Kochana Maryś! Listy z Afryki. Tom ITekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Strona tytułowa


Strona redakcyjna

Oryginały listów do żony, a także inne dokumenty i fotografie zamieszczone w niniejszej książce pochodzą z archiwum Elżbiety Nowak-Gliszewskiej i Mariana Gliszewskiego.

Redakcja: Dominik Szmajda

Współpraca: Teresa Szmajda, Piotr Szmajda

Korekta: Wojciech Nowakowski

Projekt okładki, opracowanie materiału ilustracyjnego i skład:

Dominik Szmajda

Copyright © by DM Sorus Sp. z o.o.

Wydanie I, Poznań 2014

Dodruk styczeń 2015

Printed in Poland

ISBN 978-83-65419-38-5

DM Sorus Sp. z o.o.

ul. Poplińskich 12A

61-574 Poznań

tel. 61 653 01 43

sorus@sorus.pl

www.sorus.pl

www.kazimierznowak.pl

Podziękowania

Dziękuję Teresie Szmajdzie – mojej mamie, która włożyła wiele serca w opiekę nad listami Kazimierza Nowaka do żony. Bez jej zaangażowania niniejsza publikacja nie byłaby możliwa.

Dziękuję także Łukaszowi Wierzbickiemu, który zapoznał nas wszystkich z K. Nowakiem i odkrył go dla świata na nowo.

Dziękuję także wszystkim, którzy pomogli mi w pracach nad tą książką, w szczególności Katarzynie Falkowskiej – mojej życiowej partnerce,

a także Robbowi Maciągowi i Piotrowi Tomzie.

Przedmowa

Listopad 1931 roku – Kazimierz Nowak wyrusza w podróż przez Afrykę. Na rowerze, samotnie, bez pieniędzy, za to z niezwykłą determinacją, która pozwoli mu dokonać wyczynu bez precedensu. Przemierza na rowerze przestrzeń od leżącego na północy afrykańskiego kontynentu Trypolisu do położonego na jego południowym krańcu Kapsztadu. Następnie zawraca i inną drogą pokonuje znowu całą Afrykę, aby w listopadzie 1936 roku dotrzeć do Algieru.

Urodził się w 1897 roku w Stryju na Podkarpaciu. Brał udział w I wojnie światowej; został ciężko ranny w bitwie pod Kielcami. Po wojnie i demobilizacji osiadł w Poznaniu, gdzie pracował jako urzędnik w Poznańskim Banku Ubezpieczeń. Prawdopodobnie tam poznał swoją przyszłą żonę – Marię Gorcik. Biorą ślub w 1922 roku, wkrótce na świat przychodzą ich dzieci – Elżbieta i Romuald.

W wyniku ogólnokrajowego kryzysu Nowak w 1924 roku traci pracę. Zmuszony jest opuścić Poznań i wraz z rodziną przeprowadza się najpierw do wsi Wagowo, a następnie do Boruszyna. Aby utrzymać rodzinę staje się wędrownym fotografem. W poszukiwaniu klientów udaje się w coraz dalsze podróże, wyjeżdża także za granicę, a jego nieodłącznym środkiem transportu jest rower. Odbywa na nim dwie podróże po Europie. Podczas drugiej, w 1927 roku, ląduje po raz pierwszy w Afryce – we włoskiej Trypolitanii, a swoją podróż nazywa „naokoło świata”. Jednak z braku wystarczających środków dociera jedynie do Algieru i stamtąd wraca do Europy. Podczas tej wyprawy publikuje pierwsze reportaże, a po powrocie do kraju rozpoczyna przygotowania do kolejnej podróży na Czarny Ląd.

Kiedy 4 listopada 1931 roku żegna się z rodziną, nie wie jeszcze, że ponownie zobaczy żonę i dzieci dopiero po pięciu latach.

Niniejszy, pierwszy tom listów wydajemy niemal 80 lat od śmierci Kazimierza Nowaka. Historia jego pięcioletniej podróży przez Afrykę, mimo upływu czasu, wciąż działa na wyobraźnię kolejnych pokoleń Polaków.

