Gombrowicz

Tekst
Z serii: Biografie
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

SERIA BIOGRAFIE

Już w księgarniach:

Beata Chomątowska Lachert i Szanajca. Architekci awangardy

Aleksander Kaczorowski Havel. Zemsta bezsilnych

Małgorzata Czyńska Kobro. Skok w przestrzeń

Angelika Kuźniak Stryjeńska. Diabli nadali

Aleksander Kaczorowski Hrabal. Słodka apokalipsa

Stanisław Bereś Gajcy. W pierścieniu śmierci

Olga Szmidt Kownacka. Ta od Plastusia

Mariusz Urbanek Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce

Wojciech Orliński Lem. Życie nie z tej ziemi

Klementyna Suchanow

Gombrowicz

Ja, geniusz

tom I


Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż autoryzowane pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego

Wybór fotografii Klementyna Suchanow i Katarzyna Bułtowicz

Dołożono wszelkich starań, by odszukać wszystkich właścicieli praw autorskich zdjęć wykorzystanych w książce. W przypadku ewentualnych niejasności wydawca zapewnia, że prawa wszystkich właścicieli będą respektowane.

Copyright © by Klementyna Suchanow, 2017

Copyright © by Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, Warszawa 2017

Copyright © by Wydawnictwo Czarne, 2017

Redakcja Tomasz Zając

Korekta Ewa Polańska / d2d.pl, Jadwiga Makowiec / d2d.pl

Redakcja techniczna i skład Robert Oleś / d2d.pl

Mapy Alicja Rosé

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Projekt współfinansowany przez miasto stołeczne Warszawa i Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej


Współwydawca: Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-579-1

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

I Pomiędzy Litwą a Kongresówką

Wstęp

Bodzechów. Historia rodu Kotkowskich

Wysoki Dwór. Historia rodu Gombrowiczów

II Małoszyce

Pan Gombrowicz poślubia pannę Kotkowską

Narodziny Witolda

Ojciec

Matka

Ziemiańskie życie

Edukacja

Choroba

Zmiana

III Służewska 3

Przeprowadzka

Trio chłopców

Szkoła

Prapoczątki literackie

Nie chodził do teatru?

Młodzieniec przyłapany przez Historię

Uniwersytet

Kobiety. Kucharki

Niesmak kultury w Paryżu

Tajemnica Pirenejów

Spalone w Zakopanem

Pamiętnik z okresu dojrzewania

Cierpienia debiutanta

Wstęp do życia artystycznego

Początek końca świetności rodu

IV Chocimska 35

Wejście w świat

Dramatopisarz i dramat pisarza

Młode pokolenie

Kawiarnia i Eros

Ferdydurke

Witold i Bruno

Miejsce akcji – warszawskie kawiarnie

Przyłapany przez Historię po raz drugi

Ostatnie podskoki z… Iwoną

Opętany strachem

V Transatlantyk

W przestrzeni oceanu

Port Buenos Aires

VI W labiryncie Buenos Aires

Guerra

Gombrowicz jako uchodźca

Skandal z odczytem

Mitologia Retiro

Nędza i rozkwit

Los literatos

Niewyjaśniona gorączka

Nota edytorska

Źródła fotografii

Przypisy

Kolofon

I


Wstęp

Zanim wyruszymy w wędrówkę po życiu Witolda Gombrowicza, trzeba nakreślić pewną mapę. Zacząć musimy od Małoszyc – miejsca urodzenia. Znajdują się one „między Wschodem a Zachodem, gdzie Europa już poczyna się wykańczać”[1]. Ta Europa jest jeszcze miejscem zamieszkanym przez królów, królowe i księżniczki.

