Pretty Reckless. All Saint High. Tom 1

Tekst
Autor:
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Via zrywa się z trawnika, biegnie do domu i zatrzaskuje za sobą drzwi. Nie wiem, dlaczego chce siedzieć w salonie, kiedy Rhett tam jest, a w dodatku wydaje się zmęczony i głodny. Via pewnie wda się z nim w kłótnię i wróci na ganek z podkulonym ogonem. Moja matka jest zbyt naćpana, żeby się wtrącić, a nawet jeśli akurat byłaby w stanie to zrobić, weźmie stronę swojego chłopaka – mimo że ten używa trykotu Vii, który kupiła dla niej nauczycielka, by polerować swoje buty. Często tak robi, żeby ją wkurzyć. Czasami Via idzie na zajęcia w podartych legginsach i koszulce po mnie, a w autobusie płacze. W takie dni zazwyczaj wycieram jego bokserkami kible w publicznych toaletach w Liberty Park.

Taka zemsta działa cuda.

– Daj mi tę pięćdziesiątkę. – Obracam się do Cama i wyciągam rękę, a on posłusznie kładzie na niej banknot. Zamierzam kupić sobie i siostrze po wielkim burgerze, a potem doładować jej telefon, żeby mogła zadzwonić do pani Followhill.

Biegnę ulicą do najbliższej stacji, Camilo i Kannon podążają za mną. Drogę szpecą popękane chodniki i murale przedstawiające martwych nastolatków z aureolami. Palmy w tej okolicy uginają się, jakby pod ciężarem biedy, wiszą nad niskimi i żółtymi budynkami przypominającymi zepsute zęby.

Dwadzieścia minut później czuję satysfakcję, bo trzymam w ręce papierową torbę z tłustymi burgerami i frytkami. Kiedy Via to zobaczy, humor od razu jej się poprawi. Otwieram drzwi swojego domu, ale widok w salonie sprawia, że natychmiast upuszczam jedzenie na podłogę.

Chłopak matki siedzi na kanapie okrakiem na mojej siostrze, a jego galaretowaty brzuch wylewa się na jej klatkę piersiową. Bije ją po twarzy, jego spocona włochata klata lśni, a ręka napina się przy każdym ruchu. Podarte jeansy ma rozpięte. Siostra sapie i kaszle, próbując złapać oddech. Bez namysłu rzucam się w ich stronę. Via ma zakrwawioną twarz, protestuje słabo, mówi mu, że jest podłym draniem, a on się wydziera, nazywając ją złodziejską dziwką. Łapię Rhetta za kołnierz koszulki i odrywam go od niej. Facet traci równowagę i upada na podłogę. Uderzam go w ryj tak mocno, że w całym pokoju rozlega się chrupnięcie jego pękającej szczęki. Głowa odskakuje mu w tył i uderza o podłogę. Obracam się do siostry i widzę tylko jej plecy. Ślizga się po własnej krwi na podłodze, próbuje odejść. Chwytam ją za nadgarstek, ale ona mi się wyrywa. Coś upada między nami. Podnoszę to i widzę ząb. Jezu Chryste. Wybił go jej.

– Przepraszam – mówi zduszonym głosem, bo ma krew w ustach. – Przepraszam. Nie mogę, Penn.

– Via! – krzyczę.

– Proszę – odpowiada. – Puść mnie.

Próbuję ją złapać, ale ślizgam się na śladach krwi, które za sobą zostawia. Gdy upadam, brudzę sobie całe ręce. Podnoszę się i ruszam w stronę wciąż otwartych drzwi. Nagle czuję na sobie rękę, która ciągnie mnie w stronę kanapy.

– Nie tak szybko, mały gnoju. Teraz twoja kolej.

Zamykam oczy i pozwalam na to, bo wiem, dlaczego Via musi uciec.

Byle jak najdalej stąd.


Od ucieczki Vii minęły trzy dni.

Dwa i pół dnia, odkąd udało mi się zatrzymać jakieś jedzenie w żołądku i go nie zwymiotować. (Piwo też się liczy, nie?).

Nie dziwię się, że Via nie chce wrócić. Rhett pobił ją za to, że zwinęła jego telefon, żeby zadzwonić do Londynu. Ja doskonale wiem, że nie należy oszukiwać Rhetta. Zazwyczaj Via obchodzi się z nim jeszcze ostrożniej, bo jest dziewczyną. Tym razem zadziałała pod wpływem emocji i kosztowało ją to więcej, niż była w stanie zapłacić.

W piątek po południu stoję przed studiem baletowym, mając nadzieję, że się zjawi. Może nocowała w domu nauczycielki. Wydaje mi się, że są ze sobą blisko, ale ciężko stwierdzić, bo Via wkłada na twarz maskę za każdym razem, gdy autobus wjeżdża do Todos Santos. Mdli mnie na myśl, że jeszcze z nikim się nie skontaktowała. Wmawiam sobie, że ma swoje powody.

