Zabójczy kusiciel

Tekst
Z serii: Rock Chick
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Zabójczy kusiciel
Zabójczy kusiciel
Audiobook
Czyta Wiktoria Wolańska
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tak jak myślałam, wszyscy patrzyli na mnie, nadal z rozbawieniem. Wszystko jedno. Spojrzałam na Roama, chciałam ponaglić go do wyjścia, ale on wpatrywał się w Crowe’a.

– Widzimy się? – spytał tonem, w którym nie zdołał ukryć gorącej nadziei.

Wstrzymałam oddech.

Serce zaczęło mi walić, Crowe trącił głowę Roama tym gestem, jakiego dorośli macho twardziele używają wobec twardzieli nieletnich. A potem mruknął:

– Widzimy.

Na twarzy Roama zakwitł szeroki uśmiech. Przesunął wzrokiem po Luke’u i Lee i się odwrócił. Spojrzał na mnie rozpromieniony i trącił mnie ramieniem tym gestem, którym nastolatek okazuje uczucia, gdy nie chce ich okazywać. A potem ruszył do wyjścia, po drodze zakładając Sniffowi rękę na szyję i wyprowadzając go, zanim ten zdołał powiedzieć (znów) coś głupiego.

Popatrzyłam na Vance’a. Czułam się tak, jakby chmury, które wisiały nad moim życiem, po raz pierwszy rozwarły się i prosto na mnie zaświeciło przepiękne słońce. Prosiłam go, żeby był miły dla Roama i zwrócił na niego uwagę, a on zrobił o wiele więcej. Miałam ochotę go ucałować, ale rzecz jasna, nie zrobiłam tego.

Tymczasem wróciła May.

– Niebieski pokój jest wolny – oznajmiła.

– Dzięki, May – powiedziałam, odsuwając myśli o całowaniu Crowe’a.

Zaprowadziłam chłopaków Nightingale’a do niebieskiego pokoju, otworzyłam drzwi i puściłam ich przodem. Chwyciłam Crowe’a za rękę, nim zdążył wejść, i szepnęłam:

– Po tym wszystkim chcę z tobą porozmawiać.

Próbował wyczytać coś z mojej twarzy, ale obdarzyłam go obojętną miną. W końcu skinął głową, oboje weszliśmy do środka i zamknęłam za nami drzwi.

Stały tutaj kanapa i stół otoczony krzesłami, ale nikt nie siadał, więc ja też nie usiadłam.

– Co się dzieje? – spytałam.

– Darius chce się spotkać – oznajmił Lee bez wstępów.

Otworzyłam usta, ale szybko je zamknęłam, twardzielka nie może gapić się na ludzi z rozdziawionymi ustami.

– Ze mną? – spytałam głupio.

Przecież nie przyjeżdżaliby do azylu informować mnie, że Darius chce się spotkać z królową Anglii.

– Tak. Będziesz ty, Vance, Darius i ja. Jutro wieczorem. Dasz radę wpasować to w napięty nocny grafik? – zainteresował się Lee.

Luke znowu zaśmiał się cicho. Zmroziłam go wzrokiem, a on posłał mi jeden z tych seksownych półuśmiechów. Przeniosłam wzrok na Lee.

– Po co mamy się spotkać? – spytałam.

Vance stał tuż obok mnie. Blisko. Nie tak blisko-blisko, ale wystarczająco.

– Chce ci złożyć pewną propozycję – odparł Lee.

– Jaką? – drążyłam.

– Nie wiem, nie powiedział. Zależy mu, żebyś się wycofała z ulicy, i chce negocjować.

Przyjrzałam mu się. Ciekawy obrót wydarzeń.

– I na czym będą polegały te negocjacje? Zaproponuje mi forsę?

– Prawdopodobnie – odezwał się Luke.

Spojrzałam na niego szybko, potem znowu na Lee.

