Z anoreksją na pokładzie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Copyright © Katarzyna Zachacz, 2021


Projekt okładki: Magdalena Zawadzka


Ilustracje na okładce: © Nejc Košir/Pexels


Redakcja: Anna Kielan


Korekta: ERATO


e-book: JENA


ISBN 978-83-66995-07-9


Wydawca


tel. 512 087 075

e-mail: redakcja@bookedit.pl

www.bookedit.pl

facebook.pl/BookEdit/

instagram.pl/BookEdit/

Niniejsza książka jest objęta ochroną prawa autorskiego.

Całość ani żadna jej część nie mogą być publikowane

ani w inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej

bez zgody wydawcy.

Rzuć się w wir bitwy,

ale serce niech trwa

w kwiecie lotosu.

Anthony de Mello

Od autora

Napisanie tej książki było dla mnie formą terapii, którą podejmowałam za każdym razem, siadając przed komputerem i pisząc o moich emocjach i przeżyciach w czasie leczenia. Najlepszą porą był wczesny świt, kiedy wyraźnie w ciszy poranka mogłam usłyszeć, co mówią moja dusza i serce, oraz nauczyć się rozpoznawać głos intuicji.

Intuicja nie mówi ci tego, co chcesz usłyszeć.

Intuicja mówi ci to, co powinieneś usłyszeć.

Sonia Choquette

Jeśli nawet nie jesteś fanem czytania i masz zdrową relację z jedzeniem, daj szansę tej książce, bo może ona ci pomóc w drodze do zrozumienia, jak poważnym i istotnym problemem są choroby związane z zaburzeniami odżywiana, które dotykają wielu z nas!

Pamiętaj! TWÓJ krytyczny komentarz pod adresem chorej osoby może doprowadzić ją do głębokiej depresji, a nawet do samobójstwa. Mam nadzieję, że po lekturze mojej książki inaczej spojrzysz na otyłą osobę w sklepie, która kupuje słodycze. Bo zrozumiesz, że powstrzymując się od krytyki tej osoby, być może ratujesz jej życie!

Wprowadzenie

Kiedy kilka miesięcy temu sięgałam po pierwszą książkę związaną z tematyką zaburzeń odżywiania, nie byłam w stanie myśleć o niczym innym tylko o jedzeniu, dokładnym planowaniu i przygotowywaniu posiłków, liczeniu kalorii oraz obsesyjnych seriach niekończących się ćwiczeń.

Całe moje życie – każdy, dosłownie każdy obszar mojej codzienności – było w całości zdominowane przez moje zaburzenie, bardzo podstępną, ale niesamowicie niebezpieczną, śmiertelną chorobę, jaką jest anoreksja. Zapewne wielu czytelników teraz zatrzyma się dłużej przy słowie „śmiertelna” – tak! Anoreksja jest chorobą zagrażającą życiu i postaram się wyjaśnić dlaczego.

Zasypiałam myśląc, czy nie zjadłam zbyt dużo kalorii i czy na pewno spaliłam wystarczająco, żeby nie zobaczyć kilku gramów na wadze więcej po obudzeniu się następnego dnia. Budziłam się z myślą, od jakiego ćwiczenia powinnam rozpocząć mój dzień, żeby zasłużyć na śniadanie.

Zdominowana przez anoreksję zupełnie odizolowałam się od rodziny, przyjaciół oraz znajomych, którzy w jakimś stopniu starali się zwrócić uwagę na mój ówczesny styl życia. Czy anoreksję w ogóle można nazwać stylem życia, czy osoba chora wybiera sobie ten „styl życia”, „bycie na ciągłej diecie”? Zdecydowanie NIE! Zaburzenia odżywiania są przypadłością jak alkoholizm czy seksoholizm, powiedziałabym więcej, są zdecydowanie bardziej niebezpieczne, jeśli chodzi o konsekwencje dla naszego organizmu i psychiki.

Być może jesteś dotknięty tym schorzeniem i są w tobie duże po­kłady złości, smutku, rozpaczy i zupełnie nie wyobrażasz sobie życia bez ciągłego spoglądania na jedzenie w kategoriach dobre vs. złe, liczenia każdej kalorii oraz obsesyjnego sprawdzania wagi czy nierozstawa­nia się z centymetrem krawieckim, aby sprawdzić wymiary ciała. Świetnie znam to, byłam w tym miejscu jeszcze kilka miesięcy temu. Z pełnym przekonaniem mówię więc, możesz pokonać zaburzenia odżywiania! Wymaga to niesamowicie dużo siły i odwagi, ale one drzemią w tobie, wystarczy je dostrzec, sięgnąć i zacząć używać. Brzmi bardzo prosto i zapewniam cię, że takie się staje, jednak dopiero po jakimś czasie codziennej i wytrwałej walki, którą warto podjąć jak najszybciej.

