Zdrowe dziecko? Naturalnie!Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Konsultacja

dr Krzysztof Błecha,

specjalista chorób wewnętrznych oraz rehabilitacji medycznej,

członek Sekcji Fitoterapii Polskiego Towarzystwa Lekarskiego

Okładka, projekt graficzny

Fahrenheit 451

Korekta i redakcja

Agnieszka Pawlik

Skład i łamanie

Honorata Kozon

Rysunki

Jan Tatura

Dyrektor projektów wydawniczych

Maciej Marchewicz

Copyright © by Katarzyna Pinkosz

Copyright © by Fronda Sp. z o.o., Warszawa 2020

ISBN 9788380795235

Wydawca

Wydawnictwo Fronda Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

tel. 22 836 54 44, 877 37 35

faks 22 877 37 34

e-mail: fronda@fronda.pl

Konwersja

Epubeum

Spis treści

Wstęp

Rozdział 1. Leczyć dziecko według zasad medycyny „konwencjonalnej” czy naturalnej?

Rozdział 2. Prof. Piotr Jurkowski: Na odporność trzeba zapracować

Rozdział 3. Dieta, ruch, czyste powietrze, sen, miłość – czyli pięć zaleceń e-recepty na zdrowie

Rozdział 4. Prof. Urszula Demkow: Odporność od immunologa

Rozdział 5. Co jeść na zdrowie? Mądra dieta to lek

Rozdział 6. Dr Dibakar Kalita-Mizu: Recepta ze szczyptą Orientu

Przepisy z nutą orientu doktora Dibakara Kality-Mizu

Rozdział 7. Warzywa, które leczą

Przepisy na smaczne i zdrowe dania z warzyw

Rozdział 8. Owoce o niezwykłych właściwościach

Najlepsze przepisy z leczniczych owoców

Rozdział 9. Słodka terapia, czyli leczenie miodem

Przy gorączce, kaszlu, katarze… czyli najlepsze przepisy z miodem

Rozdział 10. Dr Krzysztof Błecha: Miody, zioła i inne naturalne sposoby na wzmocnienie odporności

Rozdział 11. Zioła mają moc

Na przeziębienie, katar, kaszel, czyli najlepsze przepisy z ziół

Rozdział 12. Ważne dla życia witaminy

Rozdział 13. Dobre minerały, których czasem brakuje

Rozdział 14. Dr Narcyz Sadłoń: Zapalenie płuc wyleczone bańkami

Rozdział 15. Pierwsza pomoc, gdy dziecko zachoruje

Rozdział 16. Dr n. med. Piotr Łapa: Nie wiemy, u którego dziecka grypa będzie miała ciężki przebieg

Rozdział 17. Chorowitka trzeba uodpornić

Przypisy

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Wstęp


Każdy rodzic niepokoi się, gdy dziecko ma katar, kaszel, gorączkę, płacze, nie chce jeść. Szczególnie w pierwszym roku życia, gdy tak czeka na kolejne zdobywane umiejętności: pierwszy uśmiech, pierwszą próbę siedzenia, raczkowania, pierwsze słowa, kroki. Każda infekcja powoduje, że na te kolejne „kroki milowe”, tak wypatrywane przez rodziców, trzeba poczekać dłużej. W kolejnych latach życia infekcje to też poważny problem, zwłaszcza że wielu dzieciom zdarzają się sześć, osiem, a nawet więcej razy w ciągu roku.

Gdy moi chłopcy byli mali, jak większość dzieci często chorowali. Tak jak każdy rodzic szukałam „pigułki zdrowia”, wypróbowując po drodze wszystko: zdrowe sposoby odżywiania i hartowanie, wyjazdy klimatyczne i szczepienia, ziołolecznictwo i miodolecznictwo, tran… Jedne z tych metod działały lepiej, inne słabiej, na jedne chłopcy się godzili, do innych nie udało mi się ich przekonać. Stosowaliśmy metody naturalne, a gdy to było konieczne – także antybiotyki czy wziewne leki przeciwzapalne. Miałam szczęście: trafiałam na pediatrów, którzy zalecali antybiotyki dopiero wtedy, gdy to faktycznie było konieczne.

