Kto umrze, zobaczy. Czyściec i raj

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ IV - Kary Czyśćca: ogień

Kary Czyśćca stanowią dla nas nieprzeniknioną tajemnicę, pomimo naszego wrażenia, że coś o nich wiemy, dzięki licznym świadectwom objawień dusz czyśćcowych, które stały się już rzeczywistością potwierdzoną naukowo, nawet dla tych niewierzących na swą hańbę naukowców.

Być może to niezbyt znany fakt, lecz dziś rzeczywistość życia pozagrobowego, a w nim na pewno Piekła, Czyśćca i Nieba, stanowią nową naukę, podobnie jak psychoanaliza, chemia, fizyka itd. Ta nauka nie jest empiryczna czy metafizyczna, lecz pozytywna, ponieważ podobnie jak słuszność fizyki jest potwierdzona stałością zjawisk fizycznych, tak stałość świadectw życia pozagrobowego potwierdza naukę, która je zgłębia i bada.

Również niewierzący naukowcy są zmuszeni do zaakceptowania tej nowej nauki; a nawet – zapewniam was – badają oni fakty potwierdzające istnienie tamtego świata z większą starannością od katolików, właśnie z racji uprzedzeń, jakie żywią wobec tego, co nadprzyrodzone. Katolicy wiedzą przez wiarę, że to nauka nauk, że dusza jest nieśmiertelna, że istnieje dla niej kolejne życie, pełne nieszczęść, jeśli przejdzie do niego, uparcie trwając w grzechu; oczyszczające, jeśli przejdzie do niego splamiona, ale w łasce Bożej, i niesamowicie szczęśliwe, jeśli wejdzie do niego jako święta. Znając przez wiarę tę wielką prawdę, nie przywiązują szczególnej wagi do pozytywnych manifestacji życia pozagrobowego. Co więcej, u wielu osób pozostaje jeszcze coś z tego przeklętego ducha niedowiarstwa, który zdominował atmosferę minionych wieków, i wciąż jeszcze traktują oni jako legendę pewne fakty nadprzyrodzone czy nadnaturalne, które są rzeczywistością historyczną i naukową.

Modlitwa za zmarłych

Kary Czyśćca są karami innego życia, całkowicie odmiennego od ziemskiego, i są męką duszy, która ogromnie cierpi z ich powodu. Udręki cielesne czy duchowe doczesnego życia przenikają do duszy, lecz zawsze w sposób niedoskonały, ponieważ przechodzą przez zmysły systemu nerwowego, następnie do mózgu odbierającego bodźce, a przez mózg do odczuwającej je duszy. Kiedy osiągną poziom niemożliwy do zniesienia dla zmysłów, wtedy usuwają się, a system nerwowy i mózg nie odbierają już bólu, dusza go nie odczuwa, ponieważ wychodzi z ciała. Znieczulenie miejscowe lub ogólne wykonywane podczas zabiegów chirurgicznych sprawia, że zmysły są jakby uśpione i niezdolne do przekazywania bólu do duszy.

W Czyśćcu to dusza odczuwa bezpośrednio i całościowo ból oczyszczenia, a tego bólu nie uśmierzy żadne znieczulenie. Jedyną ulgę mogą jej przynieść modlitwy za zmarłych – jak zobaczymy – będące zapłatą uiszczaną przez ziemskich wędrowców, którzy aplikują duszom czyśćcowym zasługi Jezusa Chrystusa i w ich imieniu zanoszą modlitwy oraz podejmują ofiary, uwalniając dusze całkowicie albo po części od ciążącej na nich odpowiedzialności.

Modlitwa za zmarłych jest jak wycięcie guza, które uzdrawia chory fragment i sprawia, że już nie cierpi; jest jak zapłata miłosnej jałmużny, która przejmuje dług cierpiącej duszy i dyspensuje ją od zapłaty, aż do ostatniego grosza, uwalniając od kar.

Nie istnieje bowiem żadne porównanie zdolne zestawić kary duszy czyśćcowej z karami naszego życia doczesnego, ubogaconego Boskim Miłosierdziem oraz uczynkami miłosierdzia co do duszy i ciała. Możemy jedynie spróbować je sobie wyobrazić za pomocą analogii i odpowiedników, tak jak dziecko, które wyobraża sobie wybuch bomby atomowej, patrząc na iskrzenie rozpalającej się zapałki.

