3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Nie ten mąż

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nie ten mąż
Nie ten mąż
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,80  57,44 
Nie ten mąż
Nie ten mąż
Audiobook
39,90 
Szczegóły
Nie ten mąż
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla Leeli

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Prolog

Abby

Lipiec

Łomotanie do drzwi wyrywa ją ze snu. Wciąż jest półprzytomna, zmysły ma przytępione. Może tylko wyobraziła sobie ten hałas?

Ale nie, słyszy go znowu. A kiedy ktoś wali do drzwi o trzeciej w nocy, to nigdy nie jest dobry znak.

Leżący u jej boku Rob dalej śpi, niewzruszony. Zawsze powtarza, że byłby w stanie przespać huragan, i najwyraźniej nie żartuje.

Chociaż Abby nie odczuwa lęku – gdyby ktoś chciał ich skrzywdzić, z pewnością nie ściągałby na siebie uwagi w taki sposób – jej żołądek skręca się w supeł.

Spieszy do okna i wygląda przez żaluzje, chociaż z piętra nie da się dojrzeć, kto stoi na progu. Widzi samochód Sienny zaparkowany byle jak na podjeździe. Auto wygląda tak, jakby zatrzymanie go pod tym kątem wymagało większego wysiłku, niż ustawienie prosto. A zatem nie ma potrzeby budzić Roba. Sienna przyszła do niej.

Przedpokój jest pogrążony w ciemnościach i Abby niemal potyka się na schodach, gdy próbuje jak najszybciej dotrzeć na dół, nim łomotanie zacznie się znowu. Nic w tej sytuacji się jej nie zgadza. Sienna nie należy do osób, które prosiłyby o pomoc w jakiejkolwiek sprawie. Ba, nie należy nawet do osób, które kiedykolwiek potrzebowałyby pomocy. Abby nie wątpi, że obecność Sienny tutaj ma związek z nią. Koniec z ukrywaniem się.

Szok paraliżuje ją, gdy gwałtownie otwiera drzwi i widzi, w jakim stanie jest Sienna: rozmazany makijaż, mokre włosy przyklejone do zarumienionych policzków. Pomimo ulewy ma na sobie tylko krótką piżamę, na którą narzuciła długi, cienki kardigan, i kapcie, zupełnie już przemoczone. Abby zauważa wszystkie te szczegóły, chociaż jednocześnie ogarnia ją coraz większy lęk.

Deszcz bębni o ziemię, a jego dźwięk działa na nią niemal kojąco. Pogoda pasuje do sytuacji, jakby były bohaterkami jakiejś powieści.

Tyk, tyk, tyk. Sekundy mijają, a Sienna milczy, chociaż jest jasne, że rozpaczliwie próbuje wyrzucić z siebie to, co ma Abby do powiedzenia. W końcu znajduje właściwe słowa.

– Gdzie on jest?

– Ja nie… Sienna, co się dzieje? Wejdź. Przemokniesz do suchej nitki! – Abby gestem zaprasza ją do środka.

– Nie! Moja noga nigdy więcej nie postanie w twoim domu. – Sienna mruży oczy. – Po prostu powiedz mi, gdzie on jest.

– Greg? Mówisz o Gregu? – Abby oczywiście wie, że tak.

– Gdzie on jest? – powtarza Sienna, niemal wypluwając słowa.

– Nie mam pojęcia, gdzie jest Greg. Skąd miałabym to wiedzieć? Słuchaj, po prostu opowiedz mi, co się stało. – Abby znowu próbuje ją zwabić do środka.

Sienna kręci głową tak gwałtownie, że krople deszczu odrywają się od jej włosów i wygląda niczym pies otrząsający się po kąpieli.

– Przestań! – krzyczy. – Nie rób tego. Czy już nie dość nakłamałaś?

– Sienna, nie rozumiem, o co ci chodzi. Proszę, po prostu wejdź do środka i powiedz, co się dzieje. – Warto spróbować ją uspokoić, chociaż Abby wie, że to koniec ich przyjaźni, koniec wszystkiego.

Nie ma już odwrotu.

Nagle u boku Abby pojawia się Rob – nie słyszała, jak zszedł na dół – kładzie dłoń na jej ramieniu i mruży oczy.

– Sienna? Co się stało?

Sienna przenosi na niego wzrok, a wyraz jej bladej jak prześcieradło twarzy odrobinę łagodnieje. Oczywiście, Rob nie jest adresatem jej wściekłości.

– Zapytaj żonę – mówi. – Ona dokładnie wie, co się stało. I wkrótce policja też się dowie.

A potem wraca do auta i odjeżdża z piskiem opon, który przeszywa uszy Abby.

