Dolindo i Oficjum. Listy z Rzymu

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Don Dolindo e il S. Ufficio. Lettere da Roma

Przekład: Janusz Jasielec, Wojciech Kudyba

Redakcja: Anna Dziadzio

Imprimatur

Sessa Aurunca, Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła,

29 czerwca 1975.

Bp Vittorio M. Constantini

Biskup Sessa Aurunca

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo M Kraków 2020

© Copyright by Associazione Casa Mariana Editrice 1975

All rights reserved

Tłumaczenie opublikowane w porozumieniu

z Associazione Casa Mariana Editrice

ISBN 978-83-8043-704-3

Wydawnictwo M

31-002 Kraków, ul. Kanonicza 11

tel. 12-431-25-50; fax 12-431-25-75

e-mail: biuro@wydawnictwom.pl

www.wydawnictwom.pl

Dział handlowy: tel. 12-431-25-78; fax 12-431-25-75

e-mail: handel@wydawnictwom.pl

Księgarnia wysyłkowa: tel. 12-259-00-03; 721-521-521

e-mail: bok@klubpdp.pl

www.klubpdp.pl

Konwersja

Epubeum

Spis treści

Wstęp

Ojciec Dolindo przyjeżdża do Rzymu (Rzym, 8 luty 1921)

W nowym miejscu zamieszkania wszystko było trudne dla biednego Ojca Dolindo (Rzym, 17 luty 1921)

Brzydka pocztówka z Neapolu (Rzym, ta sama data)

O. Dolindo czuje się przeszkodą i chciałby zniknąć (Rzym, 24 luty 1921)

U zakonników św. Jana i Pawła, przy stole, smażona ryba i miód (Rzym, 28 luty 1921)

Spadną ciernie… a robaki zostaną zabite matczyną ręką Kościoła (Rzym, 3 marca 1921)

I uschnie również pień… (Rzym, ta sama data)

Zawieszony w celebrowaniu Mszy św., O. Dolindo płacze przygnębiony (Rzym, 4 marca 1921)

Ktoś pisze do Świętego Oficjum, że O. Dolindo jest wariatem (Rzym, 4 marca 1921)

Zdradzony… „pocałunkiem”! (Rzym, 13 marca 1921 (niedziela Męki Pańskiej)

W domu Pasjonistów pewien mieszczanin, ex-ksiądz wraca do bycia księdzem (Rzym, 15 marca 1921)

O. Dolindo spowiada się i całkowicie otwiera przed spowiednikiem (Rzym, ta sama data)

Prawdziwie diaboliczna intryga przeciw O. Dolindo (Rzym, 14–16 marca 1921)

Pod lawiną fałszywych oskarżeń (Rzym, 23 marca 1921)

Historia pewnego biednego Pasjonisty fałszywie oskarżonego przez kobietę (Rzym, 29 marca 1921)

Ojej, ten chirurg to zabójca! (Rzym, ta sama data)

Fałszywie oskarżony o brak szacunku dla Papieża...! (Rzym, 31 marca 1921)

Pycha wyjaławia wszystko (Rzym, 11 kwietnia 1921)

Gdybyśmy mieli Mszę nieszporną! (Rzym, 18 kwietnia 1921)

O Kapłani, zachowajcie względem kobiet odpowiedni dystans! (Rzym, 21 kwietnia 1921)

Lecz O. Dolindo ufa Bogu, dla którego nic nie jest niemożliwe: wkrótce Duch Święty odnowi wszystko! (Rzym, 24 kwietnia 1921)

Krewny pisze do niego: jesteś gorszy od innych! (Rzym, 29 kwietnia 1921)

Jakież piękne proroctwo! (Rzym, 1 maja 1921)

Pozwólcie, by Szimei rzucał kamieniami… (Rzym, 1 maja (bis)

Przez prawie godzinę O. Dolindo rozmawia z ks. Casimiri o rytmach, neumach i tonacjach greckich… (Rzym, 6 czerwca 1921)

Po 25 latach… (Rzym, 8 czerwca 1921)

O. Dolindo wychodzi do miasta w ubraniu… „ogoniastym” (Rzym, ta sama data)

Synteza życia… (Rzym, 28 lipca 1921)

Kiedy spogląda się na historię (Rzym, 7 sierpnia 1921)

