Noce z szejkiem

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Kate Hardy
Noce z szejkiem

Tłumaczyła

Aleksandra Rychlik

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Bardzo dziękuję za poświęcony czas, Wasza Wysokość. – Dziennikarka skłoniła się nisko, czego Karim naprawdę nie lubił. Mimo wszystko odpowiedział grzecznie:

– To nic takiego. Miło było panią poznać. – Był przekonany, że jego grzeczność jest równie nieszczera jak zachowanie dziennikarki.

Wiedział, jak zostanie opisany: „Jego Wysokość Karim Al-Hassan spędził cały ostatni weekend, ostro imprezując”.

Pięć lat temu pewnie mieliby rację. Bawił się w najlepsze, czerpiąc z życia pełnymi garściami. Teraz były to nieprawdziwe informacje, ale Karimowi nie przeszkadzały, a nawet taki stan rzeczy w pewien sposób mu odpowiadał. Mógł swobodnie się poruszać bez ochrony, a ludzie myśleli, że jest zwykłym młodym, przystojnym mężczyzną, jakich wielu, który wyszedł się zabawić.

Tym, czego nikt nie dostrzegał, był fakt, że podczas tych wyjść szklanka Karima częściej napełniona była wodą gazowaną niż ginem z tonikiem. I że miał tak dobrą pamięć, że nie potrzebował robić notatek podczas spotkań, ponieważ w razie potrzeby potrafił bez nich napisać później szczegółowy raport. Nikt też nie miał pojęcia, że po powrocie ze spotkania lunchowego albo z przyjęcia praco wał jeszcze do wczesnych godzin porannych nad zawiłymi sprawami albo czytał raporty sporządzone przez grupy dyskusyjne.

Od czasu, gdy ojciec powierzył mu tak ważne zadanie, jak rozwijanie turystyki i inwestycji zagranicznych w Harrat Salma, Karim z playboya zmienił się w biznesmana. Poznawał odpowiednich ludzi, nawiązywał kontakty i pracował intensywnie nad tym, by wzmocnić pozycję Harrat Salma na świecie.

Nawet teraz, podczas tego spotkania towarzyskiego, gdy rozmawiał, uśmiechając się i komentując na bieżąco słowa rozmówcy, tak by wiedział, że Karim go słucha, jego umysł pracował nad stworzeniem biznesplanu.

Nagle coś go tknęło, by się odwrócić. Jego uwagę natychmiast zwróciła kobieta stojąca po przeciwnej stronie pokoju. Miała brązowe włosy, czarną, pozbawioną ozdób sukienkę i buty na niskim obcasie. Jeśli miała makijaż, to zrobiony w sposób niewidoczny, ale dający niesamowite efekty.

Była całkowitym przeciwieństwem kobiet, z którymi dotychczas się umawiał. Zadziwiające, że w ogóle ją dostrzegł. Była piękna w swojej prostocie i niewątpliwie coś w jej wyglądzie przykuwało jego uwagę. Karim czuł, jakby pomiędzy nimi istniała jakaś magiczna siła przyciągania.

Nigdy wcześniej jej nie spotkał, był tego pewny. Zapamiętałby. Nie miał pojęcia, kim jest, a bardzo pragnął się dowiedzieć. I chociaż powinien się zająć nawiązywaniem kontaktów biznesowych, zdecydował, że może sobie pozwolić na jeszcze kilkuminutową przerwę. Właśnie po to, by dowiedzieć się, kim jest ta dziewczyna i zaprosić ją na obiad.

Rozmawiała właśnie z Felicity Browne, gospodynią tego spotkania. Karim niepostrzeżenie oddalił się od grupy osób i powoli przeszedł przez pokój, podążając w stronę dwóch kobiet. Gdy tylko skończyły rozmowę i dziewczyna odwróciła się, by odejść, on niepostrzeżenie znalazł się przy niej.

– Dobry wieczór – zwrócił się do niej.

– Dobry wieczór – odpowiedziała uprzejmie.

Z bliska dostrzegł, że miała niebieskoszare oczy. Poważne i spokojne. Zdecydowanie nie należała do typu kobiet, z którymi do tej pory chodził na randki.

– Nie masz nic do picia – zauważył i odwrócił się w stronę kelnera niosącego tacę pełną szklanek.

– Bo tak naprawdę mnie tu wcale nie ma – powiedziała.

Chciała, by jej głos był jak najbardziej chłodny i opanowany, jednak Karim wyczuł w nim lekkie zdenerwowanie.

Biorąc pod uwagę, że rozmawiała z Felicity, pewnie była jednym z jej pracowników. Mogła więc obawiać się problemów związanych z przebywaniem na przyjęciu, na którym nie powinna być.

