Terapia lasem w badaniach i praktyceTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Recenzja

Dr hab. n. med. Beata Konarzewska, specjalista psychiatra

Klinika Psychiatrii, Uniwersytet Medyczny w Białymstoku

© 2021 by Wydawnictwo Naukowe SILVA RERUM

All rights reserved

ISBN 978-83-66353-79-4 – publikacja elektroniczna online lub do ściągnięcia

Wydanie I: Wydawnictwo Naukowe SILVA RERUM

www.wydawnictwo-silvarerum.eu

www.wydawnictwo-silvarerum.pl

Poznań 2021

Redaktor prowadzący – dr Paulina M. Wiśniewska

Korekta – Marek Urbaniak, dr Sebastian Surendra

Projekt graficzny okładki – Autorka Zdjęcie na okładce – ze zbiorów Autorki

Zdjęcia wewnątrz książki – Paulina Maria Wiśniewska

Skład i łamanie – Studio StrefaDTP

Skład ukończono w kwietniu 2021

Wstęp

Zdrowie dla wielu osób jest jedną z najważniejszych rzeczy na świecie. Staramy się nie tylko wyzdrowieć, jeśli przydarzy nam się coś złego, ale też nie chorować czy szybko dojść do siebie po wszelkiego rodzaju kryzysach. Literatura poświęcona różnym aspektom zdrowia coraz częściej trafia na półki nie tylko profesjonalistów medycznych, ale też osób, które zwyczajnie chcą o siebie zadbać. Nurtem, który równolegle zyskuje coraz większą popularność, jest ekologia życia codziennego. Ma to związek z postępującymi zmianami klimatycznymi i zanieczyszczeniem środowiska. Te dwa tematy przeplatają się ze sobą, bijąc na alarm. Jeśli nie zadbamy o środowisko, trudno nam będzie pozostawać w zdrowiu. Jeśli chcemy żyć zdrowo, powinniśmy większą wagę przykładać do tego, co dla naszego organizmu właśnie jest korzystne – a więc zgodne z uwarunkowaniami ewolucyjnymi – co jest naturalne, do czego jesteśmy przez stulecia przystosowani, co nas koi, pozwala na szybką rekonwalescencję, czego tak naprawdę potrzebujemy. W diecie, w codziennych aktywnościach, w popołudniowym odpoczynku. Czy świat, który projektujemy w oderwaniu od natury, pełen atrakcyjnych, migających, uzależniających impulsów, ta „lepsza wersja” rzeczywistości, którą nam się komercyjnie proponuje – czy to faktycznie jest coś bardziej wartościowego? Czy jesteśmy w stanie „wiedzieć lepiej”, czego nam trzeba – lepiej, niż sugeruje ewolucja i naturalne uwarunkowania? A może właśnie… Jesteśmy jako ludzkość na etapie nastolatka, który już ma możliwości, ale jeszcze nie przemyślał sprawy dotyczącej konsekwencji ich nadużywania?

Ta książka nie jest poradnikiem ani praktycznym przewodnikiem. Moją intencją było stworzenie rzetelnego kompendium wiedzy na temat jednej z technik dbania o zdrowie – ekspozycji na nasze naturalne środowisko. Świadomie, z przekonaniem i spokojem. Tylko tyle, ale czasem niewiele wystarczy, żeby przywrócić właściwą kolej rzeczy. Zapraszam zatem do lektury zarówno osoby zawodowo związane z dbaniem o zdrowie swoich pacjentów i klientów, jak i wszystkich zainteresowanych naukową stroną terapii lasem, która w powszechnym mniemaniu kojarzy się z „przytulaniem się do drzew”. Zobaczymy, że zupełnie nie o przytulanie chodzi, chociaż to miły i ważny emocjonalnie gest w różnych relacjach. Nie będziemy omawiać aspektów światopoglądowych, ezoterycznych, sportowych, wysiłkowych czy artystycznych. Skupimy się na badaniach i medycynie opartej na dowodach (ang. evidence based medicine). Monografia zawiera kilka części – we „Wchodząc do lasu” przeczytać można o historii kąpieli leśnych oraz ich mechanizmach działania, w „Terapii lasem w badaniach” zapoznać się z zestawieniem wyników różnego rodzaju badań poświęconych tematyce, a w „Praktyce medycznej” poznać możliwości zastosowania shinrin-yoku w działaniach medycznych. Życzę zatem miłej lektury i… zapraszam do Lasu!


