Tajemniczy mężczyzna

Tekst
Z serii: Dream Man
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział czwarty
Przydałby się łom

Ze snu wyrwał mnie dźwięk tłuczonego szkła. Gwałtowny wyrzut adrenaliny do krwi sprawił, że na skórze poczułam dreszcze, a w palcach mrowienie.

Ktoś był w moim domu.

Wytężyłam słuch; panowała cisza, ale byłam pewna, że ktoś tam jest.

Boski TM poruszał się bezszelestnie. Nawet jeśli coś przestawiłam albo w domu trwały jakieś prace, wszystko omijał, przemieszczał się bezgłośnie, zupełnie jakby widział w ciemnościach.

Nie wpadłby na nic. I nigdy nie narobiłby takiego huku.

Sięgnęłam po telefon, żałując, że nie mam broni. Czy choćby kija baseballowego. Czegokolwiek, z czym poczułabym się mniej bezbronna. Mniej sama.

Sięgnęłam po telefon i wykręciłam 911.

– Dziewięćset jedenaście, w czym mogę pomóc? – usłyszałam.

– Nazywam się Gwendolyn Kidd. Mieszkam przy ulicy Vine trzysta trzydzieści dwa. Ktoś włamał się do mojego domu. Ktoś jest w moim domu. Przyślijcie policję. Muszę się rozłączyć, nie oddzwaniajcie, to nie żart – wyszeptałam.

Rozłączyłam się, cisnęłam telefon na łóżko i przetoczyłam się na drugi bok w stronę mojej śnieżnej kuli. Uwielbiałam ją. To była kula Rosiny Wachtmeister[1] z radosnym kotkiem w środku i kwiatkami tańczącymi przy ziemi. Gdy się ją odwróciło i mocno potrząsnęło, brokatowe pyłki wirowały wokół kotka.

Jeśli walnę tym kogoś w głowę, to może nie będzie już w stanie mnie zgwałcić, przemknęło mi przez myśl. Złapałam kulę i na palcach przebiegłam pod przeciwległą ścianę, oparłam się o nią mocno ramionami i wbiłam wzrok w drzwi.

Serce waliło mi jak młotem, słyszałam puls w uszach, całe ciało było napięte jak struna, czułam każdy jego fragment. Byłam przerażona, zupełnie straciłam głowę.

Ktoś tam był. Było cicho, ale czułam, że ktoś tam jest.

Nagle usłyszałam kroki w korytarzu.

O Boże, o Boże, o Boże.

Próbowałam sobie przypomnieć, ile czasu ma policja na przyjazd na miejsce. Zdaje się, że siedem minut, choć nie miałam pojęcia, czy to prawdziwy czas, czy nie.

Nie miałam siedmiu minut. Był już blisko.

Cichutko przysunęłam się do ściany, wpatrując się w drzwi. Były tylko przymknięte. Nie zamykałam ich do końca, zostawiałam je uchylone na milimetr. Zaczęłam tak robić, żeby słyszeć wchodzącego Boskiego TM. To nie były głośne drzwi, ale lekko skrzypiały.

Jednak gdy wychodził, nie zaskrzypiały nigdy.

Pierwsze, co zobaczyłam, to strumień światła, niezbyt jasnego, LED-owego. Potem dostrzegłam cień męskiej dłoni z wyciągniętymi palcami. Ich opuszki dotykały już moich drzwi. Zaczęły je uchylać.

Wstrzymałam oddech. Nie chciałam, żeby mnie usłyszał. Jeżeli miałam rozbić swoją kulę śniegową od Wachtmeister na jego głowie, zamierzałam zrobić to porządnie.

Podniosłam kulę, drzwi powoli się otwierały.

Wtedy usłyszałam syreny.

Dzięki ci, Panie.

Dłoń znieruchomiała, a potem zniknęła. Ruszył biegiem, słyszałam, jak dudniąc, zbiega po schodach.

Potem zapanowała cisza.

Odwróciłam się plecami do ściany i osunęłam na podłogę, tuląc do siebie swoją śniegową kulę z kotkiem.

***

Siedziałam w kuchni, gapiąc się na to, co działo się w moim salonie.

Zwinęłam się w kłębek na krześle. Na podkulone nogi naciągnęłam nocną koszulę, wcisnęłam brodę między kolana i mocno objęłam je ramionami.

Dobrze, że włożyłam na noc tę mięciutką koszulę w kolorze mokki, z krótkimi rękawami typu nietoperz, długą i seksowną. Normalnie takie koszule nie są szczególnie ładne, ale ta stanowiła wyjątek. Głównie dlatego, że była bardzo obcisła we właściwych miejscach. Wprost idealnie nadawała się na noc, kiedy nagle twój dom wypełnią przystojni gliniarze.

