Tam, gdzie serce twoje

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 8


Zjedli razem porcję frytek i hot doga. Daleko temu było do zdrowej żywności, ale niczego innego na stacji paliw nie oferowano.

– Mamy niezły czas – powiedział Błażej, ocierając usta. Miał wielką ochotę nakarmić Dropsa resztą parówki, ale Laura stanowczo mu zabroniła. Nie chciała, żeby pies uczył się żebrać przy stole. Miał swoją porcję w misce.

– To się cieszę. – Uśmiechnęła się. – Bo się bałam, że narobiłam problemów. Wpakowałam ci się do samochodu i jadę na gapę. Ciągle postoje przeze mnie, a ty się pewnie spieszysz. Ktoś na ciebie czeka?

Zabrzmiało to trochę dwuznacznie, jakby pytała o prywatne sprawy. Prawda była taka, że ją to ciekawiło, ale nie chciała być nietaktowna.

– Nie wiem, czy ktoś czeka. Jadę w sprawach firmowych, jeśli o to pytasz. Nie mam tam dziewczyny – odparł Błażej, a Laura poczuła, że się czerwieni. Była uciekającą żoną i nie miała zamiaru teraz flirtować. Naprawdę.

– Chodziło mi o to, czy musisz tam być o jakiejś konkretnej porze – zaczęła się tłumaczyć.

– To się okaże – odparł. – Zajmuję się sprzedażą bursztynów. Jeżdżę w różne miejsca, nie tylko w Polsce, i szukam fajnych okazów.

– O! – Spodobało jej się. – To masz fantastyczną pracę.

– Lubię ją. – Uśmiechnął się. – Choć od momentu, kiedy jestem sam, moja motywacja nieco spadła. Już mi się nie chce pokonywać kolejnych szczebli.

– Nic o tobie nie wiem, a mieszkamy przez płot od tylu lat. – Westchnęła i pogłaskała Dropsa, a on jak zwykle przyjął ten gest z radością. Ten to się umiał cieszyć każdą drobnostką.

– Ja wręcz przeciwnie – przyznał się szczerze Błażej. – Kilka razy spotkałem się z twoim teściem na chodniku i wiele mi opowiedział. – Zrobił znaczącą minę. – Nie zamierzam udawać, że jest inaczej.

– A to drań sumiasty – zdenerwowała się Laura. Stary Andrychowski nie miał nigdy oporów, by chwalić się synem i nadawać na jego żonę. Kto wie, czego nagadał sąsiadom?

– Pozwolę się z tobą zgodzić. – Błażej kiwnął głową. – Ciężki typ człowieka. Nie dziwię się, że stamtąd uciekłaś. Zdumiewa mnie raczej, dlaczego tak długo czekałaś. To nieprawda, że na naszym osiedlu ludzie kompletnie się nie znają. To ty siedziałaś jak w twierdzy.

– Co masz na myśli?

– Moje sąsiadki z drugiej strony biegają do siebie na kawę jak za dawnych czasów. A ciebie też większość osób kojarzy. Wiedzą, że jesteś perfekcyjną żoną lekarza, staracie się o dziecko i twoi teściowie są okropni.

– Dziękuję ci za tę wyczerpującą charakterystykę mojego życia.

– Jest ciekawa, bo w gruncie rzeczy niewiele mówi o tobie, a sporo o realiach, w jakich żyłaś. – Spojrzał na nią, a ona speszyła się i odwróciła wzrok. – Przepraszam, nie chciałem się wtrącać. – Błażej przejechał dłonią po krótkich włosach. Chyba był trochę zmieszany. – Tylko wyjaśnić, dlaczego bez problemu cię zabrałem. Znam cię. I w głębi serca ci kibicuję – tłumaczył się. Nie była pewna, ale wydawało jej się, że nawet lekko się zaczerwienił. Może to z zimna? Bo jaki mógł być inny powód?

Laura poczuła, jak łzy podchodzą jej do oczu. Ludzie wokół jej sprzyjali. Czy naprawdę było aż tak źle?

– Kibicujesz mi jak większość ludzkości – powiedziała. – Dlaczego tylko ja nie widziałam, w jak beznadziejnej sytuacji żyję?

– Może to, co najbliżej, najtrudniej zobaczyć? Wiem, to banał. Ale najważniejsze życiowe mądrości to banały.

– Coś w tym jest – przyznała. Szybko otarła policzki i uśmiechnęła się. – Więc zostałeś moim wspólnikiem? – zapytała.

