Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruskaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska
Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 66,90  53,52 
Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska
Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska
Audiobook
Czyta Krzysztof Daukszewicz
34,90  25,83 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Krzysztof Daukszewicz, 2021

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz / Panczakiewicz art.design

Zdjęcie na okładce

© Moore & Lorent

Ilustracje w tekście

Paweł Kryński

Redaktor prowadzący

Michał Nalewski

Redakcja

Joanna Popiołek

Korekta

Grażyna Nawrocka

ISBN 978-83-8234-728-9

Warszawa 2021

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Mądrość życiowa

Śniadanie na kacu jest jak przeszczep.

Może się nie przyjąć.

Motto I

Cokolwiek byś robił,

to i tak zawsze znajdzie się ktoś,

kto robi mniej i zarabia więcej.

nie wiem kto

Motto II

Może to są fakty,

ale to nie jest prawda.

Joanna Lichocka,

specjalistka od pokazywania

znaku pokoju środkowym palcem

Pewien dziennikarz zapytał mnie, czy te meneliki są prawdziwe.

– Z moimi menelikami – odpowiedziałem – jest jak z maybachami Tadeusza Rydzyka. W większości dostałem od bezdomnych. To są anonimowi dawcy.

DLACZEGO MENELIKI NOWE, CZYLI WINA TUSKA I LOGIKA BIAŁORUSKA

Zanim zaczniecie czytać trzecią część opowieści o smakoszach win regionalnych i ich niebanalnym guście, powinienem wytłumaczyć tytuł, jaki macie przed sobą. Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska.

Niektórzy pewnie pamiętają, że dwie poprzednie zaistniały jako Meneliki, limeryki, epitafia, sponsoruje ruska mafia oraz Cwane główki i chłopaki z drogówki. Mene­liki 2.

Dlaczego wina Tuska, tego nie muszę nikomu tłumaczyć. Już w poprzedniej części była historyjka pod tytułem Znowu pod lokalem wyborczym:

– Ja na pewno nie zagłosuję na Kaczyńskiego.

– Dlaczego?

– Bo Zenek z drugiej klatki mówił, że jego dziadek był w Wehrmachcie.

– Wszystko ci się pochrzaniło. To nie był dziadek Kaczyńskiego.

– To w takim razie czyj?

– A chuj jego wie. Jak pieprzyli o tym, to byłem najebany.

Tu nastąpiła długa, pełna wymuszonego myślenia cisza, po której sam do siebie odezwał się ten pierwszy.

– Tylko co z tym wspólnego miał Tusk?

Wina Tuska wyziera z każdego zakątka naszej rzeczywistości, obojętne, czy jest to rzeczywistość namacalna czy alternatywna, bo jak twierdzi rzecznik Białego Domu, taka też istnieje.

Jeżeli chodzi o logikę białoruską, to jest to myślenie zaskakujące, czego dowodem może być wypowiedź prezydenta Łukaszenki sprzed kilkunastu lat. Na pytanie, co zamierza zrobić z opozycjonistą głodującym przeciwko tyranii, odpowiedział ze szczerym uśmiechem na nieszczerej twarzy, że Białoruś jest wolnym krajem, gdzie nikt nikogo nie zmusza do jedzenia. I to przeniosło się do głów naszych rządzących, co udowodnił pan senator Jan Maria Jackowski, mówiąc o nagrodach, które się „po prostu należały”, że kto nie chciał, ten nie musiał brać. I tak samo wytłumaczył, dlaczego pani premier przyznała nagrodę sama sobie: Ponieważ nikt inny nie mógł jej dać.

Jednak przykładem najlepiej udowadniającym, że logika białoruska u nas istnieje, jest wypowiedź tego samego pana senatora w sprawie łysych opon w samochodzie prezydenta Dudy: Były na stanie, więc je założono. Gdyby PO się ich pozbyła, toby ich nie było.

Nie dziw się więc, mój drogi czytelniku, że od czasu do czasu pojawi się w tej książce historyjka mająca ślady logiki odmiennej, a jednak porażająco logicznej. I celowo zastosowałem tutaj tak zwane masło maślane, to znaczy logikę logiczną.

A oto przykład pierwszy.