Najłatwiejszą do wyobrażenia sobie męką Czyśćca jest ogień, gdyż istnieją niezliczone objawienia dusz czyśćcowych, które potwierdzają jego istnienie, zostawiając widoczne ślady palących je płomieni. Po tych śladach widać również straszliwą różnicę między ogniem ziemskim a czyśćcowym.

O tym fakcie możemy przeczytać choćby w historii pewnego dominikanina, ojca Stanisława Kokoszki*. Któregoś dnia, gdy ten święty zakonnik modlił się za zmarłych, ujrzał duszę całą w płomieniach i zapytał ją, czy ten ogień pali mocniej od ziemskiego.

„Ach! – zakrzyknęła dusza – w porównaniu do ognia Czyśćca wszystkie płomienie całej ziemi są jak ożywczy wietrzyk”.

Zakonnik odrzekł: „Jak to możliwe? Chciałbym sam się o tym przekonać, ale pod warunkiem, że zostanie mi odjęty jeden dzień kar, jakie będę musiał cierpieć w Czyśćcu”.

Dusza dodała: „Żaden śmiertelnik nie byłby w stanie znieść najmniejszej części tego ognia i nie umrzeć w tej samej chwili. Jeśli jednak chcesz się przekonać, to wyciągnij rękę”.

Ojciec wyciągnął odważnie rękę, a dusza upuściła na nią kroplę swojego potu lub płynu, który wydawał się potem. W tej samej chwili zakonnik wydał przeraźliwy okrzyk i upadł na ziemię, wijąc się w konwulsjach. Współbraciom, będącym na miejscu, z wielkim trudem udało się go ocucić. On tymczasem, drżący z przerażenia, opowiedział im to, co mu się przydarzyło i pokazał bolesną ranę na ręce. Musiał położyć się do łóżka, ponieważ nie był w stanie utrzymać się na nogach, a po upływie półtora roku przeżytego w niesamowitych męczarniach – umarł, zaklinając współbraci, aby unikali najmniejszych nawet grzechów, a tym samym uchronili się przed tymi straszliwymi mękami.

Podobnych zdarzeń można zliczyć setki, tak więc wątpliwości co do istnienia ognia czyśćcowego są aroganckie i nielogiczne5.

Jakiej natury jest ogień Czyśćca?

Lecz jakiej natury jest ten ogień i jak może dręczyć duszę będącą duchem? To wielka trudność i wielka tajemnica, która może być przybliżona na przykładzie nowoczesnych odkryć atomowych.

Starożytni wytwarzali ogień, pocierając szybko dwa patyki sosny albo innej żywicznej rośliny. W ten sposób poprzez tarcie otrzymywano ogień z drewna. Rozpalenie w piecu wymagało długiego czasu. Później otrzymywano ogień z krzemienia, którym uderzano czy potrząsano, aby rozsypać iskry i przenieść ogień na hubkę, będącą rodzajem gąbki. Hubka zapalała się stopniowo i powoli, tak jak mógłby zapalać się sznur ze ściernia, i przekazywała ogień drewnu. Zgaszone drewna stawały się węgielkami czy węglem, a węgiel paliwem ognia.

Następnie wynaleziono zapałki – proste, lecz cenne odkrycie – z których przez pocieranie po chropowatej powierzchni powstawały iskra i płomień. Płomień płonie, ponieważ drewna, paląc się, przechodzą w stan gazowy, a gaz formuje płomień. Użyto więc łatwopalnego gazu otrzymywanego z węgla kamiennego. Odkryto elektryczność i zauważono, że włókno węglowe, a później drut metalowy żarzą się, kiedy przepływa przez nie prąd elektryczny i napotyka opór. W ten sposób otrzymano ogień elektryczny. Każde kolejne rozpalenie ognia skutkowało bardziej intensywnym i cieplejszym płomieniem. Na przykład piece elektryczne mają o wiele większą moc cieplną od ognia z drewna czy gazu.

Dziś, dzięki nauce o atomie, możemy wyrobić sobie nieco jaśniejsze pojęcie na temat ognia, zarówno tego piekielnego, jak i czyśćcowego. Całość materialnego świata jest tworzona przez atomy, o takiej samej budowie, lecz odmiennej naturze, w zależności od różnych minerałów czy ciał fizycznych. A zatem mamy atom uranu, plutonu, wodoru itd.