Ojciec Dolindo jest spokojny, lecz pokój nie oznacza szczęścia (Rzym, 8 sierpnia 1921)

Niebo jest zamknięte (Rzym, 8 sierpnia 1921)

„Po co ufasz? Czemu się jeszcze modlisz? Nie widzisz, że tracisz czas?” – mówi demon do O. Dolindo… (Rzym, ta sama data)

Pewna formuła matematyczna pomaga zrozumieć… (Rzym, ta sama data)

Przychodzi do niego straszny list. Przed przeczytaniem tego tekstu odmówcie jedno Zdrowaś Maryjo, przeżegnajcie się… – mówi O. Dolindo (Rzym, 13 sierpnia 1921)

O. Dolindo kuszony… mizoginizmem? (Rzym, 20 sierpnia 1921)

Brat Girolamo Savonarola i św. Katarzyna Sieneńska (Rzym, 25 sierpnia 1921)

O. Dolindo chce być „małym pomocnikiem” Pana (Rzym, 29 sierpnia 1921)

Gdyby bezbożnicy naprawdę studiowali Wiarę, by z nią walczyć, to by ją w końcu przyjęli (Rzym, 3 września 1921)

O. Dolindo w Rzymie, wśród pielgrzymów (60 tysięcy młodzieży katolickiej) spotyka kilku neapolitańczyków i udaje się następnie do Świętego Oficjum. (Rzym, 4 września 1921)

Chcesz… pokrzyżować plany diabła? (Rzym, ta sama data)

O. Dolindo spotyka się ukradkiem z dwudziestoma tysiącami pielgrzymów w Bazylice Świętego Piotra (Rzym, 6 września 1921)

Hipnoza i pewien dobry przepis przeciw… paleniu papierosów (Rzym, 11 września 1921)

Biblia protestancka (Rzym, 2 października 1921)

Woda ze źródeł… i syfon (Rzym, 10 października 1921)

Jak św. Franciszek chciał pewnego razu poznać Wolę Boga: zrozumieliby go dzisiaj? (Rzym, 15 października 1921)

U spowiednika (Rzym, 15 października 1921)

Niezwykle gorzkie godziny (Rzym, 16 października 1921)

Consummatum est (Rzym, 18 października 1921)

O. Dolindo prosi ponownie swojego spowiednika o światło (Rzym, 19 października 1921)

„Mów z mocą” – powiedział mu spowiednik. Tak, w posłuszeństwie (Rzym, 22 października 1921)

Świeccy z klasztoru Pasjonistów (Rzym, 24 października 1921)

Gorąca modlitwa Madonny przyspieszyła czasy Odkupienia (Rzym, 8 listopada 1921)

Z wiarą Abrahama… (Rzym, 10 grudnia 1921)

Ten proces: kupa absurdów (Rzym, 24 grudnia 1921)

 

„Jeśli nie jestem winny, to dlaczego mnie skazujecie?” (Rzym, ta sama data)

O. Dolindo robi krzyże: i jest również krzyż z nieszpułki zwyczajnej (Rzym, 25 grudnia 1921)

Znów słyszę Twój głos, Jezu… (Rzym, 27 grudnia 1921)

Przypisy

Wstęp

Kto pisze

Listy opublikowane w tym zbiorze zostały napisane przez neapolitańskiego kapłana, niesłusznie oskarżonego i nękanego przez Święte Oficjum.

Ich autorem jest ksiądz Dolindo Ruotolo (Don Dolindo) – człowiek, który narodził się po to, by cierpieć1. Ze względu na traumatyczne dzieciństwo oraz kłopoty, jakich doświadczył w latach nauki, a wreszcie i z powodu oskarżenia oraz próby destrukcji jego ludzkiej osobowości w czasie, gdy był przesłuchiwany przez Święte Oficjum, kapłan ów mógłby stać się bohaterem powieści kryminalnej. Tymczasem poznajemy jego korespondencję z okresu wspomnianych wydarzeń.

