Tajemniczy mężczyzna

Tekst
Z serii: Dream Man
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział siódmy
Szósty zmysł

Udało mi się jakoś pozbyć Tracy, odgrzać i wreszcie zjeść swój makaron. Potem usiadłam przed komputerem, ale po godzinie pracy moje myśli znów zaczęły krążyć wokół ostatnich wydarzeń. Z jedną stopą na krześle i brodą wygodnie opartą na kolanie gapiłam się przez okno. Nie oddałam się marzeniom, zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. Dwa lata temu, gdy Tracy skończyła internetowy kurs na barmankę i postanowiła rzucić pracę w ekskluzywnych butikach odzieżowych, postarała się o zatrudnienie w Clubie. To była modna restauracja, mieli dobre jedzenie, eleganckie, wyrafinowane kieliszki, w których serwowali drinki, a trzy kominki nadawały wnętrzu wyjątkowy charakter. Każdy stolik miał wydzieloną przestrzeń, a na środku stał wielki okrągły bar, przy którym należało się co jakiś czas pokazać.

Wtedy to było nasze ulubione miejsce. Siadałyśmy tam z Cam i Tracy, sącząc nasze Cosmo. Tak szczerze mówiąc, przychodziłyśmy tam głównie ze względu na kieliszki, bo były naprawdę odjazdowe. Przestałyśmy się tam umawiać, gdy Tracy rozbiła ich zbyt wiele i szef w końcu musiał ją zwolnić. Zrobił to ze łzami w oczach, w końcu był tylko mężczyzną i trochę się w niej zabujał. Byłam przy tym i zrobiło mi się go żal.

Półtora roku temu, gdy Tracy jeszcze pracowała w Clubie, siedziałam tam z nią w czasie jej zmiany. Sączyłam już trzecie Cosmo i byłam nieźle wstawiona. Przestrzegałam akurat jakiejś dziwnej diety i oczyszczałam ciało (oczywiście drinki się nie liczyły). A trzy Cosmopolitany na pusty żołądek to jednak jest dość sporo.

Byłam głupia. Teraz to rozumiem. Wtedy wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, bo Troy mnie przywiózł, a Tracy miała mnie odwieźć do domu. Mogłam więc sobie pić, flirtować i chichotać z Tracy, ile tylko chciałam.

Wtedy pojawił się On. Mój Boski Tajemniczy Mężczyzna, który, jak się okazało, nazywał się Cabe „Hawk” Delgado. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie żartuję. Był przystojny, ale to było coś więcej niż pożądanie. To była miłość. No dobrze, może też trochę chodziło o pożądanie, ale głównie o miłość.

Nie umiem tego wytłumaczyć nawet teraz, z perspektywy czasu. Miał w sobie to coś. Był pewny siebie i pewny tego, jakie robi wrażenie. Miał na sobie wytarte spodnie i czarną elegancką, ewidentnie szytą na miarę koszulę. Wybrał się na podryw. To było widać, poruszał się z gracją, ale jednocześnie męsko i władczo. Ta pewność siebie, ten pewny krok, ten urok. Na sali był tylko on! Bawił się swoim telefonem, odbierał SMS-y i odpisywał na nie, co jakiś czas obrzucał salę uważnym spojrzeniem. Nie krępowało go, że jest sam. To było niesamowite.

Ku mojej radości kelner wskazał mu miejsce przy barze niedaleko mnie.

Hawk miał rację – gdy wychodziłam na imprezy, zakładałam za krótkie spódniczki, ale Meredith powiedziała, że powinnam podążać za własnym stylem, więc wybierałam to, na co miałam ochotę.

Tamtego wieczoru także założyłam obcisłą kusą sukienkę, która odsłaniała uda i ramiona, no i spory kawałek pleców, bo miała głęboki dekolt w literę V. W mojej szafie wisiało wówczas jedenaście małych czarnych. Ta akurat zajmowała trzecie miejsce na mojej liście najbardziej seksownych sukienek. Później lista wydłużyła się o jeszcze dwie, a ta spadła na miejsce piąte. Założyłam do niej czarne szpilki, na głowie nakręciłam sobie burzę loków i umalowałam się dość wyzywająco.

Nie przyszłam na podryw. Chciałam zabawić się w klubie ze swoją przyjaciółką, która zupełnie nie nadawała się do tej pracy i potrzebowała moralnego wsparcia, co nie znaczyło, że nie mogę wyglądać oszałamiająco.

Siedziałam sobie przy barze, popijając Cosmopolitany, jak gdyby to była dietetyczna lemoniada, i robiłam, co mogłam, żeby zwrócić na siebie uwagę Hawka. Kręciłam się, zakładam nogę na nogę, bawiłam się słomką z koktajlu, wyginałam, poprawiałam włosy.

