Uwodziciel w pułapceTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Kurt Matull, Matthias Blank

Uwodziciel w pułapce

CYKL: LORD LISTER. TAJEMNICZY NIEZNAJOMY

tłumacz nieznany

Armoryka

Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak

Na okładce: Autor nieznany, Uwodziciel w pułapce, licencja public domain,

źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/20/PL_Lord_Lister_-05-_Uwodziciel_w_pułapce.pdf/page5-643px-PL_Lord_Lister_-05-_Uwodziciel_w_pułapce.pdf.jpg

Plik rozpoznano jako wolny od znanych ograniczeń praw autorskich,

włącznie z prawami zależnymi i pokrewnymi.

Tekst wg edycji:

Kurt Matull, Matthias Blank

Tygodnik Przygód Sensacyjnych

Lord Lister - Tajemniczy Nieznajomy

Uwodziciel w pułapce

Wyd. Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.

Łódź 1937

© Wydawnictwo Armoryka

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

ISBN 978-83-7950-894-5

Obrońca niewinności

Tego wieczora ulice Londynu przepełniane, były, jak zwykle o tej porze, tłumem urzędników, robotników i robotnic wracających do domu. W tym tłumie pewien stary szczupły i skromnie ubrany człowiek z trudem przedzierał się za parą, którą śledził od dłuższej chwili, a która skręcała właśnie w jedną z mniej uczęszczanych uliczek. Parę tę stanowili: młoda wysoka dziewczyna o złotych włosach i twarzy ukrytej pod gęstą woalką i niski mężczyzna w eleganckim futrze i cylindrze na głowie. Zaczepił ją na rogu ulicy. Widać było, że narzucał się jej swym towarzystwem. Młoda dziewczyna, najwidoczniej sprzedawczyni w jakimś magazynie, kilkakrotnie prosiła mężczyznę, aby ją zostawił w spokoju. Prośby jej jednak pozostawały bez echa. Dopiero gdy ujął ramię, starając się pociągnąć ją siłą, zatrzymała się:

— Proszę mnie zostawić — zawołała, drżąc z oburzenia — Czego pan chce ode mnie?

W tej samej chwili starzec, który śledził ich znalazł się nagle u jej boku. Pojawienie się jego było tak nagłe, że przestraszył nietylko mężczyznę, ale nawet i młodą dziewczynę.

— Proszę zostawić tę panią w spokoju — rzekł — W przeciwnym razie otrzyma pan ode mnie należytą nauczkę.

Człowiek w futrze odwrócił się z wściekłością. Na widok skromnie odzianego starca, odwaga jego wzrosła.

— To, co mam do powiedzenia owej pani, pana nie obchodzi w żadnym razie! Weźcie jałmużnę i idźcie z Bogiem!..

Stary uczynił gest taki, jakgdyby chciał wyciągnąć rękę po srebrną monetę. Tymczasem jednak schwycił samą rękę i wykręcił ją z taką siłą, że mężczyzna zagryzł z bólu wargi.

— Myli się pan lordzie, Edwardzie Rochster. Coprawda jest pan prezesem Towarzystwa Ochrony Upadłych Dziewcząt i członkiem pięćdziesięciu instytucji dobroczynnych — mimo to jednak wątpię bardzo, czy pańska rozmowa z tą młodą dziewczyną miała charakter umoraIniający!.

Lord zbladł jeszcze bardziej. Widząc, że go poznano, wyjąkał kilka niezrozumiałych słów i szybko zniknął w ciemnościach.

Młoda dziewczyna rozpłynęła się w podziękowaniach, lecz starzec, odprowadziwszy lorda dziwnym wzrokiem, przerwał:

— Nie warto o tym mówić. Niech mi pani jednak powie, miss, czego chciał od pani ten człowiek?

Dziewczyna spojrzała na swego opiekuna ze zdziwieniem. Głos jego brzmiał o wiele łagodniej, świeżej i młodziej, niż przed chwilą. Postać jego nie była zgięta: trzymał się prosto i promieniował siłą.

Jeszcze pod wrażeniem tej dziwnej metamorfozy opowiedziała mu, że nieznajomy szedł za nią przez czas dłuższy i wreszcie ją zaczepił. Zaproponował jej, że się nią zajmie. Szkoda — twierdził — aby taka młoda dziewczyna musiała pracować ciężko na kawałek chleba. Gdyby mu ufała nie miałaby potrzeby tak się męczyć.