Czytelnicy polskiej prasy lat trzydziestych XX wieku śledzili szlak jego afrykańskiej wyprawy niemal na bieżąco, bowiem relacje podróżnika publikowały największe tytuły prasowe. W trakcie jego podróży, czyli w latach 1931–1936, opublikowano kilkaset reportaży, z czego najwięcej ukazało się na łamach „Na Szerokim Świecie”, „Kuriera Poznańskiego”, „Ilustracji Polskiej”, „Przewodnika Katolickiego”, „Kuriera Warszawskiego” i „Światowida”.

Kazimierz Nowak marzył o napisaniu o tej podróży książki. Tego marzenia nie udało mu się jednak zrealizować. Nie zdążył – zmarł 13 października 1937 roku, czyli w niecały rok po powrocie do Polski. Po wojnie taką próbę podjęła jego córka – Elżbieta. Wspólnie z bratem Romualdem przygotowali maszynopis reportaży ojca, który jednak nie znalazł wydawcy. Ostatecznie w 1962 roku Elżbiecie udało się wydać album ze zdjęciami ojca, zatytułowany Przez Czarny Ląd, nakładem wydawnictwa Wiedza Powszechna.

Wiele, bo blisko 40 kolejnych lat minęło, zanim postać Kazimierza Nowaka została odkryta na nowo. A stało się to za sprawą Łukasza Wierzbickiego, który zebrał, opracował i ułożył w chronologiczną całość reportaże podróżnika publikowane we wspomnianych czasopismach. Tak powstało pierwsze, jeszcze niekompletne wydanie książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931–1936, które ukazało się w roku 2000 w poznańskiej oficynie Sorus (słowo „listy” w tytule oznacza właśnie reportaże Nowaka, a nie listy do żony). Jednak nie od razu czytelnicy zauważyli tę pozycję. Przez 6 lat udało się sprzedać zaledwie 600 egzemplarzy tej książki i trzeba było kolejnych zdarzeń, które spowodowały zwiększenie zainteresowania wyczynem podróżnika.

Archiwa rodzinne

Rok 2006 okazał się przełomowy – zarówno w historii sukcesu książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd, jak i dotarcia do listów Kazimierza Nowaka do żony. Wcześniej Łukasz Wierzbicki – redaktor wspomnianej pozycji i tym samym odkrywca Nowaka dla współczesnych – bezskutecznie poszukiwał rodziny podróżnika. W 2006 roku książką żywo zainteresował się Ryszard Kapuściński. W listopadzie przyjechał do Poznania, aby na dworcu głównym PKP w Poznaniu odsłonić tablicę pamiątkową poświęconą Nowakowi, którą ufundował poznański podróżnik Maciej Pastwa. Relacje medialne z tego wydarzenia zaowocowały nawiązaniem z Wydawnictwem Sorus kontaktu przez dalszą rodzinę podróżnika – Gołębiowskich (ze strony Marii) i Kielarów (ze strony matki Kazimierza). Najpierw otrzymaliśmy telefon od zięcia pani Ireny Gołębiowskiej z Sułowa Wielkiego, bratanicy Marii, dla której Kazimierz Nowak był więc wujkiem. Niemal równocześnie napisał do nas z Kanady pan Wojciech Kielar, którego matka – pani Janina Kielar, mieszkała w Sanoku.

Irena Gołębiowska udostępniła nieznane nam wcześniej fotografie Nowaka oraz przekazała adres córki Kazimierza – Elżbiety Nowak-Gliszewskiej. Okazało się, że Elżbieta zmarła w 2001 roku. Ale żył jej mąż – 85-letni wówczas Marian Gliszewski. Co ciekawe, dowiedzieliśmy się, że oboje znali pierwsze wydanie Rowerem i pieszo…

W roku 1953 Maria przeprowadziła się z Poznania do mieszkającej w Gdańsku Elżbiety, gdzie w listopadzie 1955 roku, w wieku 61 lat, zmarła. Od tego czasu Gliszewscy przechowywali bogate archiwum ojca i teścia z setkami reportaży, fotografii, z licznymi dokumentami i właśnie z listami Nowaka do żony. Ale to właśnie Maria gromadziła w okresie afrykańskiej podróży Kazimierza nadsyłane przez niego materiały, a po jego śmierci w 1937 roku przechowała w mieszkaniu przy ul. Lodowej w Poznaniu przez okres wojny i po jej zakończeniu, aż do przeprowadzki do Gdańska.

