Gorąca sesja (t.4)

Tekst
Z serii: Game On
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Gorąca sesja (t.4)
Gorąca sesja (t.4)
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 80,80  64,64 
Gorąca sesja (t.4)
Gorąca sesja (t.4)
Audiobook
Czyta Grzesław Krzyżanowski
44,90  32,33 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

GQ: Wszystko w porządku, Chester. Wiele kobiet nie może sobie poradzić z moim seksapilem.

W głosie Jamesa słychać nutkę przekory.

– Wiesz, chyba nigdy nie widziałem na twojej twarzy takiego wyrazu.

– Jakiego? – Czekam na odpowiedź Finna.

– Zadurzenia.

– Zadurzenia? Znowu czytasz książki historyczne?

– Tak. I przestań wywiercać wzrokiem dziurę w mojej głowie. Nie ma nic złego w lubieniu tego faceta. Do tej pory miałaś ogromnego pecha w związkach. Jeśli spotkałaś kogoś, kto cię fascynuje, to dobra wiadomość. Dlaczego z tym walczysz?

Ciepło pulsuje mi w piersi.

– Bo on nie jest zainteresowany randkami – cedzę przez zęby.

– No to przejedź się na tym pięknym ciele i dobrze się baw.

Ciepło przenosi się z mojej klatki piersiowej na kark.

– Tego też ode mnie nie chce.

James gapi się na mnie zdziwiony. Nie pomaga to mojemu posiniaczonemu i zdezorientowanemu ego.

– To niemożliwe. Widziałem, jak na ciebie patrzył.

– Ach, tak? – Zignoruj to trzepotanie. To trzepotanie to tania, zwracająca na siebie uwagę dziwka. – A jak na mnie patrzył?

– Jakbyś była pokrytym miodem trofeum Vince’a Lombardiego.

– Nawet nie wiem, co to jest.

– Super Bowl, Chessie. Lepiej uzupełnij swoją wiedzę na temat futbolu.

Uroczo.

– Jak by na mnie nie patrzył, dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie chce przygodnego seksu. Powiedział, że chce tylko, cytuję, „mnie poznać”.

– Hm. – James kilka razy irytująco stuka palcami o blat. – Cóż, w takim razie może lepiej nie nadinterpretować tej sytuacji. Lubisz go, to jasne. Po prostu płyń z prądem.

– Płyń z prądem. Jakiś ty pomocny.

– Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

Przewracam oczami, gdy ktoś puka do drzwi wejściowych.

James sztywnieje.

– Skoro o tym mowa… – Majstruje przy musze w kropki. – Ja… eee… poznałem kogoś.

– Przypuszczam, że ten ktoś stoi właśnie pod drzwiami? – pytam rozbawiona.

Tak naprawdę James nigdy nikomu mnie nie przedstawił. Nie w sposób oficjalny. Chodziłam z nim na podwójne randki, ale były one niezobowiązujące i rzadko kiedy ponownie spotykałam osobę, z którą wychodził.

– Tak. – Oblewa się rumieńcem. – Miałem zamiar ci powiedzieć, ale wplątałem się w twój dramat pod tytułem „czy ośmielę się zaliczyć rozgrywającego”.

Rzucam mu zabójcze spojrzenie.

– Otworzysz? Czy ja mam to zrobić?

– Nie, nie. Ja pójdę. – Podbiega do drzwi, jakby zaraz miał wyskoczyć ze skóry.

To oznacza, że sprawa jest poważna. Nagle czuję się równie niespokojna jak James.

Szybko wystukuję wiadomość do Finna, bo nie chcę być niegrzeczna dla gościa Jamesa.

CC: Przyszedł James. Muszę już kończyć. Pogadamy później?

Dlaczego odczułam potrzebę, by o to zapytać?

Odpowiada bardzo szybko.

GQ: W następny wtorek mam wolne. Masz czas na lunch? Jeśli uda ci się wyrwać, daj znać.

Nie odpowiadam. James wprowadza do loftu swoją nową miłość, rzuca mi sentymentalny uśmiech. Nazwał mnie zadurzoną? Teraz praktycznie unosi się nad podłogą.

Spodziewałam się, że przedstawi mi modelkę lub modela. James preferuje osoby wysokie i olśniewające. Jednak w tym przypadku sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej.

– To jest Jamie – mówi James, obejmując ramieniem kogoś, kto wydaje się niskim, smukłym mężczyzną z aureolą blond loków i ciężkimi okularami w czarnych oprawkach. – Jamie, poznaj Chess.

– Chess. – Jamie pochyla się, by podać mi rękę. Pod uroczą niebieską kamizelką w romby widzę delikatnie zaznaczone piersi. – Tyle o tobie słyszałam.