Dlaczego pisze

Don Dolindo ma nieograniczony szacunek dla Kościoła. Dlaczego zatem napisał te listy, które z pewnością nie są apologią niektórych członków Świętego Oficjum? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w samych listach (por. list z 15 października 1921 roku). Okazuje się, że to jego spowiednik nakazał mu je pisać. Warto też przypomnieć, że Don Dolindo był duchowym kierownikiem wielu osób, które poświęcały się służbie apostolatu. Te dusze nie mogły zostać porzucone w krytycznym momencie, lecz nawet znając prawdę, musiały pozostać stałe w wierze. Co więcej, nie powinny wyłącznie bulwersować się pomyłkami popełnianymi przez niektórych ludzi Kościoła, lecz winny widzieć zawsze i we wszystkim dzieło Boga. Szkoła cierpienia i krzyża – to ona zawsze najlepiej formuje nasze życie. Ten, kto cierpiał lub uczestniczył w cudzym cierpieniu, lepiej rozumie innych i umie dać światło braciom w ciężkich chwilach.

Kto nie powinien czytać tej książki

Listy, o których tu mówimy, są – tak jak większość życia Don Dolindo – zadziwiające. Mocno pedagogiczna wartość dramatu, jaki opisują, może nie zostać zrozumiana przez niewtajemniczonych. Naturalnie, mówiąc o całości okoliczności, które u większości ludzi mogłyby wzbudzić bunt lub desperację, w przypadku tego kapłana nie są w stanie zaburzyć pokoju i intymnego zjednoczenia z cierpiącym Chrystusem. Nie są w stanie dokonać nawet najmniejszego uszczerbku w pełnym oddaniu, w całkowitym i bezwarunkowym przylgnięciu do Kościoła. Przeciwnie, dla Don Dolindo ukryta ofiara, wspaniałomyślna zgoda na zniszczenie siebie samego stają się życiową pasją, pasją naśladowania Chrystusa. Kapłan czuje okrucieństwo bólu, kosztuje goryczy ludzkiego niezrozumienia (por. list z 8 sierpnia 1921 roku), w pełni doświadcza udręki zdrady dokonanej przez osoby duchowo przez niego błogosławione. Jednak nie skarży się, nie odrzuca cierpienia; znajduje się w takim stanie jak św. Teresa z Avila, która z poświęceniem służąc najwyższemu ideałowi zbawienia współbraci, powtarzała: „albo cierpieć, albo umrzeć!”.

Lecz… jeśli tam było Święte Oficjum…

Oczywiście, jeśli Święte Oficjum interweniowało z całą surowością, to musiała istnieć ku temu podstawa. Jakaż była wina, prawdziwa lub tylko przypisana księdzu Dolindo? Fantazjująca donosicielka w swojej głupiej gorliwości sformułowała wiele zarzutów (listy z 13, 16, 23 i 31 marca 1921 roku) i oskarżeń dotyczących prawowierności nauk udzielanych przez tego kapłana… Lecz cóż takiego dało choćby minimalną podstawę do przyszycia mu łaty, która wywarła tak wielkie wrażenie na różnych członkach Świętego Oficjum? Podstawą okazała się profetyczna misja, którą Duch Święty powierzył księdzu Dolindo. Wyprzedzał on bowiem swoją epokę i był zapowiedzią nowych czasów. Głosił i przewidywał wielkie innowacje, które miały dokonać się wraz z Soborem Ekumenicznym. Mówił o nich i pisał pod wpływem Ducha Pana (por. list z 18 kwietnia 1921 roku). Don Dolindo ma bardzo jasne wewnętrzne lokucje; przeczucia, które zawsze się spełniają, ponieważ pochodzą od Boga (por. list z 6 czerwca 1921 roku).

Jest czymś oczywistym, że zawsze pozostaje on zakotwiczony w swojej pokorze; jednak nie może też milczeć. Nie stwarza wokół siebie profetycznej atmosfery, lecz dziękuje Panu za cierpienia, jakie za Jego przyzwoleniem na niego spadają, za prześladowania, jakie musi znosić. Zdaje sobie sprawę, że tym sposobem nie będzie mógł chełpić się niczym, nie będzie mógł czuć się kimś ważnym ani odbierać chwały, jaka należy się tylko Bogu. Wie, że im mocniej ludzie uznają go za głupca i naiwniaka (list z 22 października 1921 roku), tym bardziej w jego życiu będzie można dostrzec dzieło Boga.

Nie sądźmy jednak, że Don Dolindo to człowiek bierny, pozbawiony odwagi; ktoś, kto nie ma siły reagować i załamuje się, popadając w moralny marazm. Nie.

