Rowerem i pieszo przez Czarny LądTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 84,40  67,52 
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd
Audiobook
Czyta Grzegorz Damięcki
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Strona tytułowa

ROWEREM I PIESZO

PRZEZ CZARNY LĄD

Listy z podróży afrykańskiej

z lat 1931 – 1936

O Maryś! – jak ja bardzo pragnę już raz napisać książkę – taką grubą – ciekawą – a jeden z pierwszych egzemplarzy właśnie ręcznie dedykować:

„Ukochanej mojej Marysieńce”.

Ale to jeszcze marzenie tylko – czasu zbiegnie sporo, zanim krytyka weźmie mię w swoje szpony…

Kazimierz Nowak (z listu do żony), Clanvilliam, okolice Rzeki Słoniowej

– Afryka, 5 czerwca 1934


Strona redakcyjna

Fotografie autorstwa Kazimierza Nowaka pochodzą z prywatnych zbiorów Elżbiety i Mariana Gliszewskich, Ireny Gołębiowskiej oraz Janiny Kielar

Projekt okładki: Łukasz Wierzbicki Marcin Ćwikła - Agencja Reklamowa Nexus

Korekta: Wojciech Nowakowski

Skład komputerowy: Sorus

Mapy: Dominik Szmajda, Mariusz Mamet

Opracowane graficzne zdjęć: Dominik Szmajda

Copyright © by Łukasz Wierzbicki & Wydawnictwo Sorus, Poznań 2000-2013

Wydanie VII, lipiec 2013 r.

ISBN 978-83-65419-37-8

Printed in Poland

DM Sorus Sp. z o.o.

ul. Poplińskich 12A, 61-574 Poznań

tel. (61) 653 01 43

e-mail: sorus@sorus.pl Księgarnia internetowa: www.sorus.pl

www.kazimierznowak.pl



SPIS TREŚCI

NOTA OD WYDAWCY

WPROWADZENIE DO WYDANIA SIÓDMEGO

PROLOG

CZĘŚĆ PIERWSZA

LIBIA

1. Trypolis, początek afrykańskiej przygody

2. Modlitwa pustyni

3. Pierwszy rower u bram Sahary

4. Miesiąc pustynnej włóczęgi

5. Wesele arabskie

6. Przez ogarnięte wojną pustkowia

7. Wezwanie do komendy strefy

8. Wybrzeżem Cyrenajki

EGIPT

9. Życie Egiptu

10. Gdzie płynie bogactwo trzech światów

11. List znad Nilu

12. Królewska uczta

SUDAN

13. Dwie stolice Sudanu

14. Ku misjom nad Białym i Błękitnym Nilem

15. Legenda

16. Łowy w Sudanie

KONGO BELGIJSKIE, RUANDA-URUNDI

17. Nad złotodajnymi rzekami Konga Belgijskiego

18. Przez ziemie ludożerców

19. Wśród Pigmejów

20. Wspinaczka ku szczytom Ruwenzori

21. U stóp Gór Księżycowych

22. Równik wita włóczęgę

23. Nad jeziorem Kivu

24. Na dworze króla Ruandy

25. Na bawełnianym szlaku

26. Pośród największych miast świata

27. Wielki kryzys w Katandze

28. Krzyż przeciw bagnetom

29. W obliczu błotnej śmierci

30. Obłąkaniec złota

31. Królestwo pustkowia

RODEZJA

32. W tubylczej wiosce w Rodezji

33. W raju czarnego świata

34. Święta Bożego Narodzenia A.D. 1933

35. W złotym mieście bankrutów

ZWIĄZEK POŁUDNIOWEJ AFRYKI

36. W białej Afryce

37. Wśród Burów z Transwalu, weteranów wojny z 1902 roku

38. Noc na Przylądku Igielnym

CZĘŚĆ DRUGA

1. Zima w Kapsztadzie

2. W krainie przez Boga zapomnianej

AFRYKA POŁUDNIOWO-ZACHODNIA

3. Psie powstanie

4. Wyspa polska

5. Nad tajemniczym jeziorem Otjikoto

ANGOLA

6. Pora deszczów w kraju Owambo

7. W okrutnym pierwotnym raju

8. Święta wśród Polonii w Angoli

9. List z dżungli Moxico

10. Nad brzegiem Kassai, u progu nowej przygody

11. Rozbitek Czarnego Lądu

12. Pieszo przez Angolę ku równikowi

KONGO BELGIJSKIE

13. List znad rzeki Kassai

14. Nareszcie prawdziwy król

15. Jeśli pójdę na mięso do kotła…

16. Pustelnica z Krakowa

17. Biały kapitan Czarnego Lądu

18. Łodzią na ślub Kassai z Kongiem

FRANCUSKA AFRYKA RÓWNIKOWA

19. W najczarniejszej Afryce

20. Zero stopni szerokości geograficznej

 

