Córka gliniarza

Tekst
Z serii: Rock Chick
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Córka gliniarza
Córka gliniarza
Audiobook
Czyta Wiktoria Wolańska
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 3
Wybieram bramkę numer dwa

Broniłam się przed zaśnięciem, chciałam słyszeć, co się będzie działo w salonie, tyle że zmęczenie wzięło górę; cała ta nerwówka mnie wykończyła. Nie wiem, co tam robili, ale trwało to długo, a ja lubię spać.

Gdy się obudziłam, wciąż było ciemno, moje plecy opierały się o coś twardego i ciepłego, a coś ciężkiego i ciepłego leżało na mojej talii.

Lee.

Liam Nightingale, ze mną w łóżku.

O ja pitolę.

W Denver było mnóstwo kobiet, które zapłaciłyby żywą gotówką, żeby znaleźć się na moim miejscu. Co ja mówię, w całym kraju były takie kobiety.

Ale nie ja.

Nie ma opcji.

To już przeszłość.

Jako dzieciaki często spaliśmy razem: Lee, Ally, Hank i ja. Nasi rodzice urządzali wieczorne przyjęcia i pakowali nas do wielkiego łóżka Kitty Sue i Malcolma, jedno przy drugim, według wieku, czyli ja lądowałam pomiędzy Lee i Ally. Jak trochę podrośliśmy, spaliśmy oddzielnie.

Zdarzało się też, że tata i Malcolm zabierali nas pod namiot w góry; wtedy zawsze leżałam w śpiworze między Lee i Ally. Ponieważ byłam już nastolatką i coraz mocniej pragnęłam, żeby Lee wyznał mi wreszcie swoją dozgonną miłość, taki nocleg stawał się torturą. Nie mogłam się przecież na niego rzucić, gdy Hank, tata i Malcolm byli obok (Ally nawet by się nie obudziła).

A potem Allyson i ja miałyśmy po dziewiętnaście lat, zapałałyśmy miłością do rock’n’rolla i odkryłyśmy kowbojów. Lee zabrał nas wtedy do Cheyenne na rodeo. Wzięliśmy w motelu pokój z dużym łóżkiem i z konieczności spaliśmy w nim wszyscy razem – ja znów w środku. To znaczy dopóty, dopóki Lee nie przeniósł się na podłogę, pewnie po to, żeby zrobić mi więcej miejsca. Ciekawe, że moje wiercenie się nigdy nie budziło Ally, ona potrafiłaby przespać trzęsienie ziemi.

Krótko mówiąc: to nie tak, że nigdy w życiu nie spałam obok Lee. Po prostu nie byłam w łóżku z nim sama, tylko ja, nie jako dorosła osoba, no i nigdy nie działo się to w jego łóżku.

Poruszyłam się; podłoga na pewno jest tutaj bardzo wygodna.

Ciężka ręka na talii przycisnęła mnie mocniej.

– Nie kręć się – wymruczał Lee schrypniętym głosem.

Żołądek znów mi się ścisnął; Lee poczuł to jak nic, skoro trzymał dłoń dokładnie w tym miejscu.

Cholera.

– Co robisz? – spytałam.

– Aż dotąd spałem – wymamrotał.

– Miałam na myśli: w łóżku – sprecyzowałam.

– To moje łóżko.

W sumie racja.

Dobra, no to inaczej.

– Przeniosę się na podłogę – oznajmiłam.

– Nie.

Zawahałam się na chwilę i spróbowałam planu c.

– To będę spała w nogach.

– Nic z tego.

O co mu, kurde, chodzi?

– Czemu?

– Bo już tak spałaś, dostałem dwa razy w pierś i trzy razy w piszczel.

O, kurczę. Brzmi znajomo.

– Sorry, śpię dość aktywnie – wyjaśniłam.

– Co ty powiesz?

Zastanowiłam się, jaki mam wybór.

Była podłoga, ale ta opcja chyba znalazła się poza dyskusją. Jeszcze centrum dowodzenia, ale przecież się nie włamię, poza tym na pewno nie ma tam sofy ani łóżka, wyobraźnia podsuwała mi wizje superkomputerów z bezpośrednią łącznością z Pentagonem.