– W pewnym sensie tak. Mam coś do facetów w typie twojego męża. Nie lubię ich. Paweł Andrychowski na ciebie nie zasługuje – powiedział stanowczo. – A jednocześnie wiem, że to z góry przegrana walka, bo tacy jak on zawsze dostają najlepsze kobiety i nie da się z tym walczyć.

– Ja bym się jednak tak bez walki nie poddawała. – Laura nie mogła patrzeć na smutek w jego oczach. Domyślała się, że mówi o jakimś bardzo trudnym przeżyciu. Te słowa to aluzja do historii, której nie znała.

Błażej pokręcił głową.

– Zrobiłem wszystko, co mogłem, a momentami nawet więcej – powiedział. – I na nic się to nie zdało.

Poziom dramatyzmu w rozmowie zdecydowanie nie spodobał się Dropsowi. Zaczął piszczeć i podskakiwać. Uśmiechnęli się oboje. Są takie istoty na tym świecie, na których widok nie sposób zachować ponurą twarz. Choćby się rozmawiało na bardzo poważne tematy. Na pierwszym miejscu są oczywiście śmiejące się dzieci, zachwyt w oczach kogoś ukochanego, a także słynne koty, które tak wiele osób lubi oglądać w internecie. Nie bez powodu.

Drops też był niezły w tych sprawach. Szczekał, merdał radośnie ogonem i wyglądał na tak uszczęśliwionego ich widokiem, że nie można było nie odwzajemnić choć części tej dobrej energii.

Wrócili do samochodu i resztę trasy znów przemierzyli w milczeniu. Błażej był wybitnie intensywnym człowiekiem. Kiedy milczał, to na dobre, gdy mówił, to od razu przechodził do rzeczy. Był bardzo sympatyczny. Laura współczuła mu z powodu nieudanego małżeństwa. Cały czas miała wrażenie, jakby znali się już od dawna, choć ona nic prawie o nim nie wiedziała. Instynktownie wyczuwała też płynącą z jego strony ogromną życzliwość. A może nawet coś więcej?

Nagle poczuła ogromną pokusę. Szybki niezobowiązujący romans mógłby dać jej to, czego tak bardzo pragnęła. Dziecko.

Od dawna podejrzewała, że to nie po jej stronie leży wina za ciągły brak ciąży. Lekarze wciąż mówili, że wszystko z jej organizmem w porządku. Tymczasem w rodzinie Andrychowskich kłopoty z ciążą ciągnęły się już jakiś czas. Czy musiała mieć koniecznie dziecko Pawła? Oczywiście nie kochała Błażeja i nie istniała szansa, że to się zmieni. Ale przecież mogła go oszukać. Złamać wszystkie swoje zasady. To takie łatwe. Parę kłamstw, fałszywych uśmiechów. A potem, jak mawiał wujek, dużo wina i zgasić światło.

Odwróciła głowę. Wiedziała, że tego nie zrobi. Zrobiło jej się bardzo przykro i smutno z tego powodu. Tak mocno pragnęła dziecka.

Błażej jakby czytał w jej myślach. Drgnęła, kiedy usłyszała jego słowa.

– Nocuję w pensjonacie znajomego – powiedział. – Mogę cię zabrać. Jakiś pokój się znajdzie. – Wjechali na obrzeża miasta i trzeba było postanowić, co dalej. – A jakie masz plany na później? – zapytał.

– Na razie nie mam pojęcia – odparła. – Ale nie martw się. Szybko stanę na nogach. Nie będę ci zajmować czasu.

– Ja tam wcale nie protestuję – odpowiedział i spojrzał na nią, jakby chciał dać do zrozumienia, że jest otwarty na różne scenariusze.

Laura się wystraszyła. Przeszedł ją zimny dreszcz, a pokusa pojawiła się znowu. Jednak nie na kolejny związek. Laura nie miała absolutnie żadnego wolnego miejsca w sercu. W jej wnętrzu szalała burza, a umysł nie mógł jeszcze poukładać sobie tego, co zostawiła za sobą. Jednocześnie Błażej nie zasługiwał na to, by go w perfidny sposób wykorzystać. Laura zdawała sobie sprawę, że życie mocno by ją ukarało za takie matactwo. Nawet gdyby zdołała zajść w ciążę, cena z pewnością byłaby wysoka.

