Nie ufaj nikomuTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nie ufaj nikomu
Nie ufaj nikomu
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70,90  56,72 
Nie ufaj nikomu
Audio
Nie ufaj nikomu
Audiobook
Czyta Marta Wągrocka
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– A może dołączę do ciebie na trochę? – Na jego twarzy pojawia się uśmiech, przez co jeszcze trudniej jest mi go rozczarować.

Zazwyczaj, gdy Freya już śpi, mamy czas dla siebie i chociaż Will nocuje w pokoju gościnnym, pierwszą część wieczoru zawsze spędza w moim łóżku.

– Will, tak mi przykro, ale dziś po prostu potrzebuję snu. Rozumiesz? Obiecuję, że ci to wynagrodzę.

– Okej – mówi z udawanym optymizmem, ale wiem, że jest zawiedziony. – Skoczę tylko do sklepu po wino. Zauważyłem, że nie masz żadnego. Potrzebujesz czegoś?

Zaprzeczam, a on wstaje i całuje mnie w czoło. Robi to często i podoba mi się, że w taki sposób zapewnia mnie, że wszystko jest w porządku.

– Moje klucze leżą na stoliku przy telefonie – mówię, a gdy rusza do drzwi, powtarzam, że mi przykro.

Po wyjściu Willa wstaję, żeby nalać sobie szklankę wody, i zauważam jego iPhone’a wetkniętego między poduszki sofy. Nie powinnam tego robić. To naruszanie jego prywatności, a Will jest ostatnią osobą, która by na to zasługiwała, ale czuję, że muszę sięgnąć po aparat. Znam hasło – tak bardzo mi ufa, że powiedział mi kiedyś, że to rocznica naszego poznania – i ani się obejrzę, a telefon ląduje w moich dłoniach. Wstukuję 0-8-1-0 i wita mnie ekran główny.

Robię to dla ciebie, Zach, bo potrzebuję odpowiedzi. Myślałam, że się z tym pogodziłam, że zaakceptowałam to, co zrobiłeś, ale teraz ta kobieta pojawia się i zrzuca na mnie bombę. Zegar tyka… i nie mam za wiele czasu.

W myślach obiecuję Willowi, że nie będę węszyć, że poszukam tylko Alison Cummings i Dominica Bradforda i nie sprawdzę niczego więcej.

Sklep znajduje się zaledwie pięć minut od domu, więc zakupy nie zajmą Willowi dużo czasu; muszę się pospieszyć. Ale moje poszukiwania po raz kolejny okazują się jałowe. Chociaż widzę mnóstwo ludzi o takich nazwiskach, nie są to ci, których szukam. Na niektórych profilach nie ma zdjęć, ale żadna z tych osób nawet nie mieszka w Londynie.

Nie zamierzam się poddać. Mam przecież adres – choć pewnie fałszywy – który mogę wykorzystać jako punkt wyjścia: Hawthorn Gardens. Chociaż ulica znajduje się tutaj, w Ealing, nie znam jej, ale nawigacja w telefonie pomoże mi ją odszukać. Dotrzymując cichej obietnicy złożonej Willowi, zacieram za sobą ślady i odkładam telefon tam, gdzie go znalazłam, ale i tak ogarnia mnie poczucie winy.

Kilka sekund później Will staje w drzwiach, ściskając w dłoni butelkę wina, z głową odrobinę przechyloną na bok.

– Och, nie słyszałam, jak wszedłeś.

Jak długo tam stoi? Wystarczająco długo, żeby zobaczyć, jak grzebię w jego telefonie? Panikuję i przygotowuję się, by wyjaśnić, co robiłam. By powiedzieć mu o Alison Cummings i zaryzykować, że zwątpi w moje zdrowe zmysły, bo to lepsze niż podejrzenia o brak zaufania.

– Starałem się zachowywać cicho, żeby nie obudzić Frei – wyjaśnia.

Żadnej wzmianki o telefonie ani o tym, co z nim robiłam.

– Zostawiłeś tu swoją komórkę – mówię i pochylam się, żeby po nią sięgnąć.

Bierze ją ode mnie i wsuwa do kieszeni.

– Dzięki. Nawet nie zauważyłem.

Przyglądam się badawczo jego twarzy, szukając oznak tego, że mnie widział, że poddaje mnie jakiemuś testowi i czeka, aż się przyznam, ale jego twarz pozostaje nieprzenikniona.