Dzisiaj piszę dla Ciebie – osoby dotkniętej anoreksją bądź innym zaburzeniem odżywiania, ale także dla społeczeństwa, które nie jest świadome powagi problemu, jakim są zaburzenia odżywiania. Dziś mogę powiedzieć, że jestem bliska pokonania tej niesamowicie trudnej przeciwniczki, jaką jest anoreksja. Jestem w stanie ponownie cieszyć się życiem, śmiać, rozmawiać, spotykać z bliskimi, uprawiać seks. Co najważniejsze jeszcze bardziej ten niesamowity dar, jakim jest życie, doceniać i kochać oraz czerpać z niego jak najwięcej, gdyż jest ono bardzo kruche i nie ma najmniejszego sensu skupiać się na liczeniu kalorii w każdym ziarenku ryżu czy w świeżej aromatycznej borówce. Zdecydowanie lepiej liczyć promienie słońca, które można poczuć o poranku na twarzy, pijąc ciepłą pachnącą cynamonem kawę z ulubionym mlekiem – tak bez liczenia kalorii w mleku i bez obmyślania planu, jakimi ćwiczeniami dziś zamęczyć ciało!

Książkę piszę z perspektywy osoby, która nie ma specjalistycznego doświadczenia w tematyce psychodietetyki, psychologii czy psychiatrii. Opieram się wyłącznie na własnym doświadczeniu, miesiącach bardzo ciężkiej walki z anoreksją, moich obserwacjach oraz sposobach, które były dla mnie bardzo pomocne i cenne w trakcie leczenia, oraz na materiałach, publikacjach naukowych, artykułach znalezionych w książkach i internecie. Dzięki temu mogę przybliżyć powagę zaburzeń odżywiania, wokół których narosło wiele mitów, a te postaram się rozwiać.

Moja obecna praca nie ma nic wspólnego z medycyną, psychologią czy odżywianiem. Nie licząc jedzenia, które serwuję na pokładzie. Tak, tak, na pokładzie samolotu, gdzie pracuję jako stewardesa. Dlatego chcę zabrać Cię, Czytelniku, w lot samolotem.

Leczenie zaburzeń odżywiana to swego rodzaju podróż, wymaga czasu, ale przede wszystkim olbrzymiej cierpliwości, której uczy ta choroba. Tu nie ma miejsca na opóźnienia, które zdarzają się na lotnis­kach. Kiedy decydujesz się rozpocząć leczenie, rozpoczynasz wyprawę – drzwi zamknięte, pasy zapięte, można startować.

Lot niestety nie zawsze bywa przyjemny, czasem poczujemy turbulencje, a niekiedy musimy zawrócić i wylądować na innym lotnisku, aby później bezpiecznie dotrzeć do celu. Tak samo jest z anoreksją, doświadczamy bardzo mocnych turbulencji. Jednak najważniejsze, aby zapiąć mocno pasy i oddać się w ręce miłych panów w kokpicie. W naszej eskapadzie oznacza to, że musimy zaufać naszemu ciału. Kiedy przestrzeń lotnicza jest gotowa na ponowienie lotu, możemy kontynuować, aby bezpiecznie wylądować na docelowym lotnisku, które na nas czeka, bardzo często oferując niesamowite widoki. Na końcu tej książki także czeka na ciebie niezwykły dar do odkrycia.

Z każdej dalekiej, ale i bliskiej, podróży można przywieźć masę wspomnień, zdjęć i bibelotów, które zajmują miejsce na półkach w domu, w czasie wyjazdów rodzi się wiele nowych przyjaźni lub znajomości, które niekiedy okazują się trwałe i wieloletnie. Także z wyprawy po życie bez zaburzeń odżywiania można nabyć wiele cennych pamiątek, które znajdą miejsce w twoim sercu.

Zapnij pasy, usiądź wygodnie i przygotuj się do startu, bo podróż będzie długa i z turbulencjami, ale i szczęśliwym lądowaniem na docelowym lotnisku.

Część I

Błędne postrzeganie zaburzeń odżywiania przez społeczeństwo

W 2017 roku CEO amerykańskiego koncernu produkującego samoloty boeing Dennis Muilenburg powiedział, że zaledwie 20% światowej populacji kiedykolwiek odbyło podróż samolotem1. Statystyki lotnicze ciągle się zwiększają, podobnie jak w przypadku osób z diagnozą zaburzeń odżywiania, ich liczba w ostatnich latach drastycznie rośnie. Szacuje się, że zaburzenia odżywiania dotyczą co najmniej 70 milionów światowej populacji2.