Ale to akurat mógł łatwo zmienić.

– Chodźmy porozmawiać gdzieś, gdzie jest ciszej – zaproponował. – Najpierw jednak przyniosę ci drinka.

– Dziękuję, nie piję.

– W takim razie wodę mineralną. – Wziął dwie szklanki z tacy niesionej przez kelnera i podał jej jedną. Upewnił się, że dziennikarka, z którą wcześniej rozmawiał, zdążyła już opuścić przyjęcie. W końcu on też może się zrelaksować. Ujął dziewczynę pod wolne ramię i poprowadził przez przeszklone drzwi na balkon.

Pomocy, pomyślała.

Wślizgnęła się na przyjęcie tylko na chwilę. Chciała sprawdzić, czy Felicity sobie ze wszystkim radzi. Później planowała wrócić prosto do kuchni, by się zająć problemem z puddingami. Z całą pewnością nie zamierzała robić sobie przerwy.

Nawet dla najbardziej pociągającego mężczyzny, jakiego w życiu widziała. Jego egzotyczna uroda – oliwkowa cera oraz oczy w kolorze bursztynu – wskazywała, że raczej nie jest Anglikiem.

– Naprawdę, nie powinnam… – zaczęła, gdy otworzył przed nią drzwi.

– Bez obaw. Jeśli Felicity będzie coś mówiła, powiem, że cię porwałem – powiedział.

– Ale… – Przyłożył delikatnie palec wskazujący do jej ust i to wystarczyło, by stłumić jej protesty.

Potem, patrząc jej prosto w oczy, przesunął palcem po jej dolnej wardze. Ten subtelny gest sprawił, że Lily nie mogła się ruszyć. Nie chciała się ruszyć. Było w nim coś fascynującego, coś, co sprawiało, że nie mogła od niego oderwać oczu. Wyraz jego twarzy świadczył o tym, że czuje podobnie.

Błyskawiczne zauroczenie.

Iskra, która może się przerodzić w płomień.

Wystarczy jedno dotknięcie, by wzniecić ten płomień.

Powinna odejść.

Jednak z jakiegoś powodu nie mogła się ruszyć.

– Jak masz na imię? – zapytał cicho.

– Lily.

– Karim – przedstawił się mężczyzna.

Egzotyczne imię i angielski akcent. Intrygujące. Chciała się dowiedzieć o nim czegoś więcej.

– Jedno pytanie – zaczął łagodnie. – Jesteś mężatką albo z kimś związana?

Wiedziała, że jeśli powie „tak”, on pozwoli jej odejść. Wtedy mogłaby wrócić bezpiecznie do kuchni. Chciała skłamać, bo w tej sytuacji to jedno małe kłamstwo byłoby najlepszym rozwiązaniem.

Jednak jej ciało nie chciało posłuchać rozumu. Leciutko pokręciła głową i wtedy zobaczyła, jak na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi, który niemalże natychmiast przeobraził się w pożądanie. Na ten widok jej ciało zesztywniało.

Odstawił swoją szklankę na stolik, wyjął z ręki dziewczyny szklankę i postawił ją tuż obok swojej, cały czas patrząc jej w oczy. Ujął jej dłoń i uniósł do swoich ust. Gdy całował każdy palec z osobna, ona mimowolnie odchyliła lekko głowę do tyłu i rozchyliła usta jakby w zapraszającym geście.

Natychmiast spostrzegł owo zaproszenie i przyjął je, pochylając lekko głowę, tak że jego usta delikatnie musnęły jej wargi. Był to najdelikatniejszy, najsłodszy, niesamowicie erotyczny pocałunek.

Otoczył ją ramionami. Jedną rękę trzymał tuż nad jej pośladkami, drugą zaś wysoko na plecach, przyciskając ją mocno do swojego ciała. Tak blisko, że mogła poczuć bicie jego serca, szybkie uderzenia, które wtórowały jej przyśpieszonemu tętnu.

Gdy w końcu przerwał pocałunek, Lily zadrżała z podniecenia. Wszystkie końcówki nerwów w jej ciele stały się niezwykle wrażliwe. Uczucie to potęgowały kolejne pocałunki, które składał wzdłuż linii jej szczęki, potem na płatku ucha, aż dotarł do niezwykle wrażliwego miejsca na szyi. Zadrżała i wygięła się ku niemu. W odpowiedzi przycisnął ją mocniej do siebie, tak blisko, że czuła jego podniecone ciało. Jego ręka wędrowała od jej uda do krągłego biodra i coraz wyżej, aż dotarła do piersi, którą ujął w dłoń i kciukiem zaczął pieścić twardy sutek przez materiał sukienki. Poczuła, że uginają się pod nią kolana.