Mimo tego znów poczuła pokusę, zwłaszcza że Błażej patrzył na nią z zupełnie już jawnym zachwytem. Najwyraźniej mu się podobała. Być może od dawna.

– Dziękuję – odparła stanowczo. – Mam tu znajomą – skłamała szybko. – Na początek u niej się zaczepię, a potem się zobaczy.

– Rozumiem – odparł ze smutkiem i niestety istniała duża szansa, że naprawdę dobrze zrozumiał, co ona ma na myśli.

– A ty? – zapytała, żeby odwrócić jego uwagę od tego niezręcznego momentu. – Długo zostajesz? Będziesz kupował jakieś piękne bursztyny?

Nawet Drops przestał się wiercić, jakby czekał na odpowiedź.

– A wiesz, że to nawet fajna historia. – Błażej szybko się pozbierał. – Myślę, że ci się spodoba. Dostałem tajną wiadomość. Od lekarza.

– W sprawie bursztynów?

– Tak. Życie bywa zaskakujące. Otóż w Sopocie mieszka pewien mężczyzna, który dawno temu ponoć wydobył z morza prawdziwy skarb. Taki fuks zdarza się rzadko, a ostatnio jest z tym jeszcze gorzej, bo i sztormy nie takie jak dawniej, a zmiana klimatu też nie sprzyja połowom.

– Mów – zainteresowała się Laura. – A ty nie piszcz! – zwróciła się do Dropsa, który natychmiast obraził się na tę niesprawiedliwość. Nie uważał, że to właśnie on powinien być cicho.

– Skarbu nikt nie widział. – Błażej zatrzymał się na światłach. Miasto przywitało ich korkami. – Są tylko świadkowie tamtego świtu, kiedy udało się go wyłowić. Coś tam widzieli, zanim zdobycz została spakowana i zabrana. Reszta to tylko domysły.

– I ty chcesz to odnaleźć? – zapytała. – Nie spodziewałam się, że w dzisiejszych czasach ludzie jeszcze szukają skarbów.

– A tu niespodzianka. – Błażej się uśmiechnął. – Ale moja rola jest prostsza. Chcę od tego mężczyzny coś kupić. Marzę o tym od lat. Nigdy jednak nie było szansy.

– A teraz się pojawiła?

– Tego nie wiem, ale od znajomego dostałem informację, że ten właściciel ponoć jest chory i miał się zwierzyć jakiejś kobiecie w poczekalni, że ta swoista legenda już go męczy. Słyszał to lekarz, mój znajomy, i uznał, że to tylko plotka, a nie tajemnica lekarska, więc może mi przekazać.

– To nieźle. I z powodu takich słabych poszlak jedziesz przez całą Polskę?

– Co mam do roboty? – Odwrócił się w jej stronę i spojrzał znacząco, jakby chciał dać do zrozumienia, że gdyby chciała, mogłaby to zmienić. – Zawsze miałem ochotę zobaczyć te bursztyny – powiedział. – A jeśli tylko taka informacja pojawi się na rynku, natychmiast ruszą inni. Trzeba być pierwszym.

 

– Racja. Ja już chyba zapomniałam, co to pasja. Siedzę w domu i tylko czekam na męża, ale od takich rzeczy życie nie nabiera smaku. Wręcz przeciwnie, staje się coraz bardziej jałowe.

Znów odwrócił głowę w jej stronę i chyba chciał coś powiedzieć na niebezpieczny temat, może ponowić swoją propozycję pomocy, gdy zadzwonił telefon.

Porwała go, gwałtownie wiedziona jakąś bezsensowną nadzieją, że to Paweł. Wszystko zrozumiał, żałuje. Chce się zmienić. Może nawet pędzi teraz za nią i za chwilę spotkają się na kolejnym parkingu, po czym razem pojadą nad morze, by wreszcie spędzić kilka chwil wspólnie. Z dala od pochłaniającego cały czas i energię szpitala, zaborczych teściów wtrącających się w każdą sprawę, a także domu, w którym wszędzie unosiło się widmo klęski. Dziecka, którego nie było. Przypomną sobie, dlaczego kiedyś się pokochali.

Ale to nie Paweł dzwonił.

– Dzień dobry, kochana. – Usłyszała głos byłej już szefowej. – Jak się czujesz? Gdzie jesteś?

– Dziękuję, że pani pyta. – Laura stłumiła rozpędzone nadzieje i ucieszyła się, słysząc czyjś życzliwy głos. – Jest nieźle. Jestem już w Sopocie.