Wiele osób decyduje się na swój pierwszy lot, zupełnie nie wiedząc, jaki kierunek wybrać, co jest dla nich najlepsze, co spakować, jak się zachować w czasie podróży samolotem i czego będą potrzebować. Takie wątpliwości towarzyszyły mi w czasie planowania pierwszej podróży samolotem, bardzo podobnie czułam się, kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem chora na anoreksję. Zupełnie zagubiona, zawstydzona, odizolowana od bliskich, osamotniona i sfrustrowana brakiem sił fizycznych. Nie wiedziałam, jak zacząć moją podróż, gdzie skierować pierwsze kroki i co zrobić, aby przerwać ten koszmar, jakim była anoreksja.

Mimo strachu i niepokoju trzeba zrobić ten pierwszy krok i przygotować się do tej pełnej obaw wyprawy. Wiele razy słyszałam po starcie od pasażerów, że panicznie boją się latać, a mimo to zdecydowali się na lot i bardzo często żegnając się i wychodząc z pokładu, odpowiadają nie „do widzenia”, ale „do zobaczenia”, bo w czasie lotu zdają sobie sprawę, że przyjemności, które na nich czekają u celu, są warte długiej i niekiedy trudnej podróży.

Siedząc wygodnie na sofie przed telewizorem i oglądając filmy z różnych zakątków naszego pięknego świata, nie poczujesz w pełni atmo­sfery i klimatu tego miejsca. Nawet jeśli coś cię zaciekawi i dodatkowo sięgniesz po więcej informacji, przeczytasz książki z dokładnymi opisami miejsc, które warto zobaczyć, to i tak nie będzie to twoje doświadczenie, a jedynie wyobrażenie o danym miejscu, bardzo mała namiastka.

 

Wiele osób nie ma pojęcia, jak się przygotować, aby pierwsza podróż samolotem nie zaskoczyła ich niczym nieprzyjemnym. Zgłębiają też wiedzę, jak działa samolot, jaki jest stopień bezpieczeństwa w czasie lotu, czy mają się czego obawiać itp. Przeszukują strony internetowe, blogi, pytają znajomych, aby przyswoić sobie wiedzę przydatną na dalszych etapach podróży. Pragną zdobyć jak najwięcej informacji. Nie ma w tym nic dziwnego, to normalne, każdy czuje obawę przed nieznanym, ale też ekscytację.

Bez problemu można znaleźć setki biur podróży oferujących wczasy last minute bądź blogi podróżników, którzy polecają kupić bilet i zapakować plecak bez zbędnego zastanawiania się. Bez względu na to, którą opcję wybierzesz, musisz posiadać podstawową wiedzę, niezbędną do wyprawy samolotem.

Dlatego też naszą podróż muszę zacząć od podstaw i konkretów, od przybliżenia zagadnienia zaburzeń odżywiania.

Najważniejszym celem i powodem, dla którego napisałam tę książkę, jest ukazanie powagi problemu zaburzeń odżywiania ze szczególnym wskazaniem na anoreksję, bo z nią się borykałam.

Większość polskiego społeczeństwa niestety nie jest świadoma, jak bardzo poważnym, często zagrażającym życiu, schorzeniem są zaburzenia odżywiania. To mniemanie często opiera się na stereotypach, bez weryfikacji prawdziwości tych informacji. Często schematy myślowe, które powielamy od pokoleń i w które bez zastanowienia wierzymy, straciły swą ważność.

Pamiętaj! Nie tylko branża lotnicza się rozwija, oferując coraz szybsze i wygodniejsze połączenia między państwami na przeciwległych biegunach ziemi. Medycyna, psychologia to dziedziny, którym towarzyszy także stały rozwój, dzięki temu specjaliści są w stanie diagnozować szybciej i skuteczniej choroby, a tym samym pomóc większej liczbie pacjentów. Gdy oglądasz lub słuchasz najnowszych informacji ze świata, ze zdziwieniem przyjmujesz te o kolejnym rekordzie dotyczącym najdłuższego lotu w historii lotnictwa, gdy jednak podają dane o drastycznie wzrastających zaburzeniach odżywiania, jak najszybciej zmieniasz kanał. Po wysłuchaniu newsów lotniczych marzysz o długim locie na wymarzone wakacje, a czy zastanawiałeś się, jak zachowałbyś się, gdyby twoje dziecko lub przyjaciel zmagał się z zaburzeniami odżywiania, a może już ma z tym problem, ale tego nie zauważasz…

Zaburzenia odżywiania mają wiele twarzy. Dlatego najlepiej na sam początek odrzuć pogląd mówiący o wychudzonej, kościstej młodej dziewczynie, która ma fanaberię bycia na diecie i zamęczania się godzinami na siłowni. Zaakceptuj ten fakt, tak samo jak akceptujesz to, że samolot jest najbezpieczniejszym środkiem transportu, mimo że w każdej takiej katastrofie są setki ofiar.