Nagle zesztywniał. Lily otworzyła oczy i chciała zapytać, co się stało, gdy usłyszała zamykające się drzwi.

Strzępki rozmowy.

Delikatny brzęk kieliszków.

Boże!

Ktoś wyszedł na balkon. I to w momencie, gdy ona całkowicie zatraciła się w pocałunkach i pieszczotach tego mężczyzny. Bez wątpienia jej wygląd pozostawiał teraz wiele do życzenia, podobnie zresztą jak jego. Z potarganymi włosami, zaczerwienionymi i nabrzmiałymi od niedawnych pocałunków ustami – każdy, kto ich ujrzy w tym stanie, natychmiast się domyśli, co przed chwilą między nimi zaszło.

To straszne!

Ale może jeszcze się uda wszystko naprawić.

W końcu nie była to sytuacja intymna w pełnym znaczeniu tego słowa. W jakiś sposób, gdy ją całował, przemieścili się za dużą palmę, która skutecznie osłaniała ich przed spojrzeniami uczestników przyjęcia.

Gorączkowo zaczęła wygładzać sukienkę, zdjęła opaskę podtrzymującą włosy i sczesała palcami wszystkie pasma, przywracając im uprzedni wygląd. To dobrze, że im przerwano, bo kto wie, do czego mogliby się posunąć.

Czy nieudane małżeństwo naprawdę niczego jej nie nauczyło?

Karim także zajął się poprawianiem swojego stroju.

– Naprawdę muszę już iść – powiedziała cicho, tak by nie mógł jej usłyszeć nikt ze stojących na balkonie.

– Zaczekaj – powiedział, przesuwając kciukiem po jej dolnej wardze – albo oboje znajdziemy się w bardzo niezręcznej sytuacji.

– Ale… przecież my nie… – jąkała się Lily.

– Te przeszklone drzwi to jedyna droga ucieczki. No, chyba że jesteś gimnastyczką, potrafisz przeskoczyć przez barierkę i dolecieć do tamtej rynny, by po niej zjechać na dół.

– Raczej nie. A poza tym nie byłam na kursie dla agentów zero zero siedem – powiedziała ze smutkiem.

– Obawiam się, że ja również nie ukończyłem tego kursu.

 

– Wygląda na to, że musimy przeczekać tutaj – powiedziała cicho.

Cisza przytłaczała ją coraz bardziej, poza tym nie miała odwagi na niego spojrzeć. Nie chciała, aby wyczytał z jej oczu, jak bardzo pragnie, żeby pocałował ją jeszcze raz.

Po chwili szmer głosów, które dochodziły z drugiej strony balkonu, zaczął cichnąć, aż w końcu ustał całkowicie i usłyszeli delikatny odgłos zamykania balkonowych drzwi.

Znowu zostali sami.

Chociaż uczucie strachu powinno zniknąć wraz z ludźmi, którzy właśnie opuścili balkon, tak się nie stało.

– Tak dla jasności – powiedziała Lily. – Normalnie tak się nie zachowuję.

Uśmiechnął się lekko i rzekł:

– Chciałem się tylko przedstawić i zapytać, czy zjadłabyś ze mną obiad.

Wyraźnie wyczuwalne „ale” zawisło między nimi.

Niewątpliwie ulegli wzajemnemu pociągowi fizycznemu, któremu żadne z nich nie było w stanie się oprzeć.

Boże!

A jeśli wynikną jakieś problemy? Jeśli ktoś jej teraz szuka? Zaczęła panikować.

Musi się opamiętać, nie może sobie pozwolić na takie zachowanie. Chodzi przecież o dobro jej biznesu.

– Naprawdę muszę już iść – powiedziała Lily.

Wyciągnął z kieszeni długopis wraz z wizytówką i zapisał numer telefonu na jej odwrocie.

– Zadzwoń do mnie – powiedział, podając jej wizytówkę.

Było to bardziej polecenie niż prośba. Z całą pewnością Karim przywykł do tego, że ludzie wykonują jego polecenia. W normalnej sytuacji takie zachowanie by ją zezłościło, jednak po tym, co między nimi zaszło i jak ją całował… Coś takiego nie przytrafia jej się codziennie. Czuła, że całe to zajście wywarło na nim takie samo wrażenie jak na niej. I mimo że rozum podpowiadał jej, że to zły pomysł, że nie powinna się angażować, bo to tylko skomplikuje jej życie, to jednak usta wypowiedziały potulnie:

– Zadzwonię do ciebie.