21. List z puszczy podrównikowej

22. Poczta pod równikiem

23. W czarnym Paryżu

24. W rajskiej krainie garnków

25. Ueli, nowy przyjaciel

26. Karawana

FRANCUSKA AFRYKA ZACHODNIA I ALGIERIA

27. Wyścig ze śmiercią

28. Tylko trupy tu koczują, tylko sępy tu żerują

29. Oaza

30. Pożegnanie

WSPOMNIENIE

INDEKS NAZW GEOGRAFICZNYCH

NOTA OD WYDAWCY

W związku z dużą popularnością książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd Wydawnictwo Sorus przygotowało jej kolejne wydania – szóste (2011) oraz siódme (2013).

Dzięki uprzejmości rodziny Kazimierza Nowaka uzyskaliśmy dodatkowe materiały archiwalne, których analiza pozwoliła wnieść do wydania VI i zachować w wydaniu VII wiele poprawek i uzupełnień. Ponadto zmodyfikowano dobór materiału zdjęciowego, a także na nowo opracowano graficznie mapy z korektą trasy podróżnika. Dużym ułatwieniem w lekturze książki może być sporządzony indeks nazw geograficznych.

Szczególną wdzięczność winni jesteśmy uważnym Czytelnikom za nadesłane uwagi o dostrzeżonych błędach i nieścisłościach we wcześniejszych wydaniach.

Przy redagowaniu tekstu niniejszej książki redaktorowi Łukaszowi Wierzbickiemu oraz Wydawnictwu przyświecał cel, by tworzone z fragmentów archiwalnych artykułów dzieło było książką Kazimierza Nowaka, stanowiło spójną całość, z zachowanym klimatem retro i rytmem opowieści podróżnika, oddającym wiernie ducha tamtej podróży. Z tego powodu podpisy pod zdjęciami ograniczono do cytowania tekstu samego Nowaka, a także zrezygnowano z przypisów i objaśnień.

Materiał etnograficzny, przyrodniczy, historyczny i geograficzny zawarty w reportażach Kazimierza Nowaka jest niezmiernie bogaty. Wierzymy, że doczekamy się osobnych pozycji naukowych poświęconych jego wyprawie.

Niniejszemu wydaniu Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd patronuje Fundacja im. Kazimierza Nowaka, która została zarejestrowana w listopadzie 2010 r. Intencją Fundatorów było powołanie instytucji mającej na celu pielęgnowanie pamięci o Kazimierzu Nowaku oraz skuteczną popularyzację dorobku, dokonań oraz systemu wartości tego niezwykłego, a przez kilkadziesiąt lat zapomnianego podróżnika.

Dominik Szmajda

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

WPROWADZENIE
DO WYDANIA SIÓDMEGO

Szlakiem wiodącym pośród fantastycznych krajobrazów, malowniczych wodospadów, dymiących wulkanów, nieprzeliczonych stad dzikich zwierząt królujących na bezkresnych przestrzeniach, poprzez piaski pustyń, bezdroża sawann i zarośnięte ścieżyny lasu równikowego podąża niestrudzenie samotny podróżnik. Gdzieniegdzie przystaje, ustawia aparat i robi zdjęcie, zapisuje coś w notatniku, po czym rusza dalej, pchając przed sobą objuczony skromnym dobytkiem, rozklekotany rower. To Kazimierz Nowak, autor niniejszej opowieści, która niczym bajka odsłania przed nami cudowną krainę odległą tak w przestrzeni, jak i czasie – Afrykę lat trzydziestych XX wieku.

Odkąd sięgam pamięcią, mój Dziadek, Józef Wiśniewski, dzielił się ze mną mnóstwem fascynujących historii. Wśród nich ważne miejsce zajmowały zawsze opowieści o Kazimierzu Nowaku, poznańskim podróżniku, który w latach 1931–1936 odbył nadzwyczajną podróż do Afryki, a którego losy Dziadek mój jako chłopak śledził na bieżąco w prasie i czasopismach. Również od Dziadka dowiedziałem się, że jedynym powojennym wydawnictwem poświęconym Nowakowi był przygotowany przez córkę podróżnika, Elżbietę Nowak-Gliszewską, album Przez Czarny Ląd,[1] zawierający ponad trzysta wykonanych przez niego fotografii.

