Pretty Reckless. All Saint High. Tom 1

Tekst
Autor:
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Przecież on ma osiemnaście lat. Może się pieprzyć w każdym stanie. We wszystkich pięćdziesięciu, nawet jeśli będzie w śpiączce – stwierdza z kamienną twarzą Knight. Milknie na chwilę, a potem dodaje: – Gus się pewnie wściekł. Włożył sporo siana w tę walkę, a w sumie nie ma zwycięzcy. – Knight gładzi się po podbródku.

– Gus powinien mieć własne życie. I szyję. Może nie w tej kolejności. To dupek, widziałem skarpetki bardziej rozwinięte niż on – odpowiada oschle Vaughn. – Przeżyje.

– Ale to twój partner. Od interesów.

– Każdego partnera mogę wyruchać, bylebym wyszedł na swoje. Oczywiście mówię o interesach – odpowiada Vaughn spokojnie.

Wbijam wzrok w dłonie. Dlaczego czuję się winna? Vaughn pochyla się i klepie mnie po plecach jak starszy brat, chociaż jest ode mnie dwa lata młodszy.

– Głowa do góry. Scully to twardy skurwiel.

Oni nie wiedzą.

Ani o Vii, ani o Pennie.

Ani o moim naszyjniku ze szkłem, ani o żyjącym we mnie zielonym Hulku.

Odrzucam włosy na plecy i uśmiecham się, ale nie ma w tym grama szczerości. Knight odwozi mnie do domu. Bezgwiezdne niebo jest piękne, a jego kolor tak czysty, że aż pieką mnie oczy. Księżyc wygląda jak zwykle samotnie i uwodzicielsko, wisi gdzieś tam nad Pennem, który mierzy się z nową rzeczywistością.

Knight gasi silnik i gestem wskazuje drzwi mojego domu. To posiadłość w toskańskim stylu z ośmioma sypialniami, dwupiętrowym holem, piwnicą z winem, studiem baletowym i basenem, który wygląda, jakby spływał po klifie za domem. Mieszkam na strzeżonym osiedlu o nazwie El Dorado. Mój tata zajmuje się inwestycjami, a moja mama… zainwestowała we właściwego mężczyznę, można tak powiedzieć.

W swojego byłego ucznia. Ale to historia na później.

Knight odprowadza mnie do drzwi. Wkłada rękę do mojej torebki, wyjmuje klucze, otwiera drzwi i wpisuje nasz kod.

– Wyglądasz na wstawioną, a ja wobec tego na winnego. Proszę cię, weź się ogarnij, zanim dotrzemy na piętro – oznajmia, otacza mnie ramieniem i prowadzi przez ciemny korytarz.

Nad nami wisi wielkie czarno-białe zdjęcie mojej mamy w stroju baletnicy. Jej elegancja dodaje tej posiadłości prawdziwie królewskiego klimatu.

Nie jest tak późno, więc bardzo możliwe, że moi rodzice jeszcze nie śpią. A nawet jeśli, Melody się obudzi, gdy zegar wybije północ. Zawsze ustawia sobie budzik, żeby sprawdzić, czy przestrzegam godziny policyjnej.

Nie pamiętam nawet, kiedy Knight położył mnie do łóżka, ale właśnie w nim leżę. Wciąż jestem ubrana i umalowana. Czas się nie rusza, stoi w miejscu jak ciężkie meble w moim pokoju.

Penn Scully ma kłopoty.

I to poważne. Właśnie stracił mamę i zaraz będzie bezdomny. A ja kilka kilometrów dalej leżę wygodnie w wielkim importowanym łóżku, owinięta egipską pościelą od projektanta, obok przeszklonej ściany wypełnionej różowym szampanem.

To przeze mnie ma teraz problemy.

Gdyby nie ja, jego siostra nadal by tu była. Może jego matka nie uzależniłaby się od cracku czy czegoś tam. Mocno zaciskam powieki i walczę ze łzami. Jego mama umarła w dniu jego urodzin. Cierpię, ale czuję lekką ulgę. To mi przypomina, że pomimo paskudnego charakteru wciąż jestem w stanie komuś współczuć.