Ponieważ James trzymał gębę na kłódkę, ja nie mogę powiedzieć tego samego o niej. Ściskam jej dłoń i się uśmiecham.

– James i Jamie, co?

James dosłownie oblewa się rumieńcem.

– Wiem, to straszne, prawda? Będziemy jedną z tych par, które ubierają się tak samo i dokańczają wypowiadane przez siebie zdania. – Wygląda na naprawdę uszczęśliwionego tą perspektywą.

– Jesteście już w połowie drogi – zauważam, patrząc na brązową kamizelkę w romby Jamesa.

Jamie się śmieje.

– Nawet tego nie planowaliśmy.

– Czuję się teraz jak Hubert i Emil z Ulicy sezamkowej – mówi James, gładząc się dłonią po piersi.

Jamie znowu się śmieje.

– Jeśli zechcemy być okropnie obrzydliwi, kupimy sobie psa i nazwiemy go Jimmy. – Marszczy nos. – Nieważne. Zapomniałam. Kiedyś spotykałam się z dziewczyną, która miała psa o imieniu Jim.

– Zawsze chciałem poznać chłopaka o imieniu Sue – przyznaje James.

Jamie się do niego uśmiecha.

– Moglibyśmy nazwać tak psa.

– Dobra – wtrącam. – Jesteście irytujący.

Oboje szeroko się uśmiechają.

– Przyniosłam ciastka – Jamie podnosi dużą torbę z Cafe du Monde, na dole której widać plamy tłuszczu. Do ust napływa mi ślina. – James mówi, że to twoje ulubione.

Skoro podlizuje się najlepszej przyjaciółce Jamesa, to zdecydowanie jest to poważna sprawa.

Boże. Jestem zazdrosna. Naprawdę jestem zazdrosna.

Weź się w garść, kretynko!

Na litość boską, ta kobieta ma na sobie swetrową kamizelkę i niebieską muchę. Jak można nie uznać tego za ujmujące?

– Uwielbiam je. Dzięki. – Biorę od niej torbę i przynoszę talerze. – Zjedzmy na balkonie.

Na balkonie słucham, jak James i Jamie kończą swoje zdania, opowiadając mi, jak poznali się w klubie jazzowym. Śmieję się, gdy przekomarzają się, czy lepszy jest Duke Ellington czy Ella Fitzgerald – tak przy okazji to ani jedno, ani drugie – oboje to dwie strony tego samego medalu. Zapycham się ciastkami, żeby nie wyskoczyć z własnymi opowieściami o Jamesie. Jamie wcale nie musi ich teraz wysłuchiwać.

Wyglądają razem tak uroczo, że boli mnie szczęka i ściska mi się serce.

James się zakochał. Nigdy nie myślałam, że dożyję tego dnia.

Zdejmuje z podbródka Jamie nieistniejący okruch, wreszcie ona mówi, że musi już iść.

– Wiem, że macie teraz sesję zdjęciową.

– Możesz zostać i popatrzeć – proponuje James tak łagodnym głosem, że prawie go nie poznaję.

– O, nie. – Śmieje się Jamie. – Nie sądzę, żebym mogła patrzeć, jak smarujesz olejkiem bandę wielkoludów, i nie zrobić się zazdrosna. Poza tym za rogiem budynku, w którym mieszkam, znajduje się galeria sztuki, do której chciałam wejść.

– Mieszkasz w Quarter? – pytam.

– Mieszkam w Nowym Jorku – odpowiada Jamie, wymieniając szybkie spojrzenia z Jamesem. – Przyjechałam tu tylko na tydzień.

Tydzień? Zakochali się w sobie w mniej niż tydzień?

James dłubie przy szwie w spodniach.

– Wyjeżdża w następny poniedziałek.

– Ciągle mu powtarzam, że powinien pojechać ze mną, żeby posmakować nowojorskiego życia – droczy się Jamie.

– A ja ci ciągle odpowiadam, że muszę pracować – odpowiada James z udawanym rozbawieniem. Nie potrafi ukryć bólu w swoim głosie.

Zapada niezręczna cisza. Moje usta wypełnia ciasto ptysiowe, a cukier puder na moim języku zamienia się w klej. James jest moim najlepszym przyjacielem. Ale jest także moim podwładnym. Czasami przepaść między przyjacielem a szefem jest tak duża jak odległość z Nowego Orleanu do Nowego Jorku.

Z trudem przełykam swój kęs.

– Po dzisiejszym dniu mamy jeszcze tylko jedną sesję zdjęciową do kalendarza. Mniejsze zlecenia mogę wykonywać samodzielnie. Powinieneś pojechać do Nowego Jorku. Poświęcić trochę czasu tylko sobie.

James patrzy na mnie swymi jasnoniebieskimi oczami, a ja mam wrażenie, że mnie przytula. Słabo odwzajemniam uśmiech. Czy on się martwił, że się nie zgodzę? Nigdy nie odmówiłabym mu szczęścia.