To właśnie na nich się gapiłam. Na przystojnych gliniarzy, których pełno było w moim domu. Kręcili się po salonie, wszystko oglądając i co jakiś czas pojadając masę na czekoladowe ciasteczka, którą wygrzebałam dla nich z lodówki.

Szyba obok drzwi została wybita, nie słyszałam nawet kiedy, a w salonie stłukła się lampa, która była przykryta dla ochrony przed pyłem – to mnie obudziło.

– Oprócz tego nie ma innych szkód – przekonywałam policjanta.

Powinnam chyba być uznana za eksperta w tej sprawie, jednak policjanci nie przyjęli mojego oświadczenia. Najpierw było ich dwóch, z dwóch zrobiło się czterech, potem sześciu, a potem aż ośmiu. Powiedzieli, że muszę poczekać, aż przyjedzie detektyw.

Nie znam się na policyjnych procedurach i nie mogę powiedzieć, że nie byłam im wdzięczna (zwłaszcza że to wszystko naprawdę potwornie mnie przeraziło), iż podeszli do sprawy poważnie. Nie dość, że przysłali cały szwadron policjantów, żeby pilnował mojego salonu i zajadał masę na ciasteczka, to mieli jeszcze sprowadzić detektywa. Jednak skoro nic nie zginęło, a mój gość wyraźnie zmierzał prosto do sypialni i raczej nie chodziło mu o moją kulę śniegową od Wachtmeister, to wszystko wskazywało na typowe włamanie, z którym powinien sobie poradzić zwykły policjant.

Domyśliłam się, że coś jest nie tak i że to coś nazywa się Ginger Kidd.

Nagle w salonie powstało zamieszanie, ktoś przyjechał. Po chwili go ujrzałam i nie mogłam przestać się gapić.

Serio, czy to jakiś kosmiczny żart?

W moich drzwiach stał wysoki mężczyzna, naprawdę wysoki mężczyzna. Miał ciemnobrązowe włosy i ciemnobrązowe oczy oraz wyrazisty zarys szczęki. Gęste włosy kręciły mu się lekko nad karkiem i kołnierzykiem skórzanej kurtki. Jego ciemne oczy były pełne smutku. Miał na sobie czekoladowobrązowy golf, na który narzucił ciemnobrązową skórzaną kurtkę. Do tego dżinsy, skórzany pasek i buty. Na pasku dyndała odznaka. Byłam pewna, że to on był na okładce kalendarza Policjanci z Denver. Postanowiłam, że z samego rana pójdę sobie taki kupić.

Ale dlaczego teraz? Czemu? Co ja takiego zrobiłam? Jednego dnia spotykam trzech superprzystojnych kolesi i wszyscy są poza moim zasięgiem. Pierwszy mnie przerażał i był do tego szefem klubu motocyklistów, najprawdopodobniej zrzeszającego samych przestępców, i niezbyt sympatycznego. Ten odpadał. Drugi też mnie przerażał, był przy tym tajemniczy, i był też kretynem. Ten też odpadał. Ten trzeci wcale mnie nie przerażał, był cudowny. Ale był też detektywem przypisanym do mojej sprawy, więc pewnie nie wolno mu było spoufalać się z ofiarą, czyli ze mną, więc on też odpadał!

Nie podniosłam brody, gdy wszedł do mojej kuchni, cały czas się we mnie wpatrując. Wziął krzesło, odwrócił je przodem do mnie, i usiadł, ani nie za blisko, ani nie za daleko. Pochylił się do przodu, oparł łokcie na kolanach, cały czas nie spuszczając mnie z oka.

– Gwendolyn Kidd? – zapytał miłym głębokim głosem.

Kiwnęłam głową.

– Jestem detektyw Mitch Lawson – powiedział.

Detektyw Mitch Lawson. Och, co za imię.

– To idealne imię dla policjanta – powiedziałam, wciąż nie podnosząc brody z kolan.

Uniósł lekko brwi. Zaskoczyłam go. Pewnie spodziewał się czegoś w stylu: „Cześć, dziękuję, że przyjechaliście” albo „Boże, ale jesteś przystojny”.

– Naprawdę? – spytał.

– Mitch – szepnęłam. – Mocne, na końcu trzy spółgłoski. Ale nie twarde, tylko miękkie. Jak jesteś z kimś, na kim ci zależy, jesteście blisko, a ty czegoś nie usłyszysz, to nie mówisz: „Słucham”, tylko: „Mmm?”, naprawdę miękko. Jak złożysz obie rzeczy razem, miękkie „mmm” i mocne spółgłoski, dostaniesz to, czego potrzeba policjantowi… Mitch.

Wpatrywał się we mnie.

– A Lawson, tego już nie trzeba tłumaczyć – ciągnęłam. Wzięłam głęboki wdech i westchnęłam. – Idealne.