Staraniem Łukasza Wierzbickiego, Macieja Pastwy i naszego wydawnictwa pan Marian Gliszewski najpierw udostępnił materiały do trzeciego, rozszerzonego i wreszcie kompletnego wydania książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd, które ukazało się w roku 2007, a po kilku latach przekazał całe archiwum Gliszewskich Wydawnictwu Sorus na potrzeby publikacji kolejnych książek o Kazimierzu Nowaku.

Trzecie wydanie Rowerem i pieszo… przygotował i opracował, podobnie jak poprzednie, Łukasz Wierzbicki[1]. Wydanie to ostatecznie wyczerpuje historię podróży Nowaka zawartą w jego reportażach. Jednak wielki zbiór listów podróżnika do żony pozostawał wciąż nieodkryty dla szerszej publiczności.

Dzięki materiałom udostępnionym przez wymienione wyżej rodziny na przełomie lat 2010–2011 z inspiracji i przy udziale Teresy Szmajdy – współwłaścicielki Wydawnictwa Sorus – powstała pierwsza biograficzna książka o naszym bohaterze – Polska Kazimierza Nowaka. Przewodnik rowerzysty autorstwa Jacka Y. Łuczaka, która ukazała się na rynku latem 2011 roku. Wiele informacji (szczególnie biograficznych) zostało zaczerpniętych z listów Nowaka do żony. W tej właśnie książce po raz pierwszy opublikowaliśmy fragmenty wybranych listów. Poza tym bardzo pomocne okazały się materiały udostępnione przez rodzinę Romualda Nowaka – syna Kazimierza. Wśród tych pamiątek szczególne miejsce zajmuje pamiętnik podróżny, towarzyszący Nowakowi w jego wszystkich podróżach od 1925 roku oraz listy Kazimierza do syna.

W latach 2009–2011 listy do Marii posłużyły ponad setce podróżników, którzy brali udział w przedsięwzięciu „Sztafeta Afryka Nowaka”. Ten niecodzienny projekt polegał na powtórzeniu trasy Kazimierza Nowaka przez Afrykę w formie rowerowej sztafety, której uczestnicy zmieniali się co miesiąc, a pałeczkę stanowił specjalnie przygotowany egzemplarz Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd w formacie A5, wypełniony fragmentami tekstu i fotografiami, z wolnymi stronami do wpisów i stempli z odwiedzanych miejsc. Dzięki listom Nowaka do żony uczestnikom udało się wiernie odtworzyć znakomitą część tej trasy i dotrzeć do wielu ważnych miejsc i ludzi, a nawet do żyjących jeszcze osób pamiętających wizytę polskiego podróżnika.

 

Zdaniem tych, którzy mieli okazję zapoznać się z rękopisami, listy jawią się jako materiał niezwykle interesujący. Przez kilka ostatnich lat otrzymywaliśmy zapytania z różnych stron dotyczące ich publikacji bądź udostępnienia na potrzeby badań. Pomysł na ich wydanie w formie książki od razu wydał nam się oczywisty. Listy wymagały najpierw cyfrowego zarchiwizowania, a następnie przepisania. Jednak formuła ich wydania dojrzewała powoli, czego przyczyny omówimy szerzej w dalszej części niniejszej Przedmowy.

„Na Szerokim Świecie”

Dziwne to życzenie Mroza o listy prywatne nasze – wiesz? – napiszę raz list do Ciebie taki, że możesz go posłać nawet do Mroza! Napiszę może przed świętami jeszcze – „list z podróży do żony i dzieci” z opisem podróży i przeżyć, z fotogr. – niech i moja Maryśka wejdzie na widownię, jak we włoskiej gazecie było i jak w Belgji pisali o mojej madame i dziecinach! Może to i ciekawe będzie, ale wtedy napiszę osobno, że list ten przesłać możesz, dobrze?