O szóstej ubrane na różowo dziewczyny zaczynają wychodzić z budynku. Kręcę się przy błyszczącym czarnym range roverze, trzymając ręce w kieszeniach i czekając na nauczycielkę. Kobieta wychodzi jako ostatnia, macha ręką i śmieje się z uczennicami. Za nią podąża jeszcze jedna dziewczyna. Ta, którą pocałowałem. Ta, na punkcie której mam obsesję od roku, jeśli mam być szczery. Jest piękna jak obraz w muzeum – w dość smutny, powściągliwy sposób, jakby chciała powiedzieć, że można na nią patrzeć, ale nie można jej dotykać. Idę w ich stronę i spotykamy się w połowie drogi. Dziewczyna wytrzeszcza oczy i rozgląda się na boki, jakby chciała sprawdzić, czy ktoś może poświadczyć, że rozmawiamy. Sądzi, że przyszedłem tu dla niej.

– Cześć. – Zakłada kosmyk włosów za ucho i skupia spojrzenie na pani Followhill, jakby chciała powiedzieć: „Przysięgam, nie znam tego typa”.

– Hej. – Ignoruję motyle w brzuchu, bo to nie są odpowiednie czas ani miejsce, po czym obracam się w stronę nauczycielki. – Proszę pani, moja siostra Via chodzi na pani zajęcia. Od trzech dni jej nie widziałem.

Nauczycielka marszczy brwi, jakbym właśnie oznajmił, że zamierzam się wysrać na jej samochodzie. Każe blondynce poczekać w aucie, a potem ciągnie mnie za rękę i prowadzi do alejki pomiędzy budynkami. Zmusza mnie, żebym usiadł na wysokim stopniu (co to w ogóle ma być?), a potem zaczyna mówić:

– Wydzwaniam do niej pięć razy dziennie i zostawiam wiadomości – szepcze gorączkowo. – Chciałam dać jej znać, że dostała się do Royal Academy. Kiedy list nie dotarł, zadzwoniłam do nich osobiście. Wszystkim już się zajmujemy. Jak wcześniej wspominałam, nie musisz się martwić czesnym. Ja będę za to płacić.

Moje nozdrza falują. Moja siostra ma przyszłość na wyciągnięcie ręki, a może leżeć teraz gdzieś w rowie. Cholerna Via. Niech szlag trafi wszystkie lekkomyślne czternastolatki.

– Cóż, dziękuję pani za ten dar, z którego nie będziemy mogli skorzystać, bo nie możemy jej znaleźć. – Drwię z niej otwarcie.

Mówię „my”, ale mam na myśli tylko siebie. Mama w ogóle nie bierze w tym udziału – nigdy nawet nie próbowała wyjść z nałogu, odkąd wpadła w niego kilka lat temu – a Rhett pewnie się cieszy, że ma jedną gębę mniej do wykarmienia. Wcześniej dzwonił pracownik szkoły w sprawie wagarów, ale powiedziałem, że siostra jest u cioci. Później zjawił się u nas w domu, a mama to potwierdziła – z zaniedbanymi włosami, wdychająca dym z papierosa jak tlen, nawet nie zapytała, czy to prawda. Gdybym zadzwonił na policję, pewnie wysłaliby nas do domu dziecka. Może razem, może nie. Nie mogłem do tego dopuścić. Nie mogliśmy zostać rozdzieleni.

Pani Followhill patrzy na mnie z taką miną, jakby właśnie do niej dotarło, że dostała jelitówki. Pewnie się zastanawia, jak śmiem tak się do niej odzywać. Zazwyczaj jestem bardziej okrzesany. Z drugiej strony nie codziennie mierzę się z zaginięciem siostry. Ścieram rzygi matki ze ścian i zamykam za Rhetta drzwi do łazienki, kiedy zdarza mu się zasnąć na toalecie. Nie patrzę na dorosłych z takim samym podziwem jak córka nauczycielki.

– Wow. – To wszystko, co mówi pani Followhill.

– W każdym razie dzięki za info. Życzę miłego życia. – Wstaję i idę w stronę ulicy, kobieta jednak łapie mnie i ciągnie do siebie. Obracam się w jej stronę.

– Moja córka… – Oblizuje wargi i spuszcza głowę, jakby czuła się winna. Dziewczyna opiera się o samochód i patrzy na nas, gryząc paznokieć. – Moja córka i Via się nie dogadują. Starałam się zachęcać je do rozmowy, ale im bardziej naciskałam, tym bardziej się nie lubiły. Wydaje mi się, że w zeszłym tygodniu zaginął list. List, który mógł być… ważny. Nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle ci o tym mówię. – Wzdycha, kręci głową. – Chyba… Sama nie chcę wiedzieć, wiesz? Nie podoba mi się to, że mój umysł w ogóle dopuszcza taką możliwość.