Wciąż nie odrywał ode mnie wzroku.

– „Gwendolyn” brzmi jak piosenka – powiedział.

Hm… nieźle. Uwielbiam swoje imię.

– Krótka piosenka – dorzuciłam.

– Ale ładna – powiedział.

Hm… nieźle!

Uśmiechnęłam się do niego, a detektyw Mitch Lawson uśmiechnął się do mnie.

Och!

Nagle gwałtownie odwrócił głowę i spojrzał przez ramię. Patrząc wciąż za siebie, wyprostował się i wstał.

Powędrowałam za jego spojrzeniem i choć na chwilę straciłam dech w piersiach, wciąż siedziałam skulana z brodą między kolanami.

W salonie stał Boski TM.

Nie miał na sobie eleganckiego czekoladowego golfu ani skórzanej kurtki i dżinsów. Ubrany był w to samo co wcześniej, obcisłą błękitną koszulkę z długim rękawem, która podkreślała każdy mięsień jego pięknej klatki piersiowej, ramion i rąk, do tego zielone bojówki i buty. Utkwił spojrzenie w detektywie, a jego oczy wyrażały niezadowolenie.

Przeniósł wzrok na mnie i ułamek sekundy później ruszył w moją stronę. Szedł z tą swoją męską gracją, skradał się jak wielki kot. Niesamowite!

Śledziłam go spojrzeniem, ale nawet się nie poruszyłam, gdy podszedł bliżej i uniósł dłoń. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, więc zamarłam. Poczułam jego palce na swojej skroni. Delikatnie odgarnął mi włosy za ucho. Zamknęłam oczy, jego palce ześlizgnęły się po mojej szyi. Objął ją ciepłą dłonią.

– Wszystko OK, kochanie? – zapytał miękko.

„Kochanie”?

Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że nachylił się nade mną.

– Tak – odpowiedziałam.

– Nie wyglądasz zbyt dobrze – zauważył.

– Nic mi nie jest.

– To czemu zwinęłaś się w kulkę? – zapytał.

Dobre pytanie. Wzruszyłam ramionami.

– Słyszałem, że jesteście razem – odezwał się Lawson.

TM wyprostował się i odwrócił. Byłam tak zaskoczona tym stwierdzeniem, i to z wielu powodów, że wreszcie podniosłam głowę na tyle, żeby oprzeć podbródek na kolanach.

 

– Tak – potwierdził stanowczo TM.

– Nie – zaprzeczyłam, pewnie nie dość stanowczo.

Lawson przyglądał się TM, ale gdy się odezwałam, przeniósł wzrok na mnie. Wpatrywał się we mnie przez kilka uderzeń serca, drgnął mu kącik ust i na chwilę wbił wzrok w podłogę.

Znów spojrzał na mnie.

– Muszę zadać ci kilka pytań – powiedział cicho. – Możemy zacząć?

TM stanął tuż obok, wręcz na mnie napierał, a jego ręka nie puściła mojej szyi, przesunęła się tylko bardziej na kark.

– Pytaj – zażądał, odpowiadając za mnie. Lawson przyjrzał mu się, po czym usiadł.

Podniosłam brodę z kolan, ale ręka TM nie drgnęła. Całe jego ciało wyrażało posiadanie, pokazywał Lawsonowi, że należę do niego. A jednocześnie ta ręka… ta ręka wydawała się mnie wspierać, dawał mi znać, że się o mnie martwi, i co więcej, że mu zależy.

I co ja mam właściwie z tym zrobić? – zapytałam samą siebie w myślach.

Skupiłam się na Lawsonie i zobaczyłam, że znów oparł ręce na kolanach.

– Opowiedz mi, co się wydarzyło – powiedział miękko.

Wzięłam głęboki wdech.

– Usłyszałam huk, obudziłam się. I od razu wiedziałam. Znasz to uczucie, gdy nagle budzisz się z koszmaru i całe twoje ciało jest napięte i po prostu wiesz? Wiesz, że ktoś jest w pokoju i że chce ci coś zrobić, i za nic nie możesz pozbyć się tego uczucia. Rozumiesz, o co mi chodzi? – przerwałam, a on przytaknął. – Tak właśnie się czułam, wiedziałam, że ktoś jest w moim domu. Wiedziałam też, że to się dzieje naprawdę. – Przerwałam, a on po raz kolejny przytaknął. – Więc zadzwoniłam na dziewięćset jedenaście, jednocześnie myśląc, że przydałby mi się kij baseballowy. Gdy na was czekałam, uznałam, że nie potrzebuję kija, że lepszy byłby łom. Kij baseballowy ma większą powierzchnię, więc uderzenie byłoby słabsze. Łom chyba byłby lepszy. A ty jak sądzisz? – spytałam na koniec.

Palce TM objęły mocniej moją szyję.