CZĘŚĆ PIERWSZA

1

Abby

Kwiecień

– Jesteś tu szczęśliwa? – pyta Rob, podając jej kieliszek prosecco.

Przeprowadzili się do tego domu w dzielnicy Winchmore Hill trzy tygodnie i cztery dni temu, a on po raz pierwszy ją o to pyta. Abby bierze od niego kieliszek i stawia na dywanie obok siebie, chociaż to proszenie się o wypadek. Siedzą na podłodze, bo nowa sofa jeszcze nie przyjechała, a starą sprzedali na eBayu przed opuszczeniem Ipswich. To był sfatygowany staroć, wyblakły, niemal pozbawiony koloru, a jednak teraz Abby za nią tęskni. Należała do Roba, gdy jeszcze mieszkał z dawnym współlokatorem, i przypominała jej o ich początkach. Jak bardzo zdążyli się zmienić, chociaż nie minęło wcale tak dużo czasu.

– Oczywiście, że jestem szczęśliwa – odpowiada. – Jak mogłabym nie być? Wiele osób marzy o czymś takim, czyż nie? Dom z czterema sypialniami w Londynie. – Zatoczyła dłonią wokół, wciąż nie do końca wierząc, że są właścicielami tego miejsca.

Czy jej słowa rzeczywiście brzmią tak pusto, jak się jej wydaje? Ma nadzieję, że nie. Nie zamierza psuć Robowi nastroju. Tak ciężko pracował na awans w kancelarii adwokackiej i żadne z nich nie mogło przewidzieć, że zmiana stanowiska będzie się wiązała z wielką przeprowadzką do miasta, w którym Abby była wcześniej tylko raz, i to jako dziecko. Z drugiej strony mieszkają teraz bliżej rodziców Roba w Reading, co dla niego stanowi dodatkową korzyść.

Nie ma mowy, żeby Abby powiedziała mężowi o miażdżącej samotności, która trzyma ją w imadle od rana do nocy.

Rob pochyla się i całuje ją w czubek głowy.

– Wiem, że jest ci trudno, bo jeszcze nie znalazłaś tutaj pracy. Ale jakaś szkoła zgarnie cię z rynku lada chwila.

Jego uśmiech świadczy o tym, że naprawdę w to wierzy, a ona chciałaby podzielać ten entuzjazm, jednak jej pozytywne nastawienie wyparowuje coraz bardziej z każdym kolejnym dniem poszukiwań online. Nie ma wolnych etatów dla wicedyrektorki szkoły podstawowej w lokalizacji znajdującej się w jej zasięgu. Letni semestr dobiega końca i większość etatów na wrzesień już obsadzono, a przed nią majaczą długie, puste tygodnie. Nie mówi Robowi, że może minąć rok, nim pojawi się odpowiednie stanowisko. Prawda jest taka, że być może będzie musiała się pogodzić z degradacją i zaaplikować na pozycję wychowawczyni klasy, a to oznacza, że cały wysiłek, jaki włożyła w budowanie kariery w szkole Box Hill w Ipswich, pójdzie na marne.

Abby nie zamierza się zwierzać Robowi ze swoich lęków. Jego marzenie się spełniło, a ona będzie musiała się ze swoim trochę wstrzymać. Czyż nie na tym polega małżeństwo? Na poświęceniu. Na dawaniu i braniu. I wszystkich innych rzeczach, o których ludzie nie wspominają.

– Masz rację – wzdycha. – Wkrótce coś znajdę. Tymczasem muszę jak najlepiej wykorzystać wolne i doprowadzić ten dom do porządku. – Ta myśl napełnia ją niepokojem.

Wcale nie ma ochoty tego robić: wolałaby planować jesienny semestr.

Na kolację zamówili tajskie jedzenie. Robią tak co piątek, od kiedy się tu przeprowadzili, i mąż oferuje jej ostatnią sajgonkę.

– I tak już mnóstwo zrobiłaś – protestuje. To prawda. Abby pomalowała pokoje na górze i wyszorowała każdą możliwą powierzchnię, pozbywając się wszelkich widocznych śladów poprzednich właścicieli, ale czeka ją jeszcze mnóstwo pracy. – Nie możesz robić wszystkiego sama, Abby. Wkrótce wezmę trochę wolnego, żeby ci pomóc. W tej chwili mam urwanie głowy, bo wciąż próbuję się odnaleźć w nowym biurze, ale w końcu przyzwyczaję się do tego wielkomiejskiego życia.

Abby nie ma wątpliwości, że tak będzie; Rob potrafi się przystosować do niemal każdej sytuacji, no i mieszkał w Londynie w czasach studiów, więc nie jest to dla niego zupełnie nieznane terytorium. Mimo wszystko praca do późna zbiera żniwo i odbija się na nich obojgu.