Zainspirowany tymi opowieściami udałem się wiosną 1998 roku do biblioteki z zamiarem odszukania reportaży podpisanych nazwiskiem Kazimierza Nowaka.

– Tak, to właśnie o tej podróży ci opowiadałem – ucieszył się Dziadek, gdy przyniosłem mu pierwsze kserokopie archiwalnych artykułów. Podekscytowany naprowadzał mnie na kolejne relacje, przywoływał w pamięci nazwy czasopism, w których się ukazywały. W poszukiwaniu reportaży Kazimierza Nowaka przejrzałem wówczas kilkaset woluminów i rolek mikrofilmów z numerami „Kuriera Poznańskiego”, „Światowida”, „Na Szerokim Świecie”, „Naokoło Świata”, „Ilustracji Polskiej” oraz „Przewodnika Katolickiego” z lat 1931–1937. Praca trwała kilka miesięcy. Odnajdując w bibliotekach kolejne korespondencje z Afryki, ze zdumieniem i podziwem poznawałem niezwykłe przygody poznańskiego podróżnika.

*

Kazimierz Nowak urodził się 11 stycznia 1897 roku w miejscowości Stryj na Podkarpaciu. W wieku 15 lat udaje się do Watykanu – odbywa pierwszą samodzielną wyprawę za granicę.

Po pierwszej wojnie światowej zamieszkuje w Poznaniu. Podejmuje pracę urzędnika biurowego, jednocześnie w trakcie rowerowych wycieczek po kraju realizuje swe pasje podróżnika i fotografa. 19 marca 1922 roku żeni się z Marią Gorcik, tego samego roku rodzi się córka Elżbieta, w styczniu 1925 roku na świat przychodzi syn Romuald. W okresie kryzysu traci posadę i przez wiele miesięcy bezskutecznie szuka pracy. W marcu 1925 roku Nowak decyduje się wyjechać z kraju, by jako korespondent prasowy i fotograf zarabiać na utrzymanie rodziny. Odbywa dwie podróże po Europie, przemierza rowerem Węgry, Austrię, Włochy, Belgię, Holandię, Rumunię, Grecję, Turcję. W roku 1927 dociera do ogarniętej wojną Trypolitanii w Afryce Północnej. Kłopoty zdrowotne i brak funduszy zmuszają Nowaka do powrotu do Polski, postanawia jednak przemierzyć w przyszłości cały ląd afrykański z północy na południe. Podróżuje po Polsce, udaje się do Francji, jednocześnie czyni przygotowania do wyprawy. Mało kto wie wówczas o jego zamyśle, z tych zaś, którzy wiedzą, niewielu wierzy w możliwość spełnienia tych marzeń.


Kazimierz Nowak przed budynkiem Teatru Wielkiego w Poznaniu

Wyrusza 4 listopada 1931 roku wpierw z Boruszyna do Poznania, następnie pociągiem do Rzymu, stamtąd rowerem do Neapolu, skąd przeprawia się statkiem przez Morze Śródziemne. 26 listopada zjawia się ponownie na Czarnym Lądzie. Swym siedmioletnim wysłużonym rowerem udaje się z Trypolisu wprost na południe ku odległemu o kilkanaście tysięcy kilometrów Przylądkowi Igielnemu. Gdy w Wielką Sobotę 1932 roku dociera do oazy Maradah, wzbudza popłoch wśród służb Komendy Strefy. Nikt nie potrafi zrozumieć, skąd pośród szczerej pustyni znalazł się samotny cyklista z Polski. Władze włoskie z uwagi na niespokojną sytuację w Cyrenajce nakazują Nowakowi zmienić marszrutę i udać się przez Benghasi do Aleksandrii w Egipcie. Tam podróżnik znów obiera kierunek południowy. Wzdłuż Nilu, szlakiem Wielkich Jezior Afrykańskich posuwa się coraz dalej w głąb kontynentu tętniącego własnym, niezbadanym życiem. Jedynie z oddali docierają tu echa światowych wydarzeń – Wielkiego Kryzysu, polityki faszystów w Europie – tak nierealne wobec szalejących na kontynencie epidemii czy przesuwających się po niebie złowrogich chmur szarańczy.

