GureTekst

Z serii: Sulina
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Katarzyna Mirgos
Gure
Historie z Kraju Basków


Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.


Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Paul Popper / Popperfoto / Getty Images

Copyright © by Katarzyna Mirgos, 2020

Opieka redakcyjna Przemysław Pełka

Redakcja Małgorzata Tarnowska

Recenzja naukowa prof. UAM dr hab. Alfons Gregori i Gomis

Korekta Justyna Żebrowska, Sandra Trela

Skład Agnieszka Frysztak / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8191-118-4

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Motto

Hasiera, czyli początek

Kraj, który niełatwo znaleźć na mapie

„Dla tego, kto mówi po baskijsku, obcy jest cały świat”

Bilbo i Bilbao

Baserriak

Miłość po baskijsku

Baskijskie góry

Lud pogański i religijny

Guernica – Gernikara

Ukradzione dzieci

Syberia-Gasteiz

Najlepsza fryzjerka w mieście

Euriaren Herria – kraina deszczu

Kawa dla wszystkich?

856

…i wtedy przychodzi 25 maja

Etxera! Do domu!

Bohaterowie i mordercy

Baskowie i Katalończycy

Tu, gdzie upolowano ostatniego wieloryba

Bask, który okrążył świat

Arystokraci i turyści

Nowa baskijska przestrzeń

Targ w Tolosie

Cztery pokolenia baskijskich kucharzy

Święta, święta

Nawarskie impresje

Szkoła na końcu Nawarry

Jesteś z Iparralde?

Wiecznie młodzi Baskowie

Podziękowania

Bibliografia

Przypisy końcowe

Przypisy

Kolofon

Przyjaciołom z Kraju Basków

„Cóż za osobliwi ludzie, ci Baskowie!” – mówiłem do siebie, jadąc wierzchem w kierunku Vergary. Są tak szczęśliwi z przebywania razem, tak dumni z bycia Baskami, tak zadowoleni ze swych gór; nieco gruboskórni, prawdę mówiąc, w objawianiu przyjacielskich uczuć, lecz jest w nich tak wiele poczciwości, tyle wylewności, że nie sposób ich nie kochać1.

Karol Dembowski

Bask nie jest ani Hiszpanem, ani Francuzem; jest Baskiem2.

Victor Hugo

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Hasiera, czyli początek

Widok setek maleńkich baskijskich flag, zwanych ikurriñak, zdobiących ulice w czasie lokalnych świąt to jedno z moich pierwszych wspomnień z regionu baskijskiego. Było to w małym miasteczku niedaleko francuskiej granicy. Nadały one miejscowości uroczysty i narodowy charakter.

– Poczekaj chwilę – powiedział barman z baskijskiej knajpki, z którym próbowałam zamienić kilka słów w euskarze: języku baskijskim, którego wówczas zaczynałam się uczyć. Podszedł do stojącej w rogu skrzyni i podał mi jakieś zawiniątko. – Dla ciebie – uśmiechnął się.

To była sporych rozmiarów ikurriña. W domu mam jeszcze jedną, otrzymaną od baskijskich tancerzy, którzy przebywali w Polsce i występowali podczas uniwersyteckich uroczystości. Ostatniego dnia niespodziewanie zatańczyli dla nas, organizatorów, aurresku. Ten taniec, będący wyrazem szacunku i chęci uhonorowania danej osoby, wykonany nocą na jednym z poznańskich placów, był niezwykle wzruszającym przeżyciem.