Małoszyce leżą ponad 100 kilometrów od Warszawy, a około 50 kilometrów od Sandomierza i wchodzą w skład guberni radomskiej. Z kolei gubernia radomska stanowi część Królestwa Polskiego (Carstwo Polskoje), które kiedyś było Rzeczpospolitą. Mowa zatem o kraju wymazanym z atlasów i podzielonym od ponad stu lat między sąsiednie kraje: Rosję cara Mikołaja II, Austrię należącą do cesarza Franciszka Józefa I i Prusy rządzone przez cesarza Wilhelma II.

 

Z Małoszyc do dworu cara, a króla polskiego, Mikołaja II w Petersburgu jest ponad 1300 kilometrów. Najpierw trzeba dotrzeć do Radomia, potem z Radomia w kilka godzin dojeżdża się do Warszawy, byłej stolicy, obecnie twierdzy. Tam na Dworcu Petersburskim wsiada się do pociągu, który przystaje na różnych stacjach z przerwami na posiłki. Śniadanie w Wilnie, obiad w Dyneburgu, kolacja – na przykład – w Pskowie. W sumie wychodzą ponad trzy doby. Od sezonu zimowe­go 1904/1905 wyjazd ekspresu relacji Cannes–Petersburg przez Warszawę tylko w poniedziałki i piątki. Po drodze przejeżdżamy przez Litwę, niedaleko Kowna i Poniewieża, które również okażą się ważne w tej historii.

Wszystkie te miejsca doprowadzą nas do Witolda Gom­browicza, ale choć urodził się w Małoszycach w 1904 roku, podróż zaczniemy od wieku XV. Historia jego przodków zawiedzie nas do lat dziewięćdziesiątych wieku XIX, do dnia, który zadecyduje o połączeniu się Gombrowiczów z Kotkowskimi.

Bodzechów. Historia rodu Kotkowskich

Rodzina matki naszego bohatera, Kotkowscy herbu Ostoja, od początku XIX wieku zamieszkiwała Bodzechów. Osada znajdo­wała się pod Ostrowcem, miasteczkiem w dużej mierze żydowskim, przy głównej drodze z Radomia do Sandomierza. Kotkowscy przybyli tutaj spod Kielc, z Nagłowic, Kaczkowic i Rzuchowa.

W 1747 roku Józef Kotkowski nabył w okolicy wieś Nagrzanki. I tak Ignacy Kotkowski (1777–1854), syn Józefa[2], rotmistrza chorągwi pancernej, prapradziadek Witolda, urodził się „na małym kawałku ziemi rodziców”[3], dzielonej z pokolenia na pokolenie między synów. Nie dawało to najlepszych perspektyw na przyszłość i szukał dla siebie innych możliwości. Zaangażował się w powstanie kościuszkowskie, które miało wyzwolić Polskę, podzieloną między zaborców. W czasie gdy Europa zajęta była sprawą rewolucji francuskiej, on wziął udział w bitwie pod Maciejowicami. Mianowano go porucznikiem, niestety wojska powstańcze poniosły klęskę, Kościuszko dostał się do niewoli, a Ignacy Kotkowski został raniony w szyję. Po latach najął się jako administrator różnych majątków, aż trafił do dóbr rodziny Małachowskich w Bodzechowie. Dobra te znajdowały się w nie najlepszym stanie, zniszczone przez wojska rosyjskie, które przez kilka tygodni plądrowały majątek, spichlerz, piwnice, zrabowały konie, powozy, zapas wymłóconego zboża i dokonały gwałtów na kobietach, a przy kościele w Grocholicach „nawet w grobach trupy przerzucali i z trumien wyrzucali”[4].