– Nie przejmuj się domem. Ja doprowadzę go do porządku – zapewnia Abby męża. – Ty zajmij się tym, co teraz jest dla ciebie najważniejsze. – Uśmiecha się. – Pamiętasz?

Rob śmieje się pod nosem. Pięć lat temu, na samym początku związku, zawarli pakt, że żadne z nich nie będzie powstrzymywać drugiego przed rozwojem zawodowym. Obiecali, że będą się nawzajem wspierać i rozumieć, chociaż ich profesje tak bardzo się od siebie różniły. W tamtym czasie Abby ledwie skończyła trzydziestkę, a Rob był o rok starszy, więc łatwo było im się skupić wyłącznie na pracy i na sobie nawzajem. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że to może się kiedyś zmienić.

– Przepraszam, że w tej chwili to wszystko jest takie jednostronne. – Rob ujmuje jej dłoń. – Przeprowadziliśmy się tutaj ze względu na moją pracę, kosztem twojej, i ja…

– W naszym pakcie nie było mowy o tym, że zawsze będzie między nami panowała równowaga, więc przestań się tym martwić. Pozwól mi zająć się domem, bo gdy już wrócę do pracy w szkole, nie będę miała nawet czasu, żeby zrobić ci tosty z fasolą na kolację. Nie mówiąc już o praniu i sprzątaniu!

Rob się śmieje, a Abby jest zadowolona, że udało się jej złagodzić jego obawy. I tak już dręczą go wyrzuty sumienia w związku z przeprowadzką do Londynu, a ona nie może znieść patrzenia na to, jak mąż się o nią martwi. Wystarczająco się niepokoił, gdy opiekował się nią dwa lata temu po śmierci jej matki. Abby nigdy więcej nie pozwoli, by niósł z jej powodu takie brzemię.

Później, gdy Rob przysypia z laptopem na łóżku, ona w ciemnościach przechodzi przez pomieszczenia, przyświecając sobie latarką w telefonie. Ma wrażenie, jakby chodziła po domu kogoś obcego. Nigdy nie przyzna się Robowi, że jej serce pozostało w ich wynajmowanym dwupokojowym gniazdku w Ipswich. Już dawno mogli kupić coś własnego, ale ona nie mogła znieść myśli o opuszczeniu tamtego mieszkania, chociaż to oznaczało, że wyrzucali pieniądze na czynsz.

 

Teraz musi wziąć się w garść. Gdy już skończą remont, to będzie piękny dom, a ona wkrótce wróci do pracy, którą kocha. Jednak niezależnie od tego, jak bardzo się stara, wciąż dręczy ją uczucie, że zostawiła za sobą znacznie więcej niż tylko miejsce pełne wspomnień o matce.

Jeszcze tego nie wie, ale za mniej niż dwadzieścia cztery godziny spotka Siennę Wells i jej życie zmieni się nie do poznania. Jeszcze zatęskni za czasami, gdy jej jedynym zmartwieniem były trudności z przystosowaniem się do nowego życia.

Sienna Wells.

Abby pożałuje chwili, w której ją ujrzała.

2

Sienna

Każda historia ma dwie strony, prawda? Ale nie ta. Ta ma ich znacznie więcej. Dla Sienny wszystko zaczyna się i kończy na Abby. W tym, jak skrzyżowały się ich drogi, nie było nic niezwykłego. Ot, przypadkowe spotkanie, jak wiele innych, ani umyślne, ani złowieszcze, nawet Abby musiałaby to przyznać. Zupełnie losowe. A jednak właśnie ten fakt w jakiś sposób pogarsza sprawę.

– Dobrze się czujesz? – pyta Greg tamtego ranka. – Wydajesz się odrobinę… Sam nie wiem… Nieswoja.

Nie patrzy na Siennę, gdy to mówi, a ona chciałaby, żeby spojrzał. Chciałaby, żeby za jego słowami kryło się coś więcej, co by jej pokazało, że naprawdę tak myśli, że ją dostrzega. Ale jej mąż jest zajęty telefonem, przewija i stuka w ekran z cieniem uśmiechu na twarzy, sącząc zwyczajową mocną czarną kawę. Trudno stwierdzić, co przegląda, ale Sienna jest przekonana, że nie wiadomości ani nic związanego z pracą.

Greg jak zwykle wygląda nienagannie: świeża biała koszula i granatowy krawat, spodnie schludnie zaprasowane w kant. Każdego ranka to samo – w pracy musi wyglądać stosownie, wzbudzać zaufanie pacjentek, które dosłownie oddają życie w jego ręce. Siennie nigdy wcześniej nie przyszło do głowy, że być może jej mąż lubi się bawić w Boga.