Cały czas przyglądałam mu się ukradkiem. Ale on spokojnie zjadł, posiedział, pobawił się telefonem i nawet na mnie nie spojrzał.

Więc kiedy poprosił o rachunek i zaczął się zbierać, poczułam przerażenie.

Właśnie tak, przerażenie.

Mimo oszołomienia drinkami wiedziałam, że nie mogę pozwolić mu wyjść. To byłby dla mnie koniec. Straciłabym ostatnią szasnę na prawdziwe szczęście. Umarłyby moje sny.

Odwróciłam się do baru, dopiłam resztkę swojego Cosmo, zastanawiając się, co teraz zrobić, gdy nagle poczułam na plecach ciepło czyjejś dłoni.

Odwróciłam się. To był on. Zabrakło mi tchu.

– To jak? Idziemy? – zapytał.

I koniec. Tylko tyle. To jak? Idziemy?

Złapałam torebkę, pomachałam zaskoczonej Tracy i wyszliśmy. Swoim czarnym SUV-em zawiózł mnie do domu, gdzie kochaliśmy się jak szaleni.

Nigdy wcześniej nic takiego mi się nie przydarzyło. Straciłam głowę. Było cudownie.

Następnego dnia obudziłam się, ale jego już nie było.

Wiedziałam, że popełniłam błąd. On był wspaniały, ale to była tylko szalona noc, nie miałam jego numeru telefonu, nie zapytałam go nawet o imię.

Natychmiast wpadłam w otchłań rozpaczy, z której próbowałam się podnieść, popijając kolejne Cosmopolitany w Clubie. Tracy stała za barem, a Cam siedziała tuż obok mnie. Opowiedziałam im wszystko. Za każdym razem, gdy otwierały się drzwi, podskakiwałam w nadziei, że może to on przyszedł mnie odnaleźć.

Nie przyszedł.

Dopiero trzy dni później znów się do mnie zakradł. Wyrwana z głębokiego snu poczułam, jak ogarnia mnie panika, gdy łóżko ugięło się pod ciężarem jego ciała.

– Cześć, mała. – Ten głos rozpoznałabym wszędzie.

Objął mnie i pocałował. A potem dał mi tyle cudownej rozkoszy.

Tak to się zaczęło. Na początku miałam nadzieję, że coś się zmieni, że dowiem się, jak on się nazywa, albo on spyta o mój numer telefonu, albo przyjdzie w świetle dnia, albo zostanie na śniadanie. Ale nic takiego się nie stało.

Siedziałam tak w swoim biurze pogrążona w myślach i nagle zdałam sobie sprawę, że przez cały czas myślałam tak jak Tracy. Miałam nadzieję. Chciałam znów ją poczuć, znów poczuć się tak jak tego pierwszego wieczora. Choć za każdym razem, gdy przychodził, wypierałam to uczucie. Tę pewność, która pojawiała się zupełnie bez powodu, przeczucie, że to właśnie ten jedyny.

Ale minęło półtora roku, wciąż miałam nadzieję, za to powoli traciłam szacunek do samej siebie.

Teraz to się zmieniło.

Okazało się, że może i jest przystojny, pewny siebie, może porusza się z wdziękiem, może ma jeszcze milion cudownych cech, ale potrafi być też wkurzającym kretynem, który próbuje mnie kontrolować, w ogóle mnie nie słucha i nawet nie mrugnął, krzywdząc Troya.

Nagle zadzwonił telefon i aż podskoczyłam. Ktoś dzwonił na domowy numer, co się już nie zdarzało. Wszyscy dzwonili na komórkę. Wyłączyłam ją, żeby skupić się na pracy, i dlatego zjawiła się tu Tracy – bo usłyszała o włamaniu, a nie mogła się do mnie dodzwonić.

Odruchowo sięgnęłam po słuchawkę i już za chwilę miałam tego pożałować. Myślałam jednak, że może to jakiś akwizytor; nikt inny nie dzwonił na ten numer.

– Halo? – odezwałam się ostrożnie, gotowa się rozłączyć, jak tylko ktoś zacznie mi coś wciskać.

Ale to nie była promocja.

– O matko, Gwen! – zapiszczała w słuchawkę Cam.

Zamrugałam i podniosłam podbródek z kolan. Camille Antonine nie miała zwyczaju piszczeć.

– Cam? – upewniłam się.

– O matko, Gwen!

No ładnie, wiedziałam już, co się święci.

– Cam, nie przejmuj się tym włamaniem…

– Nie uwierzysz, co się stało!

Teraz się wyprostowałam.