– Zapomnijcie o tym. Nie przyjmę żadnych pieniędzy – oznajmiłam i poczułam, jak Vance obok mnie się spina.

W całym pokoju zapanowało napięcie.

– Law… – zaczął Lee.

– Nie ma mowy. Zapomnijcie – powiedziałam twardo.

– Przyjdź na spotkanie. Posłuchaj, co chce powiedzieć – poradził Lee.

– Nie mam zamiaru siedzieć przy jednym stole z dilerem dragów i słuchać, jak mi proponuje pieniądze, które zarobił na rujnowaniu życia innym ludziom. Nie. Nic z tego.

– Law, to jest jak gra – wyjaśnił Lee. – Weszłaś w nią i teraz musisz przestrzegać zasad. Jeśli nie przyjdziesz na spotkanie, to będzie brak szacunku. Dariusowi się to nie spodoba.

– I czemu ja mam się tym przejmować?

Vance podszedł bliżej i odwrócił się do mnie całym ciałem, zasłaniając Lee.

– Przyjdź na spotkanie, Jules – powiedział.

Podniosłam na niego wzrok, ale nie zdążyłam nic odpowiedzieć, był szybszy.

– Przyjdź. Posłuchaj, co ma ci do powiedzenia. Zawsze możesz powiedzieć „nie”. Zawsze możesz powiedzieć, czego ty chcesz. Może dojdziemy do kompromisu, a może nie. Jeśli nie przyjdziesz na spotkanie, wszyscy przegramy.

– Co takiego ja przegram?

– Nie chcesz zadzierać z Dariusem. Jeśli to zrobisz, my również znajdziemy się przeciwko niemu, bo zeszłej nocy wyraźnie opowiedzieliśmy się po twojej stronie. To oznacza wojnę, ty znajdziesz się w samym jej środku, a to bardzo niekomfortowa pozycja. – Podszedł jeszcze bliżej i zniżył głos: – Jules, to oznacza wojnę pomiędzy Lee i Dariusem. Nie chcesz być jej powodem.

Znów otworzyłam usta, ale on mówił dalej, jeszcze ciszej, patrząc na mnie intensywnie.

– To tak jakby Sniff zszedł na złą drogę, a Roam wyzwał go na pojedynek. W takiej sytuacji nikt nie wygrywa. Rozumiesz, co próbuję powiedzieć?

Wtedy do mnie dotarło. Eddie Chavez, Lee Nightingale i Darius Tucker, trzej przyjaciele, prawie jak bracia, niczym Park, Roam i Sniff. W jakimś momencie Darius skręcił w złą stronę, ale Eddie i Lee wciąż byli blisko, pozostali kumplami. Ryzykowna sytuacja. Zawsze mogło zdarzyć się coś, co wystawi tę przyjaźń na próbę, tak jak teraz. Gliniarz, prywatny detektyw i diler narkotyków – w pewnym momencie coś gdzieś musi się zjebać. Ale nie chciałam, żeby stało się to przeze mnie.

Skinęłam Vance’owi głową.

– Przyjdę na to spotkanie.

Prawie się uśmiechnął, widziałam, że się ucieszył. Znowu poczułam ciepło, ale nie zmieniłam obojętnego wyrazu twarzy. Crowe się odsunął.

Lee i Luke patrzyli na mnie, teraz bez rozbawienia.

– Z Jermaine’em i Clarence’em wszystko w porządku? – spytałam jeszcze.

– Vance będzie cię chronił – odezwał się Luke, nie odpowiadając na pytanie. – Musisz być bezpieczna.

– Jeśli planujesz wejść w taką sytuację jak zeszłej nocy, zadzwoń wcześniej po wsparcie – dodał Lee.

– Wsparcie?

– Vance da ci numer – oznajmił Lee, pomijając moje pytanie.

Odwróciłam się do Crowe’a.

– Wsparcie?

– Zadzwonisz do dyspozytorni – wyjaśnił Vance. – Ktoś z nas przyjedzie.