Zapewne wielu znajomych, przyjaciół, spoglądając na mnie i moje życie, nie pomyślałoby, że mogłabym mieć jakikolwiek problem z zaburzeniami odżywiania. Widzą silną, odważną, uśmiechniętą i dążącą do celu dziewczynę, która osiągnęła sukces w pracy, bo dla wielu młodych osób taka praca to praca marzeń. Tak, zgadzam się, jest to praca marzeń, sama o niej marzyłam przez długi czas, jednak kiedy w moje życie zupełnie niespodziewanie i podstępnie wkroczyła anoreksja, nawet praca marzeń nie stanowiła radości, wręcz przeciwnie, nie byłam wystarczająco zdrowa ani silna fizycznie, aby ją wykonywać. Przestała mnie cieszyć, nie miałam żadnej satysfakcji z jej wykonywania, traktowałam jako karę i przymus, które muszę wykonać i tracić cenny czas, który mogłabym spożytkować na spalanie dodatkowych kalorii lub obmyślanie, który posiłek pominąć danego dnia.

Kiedy dumnie szłam przez terminal lotniska, nikt z czekających na swój lot pasażerów nie mógłby podejrzewać, że elegancko ubrana w mundurek, w pełnym makijażu i z uśmiechem na twarzy stewardesa, może doświadczać wewnątrz siebie kontrastujących z wyobrażonym obrazkiem emocji. Przypominam sobie dni, kiedy mijałam różnych ludzi, którzy spoglądając na mnie, komplementowali mój wygląd. Najzabawniejsze, że myśleli, że nie rozumiem ich języka. Oni widzieli wyprostowaną, pewną siebie kobietę, z seksownym wcięciem w talii, stukającą wysokimi obcasami, które dodają uroku. Natomiast ja, idąc wraz z moją kompanką – anoreksją, czułam, że zaraz zemdleję, z głodu. Nieraz było mi ciemno przed oczami, kręciło mi się w głowie. Czułam wewnętrzny ból, zmęczenie oraz bezradność. Bolało mnie ciało, ciężko było mi chociażby pomóc pasażerom z umieszczeniem bagażu w schowku. Moja przeciwniczka, mimo że nie odstępowała mnie na krok, nie pomagała ani trochę, wręcz przeciwnie. Sprawiała, że z każdą godziną na podkładzie byłam coraz słabsza. Byłam przytłoczona przez emocje, czułam, jak moje ciało wypełniają chmury burzowe z emocjami, które całe życie chciałam rozwiać. Na zewnątrz jednak musiałam pokazywać bezchmurne niebo, z uśmiechniętym słońcem. W czasie, kiedy w środku czułam rozpacz, codzienny uśmiech w pracy był ekstremalnym wyczynem. Nikt nie podejrzewał, że za szerokim uśmiechem intensywnie pomalowanych czerwonych ust kryje się osoba, która powoli umiera. Codziennie przed pracą z przerażeniem myślałam, jak uniknąć słuchania o jedzeniu – jednego z głównych tematów poruszanych przez załogę w czasie lotu. Najgorsze były okresy w czasie Bożego Narodzenia i Wielkanocy, kiedy załoga rozmawiała między sobą o tradycyjnych potrawach w ich krajach, oczywiście pytając mnie o to samo, nie mając pojęcia, ile kosztuje mnie odpowiedź – najczęściej kłamstwo. Nie mogłam powiedzieć, że nie jem. Nie chciałam rozpoczynać kolejnego powszechnego tematu, jakim są diety oraz która stewardesa, ile przytyła lub schudła w ostatnim czasie. Mimo że byłam bardzo słaba fizycznie, wiele razy bliska omdlenia, dzisiaj myśląc o tym, zastawiam się, skąd brałam siły, żeby maskować mój problem. To wymaga bardzo ciężkiej pracy, uśmiechu oraz ukrywania przed światem, że w każdej chwili może się zdarzyć, że nie ja będę udzielać pierwszej pomocy pasażerom, a oni mnie.

Piękny obrazek szczęśliwej, młodej i zdrowej dziewczyny, która nie miała prawa narzekać na los. Idealny, żeby oprawić w ramkę, postawić w salonie i cieszyć się szczęściem młodej stewardesy.

Największe batalie życia toczone są codziennie

w cichych zakamarkach duszy.

