Tajemniczy mężczyznaTekst

Z serii: Dream Man
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Mystery Man

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redakcja: Maria Śleszyńska

Redakcja techniczna: Karolina Bendykowska

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Dorota Kielczyk, Monika Frączak

Copyright © 2011 by Kristen Ashley

All rights reserved

For the cover illustration © iStockphoto/feedough

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2018

© for the Polish translation by Anna Lisowska

ISBN 978-83-287-0595-1

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2018

Spis treści

Prolog Tajemniczy Mężczyzna

Rozdział pierwszy Załatwię cię

Rozdział drugi Podsłuch

Rozdział trzeci Epifania

Rozdział czwarty Przydałby się łom

Rozdział piąty Przystojniacy

Rozdział szósty Na ratunek

Rozdział siódmy Szósty zmysł

Rozdział ósmy Tak się poznaliśmy

Rozdział dziewiąty Skurcz żołądka

Rozdział dziesiąty Wady i zalety

Rozdział jedenasty Mała czarna i szpilki

Rozdział dwunasty Tacy mieliśmy być

Rozdział trzynasty Zupełnie zmarnowane

Rozdział czternasty Awaryjna

Rozdział piętnasty Będę ratować fretki

Rozdział szesnasty Nie na mojej zmianie

Rozdział siedemnasty Obowiązki obrońcy Gwendolyn Kidd

Rozdział osiemnasty Tasak

Rozdział dziewiętnasty Ciągle się zasłaniasz

Rozdział dwudziesty Musiałem przerwać

Rozdział dwudziesty pierwszy Mistrzyni w dawaniu kosza

Rozdział dwudziesty drugi O nic więcej nie proszę

Rozdział dwudziesty trzeci Cierpliwości

Rozdział dwudziesty czwarty Czacha

Rozdział dwudziesty piąty Obiecałeś

Rozdział dwudziesty szósty Nie jestem tego warta

Rozdział dwudziesty siódmy Zawiodłam się

Rozdział dwudziesty ósmy Boston

Rozdział dwudziesty dziewiąty Myliłam się

Rozdział trzydziesty Za dużo naraz

Rozdział trzydziesty pierwszy To moja siostra

Rozdział trzydziesty drugi Wszystko będzie dobrze?

Rozdział trzydziesty trzeci Piłkarzyki

Rozdział trzydziesty czwarty Tonę

Rozdział trzydziesty piąty Umowa stoi?

Rozdział trzydziesty szósty Podręcznik kobiety komandosa. Lekcja pierwsza

Epilog Pokaż mi te dołeczki

Prolog
Tajemniczy Mężczyzna

Poczułam, że kołdra zsuwa się ze mnie, a jego dłoń muska dół moich pleców. Ta dłoń była ciepła, gorąca wręcz; jak gdyby w jego żyłach krew pulsowała szybciej niż u przeciętnego mężczyzny.

Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było naprawdę.

Otworzyłam oczy, wokół panowała ciemność. Zawsze było ciemno, gdy się zjawiał.

Wtedy odezwał się mój zdrowy rozsądek, jak zawsze, gdy przychodził do mnie on. Zażądał, bym zamknęła oczy i kazała mu odejść.

Wiem, że by mnie posłuchał. Nie protestowałby. Odszedłby równie bezszelestnie, jak się pojawił. I nigdy już nie wrócił.

Powinnam była tak zrobić. To byłoby roztropne. To byłoby rozsądne.

Chciałam tak zrobić. Naprawdę. Ta myśl wracała za każdym razem.

Wtedy poczułam, jak łóżko ugina się pod ciężarem jego ciała. Położył się tuż obok. Przyciągnął mnie do siebie. Już miałam się odezwać, jednak zanim zdołałam dopuścić rozsądek do głosu, on zamknął mi usta pocałunkiem.

Przez następne dwie godziny nie byłam w stanie myśleć o niczym.

Zalała mnie fala doznań.

I było mi tak dobrze.

***

W pokoju nadal panował mrok, gdy jego cień się przesunął.

Leżałam w łóżku i przyglądałam mu się. Poruszał się cicho jak kot. Dziwne. Słyszałam tylko szelest jego ubrania, poza tym panowała cisza.

Nawet jego cień miał w sobie męski wdzięk, męską siłę. To też było dziwne. Przyglądając się, jak mój Tajemniczy Mężczyzna się ubiera, miałam wrażenie, że oglądam taniec twardziela czy macho, jeżeli coś takiego w ogóle istniało. Nie, z całą pewnością nie istniało poza ścianami mojej sypialni, kiedy mnie odwiedzał. A dokładniej, poza tymi chwilami, gdy szykował się do wyjścia.

