Tajemniczy mężczyzna

Tekst
Z serii: Dream Man
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Słucham? – warknęłam ponownie.

Uniósł dłonie tak, żeby ująć moją twarz, ale natychmiast odwróciłam głowę i zrobiłam krok w tył.

Nagle – nie wiem, jak to się właściwie stało – zabrakło mi tchu. Przycisnął mnie do ściany całym ciężarem swojego silnego ciała, dłońmi znów trzymał mnie pod brodę, tak że nie mogłam się ruszyć, a jego twarz była tuż przy mojej.

– Zaraz po tym, jak stąd dziś wyszedłem, zrozumiałem, że coś się między nami zmieniło – powiedział cicho.

Zmarszczyłam brwi, próbując zrozumieć, co on gada.

– Co się zmieniło? – chciałam wiedzieć.

– Postawiłaś mi się i to mi się spodobało. Dlatego chciałem się z tobą trochę podrażnić i zobaczyć, co z tego będzie – wyjaśnił.

Zamrugałam. A potem jeszcze raz.

– Chciałeś się ze mną trochę podrażnić? – spytałam, choć po pierwsze nie bardzo rozumiałam, co ma na myśli, więc nawet jeśliby potwierdził, nie miałabym pojęcia, co to właściwie znaczy. A po drugie, nie miałam najmniejszej ochoty rozmawiać z nim o drażnieniu mnie w jakikolwiek sposób.

– Tak – powiedział, a ja nadal nie miałam pojęcia, jak to rozumieć. Wiedziałam tylko, że z jego punktu widzenia dalej byliśmy razem.

– Masz rację – odparłam. – Dziś coś się między nami faktycznie zmieniło, i to jeszcze zanim wyszedłeś. Ja z tobą zerwałam.

Nie odrywając ode mnie wzroku, pokręcił głową.

– Słuchaj, dopiero teraz dowiedziałam się, jak masz na imię. A właściwie dowiedziałam się tylko, jak na ciebie mówią. I że prowadzisz własny interes i masz „chłopaków”, którzy obserwują mój dom. Spotykamy się od ponad roku i nigdy mi o tym nie wspomniałeś. Mam już dość. Już od dawna miałam dość. A teraz, gdy odkryłam, że naruszyłeś moją prywatność, sprawdziłeś moją rodzinę i bez mojej wiedzy mnie śledziłeś, czara się przelała. Z nami koniec – oznajmiłam.

– Widzę, że podjęłaś decyzję, ale stawiasz na złą kartę – oznajmił, nadal mi się przyglądając i gładząc mój policzek.

– A może tylko tobie się wydaje, że to zła karta, bo to nie ta, na którą liczyłeś – rzuciłam.

Uśmiechnął się.

– Nie rozumiesz, mała. To oburzenie w twoich oczach, ten twój niewyparzony język. – Znów pogładził mnie kciukiem, a jego twarz była już teraz tuż przy mojej. – Kiedyś podniecała mnie myśl o złożeniu ci wizyty – ciągnął głębokim tonem. – Teraz podnieca mnie już sama myśl o tobie. Chcesz mi się tak stawiać, Groszku? Proszę bardzo. Ale muszę ci od razu wyjaśnić, że to mnie nie zniechęca, wręcz przeciwnie – dokończył.

– Skończ wreszcie z tym Groszkiem – warknęłam, próbując ukryć, że znów zaczęłam się bać.

Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Mnie się podoba – powiedział cicho.

– Puść mnie – zażądałam. Spróbowałam go odepchnąć, ale on nawet nie drgnął.

– O tym właśnie mówię – powiedział zadowolony.

Zacisnęłam usta i rzuciłam mu piorunujące spojrzenie.

Znów się zaśmiał, tym swoim męskim, niskim śmiechem.

– Sexy – szepnął i mnie pocałował.

A ja jak to ja, córka swojej matki, cholerna idiotka, gdy wymamrotał to jedno słowo prosto w moje wargi, poczułam słodki dreszcz w bardzo intymnym miejscu.

Cholera!

Odsunęłam się na te kilka milimetrów, na które pozwalała mi odległość od jego twarzy i ściana za mną.