Ale podczas gdy on odprowadza Jamie, ja gapię się na jeżdżące po ulicy samochody. W oddali Missisipi wije się na lądzie jak szeroki, brązowy wąż. Czuję się pusta.

Wyjmuję telefon z kieszeni dżinsów i piszę do Finna.

CC: Wtorek może być.

Po kilku sekundach odpowiada, jakby czekał na moją wiadomość.

GQ: To nie jest randka. ;)

Wciąż nie wiem, czego od niego chcę, ale nie mogę zaprzeczyć, że widok tej kretyńskiej emotki sprawia, że w środku robi mi się trochę cieplej.

ROZDZIAŁ 5

Chess

Szybko dowiaduję się, że Finn uwielbia ryby i owoce morza. I że z radością zje je w przydrożnej knajpie. Zabiera mnie do Middendorf’s z widokiem na jezioro i obiecuje, że to będzie prawdziwa uczta.

Siedzimy na patio, a delikatna bryza wiejąca od wody targa mi włosy. Jest to jeden z tych idealnych jesiennych dni w Luizjanie, kiedy temperatura wynosi około dwudziestu stopni, a słońce jasno świeci. Wzdycham z zadowolenia i się rozluźniam.

Finn natomiast niemalże podskakuje na krześle w oczekiwaniu na jedzenie.

– Przyszliśmy tu na cienkiego, smażonego suma – patrzy na mnie. – Lubisz suma?

– Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie – mówię. – Nie pamiętam, kiedy ostatni raz go jadłam.

– No cóż, w takim razie czekają cię ogromne atrakcje. – Zaciera ręce jak mały chłopiec. – Masz ochotę na białe wino?

– Proszę, nie mów mi, że jesteś jednym z tych facetów, którzy uważają, że każdy, kto ma waginę, musi pić białe wino.

Fajnie jest się z nim droczyć, bo nigdy nie odpuszcza.

– To cipka, Chess. Słowo „wagina” zachowaj dla swojego ginekologa. – Uśmiecha się szybko. – I tak. Tak się składa, że każda cipka, którą zabierałem do knajpy, zamawiała białe wino. Albo wodę sodową z limonką. – Ściąga brwi zakłopotany. – A tak w ogóle, to o co chodzi z tą wodą sodową?

 

– Nie mam pojęcia. – Patrzę na menu. – Zamówię piwo.

– Wspaniale. – Jego radość z powodu zbliżającego się posiłku jest zaraźliwa.

W tym momencie pojawia się kelnerka, która na jego widok praktycznie się potyka. Nie dziwię się jej; szczęśliwy Finn jest zbyt piękny, by móc ogarnąć go na raz. Trzeba przygotować się na ten widok i patrzeć na niego etapami.

Nie zwracając uwagi na nasze pożądliwe spojrzenia, kelnerka przyjmuje zamówienie. Finn zamawia dla nas piwa i suma.

– Och, i trochę ostryg i raków. Czy mogłaby to pani przynieść wszystko jednocześnie?

– Nienawidzę ostryg i raków – mówię mu po odejściu kelnerki.

Sapie i zapada się w fotelu, jakby nagle stracił siły.

– Chester, toż to świętokradztwo.

– Smażone ostrygi są w porządku – mówię i lekko wzruszam ramionami. – Ale surowe? Nie. Smakują jak słone smarki.

Finn spogląda w niebo.

– Panie, ona nie wie, co mówi.

– A rak moim zdaniem smakuje jak błoto.

– Dobre błotko – odpowiada.

– Nie ma czegoś takiego jak dobre błotko.

– Jest. Dziewczyny walczące w zapasach w błocie. – Patrzy na mnie wyzywająco.

– Faceci walczący w błocie – poprawiam go.

Salutuje mi.

– Może być.

Wkrótce wraca kelnerka i stawia przed nami dwie lodowate butelki piwa i jedzenie. Nad talerzami unosi się bogaty zapach smażonych owoców morza, do ust napływa mi ślina. Biorę kęs złocistego suma i jęczę.

– Prawda? – mówi Finn i kiwa głową z aprobatą.

Ryba jest chrupka i lekka, absolutnie pyszna.

– Zakochałam się – mówię.

W kącikach jego oczu pojawiają się zmarszczki. Siedzimy i patrzymy się na siebie jak szczęśliwi złodzieje.

– Wiesz, co jest dziwne? – pytam cicho, tak jakbym mogła szeptem przedłużyć tę chwilę.

Może czuje to samo, bo jego odpowiedź jest tak samo łagodna.

– Co?

– Na tej nie-randce bawię się o wiele lepiej niż na wszystkich prawdziwych randkach w ciągu ostatniego roku. – A może i dłużej.