David O. McKay

Zdrowa nie byłam, byłam zjadana przez własne wygłodniałe ciało, a mój umysł był zupełnie podporządkowany temu, co akurat wykrzykiwała do mnie anoreksja. Ta zła wiedźma, kiedy wprowadza się do głowy osoby chorej, nie mówi, tylko krzyczy, wrzeszczy w niebogłosy, abyś przypadkiem nie zagłuszył jej głosu. Tego nawet nie można nazwać głosem, to ryk, gorszy niż ryk potężnego lwa w zoo, który z całych sił pragnie pokazać swoim głosem, że chce wrócić do naturalnego środowiska. Anoreksja po wejściu w twoje życie nie chce nigdzie się wyprowadzać, chce być z każdym dniem silniejsza, potężniejsza i mocniejsza. Przychodzi z konkretnymi celami – zagłodzenia ciała doprowadzając go do śmierć oraz zagłuszenia głosu duszy, który niesamowicie cierpi. Anoreksja pragnie, abyś jej służył i robił dokładnie to, co ci rozkazuje swoim potężnym głosem, a jeśli się buntujesz i chcesz zrobić coś według własnych oczekiwań, ona staje się jeszcze potężniejsza aż do momentu, w którym myślisz, że już nie może być gorzej. Ta chwila jest bardzo istotna. Wtedy niesamowicie ważne jest, aby przejąć kontrolę i zagłuszyć ten okropny ryk. Jednocześnie jest to jeden z najtrudniejszych momentów, ale kiedy to się uda, to zaczniesz słyszeć inny, początkowo bardzo cieniutki i cichutki głos. To będzie twój głos, głos cierpiącej duszy, która cały czas czeka na odkrycie i uleczenie.

Zgodzę się z tym, że byłam szczęśliwa. Jednak patrząc z perspektywy czasu, stan szczęścia definiowałam inaczej niż dzisiaj. Przed chorobą aktywnie spędzałam czas, szukając coraz to nowych i ambitniejszych wyzwań. Angażowałam się w wiele projektów, żeby się rozwijać i znaleźć pełnię szczęścia i sens życia. W mojej wymagającej pracy znajdowałam czas na bliższe i dalsze podróże. Średnio, co miesiąc byłam w nowym miejscu, aż pewnego dnia uświadomiłam sobie, że nie wiem, gdzie jestem, dosłownie i w przenośni. Nigdy wcześniej ani później nie doświadczyłam takiego dziwnego uczucia. Czekając z radością na kolejny lot, czułam się zmęczona i coraz bardziej zagubiona. Byłam fizycznie zmęczona po kilku dniach pracy, a mimo to zdecydowałam się kupić bilet, żeby spędzić dni wolne odkrywając nowe miejsce. Zapytałam mojego ówczesnego partnera, gdzie jesteśmy, co to za kraj, lotnisko. Myślę, że tego dnia powinnam była zapytać samą siebie, gdzie jestem, co robię, kim jestem i czego tak naprawdę pragnę oraz co czuję i co moje ciało do mnie mówi. Nawet nie przyszło mi do głowy zadawanie tak durnych pytań. Nie przerwałam tej gonitwy, przerwała ją anoreksja. Boleśnie i dobitnie wcisnęła hamulec, doprowadzając mnie do bolesnego zderzenia z samą sobą, moimi emocjami, uczuciami, myślami. Ciągłe bycie w ruchu napędzało mnie do kolejnych działań i realizacji kolejnych marzeń. Czułam się szczęśliwa i poniekąd spełniona mimo młodego wieku. Nie skupiałam się na tym, czego tak naprawdę chcę, i czy to nie jest spełnianiem oczekiwań innych czy powielaniem schematów myślowych. Nie zadawałam sobie pytania, czy to, co robię, rzeczywiście sprawia mi radość, na oślep gnałam przed siebie z prędkością równą prędkości samolotu. Nie zastanawiałam się zbyt głęboko nad definicją szczęścia, tylko podejmowałam ciągłe próby znalezienia go w świecie zewnętrznym, najczęściej materialnym. Teraz wiem, że za tą gonitwą kryła się próba zagłuszenia własnych emocji, myśli i pragnień. Ciągle uciekałam, nie zdając sobie sprawy, że tym samym jeszcze bardziej zwiększam to, czego chcę uniknąć – konfrontacji ze sobą. Musiałam doświadczyć anoreksji, aby to zrozumieć i dowiedzieć się, czym tak naprawdę jest poczucie szczęścia i spełnienia. Użyłam słowa „doświadczyć”, bo mimo olbrzymiego bólu, jaki mnie spotkał w czasie zmagania się z zaburzeniem odżywiania, dziś doceniam to i wyciągam cenne wnioski z tej lekcji, które na pewno zmieniły i wciąż zmieniają moje podejście do życia, postrzegania innych, a przede wszystkim zauważyłam samą siebie. Własne ciało, jako nie tylko odbicie w lustrze, lecz dziewczynę, której wartość określają nie grube nogi czy ramiona, ale wnętrze, to co ukryte zdecydowanie głębiej. Na zewnątrz można to dostrzec jako „błysk w oku”, nie bez powodu oczy są określane jako zwierciadło duszy. To co mamy w środku, co wyznajemy i to co nas trapi bądź cieszy, odzwierciedlamy na zewnątrz poprzez nasze zachowanie, słowa i czyny. W tym szczęśliwym życiu brakowało mi zawsze akceptacji własnego ciała, nie potrafiłam zmierzyć się z tym, co widziałam w lustrze, gdyż moja uwaga była skupiona na grubych udach i ramionach oraz twarzy pełnej pryszczy. Nadal każdego dnia staję przed lustrem i wykonuję ciężką pracę nad tym, jak widzę własne odbicie. Nie widziałam w mojej figurze kobiecych kształtów, z których powinnam być dumna. Od kiedy sięgam pamięcią, chciałam być szczuplejsza, wierzyłam, że niższa cyferka na wadze zmieni także moje życie i będę nareszcie w pełni szczęśliwa.