O matko! Leo się oświadczył. Razem z Tracy i Cam czekałyśmy już całe wieki, żeby Leo się wreszcie oświadczył. Cam czekała pewnie ciut bardziej niecierpliwie niż my, ale tylko ciut. Nie mogłyśmy go rozpracować. Leo i Cam byli parą od pięciu lat, mieszkali razem od czterech. Na co on czekał?

I wreszcie to się stało. Hura!

– Cam, tak się… – zaczęłam.

Ale ona natychmiast mi przerwała.

– Mitch poprosił o przeniesienie!

Zamrugałam.

– Słucham? – spytałam.

– Żeby nie prowadzić tej sprawy! Twojej sprawy! A mógłby dzięki niej liczyć na awans, może nawet na nagrodę czy podwyżkę. Ale poprosił o przeniesienie ze względu na ciebie!

W głowie mi szumiało. Mitch, przeniesienie, ze względu na ciebie.

– Słucham? – powtórzyłam, ale teraz już szeptem.

– Gwen, nie wiem, coś ty zrobiła, ale… zawróciłaś mu w głowie. Wszyscy o tym mówią. Od rana nie mogę doczekać się przerwy, żeby ci o tym opowiedzieć, ale masz wyłączoną komórkę, więc musiałam się wstrzymać aż do powrotu do domu, bo nie pamiętam twojego stacjonarnego numeru. Nie mogę w to uwierzyć! To niezły koleś. Naprawdę miły. I fajny. Naprawę miły. Naprawdę!

– Cam… – zaczęłam.

– Wiesz, kapitan się nie zgodził, ale sam fakt, że o to poprosił, o czymś świadczy. Gwen, ja nie mogę! – piszczała w słuchawkę.

– Cam…

– Cudownie! Jak tylko Leo wróci do domu, o wszystkim mu opowiem. Pójdziemy na podwójną randkę.

– Cam! – krzyknęłam.

– Co? – spytała zaskoczona.

– Ktoś się do mnie włamał wczoraj w nocy – powiedziałam.

– No wiem – rzuciła od niechcenia, jakby to nie było istotne. – Rano dzwoniła do mnie Meredith, zresztą na posterunku wszyscy o tym mówią. Wiem też wszystko o TM. W ogóle wszystko już wiem.

Czy ja kiedyś zmądrzeję? Odkąd Meredith, cudowna, zabawna Meredith, poznała moje przyjaciółki, nie mogłam nic utrzymać w tajemnicy. To był błąd, że przyprowadziłam je kiedyś do domu. Już dawno to zrozumiałam, ale jakoś nie mogłam wyciągnąć wniosków. Meredith wciąż miała kontakt z moją przyjaciółką z liceum, Chelseą. Chelsea mieszkała w Hiszpanii na Costa del Sol z jakimś angielskim miliarderem. Meredith dzwoniła do niej kilka razy w roku, a ja nie rozmawiałam z nią od piętnastu lat. Nie wysyłałyśmy sobie nawet życzeń na święta.

 

Muszę to wreszcie zapamiętać: rodzinę i przyjaciół trzeba trzymać osobno!

– Cam, sprawy się trochę skomplikowały – powiedziałam.

Na chwilę zapadła cisza.

– Nie, Gwen, to ty komplikujesz sprawy. Słyszałam, że TM powiedział, że mu zależy, ale ty go odrzuciłaś. Mitch też to słyszał. Więc tego się trzymaj. Znam Mitcha Lawsona. Znamy się od lat. To dobry gliniarz, dobry człowiek i chce mieć dom z ładnym ogrodem, urocze dzieci i żonę, która będzie w łóżku równie dobra jak on, a mówią, że jest niesamowity. Tylko do tej pory nie mógł znaleźć właściwej dziewczyny, nie żeby się nie starał. Gwen, może to właśnie ty!

– Dobra, Cam, ale skąd tyle o nim wiesz?

– Chyba powiedziałam ci, że jest fajny, nie? – wypaliła. – To, że mam Leo, nie znaczy, że nie mogę się rozglądać, nie?

To prawda. Cam wiedziała, co mówi. Rozglądała się i to skrupulatnie, stała się niemal profesjonalistką w tej kwestii.

– Nie mam teraz na to czasu, Cam. Mam mnóstwo pracy – ucięłam. – Banda komandosów instaluje w moim domu system alarmowy. Hawk zmiażdżył dziś Troya, i to na oczach Tracy i przy wspomnianych komandosach. Moja siostra władowała się w jakieś gówno, które teraz zalewa moje życie. Śruba też się dziś zdeklarował i miałam przed domem spotkanie twardzieli. Nie chciałam usłyszeć, co zdecydowali, ale efekt był taki, że Lawson i Śruba się wycofali. I tak do twojej wiadomości, to myślę, że tylko chcą się przegrupować. A poza tym od tego czasu trzy razy widziałam już Hawka w dzień i raz nawet mi przyniósł na obiad tajski makaron z J’s, więc obawiam się, że na razie to jednak on wygrywa.