Podróżujący w pojedynkę Nowak zachodzi czasem do tubylczej wioski, by utargować trochę żywności, wysłuchać murzyńskiej legendy. Poznaje Tuaregów, egipskich fellachów, żyjących pośród bagien Szilluków, dumny lud Watussi, Pigmejów, Burów z Transwalu, Hotentotów, Buszmenów, karłów Babinga, dzikich Abasalampasu, Murzynów Haussa oraz wielu innych egzotycznych mieszkańców kontynentu, połączonych wspólnym losem walki o przetrwanie w zdominowanym przez przyrodę świecie. Gdy rusza w dalszą drogę, rytm tam-tamów niesie innym osadom niebywałą wieść o samotnym białym na dziwacznym wehikule.

W samotności, przy dźwięku szeleszczącego płótna namiotu spisuje swe wrażenia i obserwacje. Do gazet pisze o pięknie kontynentu, ale i grozie afrykańskiej dziczy, o kolonializmie i globalizacji. Do ukochanej żony i dzieci o tym, jak bardzo tęskni i jak wielką ma nadzieję, że jego trud przyniesie rodzinie upragniony dochód.

Życzliwość, z jaką traktują go misjonarze, dodaje Nowakowi otuchy. Gdy zaś podróżnik dociera do osiedli białych eksploratorów Afryki, poczucie osamotnienia wydaje się w nim narastać, spostrzega bowiem, jak wiele odróżnia go od urzędników, wojskowych, poszukiwaczy bogactw naturalnych i myśliwych przybyłych tu dla zysku, kariery, trofeów lub rozpusty. Wrażliwy na ludzką krzywdę i pełen szacunku dla dziewiczej przyrody, w niesłychanie, jak na owe czasy, krytyczny, odważny, niezależny sposób ocenia imperialne zwyczaje Europejczyków w Afryce. Nie spieszy się, gdy widzi na horyzoncie światła kolejnego miasta na swym szlaku, rozbija wtedy obóz i spędza jeszcze jedną noc z dala od osiedla ludzi, wśród ukochanej, nieskażonej cywilizacją afrykańskiej przyrody. Wbrew nadziejom przedstawicieli Ligi Morskiej i Kolonialnej, nie podziela kolonialnych ambicji państwa polskiego. Być może z tego powodu nie udzielono Nowakowi odpowiedniej pomocy materialnej, otrzymuje jedynie opony rowerowe posyłane przez firmę Stomil.

Maria Nowakowa tymczasem jest pośredniczką pomiędzy mężem a redakcjami drukującymi jego relacje. Dzięki honorariom za reportaże i zdjęcia z Czarnego Lądu utrzymuje rodzinę w Poznaniu. Regularnie szykuje paczki z materiałami fotograficznymi, nadaje je do Afryki zgodnie z precyzyjnymi wskazówkami małżonka. Czasem udaje jej się posłać Nowakowi skromne środki finansowe, które ratują go od skrajnej nędzy. Śle mu także zakupiony w pracowni fotograficznej Kazimierza Gregera małoobrazkowy aparat Contax, dzięki któremu reporter mógł wykonać podczas całej podróży ponad 10 000 fotografii.

Ostatniego dnia kwietnia 1934 roku Kazimierz Nowak osiąga południowy kraniec Afryki – Przylądek Igielny. Przebywając w Kapsztadzie, decyduje się powrócić do domu inną drogą – znów samotnie przez cały kontynent. Wyrusza niezwłocznie mimo gnębiących go ataków malarii i wiecznej pustki w kieszeni. W wywiadzie dla „Dziennika Poznańskiego” przyzna się później, że pełni podziwu dla jego wyczynu Brytyjczycy oferowali mu darmowy transport pierwszą klasą do Europy, on jednak odmówił.

– Ogarnął mnie lęk… – wspominał. – Kiedy pomyślałem, że mogę znaleźć się w czterech wypolerowanych ścianach kajuty, począłem sobie przypominać tony restauracyjnego jazzbandu, zamajaczyły mi przed oczyma sylwetki eleganckich panów i pań, wsiadłem na rower i uciekłem.

Pośród pustkowi Afryki Południowo-Zachodniej rower rozlatuje się na części. Niespodziewana pomoc przychodzi wtedy ze strony mieszkającego w Gumuchab Polaka, Mieczysława Wiśniewskiego. Kazimierz Nowak otrzymuje od niego konia o imieniu Ryś i kupuje drugiego o imieniu Żbik. Ryś zostaje jego koniem wierzchowym, Żbika wymienia po paru dniach na Cowboya, którego czyni swym koniem bagażowym. Kolejnych 3000 kilometrów przemierza w siodle. Goszcząc na fazendzie hrabiego Zamoyskiego w Angoli, rozstaje się ze swymi czworonożnymi kompanami.