Na korytarzu słyszę cichy odgłos bosych stóp. Rozpoznaję pełne gracji kroki Mel. Drzwi mojego pokoju skrzypią i wchodzi do środka. Zazwyczaj udaję, że śpię, żeby uniknąć rozmowy. Przestałam nazywać ją mamą, a zaczęłam mówić do niej Mel krótko po tym, jak zniknęła Via, chociaż właściwie nie pamiętam dlaczego. Od tamtego czasu oddalałyśmy się od siebie coraz bardziej, a teraz rozmowa z nią jest dla mnie torturą. W tej chwili chyba jednak nie jestem w stanie udawać, że śpię.

Melody nachyla się i całuje mnie w czoło – to gest, który powtarza co noc, odkąd się urodziłam. Ostatnio wisi nade mną sekundę dłużej, by wyczuć alkohol w moim oddechu. Ale dzisiaj jestem trzeźwa. A szkoda.

– Dobranoc, robaczku. Dobrze się bawiłaś w kinie?

Dopiero teraz przypominam sobie kłamstwo, które powiedziałam jej, gdy wychodziłam dzisiaj z domu.

Odchrząkuję, chcąc potwierdzić, ale prawda usiłuje się ze mnie wydostać, szarpie pazurami.

– Widziałam dzisiaj Penna Scully’ego.

Jej ciało sztywnieje, siada na brzegu mojego łóżka. Próbuje zachować obojętny wyraz twarzy, ale jej dolna warga drży i dostrzegam to nawet w ciemności.

– Jak… on się ma?

– Jego mama dzisiaj zmarła.

Szokują mnie własne słowa. Nie rozmawiałam o nim od… Właściwie nigdy o nim nie rozmawiałam. Nikt nie wie, co się stało z nim i Vią. Nigdy się nie przyznałam. Kiedy Melody mnie przycisnęła, gwałtownie się wszystkiego wyparłam. Chyba poniekąd przekonałam samą siebie, że nigdy do niczego nie doszło. I wierzyłam w to – aż do dzisiaj.

Melody zakrywa usta ręką, spuszcza wzrok, a jej ramiona zaczynają drżeć. Podnoszę się i przyciskam plecy do białego satynowego wezgłowia.

– Dzisiaj ma urodziny – mówi.

Oczywiście pamięta o urodzinach Vii.

– Walczył dzisiaj.

Patrzy na mnie.

W jej źrenicach dostrzegam agonię.

– W wężowniku?

– W wężowisku. – Przewracam oczami. – Tak.

– Czy wszystko z nim w porządku? – pyta. Nie zganiła mnie, że tam poszłam.

– Nie mam pojęcia. Nie obracamy się w tym samym towarzystwie – stwierdzam. Ufam Vaughnowi i wiem, że nie zostawi Penna, dopóki się nie upewni, że wszystko z nim w porządku. Pod względem fizycznym. Vaughna nie interesują uczucia. A co do Blythe… Nawet jeśli Penn będzie chciał z nią pogadać, ona i tak nic z tym nie zrobi. Usiądzie mu na twarzy, zanim Scully powie jej, jak się czuje.

– Co się stało z jego mamą? – pyta Mel.

– Podobno przedawkowała. – Przerzucam włosy przez jedno ramię i zaczynam je zaplatać.

Jej nozdrza falują.

– To okropne – odpowiada, ledwie poruszając ustami.

A to Scully nie jest dziany? Bogacze zazwyczaj nie umierają z przedawkowania. Wysyła się ich do drogich ośrodków leczenia uzależnień w Palm Springs, gdzie przytulają drzewa, po czym wracają piętnaście kilogramów ciężsi i trzydzieści tysięcy dolarów biedniejsi. Myślałam, że Via pławiła się w bogactwie. Sądziłam, że Penn nosi podarte ubrania jak Vaughn – by pokazać światu, że w dupie ma pieniądze.