[^] Rodzinny dwór Kotkowskich w Bodzechowie

Bodzechów „był to pięćsetwłókowy majątek o urodzajnej ziemi i pięknych lasach”[5] nad rzeką Kamienną, wcześniej w rękach Lubomirskich i Sanguszków. Od XVIII wieku jako prywatne dobra wraz z kilkoma okolicznymi wsiami przeszedł w posiadanie rodziny Małachowskich herbu Nałęcz. Kanclerz Jacek Małachowski, znany z dziwactw, „który tu mieszkał w czerwono pomalowanym dworze, dziwacznej wielce struktury”[6], w 1787 roku przyjmował powracającego z Ukrainy ostatniego polskiego króla. 8 czerwca Stanisław August Poniatowski po przeprawie na drugą stronę Wisły, witany po drodze przez ludność, zajechał po południu pod pałac w Bodzechowie. Nie miało to wielkiego znaczenia w historii – król zjadł obiad, przeszedł się po parku wokół pałacu urządzonego w stylu francuskim, potańczył na balu, przespał się i nazajutrz rano wyjechał – ale pozwoli w przyszłości chwalić się Witoldowi przed znajomymi. W 1810 roku Bodzechów odwiedził także saksoński król Fryderyk August III jako książę polski, ale tym faktem rodzina już się nie będzie szczyciła, bo to był król obcy.

Ignacy ożenił się z Agnieszką Kliszewską, a było to „małżeństwo z wielkiej miłości”[7], w którym spłodzono pięciu synów i dwie córki. Ignacy – jak pisze jego potomek, a brat Witolda – „natrafić musiał na dobrą koniunkturę, a energia i odwaga, z jaką prowadził fabrykę, uczyniła go wkrótce zamożnym człowiekiem”[8]. To zdanie dość nieprecyzyjnie oddaje prawdę. Ignacy Kotkowski nie był jedynym, który pracował dla Małachowskich. Najpierw bowiem kontrakt podpisał u nich w 1826 roku Adolf Cichowski, Ignacy Kotkowski zaś po nim – w roku 1827 (urzędowo potwierdzony w 1830)[9]. Ignacy zobowiązał się „do wybudowania w dobrach bodzechowskich fabryki żelaznej kosztem dziedzica, a następnie wziął ją w 12-letnią dzierżawę za czynsz roczny 40 000 zł”[10], ale umowa przedstawiała „przesadzone dane o zyskach”[11]. Rok później Gustaw Małachowski zawarł kontrakt z Piotrem Rogoyskim na sześcioletnią dzierżawę młyna i tartaku. Wkrótce potem wybuchło kolejne powstanie przeciw zaborcom, które zaangażowało w walkę o niepodleg­łość nowe pokolenie Polaków, wśród nich Gustawa Małachowskiego. Na skutek powstania władze carskie skonfiskowały jego majątek w 1834 roku[12].

Po klęsce Małachowski wyjechał do Paryża, a Bodzechów odkupił w 1848 roku Onufry Nałęcz-Małachowski i odsprzedał Ignacemu Kotkowskiemu[13]. W skład majątku wchodził nie tylko Bodzechów, ale i okoliczne wioski, w tym sporo lasów i oczywiście fabryki. Wszystko warte 180 000 rubli srebrnych. Ignacy Kotkowski zobowiązał się przed władzami Królestwa Polskiego do kontynuowania rozbudowy zakładów. Odbyło się to na szkodę owego Rogoyskiego, który skarżył się, że Kotkowski zniszczył młyn i tartak pod budowę wielkiego pieca fabryki i dwóch fryszerek. Mówiono, że Kotkowski „dzierżawami chadzając, niejednego dziedzica z torbami puścił”[14]. Dzięki zaradności wyciągnął jednak majątek z długów i stworzył świetnie prosperujące przedsiębiorstwo, jakich mało było w czasach rewolucji przemysłowej w kraju pod zaborami. W owej „pierwszej i jedynej w Polsce spółdzielni rodzinno-szlacheckiej” zatrudnieni byli wszyscy synowie Ignacego, którzy pracowali dla wspólnego dobra[15].