Pożyczonym od Zamoyskich rowerem osiąga rzekę Kassai. Tam postanawia z cyklisty i jeźdźca przeistoczyć się w żeglarza. Wykonanym na zamówienie czółnem tubylczym, ochrzczonym „Poznań I”, spławia się w dół niespokojnej, kapryśnej rzeki. W katastrofie na katarakcie Kaueue traci swój nowy środek transportu. Zmuszony pieszo przebyć setki kilometrów, dociera do Lulua, gdzie nabywa nową łódź, dostosowuje ją do swoich potrzeb i nazywa na cześć małżonki „Maryś”. We wrześniu 1935 roku w Leopoldville (obecnie Kinszasa w Demokratycznej Republice Konga) kończy dwumiesięczny okres samotnej żeglugi rzekami Lulua, Kassai i Kongo. Następny etap do jeziora Czad pokonuje znów rowerem. Władze Afryki Ekwatorialnej Francuskiej nie chcą zezwolić mu na samotną przeprawę przez Saharę, zalecając kontynuowanie podróży w towarzystwie karawany, z którą można zabrać odpowiedni zapas wody. Nowak nabywa wtedy dromadera, najmuje poganiacza i formuje własną karawanę. Kolejnych pięć miesięcy spędza na rozkołysanym grzbiecie dromadera Ueli, docierając w ten sposób do Uargla. Ostatnie 1000 kilometrów z Uargla do Algieru nad Morzem Śródziemnym przemierza rowerem. W listopadzie 1936 roku kończy liczącą przeszło czterdzieści tysięcy kilometrów podróż. Za ostatnie pieniądze kupuje ciepłe ubranie oraz bilet na prom do Marsylii. Stamtąd udaje się do Beaulieu koło St. Etienne, gdzie spędza dwa tygodnie w polskiej kolonii górniczej (którą odwiedzał już podczas wcześniejszej podróży po Europie). Bezskutecznie usiłuje pozyskać pieniądze na bilet kolejowy i transport roweru do Polski sprzedażą zdjęć z Afryki oraz wykonywaniem fotografii górnikom. Udaje się do Paryża, gdzie załatwia formalności wizowe na przejazd przez Belgię i Niemcy. Dzięki pomocy żony i za poręczeniem fabryki opon Stomil otrzymuje od polskiego konsula pożyczkę w wysokości 750 franków.

 

Pogrzeb Kazimierza Nowaka w Poznaniu w październiku 1937 roku

W nocy z 22 na 23 grudnia 1936 roku w Zbąszyniu przekracza granicę niemiecko-polską. W Poznaniu pośród oczekujących oraz wysiadających z pociągu osób, w półmroku nieoświetlonego peronu rozpoznaje wyczekującą go gromadkę najbliższych.

Po powrocie do Poznania Kazimierz Nowak wygłasza w kinie Apollo odczyty poświęcone etnografii lądu afrykańskiego, wzbogacane pokazami fotografii. Z odczytami gości także w innych miastach, prezentuje relację ze swej podróży między innymi na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie oraz w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie. Planuje wydanie zebranych przez siebie materiałów w postaci książki i zamierza przedsięwziąć kolejną wyprawę, tym razem do Indii i Azji Południowo-Wschodniej. Niestety, tych pragnień już nie udaje mu się zrealizować. Jest wycieńczony częstymi nawrotami malarii, na domiar złego dostaje zapalenia okostnej lewej nogi. Przechodzi operację. Podczas pobytu w szpitalu nabawia się zapalenia płuc. W niespełna rok po powrocie do kraju, 13 października 1937 roku umiera.

Zostaje pochowany na cmentarzu Matki Boskiej Bolesnej na poznańskim Górczynie, w swym stroju podróżnym, z kaskiem kolonialnym złożonym na piersi. Pośród bicia dzwonów kościoła przy ulicy Głogowskiej na czele orszaku pogrzebowego delegacja harcerska niesie sztandar Ligi Morskiej i Kolonialnej. Mój Dziadek wspominał, że zwolnił się tego dnia z pracy, by móc uczestniczyć w pożegnaniu wielkiego podróżnika.


Podróżnik w towarzystwie swych afrykańskich przyjaciół

Dnia 30 kwietnia 1939 roku w Publicznej Szkole Powszechnej nr 6 przy ul. Św. Marcin 35 (obecnie nr 65) otwarto wystawę zatytułowaną Afryka mówi, prezentującą pamiątki po Kazimierzu Nowaku. Dochód przeznaczono na wspomożenie wdowy po zmarłym podróżniku oraz na Fundusz Obrony Narodowej. Pozyskaniu pomocy materialnej dla Marii Nowak służyła również impreza kolarska dla uczczenia zasług Kazimierza Nowaka zorganizowana 19 lipca 1939 roku przez Klub Sportowy Stomil.