Ujął jej twarz w dłonie i powiedział:

– Idź, ja tu zostanę jeszcze przez kilka minut. Gdyby Felicity coś mówiła, daj mi znać, porozmawiam z nią.

Jeśli będzie miała problemy, to tylko i wyłącznie z własnej winy i sama sobie z nimi poradzi. Świadoma jednak jego dobrych intencji, odparła:

– Dzięki.

Karim, jakby mimowolnie, musnął jej usta swoimi i wyszeptał:

– Do zobaczenia.

Obietnica zawarta w tych dwóch słowach obudziła w niej nowy płomień pożądania.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Lily! Dzięki Bogu, wróciłaś! – zawołała szczerze uradowana Beatrice, szefowa kelnerek.

– Co się?… Och! – Lily urwała w pół słowa, widząc Hannah, swoją asystentkę, ścierającą z podłogi pokaźnych rozmiarów kałużę. Minidesery bezowe z truskawkami i kremem, które pieczołowicie układała na tacach piętnaście minut temu, leżały porozrzucane na podłodze. Nadawały się tylko do kosza.

Wiedząc, jak łatwo bezy się kruszą, Lily wzięła ze sobą spory ich zapas na wypadek ewentualnych zniszczeń. Zabrała się więc energicznie do działania, aby ratować sytuację.

– Hannah, możesz przyrządzić trochę bitej śmietany? – spytała. – Bea, bądź tak miła i umyj tacę.

W międzyczasie sprawdziła, co z owocami. Truskawek było stanowczo za mało, by mogła przygotować całą tacę ciasteczek, ale może część z nich pokryć kremem cytrynowym i udekorować kawałkami kiwi.

– Tak mi przykro, Lily – powiedziała bliska płaczu Hannah. – Nie patrzyłam pod nogi, potknęłam się i…

– Nie ma co płakać nad zgniecionymi bezami – przerwała Lily z uśmiechem. – Zdarza się. Mam jeszcze parę sztuk. Da się to naprawić.

– Ale…

– Naprawdę, nie ma problemu – powiedziała Lily łagodnie. Doskonale zdawała sobie sprawę z przyczyny roztargnienia przyjaciółki. Małżeństwo Hannah chyliło się ku upadkowi, a ona ze wszystkich sił starała się, aby życie jej czteroletniej córeczki pozostało jak najbardziej normalne, podczas gdy jej całym życiem stawała się praca. Lily nie miała najmniejszego zamiaru jej krytykować. Doskonale pamiętała, jak sama miała problemy z Jeffem. Wówczas Hannah, mimo że była zaabsorbowana opieką nad niemowlęciem, zawsze znajdowała dla niej czas. Teraz Lily miała okazję jej się odwdzięczyć.

Jeff.

Niezbyt przyjemne wspomnienie i właśnie dlatego nie powinna dzwonić pod numer zapisany na odwrocie wizytówki, którą przed chwilą otrzymała. Związki z mężczyznami oznaczają same problemy. Rozpraszają i komplikują życie.

Starając się nie myśleć o swoim byłym mężu ani o przystojnym nieznajomym, Lily zajęła się układaniem na kolejnej tacy małych bezowych ciasteczek.

Praca szła jej sprawnie i już po chwili napełniała miniaturowe ptysie wcześniej przygotowanym likierem kawowym. W tym czasie Hannah zajęła się roznoszeniem wśród zaproszonych gości miniaturowych czekoladowych muffinków.

Lily właśnie kończyła, gdy do kuchni weszła Felicity Browne.

– Lily, to było niesamowite.

– Dziękuję. – Lily nauczyła się, że w biznesie nie ma miejsca na fałszywą skromność. Chciała, by klienci mieli pewność, że dokonali dobrego wyboru, korzystając z usług cateringowych Amazing Tastes, i przyjmując ich komplementy, pomagała im się utwierdzić w tym przekonaniu.

– A te małe ptysie… – powiedziała Felicity rozmarzonym głosem.

Lily uśmiechnęła się, wiedząc, do czego Felicity zmierza.

– Prześlę ci przepis i nie musisz podawać tego w cieście ptysiowym, możesz zrobić mus i podawać w miseczce, tylko przybierz go kilkoma ziarnkami kawy oblanej czekoladą i listkiem mięty, aby całość nabrała koloru.

Felicity się roześmiała. – Właśnie dlatego zawsze ciebie proszę o kulinarną organizację moich przyjęć. Jesteś niezastąpiona przy dopinaniu wszystkiego na ostatni guzik.