– Hej, słyszałeś może o włamaniu? O tym, że mam siostrę w opałach? A na dole są rodzice? I że jest środek nocy? Mam mnóstwo roboty, dom, który nie jest bezpieczny, a muszę się gdzieś wyspać, żeby jutro wstać pełna energii i odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Więc bądź tak miły i wreszcie mnie puść – zażądałam.

Bynajmniej mnie nie puścił, jego dłonie zsunęły się na moją szyję, a twarz odsunęła się zaledwie o milimetr.

– Spoko, mała, ale nie myśl, że cię tu dziś zostawię. Moi chłopcy już pojechali po nowe okno, a ja zabieram cię ze sobą – poinformował mnie.

Jego słowa mnie zaskoczyły, a ponieważ naprawdę byłam idiotką, poczułam też słodki dreszcz podniecenia na samą myśl, że miałabym gdzieś z nim jechać, wszystko jedno gdzie. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wiele razy, śniąc na jawie, wyobrażałam sobie, gdzie mieszka i jak spędza czas. Wspaniale byłoby odkryć prawdę, tak po prostu, tu i teraz.

Ale postanowiłam być rozsądna.

– Oknem zajmie się jutro mój ojciec. I wracam do domu z nim i Meredith. Dlatego po nich zadzwoniłam – powiedziałam.

Zupełnie to zignorował.

– Jedziesz ze mną – oświadczył.

Ten koleś jest niemożliwy.

– Nigdzie z tobą nie jadę – upierałam się.

– A właśnie że jedziesz, Gwen – nie dawał za wygraną.

– Nawet cię nie znam, poza tym, że sypialiśmy ze sobą, a to, czego się dowiaduję, wcale mi się nie podoba. Dziś ktoś się włamał do mojego domu, co mnie nieźle nastraszyło. Jestem przerażona, rozumiesz? Chcę być dziś z ojcem i Meredith. Chcę być z ludźmi, których znam i z którymi czuję się bezpieczna. Chcę do domu – jęknęłam.

Przyglądał mi się chwilę, gładząc mnie lekko po szyi. A mnie, idiotce, znów się to podobało.

– Widzę, że naprawdę tego potrzebujesz, dlatego pozwolę ci z nimi jechać – powiedział miękko.

– Wielkie dzięki. – Za to w moim głosie nie było nic miękkiego.

Uśmiechnął się, a ja znów spiorunowałam go wzrokiem.

– Tak, mój błąd, zupełnie to przegapiłem – szepnął, ciągle się uśmiechając.

Znów się nade mną pochylił, a że nie miałam jak się odsunąć, jego usta znów delikatnie musnęły moje wargi, powodując słodki dreszczyk.

– Mała, bądź rozsądna. Moi chłopcy zabezpieczą dom i będziesz mogła tu jutro wrócić. Dobra? – szepnął, unosząc moją głowę.

Pogładził mnie po szyi, znów było to miłe. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, puścił mnie i już go nie było.

Stałam tak oparta o ścianę, gapiąc się w przestrzeń i zastanawiając się, jak to możliwe, że on tak znika. Nagle zdałam sobie sprawę, że oddycham z trudem.

Odrzuciłam tę myśl, wmówiłam sobie, że to jego rozpływanie się w powietrzu wcale nie robi na mnie wrażenia. Spróbowałam sobie też wmówić, że wcale mnie nie interesuje, że ma tych swoich „chłopaków”, bazę i zajmuje się ochroną, a kiedyś latał helikopterami Black Hawk i dlatego mówią na niego po prostu Hawk. To wcale nie robi na mnie wrażenia. Wcale.

Powtarzałam sobie, że może sobie robić, co chce, a ja będę robić, co mi się podoba, i on nie może mnie do niczego zmusić.

Mam to gdzieś.

Zaczęłam zbierać swoje rzeczy, żeby pojechać z ojcem i Meredith.

Poszłam do łazienki po kosmetyki, sięgnęłam po żel pod prysznic i płyn do kąpieli i zamarłam, gapiąc się na plastikowe buteleczki.