– To dobrze, kochanie – powiedziała szefowa. – Bo wiesz, będę mogła ci pomóc.

– Naprawdę? – Laura sama nie wiedziała, dlaczego od razu pomyślała o Pawle, a w jej sercu zakwitła błyskawiczna nadzieja, że szefowa zna jakiś tajny, najlepiej magiczny sposób na rozwiązanie kłopotów małżeńskich. Głupia nadzieja to bardzo silne zielsko, urośnie nawet na betonie.

Ale szefowa szybko sprowadziła ją na ziemię.

– Mam w Sopocie starą koleżankę – powiedziała. – Starą dosłownie i w przenośni. Znamy się wiele lat, ale prawdą jest również, że Emilia jest wiekowa jak piękny bursztyn.

Laura się uśmiechnęła. Szefowa umiała pewne kwestie ładnie ująć w słowa.

– Pani to ma wszędzie przyjaciół – powiedziała z nutą zazdrości w głosie. Ona była sama. Jak na pustyni. Wiele lat poświęciła wyłącznie mężowi i teraz wyraźnie odczuła, że ona nic nie ma i bardzo niewiele znaczy.

– Nie martw się – pocieszyła ją kobieta. – Ty też teraz zaczniesz żyć inaczej. Mam wyrzuty sumienia, że cię wcześniej nie namówiłam do jakiegoś buntu. Serce się nam wszystkim krajało, kiedy na ciebie patrzyliśmy, ale nikt nie miał odwagi się wtrącić. Liczyliśmy chyba na jakiś cud.

– Ja też.

– Co zrobić? Czasem cuda strasznie są leniwe. Nie chce im się nawet kroku zrobić. Człowiek musi wszystko sam. Ale ja nie o tym chciałam. Posłuchaj. Dzwoniłam dzisiaj rano do Emilii. Ona od piętnastu lat szuka pomocy do sklepu.

– Tak długo? – zdumiała się Laura. – Musi mieć kosmiczne wymagania.

– Oczywiście – przyznała szefowa. – Rekord jest na miarę zapisania do jakiejś księgi. Wiecznie wisi ogłoszenie, całe już pożółkłe ze starości i nigdy jeszcze żadna kandydatka nie przeszła wstępnej kwalifikacji. Zawsze się Emilce coś nie podoba. Wiesz, ona bardzo łagodnie wygląda. Miła, drobna staruszka, ale w sercu to herszt baba. Trzęsie tamtym rynkiem jubilerskim od lat i wciąż nie ma poważnej konkurencji, choć tylu młodych próbuje swoich sił.

– Sama?

– Ano tak. Prowadzi malutki sklepik, ale też pośredniczy w sprzedaży surowego bursztynu i z tego czerpie tak naprawdę największy zysk. Ma prawdziwego nosa do łowców. Kiedyś ponoć nawet sama wychodziła w morze, ale nie chce się do tego przyznawać. Ma się za damę.

– Ja też tej pracy w życiu nie dostanę – wystraszyła się Laura. – Nie znam się przecież na surowym bursztynie ani żadnym innym. Potrafię tylko układać naszyjniki w gablotkach.

Błażej skwitował te słowa pełnym niezadowolenia spojrzeniem, nawet nie próbował udawać, że nie podsłuchuje. Drops też głośno wyraził swój sprzeciw wobec tak spektakularnego poddawania się, zanim jeszcze się zaczęło walczyć.

Ale Laura nie chciała robić szefowej niepotrzebnej nadziei.

– Nie mam radosnego błysku w oku – powiedziała stanowczo, nie bacząc na pełne dezaprobaty cmoknięcia Błażeja. – Energii ani odwagi. Przegrałam życie i to widać. Nie nadaję się już na sprzedawcę.

– Nie opowiadaj głupot i słuchaj starszych – upomniała ją szybko szefowa. – Teraz to macie takie problemy, że pożal się Boże. A każdy od razu załamany. Moi rodzice z małym dzieckiem na rękach przed Niemcami uciekali. Chowali się w starej szopie i dwa tygodnie żywili przemarzniętymi jabłkami, co je chłop w dole zakopał dla świń. Dziadek był na froncie i miesiąc na piechotę z ruskiej niewoli wracał. Chory na czerwonkę. Rzekami szedł. Potrafisz to sobie wyobrazić? I nikt z nich nie mówił, że życie przegrał. Wręcz przeciwnie, cieszyli się, jak nie wiem, że jeszcze je mają.