— Ale — ciągnęła dalej z płaczem — choć jesteśmy biedne, jesteśmy uczciwe. Pracuję ciężko, jako sprzedawczyni w sklepie, lecz niestety nie zarabiam dość, aby utrzymać siebie i matkę. Zalegamy z komornem już za trzy miesiące i gospodarz grozi, że nas wyrzuci na bruk. Wolę jednak umrzeć, niż sprzedać się za pieniądze.

— Niech pani nie poddaje się zmartwieniu — rzekł nieznajomy — Bóg pani nie opuści. Kiedy przypada termin zapłaty komornego, postawiony przez pani gospodarza?

— Trzeciego października. Potrzeba nam pięciu funtów sterlingów. A dziś już jest trzydziesty wrzesień.

— Gdzie pani mieszka? być może, że złożę pani wizytę.

Młoda dziewczyna podała swe nazwisko i adres.

— Dziękuję. A teraz niech pani wraca do siebie w spokoju.

Uścisnął raz jeszcze jej rękę i zniknął za zakrętem ulicy.

Dwa listy

Następnego rana lord Rochester zajęty był przeglądaniem poczty w swoim wspaniale urządzonym gabinecie. Uwagę jego zwrócił list w małej kopercie adresowanej niewątpliwie kobiecą ręką, co zawsze interesowało go najwięcej.

Zaledwie otworzył list i przebiegł oczyma kilka pierwszych linii, twarz jego poczerwieniała z zadowolenia. List ten miał treść następującą:

Szanowny Panie!

Wczoraj wieczorem wracając do domu miałam zaszczyt i przyjemność Pana poznać. Muszę Pana przeprosić za sposób w jaki odniosłam się do Pana. Jedynym moim wytłumaczeniem było to, że nie wiedziałam z kim miałam przyjemność. Ten nieokrzesany brutal swoją niefortunną interwencją przeszkodził mi poznać pana bliżej i okazać się godną pańskich dobrych wobec mnie intencji.

Biedna sprzedawczyni uważać się musi za szczęśliwą, mając tak szlachetnego i wpływowego protektora. Jestem, niestety, zajęta cały tydzień. Jeśliby zaś pan zechciał wybaczyć mi moją wczorajszą zuchwałość, proszę przyjść do mnie jutro, w niedzielę, pomiędzy godziną piątą a ósmą po obiedzie. 85 Baltic Street, 2-gie piętro, u pani Dumby.

Łącząc wyrazy prawdziwego szacunku

pozostaję MARY GREEN.

Lord nie posiadał się z radości. Oczywista, że pójdzie. Mała wyglądała dość pikantnie ze swymi blond włosami, zgrabną figurką i kształtnymi nogami. O, na kobietach znał się dobrze prezes Towarzystwa Opieki nad Upadłymi Dziewczętami i administrator Schroniska Domowego.

Przeglądając w dalszym ciągu pocztę, natrafił na dużą kwadratową kopertę zaadresowaną na maszynie. Twarz jego zmieniła się nie do poznania, przerażenie wykrzywiło rysy.

Lordzie Rochester! — czytał:

Jest pan największym hipokrytą, jakiego wydała kula ziemska. W oczach świata uchodzi pan za człowieka dobroczynnego. W rzeczywistości zaś wysysa pan krew ze swych biednych dzierżawców i wyrzuca ich bezlitośnie na bruk, gdy nie płacą regularnie czynszu. Dlatego też postanowiłem dać panu nauczkę. W pańskim gabinecie znajduje się kasa, zawierająca w chwili obecnej 4000 funtów sterlingów, uzyskane drogą lichwy i oszustw. Postanowiłem pozbawić pana tej sumy i uczynić to jutro, w niedzielę, pomiędzy godziną 5 — 7 wieczorem. Niech pan się nie stara temu zapobiec, bo wszelkie usiłowania będą bezskuteczne.

John C. Raffles.