To było tak fascynujące, że zasługiwało na większą widownię. Ale gdybym miała go komuś pokazać, tym samym musiałabym się nim podzielić. Choć pewnie i tak się nim dzieliłam z połową kobiet w Denver, tyle że każda z nich dostawała swój prywatny show. Takie pomysły wystarczająco namieszały mi już w głowie, podobnie jak sam fakt, że do mnie przychodził. Wpuszczałam go do środka, a on cudownie mnie doprowadzał do rozkoszy, po czym sam dochodził. A potem, tak jak tej nocy, zaczynaliśmy od nowa.

Nie miałam najmniejszej chęci się nim dzielić, choć pewnie niestety tak było.

Podszedł do łóżka. Wciąż mu się przyglądałam. Nachylił się. Poczułam ciepło jego dłoni, gdy palcami delikatnie objął moje kolano. Z czułością pocałował mnie w udo, jego gorące wargi musnęły moją skórę, wywołując słodkie deszcze. Naciągnął kołdrę, przykrywając mnie aż do talii.

Leżałam na brzuchu. Przekręciłam głowę, żeby nie spuścić go z oczu ani na chwilę, dłoń wsunęłam pod policzek ułożony na poduszce. Przesunął się i zanurzył palce w moich włosach, delikatnie je odgarnął, jego wargi znalazły się tuż przy moim uchu.

– Na razie, mała – szepnął.

– Na razie – szepnęłam w odpowiedzi.

Odrobinę się jeszcze przysunął i ustami podrażnił czułe miejsce tuż za uchem, potem musnął je językiem. Kolejny dreszcz rozkoszy przebiegł po całym moim ciele.

Naciągnął wyżej kołdrę i przykrył mi ramiona.

Na koniec odwrócił się i już go nie było.

Wszystko w zupełnej ciszy, nie skrzypnęły nawet drzwi. Po prostu zniknął. Jakby nigdy go tu nie było.

Strasznie dziwne.

Przez chwilę wpatrywałam się w drzwi sypialni. Moje ciało było wciąż rozgrzane, upojone i zmęczone. W głowie mi huczało.

Obróciłam się na plecy i szczelnie otuliłam kołdrą swoje nagie ciało. Leżałam, wpatrując się w sufit. Nie wiedziałam nawet, jak ma na imię.

– Boże – szepnęłam. – Ale ze mnie szmata.

Rozdział pierwszy
Załatwię cię

Następny dzień spędziłam w domu przed komputerem.

Powinnam wziąć się do roboty. W ciągu dwóch tygodni musiałam skończyć trzy zlecenia, a ledwie zaczęłam. Byłam redaktorką pracującą na zlecenia. Płacono mi od godziny i jeśli jej faktycznie nie przepracowałam, nie zarabiałam nic. A zarabiać musiałam, żeby mieć co jeść i co na siebie włożyć. Moje ciało tak lubiło wszelakie ciuszki, tak ich pragnęło, że musiałam co jakiś czas ulegać zakupowej pokusie, inaczej sprawy mogłyby wymknąć się spod kontroli. Mój nałóg miał wiele twarzy, lubiłam różne stroje, niestety nie należały do nich te tańsze. Do tego remontowałam jeszcze dom. Nie miałam innego wyjścia, musiałam zarabiać.

 

No dobrze, to nie do końca prawda. Nie ja remontowałam dom. Część prac wziął na siebie mój ojciec, a resztą zajął się mój przyjaciel Troy. Powinnam raczej powiedzieć, że mam dom, który dzięki błaganiom i szantażom emocjonalnym remontują dla mnie inni.

Tak czy siak, konieczne były naprawy, nowe szafki i kafelki, które jakoś nie chciały same przywędrować do mnie ze sklepów budowlanych i oznajmić: „Chciałybyśmy z tobą zamieszkać, Gwendolyn Kidd, poprzyczepiaj nas do swoich ścian!”.

Takie rzeczy dzieją się niestety tylko w moich marzeniach, którym zresztą uwielbiam się oddawać, w moich snach na jawie.

Zupełnie jak wtedy, gdy siedziałam przed komputerem, wpatrzona w coś za oknem. Jedną stopę oparłam na siedzeniu krzesła, brodę ułożyłam na kolanie. Rozmyślałam o moim Tajemniczym Mężczyźnie, moim Boskim TM. Marzyłam, żeby przeżyć nasze spotkanie jeszcze raz. Byłabym inteligentniejsza, zabawniejsza, bardziej tajemnicza. Bardziej ponętna i błyskotliwa. Podbiłabym go poczuciem humoru, oczarowała wartką rozmową, znajomością polityki i światowych spraw. Opowiedziałabym mu o swojej działalności charytatywnej, przeszywając go przy tym spojrzeniem obiecującym życie pełne niekończących się orgazmów. Od razu poprzysiągłby mi wieczną miłość.