– Już dobrze. – Laura od razu się poddała. – Wobec takich argumentów milczę.

– No właśnie. To słuszna decyzja. Jeszcze tylko uważnie słuchaj, a będzie całkiem dobrze. Powiedziałam, że zadzwonisz do niej dzisiaj wieczorem, a zacząć możesz od jutra.

– I ona tak po prostu się zgodziła? – Laura poczuła dreszcz na plecach. Jakoś instynktownie bała się tej nowej pracy.

– No nie do końca – przyznała się szefowa. – Musiałam pójść na pewne ustępstwa. Pensję na przykład będziesz mieć na początek bardzo niską. Ona jest, powiedzmy to elegancko, wyjątkowo oszczędna. Argument finansowy mocno jej działa na wyobraźnię. Powiedziałam też, że znasz się na surowym bursztynie i możesz jeździć do dostawców, bo świetnie negocjujesz.

– Ależ to nieprawda! – oburzyła się Laura. – Pojęcia o tym nie mam.

– Nic nie mów. Nie idziesz do spowiedzi, tylko do pracy. Wszystkiego nie musisz opowiadać. Poza tym Emilia to straszna gaduła, i tak cię nie dopuści do głosu. Milcz, kiwaj głową, uśmiechaj się i będzie dobrze. A w międzyczasie się naucz. Macie teraz ten cały internet. Poszukaj wiedzy.

– O rany! – westchnęła Laura.

– Przyjmuję to jako podziękowanie. Jaki masz wybór? Za chwilę dojedziesz nad morze. O tej porze zimno tam i wieje. Co zrobisz? Gdzie będziesz szukać zaczepienia? Hotele tam drogie i szybko skończą ci się oszczędności.

– Ale przecież mam prawie nie zarabiać. – Laura postanowiła się bronić. Ten pomysł jej się nie spodobał. – I tak nie zdołam się utrzymać, jeśli nie dostanę pensji.

Błażej kiwnął głową, a Drops poparł go głośnym szczeknięciem. Jego los przecież też się tutaj ważył.

– Wiem – odparła szefowa. – Powoli wynegocjujemy podwyżkę. Może nawet sporą. Ale nie do razu. Najważniejsze to się zaczepić. Emilia ma bardzo dużo pracy i od lat potrzebuje pomocy, tylko nie chce się do tego przyznać. Kiedy poczuje, jak to jest móc na kogoś liczyć, już z ciebie nie zrezygnuje.

– Nie jestem tego taka pewna.

Powątpiewanie w głosie Laury było wyraźnie wyczuwalne. Mocne. Ewidentnie dziewczyna nie czuła się przekonana i być może za chwilę zrezygnuje z tego pomysłu. Szefowa postanowiła odsłonić więcej kart.

– No dobrze – powiedziała. – Zdradzę ci coś jeszcze. Jestem pewna, że Emilia nie da ci zginąć. Ona też kiedyś uciekła od męża drania. Zaopiekuje się tobą, choć będzie narzekać i wcale nie da po sobie poznać, że w głębi serca jest dobrym człowiekiem.

– Dlaczego? – Laura była zdania, że z dobrych cech najlepiej jest być dumnym.

– Bo schowała, co najcenniejsze głęboko, ze strachu przed kolejnym zranieniem. I to będzie dla ciebie ważna lekcja, dlatego, że i ty robisz to samo. Ale w przeciwieństwie do niej masz jeszcze czas na zmianę.

Szefowa, która zwykle była taktowną kobietą i nie miała zwyczaju wtrącać się do życia innych ani niczego komentować, tymi surowymi słowami chyba wyczerpała już swój dzienny limit energii przeznaczonej na organizowanie losu Laury. Aż westchnęła z powodu napięcia i wysiłku, jaki musiała w to włożyć.

– Uda ci się – powiedziała na koniec. – Pracowałam z tobą długo. Wiem, do jakiego stopnia potrafisz odciążyć właściciela. Niełatwo będzie cię zastąpić, ale rozumiem, że musisz ruszyć w drogę. Czasem inaczej się nie da. Kibicuję ci.

– Bardzo dziękuję.

– A teraz głowa do góry. Podeślę ci adres i numer telefonu. Emilia już czeka.