Przez kilkanaście lat pracy zawodowej publikowałam w pismach dla rodziców: „Mamo, To Ja”, „Twoje Dziecko”, „Przedszkolak”, a potem także w „Świecie Lekarza” – pisałam przede wszystkim o zdrowiu, zdrowym stylu życia, zdrowym sposobie odżywiania. W ramach pracy zawodowej również miałam szczęście spotkać wspaniałych lekarzy: osoby z sercem i pasją, które potrafiły zrozumieć zarówno chore dziecko, jak i jego rodziców. Było ich wielu: rozmowy z niektórymi z nich znajdują się właśnie w tej książce.

Prof. Urszula Demkow – znakomita immunolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, która zna wszystkie tajniki rozwoju układu odpornościowego; nieraz rozmawiałyśmy o tym, czy i w jaki sposób można próbować go wzmacniać.

Prof. Piotr Jurkowski – pediatra uwielbiany przez dzieci (i rodziców), przez wiele lat kierował Kliniką Pediatrii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, obecnie leczy dzieci w szpitalu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Dr Narcyz Sadłoń – lekarz rodzinny; osoba z wyjątkowym charakterem i człowiek gór. Poznaliśmy się, gdy pomagał przy organizacji wyprawy niepełnosprawnych podróżników na najwyższy szczyt Ameryki Północnej (Aconcaguę). On sam ma na koncie kilka wypraw wysokogórskich. Przez wiele lat pracował w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie, kilka lat temu wrócił jednak w ukochane Tatry. Pracuje w Kościelisku i Zakopanem, propaguje własnego autorstwa „Program Zdrowia i Odporności”, uczy dzieci zasad udzielania pierwszej pomocy, a rodziców m.in. stawiania baniek lekarskich, za pomocą których wyprowadził z przewlekłych infekcji niejedno dziecko.

Dr Krzysztof Błecha – ceniony przez pacjentów lekarz internista, specjalista rehabilitacji medycznej; w swojej praktyce wykorzystuje różne metody naturalne, m.in. ziołolecznictwo. Naturalnymi metodami leczenia zainteresował się podczas studiów medycznych, gdy sam miał problemy ze zdrowiem. Obecnie pracuje w Centrum Ziołolecznictwa Ojca Grzegorza Sroki, jest członkiem Sekcji Fitoterapii Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, prowadzi wykłady na temat ziołolecznictwa m.in. na studiach podyplomowych.

Dr n. med. Piotr Łapa – pediatra i kardiolog dziecięcy, przez wiele lat leczył dzieci w Klinice Kardiologii Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, obecnie pracuje w poradniach kardiologicznych. Lekarz o wyjątkowej empatii i podejściu do dzieci. Poznałam go podczas konferencji „Polka w Europie”; jego opowiadań o małych pacjentach, którzy musieli mieć przeszczepione serce z powodu powikłań grypy, nie sposób zapomnieć. Podobnie jak jego opowieści o dzieciach, które nie zawsze są otoczone miłością rodziców.

Dr Dibakar Kalita-Mizu – wyjątkowy lekarz pediatra z Indii, który dzieci ma w sercu. Chciał być kardiochirurgiem dziecięcym i za darmo operować chore dzieci na całym świecie. Studiował medycynę na Akademii Medycznej w Warszawie, a po zrobieniu pierwszego stopnia specjalizacji z pediatrii wrócił do Indii. Dziś w indyjskim stanie Assam leczy dzieci i edukuje rodziców, jak zdrowo je odżywiać. Polskę ma w sercu: w swoim ogrodzie, który nazwa „Kampinosem”, ma warzywa oraz owoce z Indii i z Polski. Dzięki niemu w mieście Guwahati nad Brahmaputrą, w której mieszka, jest szkoła im. Janusza Korczaka, gdzie uczą się „dzieci ulicy”, które nie miałyby w Indiach szans na edukację.

Wszyscy ci znakomici lekarze podkreślali, jak ważne dla zbudowania dobrej odporności dziecka jest to, co ono je. Dlatego dużą część książki stanowi opis zdrowego sposobu odżywiania.

Na podstawie rozmów z lekarzami i własnych doświadczeń mogę potwierdzić: bez chorób dziecka wychować się nie da. Infekcje – choć uciążliwe zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica – ćwiczą układ odpornościowy, dzięki czemu radzi on sobie z nimi z roku na rok coraz lepiej. Trzeba jednak wiedzieć, jak je leczyć, by trwały jak najkrócej, a dziecko znów mogło się bawić, uczyć, cieszyć światem i miłością bliskich.

Rozdział 1. Leczyć dziecko według zasad medycyny „konwencjonalnej” czy naturalnej?