– Przyniósł ci tajski makaron z J’s?

– Tak.

– Skąd wiedział, że tam chodzisz?

– Cam, już ci mówiłam, on wie o mnie wszystko! I mówię poważnie, wie naprawdę wszystko! Sam mi powiedział, że mnie śledzi, że jego chłopcy składają mu raporty, co robiłam. To jakieś szaleństwo!

– Dlaczego cię śledzi?

– Sama go o to spytałam. Wiesz, co mi powiedział? Powiedział: „Mała”. W ogóle odpowiada tak na masę moich pytań. Mówi też tak do mnie, jak się na niego wydzieram.

– Cóż, może Mitch bywa lakoniczny, ale potrafi normalnie odpowiedzieć na takie pytanie.

O Boże!

– Nie mogę teraz myśleć o Mitchu, w ogóle nie mam na nic czasu – stwierdziłam. – Muszę popracować, ale to, co się dzieje, nie daje mi spokoju.

– Lepiej żebyś jednak zastanowiła się nad TM, bo gdy usłyszałam, że koleś, którego nazywają Hawk, ogłosił, że jesteście razem, postanowiłam trochę popytać. No i dowiedziałam się sporo. Moim zdaniem powinnaś od razu z nim skończyć.

O rany, to nie brzmi zbyt optymistycznie.

– Nic mi nie mów. Po półtora roku nagle poznaję go w przyspieszonym tempie i niemal za każdym razem, gdy ze sobą rozmawiamy, mam poczucie, że zaraz głowa mi pęknie.

– Już ci się nie podoba?

– Nie mam teraz czasu tłumaczyć ci całej złożoności moich uczuć do Hawka. Muszę w trzy godziny zredagować tyle tekstu, ile normalnie redaguję w dziesięć, a potem czeka mnie kolacja z ojcem i Meredith. Już zostali poinformowani, że Ginger ma kłopoty, i wiem, że będą się martwić. Wiem też, że to straszne i powinnam to olać, ale ja też się martwię. Więc muszę się jakoś uspokoić, żeby to wszystko ogarnąć i po kolei pozałatwiać.

Znów zapadła cisza.

– Brzmisz, jakby było ci źle.

Zamknęłam oczy i osunęłam się, waląc głową w biurko.

Dlaczego nikt mnie w ogóle nie słucha?

– Gwen, czy ty walisz głową w stół? – usłyszałam Cam.

– Właśnie tak – powiedziałam do telefonu, nie otwierając oczu.

– Dobra, skarbie, zostawię cię w spokoju, ale musimy się umówić na drinka i to jak najszybciej. Pogadam z Leo o tej podwójnej randce. Może skoro nie jesteś głównym podejrzanym w tej sprawie, Leo będzie mógł zjeść z tobą kolację. Albo po prostu spotkamy się u nas w domu i nikt się o tym nie dowie.

Na chwilę zapadła cisza.

– Naprawdę? Powiedziałaś mu, że to koniec? – spytała nagle.

– Cam! – krzyknęłam, nagle się prostując.

– Dobra, dobra, już cię zostawiam w spokoju.

– Jak możesz, to zadzwoń do Tracy i podziel się z nią tym, co już wiesz, to mi zaoszczędzi trochę czasu – zażądałam.

– Spoko.

– I żadnych podwójnych randek.

– Znajdziemy jakiś dobry termin.

– Cam!

– Pa, kochanie!

Przez chwilę wsłuchiwałam się w ciszę.

Wyłączyłam telefon i odłożyłam słuchawkę. Wstałam i zeszłam na dół, bo właśnie mi się przypomniało, że powinnam mieć jeszcze mrożone batony Twix. Robiłam ich sobie całe zapasy, ale zdarzało mi się już wyjeść wszystkie, oglądając film albo na gastrofazie. Wielokrotnie przetestowałam, że batony Twix znacząco poprawiają koncentrację. Potrzebowałam wsparcia.

Na szczęście miałam jeszcze kilka sztuk w lodówce.

Odkryłam też, że komandosi nie jedzą takich rzeczy. Poczęstowałam ich, ale odmówili.

I dobrze, będzie więcej dla mnie.

Wyjęłam podwójne opakowanie, wyprostowałam ramiona, siłą woli oczyściłam myśli i gotowa do pracy ruszyłam na górę.

Rozdział ósmy
Tak się poznaliśmy

W drodze na kolację u ojca i Meredith byłam nawet w dobrym nastroju. Udało mi się popracować. Przed wyjściem z domu skopiowałam wszystkie potrzebne pliki na laptopa.