Laura się wzruszyła, aż ścisnęło jej się gardło. Cała tęsknota za miłością i szczęściem wypełniła ją po brzegi. Dlaczego miała takiego pecha? Za co ją to wszystko spotykało? Miała nawet ochotę zadać te pytania byłej już szefowej, ale nie zdążyła. Rozmowa została zakończona.

Oparła głowę o zagłówek. Łzy wzruszenia podeszły jej pod gardło.

– Mam jednak przyjaciół – zwróciła się spontanicznie do Błażeja. – Nie będzie łatwo, ale może uda mi się zdobyć tę pracę. Może będę spać na zapleczu sklepiku jak kiedyś ubogie kobiety, pozbawione wsparcia rodziny?

– Nie mów tak. – Odwrócił się w jej stronę gwałtownie i gdyby nie konieczność trzymania kierownicy, chyba by objął sąsiadkę. – Chętnie pomogę – powiedział. – Przecież proponowałem. Nie bój się, nie będę niczego oczekiwał – dodał z nagłym smutkiem. – Przecież wiem, kim jestem.

– Nie rozumiem, co masz na myśli? – Spojrzała w jego stronę.

Milczał przez chwilę, przedzierając się przez zatłoczone ulice. Nawigacja pokazywała, że zostało im już niewiele drogi do celu.

– Wiesz, jak mnie nazywają? – zapytał.

– Niestety, ale nie – odpowiedziała. Nigdy nie słyszała, by ktokolwiek o nim rozmawiał.

– Robrojek – zwierzył się takim tonem, jakby to był ważny sekret.

– O rany! – Z zaskoczenia aż zrobiło jej się ciepło i w pierwszej sekundzie pomyślała, że to doskonale pasuje. Tak sobie właśnie wyobrażała bohatera popularnych powieści. Chociaż Błażej nie był rudy, to był dokładnie taki. Godny zaufania, miły i niski. Ledwie jej wzrostu.

– Wiem, co pomyślałaś – powiedział i pokiwał głową.

– Mowy nie ma – oburzyła się. – Takich umiejętności to nie masz. Nie przesadzajmy.

– Ale doświadczenie owszem. – Błażej skręcił energicznie na skrzyżowaniu. – Na początku nie wiedziałem, o co chodzi. Kim jest ten nieszczęsny Robrojek? Postacią z bajki? Z jakiegoś komiksu? Wymyśliła tę ksywkę przyjaciółka mojej żony i od razu chwyciło na dobre. Widać, bardzo pasowało.

Laura opuściła wzrok.

– On jest fajny – powiedziała.

– Tak, wiem, poświęciłem się i przeczytałem po kryjomu całą serię. Bardzo dokładnie. Jeszcze mi wtedy zależało na żonie i byłem dla niej gotów na wszystko. I dowiedziałem się prawdy. Robrojek to przegrany facet. Choćby ze skóry wyszedł, nie wiem jak się starał, był porządny, uczciwy i co tylko chcieć, żadna fajna kobieta nie wybaczy mu brakujących kilku centymetrów wzrostu.

– Nie mów tak – oburzyła się Laura. – On się w późniejszych częściach przecież żeni z Natalią. Piękną kobietą. Mają dwóch synów.

– Tak napisała autorka, a one, jak wiadomo, specjalizują się w fikcji. – Błażej znów zawinął energicznie na zakręcie. Chyba najchętniej przywaliłby w jakiś słup, tak był rozgoryczony. – Nie wierzę jej – dodał stanowczo. – To dlatego ona nigdy o nich bliżej nie pisze. Natalia i Robrojek zawsze są nieobecni. Bo tego się nie da prawdziwie pokazać. Taka miłość nie istnieje.

– Dokładnie to przeanalizowałeś – powiedziała z zaskoczeniem, bo nie spodziewała się u mężczyzny takiej gruntownej wiedzy o powieściach dla nastolatek.

– Tak – przyznał. – Był czas, kiedy się wręcz zaczytywałem. Chciałem zrozumieć, dlaczego moja żona jest taka rozczarowana. Gdzie przegrałem. Ona bardzo często tak do mnie mówiła. Robrojku. A było w tym określeniu tyle lekceważenia, że wystarczyłoby do obdzielenia wszystkich mężczyzn na naszym osiedlu i jeszcze by sporo zostało.

– Przykro mi.