Rany boskie. Czy oni mówili serio?

– To nie jest konieczne – spróbowałam jeszcze.

Lee zrobił krok w stronę wyjścia.

– Dotąd byłaś mądra. Nie psuj tego – ostrzegł.

Rozmowa była skończona. Skinął głową Luke’owi i Vance’owi; Luke ruszył do przodu.

– Będę za chwilę – rzucił Vance.

Obaj na niego spojrzeli, Lee tylko skinął głową, Luke się uśmiechnął. Wyszli i zamknęli za sobą drzwi.

Vance odwrócił się do mnie. W tej właśnie chwili kompletnie zapomniałam, czemu w ogóle poprosiłam go, żeby został.

– Jules?

Z trudem doszłam do siebie.

– Chciałam tylko powiedzieć… – Urwałam, ale szybko podjęłam wątek. – Chciałam ci podziękować. Nie musiałeś robić tyle dla Roama. Naprawdę, doceniam to.

Atmosfera się zmieniła. Pole siłowe macho Vance’a zaczęło działać i przysięgam, że moje ciało pochyliło się w jego stronę. Patrzył na mnie ciepło, seksownie. Motyle znów zatrzepotały. Jego głos spowił mnie niczym jedwab.

– Jeśli chcesz mi dziękować, jeśli kiedykolwiek będziesz chciała mi podziękować, nie mów tego. Po prostu pokaż.

– Słucham? – osłupiałam.

A on powiedział tylko:

– Chodź tutaj.

A ponieważ pole siłowe wciąż działało, zrobiłam to bez namysłu.

I wtedy on jedną ręką objął mnie w talii, drugą ujął moje włosy związane w kucyk, zawinął je sobie wokół dłoni i delikatnie odchylił moją głowę.

– Pocałuj mnie – powiedział.

Motyle pofrunęły w dół brzucha.

– Słucham? – powiedziałam znowu, tym razem szeptem.

Jego twarz znalazła się tak blisko, że prawie czułam jego usta na moich.

– Pocałuj mnie – powiedział.

O cholera. Nie wiedziałam nawet, czy umiem kogoś całować.

– Vance… – szepnęłam.

– Pocałuj mnie. Teraz.

Pocałowałam go.

Nie miałam pojęcia, co właściwie robię, po prostu w to weszłam. Wiedziałam, że lepiej zrobić to od razu, bo jak zdążyłam się już nauczyć, Vance nie odpuści.

Założyłam mu ręce na szyję, lewą dłoń zaciskając na swoim prawym nadgarstku, stanęłam na palcach i ściągnęłam głowę Vance’a trochę w dół. A potem rozchyliłam usta i już miałam zacząć z zapałem, gdy gdzieś z tyłu głowy zapaliła się myśl, że lepiej działać powoli. I to chyba była dobra decyzja. On również rozchylił usta, wsunęłam język i to właściwie było wszystko, co zrobiłam, bo Crowe przejął „mój” pocałunek.

Prowadził mnie szybko przed sobą, aż uderzyłam w ścianę, jedną dłonią nadal ściskał moje włosy, drugą zsunął mi na tyłek i przycisnął do siebie. A potem zmusił mój język do wycofania się i wsunął swój w moje usta. To było zajebiście dobre. Przywarłam jeszcze mocniej; jedną rękę nadal trzymałam na jego szyi, drugą wcisnęłam mu pod kurtkę i objęłam go mocno w talii.

Zrobiło się gorąco i intensywnie; było trochę pomruków (z jego strony) i trochę jęków (z mojej), a potem on oderwał ode mnie wargi. Odsunął się, tylko odrobinę, i patrzył na mnie uważnie i intensywnie. W jego oczach pojawiło się coś dziwnego – zaskoczenie? Ja też na niego patrzyłam. Oboje ciężko oddychaliśmy. W końcu wymruczał:

– Jezu.

Zgadzałam się w pełni. Czułam żar, teraz już wszędzie, a motyle zajęły chyba całe moje ciało.