– A co ty myślisz? – Lawson wyraźnie nie rozumiał, o co mi chodzi.

– Co lepiej mieć przy sobie w takiej sytuacji: kij czy łom?

Przez chwilę milczał, jego oczy wpatrywały się w moje.

– Wiesz, Gwendolyn, ja mam pistolet – odpowiedział wreszcie.

O Boże. Oczywiście. On miał broń. Mógł zastrzelić każdego drania. Nie potrzebował kija. Pistolet nie byłby zły, ale nie byłam pewna, czy jestem na to gotowa.

– No tak – szepnęłam.

– Więc zadzwoniłaś na dziewięćset jedenaście – podpowiedział, uśmiechając się lekko.

– Tak i wtedy złapałam swoją kulę śniegową, bo tylko to miałam pod ręką – wyjaśniłam, widząc jego zdziwienie.

– Tę z salonu? – spytał.

Wzięłam ją ze sobą, kiedy schodziłam otworzyć policji. Gdy oprowadzałam jednego z policjantów po domu, ten w końcu zabrał mi ją i odstawił w salonie.

– Tak, tę z salonu – potwierdziłam.

– Normalnie stoi przy łóżku Gwen – wtrącił się TM. Lawson spojrzał na niego, nie poruszywszy nawet głową, a ja wygięłam szyję, żeby na niego popatrzeć.

To był najlepszy dowód na to, że TM widział w ciemnościach.

– Zauważyłeś? – spytałam, wpatrując się w jego czarne oczy, a jego palce lekko drgnęły.

– Rzadko mi coś umyka, kochanie – odparł.

Tak podejrzewałam, ale to niekoniecznie była dobra wiadomość.

– Och – wyrwało mi się.

– Gwendolyn – zaczął Lawson, a ja znów na niego spojrzałam. – Co było dalej?

– Podeszłam do ściany i przywarłam do niej. Wpatrywałam się w drzwi i czekałam. Najpierw zobaczyłam światło latarki, a potem dłoń, która zaczęła powoli uchylać moje drzwi – przerwałam, bo palce TM znów się zacisnęły, ale tym razem to nie był uścisk, to było coś innego; nie rozluźnił ich. Wbrew sobie muszę przyznać, że to było bardzo przyjemne, czuć te mocne palce. – Uchylił je, ale wtedy rozległo się wycie syren, więc się cofnął. Słyszałam, jak zbiega po schodach – dokończyłam.

– To był mężczyzna? – zapytał Lawson.

– Widziałam męską dłoń – powiedziałam. – Biała, no, taka… kaukaska – próbowałam naśladować to, jak mówili policjanci w serialach telewizyjnych.

– To była męska dłoń? – upewnił się Lawson.

– Aha – potwierdziłam.

– Jesteś pewna, że to była męska ręka? – spytał ponownie Lawson, a ja wbiłam w niego wzrok.

– To nie była Ginger – powiedziałam miękko.

Kolejny uścisk, ale tym razem TM rozluźnił palce.

Lawson oparł się i przyglądał mi się przez chwilę.

– Mówisz o swojej siostrze? – zapytał.

– Wiem, że ma kłopoty. I to poważne. I wiem, że to dlatego tu jesteś i dlatego przysłano ośmiu policjantów do wezwania, które wcale nie było aż tak poważne, raczej rutynowy telefon alarmowy – wyrzuciłam z siebie.

Usłyszałam, jak TM wydał z siebie męskie, rozbawione parsknięcie. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że się uśmiecha. Nie pokazał zębów, ale uśmiechnął się tak, że pojawiły się oba jego dołeczki.

Spojrzałam z powrotem na Lawsona, kącik ust drgał mu z rozbawieniem.

– Staramy się, jak możemy – wymamrotał.

– Doceniam to – powiedziałam z uśmiechem. – Niestety muszę cię rozczarować, ale dziś nie było tu Ginger Kidd, a nawet jak była, to uciekła, gdy tylko usłyszała syreny. Nawet jako mała dziewczynka nie znosiła policjantów. Ja zawsze ich lubiłam, podchodziłam do nich i zagadywałam. A ona na ich widok uciekała gdzie pieprz rośnie. Powinniśmy byli się wtedy domyślić – powiedziałam.

– Uciekała? – Lawson wydawał się rozbawiony.

– Często, pierwszy raz, jak miała sześć lat – odparłam.

Jego wyraz twarzy zmienił się.

– Ty nie żartujesz – zrozumiał.

– Nie – pokręciłam głową.

– To rzeczywiście brzmi jak zapowiedź przyszłych problemów – stwierdził.

– Tylko nie zaczynajmy znowu o Barbie – rzucił TM, a ja podskoczyłam i spojrzałam na niego pytająco.

Jak to? Jak to możliwe? Skąd on wiedział o moich lalkach Barbie?