I. Wchodząc do lasu

1. Zdrowy jak dąb

Ciekawe, prawda? Dlaczego nie mówi się „zdrowy jak wieża ciśnień” – też zwykle imponująca i trwała konstrukcja. Albo „silny jak tur”, chociaż moglibyśmy powiedzieć… „jak TIR”! Zadziwiające jest to, że mimo ogromnego postępu technologii, chemii, farmakologii i genetyki zdrowie zazwyczaj kojarzy nam się z naturą. A nasze dziedzictwo, czy może też dzieciństwo? Gatunkowe i osobiste? „Niedawno zeszliśmy z drzewa”, mówi się żartobliwie. No właśnie. Czyli jeszcze jakiś czas temu na tym drzewie siedzieliśmy, było to całkiem normalne, do tego byliśmy przystosowani. Minął szmat czasu, to prawda. Z drugiej jednak strony, wcale od tego drzewa tak daleko nie odchodziliśmy. Tu, na terenach Europy, żyliśmy w puszczach. Polowaliśmy w krzyczącej głosami milionów ptaków delcie Dunaju, wędrowaliśmy u podnóża Alp, mieszkaliśmy nawet w wielkim lesie nizinnym porastającym tereny całej obecnej Polski, po którym zostały nam już tylko fragmenty Puszczy Białowieskiej i starogermańskie legendy. Tu czuliśmy się bezpiecznie. Mieliśmy pod ręką żywność i wodę, skóry i rośliny lecznicze, budowaliśmy schronienia, wieczorami paliliśmy ogniska i patrzyliśmy w gwiazdy. Bez pośpiechu. W nocy było ciemno. W dzień łagodne, zielonkawe światło koiło wzrok. Las wyostrzał zmysły, inspirował, skłaniał do obserwacji i wyciągania wniosków… I właśnie gdzieś tam narodziła się medycyna. Początkowo ta określana mianem „prymitywnej”, którą do dziś spotykamy w społecznościach plemiennych, nauczana przez szamanów. Potem starożytna, następnie średniowieczna, głównie islamska. Wszędzie badano mechanikę ciała, ale też i wykorzystywanie roślin oraz tych elementów środowiska naturalnego, które pomagały ciału zdrowieć. W wielu klasztorach mnisi całymi latami studiowali lecznicze właściwości ziół. Zwracano też uwagę na otoczenie. Tak z kolei, również od czasów pierwotnych, wykształciło się lecznictwo uzdrowiskowe. Początkowo, obserwując zwierzęta, wędrowano do źródeł. Świeża, płynąca woda oznaczała ukojenie. Człowiek pierwotny również nie tylko taką wodę pił, ale też zanurzał w niej chore części ciała, oddychał powietrzem znad rwących potoków, poszukiwał tam samotności i ukojenia. Starożytni Grecy poddawali pacjentów balneoterapii. Średniowieczni pielgrzymi w takich miejscach budowali pustelnie, a miejsca o specjalnych walorach klimatycznych, jak gorące źródła, stały się uzdrowiskami.

Zaczęliśmy odkrywać technologię. Dała nam ona ogromne możliwości, antybiotyki, zabiegi operacyjne, diagnostykę, szybkie przekazywanie danych i podróże. Początkowo powoli, wkrótce rozpędziliśmy się i zadziałał mechanizm wahadła. Ze środowiska skrajnie naturalnego, które nie do końca wychodziło naprzeciw leczeniu skomplikowanych chorób, wad i rządzącym się okrutnym prawem doboru naturalnego, wpadliśmy w nurt, który te wszystkie straty nam powetował, niedostatki wyrównał, zatem odwróciliśmy się od miejsca, z którego wyszliśmy. I ruszyliśmy do miast.

Z perspektywy antropologii fizjologicznej ludzie żyli bezpośrednio w przyrodzie przez większość czasu spośród około 300 tys. lat istnienia gatunku, stąd też są do takiego otoczenia predysponowani i dopasowani. Jest to ich naturalne środowisko, przebywanie w którym jest fizjologiczne. Dostępność roślinności oraz wody, odbierana za pomocą zmysłów, sugeruje, że w otoczeniu znajdują się produkty zdatne do spożycia oraz zaspokojenia pragnienia, i wysyła informację, że można się zrelaksować, ponieważ to jest nasze optimum, miejsce, gdzie można znaleźć schronienie i wszystko jest w porządku. Jeżeli porównalibyśmy długość istnienia naszego gatunku do wieku człowieka – przyjmijmy, że ma on około 50 lat – to w miastach mieszkamy od jakichś dwóch tygodni. Jeśli weźmiemy pod uwagę historię istnienia hominidów w ogóle, zrobi nam się z tego kilka minut.