Ikurriña, zakazana w czasach dyktatur (najpierw Miguela Primo de Rivery, później Francisco Franco)[1], dziś powiewa dumnie w każdej baskijskiej miejscowości. Flaga ta została zaprojektowana pod koniec XIX wieku przez Sabino Aranę, uznawanego za ojca baskijskiego ruchu narodowego, oraz jego brata Luisa. Sabino w ostry sposób krytykował politykę Hiszpanii, w tym obecność w baskijskiej przestrzeni flagi hiszpańskiej, będącej, jego zdaniem, nie tyle symbolem wielkości i chwały, ile opresji i podboju. Również wyraz ikurriña jest jego autorstwa (pochodzi od słów ikurra – symbol, i ehuna – tkanina). Używa się jej wyłącznie w odniesieniu do flagi baskijskiej (nigdy zaś do flag innych państw, choć dosłownie oznacza po prostu flagę). Rozmaite są interpretacje symboliki ikurriña. Według najpowszechniejszej wypełniająca tło czerwień miała odnosić się do prowincji Bizkaia (pierwotnie tworzona była z myślą o niej), zielony krzyż symbolizować miał dawne prawa i przywileje, biały zaś – wiarę katolicką. Inni mówią, że czerwień oznacza lud, nad którym dominują prawa (zieleń), nad nimi zaś góruje religia (biały krzyż). Jej barwy przypominają też baskijski pejzaż, z białymi domami o czerwonych dachach i wszechobecną soczystą zielenią będącą efektem deszczowego klimatu. Choć jeden z moich rozmówców zauważył, że zielony Kraj Basków to stosunkowo nowy obraz. Że jeszcze do niedawna w tutejszym krajobrazie dominowała szarość – dosłownie i metaforycznie, ze względu na zanieczyszczenie i wszechobecną przemoc – gdy codziennością były zamachy i demonstracje, a dzieci rywalizowały o to, które zbierze więcej gumowych kul używanych przez funkcjonariuszy do rozpędzenia manifestujących.

Moja pierwsza podróż do Kraju Basków zaczęła się bez mapy, o niezbyt odpowiedniej, bo wieczornej porze, z lichym, kupionym w jednym z poznańskich marketów namiotem, bardziej nadającym się do biwakowania we własnym ogródku niż do podróży na drugi koniec Europy. A jednak wyruszyliśmy, mój przyjaciel i ja[2], wierząc, że u kresu naszej wędrówki zobaczymy zielone baskijskie góry, na których od wieków wypasa się stada owiec i koni, i usłyszymy język, od którego zaczęła się moja miłość do tego regionu. Oczyma wyobraźni widziałam typowe wiejskie domy, a przed nimi donice kwiatów i suszące się papryczki. Przed tą wyprawą przestrzegali nas wszyscy, rodzina i przyjaciele, a także nieznajomi spotykani na europejskich autostradach. Miał to być bowiem kraj niebezpieczny, zamieszkany przez nieobliczalnych bojowników, niemal ogarnięty wojną.

W tamtym czasie (był to 2001 rok) niemal jedyne informacje dotyczące regionu baskijskiego odnosiły się do zbrojnej organizacji separatystycznej ETA, a w Polsce prawie nie było prac na temat baskijskiej kultury[3]. Nie nastały jeszcze czasy popularności tanich linii lotniczych czy smartfonów z nielimitowanym dostępem do internetu. Jechaliśmy więc niemal w nieznane. Nie wszyscy wierzyli, że nam się uda. A jednak podróż do Kraju Basków autostopem się powiodła. Pozostały nam w pamięci twarze kierowców – choćby Portugalczyka, z którym po raz pierwszy przekroczyliśmy baskijską granicę, polskich kierowców TIR-a, którzy pomogli nam, gdy utknęliśmy na jednej ze stacji benzynowych, Hiszpana podróżującego z wnukiem, który zaoferował nam nocleg w swojej przyczepie, i wielu, wielu innych. Nasz niepozorny namiot przydał się może dwukrotnie, gdyż zwykle gościli nas w domach poznani przez nas w podróży ludzie. Odwiedzaliśmy ich rodziny i przyjaciół, a niektórzy z nich sami stali się naszymi przyjaciółmi.

 

Od tej pierwszej podróży minęło kilkanaście lat. Przez ten czas wracałam wielokrotnie do Baskonii, która stała się dla mnie miejscem szczególnym i bliskim. Przypadek, który sprawił, że na studiach trafiłam na lektorat języka baskijskiego na Uniwersytecie imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, okazał się wydarzeniem, które wywarło na moje życie decydujący wpływ, związując je ściśle z niewielkim regionem zamieszkanym przez mniej ludzi, niż liczy populacja Madrytu czy Berlina[4]. Swoją drogą moja fascynacja językiem baskijskim bywała w tamtym czasie uciążliwa dla najbliższego otoczenia. Zdarzało się, że odpowiadałam po baskijsku mojej rodzinie lub znajomym (którzy tego języka oczywiście nie znali). W tym czasie w Kraju Basków wiele się zmieniło – od drobiazgów po kwestie fundamentalne. W 2002 roku hiszpańską pesetę zastąpiło euro. Dziś w baskijskich barach bez problemu można znaleźć bogaty wybór herbat i menu wegetariańskie, co było rzadkością w czasie moich pierwszych podróży. W stolicy regionu Vitorii-Gasteiz pojawił się tramwaj, a nawet powstały ruchome schody na starówce.