Zmierzyłam go spojrzeniem spod przymkniętych powiek.

– Co wiesz o problemach swojej siostry? – zapytał Lawson, a ja oderwałam wzrok od TM.

– Nic oprócz tego, że wisi klubowi Chaos Motorcycle mnóstwo kasy, i to naprawdę mnóstwo, ale oni już wiedzą, że ja nic tu nie pomogę, bo nigdy nie byłyśmy ze sobą blisko. Poza tym nawet jeśli chciałabym ją wyciągnąć z tego bagna, to nie mam takich pieniędzy.

– Wiedzą o tym? – spytał.

– Rozmawiałam dziś ze Śrubą. Wie, że w domu Kiddów się nie przelewa, a przynajmniej, że nie zakopałam dwóch milionów w ogródku – wypaliłam.

– Rozmawiałaś dziś ze Śrubą? – powtórzył Lawson i coś w nim się zmieniło. I to wcale nie na lepsze. Wydawał się wkurzony.

– Aha – potwierdziłam.

Lawson rzucił spojrzenie TM.

– Czy wiesz cokolwiek o tym, co dzieje się z twoją siostrą? – zwrócił się do mnie.

– Nie, wiem, że ma więcej kłopotów, ale nie wiem, o co chodzi. I nie chcę wiedzieć. Dziś oficjalnie się jej wyrzekłam. Dlatego od dziś nie jest już moją siostrą – wyrecytowałam.

TM po raz kolejny przesłał mi uścisk. Lawson uważnie mi się przyglądał.

– Więc nie wiesz, kto mógł chcieć cię dzisiaj odwiedzić? – ciągnął.

Pokręciłam głową.

– Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że nic nie zginęło i że ktoś chciał wejść do mojej sypialni. Sam to zinterpretuj – rzuciłam.

Lawson znów mi się przyjrzał. Trwało to dłuższą chwilę.

– Powiem ci, co o tym myślę, Gwendolyn. Myślę, że gdyby moja kobieta miała siostrę w opałach, na pewno nie pozwoliłbym jej gadać z Kanem Allenem, na pewno nie spałaby sama i nie musiałaby się przejmować, czy potrzebuje kija, czy łomu, bo ja bym był w łóżku tuż przy niej – oznajmił.

Och.

Och!

TM puścił moją szyję.

– Czy ja dobrze rozumiem? – zapytał TM groźnie.

Ups.

Lawson podniósł wzrok, znów nie poruszywszy głową.

– Chyba tak – odparował.

Ups!

– Ja… – Spróbowałam podnieść się z krzesła.

– Moi chłopcy namierzyli go dwie przecznice od domu Gwen. Nie byliśmy dość blisko, więc was wezwaliśmy trzy minuty przed tym, jak postawił stopę na progu. Byliście tuż obok, więc przebywał w domu najwyżej dwie minuty. Gwen ani przez chwilę nie była w niebezpieczeństwie – wypalił.

Co?

– Miałeś szczęście, że byliśmy w okolicy – odparował Lawson.

– Gówno prawda, Lawson. Twoi chłopcy od dwóch tygodni siedzą tu w nadziei, że Ginger się wreszcie pojawi – odpowiedział mu TM.

– W tej okolicy dużo się dzieje, ale nie pilnowaliśmy jej domu, Hawk – rzucił Lawson.

Hawk?

Spojrzałam na TM.

– Hawk? – spytałam.

Zignorował mnie, był zbyt zajęty kłótnią z Lawsonem.

– Twoi chłopcy byli pięć minut drogi stąd, moi osiem. Tak czy inaczej, była bezpieczna – wykrzyczał.

Jego chłopcy?

– Musiała się uzbroić w kulę śniegową – wytknął mu Lawson.

Wstałam i popatrzyłam na TM.

– Hawk? – powtórzyłam.

– Była bezpieczna – upierał się TM.

– Tak, ale ona o tym nie wiedziała – nie dawał za wygraną Lawson.

– Hawk? – krzyknęłam i TM wreszcie na mnie spojrzał.

– Co, kochanie? – westchnął.

O mój Boże! On miał na imię Hawk.

Co to w ogóle za imię?

Już otwierałam usta, żeby upewnić się, czy on naprawdę ma na imię Hawk, ale w ostatniej chwili przypomniałam sobie, że Lawson ciągle jest obok. Nie chciałam, żeby domyślił się, że nie wiedziałam, jak TM (czy raczej Hawk) się nazywał, postanowiłam więc siedzieć cicho. Wtedy usłyszałam głos swojego ojca.

– Gdzie moje dziecko? – chciał wiedzieć.

Super! Tatuś przybył mnie uratować.