– Zamierzam to zrobić – oznajmia w końcu Sienna, odsuwając talerz na bok.

Chociaż Greg zdecydowanie nie jest zwolennikiem śniadań, ona nie potrafi bez nich funkcjonować i zdążyła już dziś pochłonąć jajecznicę, placki ziemniaczane, tost i małe awokado.

– Gdzie ty to wszystko mieścisz? – pyta Greg, ze wzrokiem wciąż wbitym w telefon.

Jego pytanie przynajmniej świadczy o tym, że na swój sposób jakoś zwraca na nią uwagę.

– Chyba muszę to spalać dzięki nerwowej energii czy coś – odpowiada, chociaż nie ma pojęcia, co to znaczy i czy takie zjawisko naprawdę istnieje. – Słyszałeś mnie? Powiedziałam, że zamierzam to zrobić.

– Co takiego?

Oczywiście Greg nie ma pojęcia, o czym ona mówi. Widzi w niej tylko sekretarkę medyczną, bo ten zawód wykonywała, gdy ją poznał. I właśnie tym się zajmowała, gdy pochylił się kiedyś ku niej na sofie, na której siedzieli, i zaskoczył ją pocałunkiem. Nie wiedziała wtedy, czy go chce, czy nie, ale poczuła, że do siebie pasują, zdecydowała się na ten związek i nigdy nie obejrzała się za siebie. Ale pewne rzeczy się zmieniają i zawód sekretarki medycznej już jej nie pasuje albo to ona przestała pasować do niego. Tak czy inaczej, Sienna znalazła się na rozdrożu i jest zdeterminowana, by obrać nową ścieżkę.

– Myślę, że padłam ofiarą redukcji etatów nie bez powodu. To miało mnie zmusić, bym coś zmieniła w swoim życiu. To ma być wielka zmiana – wyjaśnia Gregowi.

Wie, że on zaraz zakwestionuje jej słowa i rzeczywiście, nie musi na to długo czekać.

– Ale przecież lada chwila znajdziesz inną posadę. Jesteś cholernie dobra w tym, co robisz, i świetnie wypadasz na rozmowach kwalifikacyjnych. Zresztą nie ma pośpiechu, prawda? Możesz poszukać sobie miejsca, które będzie ci najbardziej odpowiadać – przemawia do niej tak, jakby był nauczycielem, a ona uczennicą.

Nie podoba jej się to i tylko zwiększa jej determinację. Są sobie równi: ich zawody nie powinny definiować niczego w ich związku.

Sienna opiera łokcie na stole.

– Jeśli nie zrobię tego teraz, to nigdy nie zdecyduję się na ten krok. Mam trzydzieści osiem lat, Greg. Co ja osiągnęłam w ostatniej dekadzie?

Mąż w końcu patrzy prosto na nią i robi wielkie oczy. Musi mu być trudno ją zrozumieć; Sienna zazwyczaj nie narzeka i po prostu robi to, co trzeba.

– Osiągnęłaś to wszystko – mówi, rozglądając się po kuchni. – Właściwie zaprojektowałaś wnętrza w całym tym domu. Ja nie miałbym pojęcia, jak się do tego zabrać. – Uśmiecha się, bez wątpienia w nadziei, że to wystarczy, by ją udobruchać.

Ale Sienna już się nakręciła i nie ma zamiaru ustąpić.

– I właśnie dzięki temu zdałam sobie sprawę, co chcę zrobić z resztą swojego życia.

Czytała o tym, że większość biznesów upada w ciągu pierwszego roku, ale to jej nie zniechęciło. Jest zdeterminowana, żeby założyć własną firmę i projektować wnętrza, nie zważając na statystyki. Wyjaśnia to Gregowi i znowu czeka, aż ten zaprotestuje. Chciałaby, żeby był bardziej dociekliwy, zapytał ją, czy zbadała rynek, czy przemyślała wszystko dokładnie. Z pewnością przynajmniej zapyta, jak zamierza się do tego zabrać, skoro nie ma żadnego doświadczenia w prowadzeniu biznesu.

Ale on przenosi wzrok z powrotem na ekran telefonu i mówi tylko:

– Cóż, wygląda na to, że wiesz, co robisz… Pamiętasz, że mamy dziś tę kolację? O siódmej.

Kolacja. Z kolegami Grega z pracy i ich partnerkami, z których żadna nie traktuje Sienny przyjaźnie. To nie Marty, Reuben czy Harry stanowią problem, tylko ich żony. Sienna nie może być tego pewna, ale podejrzewa, że patrzą na nią z góry. Nie jest taka jak one, a już z pewnością nie jest wystarczająco dobra dla Grega. W przeciwieństwie do Holly.