– Dziękuję. – Lily przyjęła komplement z uśmiechem.

Po skończonym przyjęciu została wystarczająco długo, by zamienić kilka grzecznościowych zdań z jego organizatorką. Upewniła się jeszcze, że zostawia kuchnię czystą i pojechała do domu, odwożąc po drodze Hannah. Gdy wypakowywała sprzęt z samochodu i odstawiała wszystko na swoje miejsce, nie mogła się oderwać od myśli nieustannie krążących wokół Karima. Chociaż wiedziała, że jest za późno, by do niego dzwonić, sięgnęła po torebkę, by wyjąć wizytówkę.

Otworzyła małą kieszonkę, gdzie zwykle trzyma wizytówki, i nie znalazła jej. Dziwne. Miała nawyk trzymania wszystkich wizytówek w jednym miejscu, by mieć do nich łatwy dostęp.

Sprawdziła całą torebkę, ale wizytówki nigdzie nie było.

Niemożliwe. Przecież wkładała ją do torebki.

Przeanalizowała wydarzenia dzisiejszego wieczoru i przypomniała sobie, że gdy po rozstaniu z Karimem we szła do kuchni, zastała tam zestresowany personel i musiała opanować sytuację. Najprawdopodobniej położyła wizytówkę na kuchennym blacie, zamiast schować ją do torebki.

A to oznacza, że wizytówka wraz z innymi śmieciami została wyrzucona do kosza.

Cholera, cholera, cholera.

Mogłaby zadzwonić do Felicity i poprosić, by przeszukała kosz na śmieci. Nie chciała prosić o numer telefonu Karima ani też o listę gości, bo to by było nieprofesjonalne, a Elizabeth Finch nigdy, ale to nigdy nie postępuje nieprofesjonalnie.

No, może czasami, naprawdę rzadko, zdarzało jej się zapominać o profesjonalnym zachowaniu. Tak jak to się stało parę godzin wcześniej na balkonie, gdy całowała wysokiego, ciemnowłosego i przystojnego nieznajomego. Naprawdę go całowała. I gdyby im nie przerwano, kto wie, do czego by się posunęli.

Ale teraz jest już po fakcie.

Lily wiedziała, że tak będzie najlepiej. Karim i jego egzotycznie bursztynowe oczy kusiły do złamania wszystkich przestrzeganych przez nią reguł. Gubiąc tę wizytówkę, wyświadczyła sobie przysługę.

Karim pracował właśnie nad jakimiś zestawieniami liczbowymi, gdy zadzwonił telefon. Podniósł słuchawkę i odezwał się z roztargnieniem:

– Karim Al-Hassan.

– Wasza Wysokość, mówi Felicity Browne. Chciałam podziękować za wspaniałe róże.

– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedział.

Wysłał swojego asystenta, Rafika, aby dostarczył bukiet z odręcznie napisaną karteczką z podziękowaniem za gościnność. Na karteczce dopisał „Zadzwoń do mnie. Karim”. Przebywając w Anglii, Karim nie wymagał, by ludzie zwracali się do niego, używając królewskich tytułów. Chciał, żeby czuli się swobodnie w jego towarzystwie.

– Karim – upomniana, powtórzyła posłusznie – mało kto w dzisiejszych czasach wysyła liściki, nie wspominając już o tak wspaniałym prezencie, zwłaszcza w niedzielę. Nie chcę przeszkadzać, bo pewnie jesteś bardzo zajęty, ale nie mogłam przyjąć tych kwiatów i nie podziękować.

Karim odparł:

– Cieszę się, że ci się podobają. Właściwie to miałem do ciebie dzisiaj zadzwonić. – Rano odkrył, że ma pewien problem i liczył na to, że Felicity pomoże mu się z nim uporać.

– Wczorajsze jedzenie było pyszne.

– Dziękuję, ale obawiam się, że nie mogę się pochwalić niczym więcej niż wyborem dań z menu, a nawet przy tym zdałam się na pomoc – powiedziała Felicity, śmiejąc się cicho.

– Twojego personelu? – zapytał.

– Niestety nie, to firma cateringowa, Amazing Tastes.

Odpowiednia nazwa, pomyślał Karim.

– Już kilka razy proponowałam Elizabeth Finch, właścicielce, by pracowała dla mnie. Oferowałam jej pokaźne wynagrodzenie, ale niestety z nikim nie chce się związać na stałe. I tak miałam szczęście, że jakoś udało jej się mnie wcisnąć, bo zazwyczaj ma zarezerwowane terminy na kilka miesięcy naprzód – wyznała Felicity.