– Należało włamać się do ciebie wczorajszej nocy, obudzić cię i zerżnąć do utraty tchu. Myślałem o tym. Należało to, kurwa, zrobić.

Matko jedyna. Mówił jakby do siebie, ale słyszałam jego słowa i wytrąciły mnie z równowagi.

– Vance… – szepnęłam.

– Nic nie mów. Dzisiaj wieczorem. Wpół do siódmej.

I wtedy pole siłowe się wyłączyło.

Crowe pocałował mnie w czoło i powiedział:

– Włóż coś ładnego.

A potem wziął mnie za rękę. Ciepło jego dłoni, płynąca od niej siła, intymność tego gestu kompletnie mnie zaskoczyły. No dobra, obejmowaliśmy się, obściskiwaliśmy i leżeliśmy razem w łóżku. Mierzyłam do niego z broni, a on pokonał mnie w zapasach. Zdarzyło się między nami tyle rzeczy, ale dopiero to trzymanie za rękę było jak wyjście poza grę w kotka i myszkę, w którą bawiliśmy się od pierwszej chwili.

 

I nie wiedziałam, czy to dla niego coś znaczy. Czy robisz coś takiego z kobietą, z którą chcesz się jedynie przespać, a potem rzucić? Bo przecież to zwykle robił: przybywał, zdobywał, wybywał. Przychodził, brał, potem znikał.

I nie miałam nawet żadnej kumpeli, którą mogłabym o to spytać. A nie sądziłam, żeby Zip czy Ciężki chcieli poruszać ten temat. Zapewne odpowiedź brzmiałaby „nie”.

Vance pociągnął mnie za rękę i odwrócił nas w stronę drzwi.

W oknie wychodzącym na korytarz zobaczyliśmy kilkoro dzieciaków (i przysięgłabym, że również May). Zniknęły szybko, słychać było śmiech, tupot nóg, a potem zapadła cisza.

– Niech to szlag – wymruczałam.

Vance tylko spojrzał na mnie z aroganckim uśmieszkiem.

I nagle miałam nowe problemy na swojej liście. Wszyscy w King’s za chwilę dowiedzą się o naszym pocałunku, nie rozkminiłam jeszcze, co oznacza to trzymanie za rękę, i do tego nie miałam nic, ale to kompletnie nic „ładnego”, co mogłabym włożyć na randkę.

***

Późnym popołudniem znalazłam Roama i Sniffa. Roam patrzył na mnie rozradowany, Sniff się uśmiechał.

– Cześć, Law – zagaił Sniff.

Trąciłam go w ramię, a potem spojrzałam na jednego i na drugiego.

– Chcę prosić was o przysługę.

– Dla ciebie wszystko – zgodził się szybko Sniff.

– Zależy jeszcze, co to jest – dodał ostrożnie Roam.

Przycupnęłam na poręczy fotela, na którym siedział Sniff.

– Jeśli usłyszycie, że ktokolwiek rozmawia o tym, żeby wyjść w nocy… – zaczęłam.

– Nie donosimy – rzucił Roam.

Pokręciłam głową.

– Nie chodzi o donoszenie. Chcę, żebyście im powiedzieli, że to zły pomysł. Wybili im to z głowy. Posłuchają was.

– Posłuchaliby Parka – wtrącił się Sniff.

Odwróciłam się do niego.

– Was też posłuchają.

Sniff miał nietęgą minę, zerknął na Roama.

– Czy wam się to podoba, czy nie – zaczęłam – teraz wy zajmujecie jego miejsce. Jesteście tutaj dłużej niż większość, macie największy uliczny staż i widzieliście najwięcej rzeczy. To wy znaleźliście ciało Parka i poznaliście ludzi Nightingale’a. Możecie to olać, możecie użyć tego na czyjąś szkodę, a możecie zrobić z tego użytek. Teraz proszę was, żebyście zrobili z tym coś dobrego. Tylko tyle. Decyzja należy do was.