*

Można spytać, jaki pożytek dała Kazimierzowi Nowakowi jego szaleńcza podróż. Każdy dzień niósł nowe niebezpieczeństwa, udrękę głodu i pragnienia, bezlitosny skwar tropikalnego słońca, to znów ponure ulewy pory deszczowej. Można widzieć w nim dziwaka, który za pięć lat samotnej tułaczki zapłacił wysoką cenę rozłąki z rodziną, który powrócił do domu tak samo ubogi, jak wyruszył, a nękany chorobami postradał zdrowie i ostatecznie – w wieku lat czterdziestu – życie.

Można także, przyglądając się postaci na fotografii, ujrzeć człowieka, który pod afrykańskim niebem odnalazł ścieżkę własnego przeznaczenia. Jest szczęśliwy, gdyż dochował wierności swym marzeniom, zrodzonym – wspomina o tym w swych listach – w dzieciństwie podczas oglądania obrazków z egzotycznych krajów. Wie, że wykorzystał każdy swój oddech, każde uderzenie serca, by je ziścić.

Nie wszystkie z naszych marzeń wiążą się z miejscami tak odległymi jak Afryka. Czasem jednak najzwyczajniejsze z pragnień równie trudno jest zrealizować, jak te najbardziej zuchwałe. Zdany na siebie Kazimierz Nowak dopiął celu, pamiętał, że aby szczęśliwie powrócić do domu, nie może zmarnować żadnego dnia na lęk, gniew lub żal. I nie zmarnował. Im więcej trudności piętrzyło się na jego drodze, tym więcej znajdował w sobie odwagi i siły woli.

*

W wyniku prowadzonych przez kilka miesięcy poszukiwań dotarłem do ponad stu prasowych relacji, pochodzących z różnych etapów wędrówki Nowaka. Niestety, mimo podjętych starań, przed ukazaniem się pierwszego wydania książki nie udało mi się odnaleźć rodziny podróżnika i dotrzeć do materiałów źródłowych. Kolejnym etapem pracy było przepisanie listów, ułożenie ich w chronologicznym porządku oraz zredagowanie w taki sposób, by stanowiły jednolitą opowieść. Zadanie nie było łatwe. Na niektóre z rozdziałów niniejszej książki składają się fragmenty zaczerpnięte z kilku różnych reportaży Nowaka.

Wiedząc, iż odtworzona relacja zawiera luki, miałem zarazem świadomość, że oto mam przed sobą nie tylko fascynującą, spisaną pięknym literacko językiem historię, ale także unikatowy dokument szczegółowo opisujący Afrykę lat trzydziestych XX wieku, świadectwo nadludzkiego wyczynu oraz relację z jednej z najniezwyklejszych wypraw w historii eksploracji Czarnego Lądu.

W roku 2000 książka zatytułowana Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd, wydana przez Wydawnictwo Sorus, trafiła do księgarń. Liczyła wówczas 150 stron. Na jej zakończenie zdecydowałem się dołączyć ujmujące wspomnienie autorstwa Tadeusza Perkitnego, poznańskiego obieżyświata, które ukazało się w prasie tuż po śmierci Kazimierza Nowaka. Wydawało mi się wówczas, że zadanie, do realizacji którego natchnęły mnie opowieści Dziadka, zostało wykonane. Myliłem się. Musiało po prostu minąć kolejnych sześć lat, by dwa egzemplarze książki trafiły w ręce osób, które pomogły historii potoczyć się dalej…

Na początku 2006 roku Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd wziął do ręki Maciej Pastwa, podróżnik z Poznania. Maciej, poruszony lekturą, postanowił ufundować tablicę pamiątkową poświęconą Kazimierzowi Nowakowi.

Los zrządził, że w tym samym czasie do Wydawnictwa Sorus nadszedł serdeczny list podpisany przez Ryszarda Kapuścińskiego, zainspirowany lekturą reportaży Kazimierza Nowaka. Autor Cesarza wyraził w nim gorące życzenie, by książka Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd „zajęła stałe miejsce na listach klasyki polskiego reportażu”.