Więc osoba, która przygotowała jedzenie na to przyjęcie, była wolnym strzelcem. Bardzo dobrze. Nie powinno być problemu z zatrudnieniem jej podczas jednego z planowanych przyjęć. Prawdopodobnie Felicity i tak zgodziłaby się, by pożyczył na kilka dni jej osobistego kucharza, ale w ten sposób uniknie wszelkich ewentualnych zobowiązań.

– Właściwie to szukam dobrej firmy cateringowej na spotkanie biznesowe. – Miał już wprawdzie taką wcześniej umówioną, ale siostra właścicielki urodziła dziecko i Claire poinformowała go, że jest zmuszona porzucić wszystkie dotychczasowe obowiązki i zająć się siostrą, której nowo narodzona córeczka przebywa na oddziale intensywnej opieki noworodkowej.

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak to jest, gdy trzeba wszystko zostawić, bo potrzebuje cię rodzina. Mimo więc, że znalazł się w kropce, nie miał zamiaru robić Claire jakichkolwiek wymówek z powodu zaistniałej sytuacji. Wciąż było trochę czasu, by się uporać z tym problemem.

– Tak się właśnie zastanawiam, czy to byłby duży kłopot, gdybym cię poprosił o namiary na twoją firmę cateringową? – zapytał.

– Żaden, ale jak już mówiłam, jest rozchwytywana – ostrzegła Felicity. – Ale, jeśli nie uda jej się wcisnąć ciebie w grafik, to może chociaż będzie mogła ci kogoś polecić.

Coraz lepiej.

– Poczekaj chwilę, wezmę tylko notes z telefonami. – Nastąpiła krótka przerwa i po chwili Felicity wyrecytowała numer telefonu i adres Elizabeth Finch.

– Dziękuję, Felicity.

– Nie ma za co. I jeszcze raz dziękuję za kwiaty.

Natychmiast po skończeniu rozmowy wpisał w wyszukiwarkę internetową otrzymany adres. Islington. Ładna okolica. Więc i ceny muszą być odpowiednie.

Pieniądze nie stanowiły dla niego przeszkody. Potrzebował dobrej jakości, a tę sprawdził osobiście ubiegłego wieczoru. Zerknął na zegarek. W tym momencie właścicielka jest zapewne w trakcie przygotowań kolejnego wieczornego przyjęcia, więc nie jest to najlepszy czas na negocjowanie rezerwacji terminu usług. Zdecydował się złożyć jej wizytę osobiście następnego dnia o dziewiątej. Z doświadczenia wiedział, że spotkania twarzą w twarz są dużo bardziej owocne niż rozmowy telefoniczne.

Zerknął na zegarek. Miał dwie godziny, a musiał jeszcze wziąć prysznic, ogolić się i przebrać przed popołudniowym przyjęciem na świeżym powietrzu. Ma na nim być Renee, jedna z najładniejszych dziewczyn, z którymi ostatnio się umawiał. Zakładając, że pogoda dopisze, a w ogrodzie, w którym ma się odbyć przyjęcie, są jakieś ustronne zakątki, może to być bardzo przyjemne popołudnie.

Jednak to nie twarz Renee pojawiła mu się w wyobraźni na myśl, że chciałby kogoś całować w ogrodzie. To była twarz Lily.

Otrząsnął się. Przecież Lily nie będzie na tym przyjęciu.

Następnego ranka Lily siedziała w kuchni, pijąc kawę i układając menu na przyjęcia, które miały się odbyć w nadchodzącym tygodniu, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. Za wcześnie na listonosza, pomyślała. Poza tym nie spodziewa się żadnej przesyłki. Ani żadnych gości.

 

Otworzyła drzwi i stanęła jak wryta.

Karim był ostatnią osobą, którą spodziewała się zobaczyć. Zdradziła mu tylko swoje imię, a właściwie tylko jego skrót, a nie pełne imię, więc jak?…

– Lily? – zapytał. Wyglądał na mocno zaskoczonego. – Pracujesz dla Elizabeth Finch? – Lily potrząsnęła głową.

– Ja jestem Elizabeth Finch.

– Powiedziałaś, że nazywasz się Lily – powiedział Karim, marszcząc brwi.

– Bo to prawda.

Patrzył na nią sceptycznie jakby nieprzekonany, że mówi prawdę.

– Gdy byłam mała, nie umiałam wymówić Elizabeth, więc mówiłam Lily-ba. I tak już zostało. Wszyscy mówią do mnie Lily, ale oczywiście w pracy używam mojego pełnego imienia.

– Ach, tak. – Pokiwał głową. – Byłem pod wrażeniem jedzenia na sobotnim przyjęciu i poprosiłem Felicity Browne o namiary na firmę cateringową, z której usług korzystała.