W pewnej miejscowości, w kraju, którego nazwy nie pamiętam, być może nawet w naszym, mieszkała pani, która co roku rodziła nowe dziecko i za każdym razem, czy była to dziewczynka, czy chłopczyk, cieszyła się jednakowo. I nawet kiedy mąż prosił, żeby chociaż z rok sobie odpuściła, mówiła: Nie! Chcę mieć bobaska! I miała. A ponieważ była to postawa obywatelska i na wskroś patriotyczna, od siódmego dziecka stawiano ją za niedościg­niony wzór wszelkich cnót, a od dziesiątego, po spotkaniu z panem prezydentem kraju i otrzymaniu medalu za Bóg tylko wie jakie bohaterstwo, obwołano ją dobrem narodowym. I po dwunastu latach, po dwunastym dziecku, zwierzyła się swojej najbliższej przyjaciółce, a ta natychmiast rozpaplała po całym mieście, a w efekcie i kraju, że jej nie chodziło wcale o nowe dziecko, ale o nowy wózek, bo świat spacerówek zawrotnie pędzi do przodu, tak samo jak świat telefonów, samochodów i lodówek otwieranych pilotem. I taka spaceróweczka na resorach i pełna gadżetów może koleżanki wkurzać tak jak chłopów nowy model mercedesa albo smartfon czy iPhone generacji 12.

Tu z kolei opowiem żart, który według jednych już nim nie jest, a według innych, jeżeli nawet jest, to za chwilę nie będzie. A jest on o tym, jak pewien szpaner kupił sobie najnowszego iPhone’a, ale takiego z pozłacaną obudową, brylancikami dookoła obiektywu aparatu fotograficznego, który oprócz tego, że robi zdjęcia w tył i w przód, to jeszcze z góry i z dołu, na bokach miał platynowe przyciski, a zamiast zwykłego szkła kryształ. Odjechał za ten telefon kilkanaście tysięcy, chodzi po deptaku w mieście i krzyczy w mikrofon tak, żeby wszyscy dookoła widzieli, do czego mówi, ale po dwóch godzinach ręka mu się zmęczyła, więc postanowił dać jej odpocząć. Włożył to cudeńko do tylnej kieszeni spodni, też w taki sposób, żeby przechodnie widzieli złoto i brylanciki, i spacerował dalej po deptaku, ale po następnej godzinie zmęczyły mu się także nogi.

Usiadł na ławce, zapomniawszy, co ma z tyłu w kieszeni spodni, usłyszał trzask i zamarł, serce mu podeszło do gardła, przeżegnał się i powiedział do siebie:

– Boże, spraw, żeby to był kręgosłup.

*** *** ***

To może jeszcze jeden przykład logiki logicznej. Otóż jakiś czas temu byłem w Kanadzie i tam krążył po mediach taki news, że w jednym miasteczku na dalekiej północy kraju, gdzieś w pobliżu granicy z Alaską, mieszkał z żoną pan, który uwielbiał wędkowanie podlodowe. I ten pan co roku w tym samym sklepie nabywał drogą kupna nowy skuter śnieżny, oddając stary po niewielkim przebiegu. Nowy skuter musiał mieć jedną stałą cechę, a mianowicie kolor żółty. I kiedy obchodził dwudziestą rocznicę zakupu nowego pojazdu w kolorze yellow, właściciel sklepu zapytał:

– Powiedz, John, z jakiego powodu polubiłeś ten kolor, dlaczego on musi być koniecznie żółty.

– Widzisz, Max – rzekł John – moja żona nigdy nie zwraca uwagi na kształt i markę, ona reaguje tylko na kolory, skuter jest żółty, znaczy ten sam.

I przykładów będzie trochę więcej.

Zaczynamy.