– Ci, którzy tak bardzo protestowali, mówiąc, że one tu nie pasują, teraz wciąż z nich korzystają i nie wyobrażają sobie bez nich życia – śmieje się jedna z mieszkanek tej dzielnicy. Zwłaszcza dla starszych osób jest to duże udogodnienie.

Pomimo tego, że wciąż wiele osób pali papierosy (choć dane wskazują na spadek liczby palących Basków – w Baskijskiej Wspólnocie Autonomicznej wolnych od tego nałogu ma być nawet siedemdziesiąt pięć procent mieszkańców, najwięcej od dwudziestu pięciu lat), w miejscach publicznych można już odetchnąć od dymu. Podczas pierwszych moich pobytów w Baskonii widziałam, z jakim zdziwieniem miejscowi reagują na to, że komuś, kto je posiłek w restauracji, może przeszkadzać dym tytoniowy dochodzący ze stolika obok. Co więcej, po rozszerzeniu zakazu palenia również na otwarte strefy, w których uprawia się sport, zaczęto mówić o konieczności ochrony przed dymem obszaru plaży (pomysłodawcy odwołują się tu nie tyle do restrykcji, ile do kwestii uwrażliwienia obywateli)3.

I wreszcie najważniejsze: zmieniła się też sytuacja polityczna. W 2018 roku ETA ogłosiła samorozwiązanie, co wyznaczyło nowy rozdział we współczesnej baskijskiej (i europejskiej) historii. Stanowiło to finał długiego procesu, kolejnych etapów odchodzenia od przemocy. Informacje o tym wydarzeniu pojawiły się w Polsce, lecz miały charakter raczej marginalny. W mediację zaangażowani byli międzynarodowi eksperci, między innymi Kofi Annan. Tym bardziej, rozmawiając z wieloma Polakami, zwłaszcza młodymi, dziwiłam się, że tak często nie wiedzą nawet, czym była ETA. Można to jednak uznać za pozytywny znak, zważywszy, że rozgłos, jaki zdobyła ta organizacja, związany był zwykle z ofiarami jej akcji. Dawny niebezpieczny region wydaje się dziś budzić zupełnie inne skojarzenia, a nawet staje się atrakcją turystyczną (w ofercie biura podróży Albatros znalazłam jakiś czas temu ofertę wycieczki do Kraju Basków, „najbardziej tajemniczego i magicznego regionu Hiszpanii”4). Podobna przemiana wydaje się zachodzić również w samym Kraju Basków. Pewien baskijski nauczyciel powiedział mi ostatnio, że w gronie jego dwunastoletnich uczniów nie wszyscy mieli wiedzę na temat istnienia i działalności ETA[5].

W 2019 roku minęło czterdzieści lat od uzyskania statutu autonomicznego. Co zmieniło się w tym czasie? Jakim „krajem” stał się Kraj Basków? Czym jest kultura baskijska, a może raczej: czym są kultury baskijskie[6]? Na pewno region jest obecnie bardziej wielokulturowy. Współczesna Baskonia stała się celem podróży dla imigrantów spoza Hiszpanii, a ich obecność nieodwracalnie zmieniła miejscowy pejzaż. Sześćdziesięcioletni Martin zauważył, że po raz pierwszy w życiu zobaczył osobę czarnoskórą, gdy był na studiach, a dziś egzotycznie wyglądający przybysze są jego sąsiadami i kolegami jego dzieci i wnuków. Nowym zjawiskom kulturowym towarzyszy jednak pragnienie zachowania tego, co uznaje się za tradycyjne. Ale czym jest baskijska tradycja? Dyskusja na temat specyfiki współczesnej baskijskiej kultury czy charakteru tożsamości Basków nie ustaje. Widać to na wideoklipie poświęconym cyklicznemu biegowi o nazwie Korrika, którego celem jest promowanie języka baskijskiego. W 2019 roku rapującym muzykom i hiphopowym występom młodych tancerzy towarzyszyły tu elementy ludowych tańców i gry na tradycyjnych instrumentach; wyraźnie obecne były wątki wielokulturowe i feministyczne (między innymi w słowach piosenki)5.