Rodzinę opisuje podróżnik Franciszek Maksymilian Sobieszczański w swoim tekście z 1851 roku: „Dziś wieś ta z folwarkiem […] jest własnością panów Kotkowskich; liczy ludności chrześcijan 616, żydów 13, razem 629 w 62 domach zamieszkałych. Są tu znaczne zakłady żelaza, a mianowicie piec wielki i kilka fryszerek […]. Mnie to jednak nie tyle zajęło, co sami dziedzice, w rzadkiej patriarchalnej zgodzie mieszkający. Pan Kotkowski ojciec, dawny jeszcze za Stanisława Augusta wojskowy, dotąd od rządu emeryturę swoją odbierający, własną pracą i rozumem zebrał sobie mająteczek; a gdy Pan Bóg obdarzył go ­pomiędzy licznymi dziećmi czterema synami [Ignacy Kotkowski miał pięciu synów[16]], właśnie z ich pomocą dojść do większej zamożności postanowił. Dał im więc stosowne do swego celu wychowanie, do wysokości postępu każdej nauki z osobna posunięte, przeznaczając jednego na gospodarza, drugiego na prawnika, trzeciego na górnika, a czwartego na budowniczego i mechanika. Przyuczył ich do zobopólnej miłości, do przywiązania i posłuszeństwa bez granic rodzicom; i jak sobie życzył, tak się stało. Dorośli synowie z chlubą nauki swoje skończywszy, dopełnili jej za granicą i wrócili pod strzechę rodzinną dalszą wolę ojca swego wypełniać. Wtedy podzielił pomiędzy nich nie majątek już dość znaczny, który przysposobił, lecz do każdego zastosowaną pracę: gospodarzowi oddał rolę, górnikowi fabrykę żelaza, architektowi budowle, a prawnikowi interesa powierzył. Tylko główny ster zostawił przy sobie, i wszystko poszło jak najlepiej […]. Tymczasem czterej synowie pożenili się i zawsze nierozłączni dawny dworzec kanclerza zamieszkali, a Pan Bóg snadź, próbując te cnoty domowe, nawiedził starca chorobą ciała, która go od lat kilkunastu do łóżka przykuła. […] dziś, jak przed laty, liczne to rodzeństwo dorosłymi już wnukami pomnożone, dotąd przy jednym stole obok łoża sędziwego ojca zasiada, i do najdrobniejszej rzeczy wszystko ma wspólne”[17].

Sobieszczański komentuje, że pierwszy raz w życiu widział taką komunę, to dla Kotkowskich zboczył z architektonicznych opowieści, by „słaby obraz tego domu skreślić” i odwiedzić pałac bodzechowski – opisany przezeń jako „szeroki czerwono pomalowany, o licznych dziwacznie poprzystawianych skrzydłach”.

Klan Kotkowskich rósł w siłę i już w latach 1836–1842 stworzył bardzo nowoczesny zespół obiektów przemysłowych, wykorzystując rzekę Kamienną, na której Ignacy wzniósł zaporę dostarczającą energię fabryce. Zakłady wyrabiały piaskowiec zdobiący gmachy w wielu miastach (na przykład hotel Bristol w Warszawie czy późniejszy budynek Ministerstwa Kultury), rudy żelaza, szła produkcja łopat, łańcuchów, drutu. W roku 1839 zakłady „zatrudniały 136 robotników najemnych, nie licząc znacznej liczby chłopów angażowanych w ramach pańszczyzny do prac wydobywczych w kopalniach i pomocniczych w zakładach hutniczo-metalowych”[18]. W 1882 roku zakłady zatrudniały 58 czeladników i 142 miejscowych robotników (w tym 160 mężczyzn, 10 kobiet i 30 dzieci) ze stawką 50 kopiejek za dzień[19]. „Gazeta Radomska” w tym czasie donosiła: „Zakłady te funkcjonują prawidłowo i dają dobry byt dość licznej rodzinie. Przede wszystkim zaznaczyć muszę wzorowy porządek w prowadzeniu fabryki i utrzymaniu kilku­nastu budowli murowanych […]. Zakład ten o systematycznie pobudowanych miluchnych domeczkach z ogródkami po drugiej stronie drogi, przedzielającej budowle fabryczne od mieszkań rzeszy pracującej, o wspaniałym kanale, stanowiącym jakoby odnogę rzeki Kamiennej, okalającym fabryczne budowle – szczególniej też wiosną, gdy się wspaniale lipy i topole porozwijają, jakimi zakład i droga jest obsadzony, gdy ptactwo zacznie wywodzić swe trele, a wieczorem, zwłaszcza podczas nocy ciemnej, gdy się ognie pokażą z wielkich pieców – czarujący przedstawiają widok”[20].