W metropolii Tokio gęstość zaludnienia sięga ponad 6000 os./km². Wyobraźmy sobie pole czy łąkę za miastem o długości kilometra. I teraz umieśćmy tam 6000 osób. Nie na chwilę. Na stałe. Ogrodzonych betonem i szkłem. Co przychodzi nam na myśl? Niskiej klasy zoo? Terraria laboratoryjne? Hodowle zwierząt prowadzone w celach konsumpcyjnych? Na przykładzie ptaków i ssaków trzymanych w takich warunkach bardzo łatwo zaobserwować dramatyczny spadek odporności (stąd antybiotyki dodawane do karm zwierząt hodowlanych) oraz zaburzenia psychiczne i irracjonalne zachowania związane z ogromnym stresem. Samookaleczenia, agresję, przedwczesne zgony. My też jesteśmy ssakami. W Japonii zaobserwowano zjawiska, o których początkowo w mniej rozwiniętych technologicznie krajach Europy jeszcze nie było głośno. Hikikomori – unikanie ludzi i odmawianie opuszczania mieszkania lub pokoju, czasem latami, na korzyść rzeczywistości wirtualnej. Karoshi – nagła śmierć z przepracowania i stresu. Noclegi w kapsułach – malutkich tunelach mieszczących tylko łóżko, jeśli ktoś potrzebuje zanocować z dala od domu, bo nie zmieścił się do metra. Japończycy zaczęli orientować się, że należy szukać balansu. Ten sam trend pojawił się również w innych krajach, gdzie minusy ze zdobyczy cywilizacyjnych zaczęły stopniowo przysłaniać liczne plusy. Postanowiono powrócić do natury. Nie rezygnując z technologii, ale też nie pokładając w niej wszystkich oczekiwań. Tak oto w latach 80. ubiegłego stulecia narodziła się nowa technika terapeutyczna, shinrin-yoku (dosłownie „kąpiel leśna”), która zyskała ogromną popularność nie tylko na Dalekim Wschodzie, ale również na świecie.

Czy faktycznie takie całościowe ujęcie zdrowia może sprawdzić się w praktyce medycznej? Wiele osób cierpiących z powodu zaburzeń lękowych, szukając pomocy, udaje się do lekarza rodzinnego, psychiatry bądź psychologa. Jeśli pracujemy w ochronie zdrowia, także w innych rolach (fizjoterapeuta, pielęgniarka, terapeuta zajęciowy itd.), mamy często do czynienia z pacjentami skarżącymi się na przewlekłe zmęczenie, stres czy obniżony nastrój. Spotykamy się z koniecznością pogodzenia dwóch stanowisk. Skupiamy się na mózgu, a najczęściej na neuroprzekaźnikach, z drugiej jednak strony pozostaje tzw. cała reszta, która na funkcjonowanie tego mózgu znacząco wpływa. Nie tylko poszczególne narządy i układy, ale też otoczenie pacjenta (rodzina, sytuacja zawodowa) czy styl życia (zachowania generujące uzależnienia, otyłość, poziom stresu). Czynników wpływających na nastrój robi się nagle bardzo dużo. Przyjrzyjmy się jednak pacjentowi z jeszcze szerszej perspektywy. Każdy z nas jest częścią tzw. ekosystemu, czyli dynamicznego układu, gdzie żyjemy wraz z innymi organizmami, łącząc się z nimi tzw. siecią troficzną, osadzeni w biotopie – środowisku, w którym zachodzi przepływ energii i obieg materii. Nie da się wyodrębnić człowieka z przyrody. Lekceważenie jego relacji z innymi gatunkami też nie wydaje się zbyt rozsądne. Nie możemy przecież przestać oddychać wytwarzanym przez rośliny tlenem czy nie jeść produktów, na które składają się inne gatunki roślin czy zwierząt. Relacje te dotyczą nie tylko płaszczyzny materialnej, ale rozpościerają się na tyle warstw, ile jesteśmy w stanie wyodrębnić w naszej własnej egzystencji – m.in. emocjonalną, percepcyjną, intelektualną, duchową itd. Żadna z nich nie jest mniej wartościowa od innej, gdyż zgodnie z definicją WHO zdrowie człowieka ma wymiar kompleksowy, wielopoziomowy. Człowiek mający zdrowe ciało, ale problemy intelektualne, emocjonalne czy percepcyjne, według klasyfikacji ICD 10 nadal uważany jest za chorego. Nurtem zajmującym się całościowym spojrzeniem na zdrowie psychiczne jest ekopsychiatria. Termin wprowadziło w latach 70. ubiegłego wieku Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatrów, ale zwłaszcza w ostatnim dziesięcioleciu nabrał on szczególnej aktualności.