Mój rozespany mózg zabuksował, rejestrując, że gdzieś tam w środku jest mi ciepło, dobrze i przytulnie.

Rosie był szczupły i niewysoki, chyba o pół głowy niższy ode mnie. Był również aseksualny, nigdy nie miał dziewczyny, treść jego życia stanowiły trzy rzeczy: kawa, zioło i rock’n’roll.

Za to Lee nie był aseksualny. Ani trochę. Mógł mnie postrzegać jako młodszą siostrę i spać sobie spokojnie obok, i jego sutki (ani nic innego) nie twardniały, ale ja tak nie potrafiłam.

Kanapa w salonie, duża i miękka, wydawała się idealna, żeby bardzo wygodnie oglądać Monday Night Football.

Może Rosie i ja byśmy się zmieścili?

– To pójdę położyć się obok Rosiego.

Odpowiedź padła natychmiast:

– Już poszłaś.

Oho, senna chropawość zniknęła z jego głosu. Teraz dźwięczała w nim stanowczość, zero miejsca na kłótnie.

No to dupa.

Nie chciałam denerwować Lee Hardcora Nightingale’a i byłam zbyt zmęczona, żeby drałować do Rosiego. Poza tym było mi zbyt wygodnie, żeby w ogóle się ruszyć.

Więc spróbowałam zasnąć.

Co okazało się wcale nie takie trudne, jak myślałam.

***

Obudziłam się kilka godzin później, w innej pozycji. Lee leżał na plecach, a ja rozwaliłam się szeroko, trochę na nim, trochę obok.

Rany boskie.

Zerknęłam na zegarek. Siedem po szóstej.

Lubię imprezować, ale nigdy nie potrafiłam długo spać. Nawet jeśli zwalałam się na łóżko o czwartej rano, budziłam się przed siódmą.

Z tego powodu przez cała lata doskonaliłam sztukę łapania drzemki w ciągu dnia, przed kolejną dziką jazdą.

A coś czułam, że dziś będzie się działo.

Nie było szansy, żebym jeszcze zasnęła ani żebym mogła sobie leżeć na Lee.

Chciałam wstać, ale obejmująca mnie ręka zesztywniała, palce mocniej przycisnęły moje biodro.

– Ej, co z tobą? – wymruczał.

– Już rano.

Otworzył jedno oko, spojrzał na zegarek i zamknął powiekę.

– Jeszcze nie – wychrypiał.

– Zrobię kawę – oznajmiłam.

Ten powód, żebym wstała, chyba zyskał aprobatę.

– Masz zapasową szczoteczkę do zębów? – zainteresowałam się.

– Może.

Głupie pytanie. Nawet jeśli Lee nie był już podrywaczem z liceum, nie znaczyło to jeszcze, że żyje w celibacie. Pewnie ma całe pudło zapasowych szczoteczek.

– A dwie?

Znów otworzył oko i spojrzał na mnie.

O rany, o rany.

Wyskoczyłam z łóżka, zgarnęłam swoje ubrania i pobiegłam do łazienki. Znalazłam zapasową szczoteczkę w opakowaniu, zaczęłam starannie myć zęby. Obiecałam sobie, że umrę z oryginalnym kompletem, i zamierzałam dotrzymać słowa.

Uchyliłam drzwi od łazienki.

– Masz nitkę dentystyczną? – zawołałam.

– Na litość boską…

Najwyraźniej aż tak nie przejmował się swoimi zębami.

Ale to nic, wyglądało na to, że poświęcał dużo czasu innym partiom swojego ciała.

Wciągnęłam dżinsy i włożyłam stanik pod jego podkoszulek (postanowiłam go zakosić na pamiątkę, jeśli się uda), potem poszłam do kuchni, bardzo cicho, żeby nie obudzić Rosiego. To jego wielki dzień i musi być wypoczęty.

Salon, jadalnia i kuchnia łączyły się, tworząc literę L. Mieszkanie było narożne, otaczał je długi balkon. Dwuskrzydłowe drzwi jadalni znajdowały się naprzeciwko kuchni; dwuskrzydłowe drzwi salonu, będącego przedłużeniem jadalni, dwuskrzydłowe drzwi w obu sypialniach. Te okazałe, przestronne pomieszczenia, lokalizacja i widok na góry musiały sporo kosztować.