Nadal nic nie mówili. Czekałam na coś, cokolwiek, a gdy nie reagowali, poddałam się.

– Dobra, ja już swoje zrobiłam. – Wstałam z poręczy i chciałam odejść, ale Roam mnie zatrzymał.

– Law! – zawołał.

Znów wymienili spojrzenia ze Sniffem, jakby się wahał, jakby nie wiedział, co ma powiedzieć, albo nie był pewien, czy dobrze robi.

– No?

Roam nabrał tchu.

– Uważaj na tego Crowe’a.

Sniff wpatrywał się w swoje stopy.

– Słucham?

Roam wstał i teraz patrzył na mnie z góry. Sniff też wstał.

– To gracz – zaczął Roam. – Wiemy, co się szykuje. Wszyscy o tym gadają. On jest szybki.

Chyba czuł się niezręcznie. Ja również, więc powiedziałam:

– Roam, nie martw się o mnie. To nie…

– To gracz – przerwał mi.

– Roam…

– To gracz – powtórzył. – Wszyscy to wiedzą. Po prostu chce cię przelecieć.

– Roam!

– Taka prawda. – Nie zamierzał ustąpić.

– Wydaje mi się jednak, że wiem, co robię – oznajmiłam.

No dobra, nie wiedziałam, ale nie zamierzałam dyskutować o tym z piętnastolatkiem. Nawet jeśli przeszedł w swoim życiu więcej niż przeciętny dorosły.

– Żebyś nie mówiła, że cię nie ostrzegałem – dorzucił i nim zdążyłam coś odpowiedzieć, wyszli.

Patrzyłam za nimi i próbowałam zrozumieć, co tu się właśnie stało, gdy z drugiej strony pokoju ktoś zawołał:

– Słońce, uwielbiam twój sweterek! Gdzie go kupiłaś?

Odwróciłam się do drzwi wejściowych: stały tam Indy, Jet, Roxie, Daisy i śliczna brunetka, wyglądająca jak żeńska wersja Lee Nightingale’a. Daisy zwracała się do Clarice, która miała na sobie wielki puchaty sweter w kolorze różowym.

– Ukradłam – rzuciła wyzywająco Clarice.

Daisy nie mrugnęła nawet powieką.

– W porządku, to gdzie ukradłaś? – spytała i zwróciła się do Indy: – Muszę mieć taki sam. Będzie idealnie pasował do tych nowych różowych kowbojek… Gdybyś mogła ukraść jeszcze jeden, kochanie – to znów do Clarice – w rozmiarze M.

– Daisy! – krzyknęła Jet.

– Co?

Clarice patrzyła tak, jakby Daisy spadła z kosmosu. Podeszłam do nich.

– Cześć, Jules – odezwała się Indy.

– Cześć. – Nie wiedziałam, co więcej mogę powiedzieć.

Roxie uśmiechnęła się do mnie.

– Pomyślałyśmy, że wpadniemy na chwilę.

– Ally Nightingale. – Brunetka wyciągnęła do mnie rękę, którą uścisnęłam, zupełnie niezaskoczona jej nazwiskiem.

– Witaj – powiedziałam i zwróciłam się do Daisy: – Przepraszam, ale raczej nie powinnaś zachęcać dzieciaków do kradzieży. Próbujemy przekonać je, by tego nie robiły.

Daisy przyglądała mi się przez chwilę, a potem znowu zwróciła się do Clarice.

– Jak ci na imię, kotek?

– Clarice.

– Ja jestem Daisy. Jak pójdziesz znowu do tego sklepu, dasz mi znać i tam się spotkamy. Masz komórkę?

Clarice skinęła głową.

– Daj ją na chwilę, wpiszę ci mój numer.

Patrzyłam na to wszystko bez słowa, podobnie jak Indy, Roxie, Ally i Jet.