W jego spojrzeniu pojawia się ciepło.

– Ja też.

Gdzieś w okolicach mojego serca wszystko staje się bardziej wrażliwe i delikatne. Mam wrażenie, że spadam, kręci mi się w głowie i jestem zdezorientowana. Zaciskam palce na krawędzi stołu, żeby złapać równowagę.

Finn odchrząkuje i bierze duży kęs ryby.

– No więc – mówi z pełnymi ustami. – Randki kompletnie ci nie wychodzą?

– Widziałeś, jak straszna była ostatnia z nich.

– Tak, to było okropne. – Prycha i wgryza się we frytkę. – A tak przy okazji, jak tam Edward?

– Nie nazywa się Edward. Tylko… – Cholera jasna.

Szczerzy zęby.

– Evan – przypominam sobie i ogłaszam, niemalże krzycząc: – Ma na imię Evan. I od tamtej pory z nim nie rozmawiałam. Bogu dzięki. Powiedział mi, że żyje ze skóry.

– Chess, to trochę przerażające.

– Też tak pomyślałam. – Biorę kęs ryby, po czym popijam go zimnym piwem. Niebo. – Smutne jest to, że to nie była nawet moja najgorsza randka.

Finn bierze sos tabasco i polewa nim ostrygę.

– W porządku. Opowiedz mi o swojej najgorszej randce.

– Tylko jeśli ty opowiesz mi o swojej.

– Ja nie chadzam na randki. Mam tylko szybkie numerki.

– To są randki dla leniwych facetów. – Przeżuwam kolejny kęs.

– Prawda – odpowiada ze śmiechem. – Ale jeśli chcesz o nich usłyszeć, to ci powiem.

– Naprawdę to zrobimy? – pytam. – Przejdziemy na tryb psiapsiółek?

Wzrusza lekko ramionami.

– Hej, jeśli Kevin Costner może pomalować kobiecie paznokcie u stóp w Bykach z Durham, to ja mogę plotkować jak psiapsióła.

Próbuję nie wyobrażać sobie Finna malującego paznokcie u moich stóp. Z pewnością robiłby to bardzo dokładnie.

– Najgorsza randka, na jakiej byłam… – Zamykam oczy i podnoszę twarz do ciepłych promieni słonecznych, a potem ponownie patrzę na Finna. – Zaczęła się w porządku. Facet był atrakcyjny, dowcipny…

Finn wydaje z siebie pełen podejrzliwości dźwięk. Ignoruję go.

– Rozmowa płynęła, ale on wciąż zerkał w stronę baru. Wreszcie ja też tam spojrzałam i zobaczyłam obserwującą nas kobietę.

– Obczajał inną laskę, będąc na randce z tobą? – Finn prycha i kręci głową. – Pieprzony palant.

– Żeby tylko. – Umiem się z tego śmiać. Teraz. – Założyłam to samo. Kiedy jednak wyraziłam takie przypuszczenie, koleś był przerażony. Nie, nie, powiedział. Wszystko absolutnie w porządku. Ta kobieta to moja żona.

– Co, to znaczy była żona?

– Nie, obecna. Lubili obserwować siebie wzajemnie w towarzystwie innych osób. Spytał, czy miałabym ochotę pójść do nich do domu i pozwolić, by ona obserwowała, jak uprawiam z nim seks. Bo wyglądam na taki typ kobiety, który się na to zgodzi.

Uśmiecham się na widok zszokowanej miny Finna.

– Cóż, to jest… – śmieje się – pojebane.

Wzruszam ramionami i sączę swoje piwo.

– Mnie to nie podnieca, ale skoro ich to nakręca… Doceniłabym jednak odrobinę szczerości jeszcze przed spotkaniem.

– Chess, naprawdę nie potrafisz przekonać nikogo do randkowania.

– Nie wspomniałam jeszcze o facecie, który przyszedł do mnie, na godzinę zamknął się w mojej łazience i próbował prowadzić ze mną rozmowę przez drzwi, gdyż był… niedysponowany.

– Jesteś pewna, że to nie był żaden z moich kolegów z drużyny? – pyta, prychając śmiechem.

– Nie robisz futbolistom zbyt dobrej reklamy.

– Nie, jeśli grają w obronie – mówi beznamiętnie, ale po chwili puszcza do mnie oko. – Ci faceci są szaleni.

– Przekażę im, że tak powiedziałeś. – Zjadam frytkę. – Dobra, twoja kolej.

Finn opiera się na krześle, promienie słońca pieszczą jego skórę i padają na jego szczękę pod takim kątem, że wydaje się jednocześnie ostrzejsza i przyjaźniejsza. Nagle nabieram ochoty, by go namalować, uchwycić sposób, w jaki bez najmniejszego wysiłku dominuje nad przestrzenią wokół siebie. Wygląda wspaniale i interesująco.