[koło Nizi, Kongo Belgijskie, 1 marca 1933]

Jak widać, pomysł opublikowania listów Kazimierza Nowaka do Marii nie jest nowy. Co więcej, Stanisław Mróz – redaktor dwutygodnika „Na Szerokim Świecie”, który zamieścił najwięcej reportaży naszego bohatera – dopiął swego, bo publikacja w końcu doszła do skutku. W kilku numerach tego pisma z 1939 roku, już po śmierci K. Nowaka, wydrukowane zostały obszerne fragmenty listów z okresu od 2 stycznia do 20 czerwca 1932 roku, czyli z niemal całej podróży przez Libię. Trzeba jednak zaznaczyć, że owe fragmenty dotyczyły wyłącznie opisów samej podróży, a wszystkie inne treści zostały pominięte. Na rękopisach listów zauważyć można zaznaczone czerwoną kredką akapity, które znalazły się na szpaltach gazety. Najpewniej wyboru fragmentów do ówczesnej publikacji dokonała osobiście adresatka listów.

Trudno dziwić się Marii, że tak bezwzględnym okazała się cenzorem. Aspekt intymnego charakteru listów jest powodem dość oczywistym. Ale są też inne. Przez całą pięcioletnią korespondencję, niemal w każdym liście, wciąż powraca jeden i ten sam wątek – troski Kazimierza o byt najbliższych pozostawionych w Polsce i ciężar ich życia, któremu pomimo nadludzkich starań nie udaje mu się ulżyć, a przynajmniej nie od razu i nie w takim stopniu, w jakim by sobie tego życzył i pierwotnie zakładał.

Wyjeżdżając do Afryki K. Nowak liczył na to, że już pierwsze reportaże przyniosą szybki dochód jego rodzinie. Nie był nowicjuszem, miał za sobą publikacje prasowe z wcześniejszych wypraw. W roku poprzedzającym wyjazd do Afryki odbył podróż po Polsce, podczas której odwiedził szereg redakcji, które – jak później pisał – „przyrzekły mu pomoc”. Z tych przyrzeczeń, będąc już w Afryce, w gorzkich słowach rozliczał każdą z nich, dając wyraz swojemu rozczarowaniu i bezsilności właśnie w listach do Marii.

Mam znowu coś napisane do gazet, ale za co wysłać? W redakcjach tkwi i tak mojich kilkaset franków, które wydałem na porto, a listy leżą! Ot i Kurjer Pozn. drukuje moje listy z MURZUK na Saharze, a ja już na drugim prawie krańcu Afryki! I jak pisać, do kogo – ani chęci nie ma! Tyle zdjęć ciekawych, tyle manuskryptów tkwi – ja przymieram głodem, a oni drukują potem, płacą jak chcą, coraz mniej – straszne jednak jest życie! Sił coraz mniej i chęć czynu ulata.

[Mpala, Kongo Belgijskie, 24 lipca 1933]

Te treści naturalnie również nie nadawały się do publikacji w „Na Szerokim Świecie”.

Listy zawierają wiele innych wątków, których Maria, a może i sam redaktor Mróz, nie zdecydowaliby się upublicznić – wrócimy do nich niebawem.