On jest wojownikiem, który chce złożyć w ofierze własne życie. Dokonuje działań z ludzkiego punktu widzenia zuchwałych, by zamanifestować nie tyle swój heroizm, ile raczej siłę miłości do Jezusa i Jego Kościoła.

Trudno pojąć człowieka o tak niezwykłym intelekcie, a zarazem w bezgranicznej pokorze przedstawiającego się jako ktoś, kto sam z siebie nie ma żadnej wartości. Jego wiara wprawiała w osłupienie. Również ludzie Świętego Oficjum zdawali sobie sprawę z tych dramatycznych i sprzecznych zachowań, lecz, nie mając tyle światła, ile on miał, zdezorientowani i zakłopotani, co prawda go nie skazali (list z 15 października 1921 roku), ale bojąc się niebezpiecznych nowości, o których donieśli oskarżyciele, przerwali jego działalność kapłańską. Wyrok ten daje się usprawiedliwić jedynie przez ograniczoną wrażliwość ludzką, która, niestety, nie została zrekompensowana tak wielką wiarą, jak można by było sobie tego życzyć.

Współczesny Prorok

W listach, o których mówimy – będących jękiem zranionej duszy, która wciąż ma jednak nieuszkodzone skrzydła, aby się wyzwolić i jak orzeł polecieć ku słońcu w bezgranicznej miłości do Jezusa i swojego Kościoła – Don Dolindo coraz bardziej się odsłania i jawi się jako prorok naszych czasów.

Łagodna ocena, wyrażona przez Don Dolindo na temat Savonaroli (list z 25 sierpnia 1921 roku) mogłaby być dobrym przewodnikiem dla kontestatorów i buntowników, którzy popchnięci być może szlachetnymi intencjami, są jednak niewystarczająco zakorzenieni w prawdziwej teologii oraz szczerej pokorze, a nie będąc również całkowicie wolnymi od łatwych popisów, kontestują Kościół, którego sami są częścią. Przypisywanie sobie statusu charyzmatyka bez właściwych na to dowodów, mniemanie, że zagwarantowało się sobie posiadanie Ducha Świętego jest wielkim niebezpieczeństwem. Zauważa to m.in. pisarz Gennaro Auletta („Osservatore Romano della Domenica” rok 42, nr 24, 15 czerwca 1975, s. 7), trafnie przywołując przy tym piękne słowa św. Augustyna: „na ile ktoś kocha Kościół Chrystusa, na tyle ma Ducha Świętego”.

Don Dolindo ledwie nadmienia o detalach próby, jakiej został poddany i nie przypisuje sobie prawa do sądzenia ludzi będących przyczyną jego cierpień. Patrzy przede wszystkim na dzieło Ducha Świętego w Kościele, który jest zawsze zjednoczony z Chrystusem, jego Głową; w Kościele, w którym nie dzieje się nic, czego nie pragnie Zbawiciel, nic, czego On by nie dopuścił, tak by nawet ze zła wyprowadzić dobro.

Tak więc cała ta sytuacja rozgrywa się w napięciu, w żywej sprzeczności – odczuwanej i przecierpianej. Lecz jednocześnie jest w tym wszystkim dla księdza Dolindo prawdziwa „rzeka pokoju” ponieważ – jak to powiedział on w pewnym miejscu – dla niego istnieje tylko jeden problem: spełniać każdego dnia i w każdej chwili wolę Boga.

Kościele, o Kościele!

Nie byłoby w tym nic z czczej retoryki, gdyby się rzekło, że Don Dolindo żył, cierpiał i dobrowolnie oddał się w ofierze jak Izaak (list z 10 grudnia 1921 roku), by dać świadectwo Kościołowi, by uczyć, jak się kocha Kościół, by przyjmować z męską dojrzałością i mistyczną wzniosłością każdą karę i upokorzenia, które w jakikolwiek sposób związane są z Kościołem…

Również te, które są skutkiem ludzkiej pomyłki i sprawiają, że krwawimy. Kościół, którego Głową jest Chrystus, okazuje się niezwykle piękny. Nawet jeśli jakiś jego fragment ulega poszarpaniu, nawet jeśli jakiś jego punkt pokrywa się kurzem lub odpadami, to nie traci on gigantycznej i harmonijnej postaci Mistycznego Ciała ożywionego Duchem Świętym. Postaci wznoszącej się jak miasto na szczycie świętej góry, do której schodzić się powinny wszystkie ludy, by powiedzieć: „Chwała Tobie, Panie”.