Każdy atom jest jak układ słoneczny w miniaturze – posiada centralne jądro, wokół którego krążą elektryczne cząsteczki nazywane elektronami. To harmonia przypominająca słońce oraz krążące wokół niego planety. Jądro może być rozdzielone bombardowaniem elektrycznym, przeprowadzonym przez specjalne narzędzia o wielkiej mocy, jak na przykład cyklotron, a wtedy atom, wskutek podziału jądra, wytwarza potężne ciepło, przy którym zwykły ogień niknie jak cień. Materia zmienia się w palącą energię, która może spalić oraz zniszczyć każdą rzecz w promieniu o zdumiewającym i przerażającym zasięgu. W oparciu o to odkrycie zostały stworzone pierwsze bomby atomowe, ponieważ człowiek często przemienia w zło dary, jakich Bóg udziela mu dla ułatwienia życia.

Pierwsze bomby były drobnostką w porównaniu z tymi, które są wytwarzane dzisiaj. Pierwsza bomba, zdetonowana w ramach eksperymentu na piaszczystej pustyni Meksyku, wytworzyła taki żar, że stopiła piasek aż na głębokość 8 metrów, zamieniając go w gigantyczny, błękitny kryształ, widoczny do dziś. Dwie bomby tej samej mocy, zrzucone na Nagasaki i Hiroszimę w Japonii w czasie ostatniej wojny, doszczętnie zrównały z ziemią oba te kwitnące miasta.

Współczesne bomby posiadają o wiele bardziej śmiercionośną moc niszczącego ognia. Wyliczono, że jedna bomba wodorowa, nazywaną „bombą H” („H” od pierwszej litery chemicznego Hydrogenium), która zostałaby zdetonowana w środkowej części Włoch, zniszczyłaby cały kraj, zmieniłaby wody w ropę jak zakażona krew i unicestwiła wszelkie przejawy życia z powodu występującego tam radioaktywnego promieniowania.

Zgodnie ze wzorem Einsteina, słynnego żydowskiego matematyka, materia zmienia się w energię. Analogicznie możemy wyrobić sobie pojęcie ognia piekielnego i czyśćcowego – dusza wobec Boga jest czymś mniejszym od atomu, lecz dąży do Niego ze wszystkich sił. Jej winy są niczym bombardowanie, które ją od Niego oddziela, albo zupełnie, jeśli dusza jest potępiona, albo na określony czas, dopóki grzechy nie zostaną wymazane przez pokutę. Dla potępionego, całkowicie oddzielonego od Boga, pokuta nie jest możliwa, gdyż z braku łaski uświęcającej potępiony – jak już wspomnieliśmy – popada w stan, z którego nie chce się wyzwolić. Jego wola jest ugruntowana w złym i tam właśnie pragnie pozostać. Dla duszy czyśćcowej stan łaski każe jej dążyć do Boga z miłością, a ona pragnie wydostać się ze swojego stanu dzięki pokucie.

Oderwanie od Boga, jak w rozpadzie jądra atomu, generuje straszliwy ogień, niemożliwy do ugaszenia dla potępionego i stopniowo gasnący dla duszy w łasce, w miarę jak jej winy są poddawane oczyszczeniu przez miłosne dążenie do Boga, które w niej samej wywołuje udrękę.

 

To logiczne, podobnie jak logiczne są wszystkie Prawdy wiary – dusza, trwając w łasce Bożej, kocha Go z całych sił, tym mocniej, im większa jest jej czystość. Dzięki tej miłości docenia nieskończoną wielkość i doskonałość Boga oraz Jego nieskończoną dobroć. W tym świetle i miłosnym napięciu dusza lepiej dostrzega własną niedoskonałość, która uniemożliwia jej dotarcie do Boga. Znajduje się z dala od Niego i cała płonie ogniem wygenerowanym – że tak powiem – z samej swej miłości.

Każdy grzech jest jak jądro atomu, pęknięte i oddzielone od Boga. Jest jak odwrotność wzoru Einsteina. W tym wzorze materia przemienia się w energię. W duszy jej duchowa energia zmienia się w rodzaj materii, w palący ogień dręczący ją miłosnym ponagleniem oraz dający oczyszczenie, ponieważ wzrasta jej pragnienie, szacunek i miłość do Boga, stopniowo uzdalniając ją do wizji uszczęśliwiającej.