Will idzie do kuchni, nalewa sobie kieliszek wina, a potem całuje mnie na dobranoc. Pocałunek jest krótszy niż zazwyczaj, ale mam nadzieję, że to tylko z powodu rozczarowania, że nie będziemy się dziś kochać.

Szykuję się do snu i zamykam za sobą drzwi do sypialni, mimo że zazwyczaj zostawiam je szeroko otwarte, na wypadek gdyby Freya mnie potrzebowała, po czym wracam do poszukiwań. Tym razem poluję na Dominica Bradforda i chociaż zaczynam od strony University of West London, gdzie pracował z Zachem, nie ma o nim wzmianki na liście wykładowców. To, że już tam nie uczy, nie jest dla mnie zaskoczeniem, ostatecznie ludzie często zmieniają pracę. Wklepuję jego nazwisko w Google, ale żaden z wyników wyszukiwania nie wskazuje na osobę, o którą mi chodzi.

Jak przez mgłę pamiętam jego twarz, ciemne włosy, zbyt gładkie i starannie zaczesane. Tak naprawdę niemal go nie znałam. Nie był bliskim przyjacielem Zacha. Pracowali razem, ale nie wykładali nawet na tym samym wydziale. Po raz pierwszy spotkałam go na pogrzebie. Pamiętam, że ujął moją dłoń, powiedział, jak bardzo mu przykro, i zapewnił, że Zach był wspaniałym człowiekiem mimo tego, co ludzie o nim mówią. Byłam wdzięczna, że się pojawił, podczas gdy tylu innych kolegów z pracy Zacha – a nawet jego przyjaciół – postanowiło trzymać się od całej tej sprawy z daleka. Był gładko ogolony, a jego wygląd świadczył o tym, że ma o sobie wysokie mniemanie. Dokładnie tak, jak opisała to Alison Cummings.

Przechodzę na następną stronę z wynikami i zauważam na samej górze link prowadzący do strony uniwersyteckiej, pod której adresem widnieje jego nazwisko: Dominic Bradford. Czuję gulę w gardle, gdy klikam w link i zostaję przeniesiona na stronę University of Westminster. Kilka chwil później odkrywam, że jest kierownikiem wydziału prawa i pracuje w pobliżu stacji metra Euston.

W końcu poczyniłam jakieś postępy. To jest człowiek, który doprowadzi mnie do Alison Cummings.

A potem dowiem się, co ona wie o śmierci mojego męża.

4

Josie

W ciągu ostatnich kilku tygodni naprawdę wzięłam się w garść. Częściej można mnie znaleźć w domu, zaszytą w sypialni z książkami, niż w barze i ku mojemu zaskoczeniu jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem święta – nie przypominam Miss Pruderii, Alison – i zeszłego wieczoru wylądowałam na tylnym siedzeniu samochodu Anthony’ego, ale uciekłam, zanim sprawy zaszły za daleko. Myśl o rozebraniu go mnie odrzuciła, więc obdarowałam go tylko kilkoma pijackimi pocałunkami, w które nie włożyłam żadnego wysiłku. Wykasowałam jego numer, gdy tylko dotarłam do domu.

Trwają ferie świąteczne, ale tego ranka postanawiam wybrać się na uniwerek i pouczyć w spokoju. Rodzice Alison przyjechali z wizytą i myśl o tym, że będą odgrywać szczęśliwą rodzinę zaledwie kilka metrów ode mnie, była nie do zniesienia. Właściwie to nie ma w tym żadnego odgrywania. Oni naprawdę są szczęśliwą rodziną. Odwiedzają Alison co najmniej raz na dwa tygodnie i zabierają ją na lunch czy kolację. Ja nie potrafię sobie wyobrazić, że miałabym pójść na lunch z rodzicami, którzy uśmiechają się do mnie z dumą. Ta dziewczyna nie ma pojęcia, jaką jest szczęściarą.

Docieram na kampus, który przypomina wymarłe miasteczko. Większość studentów cieszy się, że ma przerwę i może spędzić czas z rodziną, więc dla odmiany mogę wybierać i przebierać w dostępnych komputerach.