– Mnie również. Cóż. Puściłem ją wolno, skoro tak bardzo tego pragnęła. Oddałem całą kasę, wszystkie wspólne oszczędności. Zaczęła nowe życie i z tego, co wiem, jest szczęśliwa. Jej nowy mąż to zupełnie zwyczajny facet. Nie ma złotych zębów ani domu z marmuru, bicepsów czy jachtu. Ale jest wysoki.

Laura poczuła się bezradna. Wnioski nasuwały się same, a jednak były tak okropne, że trudno było im dać wiarę.

– Więc możesz spokojnie przyjąć moje zaproszenie – powiedział i zatrzymał się na parkingu przed pensjonatem. – Znajomy cię przenocuje za jakąś promocyjną cenę przez kilka pierwszych dni, a ja nie zapukam do ciebie w nocy. Znam swoje miejsce.

Spojrzał na nią, jakby jednak miał nadzieję, że zaprzeczy. Zaprosi go albo chociaż da do zrozumienia, że potrzebuje czasu. Ale nie mogła tego zrobić. Byłoby to zbyt okrutne.

Aż zadrżała na samą myśl. I było w tym coś ze złośliwości życia, które chyba lubi prowadzić ludzi krętymi ścieżkami. Bo Błażej, choć miły i na swój sposób przystojny, starannie ubrany, pachnący dobrymi perfumami, zupełnie nie miał w sobie tego pierwiastka, który sprawia, że facet staje się pociągający. A jej mąż palant posiadał go pod dostatkiem, nawet w najgorszych okresach ich związku. I wciąż za nim tęskniła.

 

Wstrętny paradoks i przyczyna wielu kobiecych łez. Ktoś to zdecydowanie źle zorganizował.

– Dobrze – powiedziała. Czuła się bardzo zmęczona i znów zaczął ją boleć brzuch. Poddała się. – Chętnie skorzystam z twojej pomocy. Tak naprawdę wcale nie mam tutaj znajomej. Wymyśliłam to. Muszę się przebrać po podróży i umówić na rozmowę w sprawie pracy. Ogarnąć choć trochę moje nowe życie. Jestem ci wdzięczna.

Pokiwał głową. Wdzięczności kobiet zwykle miał pod dostatkiem. Był uczynny, dysponował wolnym czasem, samochodem i rezerwami gotówki. Lubił pomagać. Często ratował kogoś z opresji. Ale nie o to mu chodziło, by każdy się z nim przyjaźnił, nie chciał też litości ani związku z rozsądku. Pragnął prawdziwej miłości, a na nią jak na razie nie miał szans.

Laura od dawna mu się podobała. Nie chciał jednak rozbijać czyjegoś małżeństwa. Wiedział, jaki to ból, gdy się traci żonę dla innego. Starał się więc jak najmniej myśleć o miłej sąsiadce. Tylko gdy tak wparowała mu do samochodu, serce zareagowało bez jego woli.

I po co? – zżymał się teraz w myślach. – Żeby znów ktoś mi zaproponował przyjaźń? Wygłosił te jakże bolesne słowa: „Jesteś wspaniałym mężczyzną, ale…”.

Tyle razy już to przeżył i wciąż dobrowolnie wkładał palce między drzwi. Jakby nie mógł przyjąć do wiadomości, że pewne sprawy są na tym świecie zarezerwowane dla innych. Starał się. Zasadniczo prowadził spokojne, uporządkowane życie. Ale czasem ktoś wpadał znienacka w ten układ i wszystko burzył.

Błażej wyciągnął walizkę Laury, po czym bez słowa zaniósł na portiernię. Wiedział, że dziewczyna idzie za nim, taszcząc pojemnik z Dropsem. Nie obejrzał się. W niczym mu nie zawiniła. Była żoną innego, jej małżeństwo przeżywało kryzys. Słyszał też, że od lat starała się o dziecko i jak widać, wciąż bezskutecznie. To normalne, że nie myślała teraz o nowym związku. Skąd miała wiedzieć, że ktoś się w niej potajemnie kocha? Była niewinna.

A jednak był tak rozgoryczony, że jeden impuls wystarczyłby, żeby powiedzieć coś bez sensu. O kilka słów za dużo. Chciał zyskać na czasie. Uspokoić się.

Pensjonat był niewielki i stary. Różnił się od stojących niedaleko nowoczesnych budynków. Wyglądał raczej jak duża willa. Miał błękitne ściany i bardzo dużo kolistych balkonów, a na dachu staroświeckie wieżyczki.