Dorosły, gdy ma katar, kaszel, gorączkę, zapalenie oskrzeli, ucha, grypę czy zwykłe przeziębienie, czuje się fatalnie. Jeszcze gorzej czuje się dziecko, które nie wie, co się z nim dzieje: dlaczego nagle ma trudności, bo wydzielina cieknie mu z nosa, dlaczego boli je głowa, gardło.

 

Zwykły katar oznacza dla niego problemy z oddychaniem, jedzeniem, spaniem i zabawą. W dodatku każda infekcja u małego dziecka, szczególnie u niemowlęcia, łatwo może przerodzić się w poważniejszą chorobę. Przyczyną są niewykształcone jeszcze mechanizmy odporności. Dziecko nie ma też dobrze wykształconego odruchu kaszlu, dlatego wydzielina zalega mu w oskrzelach, a budowa ucha sprawia, że nieżyt nosa łatwo przeradza się w zapalenie ucha. Dlatego żadnej infekcji u małego dziecka nie wolno lekceważyć. Najlepiej ją zwalczyć w zarodku.

Jeśli chodzi o dzieci, większość to infekcje wirusowe, z którymi układ odpornościowy musi poradzić sobie sam. Warto go jednak wspomóc, a przy tym złagodzić objawy, które dla dziecka są dużo bardziej uciążliwe niż dla dorosłego. Można przy tym stosować naturalne metody, które wzmocnią organizm, a jednocześnie – w odróżnieniu od antybiotyków – nie przeszkodzą w rozwijaniu się naturalnej odporności dziecka.

Zanim nastąpiła era antybiotyków, co stało się na początku XX wieku, większość schorzeń leczono tak zwanymi dziś „domowymi sposobami”. Na przeziębienia, katary, infekcje gardła, anginę czy grypę stosowano rozgrzewające napoje, nacierania, oklepywania, bańki, zioła. Odkrycie antybiotyków to jedno z największych osiągnięć w dziejach medycyny: dzięki nim udało się wyleczyć wiele chorób uznawanych za nieuleczalne. Problemem stało się jednak ich nadużywanie, ponieważ zaczęto stosować je niemal przy każdej infekcji. To spowodowało antybiotykooporność: bakterie coraz częściej potrafią uodpornić się na stosowane antybiotyki, co powoduje, że przestają one być skuteczne. To właśnie z powodu antybiotykooporności i ryzyka, że w przypadku poważnej infekcji bakteryjnej coraz częściej zaczyna brakować skutecznego leczenia, eksperci podkreślają, żeby antybiotyki stosować z rozsądkiem, tylko wtedy, gdy naprawdę jest to konieczne, a nie „na wszelki wypadek”.

Mimo że bardzo dużo mówi się na ten temat, w Polsce nadal używa się za dużo antybiotyków. Wyniki kontroli Naczelnej Izby Kontroli z lipca 2019 roku były zatrważające: wykazały one, że większość lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej przepisywała antybiotyki bez wykonania odpowiednich badań mikrobiologicznych. Co więcej, antybiotykami leczono także zakażenia, których obraz kliniczny wskazywał, że są raczej spowodowane wirusami. Nadużywanie antybiotyków przekłada się na wzrost lekooporności bakterii. NIK uznał, że jednym z największych zagrożeń zdrowia publicznego jest obecnie pojawianie się i rozprzestrzenianie opornych na antybiotyki szczepów bakterii chorobotwórczych, co powoduje brak możliwości skutecznej terapii zakażeń przez nie wywoływanych.

Dziecko, które często przyjmuje antybiotyki z powodu infekcji wirusowych, zaczyna coraz częściej chorować. Nadmierne stosowanie antybiotyków powoduje spadek odporności, organizm staje się bardziej narażony na inne zakażenia, np. grzybicze. Antybiotyk nie potrafi wyizolować bakterii wywołującej chorobę i ją zniszczyć. Niszczy wszystkie bakterie. Tymczasem organizmowi bardzo potrzebna jest „dobra” flora bakteryjna. Szczególnie ostrożnie powinno się podawać antybiotyki właśnie dzieciom, ponieważ 90% infekcji jest u nich spowodowana zakażeniami wirusowymi, na które antybiotyki nie działają. Niestety, wciąż są one przepisywane w przypadku klasycznych przeziębień.