Kilka godzin później robię notatki do pracy na temat Szekspira, gdy ktoś klepie mnie w ramię. Zakładam, że to jedna z bibliotekarek, która chce mi powiedzieć, że zaraz zamykają, odwracam się więc, gotowa, by błagać o kilka dodatkowych minut, ale widzę Zacha Hamiltona.

Uśmiecha się do mnie, a gdy ściska moje ramię, czuję, jakby przeszył mnie prąd. Chyba tamta pogawędka przy espresso i papierosie sprawiła, że nasza znajomość przeszła na bardziej poufały poziom.

– Hej, Josie, cieszę się, że cię tu widzę. – Szeroki uśmiech potwierdza jego słowa.

– Czy to dlatego, że to ostatnie miejsce, w jakim spodziewałbyś się mnie zobaczyć?

Chichocze.

– Powiedzmy po prostu, że najwyraźniej zrobiłaś spore postępy od naszej ostatniej rozmowy. Wiesz, tamtej, podczas której próbowałaś mnie udusić dymem papierosowym.

– Bardzo zabawne. – Odrzucam włosy do tyłu, a potem zastanawiam się, co najlepszego wyprawiam. Czy ja z nim flirtuję? Zerkam na jego lewą dłoń i widzę na palcu srebrną obrączkę – a może to platyna…

Oczywiście, że jest żonaty.

Siada na sąsiednim krześle.

– Tylko żartowałem. Ale serio, jestem z ciebie dumny. Wnioskując z tego, co mówiłaś ostatnio, pozostanie na studiach nie było dla ciebie łatwe.

„Dostanie się na nie też nie”, myślę, mimo to milczę. Nie musi nic wiedzieć o mojej przeszłości. Czy to, dokąd się zmierza, nie jest ważniejsze?

– Co tutaj robisz? – pytam. – Nie masz w domu rodziny, z którą powinieneś być? Wykładowcy chyba też potrzebują przerwy?

Zach zerka ukradkiem na dłoń, a potem znowu podnosi na mnie wzrok.

– Zostawiłem pendrive’a w jednym z komputerów – wyjaśnia. – Są na nim wszystkie moje wykłady na następny semestr, więc musiałem przyjść i go zabrać. – Przygląda się mojej twarzy. – Komputer w moim gabinecie się popsuł i nie spieszą się z naprawieniem go, więc przychodziłem pracować tutaj. Zazwyczaj nie jestem taki niezorganizowany… Na szczęście Maggie – wskazuje gestem na bibliotekarkę – sprawdziła zawartość pendrive’a, zdała sobie sprawę, do kogo należy, i przechowała go dla mnie.

A więc zaraz sobie pójdzie. Pustka wypełnia moje ciało. To uczucie, którego nie potrafię zrozumieć i właściwie nawet nie chcę próbować.

– Cóż, w takim razie wesołych świąt – mówię, zamykając podręcznik.

Dochodzi piętnasta, a żołądek zaczyna mi przypominać, że jeszcze nic dziś nie jadłam.

– Już kończysz? – pyta.

Czy to możliwe, że słyszę rozczarowanie w jego głosie, czy tylko chciałabym, żeby tak było? Ludzie widzą i słyszą to, co chcą, prawda?

Kiwam głową.

– Muszę coś zjeść. Potrzebuję przerwy. Spędziłam tu ponad dwie godziny.

– W takim razie wyjdę z tobą. Czy to twój samochód stoi na parkingu?

Skąd on wie, że mam samochód?

– Eee, tak.

– Srebrne polo, prawda?

Serce zaczyna mi bić jak oszalałe.

– Zgadza się. To tanie, które wygląda, jakby miało się zaraz rozpaść. Śledzisz mnie czy co? – Szczerzę zęby w uśmiechu, żeby dać mu do zrozumienia, że tylko żartuję, ale w rzeczywistości chciałabym, aby mnie śledził.

 

Śmieje się.

– Nie. Przykro mi, że muszę cię rozczarować, ale przejeżdżałaś koło mnie kilka dni temu. Nie przepadasz za ograniczeniami prędkości, co?

To zdecydowanie do mnie podobne. Trzpiotowata. Właśnie tak nazwała mnie kiedyś Liv i to zabawne, że ten jeden raz udało się jej nie minąć z prawdą.

– Cóż, zawsze się spieszę – mówię. – Życie jest za krótkie, prawda?