– Po prostu pomyślałam, że powinnaś o tym wiedzieć, skoro ty i Via byłyście ze sobą tak blisko.

Nawet po tylu latach wymawianie jej imienia przychodzi mi z trudem.

Melody wstaje i rozgląda się po moim pokoju, jakby chciała znaleźć coś konkretnego. Może szuka Penna. Ale ja nie opiekuję się ofiarami. Luna, moja sąsiadka, ratuje wszystkie ranne ptaki, żaby, koty, bezpańskie psy… raz nawet uratowała jelenia. Gdyby ktoś miał przemycić Penna do pokoju przez okno, to ona, nie ja. I znając moje szczęście, Penn by się w niej zakochał.

– Zamierzasz z nim… porozmawiać czy coś? – pytam.

Moje serce bije szybko. Penn wie, co zrobiłam. Mógłby jej powiedzieć, a wtedy ona by mnie znienawidziła. Nigdy by się do tego nie przyznała, ale na pewno tak by było. Może już mnie nienawidzi. Kiedy po raz ostatni tak naprawdę ze sobą rozmawiałyśmy, tak jak teraz?

Mama staje w progu, trzyma się framugi, głowę ma pochyloną.

– Zrobię to, co powinnam była zrobić dawno temu, gdy jeszcze Via tu była.


Następnego ranka budzę się późno z poczuciem jakiegoś zbliżającego się nieszczęścia. Wyskakuję z łóżka i biegnę na dół po wodę. Kiedy po drodze na górę mijam sypialnię rodziców, słyszę, że się kłócą, głośno szepcząc.

Moi rodzice są w sobie tak szaleńczo zakochani, że czasami jest to obleśne. Nie ma nic gorszego niż starzy, którzy zaliczają drugą bazę na trybunach, gdy kibicują ci podczas występu przed meczem. Tym bardziej że mój tata był uczniem w All Saints High, a mama jego nauczycielką literatury.

Wiem, że muszą mówić o czymś poważnym, więc oczywiście przyciskam ucho do drzwi, nawet nie zastanawiając się nad tym, że powinnam zapewnić im trochę prywatności… heloł, ja już taka jestem.

– Po prostu wytłumacz mi dlaczego – warczy Mel.

– Bo sam byłem kiedyś nastolatkiem i jestem bardziej niż pewny, że nie chcę żadnych nastolatków pod moim dachem, a już na pewno nie w sytuacji, gdy mamy tu dwie dziewczyny.

– On się będzie zachowywał.

– Tak jak się zachowywał wczoraj, gdy rozwalił Vaughnowi twarz podczas walki w wężowisku? Niee, ja jednak podziękuję. Brutal już mi o wszystkim opowiedział.

Brutal to tata Vaughna i najgroźniejszy skurwiel na dzielni. Kiedy miałam pięć lat, kochałam się w nim. Baron „Brutal” Spencer nadal jest niezłym ciachem, więc wcale nie żałuję.

Nie mam pojęcia, o czym oni mówią. O Pennie? Czy on będzie tu mieszkać? Dlaczego?

– Jackie Chan junior nie jest w tej sytuacji żadną ofiarą. A poza tym ty w jego wieku też walczyłeś – zauważa mama.

– No właśnie, Mel. Dlatego nie chcę, by taki nastolatek, jakim ja byłem, zbliżał się do moich córek. Ani w tym domu, ani na tym kontynencie, jeśli mam być szczery. Dzieciak musi mieć gdzieś jakąś rodzinę. Gdzie jest jego siostra? Kupimy mu bilet na samolot. W klasie biznesowej. Opłacę mu nawet czesne w prywatnej szkole, bylebyś tylko wybiła sobie ten pomysł z głowy.

