mniejsza. Wkładała mi wtedy do buzi następne listki i mówiła ze złością:

– Nie rób tego więcej! Tu wszystko kosztuje!

Kiedy tylko miałam okazję, rozmawiałam z pracującymi dziewczynami, żeby zorientować się, czy jest szansa na ucieczkę. Niestety dość szybko dotarło do mnie, że wydostanie się stąd jest prawie niemożliwe. Sztab pracujących dla Radżu Hindusów uważnie pilnował całego terenu, a w dodatku wkoło rozciągała się pustynia. Ponoć w okolicy funkcjonowały przybytki podobnego rodzaju, więc nawet gdyby udało mi się jakimś cudem stąd wydostać, mogłabym wpaść z deszczu pod rynnę. Poza tym kiedy Lata dowiedziała się, o co wypytuję, jeszcze bardziej zaczęła mnie pilnować.

– Nie wiem, dlaczego chcesz stąd nawiać – dziwiła się moja koleżanka z pokoju. – Prawie cały dzień śpimy, a w nocy się bawimy. Nie jest tak źle!

Dziewczyny różnie odnajdywały się w biznesie Radżu. Zdecydowana większość była już tak uzależniona od kiepskiej jakości alkoholu i narkotyków, że żyły z dnia na dzień w stanie całkowitego lub częściowego zamroczenia. Ponieważ musiały płacić Radżu za używki, więc i tak oddawały mu swoje marne zarobki. Były po prostu jego maszynkami do robienia pieniędzy. Zaledwie kilka z nich zarabiało większą kasę. Znalazły sobie paru stałych klientów, którzy zawsze o nie prosili, i naciągały ich na dodatkowe stawki i prezenty.

Po paru dniach usłyszałam, że Radżu nakazał Lacie, abym tego wieczoru wyglądała wyjątkowo ładnie. Ponadto kazał Vanessie i dwóm innym nienaćpanym, atrakcyjnym dziewczynom, żeby mi towarzyszyły. Momentalnie złapał mnie silny skurcz żołądka. Czy to nadszedł dzień licytacji? Przypomniałam sobie nieprzyjemny, piekący dotyk męskiej dłoni na moim pośladku. Czy już nie ma dla mnie ratunku? – myślałam w panice.

Zamiast jak zwykle nad basen Pahlaj, prawa ręka Radżu, zaprowadził nas do terenowego samochodu. Poczułam jeszcze większy strach. Wśród moich współlokatorek krążyły opowieści o znanym z dewiacji obleśnym staruchu. A może licytacja już się odbyła i właśnie do niego jedziemy?– przelatywało mi przez głowę. O tym kliencie opowiadano upiorne historie. Znany z sadyzmu, dręczył kobiety, wymyślając najpotworniejsze tortury. Podobno pamiętał czasy, kiedy miał harem niewolnic, i od tamtej pory każdą panienkę traktował jak swoją własność. Mówiono, że dwie dziewczyny w ogóle od niego nie wróciły. Snuto domysły, że mógł je przetrzymywać w jednej ze swoich licznych posiadłości, a nawet podejrzewano, że jedna z nich już nie żyje. Kiedyś podsłuchałam rozmowę mocno pijanych dziwek:

– On sam jest tak stary, że niewiele już może!

– To raczej nie sięgnie po dziewicę.

– Z tym zbokiem to nigdy nie wiadomo.

– Lubi tam wkładać najróżniejsze przedmioty.

– Żeby jej tylko czymś innym nie przebił!

Na wspomnienie tych słów przeszył mnie tak ostry prąd w podbrzuszu, że aż zwinęłam się z bólu.

– Vanessa, gdzie my jedziemy? – Mój głos drżał.

– Nie wiem. – Koleżanka nie patrzyła w moją stronę.