Clarice, trochę skołowana, podała Daisy komórkę. Ta wpisywała swój numer, mówiąc jednocześnie:

– Nie będziemy nic kradły, pooglądamy tylko. A potem może wyskoczymy na kawę. Pijesz kawę, słońce?

– Yy… – wymruczała Clarice.

– Kupię ci napój. W tym różu bardzo ci do twarzy. Masz styl – ciągnęła Daisy.

Clarice nie odrywała od niej wzroku, zamrugała dopiero wtedy, gdy Daisy oddała jej telefon.

A potem miłośniczka różowych swetrów odwróciła się do mnie i spytała:

– Macie tu jakieś miejsce, gdzie można pogadać?

Skinęłam głową i pomyślałam, że oto trwa najdziwniejszy dzień w moim życiu.

– Jasne – odparłam.

– Co się dzieje? – May podeszła do nas, przypatrując się dziewczynom.

Najwyraźniej musiała wziąć udział w każdym wydarzeniu wpływającym na moje życie.

– May, to Daisy, Ally, Roxie, Indy i Jet. Dziewczyny, to jest May, tutejsza wolontariuszka.

Po tych powitalnych uprzejmościach Daisy powtórzyła:

– Musimy porozmawiać, dziewczyno. Macie tu jakieś miejsce?

– Niebieski pokój nadal jest wolny – rzuciła od razu May, a ja umieściłam ją na początku mojej listy osób do zamordowania.

– No to na co czekamy? – spytała Daisy i ruszyła przodem, jakby bywała tutaj codziennie i wiedziała dokładnie, dokąd ma iść.

May wysunęła się przed nią, wskazując drogę.

Gdy weszłyśmy do niebieskiego pokoju i May zamknęła za nami drzwi, wszystkie dziewczyny rozsiadły się wygodnie, zupełnie jakby planowały spędzić cały dzień na pogaduszkach, w pokoju terapeutycznym, w azylu dla uciekinierów. Daisy, Ally i Roxie zajęły kanapę, Indy, Jet i May postawiły krzesła naprzeciw. Daisy poklepała miejsce obok siebie i ja, z braku innych opcji (dajmy na to, wybiegnięcia stąd z krzykiem, co w sumie mogłabym zrobić, ale chyba byłoby nieuprzejme) usiadłam obok.

– To o co chodzi? – zapytałam.

– Po prostu przyjechałyśmy zobaczyć, jak się masz – odparła Indy. – Wszystko w porządku?

Spojrzałam na nią zaskoczona, niepewna, o co właściwie pyta.

– Tak – odparłam.

– Słyszałyśmy o zeszłej nocy… i o poprzedniej – odezwała się Jet.

Przeniosłam wzrok na nią.

– I co słyszałaś?

– Że jesteś ostrą laską, to słyszała. Jesteś stuknięta? – zapytała mnie Daisy, która w przeciwieństwie do dziewczyn nie miała zamiaru owijać niczego w bawełnę.

– Nie. – Spojrzałam na nią zmrużonymi oczami.

Daisy przyjęła to ze spokojem.

– No dobra, kotek. Wierzę ci – odparła ze śmiechem, który zabrzmiał jak delikatne dzwoneczki.

– Słyszałyśmy, że spotykasz się z Vance’em – dodała Ally.

– Nie do końca.

Duże rozczarowanie.

– No przecież się spotykasz – wtrąciła się May, nieproszona. – Wczoraj mieliście randkę.

Powszechne ożywienie.

– Naprawdę byłaś na randce z Vance’em? – spytała Indy.

Już miałam odpowiedzieć, kiedy wcięła się Roxie.

– Ale super! – Odwróciła się do mnie. – I jak było?

– To nie była do końca randka – wyjaśniłam, czując się trochę dziwnie, bo umówmy się, to było dziwne. – Oglądaliśmy Monday Night Football z moim wujkiem, a potem rozmawialiśmy.

Spojrzenia pełne zawodu.