– Od lat anonimowo pokrywamy koszty jego treningów futbolowych, Jaime. Kiedyś próbowałam porozmawiać z jego ojczymem i dojść do jakiegoś porozumienia, ale on nie ma pieniędzy. Ten chłopak potrzebuje miłości i ludzi, którzy się nim zaopiekują. Gdyby miał takie osoby wokół siebie, nie znalazłby się w takiej sytuacji. Parę minut temu skończyłam rozmawiać z jego ojczymem przez telefon.

 

– Chryste – mamrocze tata.

– Ten mężczyzna nie myśli trzeźwo, a rzeczy Penna już są spakowane.

Co tu się, na rany Chrystusa i botoksową wróżkę Kylie Jenner, wyprawia? Myślałam, że Penn jest bogaty! Dlaczego moi rodzice płacili za jego treningi? I dlaczego mam wrażenie, że Melody chce, aby się do nas wprowadził? Mocniej zaciskam dłoń na szklance z wodą.

– Jeśli on tknie Darię… – Tata nie musi kończyć tego zdania. W piwnicy leży kij bejsbolowy, którego nazwał Pogromcą Chłopaków. Powiedział, że użyje go wobec tych, którzy spróbują pocałować mnie lub Bailey.

– Stawka jest za wysoka. Poza tym to, że są w tym samym wieku, nie oznacza jeszcze, że się ze sobą prześpią. Nigdy nie spotkałam bardziej różnych od siebie ludzi.

Cisza. Wiem, że Mel wygrała, ale nie jestem pewna, co to oznacza. Chyba właśnie wpakowałam się w bagno, i to nieświadomie. Penn Scully nie może się tu wprowadzić, bo się pozabijamy, zanim się tu w ogóle rozgości.

Kogo ja oszukuję? To on zabije mnie.

– Do niczego nie dojdzie – powtarza Mel. – Najpierw musimy się skontaktować z prawnikiem. Właśnie dostałam teczkę od pedagoga szkolnego. Penn nie jest już nieletni, ale nadal trzeba załatwić dokumenty.

Małpa nie marnuje czasu, od razu pociągnęła za sznurki. Założę się, że już nam kupiła pasujące bożonarodzeniowe swetry i planuje coroczne rodzinne zdjęcia z adoptowanym dzieckiem, które przytula nowe siostry, i labradorem leżącym na kanapie.

Tata wzdycha.

– Zapytam Brutala. Ma tylu wrogów, że pewnie ustawił sobie z pół tuzina prawników na szybkim wybieraniu.

Szklanka wyślizguje mi się z ręki i patrzę, jak w zwolnionym tempie spada na moje stopy. Gdy miażdży mi kości, walczę z krzykiem, który próbuje wyrwać mi się z gardła. Moje stopy tłumią uderzenie, woda rozlewa się na dywan, a szklanka turla się po podłodze.

Przygryzam wargi tak mocno, że metaliczny posmak wypełnia całe moje usta. Łzy rozmazują mi wzrok i dzięki nim udaje mi się powstrzymać od krzyku.

– Słyszałaś? – pyta tata za drzwiami.

– To nic takiego – odpowiada Mel.

No właśnie, myślę. To tylko ja.

Rozdział 2

Gdy ty się o mnie martwiłaś

Rżnąłem twoją koleżankę z drużyny

Dała mi piwo i zrobiła loda bez przyczyny

A ja wciąż cię nienawidzę, i to jak

Najchętniej własnoręcznie skręciłbym ci kark

Penn

Kopię niewielką stertę petów po papierosach i zapalam nowego.

Teoretycznie miałem rzucić palenie przed rozpoczęciem ostatniej klasy. Trener Higgins mnie zabije, jeśli się dowie, że złamałem obietnicę. Ale w sumie i tak długo nie pogram w drużynie ani nie pobędę jej kapitanem, bo nie mam gdzie mieszkać – nie mam nawet samochodu – więc w tej chwili szkoła na pewno nie jest moim priorytetem. Teraz myślę tylko o tym, pod którym mostem mogę się przespać, dopóki nie odłożę tyle kasy, żeby starczyło mi na motel.