Współczesną Baskonię charakteryzuje więc kulturowa różnorodność, w tym wielojęzyczność (oprócz dwóch głównych języków regionu – hiszpańskiego i baskijskiego – coraz większe znaczenie mają tutaj języki imigrantów), złożoność postaw i tożsamości. Przebywając w różnych środowiskach językowych, światopoglądowych czy tożsamościowych, nierzadko miałam wrażenie, że jestem w różnych Krajach Basków. A także czasem, że ich mieszkańcy niewiele wiedzą o tych, którzy zamieszkują inne baskijskie światy.

Zależało mi na tym, aby w książce wybrzmiały różne głosy, żeby ukazać choć namiastkę baskijskiej różnorodności, przedstawić wielość perspektyw. Chciałam przybliżyć baskijskie tradycje, wartości i specyfikę konkretnych miejsc, bo Kraj Basków to nie tylko region naznaczony piętnem terroryzmu i nacjonalizmu, choć oczywiście uciec od polityki było nie sposób. Jednocześnie ten właśnie temat – polityka – był w mojej pracy najtrudniejszy. Miałam i wciąż mam poczucie, że niezależnie od tego, co napiszę, może się to spotkać z krytyką i sprzeciwem, bo charakter konkretnych doświadczeń bywa bardzo odmienny, a przekonanie o słuszności własnych poglądów tak niewzruszone. Rany są nadal bardzo świeże. Niektórzy mówili mi, że dopiero kolejne pokolenia mają szansę na prawdziwy pokój.

Starałam się rozmawiać z osobami, które prezentują różnorodne opinie i których losy potoczyły się w różny sposób. Choćby z tymi, które odbyły wyroki więzienne za przynależność do ETA, i z tymi, które mają bliskich w więzieniach. Ale i z tymi, których bliscy zginęli w zamachu lub które czuły się prześladowane. Wreszcie z ludźmi próbującymi się nie angażować, wybierając, często niedoskonałą i złudną, neutralność. W jednym z filmów dokumentalnych przywołanych w książce kobieta, której partner odsiaduje w więzieniu wyrok za przynależność do ETA, na pytanie o to, jak wyjaśnia to swoim dzieciom, odpowiada: „Mówię im prawdę”.

Można powiedzieć, że każdy z moich rozmówców miał swoją prawdę. I rozmawiając z nimi, rozumiałam zarówno ból tych, którzy stracili bliską osobę w zamachu ETA, jak i tych, których bliskiego zamordowali członkowie organizacji GAL (Grupos Antiterroristas de Liberación – Antyterrorystyczne Grupy Wyzwolenia)[7]. Tych, którzy czują się niesprawiedliwie ukarani jako krewni więźnia umieszczonego w placówce na drugim końcu Hiszpanii, co utrudnia, a czasem uniemożliwia im regularne spotkania – a chcą uroczyście świętować jego wyjście – oraz tych, dla których huczne powitanie osoby zamieszanej w zabójstwo lub porwanie jest niezwykle bolesne i niemożliwe do zaakceptowania. Jedni mówią o odbywających karę więzienia członkach ETA: „Oni są tam za zabójstwa”, drudzy: „Oni walczyli za nas”. Bliższa mi była pozycja kogoś, kto próbuje opisać i zrozumieć, nie zaś dawać odpowiedzi czy rozwiązania6. Nie dążyłam też do przedstawienia „obiektywnego opisu” – od dawna zresztą kwestionowana jest możliwość (a może i celowość) jego stworzenia. Ostatecznie jest to opowieść wypływająca z moich doświadczeń i nimi uwarunkowana. Dlatego przywołane tu osoby, choć ich głosy wypełniają poszczególne części tej książki, niekoniecznie muszą podzielać moje poglądy. I bez wątpienia nie odpowiadają za całokształt tej pracy. Niektóre pytania przyszło mi zadawać łatwiej, bo nie jestem stamtąd. I może również dlatego łatwiej było uzyskać na nie odpowiedź. „Tu nikt nie pyta tak wprost” – słyszałam czasem. A potem pojawiała się opowieść.