Wcześniej zupełnie tego nie skojarzyłam. Moja ulubiona linia kosmetyków, której zawsze używałam, miała zapach słodkiego groszku.

Rozdział piąty
Przystojniacy

Cała ta sytuacja miała jedną zaletę. Choć ktoś włamał się do mojego domu w środku nocy, żeby zemścić się na mojej siostrze, i musiałam wezwać rodziców na pomoc, a potem jeszcze u nich nocować, to przynajmniej rano udało mi się uniknąć kłopotliwych pytań. Rodzice musieli wcześnie wstać do pracy, a ja specjalnie zostałam dłużej w łóżku. Wiem, że pytaliby o Ginger, o to, jak mnie naraziła, jak sama wpakowała się w tarapaty, czemu im od razu o tym nie powiedziałam i czemu trzymałam w tajemnicy swój związek z idealnym mężczyzną, który w dodatku służył w wojsku.

Śpiąc do późna, zdołałam uniknąć nieprzyjemnej rozmowy.

Wstałam i zeszłam do kuchni, żeby napić się kawy. Na stole czekała na mnie kartka od ojca:

Gwen,

kolacja dziś o 18, liczymy, że będziesz.

Naprawa okna potrwa pewnie z tydzień, więc przywieź sobie więcej ubrań.

Nie próbuj gdzieś znikać, bo zadzwonię do Cam i naślę na Ciebie Leo.

Buziaki

Tata

Podobno mężczyźni szukają sobie partnerek, które przypominają im matki, a kobiety szukają partnerów, którzy są podobni do ich ojców. Chyba była w tym odrobina prawdy, bo mnie podobali się przystojni, władczy macho.

Znalazłam też karteczkę od Meredith:

Dzień dobry, kochanie,

w lodówce zostawiłam Ci świeże bajgle z serkiem wiejskim, twoje ulubione.

Do zobaczenia wieczorem,

miłego dnia

Meredith

PS Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że spotkałaś Hawka! On jest taki cudowny i przystojny! Od razu widać, że stracił dla ciebie głowę! Brawo!

Cudowny? Przystojny? Stracił głowę? Z podkreśleniami? I jeszcze to… „brawo”?

Najwyraźniej kobiety, które podobają się mojemu ojcu, jednak trochę się ode mnie różnią. Dobrze wiedzieć.

Wypiłam kawę i zjadłam bajgla, po czym postanowiłam zadbać o swój wygląd trochę bardziej, niż wymagałby tego typowy dzień pracy przed komputerem, jako że co i rusz wpadałam na przystojnych kolesi. Zazwyczaj pracowałam w spodniach do jogi, koszulce na ramiączkach albo wyciętym podkoszulku i narzuconej na to sportowej bluzie. W lecie siadywałam czasem do pracy w szortach.

Tego ranka skorzystałam z całego arsenału kosmetyków Meredith oraz jej lokówki. Nie mam pojęcia, po co jej lokówka, skoro włosy kręcą się jej naturalnie, ale Meredith miała wszystko, co powinna mieć prawdziwa kobieta, więc nic mnie nie dziwiło. To był zresztą jeden z powodów, dla których tak ją uwielbiałam. Ułożyłam sobie włosy w burzę fal i loków, zostawiając z przodu opadającą grzywkę. Umalowałam się, co mi się nie zdarza prawie nigdy, no chyba że wychodzę na miasto. Na resztę nie mogłam już nic poradzić. Pakowałam się w środku nocy i to po włamaniu, a także tuż po tym, jak poznałam kolejnego przystojniaka i odbyłam następną dziwną i irytującą, ale również niestety cudowną konfrontację z Hawkiem. Wzięłam ze sobą tylko dżinsy i błękitną bluzkę z Thrifty Stick, fajnego sklepu dla snowboardzistów na Broadwayu. Co prawda nie jeżdżę na desce, ale dla mnie każde miejsce jest dobre na zakupy. Na koszulce tuż nad biustem widniała czarna czaszka i skrzyżowane piszczele, a wokół dekoltu i na rękawach były czerwone naszywki. Włożyłam do tego czarny pasek, kozaki i leciutki rozpinany sweterek z kapturem.