Raffles! Nazwisko to napełniało lękiem serce lorda. Najmocniejsze zamki, najbardziej skomplikowane maszynerie otwierały się przed nim, jak zaczarowane. Ponadto posiadał dar przebywania jednocześnie w kilku miejscach. Jedynie policja nie widziała go nigdzie. W każdym razie nie potrafiła dotąd schwytać lorda Listera, który zdawał się posiadać jakąś nadludzką władzę. Lord wytarł zroszona zimnym potem czoło. Nawet żona jego nie wiedziała o istnieniu owych 4000 funtów, pochodzących od dzierżawców jego dóbr podlondyńskich. Właśnie wracał stamtąd, gdy spotkał piękną Mary Green.

W przerażeniu swym zapomniał o dziewczynie. Dziwnym zbiegiem okoliczności Raffles zapowiedział swoją wizytę na godzinę, na którą lord zaproszony został do pięknej nieznajomej. Lord był wściekły i przerażony zarazem. Po kilku jednak chwilach namysłu odzyskał straconą równowagę. Żart ten nie mógł pochodzić od Rafflesa. Autor listu zdawać sobie musiał niewątpliwie sprawę, że nikt nie będzie trzymał pieniędzy tak długo, aż złodziej zechce je zabrać. Nie, Raffles nie mógł być tak głupim. Ktoś chciał widocznie zrobić mu przykry kawał. Miał on swych wrogów, zwłaszcza wśród dzierżawców, których gnębił bezlitośnie. Dzierżawcy ci wiedzieli nie wątpliwie o zainkasowanych czterech tysiącach, które otrzymał niedawno od administratora. Mimo to postanowił zastosować pewne środki ostrożności. Połączył się ze Scotland Yardem i po kilku chwilach Baxter był już powiadomiony o wypadku.

— Jeszcze Raffles! — jęknął Baxter, patrząc na swych podwładnych. — Ten człowiek to przekleństwo mojego życia! Ileż już razy mieliśmy go w ręku! Zawsze jednak w ostatniej chwili wymyka się nam jak piskorz. Jego bezczelność przekracza wszelkie granice. W każdym razie dobrze, że jesteśmy zawiadomieni.

Detektyw Marholm, zwany Pchłą, uśmiechnął się pod wąsem.

— Oczywista, komendancie, że tym razem powinno nam pójść łatwiej — rzekł — Znamy już wszystkie jego sposoby i kawały. Ale pamięta pan wypadek gdy poszkodowany lord Lister okazał się identyczny ze złodziejem Rafflesem? Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby Raffles tym razem przedzierzgnął się w lorda Rochestera. Lord Lister, czyli Raffles jest wysoki i smukły, natomiast lord Rochester jest mały, jak ja. Ale cóż to ma do rzeczy? Raffles potrafi wszystko. Pamiętam, że kiedyś schronił się do szafki od zegara. — Tym razem może potrafi skryć się w komodzie, lub biurku?..

 

Inspektor Baxter wzruszył ramionami.

Nie miał zresztą czasu ani chęci do podtrzymywania na ten temat dyskusji. W kwadrans później wraz z czterema swymi najlepszymi agentami zjawił się w willi lorda Rochestera w Elismor Garden, w okolicach Hyde Parku. Baxter obejrzał uważnie list Rafflesa, o którym mu już lord Rochester telefonował uprzednio.

— Niesłychane — rzekł, obejrzawszy papier ze wszystkich stron. — Czy suma 4000 funtów pokrywa się dokładnie z sumą, znajdującą się w kasie?

Lord skierował się w stronę kasy, stojącej w pobliżu okna i otworzył ją:

— Niech się pan sam o tym przekona. Jest nawet o sześć funtów i osiem szylingów więcej. Ponieważ wczoraj była sobota i banki zamknęły wcześniej swoje kasy, nie miałem możności złożenia pieniędzy do banku.

Kapitan Baxter zarzucił lorda całym szeregiem pytań, pod gradem których lord uśmiechnął się w końcu.

— Nie przypuszcza pan chyba serio, że list ten pochodzi naprawdę od Rafflesa? Byłoby to za głupie z jego strony. Wystarczyłoby, abym nosił pie- niądze przy sobie! Teraz niech Raffles przyjdzie... będzie mu bardzo trudno znaleźć coś w kasie!

Mówiąc to, włożył całe pieniądze wraz z portfelem do kieszeni.

— To istotnie bardzo proste, milordzie, — odparł inspektor Baxter, śledzący w milczeniu jego ruchy. — Słowo daję, że nie zdziwiłbym się wcale, gdybyś pan zaczął się nagle zmieniać w moich oczach, stał się wyższy, szczupły, jednym słowem przekształcił się w lorda Listera, czyli Rafflesa.