 

W tzw. literaturze fachowej mamy mnóstwo publikacji dotyczących ludzkiego ciała, a także traktujących temat zdrowia szerzej – poświęconych odżywianiu czy sportom. Stosunkowo niewiele jednak jest artykułów mówiących o wpływie ekosystemów na sytuację jednostek i ich wzajemnych relacjach. W Europie temat dopiero staje się popularny, choć w literaturze np. japońskiej możemy znaleźć więcej prac poświęconych temu zagadnieniu. Zajmują się nim także różne odłamy tzw. medycyny niekonwencjonalnej, które z nauką mają często faktycznie bardzo niewiele wspólnego. Wynika to być może z jednej strony z luki w tzw. evidence based medicine, a z drugiej – z ogromnej potrzeby człowieka do poszukiwania sposobów na dbanie o zdrowie dzięki relacjom ze środowiskiem, w ujęciu kompleksowym. W wyniku tego mamy paradoks – środowiska naukowe obawiają się poruszać temat, aby nie zabrzmieć trywialnie, mało wiarygodnie czy „ezoterycznie”. Zaś zaistniała pusta nisza skłania naszych pacjentów do poszukiwania pomocy poza gabinetami medycyny akademickiej. Tak jednak być nie musi. W całej Europie pojawiają się coraz to nowe doniesienia w rodzaju: „Lekarze w kraju X przepisują pacjentom wyjścia do lasu”, „Wysiłek na świeżym powietrzu wpływa korzystnie na rozwój intelektualny i motoryczny dzieci”. Korzystając z opieki medycznej, bądź sami pracując w branży zajmującej się zdrowiem, możemy zawsze pamiętać, że oprócz specjalistycznej dziedziny, w której jesteśmy przeszkoleni, istnieje jeszcze otoczenie. Jeśli dobrze je wykorzystamy i zaczniemy z nim współpracować, może stać się ono naszym silnym sprzymierzeńcem.

2. Kąpiele leśne

Leczniczy wpływ środowisk leśnych na organizm ma kilka różnych określeń. W Polsce czasem używa się terminu „silvoterapia”, „sylwoterapia” czy „drzewolecznictwo” – brak jednoznacznej definicji kojarzyć się może z mało naukową praktyką przytulania się do drzew. W zachodnich nurtach coraz częściej spotykamy termin „terapia lasem” – nawiązujący do japońskich kąpieli leśnych połączonych z treningami relaksacyjnymi, technikami oddechowymi, wyobrażeniowymi czy elementami treningów uważności. Samo oddziaływanie roślinności leśnej na organizm jest wielopłaszczyznowe, dotyczy rozmaitych mechanizmów – od prawidłowego natlenienia, przez wdychanie aktywnych związków chemicznych, jak fitoncydy czy olejki eteryczne, przebywanie w atmosferze o określonej wilgotności, jonizacji, nasłonecznieniu itd.

Japońskim pojęciem, które coraz częściej pojawia się w światowym piśmiennictwie naukowym, popularnonaukowym i magazynach dotyczących stylu życia, jest tzw. shinrin-yoku – co oznacza dosłownie „leśną kąpiel” lub „zanurzanie się w lesie”, „czerpanie lasu wszystkimi zmysłami”. Jest ono jedną z technik medycznych służących wzmocnieniu organizmu, rekonwalescencji, profilaktyce zdrowotnej oraz relaksacji, a poświęcone są mu całe centra medyczne.

3. Jak to się wszystko zaczęło, czyli historia shinrin-yoku

Po raz pierwszy termin „shinrin-yoku” został wprowadzony przez japoński rząd w 1982 r. Wówczas na wulkanicznej wyspie Yaku japońscy naukowcy zaczęli badać, jak substancje wydzielane przez środowisko leśne wpływają na ludzki organizm. Lokalizacji nie wybrano przypadkowo. Yakushima (lub Yaku, bo „shima” to po japońsku „wyspa”) znajduje się w prefekturze Kagoshima i jest objęta ochroną dzięki dzikiej, nienaruszonej od kilku tysięcy lat florze, tworząc spektakularny krajobraz. Zainspirowała ona Hayao Miyazakiego do stworzenia znanej animacji – „Księżniczki Mononoke”. Historyczne badanie przeprowadził Yoshifumi Miyazaki, profesor Uniwersytetu w Chiba. Badani weszli do starożytnego cedrowego lasu Yakusugi i przez 40 minut spacerowali zarówno rano, jak i po południu. Czynność tę wykonywali też przez 40 minut w laboratorium, w którym temperatura i wilgotność były ustawione na tym samym poziomie, co w lesie. Badanym rozdano ankiety, w których mieli ocenić, jak odbierają las. Był on postrzegany jako „wygodny”, „naturalny” i „relaksujący”. W kwestionariuszu stanów nastroju (POMS) wyniki negatywnych podskal, takie jak stres, depresja, złość, zmęczenie i dezorientacja, były obniżone, za to zwiększyła się punktacja wigoru. Ślinowe stężenie kortyzolu, o którym wiadomo, że zwiększa się w odpowiedzi na stres, było niższe w lesie niż w laboratorium. W ten sposób po raz pierwszy udowodniono, że kąpiele leśne redukują stres fizjologiczny [1]. Wtedy to otwarto też pierwszy eksperymentalny ośrodek terapii lasem w lesie Akasawa w prefekturze Nagano. Dzisiaj takich miejsc jest znacznie więcej. Każdego roku leśne szlaki w Japonii przemierza kilka milionów osób, a shinrin-yoku stało się uznaną metodą dbania o zdrowie. Powstały specjalne centra medyczne, gdzie lekarze dobierają rodzaj aktywności leśnej do stanu zdrowia i preferencji pacjenta.