– Obściskiwałaś się z nim jak nastolatka dokładnie tutaj, parę godzin temu, widziałam na własne oczy! – odezwała się May, wyjawiając wszystkie moje sekrety.

Spojrzałam na nią wymownie, dając do zrozumienia, że powinna się zamknąć, a dziewczyny znowu się ożywiły.

– Założę się, że Vance dobrze całuje – odezwała się Ally.

– Założę się, że we wszystkim jest dobry – dodała Daisy. – Było coś jeszcze?

Co tu się w ogóle działo? Nawet ich nie znałam!

– Yy… – wymruczałam.

To nie była ich sprawa, ale nie chciałam, żeby zabrzmiało to obcesowo.

– No powiedz! Jesteś wśród przyjaciółek! – odezwała się Ally, którą poznałam jakieś pół godziny temu.

Zwykle nie odstawiałam dziewczyńskich pogaduszek. Nie miałam nawet pojęcia, od czego zacząć, a do tego, przypomnijmy raz jeszcze, wcale się nie znałyśmy.

– Może powinnaś coś zrozumieć – odezwała się Indy, przyglądając mi się uważnie. – Lee i ja zamierzamy się pobrać.

Spojrzałam na nią. Jak niby ta informacja miałaby mi pomóc zrozumieć?

– Gratulacje – powiedziałam tylko.

– Eddie i ja razem mieszkamy – dodała Jet.

Spojrzałam na nią, domyślając się, że ma na myśli Eddiego Chaveza. Nie domyślałam się tylko, dlaczego dzieli się tą nowiną.

– Poznaliśmy się jakieś pięć miesięcy temu. Pewien lichwiarz chciał dopaść mojego ojca, ale przyszedł po mnie, a potem inny facet próbował mnie zgwałcić i wtedy…

– Wciąż jest mi strasznie przykro z tego powodu – odezwała się Daisy.

– To nie twoja wina. – Jet uścisnęła jej dłoń.

– No wiesz, pracował dla mojego męża. Czuję się odpowiedzialna.

– Niepotrzebnie. – Jet posłała jej ciepły uśmiech.

Przysłuchiwałam się tej rozmowie, rozmyślając, czy przypadkiem to one nie są szurnięte, gdy odezwała się Roxie.

– A ja mieszkam z Hankiem, bratem Lee. Poznaliśmy się niecałe dwa miesiące temu. Przeniosłam się tu z Chicago. Mój były to palant…

– Palant? Powiedzmy raczej, że to sukinkot ekstraklasy – przerwała jej Ally. – Kawał pierwszoligowego sukinsyna.

Roxie uśmiechnęła się do niej.

– Niech ci będzie. – Znowu spojrzała na mnie. – W każdym razie porwał mnie, a potem, gdy mnie uwolnili, prześladował. To właśnie Vance mnie uratował. Wyśledził i znalazł przykutą kajdankami do zlewu w jakimś zaplutym motelu w Nebrasce. Był absolutnie w porządku, zabrał mnie do centrum handlowego w drodze do domu i w ogóle zachowywał się super.

Skinęłam głową, nie wiedząc, co powiedzieć. Były facet prześladowca, porwania, gwałty, centra handlowe. To wszystko było zbyt pokręcone.

Indy uśmiechnęła się do mnie.

– Wiemy, że znasz Lee. Lee, Eddie i Hank to część naszego plemienia. Tak samo Vance. Próbujemy powiedzieć, że skoro zostałaś wybrana przez jednego z chłopaków, również jesteś częścią ekipy.

– Jesteśmy komitetem powitalnym rockowych lasek – oznajmiła Ally z szerokim uśmiechem.

– Wiesz, ci faceci działają jakby szybko – wyjaśniła Jet.

– Może się zakręcić w głowie – dodała Roxie.

– Dlatego potrzebujesz przy sobie rockowych dziewczyn – podsumowała Indy.