Ale może powinien.

Wraca do mnie wspomnienie.

Papier zgniatany w jej dłoni.

Ja go jej zabieram.

Rwę go na kawałki.

Wrzucam do kosza, patrząc, jak na jej twarzy maluje się zadowolenie.

Na wszelki wypadek polewam wszystko lemoniadą, a jej niebieskie oczy błyszczą.

Zniszczyłem marzenia siostry.

Sam zapoczątkowałem cały ten koszmar.

Zaciskam szczękę i się cofam. Po raz ostatni zerkam na dziewczynę, zapamiętuję ją.

Ukrywam ten obraz w myślach.

Zamierzam do niego wrócić, żeby ją zniszczyć.

– A więc Vii nie ma u pani? – pytam ostrym jak brzytwa głosem. Jestem zdesperowany. Nie mam żadnych poszlak. Wywrócę świat do góry nogami, żeby ją znaleźć, ale nie mogę go unicestwić. Ziemia dalej będzie się kręcić w tym samym tempie. Tacy jak my, jak Via i ja, znikają cały czas i nikt nawet tego nie zauważa.

Pani Followhill kręci głową. Z wahaniem dotyka mojego ramienia.

– Może pójdziesz ze mną? Odwiozę Darię do domu i poszukamy jej razem.

Daria.

Odwracam się i idę w stronę przystanku autobusowego. Czuję się głupi, pełen nienawiści i żywy. Bardziej żywy niż kiedykolwiek. Bo chcę zabić Darię. Gdy ją ujrzałem, zapomniałem o całym świecie, podczas gdy wszystko wokół nas płynęło.

„Potrzebujesz prawdziwego przyjaciela”, powiedziałem jej. Głupia chłopięca naiwność. W myślach rzucam ją na podłogę i depczę, wciąż zmierzając w stronę przystanku.

Daria miała rację. Byłem żałosny. Głupi, zaślepiony jej włosami, ustami, jej słodką melancholią.

Gdy docieram na przystanek, słyszę, że nauczycielka woła mnie po imieniu. Zna moje imię. Zna mnie. Nas. Nie wiem, dlaczego tak mi to przeszkadza. Nie wiem, dlaczego wciąż mnie obchodzi, że ta dziewczyna ma mnie za biedaka.

Wskakuję do pierwszego autobusu, który nadjeżdża. Nawet nie wiem, dokąd mnie zabierze.

 

Na pewno daleko od tej dziewczyny, ale jednocześnie niewystarczająco daleko od siebie samego.

Palące uczucie w mojej piersi przybiera na sile, dziura w moim sercu się powiększa, a z tyłu głowy słyszę szepty mojej babci.

Skull Eyes.

Rozdział 1

Widziałem cię na trybunach

Tuż przed początkiem ostatniej klasy

Swoim pięknem mnie osnułaś

Twoje serce tęskniło za chłopakiem

Który najchętniej by je zdeptał i roztrzaskał na kawałki

Daria

Prawie osiemnaście lat

Wężowisko jest dzisiaj bardzo zatłoczone. Zawsze tak jest, gdy walczy Vaughn, a on zawsze jest chętny do walki. Łamie nosy niemal z taką samą łatwością jak serca. A w razie gdybyście się zastanawiali, łamanie serc jest jego drugą ulubioną sztuką. Odkąd trafił do All Saints High, przynajmniej sześć dziewczyn przeniosło się do innych prywatnych szkół, żeby uciec od niego jak najdalej i nie cierpieć za każdym razem, gdy mijają go na korytarzu. Zostały mu jeszcze trzy lata nauki, a rodzice w całym mieście zamykają swoje córki w domach i trzęsą się ze strachu.

Każdy popularny facet chodzący do All Saints High lub rywalizującej z nami szkoły, Las Juntas w San Diego, walczy w wężowisku, co jest swego rodzaju rytuałem przejścia. Zazwyczaj nie przychodzę do takich miejsc, ale Blythe, Alisha i Esme zaciągnęły mnie tutaj na dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Są całkowicie skupione na Vaughnie. Dupek spędził wakacje w studiu we Włoszech, gdzie zajmował się rzeźbiarstwem, i wrócił dopiero dwa dni temu, więc dziewczyny muszą ponapalać się na jego piękną, obojętną twarz.

Prawda jest taka, że Vaughn jest zbyt okrutny, żeby się w kimś zakochać, kogoś pożądać czy chociażby polubić. Ale one będą musiały się o tym przekonać na własnej skórze, a ja będę się świetnie bawić, obserwując to wszystko, nawet jeśli cały czas będę powtarzać: „O Boże, kochanie, on w ogóle nie jest tego wart”.