Lord uśmiechnął się.

— Obawa ta jest zbyteczna. — Mimo to jednak zechcą panowie zastosować, te środki ostrożności, które uważać będziecie za stosowne. Chciałbym jednak ażeby mnie niepokojono zbytecznie.

— Może pan być tego pewny, milordzie — odparł szef policji, kłaniając się. Będzie nam nawet bardzo miło, jeśli we wspomnianych wyżej godzinach pozostawi pan nam całkowicie wolną rękę. Im dalej znajdzie się milord z pieniędzmi, tym lepiej będzie dla sprawy. W ten sposób, nie będziemy mieli potrzeby lękać się sztuczek Rafflesa.

Lord Rochester był w jaknajlepszym humorze. Pieniądze w jego mniemaniu znalazły bezpieczną kryjówkę. Ponadto sam szef policji nie uważał jego obecności za konieczną. Nic więc nie stało na przeszkodzie w spotkaniu się z piękną nieznajomą.

Po południu, o wiele wcześniej nawet niż to zostało umówione, przybył na miejsce inspektor Baxter wraz ze swymi ludźmi. Część ich ukryta została w parku. Drugą zaś część umieścił Baxter wewnątrz domu, w sąsiedztwie gabinetu. Sam zaś dokonał dokładnej inspekcji pokoju, w którym stała kasa żelazna. W szczególności zbadał uważnie te meble, w których mógłby się ukryć złoczyńca lub które mogłyby ewentualnie ułatwić mu ucieczkę. Następnie z rewolwerem w ręku zaczaił się tuż przy drzwiach. Szef Scotland Yardu inspektor Baxter był przygotowany na wszystkie ewentualności.

Nudnie i długo wlokły się chwile oczekiwania. Kapitan był człowiekiem słusznej tuszy i z trudem poruszał się w małej komórce za drzwiami, w której się zaczaił. Zdrętwiałe członki bolały go coraz więcej.

Usłyszał bicie godziny piątej, następnie zaś szóstej. Zmrok już panował oddawna. Przez jedyne okno pokoju wpadało światło ulicznej latarni. Żaden dźwięk nie przerwał ciszy, w której pogrążony był cały dom. Jedynie trzaskanie mebli od czasu do czasu zmuszało inspektora do baczniejszego nadstawienia ucha.

Inspektor Baxter zaklął ze złości. Czyżby istotnie chodziło o brzydki kawał? Czyżby znowu, tym razem pośrednio, policja została wystrychnięta na dudka? Stopniowo Baxter uczuł ogarniającą go senność. Nagle dał się słyszeć lekki hałas. Baxter podskoczył.

Czyżby się mylił? Nie, usłyszał wyraźnie lekki trzask i spostrzegł, że drzwi otwierają się powoli. Ukazała się czarna głowa, po chwili zaś cała postać wysokiego i przystojnego mężczyzny.

Był to niewątpliwie Raffles. Kapitan Baxter nie śmiał oddychać ze strachu. Drżał ze wzruszenia, jak myśliwy, który obawia się, że niebacznym ruchem spłoszy zwierzynę.

Czarna sylwetka znajdowała się już w środku pokoju i skierowała swe kroki w stronę kasy żelaznej. Nie było tu już żadnych wątpliwości. Baxter wyskoczył ze swej kryjówki, dając umówiony sygnał.

— Halt, Raffles! Poddaj się! Tym razem już mi nie ujdziesz — zawołał.

Sześciu policjantów nadbiegło mu z pomocą.

Smutne skutki spotkania

Parę minut po piątej, lord Rochester zjawił się przed drzwiami na których wisiała tabliczka z napisem: „F. Dumby“. Otworzyła mu czcigodna dama i na zapytanie, czy zastał miss Green w domu, odparła uprzejmie:

— Miss Green oczekuje pana.

Zapukał do drzwi, wskazanych mu przez gospodynię.

— Miss Green?

Drzwi otwarły się natychmiast i ukazała się w nich młoda dziewczyna. Pierwsze spojrzenie wystarczyło, by przekonać lorda, że dziewczyna istotnie była bardzo piękna. Rysy miała coprawda trochę grube, lecz ostrość ich łagodził blask przecudnie złotych włosów, które wczoraj zachwyciły lorda.