Pierwsza publikacja na ten temat, jaką znaleźć możemy w znanej wyszukiwarce naukowej Pub Med, pochodzi z 1998 r. i dotyczy wpływu spacerowania po lesie na stan zdrowia pacjentów z cukrzycą. Ohtsuka z zespołem badali wpływ shinrin-yoku na poziom glukozy we krwi 87 chorych na cukrzycę insulinoniezależną (29 mężczyzn i 58 kobiet, średni wiek 61 lat). Poziom glukozy we krwi mierzony po spacerach był istotnie niższy niż ten zmierzony rano przed terapią lasem we wszystkich dziewięciu sesjach; spadł średnio ze 179 do 108 mg/dl. Stwierdzono, że efekt jest niezależny od pokonanej odległości, a więc nie chodziło o spalone kalorie ani wysiłek fizyczny. Autorzy doszli do wniosku, że shinrin--yoku może być użyteczne w leczeniu cukrzycy [2].

W kontekście badań można stwierdzić, że terapia lasem pełni istotną funkcję nie tylko w profilaktyce chorób somatycznych, jak nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca, ale także chroni przed rozwinięciem się oraz pomaga w leczeniu chorób psychicznych z grupy zaburzeń lękowo-depresyjnych. Niweluje ona skutki stresu spowodowanego licznymi czynnikami zewnętrznymi, generowanymi przez styl życia w środowisku zurbanizowanym, a także np. z przepracowania. Szacuje się, że w Chinach z tej ostatniej przyczyny umiera rocznie około 600 tys. osób [3]. W Japonii sytuacja również wygląda poważnie, dlatego tamtejsza Agencja Lasów uruchomiła ogólnokrajowy projekt „Efekty terapeutyczne lasów”, w celu oceny naukowych podstaw korzyści zdrowotnych płynących z „leśnych kąpieli”.

W 1988 r. japoński lekarz immunolog Qing Li z Nippon Medical School w Tokio rozpoczął badania nad kąpielami leśnymi w kontekście ludzkiej odporności. Kontynuował je następnie przez ponad 20 lat. Tymczasem w Kraju Kwitnącej Wiśni w 2004 r. rozpoczęto duży projekt o nazwie „Fizjologiczne skutki działania leśnych komponentów środowiskowych na ludzi”, wspierany przez Ministerstwo Rolnictwa, Leśnictwa i Rybołówstwa Japonii. Kontynuowano badania terenowe w ramach projektu „Efekty terapeutyczne lasów”. W rezultacie w 2007 r. w Osace powstało Japońskie Stowarzyszenie Medycyny Leśnej, na którego czele stanął Li, będący już wówczas czołowym naukowcem medycyny leśnej. Projekt szybko zyskał popularność i zainteresowanie wielu państw, dlatego też jego działalność postanowiono rozszerzyć. W 2009 r. powołano do życia Międzynarodowe Stowarzyszenie Natury i Medycyny Leśnej – International Society of Nature and Forest Medicine (INFOM).

W Europie w latach 2004–2008 stworzono projekt „Lasy, drzewa i ludzkie zdrowie” – „COST Action E39”, dotyczący wpływu lasów na zdrowie człowieka. Na szczeblu globalnym Międzynarodowa Unia Organizacji Badań Lasu (International Union of Forest Research Organizations) uruchomiła w 2007 r. grupę zadaniową ds. lasów i zdrowia ludzkiego w Finlandii, w celu wspierania interdyscyplinarnego dialogu między różnymi badaczami w tej dziedzinie, zwłaszcza leśnikami i pracownikami służby zdrowia [4].