Kuchnię, prawdziwe dzieło sztuki, od salonu oddzielała ściana (łazienki i drugiej sypialni), ale tak czy inaczej wolałam nie hałasować.

U siebie zwykle przygotowuję kawę, zanim pójdę spać, więc kiedy rano wygrzebię się z łóżka i zlezę na dół po schodach, pozostaje już tylko wcisnąć guzik.

Zwykle w mojej kawiarce stoi kubek, więc mogę po prostu go szybko napełnić, potem podstawić dzbanek i spokojnie pić kawę, czekając, aż się zrobi reszta.

Zwykle nie zaczynam dnia przed drugim kubkiem.

Kofeina to mój narkotyk.

Tutaj zajęło mi chwilę, zanim znalazłam wszystkie akcesoria do parzenia. Miałam szczęście, Lee najwyraźniej cenił dobrą kawę, miał duże opakowanie javy.

Chciałam sobie zrobić mocne espresso. Było jasne, że Lee nie wstanie tak szybko, z kanapy również nie dobiegały żadne odgłosy, więc mogłam mieć chwilę tylko dla siebie.

Skupiona na strużce życiodajnej radości, która napełniała kubek, wzdrygnęłam się zaskoczona, gdy ktoś podszedł do mnie od tyłu, położył dłonie na blacie po obu moich stronach i poczułam za sobą ciepło ciała.

To nie były dłonie Rosiego.

Zerknęłam przez ramię.

Tuż za mną stał Lee.

Ciemne włosy seksownie zmierzwione, oczy łagodne. Musiał mieć goły tors, bo dostrzegłam nagie ramiona.

Nie odważyłam się spojrzeć niżej.

Po dziesięciu latach treningu byłam w stanie (prawie) wyrzucić z głowy jego stylową fryzurę i zignorować (z trudem) widok nagiej piersi. Ale już nie zwracać uwagi na jego bliskość było piekielnie ciężko.

– Co robisz? – spytałam.

Zajrzał mi przez ramię.

– Parzysz kawę dla wszystkich, czy tylko dla siebie?

Są takie chwile, gdy szczerość jest najlepszym rozwiązaniem, choć w moim życiu nie zdarzają się one zbyt często. Gdy pojawia się jednak niebezpieczeństwo, że mogę zostać pozbawiona pierwszej kawy, natomiast brutalna szczerość może mi ją zapewnić, nie waham się ani chwili.

– Na razie tylko dla siebie.

Odwróciłam się do ekspresu. Uznałam, że chyba nie chcę znać odpowiedzi na swoje niedawne pytanie. Coś się działo, a ja miałam obniżony poziom kofeiny we krwi, nie mówiąc o braku snu. Nie byłam w stanie wybiegać myślą poza kolejny kwadrans, a już na pewno nie miałam siły rozkminiać, w co Lee właśnie sobie pogrywa. Pewnie się mocno wkurzył, że władowałam mu się z problemami w życie, i w ramach rewanżu postanowił się nade mną poznęcać. Rozumiem to. Być może zachowałabym się tak samo.

Ani drgnęłam, dopóki kubek się nie napełnił, wtedy ruchem profesjonalisty zastąpiłam go dzbankiem. Już miałam wziąć pierwszy łyk, zastanawiając się, czemu Lee wciąż tak tkwi, gdy właśnie się poruszył.

Jego jedna ręka zniknęła z blatu. Sekundy później poczułam, jak zgarnia włosy z mojego lewego ramienia i przekłada na prawe.

Drygnęłam, czując tak intymną pieszczotę, moje ciało zareagowało. Nie zamierzałam tego tłumić. I tak by się nie udało.

Tymczasem Lee oparł brodę tam, gdzie przed chwilą były włosy, przełożył rękę na mój brzuch i przycisnął do siebie.

Zastygłam.

– Musimy porozmawiać – szepnął mi do ucha.

Stałam tak, zesztywniała, z uniesionym kubkiem. Nadal nie ogarniałam, czemu to robi. Byłam w szoku.