– I pamiętaj, że Jackson przychodzi dziś po szkole – ciągnie Greg. – Holly ma spotkanie w pracy, ale obiecała, że będzie w domu o szóstej, więc zdążymy go odwieźć przed kolacją. Sam postaram się dziś skończyć jak najwcześniej, w przeciwnym razie ledwie go zobaczę.

Jackson. Syn Grega. Trzynastolatek, który niemal się do niej nie odzywa, chociaż Sienna nie ma nic wspólnego z rozpadem małżeństwa jego rodziców. Najbardziej drażni ją, że to Holly rzuciła Grega, więc nie jest tak, że Greg opuścił rodzinę. Gdy Sienna pojawiła się na horyzoncie, tylko pomogła mu się pozbierać po rozwodzie. Jackson nie ma powodu, by czuć do niej urazę.

„Burza hormonów, jak to u nastolatka”, usprawiedliwia go zawsze Greg. Ale przecież Jackson miał zaledwie dziewięć lat, gdy jego ojciec poznał Siennę – daleko mu było do nastolatka. Greg nigdy nie wie, co odpowiedzieć na ten argument, jednak Sienna podziwia to, że niezmiennie staje w obronie syna. Właśnie tak powinno być.

– Miał jakieś problemy w szkole – dodaje Greg – pobił się z kolegami z klasy, którzy go dręczyli.

– Och? Nic nie wspominałeś, że ktoś mu dokuczał.

To nie powinno jej dziwić. Greg rzadko sam z siebie udziela jej informacji na temat syna. To ona zawsze musi go dopytywać o szczegóły.

Greg ściąga brwi.

– Czyżby? Myślałem, że ci mówiłem. Tak czy inaczej Holly już się z tym wszystkim uporała, wiec lepiej nie poruszaj przy Jacksonie tego tematu, chyba że sam o tym wspomni. W każdym razie postaram się wrócić z pracy jak najwcześniej, ale może się tak zdarzyć, że coś mnie zatrzyma, więc w razie czego bądźcie gotowi do wyjścia.

– Damy radę – zapewnia Sienna, bo to leży w jej naturze.

Zawsze stara się skupiać na pozytywach.

***

Jest niemal wpół do szóstej. Jackson siedzi na sofie, zgarbiony nad iPadem, i odsuwa z czoła długą grzywkę, która wpada mu do oczu. Sienna nie ma pojęcia, co on tam ogląda, i zastanawia się nawet, czy nie powinna sprawdzić, ale na podstawie tego, co słyszała o Holly, może wnioskować, że blokada rodzicielska na pewno jest włączona.

Próbuje ukryć przed Jacksonem swój niepokój, jednak telefon od Grega, który odebrała pięć minut wcześniej, sprawił, że lęk bulgocze jej w żołądku. Greg wyjaśnił, że się spóźni. Utknął w okropnym korku i musiał poprosić Holly, by odebrała Jacksona. Sienna oczywiście zaoferowała, że pojedzie do restauracji sama, żeby przynajmniej jedno z nich dotarło tam na czas.

Zrobiła to, chociaż i bez tego bała się spotkania z jego znajomymi, nie mówiąc o konieczności pojawienia się tam w pojedynkę i stawienia czoła pytającym spojrzeniom innych żon. Powtarza sobie, że da radę. Odnajdywała się w podobnych sytuacjach wiele razy wcześniej, więc to nie problem, by zrobiła to znowu. Ostatecznie czyż nie jest mistrzynią w zachowywaniu pozorów i odgrywaniu przedstawień? Greg nie spóźnia się celowo – nie można nic na to poradzić. Miał już wyjść, gdy okazało się, że musi przeprowadzić pilną histerektomię, bo żona lekarza, który miał wykonać tę operację, nagle straciła przytomność i ten musiał pojechać do niej do szpitala w pobliżu ich domu w Surrey. Sienna przywykła do tego, że jako chirurg ginekolog Greg zawsze jest w pogotowiu i musi sobie radzić z nagłymi sytuacjami, ale ostatnio ma wrażenie, że jej mąż korzysta z każdej okazji, by wracać do domu najpóźniej, jak to możliwe.

„Ale to nie jest jedna z tych sytuacji – wmawia sobie Sienna, podczas gdy w milczeniu siedzi z Jacksonem w salonie. – Greg cieszył się na tę kolację. Zawsze wyczekuje tych spotkań”.