Sztuka wygłaszania toastów

Opowiadał mi facet, że jego szwagier kilka lat spędził na kontrakcie w Gruzji, gdzie nauczył się finezyjnej sztuki wygłaszania toastów przed każdym kieliszkiem. Toasty sprawiają, że pijący dłużej są trzeźwi z tej prostej przyczyny, że niektóre z nich trwają nawet pół godziny. Po powrocie do kraju szwagier ów nie był w stanie wyhamować ani z toastami, ani z piciem. Z kolei brat tego, który sprzedał mi tę historyjkę, nie lubi przychodzić do ich wspólnej ciotki na urodziny i imieniny, ponieważ to, co ona stawia na stole, nie nadaje się do jedzenia, z wyjątkiem ciast, które są rewelacyjne, więc zawsze kombinuje tak, by pod różnymi pretekstami stawić się tylko na słodkości. Pewnego jednak razu spóźnił się i na stole nie było już nic. Nawet okruszków po ciastach. Został tylko alkohol, bo w naszej tradycji nie może go zabraknąć. I wtedy wstał ten szwagier od Gruzji, nalał w kieliszki, ukłonił się spóźnialskiemu i wygłosił toast następujący:

„Osobnik, który się spóźnia tylko dlatego, że nie chce mu się przyjść, a potem jest wkurzony, że przyszedł za późno, bo przez to nie zdążył na to, na co chciał zdążyć, nie powinien w ogóle przychodzić. Wypijmy więc za tych, co przychodzą punktualnie i jedzą to, co im nie smakuje. I przy tej okazji zdrowie naszej cioci”.

*** *** ***

Podobno to się zdarzyło w Katowicach. Nawalony facet wsiadł do autobusu, w którym wszystkie miejsca były zajęte. Duży, masywny, napakowany gość, z wyglądu kibol. Stanął i powiedział na tyle głośno, żeby go wszyscy usłyszeli.

– Zrobimy teraz, kurwa, tak. Wy z lewej strony to jesteście chuje, a wy z prawej złodzieje.

Z pół minuty trwała cisza, po czym jakiś gość powiedział:

– Nie jestem złodziejem.

Na to ten nawalony:

– To się przesiądź.

*** *** ***

Pijący jechał do zakładu na odwyk i na odchodne zapytał kumpla, który już to przeszedł:

– Słuchaj, powiedz mi, co ja po tym wytrzeźwieniu muszę pamiętać.

Kolega odpowiedział:

– Na pewno adres zamieszkania i imię żony.

*** *** ***

Starszy pan, autor tej opowiastki, widząc, jak miejscowy pijaczek kupuje dwa sześciopaki, powiedział:

– Lepiej dbać o zdrowie, bo alkohol zabija.

I poprosił o dwa piwa bezalkoholowe.

– Bezalkoholowe zabija jeszcze bardziej – usłyszał.

– Niby dlaczego?

– Bo organizm nie wie, co jest grane.

*** *** ***


Tradycja

Opowiedziała mi to pewna pani po przedstawieniu w Och-Teatrze.

 

– Czy musi pan uprawiać takie pijaństwo? – zapytała mieszkającego po sąsiedzku smakosza win owocowych.

On na to:

– Mój pradziad przepił gorzelnię, mój dziadek za Niemca pędził bimber, ojciec pił, bo nie cierpiał komuny, a ja piję, bo nie mogę patrzeć na to, co się teraz dzieje. Jak szanowna pani widzi, w moim przypadku to nie jest pijaństwo, to jest tradycja.

*** *** ***

Ta sama pani opowiedziała mi jeszcze jedno zdarzenie. Miała okrągłe urodziny, zaprosiła więc kilka żyjących jeszcze przyjaciółek, żeby je ugościć ciasteczkami, tortem i winem. Wybrała się do cukierni, kupiła ciastka, zamówiła tort i zaszła do sklepu po wino. Zapytała sprzedawczynię, co może jej polecić, ale ta powiedziała, że w ogóle się na winach nie zna. A za naszą jubilatką stał menel.

– A według pana, jakie jest najlepsze?

I usłyszała:

– Następne.

*** *** ***

Trzy rzeczy nie potrafią kłamać. Dzieci, menele i legginsy.

Sasza Żejmo

*** *** ***

Głupie dziewczyny, gdy wypiją, dzwonią do byłego. Mądre do przyszłego.

nie wiem kto

*** *** ***

Facet podjął zobowiązanie noworoczne. W samochodzie na drugim fotelu zostawił karteczkę z napisem: „Od jutra nie piję”.

Następnego dnia wsiadł do samochodu, przeczytał i z ulgą powiedział: „Jak to dobrze, że od jutra”.