Oczyszczenie jest potrzebą duszy

Nie mamy tu do czynienia z surowością Boga – takie rozumowanie byłoby absurdem, ponieważ Bóg jest Miłością, a z racji łaski uświęcającej Bóg kocha duszę niezmierzoną miłością. Chodzi tu o potrzebę odczuwaną przez samą duszę – adorujący szacunek, jaki żywi wobec Boga, skłania ją do rozważania Jego nieskończonej Świętości i powstrzymuje przed dotarciem do Niego, aby się Nim rozkoszować, jeśli nie ukończy najpierw pełnego oczyszczenia. Udanie się w takim stanie do Raju byłoby dla niej udręką, a nie radością, tak jak udręką dla chorego oka jest światło czy oglądanie widoku, dla chorego żołądka – najedzenie się smakowitym pożywieniem, dla osoby ubranej w podarte, poplamione ubrania, w których roi się od wszy – wejście na królewskie przyjęcie.

W kontekście nieskończonej miłości, jaka przyciąga duszę, oraz żywionego przez nią pragnienia oczyszczenia, można łatwo zrozumieć, dlaczego Bóg życzy sobie, aby modlitwa za zmarłych przynosiła duszy ulgę. Modlitwa taka pomaga w oczyszczeniu duszy i dlatego dusza zwraca się do Kościoła walczącego, bogatego w skarby Miłosierdzia Bożego, zasługi Jezusa, Najświętszej Maryi Panny i świętych. To logiczne, ponieważ dusza, zanim dotrze do Boga, wciąż pozostaje wędrowcem, choć poza ziemskim życiem, a zatem w celu oczyszczenia, musi zaczerpnąć ze źródeł Kościoła pielgrzymującego.

Jeśli ktoś ma spłacić dług zaciągnięty we Włoszech i tylko tam spłacalny, może go spłacić jedynie włoską walutą, a jego dobroczyńcą musi być obywatel Włoch lub włoski bank.

Bóg nie chce oczyścić duszy jednym aktem miłosierdzia – powiedzielibyśmy rodzajem wielkopańskiego gestu – gdyż ten, kto płaci własną walutą lub walutą tego, kto jest z nim złączony w życiu, okazuje większe zadowolenie i radość od tego, kto nie płaci, lecz otrzymuje umorzenie długu jako jałmużnę. Bóg wydaje się surowy, gdy mówi, że trzeba zapłacić aż do ostatniego grosza, lecz w rzeczywistości jest to przejaw Jego dobroci, ponieważ Bóg nie chce, aby dusza weszła do Nieba jako dłużniczka, choćby nawet jednego grosza, lecz jako królowa, na mocy sprawiedliwości.

Jako osoby przyzwyczajone do powierzchownego oceniania dobroci Boga i zupełnie nieznające cudownej harmonii Jego miłości, z trudem pojmujemy Boską Dobroć w Jego przepełnionej miłością Sprawiedliwości, gdy pozwala, abyśmy jęczeli i cierpieli, zarówno w tym życiu, jak i przyszłym.

Potępiony nienawidzi Boga!

W przypadku potępionego sytuacja jest diametralnie różna, ponieważ dusza niebędąca w łasce Bożej, dobrowolnie i uparcie wybiera stan całkowitego oddzielenia się od Niego. Całkowicie skupia się na sobie samej przez dumę. Nienawidzi Boga, gdyż ta nieskończona wielkość kontrastuje z jej własną dumą. Chora z nienawiści chce pozostać w tym stanie, który jest niczym jej własne środowisko i królestwo, odrzuca więc wszelkie miłosierdzie jako obrazę własnej dumy. Jest cała zanurzona w złym, w nienawiści, a zło w niej jest przyczyną rozpaczliwego i trwałego nieszczęścia, od jakiego nie chce się uwolnić, ponieważ w swej nienawiści do Boga, którego majestatu i miłości nie może nie uznać, traktuje własne potępienie jako wyrządzaną Mu krzywdę.