Albo przynajmniej wyjawił mi swoje imię.

W rzeczywistości byłam pijana i tyle.

Usłyszałam dzwonek do drzwi. Melodyjkę przerwał warkot, a ja otrząsnęłam się ze swojego wyrafinowanego snu na jawie, który zaczynał mi się już naprawdę podobać.

Poderwałam się, obiecując sobie, że zadzwonię do Troya i może uda mi się go przekonać, żeby za zgrzewkę piwa i pizzę domowej roboty naprawił mi dzwonek. Choć wówczas mógłby przyprowadzić tę swoją nową wkurzającą dziewczynę, która ciągle tylko marudziła albo kogoś obgadywała. Postanowiłam, że jednak zadzwonię w tej sprawie do ojca.

Zeszłam po schodach i przecięłam przestronny salon, ignorując zupełnie jego obecny stan. Pełno tam było pędzli i farb, szmat do czyszczenia, narzędzi elektrycznych i narzędzi nie całkiem elektrycznych, puszek, tubek, już sama nie wiem czego, a wszystko to fantazyjnie porozrzucane i przykryte warstwą pyłu. Udało mi przejść przez pokój, nie rwąc sobie włosów z głowy i nie wyjąc z rozpaczy. Robiłam postępy.

Dotarłam do drzwi wejściowych. Z obu stron ozdabiały je przepiękne wąskie witraże.

Dwa lata temu to właśnie one mnie skusiły.

Dwa lata temu, czyli jakieś sześć i pół miesiąca przed moim pierwszym spotkaniem z Tajemniczym Mężczyzną, weszłam do tego rozpadającego się domu i zobaczyłam witraże. „Biorę go” – oznajmiłam bez zastanowienia pośrednikowi, który aż cały się rozpromienił.

Mój ojciec, który nie zdążył jeszcze nawet wejść do środka, wzniósł tylko oczy do nieba. Długo mnie błagał. Przestrzegał jeszcze dłużej.

Ale i tak kupiłam ten dom.

Jak zwykle okazało się, że to ojciec miał rację.

Wyjrzałam przez wąskie boczne okienko i zobaczyłam Darlę, przyjaciółkę mojej siostry.

Cholera.

No, jasna cholera.

Nie znosiłam Darli, a Darla nie znosiła mnie. Po jakie licho do mnie przyszła?

Sprawdziłam, czy nie widać gdzieś za nią mojej siostry albo czy nie ukryła się w krzakach. Nie zdziwiłabym się, gdyby Ginger z Darlą rzuciły się na mnie, przywiązały do schodów i obrabowały mi dom. W moich mroczniejszych snach na jawie tak właśnie spędzały swój wolny czas. Byłam pewna, że nie jestem daleka od prawdy. Serio.

Nasze spojrzenia się spotkały. Darla wykrzywiła się, próbując wyglądać ładnie, ale do tego najpierw musiałaby nauczyć się delikatniej używać czarnej kredki do oczu. No i jeszcze błyszczyk mogłaby dobrać do koloru konturówki. Makijaż, który sobie zrobiła, raczej uroku jej nie dodawał.

– Widzę cię! – krzyknęła.

Westchnęłam.

Sięgnęłam do klamki, bo inaczej dziewczyna darłaby się wniebogłosy, a ja lubiłam swoich sąsiadów. Nie było powodu, żeby wysłuchiwali motocyklistki z piekła rodem, wydzierającej się pod moimi drzwiami o dziesiątej rano.

Uchyliłam je więc i stanęłam w progu, trzymając rękę na klamce.

– Cześć, Darla – przywitałam ją, starając się być możliwie miła, i nawet chyba mi się to udało.

– Mam w dupie twoje „cześć”. Jest Ginger? – spytała.

No właśnie!

Na pewno łazi i kradnie, co się da.

Siłą woli powtrzymałam się i nie przewróciłam oczami.

– Nie – odparłam.

– Lepiej od razu powiedz mi prawdę – zagroziła Darla. – Ginger, krowo, jeśli tam jesteś, to lepiej, kurwa, od razu wyłaź! – darła się, próbując zajrzeć do domu ponad moim ramieniem.

– Darla! Ciszej! – skarciłam ją.

– Ginger! Ginger, ty głupia, durna krowo! Rusz dupsko i wyłaź! – krzyczała, wyciągając szyję i stając na palcach.