Mój plan był prosty: zjemy kolację, wytłumaczę kilka spraw ojcu i Meredith, obie rzeczy zrobię możliwe szybko, a potem zaszyję się w pokoju ojca i będę pracować, aż przestanę widzieć na oczy.

Jedyny problem polegał na tym, że i tak byłam już zmęczona. Ostatniej nocy spałam może ze cztery godziny, więc kończyły mi się siły. W mojej branży dokładność jest kluczową sprawą i jak zaczynają mi się kleić oczy, muszę przerwać. Uznałam, że mam dość sił, żeby skupić się na jakieś dwie, trzy godzinki. A jeśli tym razem porządnie się wyśpię, jutro ruszę pełną parą i wszystko ogarnę.

Plan wydawał się bardzo dobry. Miałam też dobrą wymówkę, żeby wstać od stołu i ojciec nie będzie mógł mnie w nieskończoność pouczać. Czułam się poukładana i przygotowana na rodzinną kolację.

Gdy tylko podjechałam pod dom i na podjeździe zobaczyłam fantastyczne camaro w kolorze ciemnego metaliku, wiedziałam, że z mojego planu nici.

Zaparkowałam za camaro i pomyślałam, że naprawdę rozumiem, dlaczego ludzie popełniają potworne zbrodnie w afekcie.

Wyłączyłam silnik i zaciągnęłam ręczny, myśląc, że to jednak był błąd Hawka i że teraz to z nami już naprawdę koniec. Choć z drugiej strony fajnie byłoby przejechać się takim camaro.

Zabrałam torebkę i laptopa, wysiadłam z auta i ruszyłam w stronę domu.

Gdybym była innym typem kobiety, gdyby w moich żyłach nie płynęła krew mojej matki, może bym weszła do domu bardzo powoli, rozważając, jakie mam opcje, i spokojnie ułożyła sobie plan ataku.

Ja za to ciężkim krokiem ruszyłam w stronę wejścia, otworzyłam drzwi i stanęłam, bo poczułam zapach czosnku.

Moi rodzicie mieszkali w dużym domu na wzniesieniu. Schody na wprost wejścia prowadziły na przeszklone półpiętro. Po lewej stronie znajdował się salon, który miał małą wnękę do pracy i wychodziło się z niego na niewielką przeszkloną werandę.

Po prawej stronie mieściła się przestronna kuchnia połączona z jadalnią. Przez mały składzik przechodziło się do garażu. Wszystko wyściełały wełniane dywany, z wyjątkiem, oczywiście, kuchni, gdzie leżała glazura. Na górze były jeszcze trzy sypialnie i dwie łazienki, do jednej z nich wchodziło się prosto z sypialni rodziców.

Odkąd pamiętam, mieszkanie od strony ogrodu wynajmowała pani Mayhew, która miała trzy koty. Liczba kotów co jakiś czas się zmieniała, jeden kotek zmarł, inny uciekł, choć pani Mayhew twierdziła, że ktoś musiał go uprowadzić. Byłam skłonna w to uwierzyć. Pani Mayhew zajmowała się swoimi kotami z taką miłością, jakiej niektórzy nie mają nawet dla swoich dzieci. Ale pani Mayhew nigdy się nie zmieniała. Już w dzieciństwie wydawało mi się, że jest bardzo stara. Na szczęście była cichą sąsiadką. Żadnych imprez ani głośnej muzyki, żadnych gości. Poza tym tolerowała Ginger, bo bardzo podziwiała mojego ojca i uwielbiała Meredith. Mnie też lubiła.

Kiedyś na górze były cztery sypialnie, jeszcze zanim Ginger i ja wyprowadziłyśmy się z domu. (Ja nigdy nie wróciłam do domu po ukończeniu uniwerku, ale Ginger zajęło to trochę więcej czasu i gdy skończyła szkołę średnią, wszyscy uznali to za cud). Kiedy zwolniłam swój pokój, ojciec zamienił go w łazienkę. A że z Meredith byli, jacy byli, wszystko było gustownie urządzone, pięknie utrzymane, wygodne i bardzo przytulne.

Gdy weszłam do domu, w kominku wesoło trzaskał ogień, a pokój oświetlały piękne świece.

Rozejrzałam się. W salonie ojciec zabawiał Hawka rozmową, a stół nakryty był na cztery osoby. Spojrzałam na ojca; siedział w fotelu plecami do mnie, a przodem do Hawka, który rozparł się na kanapie. Wygodnie rozłożył ramiona na oparciu, zerkając na mnie.

Odstawiłam swoje torby i już miałam zacząć krzyczeć, ale tym razem ubiegł mnie ojciec.

– Kochanie, czemu nie powiedziałaś, że Hawk wpadnie na kolację? – powiedział, prostując się z butelką piwa w ręku.