Syn nienawidzący ojca, o którym wie, że jest przez niego kochany, sprawia mu największą przykrość, oddalając się od Jego miłości i zadając z ludźmi prowadzącymi występne życie. Znajduje się w otchłani kary, lecz tkwi tam i nie wychodzi ze swego stanu nienawiści do ojca, któremu może przynajmniej wyrządzić krzywdę własnym upadkiem. Z tej nienawiści do Boga demony i potępieni starają się zgubić dusze i pragną wciągnąć je za sobą do otchłani nieszczęścia. Rozpustnik chciałby rozpustników takich jak on; złodziej pragnie towarzystwa złodziei. Również na ziemi zło jest straszliwie zaraźliwe i karmi się propagandą oraz skandalem. Występni pragną zatracenia innych, którzy żyją w przestrzeni dobra i pokoju, z powodu ukrytej i strasznej zawiści o ich szczęście. Gdyby ludzie zrozumieli, czym jest Piekło, nie byliby tak bezrozumni, aby do niego spadać i wegetować tam w rozpaczy przez całą wieczność!

Jak ogień może dręczyć ducha?

W kwestii ognia Czyśćca, jak również Piekła, pojawia się poważna trudność: w jaki sposób ogień może dręczyć dusze potępionych i demony, będące przecież duchami? Z objawień dusz czyśćcowych i potępionych oraz oczywistych śladów spalenia, jakie pozostawili na znak ich obecności, jasno wynika, że ten ogień ma w sobie coś materialnego. Wobec tego w jaki sposób może dręczyć niematerialnego ducha?

Oto rozwiązanie tej trudności: nauka pokazuje, że u ludzi bolesne odczucia przechodzą przez zmysły, docierają do mózgu, a z niego do duszy. To w duszy i dzięki niej są odbierane. Zmarły nie czuje bólu, ponieważ nie ma duszy. Człowiek w znieczuleniu ogólnym nie czuje bólu, gdyż zmysły, uśpione znieczuleniem, nie przekazują bolesnych wrażeń do mózgu, a zatem do duszy. Dusza znajduje się w pewnym sensie poza ciałem, ponieważ nie może się nim posługiwać. Znieczulenie jest niczym chwilowa śmierć – ciało, owszem, żyje, ale w sposób mechaniczny, ponieważ narządy życiowe nie są jeszcze zniszczone i rozdzielone, lecz tylko głęboko uśpione.

Otóż ogień Czyśćca, wychodząc od samej duszy, jak w rozdzielonym jądrze atomu, znajduje się w jej wnętrzu – nie potrzebuje zmysłów i nerwów, aby do niej dotrzeć. Jest to wszechogarniające i straszliwe doświadczenie wszystkich cierpień cielesnych, bez żadnej ulgi.

Oto dlaczego ogień Czyśćca i Piekła nie może być w żaden sposób porównany z ziemskim, i z tego powodu nazywanym przez dusze czyśćcowe letnim wietrzykiem.

Oto dlaczego ogień Czyśćca wywołuje w duszy najbardziej przeciwstawne wrażenia bólu – przerażający chłód i upał, wilczy głód i ciężkie przejedzenie, bierność i wzburzenie, itd., w zależności od grzechów, jakie mają być odpokutowane. W duszy odżywają, jeśli można tak powiedzieć, wszystkie zmysły ciała, lecz w sposób najbardziej intensywny, ponieważ absolutny.

Możemy tutaj dopatrzyć się pewnego rodzaju analogii z naukowym zjawiskiem zwanym bólem fantomowym – osoba po amputacji stopy odczuwa w jej miejscu ten sam ból, którego doznawała wcześniej, chociaż nie ma już stopy. Wrażenie w całości znajduje się w duszy, która, niczym siłą bezwładności, nadal odwołuje się do ożywianego przez nią chorego członka. To zjawisko ma miejsce również po usunięciu zęba – ból jest odczuwany w zagłębieniu dziąsła, w którym nie ma już zęba. Te doznania, równie intensywne jak przed operacją, nasilają się przy zmianie pogody, nadchodzącej burzy itd.