*** *** ***

Kucharz biskupa, jednego z najpopularniejszych w naszym kraju, będący pod wpływem, spotkał w barze hotelowym kumpla jeszcze ze szkoły średniej. I się rozgadali, a było to w czasie, kiedy miał do Polski przyjechać nuncjusz papieski.

– I co!? Twój biskup też się boi przyjazdu tego śledczego z Watykanu?

– Nie. Wiesz, czego on się naprawdę boi?

– No?

– Postnego jedzenia.

*** *** ***

Jedenastka

Kumpel niepijący spotyka rzadko trzeźwiejącego, z którym nie widzieli się od studiów.

– Co słychać?

– W porządku.

– Ożeniłeś się?

– Ożeniłem.

– Dzieci masz?

– Mam.

– Dużo?

– Jedenastkę.

– To ty musisz kochać żonę.

– Skąd, wrzeszczy na okrągło, czasami się jej boję.

– To skąd tyle dzieci?

– W tłumie łatwiej się schować.

*** *** ***

I jeszcze jedna historyjka w temacie „boję się”. Też się spotyka dwóch kumpli od piwa.

– Jak żyjesz?

– Nie narzekam.

– A skąd ta śliwa pod okiem?

– To z czasów, kiedy narzekałem.

*** *** ***

Dowcipy, które mnie niezmiennie śmieszą

Kumpel do kumpla po latach:

– Jak żyjesz!? Jak zdrówko!?

– Żyję tak jak wszyscy, a jeżeli chodzi o zdrowie, to mam dwie fazy. Kiedy czuję się źle, to podjeżdża karetka, a kiedy dobrze, to radiowóz.

*** *** ***

Policjant z drogówki zatrzymał kierowcę, od którego wyraźnie było czuć zapach profilaktyki przed koronawirusem.ukraiński

*** *** ***

Wódką koronawirusa nie zabijesz, ale postraszyć go można.też ukraiński

*** *** ***

Szczyt pijaństwa. Upić ślimaka tak, żeby nie trafił do domu.ten mógł powstać w każdym kraju

*** *** ***

LOGIKA BIAŁORUSKA

Komornik, który niesłusznie zabrał rolnikowi ciąg­nik i musiał go oddać, rzekł do swojego adwokata:

– Pazerny skurwysyn.

*** *** ***

Gotówka tak

Pani w moim wieku postanowiła przekonać menela, który zaszedł jej drogę i poprosił o jakiekolwiek skromne wsparcie, że pieniądze do życia nie są potrzebne.

– Na co ci potrzeba i ile? – zapytała.

– Potrzebuję każdej kwoty, ponieważ, posiadając ją, czuję się zdecydowanie pewniej – odpowiedział.

Na to pani:

– Proszę pana, stare powiedzenie mówi, że pieniądze szczęścia nie dają.

– Owszem – usłyszała. – Pieniądze szczęścia nie dają, ale gotówka tak.

*** *** ***

Żart na czasie

Pijak w okropnym stanie wsiadł do metra i zajął miejsce dokładnie naprzeciwko księdza. Podrapany, ślady szminki i jedzie od niego jak z gorzelni. Wyjął tak samo wymiętą jak on gazetę i czyta. Po paru minutach przerywa i mówi do duchownego.

– Niech mi ksiądz przypomni, co to jest artretyzm, bo mnie po wczorajszej balandze ze łba wyleciało.

Ksiądz tylko na to czekał. Mówi, patrząc na naszego delikwenta z politowaniem:

– Dobrze. Powiem panu, jakie są przyczyny tej choroby. Rozpustne życie. Kontakty z rozwiązłymi kobietami, nadużywanie alkoholu i lekceważenie Kościoła i bliźnich. To wszystko powoduje artretyzm.

– Niech to szlag, strasznie ksiądz mnie zmartwił. – I wyraźnie podłamany mruczy: – Nie wiedziałem, skąd to się bierze.

Duchowny postanowił złagodzić swoją wypowiedź.

– Przepraszam pana, może zbyt wyraziście na temat tej choroby mówiłem. Długo pan na to już choruje?