– Zamknij się, Darla, mówię poważnie! Ginger tu nie ma. Nigdy tu nie przychodzi. Dobrze o tym wiesz. Zamknij się i spadaj – wycedziłam. Siłą wypchnęłam ją za próg i zatrzasnęłam za nią drzwi.

– Sama się zamknij! – wrzeszczała. – I nie bądź głupia. Wiem, że jej pomagasz…

Uniosła dłoń z wyprostowanym kciukiem, pozostałe palce wycelowane były we mnie. Nagle zgięła kciuk i wydymając policzki, wydała z siebie dźwięk przypominający wystrzał. W innej sytuacji doceniłabym pewnie jej zdolności aktorskie, ale teraz nie było mi do śmiechu, bo wpatrywała się we mnie przeszywającym wzrokiem. Nieźle mnie wystraszyła.

– Słucham? – szepnęłam, zamiast pogratulować jej talentu, który właśnie odkryłam.

Opuściła dłoń, stanęła na palcach w tych swoich motocyklowych buciorach i spojrzała mi prosto w oczy.

– Z-a-ł-a-t-w-i-ę c-i-ę. Ją zresztą też – wycedziła przerażająco spokojnym głosem. – Więc nie bądź głupia. Kumasz?

– Czy Ginger ma jakieś kłopoty? – spytałam niemądrze. To pytanie padało już tyle razy i zawsze odpowiedź była tylko jedna. Miała.

Darla spojrzała na mnie jak na wariatkę. Znowu uniosła dłoń i powtórzyła numer z wystrzałem. Tym razem celowała w głowę. Potem odwróciła się i z impetem ruszyła w stronę ulicy.

Odprowadziłam ją wzrokiem. Odruchowo zarejestrowałam, że miała na sobie obcisłą bluzkę bez rękawów, a na niej rozpiętą czarną skórzaną kurtkę. Do tego poprzecieraną dżinsową miniówkę – za taki zestaw mogliby ją aresztować w co najmniej kilku stanach, i to zarówno za obrazę moralności, jak i za brak gustu. Strój uzupełniały czarne kabaretki i motocyklowe buciory. Na dworze było z pięć stopni, a ona nie miała nawet szalika.

Moje myśli wirowały wokół efektów dźwiękowych zaprezentowanych przez Darlę i kłopotów mojej siostry.

Cholera. Jasna cholera.

Całą drogę autem przekonywałam samą siebie, że to dobry pomysł. Choć wiedziałam, że dobry to był mój pierwotny plan, zgodnie z którym zaraz po tym, jak Darla sobie poszła, miałam złapać za telefon i zadzwonić do ojca. Ten drugi plan był do dupy.

Mój ojciec i jego żona Meredith wyrzekli się Ginger już jakiś czas temu. Dokładnie rzec biorąc, w chwili, gdy tuż po powrocie z cudownych wakacji na malowniczej Jamajce zastali ją w swoim domu. Klęczała właśnie na podłodze w salonie, a głowę miała między nogami jakiegoś półnagiego faceta ze spuszczonymi spodniami. Koleś najwyraźniej był nieprzytomny, a Ginger na totalnym haju. Tak się czegoś naćpała, że nie zdawała sobie nawet sprawy, gdzie jest.

Salon, podobnie jak reszta domu, wyglądał jak po przejściu tajfunu.

To chyba jasne, dlaczego nie miałam najmniejszej ochoty opowiadać ojcu o kolejnych ekscesach Ginger. Zwłaszcza że to nie był wcale najgorszy jej numer, dla nich po prostu to był jej ostatni. Od tego czasu wiedli beztroskie życie bez Ginger i bardzo nie chciałam psuć im tego stanu.

Dlatego nie zadzwoniłam do ojca.

Zamiast tego pojechałam do chłopaka Ginger – Doga. Dog należał do gangu motocyklistów i był twardzielem jakich mało, ale lubiłam go. Był dowcipny i chyba kochał moją siostrę. Zmieniała się przy nim. Nie jakoś specjalnie, ale można było z nią wytrzymać.

Co prawda, Dog był najprawdopodobniej przestępcą, ale jak na ironię miał dobry wpływ na Ginger. A takie osoby nie pojawiały się zbyt często. Przez ostatnie dwadzieścia pięć lat nie pojawiła się ani jedna. Skoro Darla, jej jedyna przyjaciółka, niedwuznacznie zasugerowała mi, że tym razem Ginger wpadła w jeszcze większe tarapaty niż zazwyczaj, wiedziałam, że muszę coś zrobić. Ale jako że chodziło o Ginger, potrzebowałam wsparcia, a najlepiej by było, gdybym mogła podrzucić ten problem komuś innemu.