Wszystkiego najlepszego, kurwa.

Gdy mieszkasz po złej stronie torów kolejowych, problem polega na tym, że twoi przyjaciele też tu mieszkają i mają bardzo dobre wymówki, by cię nie przenocować. Także są biedni, także mają małe mieszkania albo ich ojczymowie są kutasami. Też mi tragedia. Moja obecna sytuacja jest znacznie gorsza, bo siedzę na schodach ganku Rhetta z torbą sportową, do której zapakowałem wszystkie swoje rzeczy.

Odpycham torbę na bok. Jest lekka jak piórko.

Wkładam sobie zapalonego papierosa w usta i przeglądam kontakty w telefonie. Są plusy tej sytuacji: tak bardzo martwię się tym, gdzie będę dzisiaj spać, że w ogóle nie czuję spuchniętej twarzy, rozciętej wargi, najpewniej pękniętego żebra oraz burczącego brzucha.

Trzeba się w życiu cieszyć z małych rzeczy, czy jak to leciało.

Nocowanie u tej Ortiz w ogóle nie wchodzi w rachubę. Po pierwsze, jej rodzice wracają dzisiaj z wakacji na Karaibach. Po drugie, załatwianie sobie noclegu seksem jest denne. Oczywiście nie chodzi tutaj o sam akt pieprzenia. Po prostu czułbym się jak dziwka.

Już niemal wybieram numer Kannona – jego rodzice mają szopę za domem – gdy nagle przy chodniku zatrzymuje się nowiuteńki range rover. Nie unoszę głowy. To pewnie szef Rhetta przyjechał po pieniądze z narkotyków. Słyszę, jak drzwi od strony kierowcy się otwierają, i pięć sekund później staje nade mną kobieta o brązowych włosach, w kwiecistej letniej sukience. Patrzy na mnie przez wielkie okulary przeciwsłoneczne. Takie, w których dziewczyny wyglądają jak muchy.

– W czym mogę pomóc? – Mrużę oczy i dmucham dymem z papierosa prosto w jej twarz, bo mam ochotę być małym gnojem. Najwyższa pora dostosować się do tego, jak nazywa mnie Rhett.

– Ty mnie w niczym, ale ja mogę pomóc tobie. Bierz swoje rzeczy. Jedziesz ze mną. – Zdejmuje okulary i patrzy na mnie, jakby czekała na ten moment całe życie czy coś.

Przekrzywiam głowę i przyglądam się jej leniwie. O co tej babie chodzi? Chyba zadaję to pytanie na głos, bo odpowiada:

– Już się kiedyś poznaliśmy. Nazywam się Melody Followhill. Byłam nauczycielką baletu twojej siostry. Córka powiedziała mi, że wczoraj zmarła twoja matka.

Potem składa mi kondolencje. Przyznaje, że to trochę nietypowa sytuacja, ale zawsze kochała moją bliźniaczkę jak własne dziecko i bla, bla, bla. W skrócie: straciła Vię, więc nie chce, by kolejny Scully źle skończył.

No święta jakaś, kurwa. Matka Teresa jak się patrzy.

W tej chwili przez moją głowę przebiega wiele myśli. Po pierwsze, że nie potrzebuję jej litości. Po drugie, że teoretycznie właśnie tego potrzebuję. Po trzecie, nienawidzę jej córki, więc skorzystanie z pomocy jej rodziny byłoby jak zaprzedanie duszy diabłu. Po czwarte, życie bez dachu nad głową będzie jeszcze gorsze niż dzielenie domu z szatanem. Opór mam we krwi. Ufam wszystkim dorosłym w równym stopniu co pijanym uzależnionym od metaamfetaminy hazardzistom. Kiedy ktoś mi coś proponuje, zawsze szukam haczyka. Ta kobieta na pewno nie wpadła do mojego życia tą wypasioną bryką, by uratować mi dupę. Na pewno oczekuje czegoś w zamian.