Wskazówka: totalnie jest.

– Jak ktoś tak brutalny może tworzyć tak delikatną sztukę? Zdecydowanie bym go brała. – Blythe bawi się swoimi czerwonymi jak u Arielki włosami, patrząc na Vaughna, który krąży po boisku. Podarte czarne ubrania kleją się do jego smukłego, umięśnionego ciała.

Legenda głosi, że wężowisko, opuszczone boisko futbolowe na obrzeżach San Diego, dostało nazwę po pladze węży, która doprowadziła do zamknięcia tego miejsca. Na wyblakniętych, wyszczerbionych niebieskich trybunach siedzą faceci i piją piwo. My, dziewczyny, siedzimy ze skrzyżowanymi nogami, sączymy drogie wino z butelek i palimy elektryczne papierosy. Ludzie z Las Juntas zajmują miejsca naprzeciwko nas. Nie noszą szwajcarskich marek ani nie prowadzą niemieckich samochodów. Podają sobie do połowy opróżnione butelki tequili i skręty.

– Obleśne, Blythe. Przecież on jest w drugiej klasie. – Piękna Alisha o afroamerykańskich i holenderskich korzeniach wydaje z siebie dźwięk, jakby miała zwymiotować.

– Zamknij się. Gdyby cię chciał, totalnie dałabyś mu się wykorzystywać. Nie przychodzisz tu po to, żeby oglądać jakichś spoconych bezimiennych gości, którym spuszcza się lanie.

– A tak w ogóle z kim on dzisiaj będzie walczyć? – Robię balona z owocowej gumy do żucia, poprawiając na udach ciemnozieloną aksamitną sukienkę. Błyszczące włosy w dziesięciu odcieniach koloru blond związałam luźno czarną jedwabną kokardą, więc wyglądam jak do zdjęcia na tablicę Pinteresta. Zrobiłam idealne kocie oko eyelinerem, a usta musnęłam czerwoną matową pomadką, dzięki czemu stworzyłam efekt jak z filmów noir.

Jestem Daria Followhill.

Kapitanka cheerleaderek.

Naczelna Suka.

Panna Popularna.

Podoba ci się ten widok? Jaka szkoda. Nie interesują mnie chłopcy. Ale mężczyźni to już inna bajka…

– Nie mam pojęcia, ale ja mu nie zazdroszczę. Dzisiaj jak na razie wszystkie walki były brutalne, a Vaughn walczy najlepiej w wężowisku, więc zazwyczaj zostawiają go na koniec. – Alisha przygląda się swoim wypielęgnowanym paznokciom.

– Nadchodzi mięso armatnie – krzyczy ktoś siedzący trzy rzędy dalej, więc wszystkie się podnosimy i wyciągamy szyje, żeby zobaczyć tego nieszczęśnika, który zamierza stanąć do walki z wielkim Vaughnem Spencerem.

Staję na palcach, bo tłum po obu stronach zaczyna krzyczeć i wymachiwać pięściami. W powietrzu niczym chmura unosi się zapach potu, alkoholu i krwi zaschniętej po poprzednich walkach. Na języku wyczuwam posmak ludzkiej desperacji.

Widzę wysoką, dobrze zbudowaną postać idącą zygzakiem przez boisko w stronę Vaughna. Facet trzyma w ręce butelkę jakiegoś alkoholu, a jego sięgające ucha ciemne blond włosy – a może jasnobrązowe? – opadają mu na czoło. Nie widzę jego twarzy, ale nie muszę. W czerwonej koszulce ma dziurę, w miejscu serca. Natychmiast chwytam morskie szkiełko, które noszę jak naszyjnik.

Tylko nie mdlej, suko. Masz na sobie ultrakrótką kieckę.

Minęły cztery lata, a ja stałam się ekspertką w unikaniu Penna Scully’ego. To jakiś cud, biorąc pod uwagę, że on jest gwiazdą futbolu, ja kapitanką cheerleaderek, a nasze szkoły znajdują się w tym samym hrabstwie i są podobnej wielkości. W tym roku jak na razie stanęliśmy przeciwko sobie dwukrotnie. Nasze drużyny zawsze rozgrywają między sobą decydujący mecz, a All Saints nigdy nie wygrywa.

Po tym, co wydarzyło się z Vią, nie mogłam spojrzeć mu w twarz. Za każdym razem, gdy graliśmy przeciwko Las Juntas, udawałam bolesne okresy albo uciekałam do samochodu przed końcem meczu.

– Niech mnie ktoś uszczypnie. – Blythe podekscytowana klaszcze w dłonie. Ma na sobie odsłaniający brzuch top w kolorze cielistym, który pasuje do szpiczastych paznokci. – Penn Scully, skrzydłowy z Las Juntas, najseksowniejszy towar w Południowej Kalifornii. Od dawna mam ochotę usiąść mu na twarzy. Może dzisiaj jest mój szczęśliwy wieczór.