A jednak ogarniają ją wątpliwości. Chociaż próbuje się skupiać na pozytywach, jednocześnie bije się z myślami. Czy nadgodziny Grega wynikają wyłącznie z troski o pacjentów? Owszem, jest pasjonatem, ale czy to wszystko nie jest odrobinę za wygodne? Sienna próbuje sobie przypomnieć, czy Greg zachowywał się inaczej, gdy był jeszcze z Holly. Ona pracowała wtedy jako sekretarka dla innego lekarza w tym samym szpitalu. Ale pamięć lubi płatać figle i minęło tak dużo czasu, że niczego nie może być pewna. Ledwie go wtedy znała. A gdy już stała się częścią jego życia, dowiedziała się o nim tylko tego, co pozwolił jej zobaczyć z dystansu.

– Dlaczego taty jeszcze nie ma? – pyta Jackson, gapiąc się w ekran iPada zamiast na nią.

Jaki ojciec, taki syn. Wyjaśniła mu sytuację, a jednak on co kilka minut powtarza to pytanie.

Sienna wzdycha ciężko.

– Jak już mówiłam, twój tata musiał zostać w pracy, żeby przeprowadzić operację. Dziś mama cię odbierze, a z nim zobaczysz się wkrótce. Przykro mi, że tym razem się minęliście. Wiem, że jest naprawdę rozczarowany, że nie mógł spędzić z tobą czasu – urywa.

Nie jest nawet pewna, czy Jackson jej słucha.

Cisza panująca w pomieszczeniu jest nieznośna.

– Jak ci idzie w szkole? – pyta w końcu Sienna, by wypełnić czymś pustkę.

Gdy tylko to mówi, reflektuje się, że to pewnie ostatnie, o czym Jackson ma ochotę dyskutować, skoro jest dręczony i wdaje się w bójki. Ale przynajmniej spróbowała zagadać, chociaż wątpi, żeby chciał z nią o czymkolwiek rozmawiać.

Kusi ją, żeby zapytać o Holly. Od czterech lat jest nią zaintrygowana i chciałaby dowiedzieć się więcej o byłej żonie Grega. On sam zdradził jej niewiele na temat poprzedniego małżeństwa. To zrozumiałe, skoro Holly złamała mu serce, a jednak Sienna pragnie wiedzieć więcej o kobiecie, którą tak bardzo kochał. O kobiecie przed nią. Niestety Greg jest jak zamknięta księga i zaciska usta za każdym razem, gdy tylko słyszy imię Holly. Sienna zdaje sobie sprawę, że to pragnienie informacji nie jest zdrowe, ale musi uzupełnić brakujące elementy układanki, by naprawdę poznać męża.

Mogłoby się wydawać, że przy takiej ilości czasu, jaką Jackson spędza w domu Sienny, kobiety powinny mieć już okazję poznać się dość dobrze, a jednak wcale tak nie jest. Zazwyczaj to Greg odbiera i odwozi syna, a jeśli Holly musi po niego przyjechać, jak dziś wieczorem, zostaje w samochodzie i tylko macha Siennie na przywitanie z dystansu.

Jeden jedyny raz Sienna widziała ją na tyle z bliska, by przyjrzeć się rysom jej twarzy, i to w czasach, gdy Holly była jeszcze żoną Grega i przyszła go odwiedzić w szpitalu – na długo zanim między Sienną a Gregiem do czegokolwiek doszło.

Wciąż pamięta, jak twarz Holly rozjaśnił uśmiech, gdy zobaczyła Grega na korytarzu. Jak objęła męża, jakby byli zupełnie sami, jakby jej nie obchodziło, że ktoś patrzy. Żadne z nich nie zauważyło Sienny przechodzącej obok, a ona tylko uśmiechnęła się, widząc, jak ci dwoje bez skrępowania okazują sobie uczucia. Oczywiście to było na długo przed tym, zanim ona sama poczuła cokolwiek do Grega, na długo przed tamtym pocałunkiem. Ale pamięta, że była w szoku, jak szybko po tamtej sytuacji Holly porzuciła męża.

 

– W szkole okej – odpowiada Jackson, wciąż nie zaszczycając jej spojrzeniem.

Dla Sienny staje się oczywiste, że nic więcej z niego nie wyciągnie, więc się poddaje.

– Chcesz pooglądać Netflixa, dopóki twoja mama nie przyjedzie? – To niewiele lepsze od iPada, ale przynajmniej jakieś dźwięki zastąpią tę nieznośną ciszę.

– Tak, proszę – odpowiada Jackson bez wahania.

Przynajmniej zawsze jest wobec niej uprzejmy.

***

Koniec końców Greg spóźnia się czterdzieści pięć minut. Sienna siedzi przy barze restauracji The Ivy w Covent Garden i zachowuje się jak zwykle. Nie zdaje sobie sprawy, że gadatliwość tylko maskuje nerwy, a może nawet strach. Wmówiła sobie, że jej pewność siebie jest prawdziwa, wypływa wyłącznie z siły charakteru i ciężko walczyła o to, by ją rozwinąć. W tym momencie nie uwierzyłaby, gdyby ktoś jej powiedział, że wkrótce ją straci.