I dlatego wybrałam Doga.

Podjechałam do sklepu z częściami samochodowymi na Broadwayu. Znałam go, jeszcze zanim poznałam Doga, i odkryłam, że części samochodowe były tylko przykrywką dla ciemnych interesów. Miejsce nazywało się Ride, a ja zawsze umiałam znaleźć wymówkę, żeby pojechać tam na zakupy. W Ride były tylko naprawdę fajne rzeczy. Tam kupiłam płyn do wycieraczek i maty na siedzenia, które były świetne, najlepsze, jakie kiedykolwiek miałam. A gdy w wieku dwudziestu lat przechodziłam przez jedną z wielu faz i chciałam odpicować sobie auto, kupiłam tam opaskę na kierownicę z różowego futerka i błyszczącego króliczka Playboya do powieszenia na wstecznym lusterku.

Wszyscy wiedzieli, że na tyłach Ride mieści się potrójny warsztat, ale nie przyjmowano tam zwykłych samochodów czy motocykli. Przyjeżdżali tam tylko klienci z autami robionymi na zamówienie, i to z całego świata. W Ride robiono też własne auta i motory. Były niesamowite. Kiedyś czytałam o nich w magazynie „5280”. Podobno gwiazdy filmowe i inni celebryci zamawiali tam swoje bryki i z tego, co widziałam na zdjęciach, łatwo było się domyślić dlaczego. Sama bym taką zamówiła, ale jako że nie miałam luźnych setek tysięcy dolarów, umieściłam ją na swojej liście marzeń, zaraz pod diamentową bransoletką od Tiffany’ego, którą z kolei poprzedzały szpilki od Jimmy’ego Choo.

Wysiadłam z auta i ruszyłam w stronę sklepu, mając nadzieję, że wyglądam odpowiednio. Zebrałam włosy wysoko z tyłu głowy i związałam je w dziewczęcy kucyk, włożyłam biodrówki, buty na niskim obcasie i swoją motocyklową kurtkę, zupełnie inną niż ta Darli. Moja była ze skóry licowej, z lekkim pikowaniem na wysokiej talii. Obrębiona była krótkim, ciepłym futerkiem, którego miękkie kępki ozdabiały też rękawy. Moim zdaniem wyglądałam w niej superseksownie, a do tego udało mi się ją kupić z superrabatem. Jedynie do tego futerka nie byłam przekonana. Nie żebym sądziła, iż motocykliści przejmują się prawami zwierząt, myślałam raczej, że uznają to futerko za potwarz dla swojego stylu i mnie za nie zlinczują.

A co mi tam! Jest ryzyko, jest zabawa.

Wyprostowałam się i weszłam do przepastnego wnętrza. Skierowałam się do pierwszej z brzegu szerokiej lady. W sklepie była tylko jedna kasa, choć czasem bywał tu niezły tłum. Nie miałam numeru komórki Doga, więc chciałam po prostu spytać, czy ktoś wie, gdzie mogę go znaleźć. Nie spodziewałam się, że za kontuarem zobaczę tego długowłosego, barczystego i wytatuowanego od stóp do głów motocyklistę we własnej osobie. Po drugiej stronie lady stał jeszcze jeden groźnie wyglądający motocyklista, a po mojej – kolejni trzej. Wszyscy gapili się na mnie, od chwili gdy przekroczyłam próg sklepu.

– Siema, Dog – zagadnęłam z uśmiechem, podchodząc bliżej. Jego przeszywające spojrzenie spowodowało, że zatrzymałam się w pół kroku.

Ups.

Zmrużył oczy i nie próbował nawet ukryć tego, że sam mój widok potwornie go wkurzył.

– Nie myśl, że mnie nabierzesz! – ryknął. W ułamku sekundy spróbowałam przypomnieć sobie ciosy, których uczyłam się kiedyś na kursie samoobrony, tyle że byłam tylko na jednych zajęciach i trwały zaledwie pół godziny.

– Myślisz, że możesz tu sobie przychodzić i mnie wkręcać? – powtórzył, gdy nic nie odpowiedziawszy, stałam bez ruchu.

– Ale ja nie po to przyszłam – wydusiłam, bo przecież faktycznie tak było.

– Przysłała cię ta zdzira? – spytał, unosząc wysoko brwi.

Ups do kwadratu. Powiedział „zdzira”. To słowo nie ma może wielkiej wagi w świecie gangów motocyklowych, ale dla całej reszty populacji jest dość obraźliwym określeniem. Dobrze to nie wróżyło.