Maciej Pastwa oniemiał na widok listu sławnego pisarza. Jego marzeniem było przecież, aby właśnie Ryszard Kapuściński odsłonił tablicę pamiątkową poświęconą Kazimierzowi Nowakowi. Wycięty w metalu kontur Afryki z naniesionym szlakiem podróży oraz tablicę z notką biograficzną w sześciu językach umieściliśmy w holu dworca Poznań Główny, czyli w miejscu, w którym Kazimierz Nowak rozpoczął i zakończył swą wyprawę. Ryszard Kapuściński przyjął nasze zaproszenie, przybył do Poznania i 25 listopada 2006 roku odsłonił tablicę. Wypowiedział wówczas słowa, które na zawsze zapisały się w mej pamięci:

„Wyczyn Kazimierza Nowaka zasługuje na to, by jego nazwisko znalazło się w słownikach i encyklopediach, by było wymieniane obok takich nazwisk, jak Stanley i Livingstone. Kazimierz Nowak był człowiekiem o ogromnej wyobraźni i ogromnej odwadze, człowiekiem nieustraszonym. Pokazał, że jeden biały człowiek, nieposiadający żadnego uzbrojenia, a jedynie wiarę w drugiego człowieka, może przebyć samotnie wielki kontynent, i to w czasach, gdy Europa zaczynała dopiero odkrywać Trzeci Świat. On uczył nas wtedy, w latach trzydziestych XX wieku, jak należy traktować Trzeci Świat i jego mieszkańców.

Tylko ktoś, kto zna te rejony, gdzie podróżował Kazimierz Nowak, i sposób, w jaki to zrobił, może docenić to bohaterstwo połączone z niezwykłą skromnością. On się nie chwalił, on po prostu opisywał, co widział”.

Tamtego dnia ku postaci Kazimierza Nowaka zwróciły się oczy wielu osób. Zrodził się pomysł, by jego imieniem nazwać skwer na poznańskim Łazarzu. Nieopodal, przy ulicy Lodowej 32/8 podróżnik mieszkał wraz z rodziną. Kolejna tablica pamiątkowa w kształcie Afryki poświęcona Nowakowi stanęła wkrótce w Ogrodzie Tolerancji przy Muzeum – Pracowni Literackiej Arkadego Fiedlera w Puszczykowie.


Odsłonięcie tablicy pamiątkowej w listopadzie 2006 roku.

Od lewej: Ryszard Kapuściński, Łukasz Wierzbicki, Maciej Pastwa. Fot. D. Szmajda

Po obejrzeniu telewizyjnej relacji z uroczystości na poznańskim dworcu odezwała się rodzina wielkiego podróżnika. Irena Gołębiowska (bliska krewna Marii Nowakowej, żony Kazimierza) zaprosiła nas do Sułowa Wielkiego, gdzie pośród rodzinnych pamiątek przechowuje kilkadziesiąt niepublikowanych wcześniej fotografii wykonanych przez „wuja Kazia” w Afryce, opatrzonych własnoręcznym komentarzem autora. Od pani Ireny otrzymaliśmy kontakt do kolejnych członków rodziny Kazimierza Nowaka. Okazało się, że żona Nowaka Maria oraz córka Elżbieta, mimo wojennej zawieruchy i przeprowadzki w latach powojennych do Trójmiasta, przechowały wielką ilość pamiątek po podróżniku. Po śmierci Elżbiety materiałami tymi zaopiekował się jej mąż – Marian Gliszewski. Goszcząc w grudniu 2006 roku w jego domu, zapoznałem się ze zbiorem unikatowych zdjęć, wycinków z prasy afrykańskiej, listów do rodziny, a także kilkuset przedwojennych czasopism i gazet z tymi wszystkimi korespondencjami z Afryki, do których nie dotarłem podczas poszukiwań prowadzonych w bibliotekach. Dowiedziałem się ponadto, że Elżbieta Gliszewska, wspierana przez swego męża, pracowała w latach pięćdziesiątych nad wyborem reportaży ojca i wydaniem liczącej ponad 800 stron maszynopisu książki Na przełaj przez Afrykę. Niestety, książki tej nie udało się wówczas opublikować.

Raz jeszcze przystąpiłem do pracy nad redakcją książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Tym razem dysponowałem kompletnym materiałem źródłowym. Równocześnie rozpocząłem pracę nad bogato ilustrowaną książką zatytułowaną Afryka Kazika, w której zawarłem czterdzieści inspirowanych przygodami Kazimierza Nowaka opowiadań przeznaczonych dla najmłodszych czytelników. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa BIS w lutym 2008 roku. Wspólnie z Wydawnictwem Sorus planujemy dalsze publikacje z archiwum poznańskiego podróżnika, w tym zbiory listów Nowaka do żony i syna.