Wszedł za miss Green do jej pokoju. Młoda dziewczyna była wyraźnie zmieszana. Dopiero gdy lord zapewnił ją, że nie żywi do niej urazy za wczorajsze zachowanie się jej, przezwyciężyła swą nieśmiałość i poczęła opowiadać mu, o życiu które wiodła.

Lord słuchał z roztargnieniem i oglądał umeblowanie pokoju. Pokój ten wyglądał dość biednie. Sytuację tę lord uważał za pomyślną dla siebie, ponieważ w tych warunkach łatwiej było zdobyć względy dziewczyny.

— Niestety, milordzie — ciągnęła dalej wzdychając. — Życie moje ułożyło się dość smutno i rozumie pan teraz, czemu jestem szczęśliwa ze spotkania z panem. Cieszę się, że raczył się pan zainteresować moją osobą. Dowiedziałam się, że jest pan prezesem wielu instytucyj dobroczynnych i że pańska propozycja z pewnością nie zawiera nic zdrożnego.

Rozmowa przybierała niezbyt pomyślny dla lorda obrót.

— Oczywista, moje drogie dziecko — rzekł lord — ale wszystko jest dobre we właściwym czasie. Trzeba stać na straży moralności niższych warstw... Wtedy jednak, kiedy jest się sam na sam z młodą i piękną dziewczyną...

Usiłował objąć ją wpół. Wyrwała mu się gwałtownie.

— Pochlebia mi pan, milordzie — rzekła śmiejąc się — tem niemniej zrobił mi pan wielką przyjemność. Zupełnie inna sprawa zwalczać niemoralność u innych a samemu mieć całkowitą swobodę czynów, niż stosować zasady moralności w własnym życiu... Przyznaję, że obawiałam się trochę wizyty sławnego moralisty.

Swobodna wesołość zapanowała w małym przytulnym pokoiku. Pani Dumby wniosła kawę. Miss Green z wdziękiem czyniła honory domu... Poczęstowała go papierosami. Sama nie paliła, lecz przygotowała papierosy specjalnie dla lorda... Ujęty uwagą lord nie mógł odmówić. Gdy tylko pierwszych parę razy zaciągnął się dymem, zaczęło z nim się dziać coś niezwykłego. Uczuł ogarniające go przemożne zmęczenie. Senność zwiększała się z każdą chwilą. Lord walczył jeszcze przez parę sekund, wreszcie dał za wygraną. Powieki zamknęły się, głowa opadła na piersi i lord zasnął na kanapie, na której siedział.

Mary Green przez chwilę spoglądała na śpiącego... Podeszła doń na palcach i wsunęła rękę do kieszeni kamizelki. Wyciągnęła portfel: był grubo wypchany banknotami. Położyła go chwilowo na stole, poczem oddała się całkiem innemu zajęciu.

Jednym ruchem ręki zerwała z siebie szaty kobiece. Jej okrągłe kształty, piersi i biodra opadły z niej jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Były to zręcznie zrobione poduszki gumowe, z których można było z łatwością wypuścić powietrze. Po krótkiej chwili leżały już smętnie puste i płaskie na stole. Inne akcesoria kobiecości spotkał podobny los... Wspaniała aureola złotych włosów okazała się świetnie zrobioną peruką, która przykrywała kruczo czarne, falujące krótkie włosy. Rysy twarzy przybrały męski energiczny wyraz, gdy pseudo-miss Green starła z twarzy pomadkę i grubą warstwę pudru... Wkrótce zamiast czarującej młodej dziewczyny, w pokoju znajdował się muskularny atletycznie zbudowany mężczyzna.

Rzucił ironiczne spojrzenie na uśpionego lorda:

— Śpij spokojnie, lordzie Edwardzie, szlachetny obrońco uciśnionej niewinności — szepnął, wyjmując z małej walizki męską bieliznę oraz ubranie. — Oby przebudzenie nie było zbyt przykre...

Ubrał się pośpiesznie, schował gumowe poduszki, perukę oraz kobiece suknie do obszernych kieszeni swego palta.

Wyjął z portfelu zawartość i nie licząc schował do kieszeni. Portfel włożył z powrotem do kieszeni lorda, i opuścił mieszkanie.