– Wiem, że to ona cię tu przysłała. Jezu, Gwen. Dostałaś jedno ostrzeżenie, kobieto, to się ogarnij. Zabieraj ten swój słodki tyłeczek i… wynoś się z stąd – poradził mi.

Nieźle. Dog uważa, że mam słodki tyłeczek. Co prawda właśnie mi groził, ale ponieważ nie był zupełnie odrażającym mężczyzną, wydało mi się to nawet miłe.

Skupiłam się jednak na ważniejszych sprawach. Wzięłam głęboki wdech i zrobiłam krok do przodu. Pozostali motocykliści ruszyli w moją stronę, a dokładniej rzecz ujmując, ruszyli na mnie z minami zbirów, więc się zatrzymałam.

 

– Nikt mnie nie przysłał – powiedziałam do Doga.

– Byłem dla ciebie miły, mała. Spadaj już – rzucił.

– Naprawdę nikt mnie nie przysłał. Była dziś u mnie Darla i nieźle mnie nastraszyła. Tak robiła – odparłam, podniosłam rękę i powtórzyłam numer z wystrzałem, choć moje efekty dźwiękowe nie umywały się do tego, co zaprezentowała Darla. – Była śmiertelnie poważna, dlatego od razu przyjechałam do ciebie, żeby dowiedzieć się, co tym razem ta moja siostra wymyśliła – dokończyłam.

– Dobrze nie jest – odparował Dog natychmiast. – Jest bardzo źle.

Zamknęłam oczy. Westchnęłam. Specjalnie głośno westchnęłam. Byłam w tym dobra. Przez moją siostrę często musiałam tak wzdychać. Miałam to przećwiczone. Otworzyłam oczy.

– Zakładam, że nie jesteście już razem – domyśliłam się.

– Nie, mała, nie jesteśmy – potwierdził Dog.

Cholera.

– Co tym razem wymyśliła? – spytałam.

– Wolisz nie wiedzieć – rzucił.

– Szuka jej policja? – Chociaż tyle chciałam wiedzieć.

– Pewnie tak – uciął.

– Coś jeszcze jest nie tak, prawda? – zapytałam, przyglądając mu się uważnie.

– Mała, Ginger ma mnóstwo różnych problemów. Ale jeżeli nawet szukają jej gliny, to jest to najmniejsze z jej zmartwień – odparł.

– O rany – szepnęłam.

Dog tylko pokiwał głową i rzucił spojrzenie komuś, kto stał za mną.

– Co to za jedna? – zapytał jakiś głęboki, ponury głos, zanim zdążyłam się obejrzeć, żeby sprawdzić, na kogo patrzy Dog.

Wtedy go zobaczyłam. Zazwyczaj nie podobają mi się motocykliści, ale dla tego kolesia mogłabym kupić sobie harleya. Był dość wysoki. Miał szerokie, muskularne bary, wytatuowaną szyję i ramiona. Od razu poczułam, że mogłabym je oglądać bez końca, może nawet napisać o nich książkę. Miał lekko szpakowate włosy, ale krucza czerń wciąż przeważała, były dość długie i lekko falujące, ale nie za bardzo, tak w sam raz. Miał też czarną przydługą kozią bródkę, która zwisała mu w genialny, typowy dla motocyklistów sposób. Widać było, że od kilku dni się nie golił. Ale to tylko dodawało mu uroku.

Na opaleniźnie dokoła jego niebieskich oczu widać było kilka jasnych błyszczących punktów. Można było podsumować go w jeden tylko sposób: Boski Motocyklista.

– Siema – szepnęłam. Przeniósł wzrok z Doga na mnie, a ja poczułam dreszcz.

Omiótł mnie spojrzeniem od stóp do głów. Kolejny dreszcz.

– Siema – odpowiedział tym swoim głębokim głosem.

I jeszcze jeden.

Och!

– Śruba, spoko, ona jest ze mną – wyjaśnił Dog. Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam, że Dog wyszedł zza lady i idzie w moim kierunku.

– Z tobą? – spytałam cicho, ale jego spojrzenie natychmiast mnie uciszyło.

– Zamknij się – rzucił Dog.

Zamknęłam się więc i odwróciłam plecami do Gorącego Motocyklisty.

– A Sheila o niej wie? – spytał.

– Sheila? – Spojrzałam pytająco na Doga, który teraz stał tuż obok mnie.

– To ile ty masz tych kobiet? – nie dawał za wygraną Boski Motocyklista.

– To nie moja kobieta, stary, to przyjaciółka. Jest w porządku – odparł Dog.

– No dobra, ale kim ona jest? – dopytywał Boski, przez innych zwany Śrubą.