Szczególne podziękowania za inspirację i pomoc w zebraniu materiałów źródłowych należą się mojemu zmarłemu w roku 2002 Dziadkowi, Józefowi Wiśniewskiemu. Za udostępnienie archiwów wdzięczny jestem Marianowi Gliszewskiemu, Irenie Gołębiowskiej oraz Janinie Kielar, której dziadek był wujem Kazimierza Nowaka, i Beacie Nowak, której mąż był wnukiem podróżnika. Za serdeczność i pomoc w przygotowaniu wszystkich siedmiu wydań książki dziękuję Wydawnictwu Sorus. Gorące podziękowania składam wszystkim osobom, które zaangażowały się w popularyzację historii Kazimierza Nowaka, w tym nade wszystko Maciejowi Pastwie oraz Ryszardowi Kapuścińskiemu, którego udział w odsłonięciu tablicy poświęconej Kazimierzowi Nowakowi stanowi dla mnie bezcenne i niezapomniane wspomnienie. Pracę włożoną w zrealizowanie książki dedykuję żonie Klaudii.

*

Fakt, że 70 lat po śmierci autora udało się spełnić jego własne marzenie i że do rąk Czytelników trafiła kompletna, wzbogacona o nigdy wcześniej niepublikowane zdjęcia książka Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd, stanowi dla mnie źródło olbrzymiej radości.

Kazimierz Nowak w ostatnich latach zagościł w niezliczonych reportażach prasowych, radiowych i telewizyjnych, został bohaterem komiksu oraz postacią utrwalaną na koszulkach. Organizowane są wystawy jego fotografii. Dzieci z zapałem i fantazją wykonują prace plastyczne ilustrujące jego przygody, odgrywają scenki, w których polski cyklista przeżywa raz jeszcze swe afrykańskie perypetie. 15 maja 2009 roku Gimnazjum nr 5 – Gimnazjum Mistrzostwa Sportowego w Poznaniu, jako pierwsza szkoła w Polsce, otrzymało imię Kazimierza Nowaka.

W latach 2009–2012 odbyła się wyprawa przez Czarny Kontynent śladami Kazimierza Nowaka. Inicjatywa ochrzczona Afryka Nowaka przybrała formę sztafety, która wystartowała 4 listopada 2009 roku z Boruszyna, sprzed domu, w którym w 1931 roku mieszkali Nowakowie. Wzięło w niej udział ponad sto pięćdziesiąt osób z Polski, a także innych krajów. Sam odbyłem jeden z etapów – konny prezez Namibię.

Historia samotnika przemierzającego Czarny Ląd pobudza wyobraźnię, jej ciąg dalszy dopisują kolejni Czytelnicy niniejszej książki oraz mali Czytelnicy Afryki Kazika. Dzieło Kazimierza Nowaka stanowi lekcję postrzegania świata z szacunkiem, życzliwością i zainteresowaniem, staje się inspiracją do planowania własnych wypraw, startem po przygodę dla kolejnych ciekawych świata podróżników.


Obowiązkowa godzina snu w szkole misyjnej w Elisabethville

Tak było w moim przypadku. Zainspirowana dziadkowymi opowieściami wycieczka do biblioteki okazała się początkiem jednej z największych przygód mego życia oraz natchnieniem do odbycia kilku podróży do Afryki. Każda z nich stanowiła próbę znalezienia odpowiedzi na pytania, do zadania których skłania lektura listów Kazimierza Nowaka.

Od czasu odbytej przez Nowaka podróży bardzo wiele zmieniło się na Czarnym Lądzie. Zgodnie z przewidywaniami polskiego podróżnika, a wbrew interesom mocarstw kolonialnych, narody Afryki upomniały się o niepodległość.

Los chciał, że w dążeniu do wolności dopomogła Afryce druga wojna światowa. Oto z jej frontów wracają do domu wcieleni do armii brytyjskiej i francuskiej czarnoskórzy żołnierze. Przynoszą z rozdartej i wyniszczonej Europy niesłychane wieści, a nade wszystko świadomość narodową, poczucie możności decydowania o własnym losie oraz chęć wyzwolenia się spod władzy białych. Nieśmiałe początkowo iskierki buntu wzniecają pożogę na całym kontynencie. Za przykładem Ghany i Gwinei w samym tylko 1960 roku aż siedemnaście państw zyskuje niepodległość. Biegu historii nic już nie powstrzyma.