 

Powiedziałam jedyną rzecz, jaką byłam w stanie z siebie wykrztusić:

– Potrzebne mi mleko.

Nie odsuwając się ode mnie, zabrał lewą rękę, usłyszałam skrzypnięcie otwieranej lodówki, potem chlupotanie płynu w plastikowym pojemniku, a potem lodówka się zamknęła. Lee postawił mleko przede mną, jego ręka wróciła na blat, przygważdżając mnie do miejsca.

Sprytne.

Znowu poczułam skurcz w żołądku.

– Dziękuję – odparłam uprzejmie, mrugając i zastanawiając się, czy nadal śnię.

Wlałam sobie mleka do kawy. Starałam się opanować drżenie ciała. Usiłowałam zachować spokój, ale byłam w totalnym szoku. Nigdy wcześniej Lee tak się nie zachowywał.

NIGDY.

Upiłam łyk kawy, żeby rozbudzić mózg.

– Zechciałbyś mi wyjaśnić, dlaczego przyciskasz mnie do blatu? – Miałam nadzieję, że w moim głosie brzmi dyplomatyczna uprzejmość, a nie histeria „jezucosietudzieje alenumer omatko”. To było trudne. Zawsze obok Lee musiałam być czujna i przytomna, żeby się nie zagapić i nie wyznać mu dozgonnej miłości. Znów napiłam się kawy.

A teraz byłam obok niego, i to bardzo, bardzo blisko. Robiło się groźnie.

Czekając, aż kawa zacznie działać, upiłam kolejny łyk i sparzyłam się w język.

– Auć!

Wtedy Lee odwrócił mnie do siebie i przysunął się jeszcze bardziej.

Nie wiem, jak mu się to udało, nie było zbyt wiele miejsca na manewry, zwłaszcza że trzymałam przed sobą kubek. Oparł dłonie po obu stronach mojego ciała.

– Dlaczego mnie unikałaś? – spytał.

Cholera.

Bezpośrednie trafienie. Nie owijał w bawełnę.

Jego oczy i twarz pozostały łagodne, chociaż był równie czujny jak ja. Łagodność brała się z czegoś innego.

O cholera, cholera. Jasna cholera.

Co tu się do w ogóle dzieje?

– Co?

– Słyszałaś.

To z kolei jeden z tych przypadków, gdy szczerość nie jest najlepszą opcją.

– Nie unikałam cię. – Znów napiłam się kawy. Uznałam, że powinnam dorzucić jeszcze ze dwie miarki do filtra.

– Kłamiesz. Gdy ostatnio jedliśmy razem kolację, zerwałaś się w samym środku popisowej fajity mamy i powiedziałaś, że musisz nakarmić kota.

Hm.

– No i co?

– Nie masz kota.

– Miałam, pod opieką – skłamałam.

Uśmiechnął się.

Uśmiechnął się tym swoim Uśmiechem.

Szlag, szlag, szlag.

Rany, wciąż umiał się uśmiechać.

– Dobra – rzucił. – Kończy mi się cierpliwość. Masz dwa wyjścia: albo powiesz mi, o co chodziło przez ostatnie dziesięć lat, albo ja ci powiem, jak będziesz spłacać tę wtopę z Rosiem.

– Jest trzecia opcja?

Pokręcił głową.

Zerknęłam w bok. Przygryzając dolną wargę, zastanawiałam się, jaki mam wybór. Jednocześnie ze wszystkich sił próbowałam wymazać widok twardej umięśnionej piersi i sześciopaku na jego brzuchu, który zobaczyłam, gdy w chwili słabości pozwoliłam sobie spojrzeć w dół.

A, i miał na sobie wyblakłe dżinsy, z rozpiętym górnym guzikiem.

O, mamo.

No dobra, Indy, skup się. Jak wygląda sytuacja?

Po pierwsze, nigdy, przenigdy, nawet za milion lat nie powiem Lee Nightingale’owi, że zakochałam się w nim, gdy miałam pięć lat. Usiadł wtedy obok mnie po pogrzebie mamy i wziął mnie za rękę. Nie przyznam się, że wbił mi nóż prosto w serce, gdy oświadczył, że nie jest mną zainteresowany, bo kumpluję się z jego siostrą. A już na pewno, ale to na pewno nie wyjawię mu, że coś się w nim zmieniło i to coś mnie przeraża.