– To żaden kłopot – usłyszałam głos Meredith z kuchni. – Jest mnóstwo jedzenia. To duży chłopiec, ale ja zawsze przygotowuję na zapas. A że Bax wspomniał wczoraj o lasagne, uznałam, że to świetny pomysł.

Ojciec i Meredith podeszli do mnie jednocześnie, uznałam więc, że muszę odłożyć na chwilę swoją tyradę. Ojciec pochylił się, żeby mnie pocałować, a ja odruchowo się nachyliłam, po czym odwróciłam się do Meredith, żeby dać jej buziaka, a ona objęła mnie ramieniem, co było bardzo w jej stylu.

Wyprostowałam się i spojrzałam na Hawka. Stał obok kanapy, ręce skrzyżował na piersiach. Gdy tak patrzył, jak witam się z rodziną, wydał mi się ucieleśnieniem uroczego twardziela.

Zebrałam się w sobie, ale ojciec znów mnie ubiegł.

– Pójdę zrobić ci Cosmo, chcesz? – zapytał.

– Nie mogę, tato, po kolacji muszę jeszcze usiąść do pracy.

Wydawał się zaskoczony.

– Ale przecież to miała być rodzinna kolacja.

– Nie wyrabiam się – wyjaśniłam.

Ojciec spochmurniał. Doskonale znałam ten wyraz twarzy. Mogłabym naszkicować go nawet z zamkniętymi oczami, oczywiście jeślibym umiała rysować.

Czekał mnie wykład.

– Gwendolyn, ile razy powtarzałem, żebyś przestała marnować czas?

– Kochanie, ojciec ma rację, zawsze gdy oddajesz się głupotkom, zaczynasz się stresować i jesteś w złym humorze – wtrąciła Meredith.

– Co możesz zrobić jutro, zrób dziś – ciągnął ojciec, nie zwracając uwagi na Meredith.

– Zamawiasz wtedy niezdrowe jedzenie, kupujesz ubrania, których nie potrzebujesz, i chodzisz w nieodpowiednie miejsca, a potem tylko się złościsz – ciągnęła Meredith, nie zwracając uwagi na ojca.

– Chodzi o spokój i zadowolenie. Ten, kto umie zarządzać swoim czasem, łatwo je osiągnie – nie przerywał ojciec.

– Gdybyś nie musiała ciągle spłacać swoich kart kredytowych, nie musiałabyś też brać tylu zleceń – dorzuciła Meredith.

– Zawsze to powtarzam, musisz nauczyć się koncentracji – nie zamierzał kończyć ojciec.

– A ja zawsze powtarzam, że najważniejsze są dodatki. Wystarczy, że wydasz swoje ciężko zarobione pieniądze na kilka pięknych podstawowych części garderoby, a potem wystarczy zmienić szal, żeby wyczarować zupełnie nowy zestaw! – oznajmiła Meredith. – Poza tym szal nie kosztuje tyle, co dziesięć mini – dodała.

– Mam trzynaście małych czarnych – poprawiłam ją, bo jednak powinna być na bieżąco.

– O tym właśnie mówię!

Nagle zdałam sobie sprawę, że Hawk spokojnie przygląda się, jak trzydziestotrzylatka, która utrzymuje się sama od ponad dekady, wysłuchuje wykładu rodziców niczym jakieś dziecko. Wtedy szczęśliwie zapiszczał stoper piekarnika.

– Już wszystko gotowe! – zawołała Meredith.

– Zupy nie będzie. – Ojciec uśmiechnął się do Hawka. – Później mi podziękujesz, synu, bo czeka cię prawdziwa uczta.

– Wszyscy do stołu – zarządziła Meredith, krzątając się po kuchni.

– Muszę porozmawiać z Hawkiem – oznajmiłam.

– Później, kochanie, pieczywo czosnkowe Mer nie może czekać – powiedział ojciec z uśmiechem i ruszył do stołu.

 

Kątem oka zobaczyłam, że Hawk idzie w moim kierunku. Ponieważ straciłam okazję, żeby go skarcić czy pokazać na migi, że to koniec, albo wyjść na taras i powiedzieć mu to w jakimś obcym języku, czy przynajmniej wystukać alfabetem Morse’a, w nadziei, że w jakiś sposób przebije się to przez jego pancerz twardziela, postanowiłam tylko spiorunować go spojrzeniem.

Hawk oczywiście je zignorował. Podszedł i objął mnie za szyję, przyciągając do siebie. Po czym przesunął mnie w stronę stołu.

– Widzę, że jesteś zestresowana i będziesz się złościć – szepnął mi do ucha.

Gdy się odsunął, podniosłam głowę, by na niego spojrzeć, i zobaczyłam, że się uśmiecha.