Nie malowałam od czasów studiów, ale moje palce pamiętają, jak to jest dotykać pędzla. Zdjęcie robi się jednym kliknięciem i już po wszystkim. Malowanie kogoś to trwanie przy nim, życie w jego skórze przez jakiś czas. Brakuje mi tej intymności.

Moje roztargnienie kończy się, gdy on wreszcie zaczyna opowiadać.

– Zobaczmy… Pamiętam dwie. Pewnego razu wstałem, żeby skorzystać z łazienki…

– O mój Boże, proszę, powiedz mi, że nie zacząłeś rozmawiać z jakąś dziewczyną w kiblu.

Przewraca oczami.

– Tak, dokładnie to chciałem powiedzieć. Skąd wiedziałaś?

– Jasne. Przepraszam. Mów dalej.

– Myślałem, że moja… eee… dziewczyna, śpi, więc nie domknąłem drzwi.

Patrzę na niego uważnie, nie mam pojęcia, do czego to zmierza.

– No więc stoję w kiblu i sikam, gdy przez szparę w drzwiach wsuwa się dłoń z telefonem i…

– Nie! – Przerażona pochylam się do przodu.

Finn kiwa głową.

– Tak, próbowała zrobić mi zdjęcie.

– Sikającego? – Znowu opieram się na krześle. – Po co, do cholery?

Finn się uśmiecha, ale jego oczy pozostają poważne.

– O to właśnie spytałem. Twierdziła, że jest po prostu ciekawa i że nie zamierza nikomu pokazywać tego zdjęcia.

– Co za dziwaczka.

– Kompletna dziwaczka. Ale nie to spotkanie było najgorsze.

– Aż się boję.

Finn bierze duży łyk piwa, tak jakby chciał naszykować się na to, co teraz nastąpi.

– Jedna laska zaczęła płakać podczas seksu.

– Bo byłeś tak kiepski? – drażnię się z nim.

– Sam się o to prosiłem, prawda? Ale nie. – Śmieje się. – Ledwo zacząłem, kiedy zaczęła szlochać, wszędzie były jej smarki. – Krzywi się. – Przeraziłem się. Czy sprawiłem jej ból? A może przeżyła jakąś traumę? – Powoli kręci głową. – Między szlochami mówi, że nie może uwierzyć, że pieprzy ją Finn Mannus. Że „ma w sobie kutasa Finna Mannusa”. I że może moglibyśmy to sfilmować?

Gapię się na niego z otwartymi ustami. Nie wiem, co powiedzieć. Bawi się rąbkiem serwetki i uśmiecha się zbolały, tak jakby chciał sobie z tego zażartować, wyśmiać to, ale nie potrafił zebrać energii. Po co miałby to robić? Wiem, że przygody na jedną noc to nie są zbyt ważne spotkania w naszym życiu. Ale te kobiety go wykorzystywały. Bezczelnie.

– Ej – mówi cicho. – Nie opowiedziałem ci tych historii po to, żebyś mi współczuła. Miały być zabawne.

Przełykam z trudem ślinę.

– Uważasz, że są zabawne?

Krzywi się, unosi jedno wielkie ramię.

– Gdy opowiedziałem o nich chłopakom, śmiali się. Ryczeliśmy ze śmiechu. Ale kiedy patrzysz na mnie tymi wielkimi, zaniepokojonymi oczami... czuję się… do dupy.

Nabieram powietrza, otrząsam się z tego i opieram ręce na stole.

– Nie możesz czuć się do dupy.

– Nie czuję się, okej? – Powoli powraca swobodny wyraz twarzy, znika sztywność.

– Zakazuję ci. To one powinny czuć się do dupy. Mam ochotę je znaleźć i wbić im trochę rozumu do głów.

– Kiedy się wkurzasz, jesteś trochę przerażająca. – Powoli mierzy mnie wzrokiem. – Przerażająco seksowna.

– Nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje takie połączenie.

– O, tak, istnieje. – Na jego twarzy pojawia się wyraz grzechu i tajemnicy. – Wonder Woman jest przerażająco seksowna. Może skopać ci tyłek, związać cię i zmusić do wyjawienia prawdy. No wiesz, a ty byś o to błagała.

Mówi to z taką gorliwością, że moje piersi stają się ciężkie na myśl o nim przywiązanym do krzesła, o tym jego jędrnym ciele spinającym się pod sznurami. Nabieram powietrza i powoli je wypuszczam.

– Lubisz błagać?

– Lubię seksowne kobiety, które wiedzą, czego chcą. – Uśmiecha się do mnie bezczelnie. – I Wonder Woman. Zdecydowanie za nią szaleję.