Po drugie, cokolwiek by mówił, nadal pozostawał sobą i serio, miał wtedy rację: w jakimś sensie stanowiliśmy rodzinę. Jako dzieci spędzaliśmy razem wakacje i chodziliśmy z moim tatą na mecze Broncos. Latem robiliśmy grilla prawie każdej niedzieli, nawet teraz. Kurczę, jest połowa czerwca i robiłam grilla u siebie dwa tygodnie temu, i Lee tam był! A zatem: nawet jeśli się zmienił, to wciąż był Lee. Pewnie potrzebuje taniej pokojówki. Kogoś, kto mu ogarnie chatę, zrobi pranie. Załatwi wymianę oleju w samochodzie.

Mogłam w to wejść.

Cała ta akcja ze wspólnym spaniem, odgarnianiem mi włosów i szeptaniem do ucha miała mnie po prostu onieśmielić. Pewnie Ally też nie pozwoliłby mi spać na podłodze czy na kanapie z Rosiem.

– Wybieram bramkę numer dwa – zdecydowałam.

Uśmiechnął się jeszcze szerzej i w jego oczach pojawiło się coś, od czego moje dolne partie przeszył dreszcz.

O rany. Najwyraźniej podjęłam złą decyzję.

– Miałem nadzieję, że tak powiesz.

Drgnęłam.

– Może powinnam to przemyśleć.

– Za późno.

Zmarszczyłam nos i spojrzałam na niego.

– A nie możesz być po prostu miłym facetem?

– Nigdy nie byłem miłym facetem.

No w sumie prawda.

– Byłeś – odparowałam jednak. – Przyjeżdżałeś odebrać z imprezy mnie i Ally, żebyśmy nie wpakowały się w kłopoty.

– Nie chcę niszczyć ci złudzeń, ale robiłem to z przyczyn rozrywkowych, po pijaku byłyście megazabawne. Kiedyś śpiewałaś My favorite things całą drogę do domu, zupełnie mieszając słowa.

Sapnęłam.

– A wtedy, jak miałam szlaban i wyszłam przez okno, żeby pójść na imprezę do Darren Pilcher, i utknęłam między drzewem a domem, przyszedłeś, żeby mnie ściągnąć.

– Była okazja, żeby zajrzeć ci pod spódnicę.

Zatkało mnie z oburzenia. W końcu ciężko westchnęłam.

Tylko ja mogłam łazić po drzewach w spódnicy.

Nie kłóciłam się dłużej. To, że Lee jest spoko gościem, można było powiedzieć tylko w tym okresie, gdy służył w wojsku, a że wtedy go ignorowałam, zaś większość jego misji była utajniona, nie miałam już żadnych innych przykładów.

Zanim się poddałam, znowu napiłam się kawy.

– Dobra, to co muszę zrobić, żeby spłacić Rosiego? Uprzedzam, nie zamierzam sprzątać twojej łazienki.

– Jesteś pewna, że to jedyne zastrzeżenie?

Przez chwilę zastanawiałam się, co jeszcze mogłabym dodać. Potem oznajmił:

– Czas minął.

Pogrywał sobie ze mną i zaczęło mnie to już wkurzać.

– Na litość boską, mów! – warknęłam.

Ledwie zdążyłam skończyć, zareagował. Bardzo szybko, szybciej niż jakikolwiek inny człowiek, zwłaszcza rano.

Wyjął mi kubek z garści, położył ręce na moim tyłku, posadził mnie na blacie i przysunął się, obejmując teraz moje plecy. Nie miałam wyjścia, mogłam albo rozsunąć nogi, albo wbić mu kolana w żebra. Jeszcze mocniej przyciągnął mnie do siebie, moje dolne partie znalazły się tuż przy jego kroczu. Nachylił się i mnie pocałował.

Pocałował. Po raz pierwszy w życiu.

O cholera.

O jasna, ciężka cholera.

Całował wspaniale.

Jeden pocałunek zmiótł wspomnienie o dotknięciu Joe Perry’ego, a to coś znaczy.