Pochyliłam się i wyjrzałam zza swojego – już trochę lepiej mi znanego – Tajemniczego Mężczyzny. W drzwiach do kuchni stali ojciec i Meredith. Zadzwoniłam po nich, kiedy zobaczyłam wybite okno. Nie chciałam, ale miałam dobre powody. Po pierwsze, i tak dowiedzieliby się, co zaszło, a mojemu ojcu i Meredith lepiej było mówić wszystko wcześniej niż później. Tego się już nauczyłam, i to na własnej skórze. Po drugie, potrzebowałam gdzieś przenocować, bo nie miałam najmniejszego zamiaru zostawać tutaj, a wiedziałam, że nie dam rady teraz prowadzić. Poza tym ojciec zaraz by mnie pouczał, że nie należy jeździć w takim stanie. Tego też się już nauczyłam, również na własnej skórze, że nie należy ojcu dawać zbyt wielu okazji do pouczania mnie. Osiągnął w tym wprawę, w końcu miał dwie córki, i to takie jak ja i Ginger, nie brakowało mu więc okazji do ćwiczeń.

– Gwen – szepnął ojciec, wchodząc do kuchni. Przecisnęłam się między dwoma wkurzonymi przystojniakami, podbiegłam do ojca i rzuciłam się mu w ramiona.

Zawsze kiedy rzucałam się w te ramiona czy przytulałam się do nich, ojciec odpowiadał mi mocnym uściskiem.

Nagle przestałam się tak strasznie bać.

Przytuliłam się do niego równie mocno, poczułam tę znajomą pewność i jeszcze bardziej się uspokoiłam.

– Gwen – szepnął w czubek mojej głowy.

Kiedyś mój ojciec był przystojniakiem. Był niemal równie przystojny, jak tych dwóch kolesi stojących teraz w mojej kuchni. To „niemal” dodałam chyba dlatego, że mowa o moim ojcu. Wysoki, o szerokich barach, ciemnych włosach (teraz raczej srebrnych) i orzechowych oczach. Szczupły, wysportowany i silny – zawsze taki był, bo zawsze coś przenosił, naprawiał, ciągał, podnosił czy kosił.

Chyba że akurat oglądał mecz Denver Broncos.

Muszę zaznaczyć, że sporo z tych rzeczy robił w moim domu.

– Już dobrze, tato. Trochę się wystraszyłam – powiedziałam, tuląc się do niego.

– Moja córeczka – powiedział znów w moje włosy.

Poczułam, że podniósł głowę. Zobaczyłam, że przygląda się teraz Hawkowi i Lawsonowi. Odsunął mnie na bok, trzymając ciągle za ramiona. Podeszła Meredith i wzięła mnie za rękę. Ścisnęłam ją, a ona odpowiedziała mi tym samym i przesłała mi jeden ze swoich pokrzepiających uśmiechów.

– Jesteście z policji? – usłyszałam pytanie ojca.

Zadał je w przestrzeń, ale widać było, że oczekiwał odpowiedzi od Hawka i Lawsona.

– Tak jest, detektyw Mitch Lawson – powiedział Lawson i zrobił krok do przodu.

Ojciec puścił mnie na chwilę, żeby podać mu rękę, i zaraz znów mnie objął, i to z takim impetem, że aż się od niego odbiłam.

Aha. Chyba nie tylko ja byłam przerażona.

– A ty? – zapytał ojciec, patrząc na Hawka.

Spojrzałam na Hawka. Lawson się odsunął, z pokerową twarzą i skupionym spojrzeniem analizował całą sytuację. Teraz już wiedział, że moja rodzina nie ma pojęcia, kim jest Hawk.

 

– Hawk – powiedział TM i wyciągnął rękę do ojca, który znów mnie puścił. – Jestem facetem Gwen – dokończył.

– Kim? – szepnęła Meredith, a ojciec aż podskoczył ze zdziwienia.

Nie byłam w stanie zareagować, wpatrywałam się tylko z otwartymi ustami w Hawka.

– Kochanie, to ty masz faceta? – zapytała Meredith. Wiedziałam, że pytanie skierowane było do mnie, ale wciąż nie byłam w stanie się otrząsnąć.

– Hawk? – powtórzył ojciec, nie spuszczając go z oka.

– Gdy byłem w armii, latałem helikopterami Black Hawk – powiedział.

W ten sposób zdobyłam już trzecią informację o nim. Pierwszą było to, że jest świetny w łóżku, ale to odkryłam już półtora roku temu, a drugą jego pseudonim, który poznałam jakieś trzy minuty temu.

Ale nie to było najważniejsze. Najważniejsze było to, co właśnie ujawnił i co to dla mnie znaczyło. Miałam przerąbane.

– Byłeś w armii? – spytał ojciec podniesionym głosem, a ja wiedziałam, że wszystkie moje obawy się sprawdzą.

Cholera!