W Japonii, a następnie w Korei zaczęto otwierać kolejne centra leśnej medycyny przeznaczone dla ludzi z różnych grup wiekowych. Zapewniały one opiekę medyczną, pomiary podstawowych parametrów życiowych, konsultację i indywidualny dobór zróżnicowanych tras, w zależności od kondycji i upodobań klientów. Tą formą wspomagania zdrowia coraz częściej interesowali się kolejni naukowcy, pracownicy ochrony zdrowia i praktyk wellness z państw zachodnich. W 2012 r. powstała amerykańska alternatywa dla japońskiej sztuki kąpieli leśnych. Amerykański przewodnik turystyki przyrodniczej, Amos Clifford, zainspirowany zarówno dziką przyrodą, technikami relaksacyjnymi i terapeutycznymi, jak i shinrin-yoku, opracował autorski program terapii lasem, a następnie założył międzynarodową organizację Stowarzyszenie Terapii Lasem i Naturą (Association of Nature and Forest Therapy, ANFT). Instytucja kształci przewodników na całym świecie według własnego algorytmu spacerów terapeutycznych, nadając im własne certyfikaty.

Od 2018 r. organizacja szkoląca specjalistów w tej dziedzinie działa również w Europie. Początkowo wyłącznie europejska, od 2019 r. już globalna, ma swoje szkoły także w Ameryce Północnej i Południowej. Jest nią Instytut Terapii Lasem (Forest Therapy Institute, FTI), certyfikujący dwustopniowo przewodników kąpieli leśnych (kładąc nacisk na profilaktykę i praktyki wellness) oraz przewodników terapii lasem (skupiających się dodatkowo na aspekcie rehabilitacyjnym oraz terapii wspomagającej u osób borykających się z problemami zdrowotnymi). Jej członkowie biorą udział w licznych konferencjach naukowych, współtworzą programy badawcze i promują edukację w zakresie terapii lasem w Europie i na świecie. W działalność FTI zaangażowanych jest wielu przewodników z różnych krajów europejskich, m.in. z Irlandii, Włoch, Hiszpanii, Węgier, a także z Polski.

W Polsce kąpiele leśne stają się również coraz bardziej popularne, wchodząc do kanonu profilaktyki chorób cywilizacyjnych [5]. Jak dotąd w naszym kraju ukazało się kilka książek popularnonaukowych poświęconych tej tematyce. Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych cytowanego w niniejszym opracowaniu dr. Qinga Li [6] w klarowny sposób przybliża czytelnikowi wiedzę na temat medycyny lasu, opierając się na doświadczeniu własnym naukowca, jego refleksjach oraz publikacjach światowego piśmiennictwa naukowego. Shinrin-yoku, japońska sztuka czerpania mocy z przyrody [7] Hectora Garcii i Francesca Mirallesa ujmuje temat w sposób nieco bardziej humanistyczny, poruszając aspekty filozoficzne oraz kulturowe, a Kąpiele leśne [8] twórcy międzynarodowego Stowarzyszenia Terapii Naturą i Lasem, Amerykanina Amosa Clifforda, jest propozycją opracowanych przez autora praktycznych spostrzeżeń, ćwiczeń relaksacyjnych oraz refleksji związanych z osobistą więzią z przyrodą.

Niniejsze opracowanie ma na celu przedstawienie danych naukowych dostępnych obecnie w międzynarodowym piśmiennictwie medycznym, wskazując na obiektywny, oparty na dowodach aspekt kąpieli leśnych i terapii lasem w praktyce.

4. Mechanizmy działania kąpieli leśnych

Co sprawia, że kąpiele leśne mają pozytywny wpływ na ludzkie zdrowie? Powodują to przede wszystkim znajdujące się w powietrzu czynniki aerobiologiczne, a więc mikrobiota i fitoncydy, a także specyficzne dla środowisk leśnych czynniki klimatyczne: nasłonecznienie, temperatura, wilgotność oraz jonizacja powietrza. Przyjrzyjmy się im bliżej.

 

Mikrobiota. Leśne powietrze wypełnione jest różnymi gatunkami mikroorganizmów typowych dla naturalnych środowisk. Unoszą się one w przestrzeni, bytują na liściach, igłach, pniach, martwym drewnie, którego brakuje w lasach gospodarczych. Sama gleba naturalnych stanowisk leśnych bogata jest w tysiące organizmów, które występują tylko tam i które również z powietrzem bądź drogą pokarmową mogą przedostawać się do naszych ciał. Środowisko zurbanizowane jest dość jałowe pod względem tych właśnie gatunków, cechuje się też zupełnie innym składem pyłku roślinnego i wilgotności, co nie jest naturalne dla naszego zdrowia i pojawiło się w wyniku ogromnego skoku cywilizacyjnego ostatnich 100 lat. Według teorii „nadmiernej sterylności” to właśnie zbyt mała ekspozycja na te mikroorganizmy, nadużywanie antybiotyków i nadmierna higiena przyczyniają się do rozwoju alergii i słabszej odporności [9].