Gdy podniósł głowę, powiedziałam (bardzo głośno, zapominając o Rosiem):

– Co to ma być?!

Próbowałam ochłonąć i dojść do siebie, na razie mogłam jedynie poruszać ustami, reszta mojego ciała była jak z waty.

– Zaliczka na poczet przyszłych świadczeń – odpowiedział.

Zmarszczyłam czoło, a on przyglądał mi się, jakby oceniał reakcję.

– To mój podkoszulek? – Wyjął rękę zza moich pleców i chciał dotknąć materiału niebezpiecznie blisko mojej piersi.

Dostał po łapie. Czułam, jak twardnieją mi sutki, i dziękowałam Bogu za usztywniony stanik.

– Tak, twój. To o co chodzi z tą zaliczką?

Przesunął dłonią obok mojej piersi, co przyniosło ulgę, ale tylko chwilową, bo zaraz wsunął rękę za moje plecy i znów przyciągnął mnie do siebie.

Nie zachowywał się jak starszy brat.

W co on gra?

I wtedy się dowiedziałam.

– Jeśli ja załatwię sprawę Rosiego, ty pójdziesz ze mną do łóżka.

Gapiłam się na niego osłupiała, z otwartymi ustami.

Zrozumiałam, w czym rzecz, mimo to uściślił:

– Ale inaczej niż tej nocy. Oboje położymy się nago i będziemy uprawiać seks.

Chyba nie zmieniłam wyrazu twarzy, może tylko szczęka opadła mi jeszcze bardziej.

– I spodziewam się po tobie współdziałania – mówił dalej.

O ja pierdzielę.

– Aktywnego współdziałania.

Dobry Boże, który jesteś w niebie…

W końcu udało mi się wykrztusić:

– To żart?

Pokręcił głową, nadal mnie przeszywając wzrokiem.

Spuściłam oczy, nie wytrzymałam tego spojrzenia.

– Chyba potrzebuję więcej kawy – rzuciłam w przestrzeń.

Wsunął dłoń w moje włosy, pociągnął delikatnie, odchylając mi głowę do tyłu.

A ja wpadłam na pomysł, który mógł mnie z tego wyciągnąć.

– Przecież i tak jesteś w to zamieszany, mówiłeś wczoraj w nocy, że podzwonisz…

Pewnie machnąłby ręką, gdyby nie trzymał jej w moich włosach.

– Znam zasady. Mogę się wycofać jeszcze teraz i Rosie zostanie z tym wszystkim sam.

W sumie chyba nie byłoby to takie złe, biorąc pod uwagę, czego chciał w zmian…

– No i w porzo, Rosie sobie poradzi, ja mu pomogę.

– Och, musiałby poradzić sobie sam, bo ty się nawet nie zbliżysz do tych gości. Nie istniejesz dla nich i nie chcę, żeby to się zmieniło.

– W twoim planie jest pewna luka, Lee. Widzieli mnie zeszłej nocy – przypomniałam.

– Detal. Wyjaśniłem przez telefon, że jesteś moja i dlatego w tym siedzę. Teraz się już nie zbliżą.

Jasny gwint! Powiedział o tym obcym ludziom, choć nawet się jeszcze nie zgodziłam!

– Nie jestem twoja! – warknęłam.

– Dziś w nocy będziesz.

Kurwa, kurwa, kurwa mać.

Co w niego wstąpiło?

Czy znalazłam się w świecie równoległym?

– Nie możesz tego zrobić! Nie możemy! – rzuciłam zapalczywie.

– Czemu?

Był spokojny i wyluzowany, jedną rękę nadal trzymał w moich włosach, drugą mnie obejmował, trzymając dłoń na talii z taką swobodą, jakbyśmy tak robili każdego ranka przez całe życie.

A ja wciskałam dłonie w blat, gotowa wystrzelić przez sufit.

Lee nie był po prostu rozrabiaką, hardcorem czy supertwardzielem. Był totalnym świrem.

Myślałam gorączkowo i w końcu coś przyszło mi do głowy. Mało oryginalny ruch, ale zawsze jakiś.

– Jesteś dla mnie jak starszy brat – ogłuszyłam go.

– I dlatego próbowałaś wsadzić mi język do gardła, jak miałaś piętnaście lat?