Produkcja rosła, a z tym zamożność rodziny, której dobra stały się drugie co do wielkości w powiecie opatowskim, obejmując powierzchnię 9069 mórg i przynosząc 16 739 rubli podatku[21]. W całej guberni radomskiej do 1864 roku znajdowało się siedem własności arystokratycznych powyżej 10 000 mórg. W 1864 roku na liście najbogatszych w guberni na pierwszym miejscu znajdował się książę Aleksander Drucki-Lubecki, posiadający między innymi sąsiadujący z Bodzechowem Ćmielów (z 15 651 morgami i podatkiem 42 390 rubli), na drugim byli Potoccy, na trzecim Jakubowscy, Małachowscy na miejscu dziesiątym, a Kotkowscy na dwadzieścia rodzin zajęli miejsce szesnaste[22]. Zakłady Żelazne w Bodzechowie wyprzedzały fabrykę porcelany w Ćmielowie i cukrownię w Częstocicach – własność hrabiego Zygmunta Wielopolskiego. Kotkowscy, obok Wielopolskich, Wielowieyskich, Łubieńskich, Radziwiłłów, Platerów, posiadali największy kapitał ziemiański zainwestowany w przemysł.

Rodzina Kotkowskich należała do tych nietypowych rodzin ziemiańskich, które zajmowały się biznesem, w sprawach tradycji pozostawała jednak jak najbardziej konserwatywna. Kotkowscy żyli jak na szlachtę przystało – odwiedzali sąsiadów, brali udział w imieninach, kuligach, polowaniach, świętach, każda okazja była dobra, by zasiąść przy stole. Z tego powodu w bodzechowskim dworze „stworzono […] tak zwaną resursę, mieszczącą się w kilku pokojach głównego dworu, gdzie nie tylko spożywano wspólne posiłki, ale i przyjmowano gości. […] Wiążą się z nią różne wspomnienia i anegdoty. Ulubioną przez dzieci była opowieść o jednym z gości bodzechowskich, który tak objadł się i opił w czasie balu, że kazał się zaszyć w prześcieradło w obawie przed pęknięciem”[23]. Panowie w rodzinie Kotkowskich lubili grę w karty. Ignacy Leon, syn Józefa, a wnuk Ignacego, jak pisze Jerzy Gombrowicz, „był namiętnym graczem i w braku partnerów zmuszał swego szwagra, wyjątkowo roztargnionego, do gry. Dziadek lubił zaglądać w karty, szwagier trzymał je całkiem widoczne dla przeciwnika. Kiedyś przez roztargnienie włożył króla kier do kar, dziadek zrobił impas na pewniaka i ze zdumieniem oddał lewą: – Nie gram z fuszerem, który nawet kart nie umie ułożyć – wykrzyknął i wstał od stolika. […] Drugi wuj grywał w preferansa z proboszczem kanonikiem i jednym z rezydentów. Ponieważ kłócono się stale o to, kto ma zagrywać, wuj przyniósł kiedyś kapelusz ciotki, ozdobiony wielkimi strusimi piórami, i orzekł, że naręczny będzie miał go na głowie. Jakież było zdumienie niespodziewanie przybyłych gości na widok dostojnego kanonika w tym nakryciu głowy”.