Więc to była wizyta biznesowa…

– Wejdź, proszę. – Wpuściła go do przedpokoju, zamknęła za nim drzwi i oboje udali się do kuchni. – Napijesz się kawy?

– Tak, poproszę.

– Mleko, cukier?

– Nic, dziękuję.

– Usiądź, proszę, już nastawiam wodę.

Podążając za wskazującym gestem Lily, Karim usiadł na jednym z miękkich siedzeń, podczas gdy Lily zajęła się przygotowywaniem świeżej kawy. Kuchnia Lily była z całą pewnością kuchnią profesjonalistki – miała bardzo nowoczesne wyposażenie, delikatne wzory idealnie wkomponowane w jednobarwne drewno na ścianach, a na środku wyspę kuchenną, która nadawała całości harmonijny i estetyczny wygląd. Wszystko czyste i schludne, nawet półka, na której stały książki kucharskie i jakieś pudełka. Tak jak przypuszczał, Lily była bardzo skrupulatną osobą.

Ubrana w jeansy i koszulkę, wyglądała tak, że miał ochotę jej dotknąć. Przypomniał sobie jej miękką skórę, słodki zapach i jego ciało natychmiast zareagowało na to wspomnienie.

Niedobrze.

Jest tu w celach biznesowych. Wiedział, że mieszanie interesów z przyjemnościami nie przynosi niczego dobrego. Musi się wziąć w garść. Naprawdę nie powinien myśleć o tym, jak by to było wsunąć palce pod ramiączko jej bluzeczki, zsunąć je i całować nagie ramię.

– Ładna kuchnia – powiedział, gdy wróciła z dwiema filiżankami kawy.

– Pasuje mi – powiedziała po prostu.

I ona pasuje do ciebie, pomyślał.

– Co chciałeś przedyskutować? – zapytała.

– Jak już wspominałem, byłem pod wrażeniem jedzenia na przyjęciu u Felicity. Organizuję kilka spotkań biznesowych i potrzebuję cateringu.

– I chcesz mni… proponujesz mi pracę? – poprawiła się natychmiast.

To małe potknięcie pokazało mu, że jej myśli cały czas podążają tym samym torem, co i jego.

– Wszystko zależy od tego, w jakim terminie. Mam już zarezerwowane najbliższe trzy miesiące.

– Spotkania mają się odbyć pod koniec miesiąca.

– W takim razie bardzo mi przykro, ale nie będę mogła pomóc.

Zastanowił się nad tym, co powiedziała.

– Pracujesz codziennie przez najbliższe trzy miesiące? – A to o mnie mówią, że jestem pracoholikiem, pomyślał.

– Wszystkie dni, w które pracuję, są już zarezerwowane.

Natychmiast podchwycił kontekst tej wypowiedzi.

– Więc nie pracujesz codziennie?

– Właściwie to pracuję. Chociaż nie codziennie gotuję dla innych ludzi.

– A czym się zajmujesz w pozostałe dni?

– Udoskonalam przepisy. Dwa razy w miesiącu piszę artykuły do swojej kolumny w gazecie i raz w miesiącu do kolorowego magazynu.

– Więc, ile dni w ciągu tygodnia masz wolnych?

– Mam trzy dni w tygodniu, gdy nie gotuję dla klientów, ale wykorzystuję ten czas na samodoskonalenie się. Nie wspominając już o wypróbowywaniu przepisów trzy razy w tygodniu i przygotowaniu kuchni, by fotograf mógł w niej zrobić zdjęcia, oraz roboty papierkowej.

– Ale są dni, kiedy dałabyś radę, tak teoretycznie? – nalegał.

– Teoretycznie masz rację. Praktycznie nie. Jeśli zrobię wyjątek dla jednej osoby, będę też musiała go zrobić dla innych. Nie chcę pracować po osiemnaście godzin dziennie. Potrzebuję także czasu, by odpocząć. Czasu, by móc wymyślić coś nowego.

Spróbował z innej strony.

– Masz przecież ludzi, którzy dla ciebie pracują.

– Współpracują.

– Ale pracujesz z nimi już długo.

– Skąd wiesz? – zapytała zaskoczona.

– Na przyjęciu organizowanym przez Felicity wszystko było zapięte na ostatni guzik. Takie efekty współpracy są możliwe do osiągnięcia tylko wtedy, gdy pracujesz z kimś od dłuższego czasu, znasz go dobrze i wiesz, czego możesz oczekiwać.

Rozpoznała komplement i się uśmiechnęła.