Kręci głową.

– W twoim wieku nie powinno takie być, Josie.

Dlaczego wciąż powtarza moje imię? Musi przestać, bo za każdym razem, gdy to robi, roztapiam się jak wosk.

– Mieszkasz daleko stąd?

– Nie. Mieszkam przy stacji South Ealing. – Unoszę rękę. – Wiem, wiem, to zaledwie kilka minut spacerem i zazwyczaj chodzę na piechotę, ale tamtego dnia byłam spóźniona. Nie chciałam przegapić wykładu. – Mogłam skłamać, powiedzieć, że musiałam później gdzieś pojechać, ale czuję, że nie będzie mnie osądzał.

Uśmiecha się szeroko.

– A dziś?

– Hmm, dziś właściwie nie mam wymówki.

– Cóż, wszyscy mamy takie dni. Ja na pewno. I mogę ci się z czegoś zwierzyć?

Serce mi niemal zamiera.

– Tak. Pewnie.

– Ja też mieszkam w Ealing, więc z łatwością mógłbym tu przychodzić na piechotę. Tyle że nigdy nie wstaję wystarczająco wcześnie, żeby wyjść z domu na czas.

– Pieprzyć to! – wołam, a potem przyciskam dłoń do ust, jakbym przeklęła przy księdzu.

On znowu się śmieje i miło jest wiedzieć, że potrafię wywołać uśmiech na jego twarzy.

– To co, idziemy? – pyta.

Gdy wychodzimy na zewnątrz, zimne powietrze uderza mnie jak cios, więc ciaśniej otulam się kurtką. Parking znajduje się po drugiej stronie budynku i kiedy tam idziemy, Zach pyta mnie o plany na święta.

Tego pytania się obawiam i gorączkowo szukam wiarygodnie brzmiącej odpowiedzi.

– Nie jestem pewna – mówię.

Powinnam skłamać, bo teraz on zapyta mnie o rodziców, a to jest rozmowa, której nie chcę przeprowadzać z nikim, nie mówiąc już o tym mężczyźnie, który porusza mnie do głębi każdym swoim słowem.

– Och – mówi tylko. – Musisz mieć wiele możliwości.

– A ty? – pytam szybko, by zmienić temat i odsunąć od siebie myśl, że spędzę sama kolejne święta.

– Jadę z wizytą do rodziców – mówi.

Ta liczba pojedyncza wywołuje moje ożywienie.

Może jest rozwiedziony. Proszę, niech będzie rozwiedziony.

– Nie widują nas za często, a nasza mała ma już prawie dwa latka – dodaje.

Czuję, jakbym dostała w twarz. Ale to przecież niedorzeczne. Jest moim wykładowcą i to oczywiste, że ma żonę, więc dlaczego czuję takie rozczarowanie?

„Bo go lubisz, głupia. Przejrzał cię na wylot, nie ocenia cię po wyglądzie, nie patrzy na ciało i zdaje się lubić ciebie jako osobę”.

– Miło – mówię, szybko odzyskując rezon.

Nie wolno mi się zdradzić ze swoimi uczuciami.

– Tak, będzie miło – potwierdza.

Idziemy dalej w milczeniu, aż w końcu skręcamy za róg i widzę swój samochód.

– Stoję tam – mówię. – A ty gdzie zaparkowałeś?

Gdy odpowiada, że też zatrzymał się na tyłach budynku, czuję jednocześnie ulgę i rozczarowanie. To oznacza, że spędzę z nim jeszcze chwilę, ale z drugiej strony po co mi czas z mężczyzną, o którym nie powinnam nawet myśleć.

Docieramy do ostatniego rzędu, a on zatrzymuje się i odwraca twarzą do mnie.

– Właściwie, Josie, to cieszę się, że na ciebie wpadłem. Jest coś, co chciałem ci powiedzieć. Zamierzałem to zrobić ostatnio, ale nie było okazji.

„Zachowaj spokój. Opanuj się”.

– Tak? – Wyciągam z kieszeni kluczyk do samochodu, żeby się czymś zająć.