Skład gatunkowy bioaerozolu różni się znacznie w zależności od pory roku, miejsca (miasto/wieś/natura) i takich czynników, jak dostępność roślin, wilgotność, temperatura czy zanieczyszczenie powietrza [10]. Różne gatunki roślin są kolonizowane nie tylko przez wspólne dla miejsca, ale też ściśle z nimi związane gatunki mikroorganizmów, tworząc specyficzne środowisko zwane fyllosferą. Skład gatunkowy bakterii występujących w mieszkalnych pomieszczeniach zamkniętych jest zupełnie inny niż w lasach czy na łąkach. Ten miejski nie jest obojętny dla ludzkiego zdrowia nie tylko z uwagi na możliwość wywoływania chorób, ale też działania alergizujące i drażniące, a także wydzielanie nieprzyjemnych zapachów. Bakterie zamkniętych pomieszczeń pochodzą głównie z ludzkiej skóry, sierści zwierząt i powietrza z ulic, wchodząc w skład kurzu. Zubożenie flory bakteryjnej o naroślinną ma negatywny wpływ na ludzkie zdrowie. Obecność roślin w pomieszczeniach stabilizuje ekosystemy bakteryjne w kierunku mniej szkodliwych dla ludzi [11].

Ważną komponentą flory przygruntowej jest tlenowa bakteria glebowa Mycobacterium vaccae, osadzająca się na liściach zwłaszcza w okolicy terenów wiejskich wczesną jesienią i wczesną wiosną [10]. Może ona dostać się do organizmu ludzkiego poprzez układ pokarmowy bądź drogi oddechowe w trakcie wycieczek leśnych, grzybobrania, zbierania ziół lub prac ogrodniczych. Przeprowadzono szereg badań dotyczących korzystnego wpływu tego mikroorganizmu na takie choroby, jak astma, łuszczyca, egzema, atopowe zapalenie skóry i niektóre typy nowotworów [12]. W psychiatrii dostrzega się jej potencjał przy leczeniu depresji i stanów lękowych, ponieważ pobudza ona wytwarzanie serotoniny i noradrenaliny w mózgu. Jej obecność wpływa również na poprawę funkcjonowania układu odpornościowego [13].

Leśne powietrze wydaje nam się przejrzyste, ale tak naprawdę pełno w nim różnych cząstek. Nie biorą się one ze smogu, spalin czy kurzu. Te „zdrowe” mają pochodzenie biologiczne, dlatego zwane są biokomponentami. Należą do nich różne gatunki bakterii, pyłek roślin, zarodniki grzybów, fragmenty tkanek roślinnych i zwierzęcych. Łatwo domyślić się, że im więcej organizmów zamieszkuje las, a więc im większa bioróżnorodność środowiska, tym bogatszy jest skład biokomponentów w powietrzu. Szczególnie dużo jest ich tuż przy ziemi, na liściach roślin, gałęziach i ściółce. W okolicy żywo płynących strumieni i wodospadów, gdzie woda nieustannie wyrzucana jest w powietrze w postaci maleńkich kropel, biokomponenty wraz z wytwarzanymi przez rośliny związkami lotnymi – fitoncydami i olejkami eterycznymi oraz jonami powietrza – podlegają większej dynamice ruchu i łatwiej mogą dostawać się do naszych dróg oddechowych. Komponenty te wpływają też na siebie nawzajem, co porównać można do neuroprzekaźników czy hormonów w obrębie jednego organizmu. Okazało się, że jeśli świnki morskie spożywają pokarm bogaty w fitoncydy sosny, profil ich flory jelitowej i zdolności trawienne poprawiają się [14]. Biorąc pod uwagę wpływ flory jelitowej na pracę mózgu i procesy zapalne, można założyć, że działanie to ma potencjał zwrotny. Bardziej zrelaksowani i odporni mieszkańcy lasu tworzą zdrowszą populację i stabilniejszy ekosystem. Lasom też się to opłaca!