– Pani Followhill, czy zgubiła pani kiedyś dzieci w centrum handlowym bądź w parku? – Nazywam ją „panią”, ponieważ po powalonej babci uciekinierce odziedziczyłem jedno: dobre maniery.

– Oczywiście.

– I jak długo ich pani szukała?

Milczy przez chwilę, bo doskonale wie, do czego zmierzam. Unoszę brew pytająco.

– Jakieś dwadzieścia pięć minut – przyznaje. – Najgorsze pół godziny w moim życiu.

– W takim razie chyba pani rozumie, że nie mogła pani kochać mojej siostry jak własnego dziecka. Nie ma jej tu od czterech lat, a pani pojawiła się dwie minuty temu i obiecuje niestworzone rzeczy jak kandydatka na prezydenta.

– Cztery lata. – Rozgląda się, patrzy na zepsute metalowe ogrodzenie, popękany beton i zabite dechami okna. – I nadal nie wiesz, gdzie ona jest?

Po tym, jak władze szkoły uwzięły się na mamę, Rhett w końcu wymyślił historię, że Via się wyprowadziła i zamieszkała z moim ojcem. To bardzo ciekawe wytłumaczenie, biorąc pod uwagę, że nikt – Via też nie – nie wie, gdzie mój ojciec jest. Rhett posunął się do tego, że podrobił całą masę papierów. Potem pobił moją na wpół przytomną matkę za to, że bezmyślnie wydała na świat potomstwo, którym nie zamierzała się zajmować. „Taka sama z ciebie matka jak z dzikiego kota”, krzyknął jej w twarz i wypadł z domu. Ale prawda była taka, że moja siostra zniknęła bez śladu dzięki córce pani Followhill. I dzięki mnie.

– A jak pani sądzi? – Uśmiecham się do niej ironicznie.

Prostuje ramiona, mruży oczy.

– W porządku, Penn. Wstawaj.

– Nie, tu mi dobrze.

– Na pewno… – Wyciąga do mnie dłoń. – Wstawaj.

Wybucham śmiechem, bo cóż innego mogę zrobić. Mam osiemnaście lat i nie interesuje się mną nikt poza zupełnie obcą osobą. Moja matka zmarła wczoraj z przedawkowania (jedno muszę jej przyznać – wyczucie czasu ma zajebiste), a mimo to nie czuję absolutnie niczego. Przez całe moje życie w ogóle się mną nie interesowała. W ciągu ostatnich dwóch lat wymieniliśmy może z sześć zdań. Rhett nie uronił nawet jednej łzy. Powiedział mi po prostu, że mam spakować swoje szmaty i wyjść. Dodał, że nie pieprzył się z nią od roku, więc powinienem się cieszyć, że pozwolił mi tu zostać, chociaż jej termin przydatności już dawno minął.

– Penn, musisz pójść ze mną. – Melody pstryka mi palcami przed twarzą. Wyłączyłem się na chwilę. Skutki tego, że od dwóch nocy nie zmrużyłem oka.

– Och, doprawdy? – Nie wiem nawet, dlaczego w ogóle się uśmiecham. Tkwię w gównie po uszy i nawet jej wypielęgnowane dłonie mnie z niego nie wyciągną. – Proszę mi przypomnieć dlaczego?

– Bo twoją alternatywą jest sypianie na czyjejś kanapie i opuszczenie się w nauce. Przy okazji: dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły. Gdyby wszystko było w porządku, właśnie byś tam był. Oficjalnie nie jesteś już problemem tego stanu. Nawet jeśli uda ci się znaleźć miejsce, by się tymczasowo zatrzymać, co chwilę będziesz się przenosić, co utrudni ci treningi czy znalezienie pracy. Nie starczy ci pieniędzy, żeby zadbać o swoją karierę futbolisty, jeśli w ogóle się przeniesiesz do miejsca, gdzie mają drużynę futbolową z prawdziwego zdarzenia i pozwolą ci w niej grać. Według twojej karty ucznia jesteś kapitanem drużyny. Chciałbyś stracić tę pozycję? Jeśli dalej będziesz utrzymywać takie wyniki, dostaniesz się do najlepszego college’u. Skończ ostatnią klasę, mieszkając u nas, a potem się rozstaniemy, jeśli tego będziesz chcieć. Ale pozwól mi spróbować, pozwól mi ułatwić ci dobry start w życiu. Nie odwracaj się od tej szansy tylko dlatego, że duma nie pozwala ci z niej skorzystać.