 

Dobrze, że ułożyłam włosy i starannie się umalowałam. Dobrze, że wzięłam swoje genialne policyjne okulary z drucianą oprawką, te z lustrzanymi szkłami. Jak tylko podjechałam pod dom, okazało się, że stoi przed nim cała masa motocykli i wielki czarny van.

O cholera!

Zaparkowałam na podjeździe swojego małego niebieskiego hyundaia, zerkając jednocześnie na armię motocyklistów. Stali grupkami w ogrodzie, kręcili się po ganku i zaglądali do domu.

Zeszłej nocy udowodniono, jak łatwo się do niego włamać. Później zrobiło się jeszcze łatwiej, bo w miejsce szyby w oknie wstawiono karton. Gdy podjechałam, drzwi były otwarte już zupełnie na oścież, a karton zniknął. Zresztą cała rama okienna zniknęła.

Na moim trawniku stali Śruba i Dog. Śruba też miał lustrzane szkła. Zauważyłam, że obaj zwrócili uwagę na moje auto.

Ledwo zdążyłam zaciągnąć ręczny, a Śruba ruszył w moim kierunku, zostawiwszy Doga z tyłu. Wysiadłam, a on był już przy aucie, nie dał mi nawet podejść do drzwi.

Przyjrzałam mu się, odruchowo oceniając jego wygląd. Śruba był niższy niż Hawk i Lawson, ale za to wiedział, jak strzyc brodę. Wrażenie z poprzedniego dnia tylko się potwierdziło. W tej konkurencji Śruba rozbił bank i to z niezłym hukiem.

– Cześć – powiedziałam i zabrzmiało to, jakby zabrakło mi tchu.

– Cześć, słonko – odpowiedział głębokim, niskim głosem. On oddychał swobodnie.

– A… co wy tu robicie? – zapytałam i skorzystałam z okazji, żeby się trochę rozejrzeć. Jakiś motocyklista mierzył właśnie moje okno.

– Słyszeliśmy, że miałaś wczoraj gościa – powiedział Śruba, a ja przyjrzałam mu się badawczo.

– Coś w tym stylu… tylko musiał lecieć… zanim mogłam go poczęstować swoją masą na ciasteczka – odparłam.

Między szpakowatą bródką i wąsikami pojawiły się dwa rzędy białych zębów. Postanowiłam w duszy, że już nie będę taka pyskata, bo niegrzecznym chłopcom to się najwyraźniej bardzo podoba.

– Nie zadzwoniłaś – stwierdził Śruba.

– Ja… no, nie – przyznałam mu rację.

– Mówiłem ci, że jak coś się stanie, daj znać – ciągnął.

Zza swoich lustrzanek wpatrywałam się w jego lustrzanki. Nie wydawał się zły. Nie próbował mnie przestraszyć. Gdy chciał być groźny, to było widać i słychać, to się po prostu czuło.

Uznałam, że lepiej zignorować tę uwagę.

– Jak się dowiedziałem, że coś się tu działo, a ty nie zadzwoniłaś – ciągnął Śruba – uznałem, że ruch jest po mojej stronie.

Spojrzałam na motocyklistów na moim trawniku i na ganku, potem znów na Śrubę.

– Sorry, nie słyszałam, jak dzwoniłeś. Musiała mi się rozładować bateria.

– Nie, mała – powiedział, pochylając się i ruchem głowy wskazując na motocyklistów. – To mój ruch.

Jeszcze raz przyjrzałam się motocyklistom kręcącym się po ganku. Nagle do mnie dotarło. Śruba chciał pokazać, że mu się spodobałam i że zamierza o mnie zadbać.

Och. Och!

– Aha – szepnęłam.

Pomyślałam, że to nie wróży nic dobrego. A po moim ciele rozlało się miłe ciepło.

Przerwał nam ryk silnika. Odwróciłam się i zobaczyłam, że nowy model niesamowitego chevroleta camaro zaparkował tuż przy czarnym vanie. Za nim podjechał jeszcze jeden van. Ten drugi był nowszy, ładniejszy i na pewno droższy.