Chęć stania się kimś innym

jest marnotrawstwem osoby, którą jesteś.

Marilyn Monroe

Nie wiedziałam, że szukając szczęścia, tak naprawdę przed nim uciekam. Dziś wiem, że szczęście to własny, świadomy wybór, a próba znalezienia go w świecie materialnym i zewnętrznych osiągnięciach prowadzi do pogłębienia poczucia braku szczęścia. Codziennie wybiegamy w przyszłość, zamartwiając się, czy nadchodzące wydarzenia pomogą mi poczuć pełnię szczęścia lub wręcz przeciwnie tkwimy w przeszłości, która nas powstrzymuje przed zmianami, które często przynoszą prawdziwe upragnione szczęście. Tylko czy pamiętasz, że zmiany zachodzą dziś, już teraz, w tym momencie, w którym to czytasz lub rozmyślasz nad kolejnym zakupem niepotrzebnej rzeczy, mającej zapewnić ci złudne poczucie szczęścia. Osiągnięcie prawdziwego poczucia szczęścia to ciężka praca, którą trzeba wykonywać codziennie bez względu na poziom szczęścia, którego doświadczasz. Jednocześnie trzeba być czujnym, aby nie zagubić się w obecnym szalonym świecie, gdzie wszystko skłania nas do uwierzenia w szczęście jako produkt, który można sobie w każdym momencie smutku kupić. Owszem, można kupić piękny bukiet świeżych kwiatów i być szczęśliwym, ale w tym przypadku szczęście polega na docenieniu i radości z małych rzeczy, które sprawiają nam przyjemność. Bardzo często czekamy, aż szczęście dotrze do nas jako olbrzymie wydarzenie, które zmieni diametralnie nasze życie na lepsze. Zupełnie nie doceniamy i pomijamy fakt, że codziennie jesteśmy świadkami, z własnej woli nie odbiorcami, szczęścia, jakie przytrafia się każdego dnia. Czy szczęściem nie jest poranne otworzenie oczu? Widok partnera śpiącego obok lub zapach porannej kawy? Najczęściej wystarczy przycisnąć rano wyimaginowany przycisk, który sprawi, że zamiast porannego pośpiechu przed pracą zauważysz szczęście, które tylko czeka, aby je dostrzec.

 

Moje szczęście rośnie wprost proporcjonalnie

do mojej akceptacji i odwrotnie proporcjonalnie

do moich oczekiwań.