Tymczasem czcigodny opiekun młodych a cnotliwych dziewcząt, lord Rochester spał snem sprawiedliwych. Dopiero w godzinę później został zbudzony gwałtownie: to madame Dumby, zdziwiona że w pokoju sublokatorki, która wynajęła mieszkanie zaledwie trzy godziny przed wizytą lorda, nie słychać żadnego głosu, zapukała, a gdy nikt jej nie odpowiedział, — weszła do pokoju. Nie zastała już w nim oczywista swej sublokatorki. Tylko stary lord chrapał potężnie na kanapie. Zbudziła go potrząsając nim jak gruszą.

Z początku nie pamiętał o niczym: mózg jego ogłuszony dużą dozą opium, którym przesycone były papierosy, pracował ociężale. Stopniowo jednak myśl jego poczęła pracować sprawniej. Pierwszym świadomym odruchem było sprawdzenie czy portfel znajduje się na swym miejscu. Odetchnął. Portfel tkwił w kieszeni do której go włożył. Gdy go otworzył zbladł jak ściana: pieniądze znikły a na ich miejscu leżała kartka papieru...

Jęcząc, jak małe dziecko, ku przerażeniu madame Dumby, czytał treść listu:

Mój szlachetny opiekunie,

Dlaczego u licha nie pilnował pan swej kasy ogniotrwałej? Ostrzegłem pana wczoraj, że dziś między godziną piątą a siódmą po południu uwolnię pana od kłopotu przechowywania czterech tysięcy funtów, które się tam znajdowały. Czyż nie uczyniłem słusznie? Oto, jaki los spotyka starszych panów biegnących na spotkania z młodemi dzierlatkami! Staruszek, któremu dał pan wczoraj nędzną jałmużnę, zrobił dzisiaj trochę lepszy interes. Istoty tak czyste, jak dziewczyna którą niepokoił pan wczoraj nie są stworzone dla takich starych satyrów, jak ty.

Nie usiłuj niepokoić poczciwej pani Dumby. Wie ona tylko tyle w tej sprawie, że wynająłem pokój zaledwie trzy godziny temu. Mam nadzieję, że nie narazi się pan na pośmiewisko ludzi rozpowiadaniem w jaki sposób lord Rochester stracił 4000 funtów sterlingów.

John C. Raffles.

* * *

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy lord Rochester obudził się z głębokiego snu, inspektor Baxter i jego ludzie schwytali w gabinecie lorda jakiegoś osobnika, który wyrywał się z całych sił.

Jakież było ich zdziwienie, gdy po zapaleniu światła okazało się, że przypuszczalnym przestępcą jest służący lorda. Nieszczęsny lokaj wszedł do gabinetu niosąc telegram do swego pana... Ponieważ w pokoju było ciemno, zbliżył się do kontaktu elektrycznego, znajdującego się tuż obok ogniotrwałej kasy. W tej samej chwili uczuł, że ktoś napada nań z tyłu, chwyta za gardło i obezwładnia. Ani rusz nie mógł zrozumieć, czego chciały od niego obce głosy. Dopiero później inspektor Baxter poznał swój błąd. Okazało się, że telegram był zaadresowany właśnie do niego. Sądził, że zawiera jakieś ważne nowiny, które przesyłał mu lord Rochester. Zaledwie jednak otworzył go, zbladł i zaklął siarczyście. Papier wypadł z jego rąk. Marholm schylił się, podniósł telegram i przeczytał treść kolegom:

Drogi Inspektorze!

Trud pański jest już zbyteczny. Od pół godziny pieniądze znajdują się w moim posiadaniu. Do następnego spotkania!

John C. Raffles.

* * *

Następnego dnia kilkanaście osób otrzymało przekazy pocztowe. Większość ich zaadresowana została do dzierżawców lorda Rochestera. Towarzyszyło im krótkie wyjaśnienie, w którym lord Rochester zawiadamiał ich, że z uwagi na złe zbiory i trudną sytuację, prosi o przyjęcie przesłanej kwoty. Jeden z przekazów otrzymała panna Agata Berkley, młoda dziewczyna, którą lord zaczepił któregoś wieczoru w sposób nieprzyzwoity. Wszystkie przekazy nadane zostały w jednym z londyńskich urzędów pocztowych przez wysokiego młodego człowieka, ubranego nader wytwornie.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?