Statystycznie

Ile ich jest? Odpowiedź nie jest prosta ani oczywista. Liczyć można różnie. Nowak numerował je wszystkie, wystarczyłoby więc odczytać numer ostatniego i dowiemy się, że było ich 218. Archiwum nie jest jednak kompletne: brakuje czterech numerów; posiadamy więc 214 listów. Jednak to także nie jest precyzyjna odpowiedź. Owa numeracja dotyczyła bowiem kolejnych numerów przesyłek z listami, a nie pojedynczych listów z nagłówkiem i datą. Pisał więc list za listem, datując każdy z osobna, a gdy trafiał na pocztę, wkładał je wszystkie w kopertę, opatrując uprzednio kolejnym numerem korespondencji, i taką przesyłkę nazywał właśnie „listem”. Korespondencję wysyłał, w zależności od okoliczności, średnio co osiem dni, a w praktyce przerwy w jej nadawaniu nie trwały dłużej niż dwa do trzech tygodni. Wyjątkowo zdarzała się dłuższa przerwa – około miesiąca. Tak było na przykład podczas etapu Gadames – Ghat przez Pustynię Libijską na początku 1932 roku. Ów list rozpoczynała data 2 stycznia, a wysłany został 3 lutego – przy pierwszej nadarzającej się okazji, czyli po tysiącu kilometrach przebytej drogi i trzydziestu dwóch dniach wędrówki przez bezludną pustynię. W kopercie znajdowało się łącznie czterdzieści osobno datowanych listów napisanych na trzydziestu dziewięciu stronach, na cieniutkich, bibułkowych kartkach, dostosowanych do wymogów przesyłek lotniczych. Kartki złożone na pół włożone były jedna w drugą, tworząc swego rodzaju zeszyt opatrzony numerem „17”.

Przez pięć lat Kazimierz Nowak zapisał 2550 stron, a raczej tyle się zachowało, bo, jak wyżej wspomniałem, brakuje w archiwum czterech listów: nr 9, 23, 24 i 51. O losie pierwszego z nich nie wiemy nic, poza tym, że został wysłany najprawdopodobniej jeszcze z Trypolisu. Dwa kolejne (23 i 24) były napisane w okresie 13–22 kwietnia 1932 roku, czyli podczas podróży przez libijską Cyrenajkę. Zgodnie z przypuszczeniami samego autora zapewne nie przeszły przez cenzurę wojskową ze względu na prowadzone tam wówczas działania wojenne. Z kolei list nr 51 dotyczy okresu między 23 października a 1 listopada 1932 roku, czyli etapu sudańskiej podróży Nowaka pociągiem z Atbary do Chartumu i pierwszych dni pobytu w stolicy tego kraju.

Ile w takim razie jest pojedynczych listów? Przyjmując, że każdy ma oddzielną datę i nagłówek, to jest ich 1242. Kazimierz pisał więc do Marii średnio nieco rzadziej niż codziennie i nieco częściej niż co drugi dzień.

A co z listami Marii? Nowak często odwołuje się do listów żony, podając ich numery. Stąd wiemy, że było ich równie dużo. Wiemy także, że Kazimierz raz na jakiś czas odsyłał Marii paczkę z jej listami, aby ich przypadkiem nie stracić gdzieś w podróży. Niestety, w domu Elżbiety nie zachował się ani jeden i nie znamy ich losu.

Opowieści z listów

Listy Nowaka są bogate w rozmaite wątki i tematy, które z większym bądź mniejszym nasileniem pojawiają się w listach przez wszystkie pięć lat podróży. Spróbujmy choć pokrótce zwrócić uwagę na niektóre.

Rodzina

Postać naszego bohatera nie w każdym wzbudza taki sam entuzjazm. Jego krytycy najczęściej podkreślają fakt, że oto mąż i ojciec pozostawił swoją rodzinę na całe pięć lat bez opieki i trudno taką postawę pochwalać. Mówiąc dosadniej, Nowak zachował się jak egoista! Wyjechał spełniać marzenia, swoje marzenia – kosztem rodziny, która przecież go potrzebowała.

Czy rzeczywiście Nowak był egoistą? Jakie pobudki nim kierowały, że zdecydował się na tak długą rozłąkę?

Zapewne lektura listów nie rozstrzygnie jednoznacznie tej kwestii, a opinie czytelników na ten temat pozostaną mniej lub bardziej rozbieżne. Jednak dzięki tej lekturze dowiemy się, co sam Nowak ma do powiedzenia na ten temat. A pisze o tym całkiem dużo i często:

Pozostaje mi zatem uciec z Konga, ale jak, którędy? Do Polski podróż stąd tysiące złotych kosztuje, rowerem sił nie mam do Was powrócić, a zresztą po co? Czy po to, by znowu po wsiach włóczyć się za pracą, której nie tak lekko znaleźć? O Maryś, uwierz! – bardzo już tęskno i strasznie tak samotnie się tułać, ale nie mam po co wracać do kraju, czeka mię tam jeszcze większa nędza jak ta podróżnicza!