Obok niej siedzi Marty. To jedyny przyjaciel Grega, który zawraca sobie głowę rozmawianiem z nią, podczas gdy reszta grupy ograniczyła się do grzecznych, acz wymuszonych powitań. Sienna bardzo go lubi, mimo jego żony.

– A więc co u ciebie słychać? – pyta Marty. Jego uśmiech jest ciepły i przyjazny. Pozostali dwaj mężczyźni – Reuben i Harry – już się z nią przywitali i teraz stoją nieopodal, oparci o bar i pogrążeni w gorącej dyskusji na temat jakiejś medycznej kwestii, której ona nawet nie próbuje zrozumieć.

Marty jest torakochirurgiem i najbliższym przyjacielem Grega w pracy. Gdy Sienna postanowiła się ubiegać o posadę w szpitalu imienia Świętego Tomasza, nie miała pojęcia, co oznacza termin „torakochirurg”, ale przed rozmową kwalifikacyjną poświęciła wiele godzin na przygotowania i napełniła głowę medycznymi informacjami, o które nawet jej nie zapytano. Chociaż miała spore doświadczenie w administracji, to nie w branży medycznej, więc potrzebowała przewagi, żeby rekruterzy uwierzyli, iż jest najlepszą osobą na to stanowisko. Nigdy nie traktowała tego jako kariery, po prostu chciała się zająć czymś interesującym, dopóki nie odkryje, co tak naprawdę pragnie robić w życiu.

– Wszystko dobrze, dzięki, Marty. – Klepie go po ramieniu. – A co u ciebie? Jak ty się masz?

Marty wskazuje na żonę, która jak zwykle trzyma się od Sienny na dystans i stoi przy barze z Evą i Nikki. Sienna porównuje je do matek tłoczących się na obrzeżach placu zabaw, formujących kliki i celowo wykluczających inne kobiety, chociaż nigdy nie doświadczyła tego na własnej skórze, jako że nie ma dzieci. Joanna, Eva i Nikki ledwie zwróciły na nią uwagę, od kiedy przyszła, a odezwały się do niej tylko po to, by zapytać, gdzie jest Greg. Sienna jest pewna, że Holly nigdy nie miała z nimi takiego problemu.

– Jo i dzieciaki dbają o to, żebym był zajęty – mówi Marty. – Och, no i oczywiście operacje zajmują mi dużo czasu. – Śmieje się.

To kolejna cecha, którą Sienna lubi w Martym – chociaż jest jednym z najlepszych chirurgów w swojej dziedzinie i pracuje równie ciężko jak Greg, żona i dzieci zawsze są dla niego najważniejsze. To dzięki rodzinie czuje się naprawdę zadowolony i spełniony, każdy to widzi. I nawet teraz, chociaż są małżeństwem znacznie dłużej niż ona i Greg, Marty nie potrafi oderwać wzroku od Joanny.

– A jak się miewa Jackson? – pyta Marty.

– Świetnie. Dobrze mu idzie w szkole. – Sienna pozwala mu wierzyć, że wie o tym z pierwszej ręki, chociaż tylko powtarza słowa Grega. – Był dziś u nas po lekcjach, bo Holly miała coś do załatwienia – mówi to tak, jakby znała Holly, jakby były przyjaciółkami.

Ma nadzieję, że jeśli o niej wspomni, może Marty ujawni cokolwiek na temat tej kobiety. Ostatecznie znał ją dobrze, gdy ona i Greg byli małżeństwem, więc rozumie się samo przez się, że mógłby się podzielić jakimiś informacjami. Ale Sienna musi zachować ostrożność; wszyscy wiedzą, że Greg niechętnie opowiada o swoim poprzednim małżeństwie.

– Ach, Holly – mamrocze Marty. – Co tam u niej?

– Wszystko dobrze. Nie jesteś z nią w kontakcie? Myślałam, że się przyjaźnicie?

Marty przewraca oczami.

– Cóż, przyjaźniliśmy się. I wiem, że Jo bardzo za nią tęskni, ale lepiej trzymać się na uboczu w takich sytuacjach. To zawsze krępujące dla wspólnych znajomych, gdy małżeństwo się rozpada. Trzeba podejmować trudne decyzje. – Zerka w stronę drzwi. Rozmowa o byłej żonie Grega wytrąciła go z równowagi. – W każdym razie Jackson to świetny dzieciak, prawda?

– Tak – zgadza się Sienna, chociaż nie wynika to z jej własnego doświadczenia.