Nadużywanie antybiotyków zwiększa też ryzyko pojawienia się u dziecka alergii, zwłaszcza pokarmowej. Dotyczy to szczególnie niemowląt. Z badań naukowców z Uniwersytetu Południowej Karoliny wynika, że dzieci, które w ciągu pierwszego roku życia przyjmowały antybiotyki, były 1,21 raza bardziej narażone na zdiagnozowanie alergii pokarmowej. Ryzyko rosło w przypadku częstego stosowania antybiotyków. U tych, które zażywały je pięć razy lub więcej, ryzyko alergii było 1,64 raza większe. Takie wyniki prawdopodobnie są związane z faktem, że antybiotyk niszczy wszystkie bakterie, a prawidłowa flora bakteryjna przewodu pokarmowego odgrywa dużą rolę w zapobieganiu alergii. Coraz częściej mówi się też o roli prawidłowej flory bakteryjnej w zapobieganiu i leczeniu atopowego zapalenia skóry, chorób zapalnych jelit (np. choroby Leśniowskiego-Crohna czy wrzodziejącego zapalenia jelita grubego), otyłości, niektórych nowotworów (zwłaszcza przewodu pokarmowego). Dlatego antybiotyki trzeba stosować tylko wtedy, gdy to naprawdę jest konieczne, czyli w przypadku, gdy infekcję powodują bakterie.

Z infekcjami wirusowymi organizm powinien poradzić sobie sam. Można go jednak wspomóc środkami naturalnymi: ziołami, nacieraniami, oklepywaniem, inhalacjami, postawieniem baniek. Gdy to nie pomaga, a infekcja się rozszerza, trzeba pójść do lekarza i zastosować zalecane przez niego leczenie. Jednak i wtedy warto wspierać się naturalnymi metodami. Trzeba jednak porozmawiać z lekarzem, czy stosowane preparaty naturalne nie wchodzą w interakcję z lekami.

Dobre bakterie, czyli probiotyki

Gdy dziecko przychodzi na świat, jego przewód pokarmowy jest w zasadzie jałowy, jednak bardzo szybko zaczynają kolonizować go bakterie. Bardzo duże znaczenie ma to, jakie one będą. Ma na to wpływ już sam rodzaj porodu: dzieci, które przyszły na świat drogami natury, mają inną florę bakteryjną przewodu pokarmowego niż dzieci urodzone przez cesarskie cięcie. Flora bakteryjna niemowląt urodzonych naturalnie przypomina florę bakteryjną dróg rodnych matki, zdominowaną przez takie bakterie jak Lactobacillus, Prevotella lub Sneathia spp., natomiast niemowlęta urodzone poprzez cesarskie cięcie mają florę podobną do tej na powierzchni skóry, zdominowanej przez takie bakterie jak Staphylococcus, Corynebacterium i Propionibacterium. Rodzaj bakterii obecnych w jelitach może mieć wpływ na odporność. Badania wykazały, że dzieci urodzone przez cesarskie cięcie częściej zapadały np. na alergię i astmę, częściej też miały celiakię. Cesarskie cięcie jest procedurą medyczną, która może uratować zdrowie i życie dziecka lub mamy, jeśli jednak nie jest konieczne, to lepiej, żeby dziecko przyszło na świat drogami natury.

Na skład flory bakteryjnej przewodu pokarmowego ma też wpływ sposób karmienia. Bardzo ważne, żeby pierwszym pokarmem, który dostanie dziecko, było mleko mamy. To dlatego nawet najmniejszym wcześniakom podaje się na początek chociaż kroplę czy dwie kobiecego pokarmu, m.in. po to, by jamę ustną skolonizować dobrymi bakteriami. Noworodek urodzony o czasie, położony tuż po porodzie na brzuchu mamy zaczyna szukać piersi i próbuje ją ssać. Dzięki kontaktowi „skóra do skóry”, ssaniu brodawki, a potem mleka z piersi jego przewód pokarmowy kolonizuje się bakteriami korzystnymi dla odporności. W siarze (kobiecym pokarmie, który pojawia się tuż po porodzie) znajduje się wiele przeciwciał odpornościowych, a także prebiotyki (substancje pomocne w namnażaniu się dobrych bakterii) oraz probiotyki (korzystne bakterie).

Dobre bakterie spełniają w organizmie kilka bardzo ważnych ról:

● Konkurują o miejsce oraz składniki odżywcze z bakteriami chorobotwórczymi. Im „dobrych bakterii” więcej, tym mniej „złych”.

● Są niezbędne do wytwarzania w organizmie niektórych witamin.