– Okej. Hmm, to trochę dziwne, ale po prostu muszę ci powiedzieć… – Unika mojego wzroku i patrzy gdzieś ponad moim ramieniem, szurając stopami jak zdenerwowany nastolatek. – Twoje opowiadanie naprawdę mnie zainspirowało. Nie wspominałem o tym nikomu, poza rodziną oczywiście, ale piszę powieść. To długa historia, w każdym razie zacząłem pisać wiele lat temu i, cóż, w pewnym momencie pojawiła się blokada i przez długi czas tkwiłem w miejscu, ale gdy przeczytałem twoje opowiadanie… to chyba dało mi motywację.

Potrzebuję chwili, zanim dotrą do mnie jego słowa, a gdy uświadamiam sobie, co próbuje mi powiedzieć, czuję, jakbym dostała skrzydeł, upojona tym ogromnym komplementem.

– Ja… eee… dziękuję. To nieoczekiwane, ale… wow.

– To ja chcę podziękować tobie. Jesteś taka utalentowana, Josie, i naprawdę nie chcę, żebyś się poddała, niezależnie od tego, jak ciężko ci będzie. Po prostu pamiętaj o tym, o czym rozmawialiśmy w kawiarni. Gdy tylko będzie ci źle, po prostu o tym pomyśl.

Nie mam pojęcia, co na to odpowiedzieć, więc tylko dziękuję mu i patrzę, jak odchodzi. Jestem zszokowana, że cała ta sprawa znaczyła dla niego tak wiele, że musiał mi to wyznać.

Co to oznacza?

***

Wsiadłam do samochodu, ale nie pojechałam do domu. Zamiast tego poczekałam, aż Zach odjedzie – grzebiąc w schowku i udając, że czegoś szukam – a potem wysiadłam z auta i poszłam do parku Walpole. Nie chciałam być sama, a nawet jeśli Alison byłaby w domu, nie jesteśmy dla siebie dobrym towarzystwem.

Usiadłam na ławce i zagłębiłam się w lekturze książki, którą musiałam przeczytać na następny semestr: Opowieść podręcznej. Zaabsorbowała mnie tak bardzo, że straciłam poczucie czasu i nagle zaczęło się robić ciemno.

Teraz, gdy jadę do domu, Zach zajmuje moje myśli, chociaż wiem, że nie powinien. Jest moim wykładowcą, ma żonę i dziecko, więc co ja wyprawiam?

Zdarzało mi się postępować w życiu dość wątpliwie, ale nigdy nie zrobiłam czegoś takiego. Muszę wziąć się w garść. Poza tym nawet gdyby mnie kusiło, nie mam dowodów na to, że on czuje to samo.

Gdy przekraczam próg, słyszę głosy w salonie. Rodzice Alison muszą wciąż tu być. Pewnie próbują spędzić z córką jak najwięcej czasu.

Otula mnie chmura samotności. Może zazdroszczę Alison tego, co ma, bo po prostu nie potrafię sobie wyobrazić, że ktokolwiek chciałby poświęcić swój czas, żeby mnie odwiedzić i sprawdzić, jak mi idą studia. Może właśnie to skłania mnie, żeby tam wejść. Uczucie, że ten jeden raz chcę być częścią czegoś normalnego, nawet jeśli tak naprawdę tam nie należę.

Gwałtownym ruchem otwieram drzwi, przywołując na twarz uśmiech, który zapewne zirytuje Alison. Jestem ostatnią osobą, którą chciałaby przedstawić rodzicom.

– Cześć! Miło mi… – Ale to nie rodzice Alison siedzą na sofie, tylko młody chłopak, którego wcześniej nie widziałam.

Ma włosy opadające na twarz. Jest ubrany w dżinsy i trampki Converse.

Alison rzednie mina, jakbym przyłapała ich nagich w łóżku, chociaż siedzą z dala od siebie na naszej sfatygowanej sofie.

– Myślałam, że dziś pracujesz – mówi, zerkając na chłopaka, a potem znów na mnie.

– Nie, dziś nie.

Chłopak wstaje i wyciąga do mnie rękę.

– Jestem Aaron, miło mi cię poznać. Josie, prawda? Wiele o tobie słyszałem.

Trudno wyczytać coś z jego uśmiechu. Bez wątpienia wszystko, cokolwiek usłyszał, musiało postawić mnie w fatalnym świetle.

– A ja nie słyszałam o tobie ani słowa – mówię. Z ociąganiem puszcza moją dłoń. – Studiujecie z Alison na tym samym kierunku?