Don Dolindo czuje, że samo odnowienie Kościoła musi być owocem ofiary, a on, który dzięki tajemniczym lokucjom, może cieszyć się zawczasu (jak Abraham: „Abraham… ujrzał i ucieszył się”, J 8,392) otwarciem, które dokona się na Soborze Ekumenicznym, zostaje powołany do zapłacenia ceny, jednocząc się z Chrystusem w cierpieniu i w unicestwieniu… ponieważ ziarno, obumarłe w ziemi daje wiele owoców!

* * *

Inne kwiaty w ogrodzie

Liczba listów, o których mówimy, nie jest wielka. Ten kwitnący klomb, który był uprawiany i zraszany łzami Don Dolindo, okazuje się nieduży. Mimo to każdy może znaleźć na nim ulubiony kwiat o wybranym zapachu. Są tu rozważania dla kaznodziejów, dla wieszczów, dla charyzmatyków, dla zakonników; znajdzie się tu coś dla wszystkich. Przede wszystkim odkrywamy (jak i w innych pismach Don Dolindo), że jest on gigantem duchowości, porywczym mistykiem, który będzie nadawał właściwy kierunek nowym nurtom teologii, kaznodziejstwa oraz nowym strumieniom szeroko pojętej działalności duszpasterskiej, jakie spływają ze świętego miasta Kościoła, by uradować lud święty kroczący przez pustynię w kierunku ziemi obiecanej.

Być może zostanie to odczytane jako przesada, ale kiedy poprzez lekturę pism Don Dolindo głębiej poznajemy jego duszę, to trudno powstrzymać myśl, że „wielki prorok pojawił się wśród nas”. Że zjawił się ktoś, kto z pięćdziesięcioletnim wyprzedzeniem zapraszał, byśmy podnieśli głowy, gdyż nowa fala Ducha Świętego jest już blisko!

Sessa Aurunca, święto Najświętszego Serca Pana Jezusa

6 czerwca 1975

VITTORIO M. COSTANTINI

Biskup Sessa Aurunca

LISTY

Ojciec Dolindo przyjeżdża do Rzymu[3] (Rzym, 8 luty 1921)

Oto jestem w Rzymie!

Znalazłem to miasto pogańskim, pogańskim, pogańskim.

Byłem w Bazylice św. Piotra, a idąc ulicami Rzymu recytowałem egzorcyzm przeciw demonowi. Teraz wracam do Świętego Oficjum.

Tym razem spotkała mnie nowina: kazali mi wyjechać windą. Zobaczyłem Komisarza, który mnie dobrze przyjął i powiedział, że będą mnie gościć Ojcowie Pasjoniści w ich domu Scala Santa. Chwała niech będzie Chrystusowi, nie idę do Macao4, lecz do Pasjonistów. To tam, gdzie znajdują się schody, po których wspinał się Jezus, kiedy został skazany! Dla Przełożonego niosłem zamknięty bilecik, którego zawartość nie jest mi znana.

…Komisarz zapytał mnie, czy wiem, jaki jest powód wezwania. Odpowiedziałem mu, że się domyślam, a on: „A o co chodzi?”.

Ja: „Być może o prześladowania, które zostaną wobec mnie podjęte”.

On: „Jest zatem ksiądz przedmiotem prześladowań? A sumienie, co ono księdzu mówi? Jest czyste?”

Ja: „Tak, Ojcze, bardzo czyste. Ja oczywiście nie staram się oceniać sam siebie, mogę się przecież mylić, ale sumienie mam czyste”.

On: „Dobrze, zobaczymy. Tymczasem niech ksiądz przyjdzie jutro a następnie się pomodli i odpowiada, przedstawiając zgodnie z prawdą to, o co zostanie zapytany”.

Poprosiłem go o błogosławieństwo.

Czekałem następnie około kwadrans w niskim i ciemnym pokoju Świętego Oficjum. Byłem sam, ponieważ Komisarz poszedł wypisać mi bilet.