● Zapobiegają biegunkom (a także je leczą).

● Mogą zapobiegać alergiom i je łagodzić.

● Mogą także działać przeciwnowotworowo.

Na pytanie, czy lepiej leczyć dziecko według zasad medycyny naturalnej czy klasycznej, najlepszą odpowiedzią jest: trzeba leczyć skutecznie, ale tak, by było to bezpieczne dla dziecka. Warto też dbać o to, żeby nie niszczyć antybiotykami flory bakteryjnej, a potem umiejętnie ją odbudowywać, jeśli stosowanie antybiotyku było konieczne.


Rozdział 2. Prof. Piotr Jurkowski: Na odporność trzeba zapracować


Prof. Piotr Jurkowski jest pediatrą, wieloletnim kierownikiem Katedry Pediatrii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a obecnie pracownikiem Szpitala Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, autorem i współautorem ponad 140 doniesień zjazdowych i publikacji w czasopismach naukowych.

Według opinii rodziców: „Najlepszy lekarz, jakiego spotkałam. Zrównoważony, zdystansowany, konkretny. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś inny był lekarzem mojego dziecka”; „Niesamowita, niezwykle szeroka wiedza. Mądre, rozsądne podejście do pacjenta. Potrafi spokojnie i pewnie prowadzić leczenie bez nerwowych posunięć, co jest ważne nie tylko dla dziecka, ale również dla rodzica”.

– Małe dziecko musi czasem chorować, ponieważ w ten sposób ćwiczy swój układ odpornościowy. Jednak rodzice mają wpływ na to, czy w przyszłości dziecko będzie okazem zdrowia czy chorowitkiem – mówi prof. Piotr Jurkowski,pediatra.


● Czym różni się odporność niespecyficzna od specyficznej i jaką odporność ma noworodek?

● Jak stres wpływa na odporność dziecka i co jest dla niego źródłem stresu?

● Najczęstsze błędy popełniane przez rodziców.

● Dlaczego woda jest lepsza od „mokrych” chusteczek”?

● Czy szczepić dziecko, które ma katar?

Panie Doktorze, czy noworodek ma odporność? Do tej pory był otoczony wodami płodowymi, temperatura wokół niego to było ok. 37,6°C. Nagle znajduje się w zupełnie innym świecie: chłodne powietrze, światło, hałas. I bakterie, wirusy…

Oczywiście, że noworodek ma odporność, przecież inaczej właśnie te wirusy czy bakterie by go zabiły. Noworodek ma już nawet dwa rodzaje odporności, chociaż faktem jest, że są one jeszcze słabo wykształcone. Pierwszy rodzaj odporności to odporność niespecyficzna, np. we łzach znajdują się enzymy niszczące niektóre rodzaje drobnoustrojów. Odporność nieswoista to też bariera ochronna skóry, tłuszcz pokrywający naskórek, błony śluzowe, a także ślina, w której znajdują się substancje hamujące rozwój bakterii. Również we krwi noworodka znajduje się szereg białek biorących udział w reakcjach odpornościowych.

Drugi rodzaj odporności to odporność specyficzna skierowana przeciw konkretnym rodzajom wirusów czy bakterii – przede wszystkim są to przeciwciała, które dziecko otrzymało od mamy przez łożysko. Jeśli mama chorowała np. kiedyś na ospę wietrzną, to ryzyko, że zachoruje na nią dziecko po urodzeniu, jest niewielkie. Przeciwciała od mamy wystarczają, by chronić malucha, dopóki jego układ odpornościowy nie zacznie sam ich produkować. Dzieje się to „na zakładkę” – gdy zmniejsza się stężenie przeciwciał otrzymanych w ciąży, organizm dziecka zaczyna produkować coraz więcej własnych. Początkowo są to rodzaje przeciwciał o mniejszej efektywności, jednak z biegiem czasu układ immunologiczny dziecka dojrzewa.

Co można zrobić, by wspomóc odporność noworodka?