Ojciec był wojskowym. Służył w armii przez cztery lata, po czym wystąpił z niej i zajął się budownictwem. Nie przez przypadek ożenił się z moją matką, ojciec też był niezłym ziółkiem. Był wdzięczny armii, że go odmieniła i uratowała mu życie. Problem mojej matki polegał na tym, że ona się nie zmieniła, będąc żoną żołnierza. Ojciec nie chciał rezygnować z wojska, ale zbyt często go nie było, a wiedział, że mamie nie można powierzyć wychowania dziecka, czyli mnie, więc ostatecznie wystąpił z armii i dopilnował, żebym wyrosła na ludzi.

Niemniej wciąż kochał armię. Kupował sobie oliwkowe T-shirty z napisem „ARMIA” na piersi i nosił je na okrągło. Natychmiast nawiązywał głęboką więź z każdym wojskowym. Zawsze tak było. Na wakacjach, w sklepie z narzędziami, nawet w kolejce po kurczaka. Miał szósty zmysł, jeśli chodziło o wojskowych, wyczuwał ich na odległość i od razu się zaprzyjaźniał.

Jak teraz z Hawkiem.

– Tak – odpowiedział Hawk.

Ojciec przytrzymał jego dłoń i teraz potrząsał nią entuzjastycznie, a na jego twarzy pojawił się uśmiech ulgi.

Widać było, że zapomniał już o włamaniu do mojego domu. Miałam faceta. A ten facet był żołnierzem. Nie jak Scott Leighton, którego tata zawsze miał za ciotę, ale powiedział mi to dopiero po tym, jak się z nim rozwiodłam. Nie mogłam uwierzyć, że użył tego słowa. Ale z drugiej strony mój ojciec naprawdę nienawidził Scotta. Nagle wszystko w rodzinie Baxtera Kidda znalazło się na swoim miejscu, dzięki mężczyźnie, którego właśnie poznał.

Tak, miałam przerąbane.

Ojciec puścił dłoń Hawka i przyciągnął mnie do siebie.

– Córeczko, czemu nie powiedziałaś nam, że się z kimś spotykasz? – Popatrzył na mnie, lekko mnie ściskając i uśmiechając się jak wariat.

Zakaszlałam.

– To cudowna wiadomość, musisz przyjść do nas na obiad – wtrąciła się Meredith.

Odwróciłam się i zobaczyłam, że uśmiecha się szeroko do Hawka.

Cała Meredith. Baxter po prostu się ucieszył, ale ona cała promieniała.

Cholera!

Znów zakaszlałam, tym razem głośniej i bardziej histerycznie.

– Meredith zrobi swoją lasagne – zarządził ojciec i zwrócił się do Hawka: – Jest naprawdę pyszna, synu, ale najlepiej wychodzi jej pieczywo czosnkowe. Sama je przygotowuje, od początku do końca, nawet piecze sama chleb – chwalił się.

O Boże kochany! Czy tata właśnie powiedział do mojego tajemniczego kochanka „synu”? Mimo że poznał go pięć minut temu? Do Scotta nigdy tak się nie zwrócił. Jedyne określenie, jakiego w stosunku do niego użył, to „ciota”.

Znów zakaszlałam, ale teraz zabrzmiało to jak stłumiony krzyk.

– Gwendolyn – powiedział Lawson, a je przeniosłam na niego przerażone spojrzenie. Zrobił krok do przodu i podszedł do naszej gromadki. – Ja już skończyłem, ale jeżeli będziesz czegoś potrzebować albo coś sobie przypomnisz, dzwoń o każdej porze. Tu masz mój numer. – Z kieszeni kurtki wyciągnął portfel i podał mi swoją wizytówkę.

– No… dobrze – powiedziałam, a Lawson spojrzał na Hawka.

– Masz nagranie? – spytał.

– Tak – odparł Hawk.

– Wiesz, kto to był?

– Jeszcze tego nie widziałem, ale moi chłopcy nie byli w stanie go zidentyfikować. Spojrzę, jak tylko wrócę do bazy – wyjaśnił.

– A auto? – dopytywał się Lawson.

– Sprawdziliśmy blachy, kradzione – powiedział Hawk.

– Jest szansa, że podzielicie się z nami nagraniem? – zapytał Lawson.

– Już wysłaliśmy je e-mailem na posterunek.

– O jakie nagranie chodzi? – wtrącił się mój ojciec.

– Prowadzę firmę, która zajmuje się między innymi ochroną. Gdy ja i Gwen zaczęliśmy być razem, zainstalowałem na jej domu monitoring, działa przez całą dobę. Kilka tygodni temu założyliśmy dodatkowe kamery, żeby filmowały ulicę. Mamy na nagraniu tego kolesia, który się tu włamał – wyjaśnił Hawk.