Dusza czyśćcowa w ziemskim życiu posiadała ciało, a ono, nawet gdy stało się prochem, jest przeznaczone do zmartwychwstania, a zatem wciąż należy do duszy, i dusza zachowuje stałe odniesienie do ożywianego przez nią ciała, Niestety było ono środkiem i narzędziem popełnionych grzechów, stanowiących powód aktualnego przebywania duszy wśród płomieni. Jej odniesienie do ciała, jakie miała w ziemskim życiu, nie jest zwykłym bólem fantomowym, o którym wspominaliśmy. To odniesienie głębokiego bólu, miłości do Boga, obrażonego grzechami popełnionymi przez ciało oraz pragnienie naprawy. Dręczący ją ogień staje się dla niej rodzajem ciała pokutnego, a więc może dręczyć ducha w tym odniesieniu, jakie posiadało na ziemi.

Ta straszna rzeczywistość mogłaby wyjaśnić troskę, jaką wszystkie ludy otaczały i wciąż otaczają ciała zmarłych, amfory, monety, pożywienie złożone obok ciała, kwiaty, wieńce, balsamowanie, niezwykle surowe sankcje dla profanatorów grobów, itd. Podświadomie ludzkość wyczuwała, że ciało wciąż ma związek z duszą, jakby było żywe. Dlatego istnieje przepiękny chrześcijański zwyczaj urządzania pochówku w miejscu świętym, aby uświęcić ciało, zmniejszyć jego odpowiedzialność. Dlatego istnieją wzruszające modlitwy Kościoła nad zmarłymi, błagające dla nich o Boże Miłosierdzie, jakby wciąż jeszcze byli wędrowcami.

Kremacja zwłok to barbarzyński zwyczaj, wręcz pastwienie się nad ciałem, które było Świątynią Boga, żałosny wyraz niedowiarstwa i w najwyższym stopniu profanacja zwłok6. Również współczesny zwyczaj składania zwłok nie w ziemi, lecz w cynkowych trumnach, zapieczętowanych i złożonych w grobowcach, na pastwę zgnilizny i robaków, jest niewłaściwy i godny potępienia. Chrześcijański pochówek odbywa się na poświęconej ziemi, w której ciało ulega rozpadowi, czym w pewien sposób wyznaje wielkość Boga i powraca do ziemi, z której zostało przez Niego wydobyte dzięki działaniu Ducha Świętego.

W Czyśćcu ogień dręczący duszę jest łagodzony miłością i nadzieją wiecznej chwały. Dusza cierpi, podobnie jak święci cierpieli na ziemi, w pełnym zjednoczeniu z Boską wolą i, możemy powiedzieć, pełna radości z każdego grzechu, który został oczyszczony bolesnym ogniem, zwiększającym jej miłość oraz dążenie ku Bogu, nieskończonej miłości. Nawet na ziemi człowiek myjący się zimną wodą, choć znosi dyskomfort, odczuwa potem radość, którą pragnie okazać.

Tymczasem w Piekle udręczenie ogniem doprowadza dusze czy duchy do przeraźliwej rozpaczy, gdyż ogień ten jest ich stanem, dobrowolnie i uparcie wybranym, a ponieważ rozpaczliwy ból straszliwie wznieca gniew, odczuwają one koszmarną nienawiść i dręczą się nawzajem. Cierpienie pokutujące wprowadza ład i pokój, cierpienie rozpaczliwe wywołuje chaos i wieczne zgrzytanie zębów, jak powiedział Jezus (por. Mt 8,12; 13,42 – przyp. red.).

Osobiście nie jestem w stanie myśleć o duszy, która idzie na zatracenie, duszy potępionej, bo jest mi jej niesamowicie żal. Tylko, błagam, nie mówcie nigdy: „będę potępiony, pójdę do Piekła…”. Błagam was, moje dzieci, błagam nade wszystko, musicie się zbawić! Potępienie jest straszliwe, nie ma z niego odwrotu! Musicie się zbawić za cenę jakiejkolwiek ofiary, musicie się zbawić! Dlatego Jezus w miłosnym porywie swojego Serca powiedział: „Jeśli twoje oko, noga, ręka jest ci powodem do grzechu, czyli stawia cię w sytuacji możliwego potępienia, oderwij je, odetnij, ponieważ lepiej pójść bez któregoś z członków do królestwa Bożego niż z całym ciałem do wiecznego ognia” (Mt 5,29–30).

Pragnijcie zbawienia; moje dzieci, pragnijcie zbawienia, bo stawką jest wieczna radość lub wieczna rozpacz!

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?