– Czy twoi ludzie pomagają ci w gotowaniu? – wypytywał dalej Karim.

– Niektórzy – mruknęła. – Dlaczego pytasz?

– Tak sobie pomyślałem, że może mogłabyś zwiększyć zakres ich obowiązków i w ten sposób rozszerzyć swoją działalność bez naruszania twojego prywatnego czasu.

Potrząsnęła głową.

– Absolutnie nie. Klienci oczekują mojego osobistego zaangażowania i to właśnie im oferuję. Tak więc, aby rozwinąć moją firmę, musiałabym mieć wehikuł czasu albo poddać się sklonowaniu – niestety żaden z tych wariantów nie jest możliwy do zrealizowania. Jestem zajęta, przykro mi. Jedyne, co mogę dla ciebie zrobić, to skontaktować cię z osobami, które również prowadzą firmy cateringowe i których usługi z czystym sumieniem mogę ci polecić.

Wiedział, że powinien grzecznie podziękować, wziąć numery telefonów do tych ludzi i dzwonić do każdego po kolei, aż znajdzie kogoś, kto będzie chętny podjąć się pracy.

Problem w tym, że on nie chciał kogokolwiek. Chciał jej.

Przywykł do tego, że dostaje to, czego chce.

– Dziękuję – powiedział – ale nie. Chcę, aby moje zlecenie zrealizowała firma Elizabeth Finch. – Karim urwał na moment i po chwili zapytał:

– Czy którykolwiek z twoich klientów mógłby rozważyć inny termin?

– Nie i nie ma mowy, żebym sugerowała im jakieś zmiany w terminach – ostrzegła. – Ja nie oszukuję moich klientów.

– Dobrze – powiedział. – Masz swoje zasady i szanuję to.

Po chwili się odezwał:

– Ilekolwiek wynosi twoje honorarium, z chęcią zapłacę podwójnie.

– Nie.

– Chcesz negocjować? – Karim wzruszył ramionami. – Nie ma sprawy. Oszczędźmy sobie czasu. Podaj swoją cenę.

Lily skrzyżowała ramiona i zapytała:

– Ty naprawdę wierzysz, że wszystko można kupić?

– Wszystko ma swoją cenę.

– Twoje życie musi być naprawdę smutne – powiedziała Lily szyderczo.

– Wręcz przeciwnie. Chociaż mówimy tu głównie o interesach. Ktoś sprzedaje, ktoś inny kupuje. Cena jest zawsze do ustalenia na podstawie popytu i podaży.

– Nie można kupić ludzi, Karim.

Mężczyzna się żachnął.

– Wiem o tym i nie proszę, byś pozwoliła mi się kupić. W biznesie szukam tego, co najlepsze, i właśnie dlatego proszę cię, byś zajęła się cateringiem na jednym z przyjęć, które ma dla mnie duże znaczenie.

– Pochlebia mi, że chcesz właśnie mnie, ale jak już wspominałam kilka razy, jestem zajęta i nic nie mogę zrobić, aby ci pomóc. Przykro mi.

– Po pierwsze, upór bardzo pomaga w interesach. Po drugie, zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie, jeśli się wszystko przeanalizuje jeszcze raz.

– Czy kiedykolwiek ktoś ci odmówił?

Nawet nie musiał się zastanawiać nad odpowiedzią.

– W końcu zawsze dostaję to, czego chcę.

– Obawiam się, że nie tym razem. No, chyba że zdecydujesz się na mój pierwszy wolny termin za około trzech miesięcy.

– Nie mogę czekać tak długo. Terminy spotkań są już ustalone.

– W takim razie, jak już mówiłam, przykro mi. – Podeszła do szafki, z której wyjęła notesik z adresami i telefonami. Zapisała coś na jednej z kartek, wyrwała ją i podała Karimowi.

– Proszę, wszystkich z tej listy mogę polecić z czystym sumieniem, a musisz wiedzieć, że jestem wybredna.

– To tak jak ja – powiedział. – Dziękuję za kawę.

– Nie ma za co.

– Gdybyś zmieniła zdanie – powiedział Karim z nadzieją, że tak właśnie będzie – zadzwoń do mnie. Masz moją wizytówkę.

– Właściwie to ją zgubiłam.

Naprawdę? A może porwała ją na strzępy pod wpływem nagłego impulsu? Teraz wiedział już, kim była i co robiła na przyjęciu organizowanym przez Felicity Browne. Mógł wyczytać z jej zachowania, że kiedy tylko opuściła ogród, była na siebie zła, że pozwoliła by ją zdekoncentrował podczas wykonywania służbowych zobowiązań.