– Ma na imię Gwen – powiedział Dog, a Śruba obrzucił mnie takim spojrzeniem, że zamarłam.

Potem jego usta ułożyły się miękko w kształt mojego imienia.

– Gwen – powiedział.

Kolejny dreszcz.

Zawsze dość przepadałam za swoim imieniem. Uważam, że jest ładne. Ale gdy wypowiedział je Śruba, zaczęłam je uwielbiać.

– To kim ty jesteś, Gwen? – to pytanie skierował już do mnie.

– Ja… ja jestem przyjaciółką Doga – odparłam.

– To już ustaliliśmy, skarbie – oznajmił. – A skąd znasz mojego kumpla?

– To siostra Ginger – wyjaśnił Dog. Potężne ciało Śruby natychmiast się napięło. Przez chwilę wyglądał tak przerażająco, że nie byłam w stanie oddychać.

– Mam nadzieję, że przyniosła kasę. – Głos Śruby był równie przerażający co jego postura, a nawet może jeszcze bardziej.

– Nie są z Ginger blisko. Już ci mówiłem, ona jest w porządku. Wyluzuj – przekonywał go Dog.

– Jest siostrą wroga – wycedził Śruba.

Serce zaczęło walić mi jak młotem.

Nie chciałam być siostrą wroga, nie chciałam mieć nic wspólnego z żadnym wrogiem, a już na pewno nie z wrogiem tego kolesia. Może i był przystojny, ale był też cholernie przerażający.

Trzeba to jakoś wyjaśnić. I to szybko.

Zdjęłam z ramienia torebkę i ją rozpięłam.

– Ech, Ginger. Skaranie boskie. Zawsze tak było, odkąd obcięła włosy moim lalkom Barbie. Miała wtedy trzy lata. Ja byłam starsza, właściwie już za duża na lalki. Ale to były moje lalki Barbie. Nie mogła ich zostawić w spokoju? I po co obcinała im włosy? – wyrzuciłam z siebie, zerkając na Doga. – Tylko wariaci tak robią. Powinniśmy byli się już wtedy domyślić. Trzylatka z nożyczkami, a potem tylko chaos i łzy. Zawsze były z nią kłopoty, zawsze. – Nie przerywając paplania, znalazłam w torebce książeczkę czekową i długopis.

Wyjęłam ją i otworzyłam, pstryknęłam długopis, przyłożyłam do kartki i spojrzałam na Śrubę.

– To ile jest wam winna? – spytałam poirytowana; nie miałam ochoty po raz kolejny ratować tyłka Ginger, zwłaszcza że chodziło o kasę i wkurzonych motocyklistów.

Wtedy zauważyłam, że Śruba się rozluźnił i już nie był taki przerażający. Wyglądał, jakby miał wybuchnąć śmiechem. Do twarzy mu z tym było.

Ale nie miałam czasu przyglądać się miłemu obliczu Śruby ani niczemu innemu (jego tatuażom czy włosom), chciałam wrócić do domu, przygotować dużą porcję ciasta na ciasteczka i zjeść ją całą na surowo. Całą.

– Ile? – prychnęłam.

– Dwa miliony trzysta pięćdziesiąt siedem tysięcy i sto siedem dolarów – wyrecytował Śruba. Poczułam, jak opada mi szczęka. Między wąsikami a kozią bródką Śruby pojawił się powalający śnieżnobiały uśmiech, który od razy wrył się gdzieś w moim mózgu. – I jeszcze dwadzieścia centów – dorzucił.

– O mój Boże – wyszeptałam.

– Potrzebujesz reanimacji usta-usta? – spytał Śruba, nachylając się. Zrobiłam krok w tył, zamknęłam usta i pokręciłam głową.

– Szkoda – zamruczał Śruba i wyprostował się.

– Moja siostra jest wam winna ponad dwa miliony dolarów? – szepnęłam.

– Tak – odpowiedział Śruba.

– Ponad dwa miliony? – upewniłam się jeszcze.

– Tak – potwierdził.

– A może zaszła jakaś pomyłka w księgowości? – zapytałam z nadzieją w głosie.

Śruba uśmiechnął się jeszcze szerzej. Skrzyżował swoje wielkie wytatuowane ramiona na szerokiej klacie i pokręcił głową.

– Może to w innej walucie, tylko zapomniałeś. W peso? – zasugerowałam.

– Nie – uciął.

– Nie mam tyle pieniędzy – wyjaśniłam, choć pewnie się tego spodziewał.

– Śliczną masz kurteczkę, słonko, ale już się domyśliłem – potwierdził moje przypuszczenia.