Michael J. Fox

Kiedy anoreksja wkroczyła w moje życie, moje myśli krążyły ponad chmurami, jednak nie były to chmury, które widzę patrząc przez okno samolotu. Moja głowa była zaprzątnięta jedzeniem, aktywnością fizyczną, kaloriami i wagą. Nie jest prawdą, że osoby z zaburzeniami odżywiania nie myślą o jedzeniu i nie odczuwają głodu. Wręcz przeciwnie! Pierwsze myśli po przebudzeniu kierowałam w mózgu do „zakładki” jedzenie! Co dzisiaj mogę zjeść – w moim przypadku oczywiście musiało to być jak najmniej kaloryczne i co najważniejsze, każda, nawet pojedyncza kaloria musiała być dokładnie wyliczona i zapisana. Czytałam mnóstwo przepisów, których i tak nigdy nie wykorzystałam, bo najczęściej dania były „zbyt kaloryczne”, oglądałam filmiki, programy kulinarne związane z gotowaniem i przeglądałam tysiące zdjęć jedzenia. Chyba miałam cichą nadzieję, że może jakaś magiczna siła sprawi, że od samego patrzenia przestanę odczuwać głód, który tylko się coraz bardziej nasilał w początkowych miesiącach. Ileż razy powtarzałam sobie, że jestem silniejsza niż głód i zupełnie ignorowałam sygnały, jakie wysyłało mi ciało, które stawało się coraz słabsze. Z czasem zaczęło się poddawać, mój ośrodek głodu został zupełnie wyłączony, co oczywiście bardzo mnie ucieszyło, nie muszę walczyć z głodem i ciągłym pragnieniem zjedzenia produktów, których mi nie wolno. Tego czego sama sobie zabroniłam. Jednak jednocześnie moje ciało stawało się coraz słabsze i bardziej obolałe. Co doprowadzało mnie do frustracji, kiedy po godzinnym wieczornym biegu nie byłam w stanie wstać spod prysznica i włożyć ubrań. Mdlałam i ostatkiem sił szłam do łóżka, aby jak najszybciej zasnąć i nie widzieć stanu, w jakim się znajdowałam.

Bardzo dużo czasu spędzałam w kuchni, nie, nie gotując czy piekąc – po prostu sprzątając oraz miotając się po pomieszczeniu, a niekiedy spoglądając na innych, którzy mogli jeść, bo przecież dla mnie jedzenie było zakazane. Przygotowywanie dla innych posiłków sprawiało mi swego rodzaju radość, bo mogłam patrzeć na jedzenie i jeszcze bardziej się tym samym karać. Z perspektywy czasu nie mogę uwierzyć, że byłam w takim amoku. Jedzenie jest podstawą, aby przeżyć, podobnie jak oddychanie czy sikanie. Spożywając posiłek, czułam się winna! Czułam, że zawodzę samą siebie i obarczam moje ciało niepotrzebnymi kaloriami, że najzwyczajniej w świecie je zaśmiecam, mimo że moje posiłki były lekkostrawne i zdrowe. Zawodziłam, ale tym, że nie jadłam, ale w tamtym czasie nie byłam tego świadoma. Byłam zła i wściekła na siebie, że zjadłam kilka kalorii więcej. Czy tym samym powinnam być sfrustrowana, że idę do toalety, skoro jedzenie jest równie ważną jak sikanie podstawą naszego przeżycia?! Widząc najbliższych, którzy przygotowali posiłki, potrafiłam wpaść w panikę pełną płaczu i wrzasków, porównując, że jem zdecydowanie dużo więcej od nich. Tym samym doprowadzając do awantur i nieporozumień. Mimo wszystko byli przy mnie, kiedy nie byłam w stanie stać stabilnie na własnych nogach ani wstać z łóżka. Mimo złego stanu fizycznego i psychicznego obsesyjnie, bez przerwy, kontrolowałam, co, ile oraz kiedy jem.

Ostatnie myśli przed snem dotyczyły jedzenia i aktywności! Zaczynałam dzień od spalania kalorii i kończyłam spalaniem kalorii, oczywiście w ciągu dnia jedząc jak najmniej, nie uzupełniając tym samym mojego zapotrzebowania energetycznego, nie tylko do życia, ale w tamtych miesiącach do przeżycia… Zamęczałam się godzinami ćwiczeniami cardio spalającymi tłuszcz, którego ja już w tamtym okresie posiadałam bardzo małe ilości, zaczęłam palić niezbędne w funkcjonowaniu organizmu mięśnie. Nie pamiętając, że najważniejszy organ ludzkiego ciała jest mięśniem – tak, mówię o sercu. Moje ciało wygłodniałe i spragnione jedzenia zaczęło jeść własne tkanki i mięśnie. Swego rodzaju kanibalizm. Brzmi niesamowicie brutalnie, uwierzcie, mnie też to zszokowało, kiedy się dowiedziałam, jaką ucztę wyprawia moje ciało. Był to jeden z pierwszych ważniejszych momentów, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, co dzieje się z moim organizmem, i bardzo powoli zaczęłam dostrzegać, że muszę zacząć walczyć. W mojej głowie, oprócz huczącej w najlepsze anoreksji, zaczął przebijać się po cichutku ważniejszy, nieśmiały dotąd głos mojego ciała, które już było w bardzo złym stanie i wołało o pomoc.