Układ odpornościowy „ćwiczy się” w kontakcie z bakteriami. Dlatego jeśli weźmiemy pod uwagę tylko aspekt epidemiologiczny, to warto byłoby… rodzić w domu, gdzie jest dużo bakterii, ale… dosyć bezpieczne. A jeśli decydujemy się na poród w szpitalu (gdzie mogą być obecne dużo bardziej niebezpieczne bakterie szpitalne), to trzeba zrobić wszystko, żeby otoczeniem dziecka było środowisko domowe, a nie szpitalne. To znaczy: noworodek powinien być z mamą, powinna przychodzić do niego rodzina. Dlaczego? Mówiąc obrazowo: bliska rodzina przynosi swoje bakterie, które „wyganiają” te groźniejsze, szpitalne. Rodzice powinni dziecko przytulać, całować, dotykać. Takie postępowanie działa w trojaki sposób. Po pierwsze, zmniejsza niszę dla ewentualnych bakterii chorobotwórczych; po drugie, buduje się więź między członkami rodziny; po trzecie, zmniejsza się stres noworodka i zmniejsza się niepokój innych członków rodziny, co także korzystnie wpływa na dziecko.

 

Karmić piersią?

Tak. I to nie tylko ze względu na przeciwciała. Mleko mamy zawiera wiele substancji ważnych dla rozwoju dziecka, a ssanie piersi zapewnia mu komfort psychiczny, ważny dla odporności.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, by karmienie piersią „na żądanie”, czyli wtedy, kiedy dziecko chce jeść, trwało do końca 24. miesiąca po urodzeniu.

Czyli warto karmić piersią nie miesiąc czy dwa, tylko dwa lata? Dziś to już rzadkość…

Na pewno do końca drugiego roku po urodzeniu każdy dzień karmienia piersią jest bezcenny. Wiele korzystnych efektów widać dopiero wtedy, gdy dziecko jest karmione dłużej niż rok (np. mniejszą zapadalność na zapalenia płuc u dzieci przedszkolnych). Wtedy również widać korzystne efekty dla karmiącej mamy, choćby w postaci zmniejszonego ryzyka raka piersi. To tylko przykłady. O wiele większa, znakomicie udokumentowana lista korzyści dostępna jest na stronach WHO, czyli Światowej Organizacji Zdrowia (również częściowo w języku polskim).

Oczywiście, po sześciu miesiącach wyłącznego karmienia piersią niemowlę powinno mieć wprowadzone do diety inne pokarmy: jak najmniej przetworzone, czyli te, które nie zawierają różnego rodzaju e-składników.

Producenci przekonują, że wszystko, co znajduje się w sklepie, jest przebadane, bezpieczne i na pewno nie zaszkodzi.

Tak, jeśli jednak podajemy dziecku dużo produktów zawierających polepszacze czy konserwanty, to będzie miało słabszą odporność. Poza tym powinno jeść głównie produkty pochodzenia miejscowego, które wyrosły w naszej strefie klimatycznej.

To znaczy, że banany i pomarańcze są złe?

Nie najlepsze. Nasz metabolizm jest genetycznie nastawiony na jabłko, marchewkę, a nie na banana czy papaję. Jesteśmy zaadoptowani do takiej diety przez pokolenia.

Ważne jest też to, żeby dziecka ani nie przekarmiać, ani nie głodzić. To pewna sztuka, ale nowe zalecenia żywienia niemowląt wyraźnie mówią: rodzice decydują, co dziecko ma jeść, a dziecko decyduje, ile je. Na pewno nie powinno być też głodne, bo wtedy może spaść jego odporność.

Jeśli mama nie karmi piersią, dziecko jest „skazane” na częstsze chorowanie?

Nie, ale na pewno karmienie piersią sprzyja wzmocnieniu odporności. O dziecko, które nie jest na piersi, trzeba szczególnie dbać, zwracając również uwagę na produkty wprowadzane do jego jadłospisu. Jednak nie tylko żywienie jest ważne. Druga ważna rzecz to sen.

Rodzice zwykle nie przeszkadzają niemowlęciu spać, wręcz przeciwnie: marzą, by spało w nocy. To dziecko budzi się, płacze, często wiele razy…

Tak, ale jakie są tego powody? Oczywiście, może być głodne lub spragnione i wtedy trzeba mu dać jeść lub pić. Jednak całą noc nie jest głodne. Często dziecko nie może spać dlatego, że powodem jest przewlekły stres i brak poczucia bezpieczeństwa.

Małe dzieci nie mają chyba przewlekłego stresu.

Bardzo się pani myli. Nie tak dawno mama 10-miesięcznego dziecka skarżyła mi się, że jej synek przez całą noc nie daje się odstawić od piersi, ciągle chce ssać. Powiedziałem, że przyczyny mogą być dwie. Pierwsza: dziecku chce się pić, bo jest gorąco. A druga: nie ma poczucia bezpieczeństwa i zapewnia je sobie, trzymając pierś w buzi. Okazało się, że problem zaczął się wtedy, gdy całą rodziną pojechali nad morze i zmieniło się wszystko to, co malec dobrze znał.