Drzwi camaro uchyliły się i z samochodu wysiadł Hawk, również w okularach przeciwsłonecznych. Miał aviatory, które były jeszcze bardziej zajebiste niż jego camaro. Z vana wyskoczyło kilku muskularnych komandosów w bojówkach i obcisłych koszulkach z długim rękawem.

Hawk w tych swoich pilotkach ruszył w naszą stronę.

Ups!

Myliłam się. Było naprawdę źle. Już nie czułam żadnego ciepełka.

Usłyszałam, że ktoś zatrzasnął drzwi auta po drugiej stronie ulicy. Odwróciłam się i tym razem zobaczyłam policyjny radiowóz z kogutem na desce rozdzielczej zamiast na dachu. W moją stronę ruszyła kolejna para cudownych okularów, również w drucianej oprawce. A z nimi detektyw Mitch Lawson.

Och! Wszyscy naraz!

Mój radar na przystojniaków zaczął szaleć, bo z obu stron zbliżali się do mnie dwaj cudowni mężczyźni.

O rany, jak dobrze, że podkręciłam włosy.

Śruba odwrócił się, ale się nie odsunął.

Co ja mam teraz zrobić? – przemknęło mi przez myśl.

Postanowiłam udawać wyluzowaną. Nie było to łatwe, bo tak naprawdę byłam przerażona.

Hawk podszedł do nas pierwszy i zatrzymał się tuż obok. Przyglądał mi się zza okularów.

– Mała – rzucił grobowym tonem. Chyba nie był w najlepszym humorze.

– Cześć – przywitałam się.

Lawson stanął za Hawkiem, tak żeby móc mnie dobrze widzieć. Ale zanim przyjrzał się mnie, obrzucił Śrubę uważnym spojrzeniem, oczywiście zza okularów.

– Dzień dobry, Gwendolyn – pozdrowił mnie, ignorując Hawka i Śrubę.

– E, dzień dobry – przywitałam się z Lawsonem.

– Dobrze spałaś? – spytał.

– Nie bardzo – odparłam szczerze.

– Mam na to lekarstwo – wtrącił Śruba. Dwie pary okularów odwróciły się w jego stronę. Zrobiłam to samo. Skrzyżował ręce na piersiach i szeroko się uśmiechnął.

Cholera.

W tym momencie Hawk nie wytrzymał.

– Ty i ty. Musimy pogadać – zarządził, wskazując najpierw Śrubę, a potem Lawsona.

Podejrzewam, że był jedyną osobą na świecie, która mogła pozwolić sobie na taki ton wobec tych kolesi.

Zrobił krok do tyłu, a Lawson i Śruba ruszyli za nim. Postanowiłam, że to dobry moment, żeby wejść do domu, ale zatrzymał mnie Hawk.

– Mała, zostań – powiedział.

Zamrugałam za swoimi szkłami.

I teraz to ja miałam dość.

– Nie jestem twoim psem! – warknęłam głośno.

Chwilę wcześniej stał kilka metrów ode mnie, a nim się zorientowałam, przyciskał mnie do boku auta.

– Poczekaj tu albo siłą wsadzę cię do swojego wozu i przykuję do kierownicy. Jak wolisz. Masz dwie sekundy do namysłu – powiedział.

W tej kwestii się nie myliłam, ktoś nie był w najlepszym humorze.

– Nie wiem, czy wiesz, ale jest tu z nami policjant. Może mu się nie spodobać, że chcesz mnie przykuć do kierownicy – odparowałam.

– Lawson mnie zna, Śruba zresztą też. I mogę się założyć, Groszku, że żaden z kolesi w twoim ogródku nie kiwnie palcem, żeby mnie powstrzymać, gdy uznam, że muszę przywołać do porządku swoją kobietę – powiedział.

Nie przekonał mnie, ale powiedział to w taki sposób, że nie chciałam sprawdzać, czy ma rację. Sytuacja i tak była już napięta. Nie miałam najmniejszej ochoty na wojnę komandosów z motocyklistami na moim trawniku ani na interwencję policji z Lawsonem na czele.

Poddałam się, ale nie umiałam znieść porażki z godnością.

– Właśnie straciłeś sporo punktów w moim rankingu – poinformowałam go z wyższością w głosie.