Czy te wszystkie bakterie są nam potrzebne? Jak najbardziej, bez tych, z którymi pozostajemy w symbiozie, nie bylibyśmy w stanie żyć. Znamy dobrze pałeczki kwasu mlekowego bytujące w układzie pokarmowym czy drogach rodnych kobiet, wiemy, że bez ogromnej ilości gatunków flory jelitowej nie bylibyśmy zupełnie odporni. Bakterie zamieszkują również naszą skórę. Wiele gatunków potrzebujemy jednak spotykać w procesie ekspozycji już od najmłodszego wieku, aby nasza odporność prawidłowo się rozwijała, organizm „przyzwyczajał” do obcych szczepów i – jeśli nie są szczególnie patogenne – nie bił bez potrzeby na alarm. Jeśli pozostajemy w środowisku, które tych szczepów nie ma, a prócz tego, że jest zanieczyszczone związkami siarki, dwutlenku węgla oraz wieloma cząsteczkami chemicznymi, pyłami i związkami pochodzącymi ze spalania, jest po prostu jałowe, nasza odporność nie kształtuje się prawidłowo. W obecnych czasach „boimy się bakterii”. Mamy tendencję do sterylnego prowadzenia domu, nadużywania antybiotyków, otaczania się minimalistycznymi wnętrzami, w których brakuje roślin i gleby. Kupujemy hermetycznie pakowane, przetworzone jedzenie, stosujemy jednorazowe produkty. Flora bakteryjna mieszkań dużych miast diametralnie różni się od tej, którą spotkać możemy w lesie czy nawet w wiejskim domu. Teoria nadmiernej sterylności wiąże zwiększającą się ilość alergii ze zbyt małą ekspozycją w okresie wczesnego dzieciństwa na naturalne mikroorganizmy. Stwarza to nowe relacje człowiek – mikrobiota, nietypowe dla naszego gatunku i chyba niekoniecznie dla nas zdrowe.

Fitoncydy (z greckiego phyton – roślina i łaciny caedo – zabijać) to substancje wytwarzane przez rośliny, często w celach obronnych – przeciwko grzybom, bakteriom czy wirusom – lub komunikacyjnych [15, 16]. Dobrze znamy bakteriobójcze działanie czosnku, cebuli czy przeciwpasożytnicze różnych gatunków bylicy. To właśnie fitoncydy, zjedzone i nadal aktywne, toczą za nas walkę z patogenami. Termin po raz pierwszy wprowadził w 1928 r. rosyjski uczony Borys P. Tokin z Uniwersytetu w Leningradzie [17]. Odkrył on, że niektóre rośliny, aby nie zostać zaatakowane lub zjedzone przez mikroorganizmy, zaczynają aktywnie wydzielać różne substancje. Czosnek produkuje allicynę, drzewa iglaste, jak sosna czy świerk, α-pinen, mircen i inne związki zwykle o charakterze terpenów. Fitoncydy znajdują zastosowanie w medycynie, weterynarii oraz przemyśle spożywczym. Wdychane przez ludzi, nie tracą swoich przeciwbakteryjnych czy przeciwgrzybiczych właściwości, wspomagając organizm w walce z chorobami i dodatkowo redukując poziom fizjologicznego stresu [18].

Głównymi składnikami leśnego powietrza są terpeny, ogromna klasa organicznych składników, sięgająca 40 tys. różnych rodzajów. Szczególnie lasy iglaste wydzielają dużo tych substancji. Do najpopularniejszych możemy zaliczyć: α-pinen, β-pinen, kamfor, kamfen, sabinen, limonen, mentol, cymen czy mircen. Ich działanie znalazło zastosowanie w medycynie. Właściwości przeciwzapalne wykorzystuje się w takich chorobach, jak zapalenie skóry, stawów, oskrzeli, uszu czy POCHP. Wspomniany α-pinen działa przeciwzapalnie, obniżając aktywność kinaz białkowych aktywowanych mitogennie (MAPKs), ekspresję jądrowego czynnika kappa B (NF-κB) oraz produkcję interleukiny 6 (IL–6), czynnika martwicy nowotworów α (TNF-α), oraz tlenku azotu (NO) w makrofagach [19]. D-limonen zapobiega zapaleniu okostno-stawowemu przez osłabienie produkcji NO indukowanego interleukiną IL–1β w ludzkich chondrocytach. Z kolei linalol łagodzi podrażnienia płuc wywołane dymem papierosowym poprzez produkcję TNF-α, IL–6, IL–1β, IL–8 i MCP–1 oraz aktywację NF-κB. Wykryto również protekcyjne działanie d-limonenu przeciwko nowotworom piersi, jelita, trzustki i wątroby, m.in. przez indukcję apoptozy komórek nowotworowych oraz wpływ na komórki NK i wykazujące ekspresję białek przeciwnowotworowych, jak np. granzymy A i B. Ciekawostką jest też działanie neuroprotekcyjne α-pinenu, poprzez regulację ekspresji genów i ochronę przed stresem oksydacyjnym powodującym apoptozę [20].