Ojciec przytulił mnie mocniej. Z pewnym rozbawieniem przyglądał się wymianie zdań między Hawkiem i Lawsonem, ale teraz znów puchł z dumy na samą myśl, że mój chłopak z armii pilnuje mojego domu, żeby nic mi się nie stało.

Nie wiedział tylko, że kamery miały śledzić mnie.

Spoglądałam to na ojca, to na Hawka.

– Bax, myślisz, że to ma jakiś związek z Ginger? – Meredith spytała szeptem ojca, a ja rzuciłam jej spojrzenie spod przymkniętych powiek.

Burza jej lekko falowanych, ufarbowanych na miodowy blond włosów była teraz przetykana srebrnymi pasemkami. Miała śliczną twarz, lekko zadarty nos i wielkie błękitne oczy. Była drobna, sporo niższa ode mnie i dużo niższa od ojca. Dzięki temu mogła nosić buty na wysokim obcasie i nosiła je niemal zawsze. Nawet teraz, w środku nocy, gdy przyjechała ratować swoją pasierbicę, miała na nogach eleganckie kozaki. To ona pokazała mi, jak nosić buty na obcasie, i nauczyła mnie elegancji. Pomogła mi znaleźć swój styl, jakikolwiek by był; to dzięki jej wsparciu udało mi się go odkryć.

– Mam jeszcze jedną córkę i ona… – zaczął tłumaczyć tata.

– Wiemy o Ginger – przerwał mu Hawk. – I jest bardzo prawdopodobne, że jej ostatnie działania są powiązane z dzisiejszym włamaniem – wyjaśnił.

Ojciec cały zesztywniał, a Meredith westchnęła cicho.

A co ze mną? Miałam już tego dość.

– Czy mogę z tobą chwilę porozmawiać na osobności? – Wyrwałam się z uścisku ojca i złapałam Hawka za rękę.

Nie czekając na jego reakcję, odwróciłam się, pociągnęłam go za sobą i wyprowadziłam z kuchni. Powiodłam go przez salon i po schodach do mojej sypialni. Zamknęłam drzwi, które oczywiście zaskrzypiały. Dopiero wtedy puściłam jego dłoń i stanęłam tuż przed nim. Wspięłam się na palce, tak żeby spojrzeć mu prosto w oczy.

– Co ty wyprawiasz? – syknęłam cicho.

– O co ci chodzi?

– Chcesz im powiedzieć o Ginger? – warknęłam.

– Mała…

– „Mała”? To twoja odpowiedź? – zapytałam zła. – Nie możesz im powiedzieć o Ginger!

– Dlaczego? – zdziwił się.

– Bo to ich zmartwi i zaniepokoi, to dla nich za wiele – perorowałam.

Położył ręce na biodrach.

– Groszku, gdybym był ojcem dwóch córek, to chciałbym wiedzieć, co się dzieje, i nie podobałoby mi się, że coś się przede mną ukrywa – odpowiedział.

– Może i tak, ale to moja siostra jest w opałach i to ja lepiej znam swoją rodzinę. Możesz sobie mówić, że ty byś chciał wiedzieć, ale uwierz mi, mój ojciec wolałby nie, co więcej, Meredith również nie powinna poznać prawdy – wyrzuciłam z siebie.

– Musisz z nimi rozmawiać otwarcie – zaczął mnie pouczać, a ja poczułam przypływ adrenaliny i znów przysunęłam twarz do jego twarzy.

– Nie mów mi, jak mam postępować ze swoją rodziną – powiedziałam z naciskiem.

– Gwen, mogę o ciebie zadbać i zrobię to, ale nie będę chronił również twojej siostry. Jeżeli nie zdarzy się jakiś cud, to zrobi się naprawdę niebezpiecznie. Oni powinni wiedzieć, co może się stać – przekonywał mnie.

Sporo tu było spraw, które powinniśmy sobie wyjaśnić, więc podeszłam do tego metodycznie.

– Dobrze, że o tym wspomniałeś – zaczęłam. – Nie musisz nic robić ani dla mnie, ani dla mojej siostry. Możesz pozdejmować te swoje kamery i przestać mnie śledzić. Między nami wszystko skończone – oznajmiłam.

– Już o tym rozmawialiśmy, mała – powiedział z uśmiechem.

– Zgadza się. Wtedy stwierdziłeś, że to ty decydujesz, kiedy jest koniec, ale ty chyba żyjesz w jakimś własnym świecie. Nie chcę cię martwić, ale w rzeczywistości jest tak, że gdy kobieta mówi, że to koniec, jej słowa mają taką samą wagę jak słowa mężczyzny – stwierdziłam.

Hawk przyglądał mi się przez chwilę.

– Mój błąd – wybąkał.

– Słucham? – warknęłam.

– Trzeba ci było dać trochę czasu, zamiast się pieprzyć, nie pomyślałem – powiedział, patrząc mi w oczy.