Spojrzałam przez okno. Przemierzaliśmy pustynię pokrytą tu i ówdzie wydmami. Nie było żadnych dróg, jednak liczne ślady opon wskazywały, że teren należał do uczęszczanych. W oddali zobaczyłam pełzającego węża. Był ogromny, częściowo znajdował się pod piaskiem, który tworzył zawijany wzór. Od czasu do czasu wąż unosił głowę, zatrzymywał się na moment, aby za chwilę znów, używając swojego potężnego, długiego ciała, przesuwać się rytmicznie do przodu. W Indiach wierzymy, że wąż reprezentuje fallusa, a kiedy się porusza, symbolizuje spermę. W tych okolicznościach widok gada przyjęłam za zły omen.

Po paru kwadransach dotarliśmy do obozu, w którym rozbitych było parę namiotów. Przed nimi zaparkowało dużo drogich samochodów. Pahlaj kazał nam wysiąść.

– Słuchajcie, pobędziemy tu tylko godzinę, żeby pokazać Lalitę. Potem ty – zwrócił się do jednej z dziewczyn – zostajesz i pracujesz dla właścicieli przez całą noc. Taki jest z nimi układ za to, że mogliśmy tu się dostać.

Weszliśmy do najbliższego namiotu, w którym stało rozstawionych kilka tanich plastikowych stolików i krzeseł. Zdziwiło mnie, że w środku nie było nikogo oprócz jednego hinduskiego pracownika. Pahlaj porozmawiał z nim chwilę, a ten wskazał mu ręką róg namiotu.

– Chodźcie! – zawołał nas Pahlaj.

Ze zdziwieniem zobaczyłam duży otwór i prowadzące na dół betonowe schody. Na początku kiedy po nich schodziliśmy, panowała cisza i półmrok, ale im niżej się znajdowaliśmy, docierał do nas tym większy hałas i głośniejsza muzyka. W końcu ujrzeliśmy dużą, zapełnioną gośćmi salę, w której odbywało się huczne party. Vanessa powiedziała mi, że na środku pustyni, prawie dziesięć metrów pod ziemią, funkcjonuje regularnie działający nocny klub!

Wyposażenie dyskoteki było niezmiernie nowoczesne, wręcz futurystyczne. Z położonej wyżej galerii roztaczał się widok na szarą, betonową wymyślną konstrukcję, która tworzyła położone na różnych poziomach parkiety do tańca, siedziska i półokrągłe blaty. Ściany pokrywało olbrzymie kolorowe graffiti oraz zdjęcia butelek z rozmaitymi trunkami. W kątach widniały wyłożone pluszem czerwone kanapy z rozrzuconymi w artystycznym nieładzie różnobarwnymi poduszkami. Przy nich stały szaropopielate okrągłe stoliki. DJ przy najnowocześniejszej konsoli z zapałem puszczał porywające do tańca przeboje. Przy obficie zaopatrzonym barze podekscytowane towarzystwo zamawiało kolorowe drinki.

– Pokiwajcie się trochę, żeby dobrze się przyjrzeli Lalicie! – Muzyka tak dudniła, że ledwo usłyszałam słowa Pahlaja.

Podeszła do nas kelnerka z wysokimi szklankami wypełnionymi koktajlami.

– Szef kazał powiedzieć, że to dla was od firmy.

Sączyłam przez słomkę swój pierwszy w życiu alkohol. Mimo cierpkości dodany do niego sok sprawił, że nawet mi smakował. Po paru minutach zaczęło mi się wkoło podobać. Migały tęczowe kolory, a roześmiani uczestnicy imprezy podrygiwali w rytm muzyki. W przeciwieństwie do przybytku Radżu w klubie bawili się nie tylko mężczyźni, ale również kobiety. Ubrane w metalizujące srebrne, turkusowe i żółte krótkie sukienki, Kuwejtki, z niezwykle wyrazistymi makijażami na twarzach, szalały na parkiecie na równi z Kuwejtczykami. Zobaczyłam też mieszaną grupę cudzoziemców.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?