– Jak słyszałem, masz w zwyczaju parkować dupę wszędzie, gdzie tylko pasuje. Ale ostrzegam: Vaughn nie przepada za łatwymi – komentuje ze śmiechem Knight, pojawiwszy się za mną.

Obracam głowę w stronę chłopaka i unoszę jedną brew. Staram się udawać, że widok Penna nie przyprawia mnie o ból serca.

Na kolanach Knighta siedzi dziewczyna, której nie znam. Próbuje wessać jego ucho do ust i otacza rękami jego szerokie ramiona. On siedzi rozparty, z wyciągniętymi przed siebie nogami. Ma na sobie marynarkę w stylu vintage od Gucciego i białe air jordany. Jego dżinsy są szyte na miarę, a fryzura kosztowała pewnie więcej niż moja ekskluzywna torebka.

Knight jest boski, a także doskonale tego świadomy i gdyby mógł, reklamowałby swoją twarz na billboardach. Ma rozmarzone zielone oczy, głębokie dołeczki w policzkach, pełne czerwone usta i ostro zarysowaną szczękę. Jego włosy w orzechowym odcieniu brązu są miększe niż aksamit. Cała jego postawa krzyczy: hedonizm!

Wszyscy mieszkamy przy tej samej ulicy na tym samym osiedlu, a nasi rodzice są najlepszymi przyjaciółmi. Knight i Vaughn są niemal jak bracia, co w sumie uważam za dziwne, bo pod względem charakteru to raczej ogień i lód. Vaughn jest szalonym artystą ze skłonnościami do psychozy, a Knight to popularny sportowiec.

Jeden z nich jest jak Edward Nożycoręki, drugi mógłby być zaginionym, ładniejszym bratem Zaca Efrona.

– Czy twoja dziewczyna nie będzie zła, kiedy dotrze do niej, że wróciłeś do domu z wszami? To raczej dość bezużyteczne domowe zwierzątka. – Trzepoczę rzęsami, patrząc na niego słodko.

Luna Rexroth nie jest jego dziewczyną, chociaż on zawsze o tym marzył. I dlatego nigdy jej nie lubiłam. To pierwotna wersja Vii. To dziewczyna, przez którą rozbudził się we mnie Hulk. Dziewczyna, do której Vaughn zawsze się uśmiechał, za którą Knight ślepo podążał. Kiedyś tata powiedział mi ze śmiechem, że Luna jest jak sycylijska zakonnica. Raz na rok rozsuwają one zasłony i pojawiają się w oknie, żeby ich rodziny, które za nimi tęsknią, mogły je popodziwiać.

„Właśnie taka jest Luna. Gdy się zjawia, wszyscy zamierają”.

Tak. A ja przestaję istnieć.

– Ssij miękkiego fiuta, Dar. – Wsuwa skręta między zęby, zakrywa go, by podpalić, a potem dmucha mi szarym dymem prosto w twarz.

– Czy to zaproszenie? Bo wiesz, są takie specjalne tabletki, które pomagają na miękkie fiuty. – Kiwam znacząco głową w stronę jego krocza.

– Skarbie, mój fiut jest dla ciebie za twardy. Gdybym znalazł się w tobie, musiałabyś wziąć trzy tabletki przeciwbólowe, żeby poradzić sobie ze skutkami.

– We mnie? W twoich snach, Cole.

– Szczerze wątpię. W moich snach to Luna owija się wokół mnie nogami, a o reszcie nie będę mówić, bo jest dozwolona od lat osiemnastu. Bez obrazy, Tiffanie. – Klepie dziewczynę w tyłek ręką, w której trzyma zapalniczkę.

– Stephanie.

– Daj spokój, skarbie, bo robi się niezręcznie. Zupełnie bym zapomniał, że siedzisz mi na kolanach, gdyby Elsa nie zwróciła mi uwagi. – Knight pokazuje na mnie i wybucha śmiechem.

– Jaka szkoda, że jesteś w drugiej klasie, a ona w trzeciej. Nigdy nie będzie się z tobą spotykać.

Tylko się z nim droczę. Oczywiście Luna nigdy by się z nim nie spotykała, ale nie ze względu na jego wiek. Ona żyje we własnym świecie. Jest Słońcem, a on Ziemią. Krąży wokół niej i za każdym razem, gdy choć trochę się zbliża, kończy z oparzeniami, które go niszczą.

Knight przekrzywia głowę, uśmiecha się zadziornie, pokazując zęby, które wyglądają na bardziej szpiczaste niż zazwyczaj.

– O rany, gdybyś wiedziała, ile twoich koleżanek z ostatniej klasy robiło usta–usta mojemu fiutowi, gdy były w trzeciej, tobyś padła.