– Ja nie choruję. Ja mam tylko kaca, ale wypiję piwo i przejdzie. Wyczytałem, że na artretyzm choruje nasz biskup.

*** *** ***

17 stycznia

Skoro byliśmy w metrze, to przesiądźmy się teraz do autobusu, też warszawskiego. Dwóch meneli, w tym jeden mocno naprany, wsiada do niego. Drzwi się zamykają, w środku ponad czterdzieści stopni, bo upał. Przez głośniki rozlega się komunikat.

– Następny przystanek siedemnastego stycznia.

– Co ona powiedziała? – pyta ten naprany.

– Że następny przystanek siedemnastego stycznia.

– Heniu, kurwa, ja w takim korku jeszcze nie jechałem.

*** *** ***


Dowcipy, które mnie niezmiennie śmieszą

Na Księżycu spotykają się Amerykanin, Rosjanin i Polak.

– Skąd się tu wziąłeś? – pyta Rosjanin Amerykanina.

– Okradałem banki i nie dzieliłem się kasą z policją stanową i prokuratorem. A ty?

– Za dużo gadałem na Putina, dwa łagry nie pomogły, więc wysłali mnie tutaj. A ty? – zwraca się do naszego.

– Nie wiem, skąd się tu wziąłem. Z wesela wracam.

*** *** ***

Ponieważ występowali w tym żarcie Rosjanin, Amerykanin i Polak, to opowiem anegdotę dla naszych przyjaciół i świadków na ślubie Ewy i Jurka Niemczuków. Dla tych, co nie wiedzą – Jurek jest pisarzem i scenarzystą, pisał między innymi scenariusz do bardzo popularnego serialu Ranczo. Otóż pewnego pięknego słonecznego dnia ich wnuczka Misia przyszła ze szkoły i mówi do Ewuni.

– Wiesz co, babciu, mam świetny dowcip.

– To opowiedz.

– Trafili do nieba Polak, Rusek i Amerykanin i wita ich w drzwiach... zapomniałam, jak on się nazywa.

– Święty Piotr.

– Widzę, babciu, że ty ten dowcip znasz.

*** *** ***

To zakończmy jeszcze jednym, tym razem bez Polaków.

– Dlaczego amerykańscy geje nie piją rosyjskiej wódki?

– Bo po rosyjskiej wódce przychodzi straszna chęć na baby.

Fragment podlaskiej poezji ludowej

Kieliszeczki mej dzieweczki

są w kropeczki jak majteczki.

I z nią wciąż cudownie żyję,

gdy naleję i wypiję.

Burbonika do stanika.

Wódką witam słodkie udko.

Łyk koniaku przy suwaku.

Po żubrówkę sięga rączka,

żeby łyknąć przy ramiączkach.

Kiedy jestem przy kolanach,

wtedy sięgam po szampana.

Dalej, jak to w życiu bywa,

film przy stringach się urywa.

Dostałem ten wierszyk od nauczyciela będącego pod wielkim wrażeniem kultury disco rozkwitającej w tym regionie, ponieważ jak dodał na zakończenie naszej pouczającej rozmowy:

Bo gdy jeszcze puszczę disco,

zrobię z kropeczkami wszystko.

*** *** ***

Menel współczujący

Opowiedziała mi to pani w Iławie. Mieszkała na jednej klatce schodowej z długodystansowcem w piciu. Tak sam o sobie mówił. Pewnego dnia się wyprowadzał, przyszedł się pożegnać i ślad po nim zaginął. Trzy lata później zderzyli się ze sobą na ulicy i on się bardzo ucieszył na jej widok.

– Jak ja się wzruszyłem, że znowu moją ukochaną sąsiadeczkę widzę, i to w zdrowiu, tak często myślałem o mojej kochanej sąsiadeczce, nawet chciałem zajść do sąsiadeczki.

– Trzeba było. Zrobiłabym dobrej herbatki, pogadalibyśmy.

– Nie najlepiej wyglądam, pani sąsiadeczko, żeby składać wizyty w takim stanie. A tu patrzę, moja sąsiadeczka idzie. No i niech sąsiadeczka powie, co dobrego u sąsiadeczki słychać?

– Nie najlepiej, panie Zygmuncie. Owdowiałam. Mąż mi umarł.