Oczywiście początkowo zupełnie nieświadomie zaczęłam biegać i ćwiczyć w domu, stawiając sobie nowe wyzwania, typu „schudnij z ud w dwa tygodnie” lub „płaski brzuch w pięć dni”. Nie widziałam w tym nic złego, przecież ciało jest stworzone do ruchu, a specjaliści zalecają codzienną dawkę ruchu, aby być w dobrej kondycji i utrzymać zdrowie w jak najlepszym stanie. Jednak moja zdrowa dawka ruchu bardzo szybko przemieniła się w coraz większe oczekiwania względem własnych możliwości. Przede wszystkim ciała, które było z każdym dniem w coraz gorszym stanie. Bez taryfy ulgowej ćwiczyłam codziennie, nawet kilka razy dziennie. Miałam dwa cele – więcej kalorii spalić i mniej zjeść niż dzień wcześniej, przy czym kolejność powinna być odwrotna, aby utrzymać zdrowy bilans.

Kiedy wchodziłam na wagę i widziałam niższą liczbę, byłam z siebie niesamowicie duma. Uważałam to za wielki sukces, który doprowadzi mnie do pełni szczęścia – szczupłości, o której zawsze marzyłam. Rozpierała mnie wewnętrzna radość, z każdym dniem udowadniałam sobie, że jestem zdolna do osiągnięcia wymarzonej sylwetki. Nie dostrzegałam, że euforia, której doświadczałam, nie była moja, a anoreksji, która zadomowiła się w moim ciele. To była jej definicja sukcesu, nie moja. Dziś wiem, że słowo „sukces” oznacza coś innego, niż sobie wyobrażałam.

Pisząc tę książkę, wiem, że większym sukcesem jest przytycie kilku kilogramów, zjedzenie bez wyrzutów sumienia kanapki z domowym dżemem lub umówienie się na spotkanie z terapeutą. Sukcesem było zauważenie w porę, że nie jestem sobą, lecz zawładniętą bezbronną dziewczyną, która jest w szponach zaburzeń odżywiania. Sukcesem była codzienna walka, którą toczyłam, aby móc ponownie zacząć żyć i usłyszeć, czego pragnie moja dusza. Sukcesem był dzień, kiedy byłam w stanie spojrzeć na odbicie mojego ciała w lustrze i powstrzymać się od nieprzyjemnych słów pod jego adresem. Sukcesem było odzyskanie sił fizycznych. Sukcesem jest dla mnie dostrzeżenia lekcji, które anoreksja mi dała. Sukcesem jest nauka samej siebie, słuchania swojego ciała oraz rozpoznawania emocji, które zjawiają się, aby coś mi przekazać. Najważniejszym osiągnięciem dla mnie jest fakt, że ŻYJĘ i mogę codziennie odnosić nowe mniejsze i większe sukcesy. Sukcesem będzie życie w zgodzie z samym sobą, akceptacja wyglądu i wszelkich doświadczeń życiowych, czego wciąż się uczę. Pozwala to żyć pełnią życia w spokoju i harmonii, jest to bardzo ciężkie do osiągnięcia i codziennie nad tym pracuję. Mimo że potrafię stanąć przed lustrem i zobaczyć swoje odbicie bez wyzwisk w głowie, jednak nadal pracuję nad tym, aby pewnego dnia osiągnąć sukces, jakim jest powiedzenie do swojego odbicia w lustrze: Dziewczyno, akceptuję cię taką, jaka jesteś, wraz z tym wspaniałym ciałem, które posiadasz. Nauka pozytywnego egoizmu to proces, w którym jestem każdego dnia, patrząc na swoje odbicie.

Przed chorobą widziałam w sobie osobę, która osiągnęła sukces – zdobyła świetną pracę. Zgadza się, jest to sukces, który przyniósł mi dużo radości. Ale czy rzeczywiście ten rodzaj sukcesu jest w życiu najważniejszy. Gdybym straciła pracę, sukces, jaki mi przyniosło jej zdobycie, byłby zapomniany, niezauważany. Natomiast jestem pewna, że nigdy nie zapomnę sukcesu, jakim było spojrzenie sobie prosto w odbicie w lustrze i powiedzenie prosto w oczy: Jesteś silna, odważna i pokonasz anoreksję! Mówiąc to zdanie, odczułam pozytywną energię, która jest we mnie i tylko czeka na wykorzystanie. Jest to poczucie wewnętrznej mocy, które mogę przywołać w każdym momencie mojego życia, bez względu na to, gdzie się znajduję, powtórzyć to głośno lub w myślach i poczuć ponownie. Sukcesy osiągane w zewnętrznym świecie są przelotne i bardzo nietrwałe. Osiągnięcia wewnętrzne przynoszą prawdziwe szczęście, które dodaje nam energii, którą możemy spożytkować na uzyskanie mniej ważnego, jednak także potrzebnego, sukcesu w świecie zewnętrznym.