Nagle rozlega się głośny krzyk, który przerywa nasze przekomarzanki.

Widownia się krzywi, a my spoglądamy na zawodników. Penn upadł na środku boiska. Mój Marksie. Jeszcze nawet nie zaczęli walczyć, a on już wylądował na dupie. Wygląda na mocno wstawionego. Zanim się zorientuje, gdzie jest, Vaughn go zabije.

– Musimy powiedzieć Vaughnowi, żeby odwołał walkę.

– Patrzcie, ktoś tu się niepokoi. A co? Założyłaś się z Gusem? – Knight maca tyłek dziewczyny, ale wygląda na niezainteresowanego. On właściwie nigdy nie jest zainteresowany.

Ogarnia mnie gniew, robi mi się tak gorąco, że zaraz eksploduję. Zaciskam dłonie w pięści po bokach ciała. Nie chcę, żeby Penn wylądował w szpitalu, nawet jeśli mnie nienawidzi i pewnie nie chciałby mojej troski. Zżera mnie poczucie winy, bo przypomina mi się, jak podarł list siostry.

– Daj spokój. W życiu nie rozmawiałabym z Gusem dobrowolnie. Ale ten nieudacznik jest pijany. Vaughn go zabije.

– To silny futbolista należący do drużyny składającej się z samych gangsterów. Da sobie radę – odpowiada Knight niskim tonem.

Knight jako rozgrywający w drużynie All Saints High czerpie wątpliwą przyjemność z rywalizacji ze Scullym. Plotka głosi, że Penn jest najlepszy w całym hrabstwie. Może nawet w całym stanie. Dyrektor Prichard kilka razy oferował mu stypendium, żeby mógł dołączyć do naszej drużyny, ale na szczęście Penn jest lojalnym typem.

– Knight. – Mój głos się łamie, nie przypomina już obojętnego. Zaczynam go błagać. Dziewczyna siedząca mu na kolanach sztyletuje mnie wzrokiem. – Jeśli coś się stanie, Vaughn może mieć przez to poważne problemy.

– Nie zamierzam przerywać walki tylko dlatego, że zaczęłaś tchórzyć, ale zejdę na dół i przypilnuję, żeby te dwa fiuty walczyły czysto. – Przesuwa językiem po zębach, pokazując swój kolczyk.

Znowu patrzę na boisko, gdzie chłopaki zdjęły koszulki. Knight ma rację. Penn już nie przypomina wychudzonego chłopaka, który cztery lata temu dał mi swoją najcenniejszą rzecz. Teraz jest umięśniony, żylasty i potężny, w jego ciele nie ma chyba grama tłuszczu. Ramiona ma muskularne, między jego biodrami wyraźnie rysują się mięśnie w kształcie litery V – sądząc po westchnięciach koleżanek cheerleaderek, one też to zauważyły. Vaughn jest o wiele szczuplejszy, ale to bez znaczenia – ma w sobie kocią grację, której nie da się nie podziwiać, a gdy jest w swoim żywiole, potrafi pokonać przeciwników trzy razy większych od siebie i nawet się przy tym nie męczy.

Chłopcy krążą po boisku, milczą, są poważni, niebezpieczni. Twarz Vaughna jak zwykle nic nie wyraża. Jest spokojny, zrównoważony. Penn wydaje się rozkojarzony, uśmiecha się jak wariat. Butelka wyślizguje mu się z palców i ląduje na ziemi, a ludzie wybuchają śmiechem, który odbija się głuchym echem w moim sercu.

– Czy on często tu walczy? – rzucam, nie kierując tego pytania do nikogo konkretnego.

– Nie. – Gus, nasz kapitan drużyny futbolowej, który zajmuje miejsce dwa rzędy niżej, bierze łyk piwa.

 

Siedzący obok niego kumple podają sobie podkładki z wypisanymi na nich imionami. Całą noc zbierają zakłady: ludzie obstawiają wyniki walk, a dzisiejsza należy do wyjątkowo interesujących. Gus bierze podkładkę i wciska ją do swojej sportowej torby, a następnie przykrywa kurtką. Chyba uważa, że jego typowanie jest jakąś tajemnicą. Plotka głosi, że zarabia na tym fortunę, a Vaughn, który nienawidzi pieniędzy i wszystkiego, co reprezentują, dostaje swoją działkę. Wszyscy wiedzą, co z tym robi. Oszczędza, żeby otworzyć swoje własne studio bez choćby dolara z majątku rodziców.

– Penn nie jest typem, który najpierw by się najebał, a potem walczył. Często bywałem na imprezach organizowanych przez kogoś z jego szkoły. Coś jest nie tak. – Dokańcza butelkę i zaciera dłonie.

Coś jest nie tak.