[Albertville, Kongo Belgijskie, 14 lipca 1933]

Z treści listów uważny czytelnik może też nieco wywnioskować, co sama Maria o tym sądziła – na ile rozumiała męża i wspierała go w jego przedsięwzięciu, a na ile cierpiała i godziła się z brakiem wyboru.

Wiele myśli i trosk Marii odbija się jak w lustrze w listach jej męża. Dowiadujemy się m.in., jak ciężkie mogło być życie żony nieobecnego męża-podróżnika w takim środowisku jak wieś, gdzieś na skraju Puszczy Noteckiej, w latach trzydziestych XX wieku. Przekonamy się, jak trudno było liczyć na wyrozumiałość nawet przedstawicieli lokalnej elity (np. wielokrotnie wymieniany w listach proboszcz Jerzycki z Boruszyna), a co dopiero sąsiadów i innych spotykanych przez nią ludzi.

Bardzo ciekawym wątkiem są wskazówki Kazimierza dotyczące wychowania dzieci. Nowak doradzał żonie m.in. w takich sprawach, jak wybór szkoły czy podsuwanie dzieciom właściwych lektur. Pisał też osobne listy zarówno do córki (Elżbiety), jak i do syna (zachowały się tylko te do Romualda) i niecierpliwie wyczekiwał odpowiedzi, a gdy te nie nadchodziły, po prostu ponaglał. Prosił także Marię, aby motywowała dzieci do pisania:

Wiesz, co przed chwilą robiłem? Pisałem do naszych dzieci. Te dwa małe świstki papieru taką mi prawdziwą przyjemność zrobiły, że ani uwierzysz może! Czy im pomagasz w redakcji listu? Nie rób tego! Ja nie znam mych dzieci prawie, niech choć w ten sposób zbliżę się do nich, niech choć częściowo poznam ich myśli, z których dowiem się dużo. Niech piszą samodzielnie – bez przepisywania na czysto – niech pytają o to, co ich ciekawi, niech mi opisują swe życie, wszystko niech piszą co myślą, co im serduszko czy rozum podyktuje. A także niech sami czytają najpierw me gryzmoły. To dobrze, gdy się nauczą czytać pisane przez kogoś! A potem przeczytaj im, aby zrozumieli, omów list, objaśnij jeszcze, choć ja staram się pisać tak, aby zrozumieli.

[Usumbura, Urundi,16 czerwca 1933]

Angażował się w podejmowanie przez Marię tak strategicznych decyzji, jak przeprowadzka do Poznania, ale również w zwyczajne, codzienne sprawy:

Ty piszesz, że zimno w nogi! Jest koc, ten duży, ciepły, chcesz w końcu pisać w dzień, trudno, rozumię! Owiń się kocem od głowy do stóp, a jeszcze chłodno, to hyc do łóżka, a szanuj zdrowie!

[Murzuk, Libia, 29 lutego 1932]

Do listów dołączał często upominki dla najbliższych i dowody pamięci. Od czasu do czasu przyklejał do swoich listów kwiaty, ale zdarzały się i dużo „cięższe” przesyłki, jak choćby skrzynia z kamiennymi różami pustyni. Znaleźć można nawet taką osobliwość, jak dwa siwe włosy wyrwane z brody Nowaka, prawdopodobnie w rewanżu za otrzymany od Marii pukiel jej włosów.

Czytelnik listów natrafi na wiele płomiennych opisów uczuć, jakie Kazimierz żywił do swej małżonki, nieodłącznie przepełnionych tęsknotą i żalem, choćby dlatego, że nie może dzielić z Marią żadnej z wielu szczególnych chwil, których doświadcza. Ale podróżnik nie ograniczał się w swych miłosnych wyznaniach li tylko do sfery duchowej. Nie sposób pominąć tych najbardziej intymnych zwierzeń i pragnień, którymi od czasu do czasu mąż dzieli się ze swoją żoną. Jakkolwiek ich obecność jest czymś naturalnym, to jednak tu szczególnie budzi się wątpliwość, czy ktokolwiek poza Marią powinien je czytać.