 

Kurczowe przywiązanie do tradycji rodzinnych i klasy społecznej doprowadziło u Kotkowskich do dziwactw. Gdy Ignacy Kotkowski już nie domagał i leżał zmożony chorobą, majątkiem zarządzali jego synowie, ale „bracia Kotkowscy, solidnie wykształceni i mówiąc dzisiejszym językiem, oblatani w świecie, zaczęli przesiąkać partykularyzmem”, co odbiło się na prowadzonych interesach. Lokalne zakłady przestawały być konkurencyjne w stosunku do zagranicznych, bo przewożenie węgla furmankami w drugiej połowie XIX wieku było zupełnie nierentowne. Kiedy rozpoczęto budowę linii kolejowej, która miała połączyć twierdzę iwanogorodzką (w Dęblinie między Lublinem a Warszawą) z Zagłębiem Dąbrowskim i miała mieć odgałęzienia między innymi blisko Bodzechowa, Marceli Kotkowski dotarł do samego Petersburga „i dużym kosztem osiągnął, że linia kolejowa dobiegała tylko do odległego o pięć wiorst Ostrowca”. Marceli bowiem „obawiał się wraz z braćmi i całą rodziną, że kolej zakłóci spokój Bodzechowa i jego staroświecką obyczajowość” i że – jak głosi legenda – krowy w okolicy przestaną dawać mleko. Z tego powodu Kotkowscy musieli później z własnych pieniędzy pokryć doprowadzenie torów do swoich włości. To nie koniec dziwactw – Marceli do Karlsbadu udawał się własnymi końmi zamiast pociągami, a gdy wybierał się do Radomia, najpierw wysyłał zapas beczek wody, bo twierdził, że tamtejsza jest niesmaczna.


[^] Ignacy Leon Kotkowski, dziadek Witolda ze strony matki

Do dziwactw należy dodać częste małżeństwa w rodzinie i genetyczne powikłania prowadzące do chorób psychicznych. Marceli miał z Anielą Korwin-Fijałkowską (1813–1863) córkę Anielę, która wyszła za mąż za swojego kuzyna Ignacego ­Leona (1837–1901), syna Józefa i jego małżonki Antoniny Zębczyńskiej. Szeptano, że Anielę oszpeciły blizny po ospie i nikt by jej nie wziął, stąd decyzja o ślubie z kuzynem. Podobne historie nie były jednak specjalną przypadłością właściwą tylko tej rodzinie. Problem był na tyle powszechny, że doktor Wiktoryn Kosmowski w wydanym w roku 1873 Rysie higieny dzieci w pierwszych latach ich życia apelował o uniemożliwianie małżeństw w rodzinie, gdyż „według obserwacji Dra Dawy’ego, również zebranych w Stanach Zjednoczonych, wypada ten sam wniosek, że małżeństwa między bliskimi krewnymi są albo zupełnie bezpłodne, albo też potomstwo jest wątłe i chorowite. Według jego zdania z małżeństw takich rodzą się często idioci, głuchoniemi, niewidomi lub paralitycy, a także z nadmierną liczbą palców u rąk lub nóg”[24].