Ta kobieta wie bardzo dużo o moim życiu i wcale mnie to nie dziwi. Gdy się stąd pochodzi, wszyscy mają wgląd w twoje papiery.

– Ty i twoja siostra macie największy sportowy talent, jaki w życiu widziałam – dodaje.

– No i co? Mam u pani mieszkać i przez rok będziemy się bawić w pieprzony dom? – Strzelam knykciami.

– W nic się nie będziemy bawić. Jesteśmy rodziną. A ty jesteś u mnie mile widziany.

– Niech już pani da spokój. Brzmi pani, jakby wyszła z odcinka Tacy jesteśmy.

Powinienem przestać. Wiem to. Odrzucam świetną okazję. Moje głupie ego chce sprawić, że skończę bez stypendium i dachu nad głową, ale jeszcze nie jestem w stanie się ugiąć. Do samej Melody Followhill nic nie mam. Ale jej córka to już inna historia.

– Uda nam się. – Znowu wyciąga do mnie rękę. A ja znowu jej nie przyjmuję.

Przybliża dłoń do mojej twarzy.

– Nie wiem, co cię powstrzymuje, ale możemy to przepracować. Chciałabym ci pomóc odnaleźć siostrę.

Moja siostra nie żyje. Kusi mnie, by to powiedzieć, ale nie potrzebuję więcej litości. To tylko moje przypuszczenie, ale dość prawdopodobne. Via nie może być żywa. Od czterech lat nie wysłała mi żadnego listu, esemesa, nie odebrała telefonu.

– To życzę powodzenia.

– Nie jest mi potrzebne. Mam pieniądze.

Przyglądam się jej uważnie, żeby sprawdzić, czy mówi na serio. Nie tłumaczy się z tego, że jest bogata. Już wiem, po kim jej córka ma kompleks wyższości. Od pani Followhill tym capi, ale jej córka jebie tym na kilometr.

– Bierz swoją torbę – rozkazuje.

Kiedy się nie ruszam, sama ją bierze i idzie do swojego samochodu. Rzuca ją na przednie siedzenie i otwiera drzwi od strony pasażera.

– Dobra. Siedź sobie tutaj. Nie dostaniesz swoich rzeczy. Oficjalnie nie masz już nic.

W końcu się podnoszę i wsiadam do samochodu, nawet nie patrząc na dom Rhetta. Moja ręka unosi się nad skórzanym siedzeniem, ale go nie dotykam.

Cholera.

– Wykopie mnie pani po godzinie – komentuję oschle.

– Jeszcze się przekonamy, Scully.

Wbijam paznokcie w skórzane siedzenia, zafascynowany tym, jak pięknie wyglądają na nim odciski moich niedoskonałych paznokci. Kiedy kobieta uruchamia silnik, zapalam papierosa i uchylam okno.

Ostatnia szansa na zmianę zdania, proszę pani.

– Te papierosy cię zabiją. – Podsuwa okulary na nosie i unosi podbródek. Jest odważna.

– I dobrze. Dlaczego jeszcze tego nie zrobiły?

Nie wiem, czego od niej oczekuję. Wykładu, potępiającego spojrzenia? Może kary? Może krzyku? Minęło trochę czasu, odkąd jakiś rodzic się mną zajmował.

Kątem oka widzę coś, co mnie bawi – na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.

– Masz cięty język. Ty i moja córka Daria się dogadacie.

 

Nawet nie ma pojęcia, jak bardzo się myli, ale na pewno wkrótce się dowie.