– Witaj. – Wielki jak niedźwiedź właściciel wyszedł im na spotkanie. Był wyraźnie ucieszony, jakby już długo czekał na tego wyjątkowego gościa. Złapał Błażeja w objęcia i omal nie zmiażdżył w serdecznym z założenia uścisku. Ale i przypomniał mu, jak drobnej jest budowy. Ledwo sięgał przyjacielowi do piersi. Laura odwróciła nagle wzrok.

– Siedzę tu i myślę… – powiedział właściciel. – To znaczy, ciężko pracuję i myślę – poprawił się błyskawicznie. – Dlaczego cię jeszcze nie ma. Zwykle na obiad zdążałeś, a tu godziny mijają, zupa rybna stygnie. Dorsz zawrócił do morza z półmiska, bo się nie doczekał. Teraz już rozumiem. – Spojrzał z uśmiechem na Laurę. – W takim towarzystwie ja też bym wolniej jechał. Witam serdecznie piękną panią. – Pochylił się i po staroświecku ucałował kobietę w dłoń.

Zmieszali się oboje. Błażej i Laura. Nawiązanie do rozmowy, którą dopiero co odbyli, było bardzo czytelne. Ale właściciel pensjonatu nie mógł o tym wiedzieć.

Ona czuła się skrępowana z powodu swojej obecności u boku sąsiada. Nie chciała się wdawać w tłumaczenia, skąd się wzięła i dlaczego przyjechała z nim do Sopotu. On ponieważ w rzeczy samej jechał o wiele wolniej niż zwykle, chcąc się nacieszyć obecnością kobiety, za którą skrycie tęsknił. Za nic w świecie nie chciałby jednak, by ona się o tym dowiedziała. To było takie dziecinne i słabe. Bo mimo swojego niskiego wzrostu był silnym mężczyzną.

– Hubert – przedstawił się niedźwiedziowaty szef i obdarzył Laurę niezwykle serdecznym uśmiechem, który natychmiast odwzajemniła. Nie dało się inaczej. – Proszę mi mówić po imieniu – zaproponował. – A teraz do rzeczy. Jaki pokój sobie państwo życzą? Teraz poza sezonem to mam nawet takie z widokiem na morze. Dla przyjaciół zawsze w najlepszej cenie.

– Ja poproszę taki najskromniejszy – powiedziała szybko Laura, a właściciel pensjonatu od razu stracił znaczną część swojego dobrego humoru. Bardzo lubił Błażeja, życzył mu wszystkiego, co najlepsze. Ten gość zasługiwał na szczęście jak mało kto, a widać było, że na kobietę, z którą przybył, patrzył w sposób szczególny. Jednak sytuacja najwyraźniej należała do skomplikowanych.

– Laura potrzebuje taniej mety na jakiś czas – wyjaśnił mu Błażej.

– Rozumiem. – Mężczyzna o posturze niedźwiedzia wykazał się umiejętnością szybkiego i taktownego reagowania. – Mam w bardzo dobrej cenie pokój na piętrze. Widok niestety na dach garażu, ale za to ciągle stoi pusty, więc można korzystać.

– Dziękuję ci. – Błażej się uśmiechnął. Już doszedł do siebie. Odzyskał wewnętrzny spokój.

– A ty tam, gdzie zawsze. – Przyjaciel podał mu klucze. – Zapraszam na kolację. – Wskazał dłonią przyjemną niedużą salę restauracyjną.

– Dziękujemy – odparł Błażej. Laura tylko się uśmiechnęła. Czuła coraz większe zmęczenie. Życie stanowczo było zbyt skomplikowane. Stres ostatnich lat położył się wielkim ciężarem na jej plecach. Nieprzespana noc, wiele godzin jazdy i trudna decyzja, jaką podjęła, podcięły jej nogi. Za wiele jak na jednego człowieka. Ledwo się dowlokła do pokoju. Pożegnała pospiesznie z Błażejem, który ją odprowadził, i zamknęła za sobą drzwi. Miała ochotę położyć się na podłodze, do tego stopnia czuła się wyczerpana. Ale w malutkim pokoiku do łóżka było niedaleko. Zrobiła tych kilka kroków, zrzuciła buty i kurtkę, po czym zawinęła się w kołdrę.

Wypuściła Dropsa z pojemnika, a on, niewiele się namyślając, ułożył się obok.

Zasnęła, zanim zdążyła się rozgrzać.