Przecież wspólny wyjazd całej rodziny nad morze to raczej większy spokój i poczucie bezpieczeństwa. Wszyscy są razem.

I tak, i nie. Niemowlę odczuwa zmianę środowiska, zapachu, rytmu dobowego. Perspektywa małego dziecka jest inna niż nasza. My słyszymy dźwięk i wiemy, co się dzieje. Dziecko tylko wie, że coś warczy, a przedtem nic nie warczało, więc nagle świat stał się złowrogi.

Każda zmiana otoczenia może być dla niego stresem. Jeśli zaczynamy się denerwować na organizację czasu w ośrodku wypoczynkowym, to dziecko też się denerwuje. Podobnie jeśli rodzice sprzeczają się ze sobą. Często mamy potem to sobie uświadamiają i też mówią: „skakaliśmy sobie z mężem do oczu, od tego czasu dziecko płacze”. Tak, bo straciło poczucie bezpieczeństwa. Wpływa to na całe jego zachowanie. W nocy nie może spać, bo chce ściągnąć do siebie rodzica, żeby poczuć się bezpiecznie. A jak najlepiej to zrobić? Oczywiście, płacząc. Starsze dziecko na stres reaguje inaczej: zwykle bólami brzucha, które nie mają żadnej uchwytnej przyczyny. Jeszcze starsze – bólami głowy.

Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że możemy stać się źródłem niepokoju dziecka. Jednak jego perspektywa jest inna niż nasza.

Szczepienia wspomagają odporność?

Tak, choć sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, ponieważ szczepienie powinno być zależne od aktualnej sytuacji epidemiologicznej dziecka. Trzeba szczepić wtedy, gdy jest zagrożenie, że dziecko może zachorować. Jest szczepionka przeciwko cholerze, a przecież nie szczepimy nią dzieci w Polsce, bo szansa na zachorowanie jest niewielka.

Szczepić dziecko, które ma katar?

Katar nie jest oficjalnie przeciwwskazaniem, ale ja w takim przypadku zalecam, żeby poczekać, aż dziecko będzie zupełnie zdrowe. Jeśli dziecko jest szczepione, aktywność jego układu immunologicznego się zmienia, gdyż – obrazowo mówiąc – zajmuje się on tym, co jest związane ze szczepionką. Po szczepieniu dziecko często ma gorsze samopoczucie, jest osowiałe, może mieć gorączkę i na pewno ma mniejszą sprawność immunologiczną. Jeśli wcześniej już było lekko przeziębione, ten stan może się pogłębić. Dodatkowo nie wiemy, czy pogorszenie stanu dziecka jest związane ze szczepieniem, czy może z nasileniem infekcji, którą miało przed nim. A od przyczyny pogorszenia samopoczucia często zależy postępowanie rodzica i lekarza. Poza tym standardowe badania, które zwykle pomagają podjąć decyzję, czy podać antybiotyk, czy nie, po szczepieniu są o wiele trudniejsze do interpretacji.

Dlatego uważam, że jeśli sytuacja epidemiologiczna na to pozwala, to lepiej jest wstrzymać się ze szczepieniem, jeżeli dziecko ma katar, objawy infekcji, ktoś w domu jest chory, a także latem, gdy są silne upały. Z moich wieloletnich obserwacji wynika, że gdy przestrzega się tych zasad, odsetek dzieci z niepożądanymi odczynami po szczepieniu jest mniejszy. Zauważyłem również, że odroczenie w takich sytuacjach szczepienia nie zniechęca rodziców do tej formy profilaktyki przeciwinfekcyjnej. Jest nawet wręcz odwrotnie, ponieważ jeśli dziecko nie ma problemów z odczynami poszczepiennymi, to rodzice mniej się ich obawiają.

Jakie błędy, które negatywnie wpływają na odporność dziecka, nieświadomie popełniają rodzice?

Pierwszy grzech to nadopiekuńczość.

Nadopiekuńczość?