– Jakoś to przeżyję – rzucił i odwrócił się na pięcie. Ruszył w stronę Lawsona i Śruby, którzy przez cały czas się nam przyglądali, a ja wskoczyłam do auta i skrzyżowałam ręce na piersiach.

Motocykliści i komandosi w tej samej chwili odwrócili głowy i przenieśli spojrzenia na grupkę przystojnych twardzieli. A ja po prostu przyglądałam się tym cudownym kolesiom. Ich twarze wyrażały napięcie. Szkła odbijały się w szkłach. Wymienili krótkie uwagi, trwało to najwyżej ze trzy minuty. Może nawet mniej, nie patrzyłam na zegarek.

Po czym każdy ruszył w swoją stronę. Lawson machnął mi na pożegnanie, wsiadając do radiowozu. Śruba zagwizdał i strzelił palcami, a cała armia motocyklistów zaczęła się zbierać. Jedni wskakiwali na motocykle, reszta wsiadła do vana. Śruba rzucił mi spojrzenie, przyłożył palec do czoła i zasalutował, po czym wsiadł na swój motor. Lawson odpalił silnik, a harleye zaryczały. Gdy ruszali, Hawk skończył rozmawiać z trochę od siebie niższym, szczupłym, ale muskularnym chłopakiem i ruszył w moją stronę. Komandosi zaczęli wyładowywać pudła pełne sprzętu.

Wyskoczyłam z auta i stanęłam przed Hawkiem.

– Właśnie po raz setny udowodniłeś, że między nami wszystko skończone – oznajmiłam.

– Gwen, nie zaczynaj, już o tym rozmawialiśmy – odparł Hawk, szkła jego okularów odbiły się w moich. – Wczoraj w nocy moi chłopcy zmierzyli twoje okno. Już wycinają nowe, wkrótce je przywiozą i od razu wstawią. A teraz zamontują ci system alarmowy. To zajmie kilka dni. Do tego czasu zostaniesz ze mną – oznajmił.

– Za późno, już jeden twardziel zdecydował za mnie, gdzie dziś będę spać.

Widziałam, jak całe jego ciało powoli się napina. Miałam wrażenie, że nawet powietrze dookoła niego nagle się zelektryzowało, i siłą woli powstrzymałam się, żeby nie zrobić kroku w tył.

– Czyżby? Kto taki? – zapytał niepokojącym tonem.

– Mój ojciec – odparowałam wyzywająco.

Rozluźnił się i uśmiechnął, pokazując oba dołeczki.

– On ma do tego prawo – powiedział.

Boże, ten koleś jest niemożliwy.

– Dobra, wiem, że cierpisz na selektywną głuchotę i ignorujesz moje wypowiedzi, ale teraz spróbuj się skupić. Po pierwsze, powiedz swoim chłopakom, żeby przerwali robotę. Mój ojciec naprawi okno i nie potrzebuję żadnych systemów alarmowych, możesz odpuścić. Po drugie, nie wiem, o czym sobie gawędziliście, ale najwyraźniej postawiłeś na swoim i teraz ci się wydaje, że możesz się tu szarogęsić i rozstawiać mnie po kątach. Ale się pomyliłeś. Nie jestem „twoją kobietą” i nie lubię, jak mi się rozkazuje. Bardzo tego nie lubię. I po raz ostatni powtarzam ci, że między nami wszystko skończone! – wyrzuciłam z siebie.

Ledwie skończyłam mówić, a on błyskawicznie zdjął swoje okulary, zdarł moje i rzucił je na dach auta. Tak mnie zaskoczył, że na chwilę zupełnie zamarłam, dzięki czemu udało mu się bez problemów wykonać kolejny manewr. I oto znów napierał na mnie całym swoim ciałem, mocno mnie obejmując. Władczym gestem przyciągnął mnie do siebie i jego usta już były na moich.

Na tym właśnie polegał problem.

Dlatego nigdy nie wyrzuciłam go ze swojego łóżka. Zwykle zanim zdążyłam się odezwać, on już zamykał mi usta pocałunkiem.

A całował naprawdę dobrze.