Może i jest świetny, a może nie. W trakcie czterech lat, które spędziła z Gregiem, nie zdołała tego do końca ustalić. Jackson to po prostu Jackson. Chłopiec, który trzyma ją na dystans, chociaż tak bardzo starała się stworzyć między nimi więź. Ale nigdy nie jest wobec niej niegrzeczny, tyle musi przyznać.

– Spodziewam się, że ty i Greg wkrótce będziecie mieli własne dzieci – kontynuuje Marty.

To nie jest tak naprawdę pytanie i gdyby takie zdanie padło z ust kogoś innego, Sienna mogłaby się poczuć urażona. Ale Marty po prostu gawędzi z nią niezobowiązująco, jednocześnie nie spuszczając wzroku z żony, która teraz z ożywieniem rozmawia z pozostałymi dwiema kobietami, chociaż od czasu do czasu zerka w ich stronę. Pewnie chciałaby oderwać Marty’ego od konwersacji z Sienną, ale zarazem nie chce rezygnować z ploteczek, które opowiadają jej przyjaciółki.

Jednak Jo nie musi się martwić o Siennę. Sienna nie spróbowałaby nawet flirtu z innym mężczyzną, nie mówiąc już o podrywaniu czyjegoś męża. Nie może powiedzieć tego samego o Nikki, żonie Reubena; ta kobieta wykorzystuje każdą okazję, żeby łasić się do Grega. Często dotyka jego ramienia, a jej głos staje się łagodniejszy, bardziej kobiecy, gdy z nim rozmawia. Siennie żołądek się od tego przewraca, chociaż tak naprawdę powinna się z tego śmiać. Greg nigdy nie zareagowałby na tak ostentacyjne zachowanie. Ale Nikki jest władczą kobietą, dyrektor zarządzającą firmy technologicznej i z wyjątkiem Evy i Jo traktuje wszystkich jak pracowników.

– Nie planujemy dzieci – informuje Sienna Marty’ego.

Nie pragnie potomstwa i jest pewna, że ta potrzeba nigdy się w niej nie rozpali, więc nie przejmuje się tym, że czas ucieka. To nie ma nic wspólnego z brakiem troski czy instynktu macierzyńskiego – nikt nie mógłby jej tego zarzucić. Po prostu jest zadowolona z tego, co ma. Stworzyli z Gregiem własny świat, a ona może się skupić na nowej ścieżce kariery. Nie ma już miejsca na nic innego. A chociaż Greg nigdy jej tego nie powiedział, Sienna jest pewna, że ma już za sobą etap wychowywania dzieci. Przynajmniej pod tym względem się zgadzają.

Marty wydaje się zaszokowany jej odpowiedzią.

– Och, ale ja myślałem…

– Przepraszam za spóźnienie. – Greg staje przy nich, poluzowując krawat. – Co mnie ominęło?

Reszta wieczoru przebiega dokładnie tak, jak Sienna się spodziewała. Mężczyźni dyskutują o medycznych nowinkach i operacjach, tymczasem Joanna, Nikki i Eva wykluczają ją na tyle, na ile to możliwe. Sienna celowo im to utrudnia, korzysta z każdej okazji, by włączyć się do rozmowy, ale w końcu męczy ją ta gra i rezygnuje, zdeprymowana. One chcą, żeby czuła się jak outsiderka; nieustannie ją oceniają. Nie zrobiła takiej kariery jak one, więc nie jest warta ich towarzystwa.

Rezygnacja nie jest w jej stylu. Ale nie może przestać myśleć o tym, co Marty zamierzał powiedzieć, zanim przyszedł Greg.

***

Później, gdy Sienna leży już w łóżku, obserwuje Grega przez otwarte drzwi przyległej łazienki i nasłuchuje szumu jego elektrycznej szczoteczki do zębów. Mąż wciąż ją pociąga, pomimo spędzonych razem czterech lat, i teraz pragnie poczuć ciepło jego skóry na swojej. Nie pamięta, kiedy ostatnio jej dotknął. Kilka tygodni temu? Z pewnością nie minęło kilka miesięcy? Ostatnio zawsze coś im przeszkadza. Dziś wieczorem jest zdeterminowana, żeby to zmienić.

Gdy Greg w końcu kładzie się do łóżka, Sienna dotyka jego piersi, zaskoczona tym, jak zimna wydaje się skóra. Greg przykrywa jej dłoń swoją, powstrzymując ją przed pieszczotami.

– Sienno, jestem naprawdę zmęczony. Przepraszam. Dzisiejszy dzień był… Powiedzmy po prostu, że był bardzo długi i trudny.

Czy jutro wreszcie skończą mu się wymówki?