Właśnie tak. Chodzi o nadmierną czystość, niepozwalanie na kontakt z różnymi bakteriami. Często zwraca się uwagę, że dzieci, które ssały palec, mniej chorują niż te, które palca nie ssały. Oczywiście nie zachęcam do uczenia dzieci ssania palca. Jednak gdy wkładają palec do buzi, to mają kontakt bakteriami. Zbytnia czystość, sterylność wcale nie przyczynia się do lepszej odporności. Wręcz odwrotnie. To, co mówię, nie jest żadną rewolucją; już od dłuższego czasu nie zaleca się np. codziennej kąpieli niemowlęcia. Wystarczy kąpać je co dwa–trzy dni. Oczywiście trzeba myć pupę przy każdej zmianie pieluszki, ale nie trzeba codziennie niemowlęcia kąpać. A już tym bardziej nie ma sensu przecierać go mokrymi chusteczkami.

Dlaczego nie przecierać mokrymi chusteczkami? To znacznie prościej i łatwiej niż wodą.

Zawsze pytam, która mama zamiast iść pod prysznic wolałaby się wytrzeć taką chusteczką? Wycierając, mechanicznie uszkadzamy naskórek, a skóra jest ważną częścią układu odpornościowego, chroni przed bakteriami. Szkodliwe są zwłaszcza chusteczki, które zawierają alkohole. Pamiętam dziewczynkę, której srom był wręcz zaogniony; nie było to zapalenie od pieluszki, wyglądało to tak, jakby dziewczynka została czymś w niektórych miejscach poparzona. Zastanawiałem się czym. Po dogłębnej rozmowie z rodzicami okazało się, że dziewczynka miała przecieraną pupę w tych zaognionych miejscach mokrymi chusteczkami. Nie był to odosobniony przypadek. U niektórych dzieci reakcje skórne mogą być bardzo silne. Lepiej używać wody do mycia dziecka, a używanie mokrych chusteczek ograniczmy do sytuacji, gdy nie ma do niej dostępu, np. w podróży czy… podczas pobytu na pustyni…

Kolejny błąd, który popełniają rodzice, to przegrzewanie.

Rodzice martwią się, że niemowlę przeziębi się podczas snu, bo odkopuje się z kołderki i marznie.

Niektóre dzieci rzeczywiście potrzebują więcej ciepła, nawet zawinięcia w becik. Jednak zwykle niemowlęciu wystarcza, gdy w pokoju jest temperatura 18–19°C. Niemowlę ma dość grubą tkankę tłuszczową, która izoluje oraz inny rodzaj tkanki tłuszczowej, która produkuje ciepło.

Zwykle w pokoju, gdzie śpi niemowlę, jest za ciepło, a ono dodatkowo jest grubo ubierane. Wykopuje się spod kołderki albo kręci się w łóżeczku jak godziny na zegarku, szukając chłodnego kawałka poduszki czy prześcieradła. Małemu dziecku zwykle na początku nocy jest ciepło. Jeśli jest mocno przykryte, to często intensywnie się poci. Zwłaszcza jeśli rodzice przywiązują kołderkę, by nie mogło się spod niej wysunąć.

To źle, jeśli przywiązują kołderkę? Dziecko się nie odkopie i nie zmarznie.

Nie wiem, czy pani by chciała, żeby wtedy, gdy jest pani ciepło, ktoś jeszcze przywiązywał kołdrę, uniemożliwiając odkrycie się… Najlepiej, jeśli najpierw okryjemy dziecko lekko. Nad ranem dzieci stygną i wtedy należy je cieplej okryć.

Jeśli niemowlę się przegrzeje, to się spoci, ma mokre ubranko. Gdy potem nad ranem spada mu temperatura, dodatkowo się wychładza i właśnie wtedy może się przeziębić: nie z powodu jakiejś epidemii, tylko dlatego, że najpierw się spociło, a potem wychłodziło.

Jak mądrze leczyć dziecko, gdy zachoruje, by nie zniszczyć jego odporności?

Zdrowe dziecko choruje sześć razy w roku, a nawet więcej – takie zdanie przeczytałem w amerykańskim podręczniku pediatrii, gdy byłem studentem. Jeśli poszło do przedszkola, zwykle choruje częściej. Nie trzeba z tego robić problemu, jeśli nie są to ciężkie infekcje. Na pewno też z każdym katarem nie ma co biec do lekarza. Jeśli infekcja jest lekka, nie pogarsza funkcjonowania dziecka, to nie trzeba się nią martwić. Wystarczą domowe środki, np. wyciąg z cebuli (dla starszego dziecka też z czosnku), najlepiej zrobiony w domu, bez konserwantów. Ważne, żeby dziecko dostawało antybiotyki tylko w naprawdę uzasadnionych przypadkach.