Dlatego gdy wreszcie oderwał się ode mnie (jakkolwiek by to było upokarzające, wcale się z tym nie spieszył, ja zresztą go nie poganiałam), stwierdziłam, że jedną ręką obejmuję go mocno w pasie, a drugą za szyję. Oczywiście tylko po to, żeby się nie przewrócić.

– Jesteś pewna, że to koniec, Groszku? – szepnął.

– Wcale cię nie lubię – powiedziałam cicho, wciąż go obejmując.

W odpowiedzi parsknął tym swoim niskim męskim śmiechem.

Przeczesał mi palcami włosy, po czym objął mnie ramieniem i przyciągnął jeszcze mocniej do siebie.

– Muszę załatwić kilka spraw. Chłopcy mają tu sporo roboty, ale przyjadę po ciebie i zabiorę cię na lunch – powiedział.

Na lunch? My nigdy nie byliśmy na randce, a nagle, jak gdyby nigdy nic, chce mnie zabrać na lunch?

– Nie mam czasu. Mam trzy teksty do skończenia, a wczoraj popracowałam tylko kilka godzin. Muszę naprawdę przysiąść, żeby się ze wszystkim wyrobić. Planowałam zjeść lunch przy biurku – odparłam.

– W takim razie coś ci przywiozę. Na co masz ochotę? – spytał.

Boże! Ten koleś jest niemożliwy!

– Tom Yum Goong i Pad Thai z J’Noodles? – zaproponował, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.

To były jedne z moich ulubionych dań. Lubiłam różne smakołyki, ale zupa Tom Yum Goong i makaron Pad Thai z J’s były wysoko na mojej liście. Często właśnie to zamawiałam, gdy jadłam przy biurku w czasie swoich redaktorskich maratonów.

– Skąd tyle o mnie wiesz? – spytałam, mrużąc oczy.

Nie musiał nic mówić, wszystko jasno wskazywało na to, że mnie obserwował, zupełnie jakby bez przerwy krążył nade mną tym swoim black hawkiem.

– Nie wyspałaś się? – spytał, ignorując moje pytanie.

– Miałam tu dziś włamanie – przypomniałam mu.

– Myślałem, że pojechałaś do ojca, bo tam czujesz się bezpiecznie – odparł.

– Owszem, czuję się tam bezpiecznie, co nie zmienia faktu, że kręciłam się bezsennie pół nocy, rozpamiętując ten moment, gdy ujrzałam dłoń uchylającą drzwi mojej sypialni i zaczęłam rozważać, czy jeśli przywalę napastnikowi swoją śnieżną kulą, to ją przy tym roztrzaskam.

 

– To było wczoraj, a teraz jest dzisiaj. Nic się nie stało. Musisz o tym zapomnieć – poradził, przytulając mnie mocno.

Czy jego porąbało? Naprawdę sądzi, że mogę o tym zapomnieć? Sądzi, że jakakolwiek kobieta mogłaby o czymś takim zapomnieć? Mam przed sobą jakieś dwadzieścia pięć lat rozpamiętywania. Potem może rzeczywiście zapomnę.

– To nie jest takie proste – stwierdziłam.

– To nie jest też takie trudne – uciął.

Rzuciłam mu groźne spojrzenie.

Uśmiechnął się do mnie. Cholera, śliczne miał te dołeczki.

Czas wziąć się do roboty.

– Muszę napić się kawy i usiąść do komputera.

– Tak – szepnął, pochylił głowę i zanim zdążyłam się odwrócić, jego usta znów musnęły moje. – Do zobaczenia – szepnął, puścił mnie i na chwilę naparł na mnie mocniej, żeby sięgnąć po okulary. Krokiem twardziela ruszył w stronę camaro. Kiwnął głową na swoich chłopaków, odpalił silnik i odjechał z rykiem.

Stałam oparta o auto, gapiąc się za nim.

Cholera.

Sięgnęłam po swoje okulary, weszłam do domu, wymijając bardzo zajętych komandosów, i zaparzyłam duży dzbanek kawy. Część jego zawartości rozlałam do kubków zapracowanych chłopaków i wreszcie ruszyłam do swojej pracowni. Usiadłam i włączyłam komputer.