[^] Aniela Kotkowska, babcia Witolda ze strony matki

Mimo to, by nie rozdrabniać majątku, takie małżeństwa u Kotkowskich wciąż były zawierane. W sumie z czterech wnuczek Ignacego trzy zawarły małżeństwa w rodzinie. Ignacy Leon, mąż Anieli, studiował w szkole rolniczej w podwarszawskim wówczas Marymoncie, po czym wrócił do domu. Ponieważ Bodzechów był przepełniony, najpierw zamieszkał w okolicznych majątkach Kamień i Mściów, położonych bardziej na południu, pod starym Sandomierzem nad Wisłą. Tu zastało go powstanie styczniowe. Gubernia radomska stała się areną aktywnych działań powstańczych. W rodzinnej historii pojawia się postać dowódcy powstańczego Józefa Hauke, pseudonim Bosak, powinowatego cara Aleksandra II. Gdy wybuchło powstanie, złożył on dymisję w rosyjskim wojsku i objął dowództwo nad jednym z polskich partyzanckich oddziałów w okolicy Gór Świętokrzyskich. Według historyków „jazda Bosaka uprawiała śmiałe rajdy po Kieleckiem i Sandomierskiem; podwładni jego, Chmieleński i Kalita (ps. Rębajło), atakowali po miasteczkach słabsze załogi rosyjskie, zdobywali broń i pieniądze”[25]. W nocy z 22 na 23 listopada 1863 roku Hauke-Bosak przystanął na noc w Bodzechowie, by o 5.00 rano zaatakować Opatów, zabrać kasę powiatową i wziąć pięciu żandarmów do niewoli. Z kolei 16 grudnia doszło do jednej z ostatnich bitew powstania pod samym Bodzechowem. Wojsko Hauke-Bosaka straciło większą część jazdy, a on sam został cięty szablą, zdołał jednak uciec. Miejscowa ludność musiała w tym czasie płacić tajny „podatek narodowy” i dostarczać partyzantom prowiant, a potem z kolei przychodziły wojska wroga, także rekwirując prowiant i żądając lojalności. W niektórych miejscowościach posiadano dwie flagi, wywieszane w zależności od tego, kto składał wizytę. Wściekli Rosjanie rozpoczęli polowanie na partyzantów, a dwudziestosześcioletni wówczas Ignacy Leon, mimo że reszta rodziny nie popierała powstania, „przeprowadził nocą [z 19 na 20 kwietnia 1864 roku] przez rzekę generała Bosaka-Haukego udającego się po załamaniu się powstania do Galicji”[26].

Jak pisze w liście sam Hauke-Bosak: „Pomimo iż przeprawy przez Wisłę naówczas czujnie wróg pilnował i ostatnie czółna pozabierał, pomimo że hordy jego dzień i noc brzegów strzegły, jednak dziesięciu rodaków: czterech obywateli dworowi, sześciu obywateli chat, za zgodną umową zbiwszy z desek czółenko, z największym poświęceniem i narażeniem siebie przez Wisłę nas przewieźli”[27].

Hauke-Bosak dostał się bezpiecznie na stronę austriacką i odjechał pociągiem do Krakowa. W swoich odezwach w czasie walki i po niej naciskał, by zwracać się do chłopów z szacunkiem, mówić do nich per „obywatel”, bo na nich opiera się powstanie[28]. Czy młody Ignacy Leon Kotkowski, pomagając Bosakowi, myślał podobnie? Córka opisze ojca jako człowieka „bardzo społecznego”, który był członkiem towarzystwa rolniczego i instytucji dobroczynnych w rejonie opatowskim i między innymi „bardzo wiele się przysłużył do budowy szpitala tak w pieniądzach, jak i w materiałach”[29].

Powstanie upadło z końcem zimy 1864 roku, a władze carskie wprowadziły liczne represje wobec jego uczestników. Na dwór w Bodzechowie też nałożono kontrybucję. Nasiliła się także rusyfikacja – odtąd wszelkie oficjalne dokumenty, nie mówiąc o szkolnictwie, w którym używanie języka polskiego zostało surowo zakazane, miały być sporządzane cyrylicą. Młody ­Ignacy Leon postanowił na dobre zerwać z rolnic­twem i postawić wszystko na przemysł. Z małżeństwa z Anielą w 1868 roku urodził się syn Bolesław, który w związku ze zbyt bliskim pokrewieństwem rodziców w wieku osiemnastu lat, podczas studiów w Wiedniu, popadnie w chorobę psychiczną. Po czterech latach Ignacy Leon i Aniela doczekali się córki, urodzonej w roku 1872 Marceliny Antoniny. Córka Ignacego Leona to przyszła matka Witolda Gombrowicza.