Tak więc dziękuję Bogu, że Jego godzina nadeszła i że Jezus wzywa mnie właśnie na Świętych Schodach: to piękna rzecz cierpieć wśród żywych pamiątek Męki Jezusa Chrystusa! Potem idę na ulicę via Giusti, by odebrać walizkę, a następnie udaję się do Pasjonistów… Jestem spokojny, bez fenomenów psychologicznych, bez entuzjazmu, bez zapału, jednak z wielką i precyzyjną wizją prawdy.

 

Módlcie się, módlcie się! Do Komisarza, gdy próbował mnie wybadać, powiedziałem: „Ojcze, nie marzyłem o niczym innym niż o tej chwili, w której stanę przed Kościołem, by spełnić ideał, którym zawsze żyłem – poznać i docenić Kościół”. Wydaje się, że on bardzo się zdumiał moim wielkim spokojem. Powiedziałem mu również: „Jestem szczęśliwy, stojąc przed wami, ponieważ stoję przed Kościołem, choć jestem tu w bólu”.

On odparł: „Wezwanie przez Święte Oficjum nie oznacza jeszcze spotkania z cierpieniem”…

W nowym miejscu zamieszkania wszystko było trudne dla biednego Ojca Dolindo (Rzym, 17 luty 1921)

…Odczuwam wielkie wewnętrzne cierpienie, myśląc o jutrzejszym dniu: jak straszną rzeczą jest przedstawienie miłości Jezusa!

Gdyby ktoś przyszedł oznajmić ludziom: „Bóg zstąpił na ziemię, narodził się z kobiety, mieszka w grocie, pracuje w warsztacie… jest uwięziony, okryty hańbą, wchodzi po schodach, by zostać skazanym na śmierć, umiera jak przestępca…”, co powiedziałaby na to opinia publiczna?

Jutro będę miał taki sam problem. Nie wiem, co się stanie: jutro nastanie dzień Boga. Albo dzieło Boże wyjdzie zwycięsko z próby, albo umrze! Nie jest łatwo uwierzyć w miłość Boga, lecz On będzie wiedział, jak dać się poznać! Być może nie bez racji skazuje mnie na tę agonię, w której jęczę i płaczę.

Myślałem, że przynajmniej tu zostaną przerwane moje obawy: o, nie! One są takie same…

Wczoraj w ciągu dnia miałem słowo Jezusa do wysłania wam; myślałem: jutro jest czwartek, a moje zebrane wszystkie razem córeczki źle by się czuły bez słowa Bożego.

Fizycznie nie mogę wyjść, lecz w imię Boga wyjdę, ufając Jezusowi! Wziąłem więc kapelusz i… dwa razy wróciłem do pokoju, drżąc. Następnie zszedłem po schodach, portiernię zastałem pustą, nie było nikogo. Otworzyłem drzwi i wyszedłem w imię Jezusa.

Cały drżący przeszedłem drogę, udałem się do Bazyliki św. Praksedy, gdzie przechowywana jest kolumna ubiczowania i doznałem wielkich emocji, myśląc o dobrym Jezusie umęczonym za nas…

Poszedłem modlić się przed relikwią stołu ustanowienia Eucharystii5 – ukląkłem przy grobie św. Jana i pomodliłem się za was.

Powróciłem z obawą, zapukałem, lecz nikt nie otwierał. Po jakimś czasie przyszedł jakiś staruszek i powiedział mi, że wewnętrzne drzwi są zamknięte. Chciał kogoś wezwać, ale ja zadrżałem i powiedziałem mu, że spróbuję dostać się przez kościół. Wszedłem na kolanach po Świętych Schodach, lecz drzwi łączące kościół z domem również były zamknięte. Udałem się przed Najświętszy Sakrament w nadziei, że ktoś mi otworzy, lecz widząc, że robi się późno, zapukałem i… przyszedł mi otworzyć mój kierownik, który zdziwił się, widząc mnie z kapeluszem. Ja jednak dokonałem aktu zaufania Bogu i wszedłem bez słowa.

Wczorajsza kartka6 kosztowała mnie zatem trochę cierpienia.

Myśląc jednak o Świętym Oficjum… odczuwam zimne dreszcze.

Mimo wszystko, moje córki, to jest piękne; dzieło nie może narodzić się z niczego innego jak z pełnego poświęcenia.