– Nie. My tylko…

– Chodźmy do mojego pokoju, Aaron. – Alison zrywa się i staje murem między nami. Dociera do mnie, że ten facet jej się podoba. To interesujące. Nie wspominała, że ma chłopaka czy choćby jest kimś zainteresowana… ale z drugiej strony jestem ostatnią osobą, z którą chciałaby rozmawiać o czymś takim.

– Czemu nie zostaniemy tutaj? – pyta Aaron. – Może do nas dołączysz, Josie? Mieliśmy właśnie zamówić coś do jedzenia i wypić parę drinków. – Uśmiecha się do mnie i wtedy się orientuję, że w ogóle nie jest zainteresowany Alison. – Cóż, w każdym razie ja zamierzam wypić kilka drinków. Alison mówi, że boli ją głowa.

Zerkam na Alison i widzę jej zbolałą minę. W milczeniu błaga mnie, żebym sobie poszła.

– Niee… Chyba zostawię was samych – mówię, ale potem myślę o pustym pokoju, o spędzeniu następnych kilku tygodni w samotności, podczas gdy wszyscy inni będą obchodzić święta.

Pieprzyć to, muszę coś zjeść, a spędzenie dwóch godzin z Alison to nie jest najgorsza rzecz pod słońcem. Lepsza niż siedzenie w barze i łamanie obietnicy, którą sobie złożyłam, czy spotkanie kolejnego Anthony’ego. Poza tym zabawnie będzie odkryć, co jest między nimi.

– A zresztą… Chętnie do was dołączę. Co zamawiamy? Hinduskie żarcie?

– Nie mam nic przeciwko – zgadza się Aaron. – Co myślisz, Ali?

To zabawne, słyszeć, jak ktoś zwraca się do niej tak poufale. Nigdy nawet nie brałam pod uwagę skracania jej imienia. Jakoś mi to nie pasuje do sztywnej maniaczki czystości, jaką jest.

– Nie należy do moich ulubionych, ale w porządku – mówi cicho.

Wstaje i podchodzi do półki, po czym wyciąga teczkę i przerzuca kartki. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że to organizer na menu, i nie mogę powstrzymać chichotu. Tylko Alison mogłaby mieć coś takiego.

– Proszę. – Wyciąga ulotkę i wręcza ją Aaronowi. – To najlepsza hinduska knajpa w okolicy.

Gdy jedzenie w końcu dociera, wcale nie jest najlepsze, więc z wdzięcznością przyjmuję od Aarona butelkę becka, żeby zapić czymś ten smak. Jedno piwo nie zaszkodzi, prawda? Dziś wieczorem i tak już nie będę się uczyć, a przynajmniej zostałam w domu.

W trakcie posiłku Alison prawie się nie odzywa, jednak Aaron najwyraźniej tego nie zauważa – jest zbyt zajęty mówieniem o sobie. Zastanawiam się, czy nie wymyślić jakiejś wymówki i nie wycofać się do pokoju, bo to okrutne z mojej strony: siedzieć tutaj, podczas gdy ona ewidentnie chce być sama z tym facetem. Ale właśnie wtedy dzwoni jej telefon, a ona zostawia nas na chwilę samych, żeby porozmawiać z rodzicami, więc decyduję, że równie dobrze mogę jeszcze chwilę tu posiedzieć.

– Napij się jeszcze, Josie – proponuje Aaron.

– Chętnie – mówię, bo naprawdę nie chcę być sama.

Będę się tylko snuć z kąta w kąt, myśląc o Zachu i o tym, że jedyny facet, którym naprawdę kiedykolwiek byłam zainteresowana, ma żonę i dziecko. I jest moim wykładowcą.

Aaron wręcza mi kolejną butelkę, a ja pociągam z niej łapczywie, rozkoszując się chłodem szkła na palcach.

– A więc jak wygląda sytuacja między tobą a Alison?

Bierze kilka łyków, nim odpowie.

– Nijak. Nie ma żadnej sytuacji, jesteśmy tylko przyjaciółmi.

Mrużę oczy.

– Naprawdę? Bo tak to nie wygląda.

Wzrusza ramionami.

– Wiem, że się jej podobam. Co nie oznacza, że ona musi się podobać mnie, prawda? Nigdy jej nie zwodziłem ani nie pozwoliłem jej myśleć, że jest inaczej.