Muszę zignorować dręczące mnie poczucie winy. Nie jestem odpowiedzialna za jego problemy. Jakaś inna dziewczyna – jakaś odważna – pewnie by się z nim teraz zmierzyła. Ale nie ja. On doskonale wie, co kiedyś zrobiliśmy i jak to doprowadziło do zniknięcia jego siostry. Nigdy nie prosiłam go o wybaczenie, bo bądźmy szczerzy, nie zasługuję na to.

Oddech grzęźnie mi w gardle, gdy chłopaki na boisku mierzą się wzrokiem, naśladując swoje ruchy. Vaughn jako pierwszy zadaje cios w twarz przeciwnikowi. Z nosa Penna od razu tryska krew. Ludzie krzyczą i wstrzymują oddechy. Penn robi chwiejny krok w tył, śmiejąc się i kręcąc głową, jakby uniknął ciosu. Zlizuje krew z górnej wargi, a potem rzuca się w stronę Vaughna. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam.

Jak tygrys bengalski.

Niemal zapomniałam, jaki był szybki i zwinny. Nadal jest. Zupełnie jak jego siostra.

Penn powala Vaughna na ziemię, ściska kolanami po bokach tors chłopaka, a potem okłada jego twarz pięściami. Raz trafia. Raz nie. Chce mi się rzygać. Tłum szaleje. Tego jeszcze nie było. Przez ostatnie dwa lata Vaughn raz lub dwa dostał niezły łomot, ale nikt go nigdy nie sprowadził do parteru. Wie, że wicie się w unikach to marnowanie energii. Kiedyś uczył się jiu-jitsu, zanim wykopano go z trzech różnych szkół za złe sprawowanie.

– Spencer! Spencer! Spencer! Spencer! – skandują uczniowie naszej szkoły, rzucając puste puszki na boisko. Uczniowie z Las Juntas są o wiele ciszej, co nie znaczy, że nie wzbudzają strachu. Nie przepadają za takimi manifestami, ale doskonale wiem, że są lojalni wobec swojej gwiazdy futbolu.

Vaughn ma rozciętą wargę i podbite oko. Udaje mu się przewrócić Penna, wspiąć na niego i przycisnąć go kolanami do ziemi. Penn niezdarnie popycha Vaughna, po chwili znowu się turlają. Vaughn wyraźnie się bawi nietrzeźwym Pennem, ale jego pięści zadają precyzyjne i mocne ciosy. Widzę, że Knight krąży przy boisku, przeczesując palcami włosy i oddychając gwałtownie.

– Kończymy, V. Dupek jest bardziej wstawiony niż typowy patologiczny tatusiek, a ty krwawisz jak laska z okresem.

– I dlatego nie zamierzam go zabić, a tylko dać mu ważną nauczkę. Później mi za to podziękuje. – Vaughn puszcza oko, spluwa krwią na ziemię i znowu zaczyna okrążać Penna. Kiedy walczy, ma dobry humor.

Vaughn wykonuje kopnięcie z półobrotu i trafia Penna w podbródek. Krew tryska z ust chłopaka na piasek. Upada pokiereszowany i nie rusza się.

Jedna sekunda.

Pięć sekund.

Dziesięć sekund.

Wstawaj. Wstawaj. Wstawaj.

Zaczynam krzyczeć. Dzwoni mi w uszach, nie mogę się uspokoić. Blythe, Alisha i Esme ściągają mnie z trybun. Kątem oka widzę zbliżającego się Knighta, który szybko otacza mnie ramionami.

Knight przeciska się ze mną między dzieciakami, które wybiegają na boisko. Wygląda na to, że rozpoczęła się bójka między szkołami. Knight wyprowadza mnie na parking i wpycha do swojego błękitnego astona martina. Na tylnym siedzeniu nie ma dużo miejsca, a muszę się wyprostować i zakryć usta ręką, żeby nie zwymiotować. Knight otwiera butelkę wody i podaje mi ją. Ręce tak mi drżą, że nie mogę upić ani łyka, nie rozlewając jej dookoła.

– Tylko spróbuj zarzygać mi siedzenie, Followhill, a będziesz kończona.

Otwiera dach swojego samochodu i wskakuje na miejsce kierowcy, nie używając drzwi. Nagle Vaughn, wezwany niczym demon, schodzi z boiska, wycierając twarz rąbkiem czarnej koszulki. Jego jeansy są podarte, podtrzymywane prowizorycznym paskiem wykonanym ze sznurówek wojskowych butów. Knight pokazuje Vaughnowi środkowy palec i uruchamia silnik.

– Chyba cię pojebało, jeśli myślisz, że wejdziesz do mojego samochodu, wyglądasz jak Carrie w scenie z wiaderkiem.

Vaughn patrzy na niego niewzruszony.

– Zluzuj dupę, Cole. Zabieram się z ludźmi z Las Juntas.