– To pani miała męża?

– Tak. Wyszłam za mąż i proszę sobie wyobrazić, że umarł trzy dni po naszym ślubie.

I pan Zygmunt ją przytulił i pocieszył.

– No to się chłop chociaż nie nacierpiał.

*** *** ***


Przegrali w polityce, więc piją od trzynastej

Tuż po wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborach do Sejmu. Kołobrzeg. Sklep spożywczy z alkoholem. Przed nim dwa plastikowe stoły i takie same krzesła, czyli klubokawiarnia z piwem, na świeżym powietrzu, z wiatrem wiejącym od morza. Zdrowo i tanio. Przy jednym degustatorzy przyjezdni, przy drugim miejscowi. Przyjezdni piją markowe droższe, bo nie po to spędzają tu urlop, żeby pić byle co, miejscowi lokalne, bo tak samo kręci. Jeden z przyjezdnych czyta „Super Express”, czyli dodatkowo jest wyrobiony politycznie i intelektualnie. A zapomniałem dodać, że dzieje się to po wygranych wyborach w roku 2015.

Na jednej stronie jest tytuł Przegrali w polityce, więc piją od trzynastej, opisujący Ryszarda Petru i Bartłomieja Sienkiewicza, siedzących co prawda nie razem, a nawet w całkiem innych kawiarniach, w dwóch odległych od siebie pięknych miastach, ale za to o tej samej porze, i żeby było jeszcze bardziej intrygująco, jeden przy białym, drugi przy czerwonym.

Ten czytający mówi do pozostałych:

– Zachowują się jak komuchy. Weszła im w krew ta trzynasta i tak mają do dzisiaj.

Odzywa się facet ze stolika dla miejscowych:

– Normalny człowiek pije wtedy, kiedy ma na flaszkę albo coś do wypicia.

Miejscowy drugi:

– Bywa, że o szóstej rano.

Zamiejscowy drugi:

– Chyba że o szóstej rano kończy.

– Bywało – potwierdził miejscowy pierwszy i dodał: – Piwo od rana nie szkodzi, a bywa, że i odmłodzi.

Zamiejscowy drugi:

– Piękna metafora.

Miejscowy pierwszy do swoich:

– Mam nadzieję, że mnie, kurwa, nie obraża.

Zamiejscowy drugi:

– To znaczy, że ciekawie powiedziane, i gratuluję. Pan sam to wymyślił?

Miejscowy pierwszy:

– Ojciec kiedyś wrócił do domu napruty, pochwalił się tym powiedzeniem przed matką i za to „odmłodzi” dostał od niej ścierą po łbie. I dlatego to zapamiętałem.

I ci miejscowi, i ci przyjezdni zamilkli i dalej delektowali się piwem i wiatrem od morza, a potem się rozeszli, walcząc z grawitacją.

A wracając do tytułu Przegrali w polityce, więc piją od trzynastej, to nic w porównaniu z tytułem, który mi kumpel podrzucił mejlem. Nie wiem, w jakiej gazecie to było, ale nie do pobicia: Chory na ebolę zgwałcił księdza w czołgu.

Abstynent u weterynarza

– Przyszedł do mnie miejscowy amator darowanych pieniędzy ze swoim chorym pieskiem. Nawet nie wiedziałem, że go ma, bo nigdy z nim u mnie nie był ani nie widziałem go na spacerze. Wziąłem pieska na kolana i zapytałem:

– Jak się wabi?

– Abstynent.

– Słucham?

– Abstynent, nie przesłyszał się pan, panie doktorze.

– Kto wpadł na pomysł, żeby go tak nazwać?

– Ja razem z żoną.

– Ale po co?

– Żeby nam przypominał, że ktoś w domu powinien być trzeźwy.

Obejrzałem Abstynenta i mówię do właściciela:

– Wie pan, pieska będziemy leczyć w ten sposób, że co osiem godzin wetknie mu pan pół czopka. I tak przez trzy dni. Zapamięta pan? Pół czopka co osiem godzin przez trzy dni.

– Oczywiście, że zapamiętałem. I rozumiem, że to drugie pół powinno wystawać.

*** *** ***

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?