Szlag.

– I szesnaście?

Niech go.

– I siedemnaście? – nie ustępował.

– Dobra, dobra, już. Jezu! – przerwałam tę paradę wspomnień. – Mówiłeś, że traktujesz mnie jak młodszą siostrę!

– Kłamałem.

Otworzyłam szeroko oczy. A to nowina.

– Że co?

– Siedziałem wtedy w jednej sprawie – wyjaśnił. – Nie wiedziałem, jak się to skończy i czy wrócę do domu w jednym kawałku. A ty miałaś dwadzieścia lat i wieszałaś się na mnie.

Ożesz ty w mordę jeża.

– Wcale się nie wieszałam.

Uśmiechnął się bezczelne.

– Wieszałaś.

Dobra, w porządku, ale nie zamierzałam się do tego przyznawać.

Patrzyłam na niego zmrużonymi oczami, a on mówił dalej:

– Nie chciałem zobowiązań. Nie chciałem myśleć o niczym prócz tego, co miałem zrobić. Nie chciałem się martwić o dziewczynę, którą zostawiam w domu, o to, że pęknie jej serce, jeśli coś mi się stanie.

Okej, jest w tym jakiś sens.

Ale tego też nie zamierzałam przyznawać.

– A gdy wróciłem, ty już się wycofałaś. Miałaś faceta. Uznałem, że się ze mnie wyleczyłaś. – Nonszalancko wzruszył ramionami, jakby mu to wisiało.

Tym mnie wkurzył.

I to mocno.

Ale jeszcze nie skończył.

– Potem ten koleś gdzieś wyparował, a ty nadal robiłaś przede mną uniki. Faceci pojawili się i znikali. Ostatecznie uznałem, że skoro przedtem nie miałaś problemu, żeby mnie podrywać, to przyjdziesz, jeśli się zdecydujesz.

Podniosłam wzrok, teraz moje oczy ciskały gromy. Arogancki sukinsyn!

Wytrzymał to spojrzenie.

– Ale jestem trochę zmęczony czekaniem, a już na pewno defiladą kolejnych gości. – Jego głos zabrzmiał ostrzej i groźniej. – Na szczęście sprezentowałaś mi tę wspaniałą możliwość.

O, prędzej piekło zamarznie… Nie będzie tak, że całe życie trzymał mnie na dystans, a teraz nagle przyciągnie, bo tak mu się spodobało.

– Ignorowanie cię to wciąż spoko opcja – warknęłam.

Kiedy mówił, cofnął się lekko, ale teraz znów znalazł się blisko mnie.

– Nic z tego. – Pokręcił głową. – Żadnego czekania, żadnych gierek, podchodów i żadnych więcej facetów. Ty tego chcesz, ja tego chcę, i dlatego tak się stanie.

– Wcale nie chcę – palnęłam. Skłamałam w obronie własnej. Lee był aroganckim fiutem. Był niebezpieczny. Planował mnie zmusić, żebym się z nim przespała, i wykorzystywał do tego trudną sytuację mojego kumpla. Był jak złe wiadomości. Ani mi się śniło być częścią życia Lee Nightingale’a.

– Pieprzenie – zaśmiał się.

Chyba myślał, że to zabawne.

Wpadłam w szał.

– Ty zarozumiały…

A on znowu mnie pocałował i cień wspomnienia o Joe Perrym rozpłynął się w niebycie.

 

Oddałam pocałunek.

No kurczę, to przecież w końcu Lee.

Jego język wsunął się do moich ust, mój do jego. Rozchyliłam nogi, a on przysunął się jeszcze bliżej. Obejmował mnie mocno, moje piersi przywarły do jego torsu. Zarzuciłam mu ręce na szyję i przytuliłam się do niego.

A on nagle przerwał pocałunek, odwrócił głowę, całe ciało miał teraz sztywne, napięte, czujne.

Z przedpokoju do kuchni weszły Kitty Sue i Ally.

Kitty Sue złapała się za serce, a do jej szeroko otwartych oczu – przysięgam: napłynęły łzy.

Ally parsknęła śmiechem.

Spojrzałam w sufit.

Niech to szlag.