Knight unosi brwi wysoko i wytrzeszcza oczy z niedowierzaniem.

– Ciebie naprawdę pojebało. Wsiadaj do samochodu, głąbie.

– Napadli na nas na boisku – rzuca Vaughn, jakby to tłumaczyło jego decyzję.

Od zapachu krwi i trawki kręci mi się w głowie.

– A jeśli nie będziesz miał po swojej stronie drużyny futbolowej, skopią ci dupę. Nie rób niczego głupiego, dopóki nie wrócę. Muszę odwieźć Księżniczkę Waginę do jej zamku.

Vaughn podnosi nogę i poprawia kawałek taśmy, którym podkleił sobie podeszwę zupełnie rozwalonego wojskowego buta.

– Nie powinno było dojść do tej dzisiejszej walki. – Spluwa krwią na betonową drogę.

– Proszę, powiedz mi, że Scully nie złamał niczego poza czarnym sercem Darii. Wygląda, jakby ją to ruszyło.

Uderzam w oparcie siedzenia Knighta. Nie mogę oddychać, ale próbuję chwytać się każdej informacji dotyczącej Penna.

– Dzisiaj rano zmarła jego mama.

Nastaje chwila ciszy, podczas której krzyczę w głowie głośno, aż dzwoni mi w uszach. Patrzę na Knighta, który bierze ten scenariusz na poważnie, i nie dziwi mnie, kiedy zupełnie zamiera.

– I właśnie dlatego doszło do walki. – Vaughn wzdycha. – Kiedy Daria była zajęta panikowaniem, co swoją drogą świetnie ci wyszło – rzuca mi wymowne spojrzenie – jakiś facet wbiegł na boisko i ściągnął Scully’ego z ziemi, tłumaczył go, że jego matka dzisiaj rano przedawkowała. Akurat w jego osiemnaste urodziny.

– No weź nie pierdol. – Knight zaciska szczękę i uderza w kierownicę tak mocno, że rozlega się głośny klakson trwający kilka sekund.

Vaughn spuszcza głowę.

– W ramach prezentu urodzinowego jego ojczym wykopał go z domu. Zawodnicy Las Juntas mnie nie tkną. Chcę go tylko pozszywać i upewnić się, że nic mu nie będzie.

– Idę z tobą – mówi Knight, chociaż wie, że to niebezpieczne. Za tydzień ma pierwszy mecz, i to przeciwko Buldogom z Las Juntas.

W zeszłym roku uczniowie ostatniej klasy z All Saints pojawili się w środku nocy w Las Juntas, ściągnęli flagę liceum i zastąpili piracką, a maszt wysmarowali wazeliną. To miał być numer na koniec szkoły. Pójście tam samemu, bez ekipy, nawet z Vaughnem to proszenie się o kłopoty. Ale Knight już taki jest. Ryzyko to jego hobby.

– Tylko odwiozę Dar do domu.

– Dobra, niech będzie, pojadę z wami. – Prycham. Wiem, że nie mogę stanąć twarzą w twarz z Pennem, a już na pewno nie w tych okolicznościach. Pewnie jestem ostatnią osobą, na którą chciałby teraz patrzeć. Będę mu tylko przypominać o tym, co stracił. A jeśli moje wredne koleżanki usłyszą, że spędziłam wieczór z ekipą z Las Juntas po tym, jak wcześniej nagle zaczęłam krzyczeć, jakby świat miał się skończyć, nie dadzą mi żyć.

Mimo to chcę sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku.

– Zamknij się – mówią Knight i Vaughn jednocześnie.

Vaughn robi krok w przód i staje pod latarnią. Słabe światło uwydatnia szkody wyrządzone przez Penna: chłopak ma podbite oczy, rozwalone wargę i brew, a jego czoło spuchło, co jutro będzie wyglądać jeszcze gorzej. Nigdy wcześniej tak bardzo nie ucierpiał w walce.

– Nie trzeba, matko Tereso. Koleś długo tu nie zostanie – stwierdza Vaughn.

– Serio? – pyta Knight.

– Blythe Ortiz już go namówiła, żeby później wrócił z nią do domu. Nie wiem, jak on chce się w tym stanie z kimś pieprzyć, ale to już ich problem.

Chłopcy śmieją się szyderczo. Blythe. Dlaczego mnie to nie dziwi? Ona ma fioła na punkcie chłopaków. Nie myśli o niczym, tylko o fiutach. Zazwyczaj mi to nie przeszkadza, bo dzięki temu ja wychodzę na lepszą, ale fakt, że miałaby tknąć Penna, jest obleśny, bo po pierwsze, on jest ranny, a po drugie, to mnie pocałował jako pierwszą. Co w mojej głowie oznacza, że nikt w All Saints nie ma prawa go tknąć.