Spojrzałam na May, żeby sprawdzić, co ona na to wszystko, ale tylko uśmiechała się jak wariatka. Może rzeczywiście nią była. Może one wszystkie były rąbnięte.

– No więc, co się dzieje między tobą i Vance’em? Dawaj, słońce. Jesteśmy tu, żeby ci pomóc – zapewniła Daisy.

Przyjrzałam jej się uważnie i w tej jednej chwili zrozumiałam, że nie mówi tego ot, tak sobie. Wyczułam intuicyjnie, że nie przyszły tu z ciekawości czy wścibstwa. Naprawdę chciały mi pomóc.

Już miałam rzucić, że to nie ich sprawa, strzec serca jak emocjonalny rottweiler, gdy nagle, zupełnie jak wtedy z Zipem, gdy wyjawiłam mu cały plan ratowania dzieciaków przed dilerami, wywaliłam im wszystko. Naprawdę wszystko. Od momentu, gdy Vance przyskrzynił mnie w alejce, do dzisiejszego trzymania za rękę. Nie zataiłam niczego, powiedziałam nawet, że nadal jestem dziewicą. Gdy skończyłam, gapiły się na mnie z otwartymi ustami.

– O cholera – skomentowała Daisy i spojrzała szybko na Roxie. – Działa nawet szybciej niż Hank.

– Mnie to mówisz – odparła Roxie.

– Jesteś dziewicą? – Ally patrzyła na mnie ogromnymi oczami.

– Nie mogę teraz o tym myśleć – poskarżyłam się. – Za dużo naraz. Powiedział, żebym włożyła coś ładnego. Nie mam nic ładnego. Jedyna ładna rzecz, jaką mam, to sukienka, którą kupiłam na ślub kolegi dwa lata temu, ale to letnia sukienka, a teraz mamy listopad. Nie mogę włożyć letniej sukienki w listopadzie. I w ogóle, nie wiem nawet, co znaczy „ładne”.

 

– Dobra, to nie problem – oznajmiła Indy i spojrzała na Ally. – Zadzwonimy do Toda i Steviego.

– Ja ci pomogę z kreacją – odezwała się Roxie, a Indy skinęła głową.

– Ja mogę zrobić makijaż – zaoferowała Jet.

– Ja cię uczeszę – zaproponowała Daisy.

– Nie! – zawołały razem Indy, Ally i Jet.

– Ja zrobię jej włosy – zarządziła zdecydowanie Indy.

– Ma wprawę – poinformowała mnie Ally.

– Obstawiłyście wszystko – poskarżyła się Daisy. – Nie dajecie mi jej nawet uczesać. To co mam robić?

– Ty możesz się zająć jej dziewictwem – podrzuciła Indy.

Niebieskie oczy Daisy zajaśniały, spojrzała na mnie.

– O, dobra. Biorę to.

– Gdzie mieszkasz? – spytała Ally.

Nie nadążałam za tym wszystkim i nim się zastanowiłam, podałam adres. Wszystkie wstały.

– Czyli w sąsiedztwie – zauważyła Indy, a potem spojrzała na mnie. – Mieszkam dwie przecznice dalej.

Skinęłam głową, nadal skołowana, a Indy znów zwróciła się do przyjaciółek.

– Piąta piętnaście, u Jules. Przynieście, co się da – zaordynowała.

– Ja też przyjdę – odezwała się May i zerknęła na mnie. – Jako wsparcie moralne.

– Dla mnie w porządku – odparła Ally.

– Dla mnie też. Widzimy się – rzuciła Roxie.

I wszystkie wyszły.

May i ja patrzyłyśmy na drzwi.

– Co tu się wydarzyło? – spytałam drzwi, czując na sobie wzrok May.

– A to, że tak jak ci powiedziałam, Crowe daje ci swoje życie. Jeśli jesteś bystra, a wiem, że jesteś, to wyciągniesz rękę i przyjmiesz je.

A potem ona też wyszła.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?