Nie, oczywiście, że tego nie robił. Bo wspólne picie i zamawianie jedzenia na wynos w piątkowy wieczór nigdy nie może zostać opacznie zrozumiane. Mówię mu to, a on się śmieje.

– Jesteś zabawna, wiesz o tym, Josie? Podoba mi się to.

No i proszę… kolejny nieudacznik. Mimo mojego nastawienia do Alison jest mi jej żal. Ona ewidentnie lubi tego faceta, ale nic z tego nie będzie. Trochę jak ze mną i z Zachem, ale przynajmniej mną interesują się inni faceci… gdyby w ogóle mnie to obchodziło. Nie chodzi o to, że Alison jest nieatrakcyjna, ona jest po prostu zbyt dziwna. Zbyt cicha i niepokojąca. Gdy o tym myślę, robi mi się jej jeszcze bardziej żal.

Może ostatecznie nie tak bardzo się od siebie różnimy. Obie mamy w jakiś sposób przerąbane.

– Bardzo mi się to podoba – dodaje Aaron.

Wyciąga rękę, żeby dotknąć mojego kolczyka w nosie.

Odpycham jego dłoń.

– Tak, cóż, nie mam tatuaży, więc mogę zrobić tylko tyle, jeśli chodzi o ozdabianie ciała.

Podwija rękaw i okazuje się, że połowę chudego ramienia ma pokrytą tatuażem.

– Nie interesują mnie. – Wzruszam ramionami, a jemu rzednie mina.

Może przyzwyczaił się do dziewczyn, które się do niego przymilają – w sumie nie jest nieatrakcyjny – ale jestem zaskoczona, że wpadł w oko Alison. Pomyślałabym, że bardziej w jej typie będą sztywni starsi kolesie w garniturach. Albo ludzie tacy jak Zach.

Aaron obciąga rękaw i pochyla się ku mnie.

– Naprawdę? W takim razie co cię interesuje?

To ciekawe pytanie i aż do dziś nie wiedziałabym, jak na nie odpowiedzieć. Ale ignoruję Aarona, bo nie chcę go zachęcać. Jego żałosne próby flirtu stanowią obrazę dla Alison.

– Czy ona wie, że nie jesteś nią zainteresowany? – pytam.

Wciąż ściskam w dłoni butelkę z piwem, ale nie mam już ochoty na alkohol.

Wzrusza ramionami.

– Nie wiem. Ten temat nigdy nie wypłynął.

Czasami bywam przyzwoitą osobą i w tej chwili odczuwam nagłą potrzebę, żeby stanąć w obronie Alison. Ona nie obroni się sama, więc ja muszę to zrobić. Nie pozwolę temu frajerowi, żeby źle ją traktował.

– A więc co dokładnie tutaj robisz? Liczysz na szybkie bzykanko? Ludzie tacy jak ty przyprawiają mnie o mdłości. Wiesz, że ona nie jest tego typu osobą, więc co kombinujesz? Nie miałeś za dużo propozycji w tym tygodniu?

 

Szczęka mu opada. Być może nie przywykł, że ktoś rozmawia z nim tak otwarcie. Czy to dlatego wziął sobie na cel Alison?

Nie czekam na jego odpowiedź.

– Myślisz, że ona jest zdesperowana, prawda? Że będzie wdzięczna za okazane zainteresowanie i ot tak pójdzie z tobą do łóżka?

Narasta we mnie wściekłość i tracę kontrolę. Ale nie mogę się powstrzymać. Może to te wszystkie lata wykorzystywania, którego sama byłam ofiarą – chociaż innego rodzaju – zmuszają mnie do obrony Alison.

Aaron udowadnia, że nie ma na to przyzwoitej odpowiedzi, bo zrywa się, a jego butelka przewraca się na podłogę. Rzeka piwa zalewa dywan.

– Nie muszę wysłuchiwać tych bzdetów. Pieprzcie się obie!

Po czym znika, zatrzaskując za sobą drzwi.

Czuję jej obecność za plecami, jeszcze zanim się odwrócę. Alison gapi się na mnie, przyciskając komórkę do piersi. Oczy ma szeroko otwarte z przerażenia. A gdy w końcu się odzywa, jej głos jest cichy, ale słowa mówią wiele:

– Co ty, do cholery, zrobiłaś?