– Miałam kiedyś taką fantazję, że Spider-Man oplata mnie swoją pajęczyną i mnie bierze – wyznaję scenicznym szeptem.

Zachwycona mina Finna sprawia, że czuję się lepiej. Nie podobał mi się fakt, że radosne światło w jego oczach przygasło, ani że czuł się do dupy. Jak na rzekomych przyjaciół prawdopodobnie za bardzo ze sobą flirtujemy, ale panuje lekka i zabawna atmosfera. Wiem, że czasami jestem zbyt poważna.

– Jesteś zuchwała, Chess. – Pochyla się tak, że nasze twarze znajdują się naprzeciwko siebie. – Czyli tylko randki są beznadziejne? Czy seks też?

Fakt, że o to pyta, stawia nas w zupełnie innej sytuacji. Nie uprawiam seksu z facetami, z którymi miałam kiepskie randki. On najwyraźniej uprawia seks z każdą dziewczyną. Śmieję się cicho i kręcę głową.

– Nie uprawiałam dobrego seksu od tak dawna, że przysięgam, że wczoraj wieczorem słyszałam, jak moja wagina gra marsz żałobny.

Krztusi się piwem, zalewa blat stołu. Kaszle, wyciera usta, a potem stół. Patrzy na mnie groźne.

– Nie wierzę, że mi to powiedziałaś.

Piję piwo, tłumię śmiech.

– Czyżbyś poczuł się urażony moim użyciem słowa „wagina”?

– Tak – odpowiada ze śmiertelną powagą, a potem przewraca oczami. – Jestem facetem. Teraz chcę rozwiązać ten problem.

Ciepło w jego oczach sprawia, że zaczynam wiercić się na moim siedzeniu. Nie żebym to okazywała.

– Jesteśmy przyjaciółmi. Nie możesz tego naprawić.

Patrzy na mnie z ukosa.

– Och, mogę to naprawić.

Uśmiecham się szeroko. Udaję, że moje serce nie bije mocniej, że moje sutki nie sztywnieją z zainteresowania.

– Ale tego nie zrobisz, bo to zniszczyłoby tę nową, kruchą przyjaźń.

Parska, po czym bierze długi łyk piwa.

– Więc mnie nie kuś.

Czy to właśnie robię? Może i tak. Może trzeba mi zbadać głowę. Za każdym razem, gdy znajduję się w jego towarzystwie, wszystko we mnie staje się ciepłe i powolne, nabrzmiałe i wrażliwe. Poza moim sercem i oddechem, które przyspieszają z niecierpliwości i chciwości. Jak by to było się z nim pieprzyć? Czy byłoby to tak namiętne, jak sądzi moje ciało? Czy sprawiłoby, że już nigdy nie miałabym ochoty na seks z innym facetem?

Przez jedną chwilę myślę o tym, żeby się poddać, żeby mu powiedzieć: „Napraw mnie. Tak żebym nie mogła chodzić”. Ale jeśli mam za duże oczekiwania i seks z nim wypadnie słabo?

Poza tym nie da się zaprzeczyć, że stanowczo oznajmił, iż nie chce ze mną przygody na jedną noc. Flirtowanie ze mną przychodzi mu z łatwością, wiem jednak, że mówił szczerze. I ja też nie chcę uprawiać z nim seksu. Będę go więc traktować tak samo jak Jamesa.

 

Trącam go kolanem pod stołem.

– Daj spokój. Nie rozmawiasz o seksie ze swoimi przyjaciółmi?

Rzuca mi niezadowolone spojrzenie, najwyraźniej jednak walczy również ze śmiechem.

– Ogólnie rzecz biorąc, faceci nigdy nie przyznają, że ich fiuty śpiewają smutne piosenki. To trochę psuje reputację.

– Boże broń.

– Ale tak na poważnie – mówi. – Trudno mi uwierzyć, że faceci nie ustawiają się do ciebie w kolejce.

Moją klatkę piersiową zalewa fala ciepła.

– Ależ z ciebie pochlebca!

– Stwierdzam prosty fakt. – Ściąga brwi. – Nie miałaś złych doświadczeń, prawda?

– Dlaczego mężczyźni zawsze zakładają najgorsze?

– Nie rozumiesz. Mężczyźni zakładają, że istnieje rozwiązanie każdego problemu. Przedstaw więc swój problem, a ja znajdę rozwiązanie.

Wysuwa podbródek w tak impertynencki sposób, że chce mi się śmiać. Ale ta szczera troska w jego oczach jest urocza. Wzdycham i mówię mu prawdę.

– Dla mnie seks jest bardzo skomplikowany.

– Nie wiesz, co gdzie wsadzić, kochanie?

– To była zemsta, prawda?

– Trochę. – Robi się poważny. – Dlaczego seks jest skomplikowany?