Z jednej strony fajnie, że futerko przy rękawach go nie zniechęciło. Z drugiej, to straszne, że moja siostra była mu winna aż dwa miliony dolarów.

– To może chwilę potrwać, zanim zbiorę taką sumę – wyjaśniłam. – Może nawet całą wieczność – dodałam.

– Kochana, nie możemy tyle czekać – odparł, wciąż szczerząc zęby. Wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć śmiechem.

– Tego się obawiałam – wybąkałam, po czym pstryknęłam długopisem, zamknęłam książeczkę czekową, wszystko to wrzuciłam do torebki i zaczęłam tracić zmysły.

To znaczy miałam dobry powód, żeby je stracić. Ten powód nazywał się Ginger Penelope Kidd.

– Dlaczego ja? Dlaczego? – domagałam się odpowiedzi od Doga. – Spokojnie sobie przyszłam na świat, a siedem lat później, trach! Zostałam pokarana siostrzyczką z piekła rodem. Czemu nie mogę mieć siostry, z którą można plotkować i wymieniać się sekretami idealnego makijażu? Czemu nie mogę mieć siostry, która zadzwoni do mnie, gdy znajdzie superprzecenę i w dodatku zanim inni wszystko rozdrapią, przejrzy stertę ciuchów, wybierając te, w których wyglądałabym naprawdę oszałamiająco? Czemu nie mogę mieć siostry, która wpadałaby do mnie, żeby razem pooglądać Hawaii Five-O, wspólnie zachwycać się Steve’em McGarrettem i marzyć o camaro? Czemu? No, powiedźcie mi, czemu? – teraz już krzyczałam.

– Gwen, skarbie, spróbuj się trochę uspokoić – wymamrotał Dog. Przysięgam, że widziałam w jego oczach wahanie, czy nie powinien mi czasem przywalić, dla mojego własnego dobra.

– Uspokoić? – dalej krzyczałam. – Uspokoić? Jest wam winna dwa miliony dolarów. Obcięła włosy moim lalkom Barbie. Ukradła wisiorek, który babcia dała mi na łożu śmierci, i zastawiła, żeby kupić trawę. Na Święto Dziękczynienia upiła się i przy stole wsadziła mojemu chłopakowi rękę w spodnie. On był bardzo religijny, chodził do kościoła i w ogóle, a po wygłupach Ginger (bo ręka w spodniach to nie wszystko, przyłapał ją też na wciąganiu koki w łazience) uznał, że moja rodzina to banda wariatów, a może nawet kryminalistów. Zerwał ze mną tydzień później. Może i był religijny, właściwie jak się teraz nad tym zastanowię, to trochę nudny, ale wtedy mi się podobał. To był mój chłopak! – darłam się już na całe gardło.

– Słonko – powiedział Śruba, a ja zwróciłam się w jego stronę całym ciałem i zdałam sobie sprawę, że przysunął się bliżej.

– Co? – warknęłam, odrzucając głowę do tyłu.

Podniósł rękę, ujął mnie delikatnie za szyję.

– Mała, uspokój się – szepnął mi do ucha.

– Spoko, luz – odpowiedziałam również szeptem.

Jego oczy uśmiechnęły się do mnie.

Poczułam dreszcz.

Ciągle trzymał dłoń na mojej szyi i musiał to poczuć, bo jego palce jeszcze mocniej wbiły się w moją skórę. W jego oczach błysnęło coś, co wywołało kolejny dreszcz, tym razem tam, gdzie nie mógł go poczuć. Ale ja mogłam. I to jak.

Czas się zbierać.

– Mogłabym sprzedać telewizor i nerkę, ale obawiam się, że to i tak nie wystarczy, więc może lepiej będzie, jak moja siostra sama się tym zajmie – zasugerowałam nieśmiało, próbując uwolnić się z jego uścisku, choć jednocześnie bałam się poruszyć.

– Nikt nie każe ci nadstawiać głowy za Ginger – powiedział cicho.

– To dobrze – odparłam.

– Ani w ogóle za nikogo.

– To… dobrze? – wymamrotałam, bo nie chciałam nadstawiać głowy za Ginger ani za nikogo innego, naprawdę bardzo nie chciałam.

Jego silne palce wciąż obejmowały moją szyję, przyciągnął mnie lekko do siebie, tak że musiałam niemal stanąć na palcach, a jego twarz była nagle tuż obok. Bardzo blisko. Za blisko. Bałam się kolejnego dreszczu.

– Chyba nie rozumiesz, o czym mówię – ciągnął spokojnie dalej. – Jeśli z powodu Ginger zrobi się gorąco i znajdziesz się na celowniku, wspomnij tylko moje imię, kumasz?