– Nie wiesz czasem, jakie stawki mają płatni zabójcy? Może mógłbyś mi kogoś dobrego polecić? – spytałam.

Gdy to powiedziałam, staliśmy już przy stole, ale Hawk nagle zatrzymał się, odrzucił głowę do tyłu, zanosząc się śmiechem.

Zatkało mnie, na chwilę zapomniałam nawet, że jestem zła.

Śmiał się tak szczerze i donośnie. Było widać, że nieźle go to ubawiło.

Potem, wciąż się śmiejąc, pochylił się i mnie pocałował. Bez języczka, ale to był prawdziwy pocałunek, mocny i długi. A wszystko to na oczach mojego ojca, podczas rodzinnej kolacji.

– Nie możesz mnie całować przy moim ojcu! – krzyknęłam, gdy tylko odkleił się od moich ust.

– Właśnie to zrobiłem, Groszku – odbił piłeczkę.

– Więcej tego nie rób – zagroziłam.

– To mnie nie rozśmieszaj. Ostrzegam cię, jak będziesz mnie rozśmieszać, to będę cię całował – oznajmił.

– To nie miało być śmieszne – odparowałam.

– Ale było.

– Jak mam tego nie robić, skoro nie wiem, co ci się wyda zabawne?

– Chyba musisz się przyzwyczaić, bo z tobą to może mi się przytrafić w każdej chwili.

Już miałam coś odpowiedzieć, gdy przypomniało mi się, że mamy widownię. Odwróciłam się i zobaczyłam, że ojciec się uśmiecha, takim jasnym, radosnym uśmiechem, który jak podejrzewałam (bo nigdy wcześniej go takim nie widziałam), wynikał z przekonania, że oto jego córka znalazła sobie właściwego mężczyznę. Meredith stała obok ojca, przez rękawice kuchenne trzymała talerz z lasagne. Jej wyraz twarzy mówił jasno, że ona poślubiła właśnie takiego mężczyznę i ogromnie się cieszy, iż jej ukochana pasierbica wreszcie poszła w jej ślady.

Wiedziałam, że mam przerąbane.

– Chyba teraz przyda mi się ten drink – oznajmiłam, wyrywając się Hawkowi.

Ojciec zaśmiał się i ruszył w stronę lodówki.

– Nic z tego, kochanie, musisz później popracować – stwierdził i spojrzał na Hawka. – Jeszcze jedno piwo? – spytał i przez chwilę czekał na odpowiedź.

Co za pomysł, od kiedy to muskularnie zbudowani przystojniacy piją piwo?

– Jasne – odparł Hawk, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.

– Pijesz piwo?

– Jasne – powtórzył.

– Nie boisz się, że stracisz linię?

– Mała, życie jest krótkie i czasem trzeba się zabawić. Przecież nie będę popijał wodą lasagne z pieczywem czosnkowym.

Jego matka była w połowie Włoszką, więc pewnie wiedział, co mówi.

Postanowiłam od tej pory ignorować Hawka i poszłam do kuchni.

– Pomogę ci – powiedziałam do Meredith.

– Dzięki, kochanie – wymamrotała, stawiając na środku stołu lasagne na podgrzewanej żeliwnej tacy.

Ojciec przyniósł mi mój dietetyczny napój o smaku winogronowym, po piwie dla siebie i Hawka, dolał też Meredith czerwonego wina. A my postawiłyśmy na stole jeszcze górę świeżego gorącego pieczywa czosnkowego i miskę sałaty z masą przeróżnych dressingów. Potem wszyscy po kolei nałożyli sobie pokaźne porcje, komplementując, jak pięknie wszystko wygląda i pachnie. Przynajmniej ja z ojcem się zachwycaliśmy, Hawk po prostu sobie nałożył.

Gdy zajadając lasagne, zbierałam się na odwagę, by zacząć rozmowę o Ginger, nagle odezwała się Meredith.

– To gdzie się poznaliście?

Z wrażenia zakrztusiłam się gorącą lasagne, jednocześnie spoglądając przerażona na Hawka, którzy szeroko się uśmiechnął.

Starałam się jak najszybciej przeżuć, żeby odezwać się, zanim Hawk powie coś, co sprawi, że trafi mnie jednak szlag albo, co gorsza, trafi on moich rodziców. Hawk uniósł brwi, rzucając mi tym nieme wyzwanie.

– Na pewno było romantycznie. Mogę się założyć – stwierdziła Meredith, gdy nikt się nie odezwał.

Może się założyć, to bardzo miłe. Życie Meredith usłane było różami, no może oprócz tych momentów, gdy dewastowała je Ginger. Wynikało to oczywiście z usposobienia Meredith, która rzadko się złościła i zawsze starała się zachować optymizm.