Przez chwilę rysuję frytką w kałuży keczupu.

– Mam problem z lateksem.

– Problem?

– Dostaję wysypki. – Spoglądam wymownie w dół.

Na jego twarzy pojawia się wyraz współczującego przerażenia.

– O kuźwa. – Przesuwa się na swoim miejscu.

– Tak, nie mów nic więcej. Proszę.

Moje usta drżą.

– Zaczęło się to rok po studiach. Tak jakby nagle moje ciało odmówiło przygodnego seksu. – Obróciło się to przeciwko mnie na wiele sposobów, ale on nie musi o wszystkim wiedzieć.

– Zabiło w tobie wolną miłość, co? – Kradnie jedną z moich frytek i je zjada. – Ale wiesz, że istnieją nielateksowe prezerwatywy? Takie ultracienkie i ledwo widoczne? Są świetne… – Przerywa i delikatnie się rumieni. – Chodzi o to, że są dostępne inne opcje.

Parskam śmiechem.

– Tak, wiem, ale to się stało czymś w rodzaju psychicznej blokady. Gdy widzę, że facet zakłada prezerwatywę, moje narządy przypominają sobie tamtą przerażającą sytuację i się zacinają.

Krzywi się, a ja kiwam głową.

– Wiedziałam, że te prezerwatywy nie wywołają u mnie uczulenia, ale moja cipka była cała na „nie”. To jest strefa zakazu lotów.

Finn prycha, ale z namysłem mi się przygląda.

– Więc to tyle, jeśli chodzi o seks? Boże, proszę, nie mów mi tego.

– Nie, ale to się stało…

– Skomplikowane – kończy za mnie.

– Umiem się zabezpieczyć przed zajściem w ciążę i to robię. Teraz jednak muszę zaufać facetowi, gdy mówi, że jest zdrowy. A on musi zaufać mnie, gdy ja mówię, że jestem zdrowa. To nie stwarza sprzyjających warunków dla przygodnego seksu.

Finn kiwa głową ze współczuciem.

– Przestań tak na mnie patrzeć – mówię. – Nadal uprawiam seks. Po prostu nie są to przygody na jedną noc. To nawet dobrze, ponieważ przed uprawianiem seksu chciałabym poznać faceta. Chcę związku.

– Rozumiem. – Ale nadal się gapi.

– Nie jestem przypadkiem kobiety, której należy współczuć.

– Wcale tak o tobie nie pomyślałem.

– Jeśli nie zmienisz wyrazu twarzy, rzucę w ciebie frytką.

Jego wargi unoszą się w uśmiechu, ale wyraz jego twarzy staje się wyrachowany.

– Wiesz, jestem zdrowy…

– Nie.

– Potraktuj mnie jak przyjaciela, który chce wyświadczyć przysługę przyjaciółce…

– Nie – powtarzam z większym naciskiem.

Szczerzy zęby.

– Warto było spróbować.

– Myślę, że od tej pory powinniśmy powstrzymać się od rozmów o seksie.

Prawdę mówiąc, nie mam ochoty słuchać o jego byłych.

Wzdycha z napięciem.

– Dzięki Bogu za jego małe łaski. Ciągle będę myślał o twojej cipce w żałobie i o tym, jak ją pocieszyć.

Wygląda na tak zawiedzionego, że przewracam oczami i rzucam w niego kawałkiem ryby.

Łapie ją w powietrzu, wsuwa sobie do ust i chrupie bez wyrzutów sumienia.

– Ej, Chess?

Kradnie z mojego talerza kolejną frytkę.

– Tak, złodzieju?

– Znów się spotykamy.

Nachodzi mnie tak silna chęć roześmiania się jak rozchichotana uczennica, że muszę przygryźć wargę. Co się dzieje, do cholery? Przecież jestem twardzielką. Skałą w obliczu namiętnych i bezczelnie się uśmiechających rozgrywających.

A jednak siedzę tutaj, zarumieniona z zadowolenia i szeroko uśmiechnięta.

– Tak.

Panie, pomóż mi, albowiem znalazłam się w tarapatach.


– Te zdjęcia są przepiękne, Chess.

– Dzięki. Jestem zadowolona z efektu. – Rozmawiam przez telefon z Dani, graficzką, która składa kalendarz charytatywny, i Meghan, która zajmuje się reklamą drużyny Finna.

Obecnie przeglądamy zestaw zdjęć, na których znajdują się Ethan Dexter, Rolondo Smith, Jake Ryder i Finn. Moja pierwsza sesja zdjęciowa i grupa mężczyzn, którymi Meghan chyba najbardziej się interesuje.

– Ci faceci są wspaniali – mówi teraz z lekkim, zdyszanym śmiechem. – Powinniśmy zrobić zdjęcie, na którym Manny jest otoczony swoimi ofensywnymi zawodnikami.

Wpatruję się w obraz na ogromnym monitorze, na którym edytuję zdjęcia. Finn się na mnie gapi. Wyszło mi fajne ujęcie, od pasa w górę. Finn się śmieje, jego uśmiech jest skromny, a jednocześnie lekko drwiący. W jego oczach widać światło, charyzmę i pewność siebie, które przyciągają człowieka i sprawiają, że chce rozkoszować się jego energią.

Nie widziałam go od wielu dni. Na tyle długo, że prawie nabrałam przekonania, że nasz lunch nad jeziorem był jednorazowym wypadem. Miłym wspomnieniem, które mogę sobie od czasu do czasu przypomnieć z czułością. Tylko że on ciągle wysyła mi wiadomości o różnych porach dnia – szybkie pytania o to, jak mi minął dzień, lub urocze anegdoty na temat tego, jak minął dzień jemu.

Żyję dla tych wiadomości, każda z nich mnie uskrzydla. Patrzę teraz na uśmiechniętą twarz Finna i czuję, że za nim tęsknię. To niedorzeczne. Przecież prawie go nie znam.

Chcę cię poznać.

Zwijam palce w pięść, żeby nie dotknąć ekranu. Co mówiła Meghan? Finn i jego liniowi. Jasne.

– Jeśli chcesz, możemy zaplanować grupową sesję zdjęciową. Mogłaby być z tego fajna okładka.

– Myślałam o możliwości wybrania swojego ulubionego gracza na okładkę – mówi Dani.

Podczas gdy Meghan i Dani omawiają koszty związane z wyborem różnych opcji, ja stukam w gładzik i przechodzę do zdjęcia Ethana Dextera, żeby nie musieć ciągle wpatrywać się w uśmiechniętą twarz Finna.

Zdjęcie Dexa jest bardzo dobre. Kuca na czerwonym tle, podpiera się palcami o podłogę, tak jakby za chwilę miał zerwać się z miejsca i pobiec. Każdy mięsień na jego wielkiej, imponującej klacie jest spięty.

To wystarczy, by Meghan i Dani przerwały rozmowę.

– Spójrzcie na te tatuaże – mówi z uznaniem Dani. – Naprawdę świetnie tutaj wyszły. Podoba mi się, że zamiast czerni i bieli postawiłaś na kolor, Chess.

Przyglądam się Dexowi z dystansem, szukam wad w zdjęciu.

– Wydawało mi się, że to słuszny wybór. Czerń i biel za bardzo zmiękczają obraz. Ci faceci powinni być pokazywani w żywych kolorach, z siniakami i w ogóle.

– Z tą czerwienią byłby doskonały na grudzień – wtrąca Meghan.

– Też tak pomyślałam – mówię.

– Chcemy wysłać kilka zdjęć do prasy – kontynuuje Meghan. – Wzbudzić apetyt i podniecenie opinii publicznej.

– Zdjęcie Dexa zdecydowanie się do tego nadaje.

– Zgoda. Uwielbiam jego cichą intensywność. Co jeszcze masz?

Klikam ponownie i słyszę w telefonie zbiorowe westchnienie. A ja czuję się tak, jakby uderzyła we mnie fala gorąca. Bo to jest to ujęcie: Finn, jego jędrne, złote ciało wyciągnięte w pozycji deski, jego wyraz twarzy spokojny, ale intensywny, prawie jakby był na skraju orgazmu.

Przełykam z trudem ślinę, próbuję nabrać powietrza.

– Wow – mówi Meghan. – Gdyby to zdjęcie trafiło do opinii publicznej, wywołałoby zamieszki.

– Tak. – Głos Dani brzmi dziwnie, jakby kobieta z trudem zachowywała spokój.

– Biorąc pod uwagę, że on jest… – Odchrząkuje.

Kiedy zrobiłam zdjęcie Finnowi, byłam zafascynowana jego twarzą i wyrazem, jaki się na niej pojawił. Ale komentarz Dani sprawił, że skupiłam się na tym, co na dole.

Nagle moje policzki zalewa gorąco. Zdjęcie jest niewyedytowane; nie miałam czasu na wykadrowanie niektórych miejsc. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że Dani wpatruje się w penis Finna, który zwisa nisko, dotykając podłogi szerokim czubkiem.

– Ach… – Meghan sapie głośno. – Czy on… Eee…?

Żar we mnie buzuje, naciska na moją skórę i dławi. Penis Finna nie zwisa bezwładnie, ale na wpół stoi, gruby i lekko zakrzywiony, jakby zaraz miał się stać o wiele grubszy. Boże, wtedy nawet tego nie zauważyłam. A teraz? Jestem boleśnie świadoma tego, że patrzą na niego dwie inne kobiety, że naruszają prywatność Finna.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?