A także z tego, że była bez pamięci zakochana w moim ojcu. Od chwili gdy go zobaczyła, wiedziała, że spotkała mężczyznę swoich marzeń. W związku z tym zemdlała jakieś dwie sekundy później, a ojciec ją złapał. Obudziła się w jego ramionach, siedząc mu na kolanach, a on głaskał ją po włosach. Był jak książę z bajki, który wpatrywał się w odzyskaną właśnie księżniczkę.

Wiem, że to prawda, bo byłam przy tym. To było tak niesamowite, że ciarki przebiegły mi po plecach. Zresztą za każdym razem, gdy o tym myślę, czuję dreszcze. To była najbardziej romantyczna scena, jaką w życiu widziałam, mimo że rozegrała się w barze z hamburgerami.

Ja poznałam Hawka w trochę innych okolicznościach.

Ale Meredith na pewno by chciała, żeby było równie pięknie. Chciała tego dla mnie. Ponieważ kochałam ją całym sercem i choć wiedziałam, że to będzie upokarzające, postanowiłam dać jej to, na co czekała.

Zresztą to właśnie się wydarzyło.

Czułam, że serce wali mi jak młotem. Wpatrując się w Meredith i udając się, że Hawk wcale nie siedzi naprzeciwko, zebrałam się na odwagę.

– To było, gdy Tracy pracowała jeszcze w Clubie. Pamiętacie, ciągle tłukła kieliszki i myliła drinki. No wiec pewnego wieczoru przyszłam dodać jej otuchy i gdy siedziałam przy barze, sącząc drinki, nagle poczułam coś dziwnego. Byłam pewna, że zaraz wydarzy się coś bardzo ważnego. Spojrzałam w stronę drzwi, a w nich stanął Hawk. Od razu wiedziałam, co będzie dalej. „To jest właśnie ktoś dla mnie! Jeśli miałabym wybierać spośród wszystkich mężczyzn na świecie, wybrałabym właśnie jego!” – pomyślałam. Hawk usiadł przy barze i zjadł kolację, a ja sączyłam dalej drinki. Starałam się zwrócić jego uwagę, ale zupełnie mnie ignorował. Zaczął zbierać się do wyjścia, a ja poczułam bolesne ukłucie. Ale on nie wyszedł beze mnie. Podszedł, dotknął moich pleców i mnie zagadnął. Odwróciłam się i zobaczyłam, że stoi tuż obok, wtedy poczułam, że spełniło się moje największe marzenie. – Spojrzałam na Meredith; słuchała mnie z otwartymi ustami. – Tak się poznaliśmy – dokończyłam.

Oczy Meredith błyszczały od łez. Patrzyła na mnie, głęboko wzdychając, po czym przeniosła spojrzenie na ojca, ale zaraz znów spojrzała na mnie.

– To cudowne – szepnęła.

Ojciec odchrząknął.

Wpatrywałam się w swój talerz, grzebiąc w sałatce. Starałam się, naprawdę bardzo się starałam nie podnosić wzroku, ale choć byłam wciąż pochylona, ukradkiem rzuciłam Hawkowi spojrzenie.

Natychmiast znów wbiłam wzrok w talerz i głęboko westchnęłam. Choć widziałam wyraz jego twarzy tylko przez ułamek sekundy, byłam pewna, że nigdy go już nie zapomnę.

Zobaczyłam Hawka, który w niczym nie przypominał Hawka, jakiego powoli zaczynałam poznawać. Wyglądał jak Hawk z moich marzeń. Wyglądał łagodnie, ale jego spojrzenie było gorące. Nawet nie patrząc na niego i nakładając sobie kolejne porcje sałatki, czułam, że zalewa mnie ten żar.

– To jak, Hawk – ojciec przerwał milczenie – brałeś udział w jakichś ważnych akcjach w czasie służby?

Hawk odpowiedział tym swoim głębokim głosem. A ja starałam się całkowicie skoncentrować na żuciu, przełykaniu i nabieraniu kolejnych porcji, próbując przy tym nie pobrudzić bluzki sosem pomidorowym, nie dać sałacie wejść mi między zęby i nie zadławić się kawałkiem pieczywa czosnkowego, więc zupełnie nie słuchałam, co mówił.

Wyczuwszy mój nastrój, Meredith zaczęła mnie podpytywać o książki, które redaguję, a ojciec z Hawkiem rozprawiali o wojsku. Na szczęście dobrnęliśmy w ten sposób dość sprawnie do końca kolacji i nikt nie zapytał o Ginger.

Meredith przepraszała, że nie przygotowała deseru, i wszyscy wstali od stołu. Wtedy Hawk stwierdził, że ma parę spraw do załatwienia i musi lecieć.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?