Jednocześnie większość historii z tej książki nie opiera się na umawianych wywiadach z wybranymi rozmówcami, ale jest efektem regularnych spotkań, które odbywały się przez wiele lat, licznych rozmów prowadzonych choćby w kuchni przy posiłku czy w czasie wędrówek po górach. W Vitorii-Gasteiz, Zarautz, Bilbo, Donostii, Orio, Tolosie, Sopeli, Unanu, Ataun…

Metafora archipelagu, do którego baskijski pisarz Bernardo Atxaga przyrównał Kraj Basków, wydaje się dobrze oddawać zróżnicowanie tego regionu. Jednego dnia rozmawiałam z mężczyzną, który pokazał mi miejsce zamachu ETA. Zginął w nim jego przyjaciel, a mówiąc o tym, nie mógł powstrzymać łez. Innego z człowiekiem, dla którego walka jest koniecznością i który na koniec stwierdził, że z wiekiem czuje się coraz bardziej radykalny. Młoda dziewczyna opowiadała o swoich znajomych w więzieniu, inna mówiła o przyjacielu, który został uznany za zdrajcę i przez długi czas zaglądał pod samochód, zanim do niego wsiadł, obawiając się podłożonej bomby. Pewien profesor baskijskiego uniwersytetu wskazywał mi na konieczność emigracji z tego ogarniętego terrorem regionu, inny przywoływał przykłady problemów, z jakimi spotykali się ci wykładowcy, którzy decydowali się być promotorami prac dyplomowych pisanych przez więźniów skazanych za przynależność do ETA. Jedni skarżyli się na brak przestrzegania ich prawa do mówienia po baskijsku, inni czuli się dyskryminowani ze względu na brak znajomości euskary. José określił nacjonalizm jako postawę dziecinną i szkodliwą, Unai opowiadał o starciach z policjantami i ojcu, który zbierał pieniądze dla baskijskich więźniów. Mówił o przyjacielu, który od lat jest w więzieniu i który „jest bardzo silny”. Wspominał o jego synu, który żeby zobaczyć tatę, musi spędzić wiele godzin w autobusie ze względu na dzielącą ich odległość od placówki karnej. Jedni witali wracających po zakończeniu pobytu w więzieniu ze łzami radości, inni czuli wówczas rozpacz i gniew, bo dla nich nie byli to bohaterowie, lecz mordercy. Nic nie jest tu czarno-białe ani jednoznaczne, a za baśniowym krajobrazem kryje się wciąż coś mrocznego. Tak jak choćby w Sopeli, na biskajskim wybrzeżu. Na plaży grupki przyjaciół, którzy witają się charakterystycznymi pocałunkami w oba policzki, surferzy niosą swoje deski, od strony wzgórza widać paralotniarzy. W knajpkach turyści popijają mosto, bezalkoholowy napój winogronowy, i mrożoną kawę. Na billboardzie wisi ogłoszenie o sprzedaży nowych domów w szeregowej zabudowie – wydaje się, że wyrastają one jak grzyby po deszczu. Bezchmurne niebo i pejzaż tak piękny, że chwilami aż nierzeczywisty. Ale zaraz za rogiem, na drzwiach nieczynnego już sklepu albo na słupie z nazwą ulicy wisi plakat przedstawiający radiowóz miejscowej policji, Ertzaintzy, i dwóch małych jeszcze chłopców. Jeden stoi tuż przy samochodowej szybie i zagląda do środka z ciekawością. Drugi przygląda się z oddali, za plecami trzymając pistolet (zabawkę?). Na tym tle widnieje napis: „Wszyscy nienawidzimy zdrajców”.

Podobnie jest, gdy podczas lokalnego święta lub plażowania zobaczymy grupy krewnych baskijskich więźniów odsiadujących wyroki za współpracę z ETA, którzy regularnie manifestują swoje żądania (nie tylko przeniesienia bliskich do placówek położonych niedaleko miejsca zamieszkania, ale i amnestii). Po każdej ze stron jest wiele gniewu, czasem nienawiści, choć chyba przede wszystkim poczucia krzywdy.

– Ci wszyscy baskijscy separatyści powinni zginąć i im szybciej się to stanie, tym lepiej – mówi Pablo.

Zarazem zdarza się, że mówienie po baskijsku traktowane jest jako prowokacja. Albo że Amnesty International informuje o nieprawidłowościach przy wyjaśnianiu zgłoszeń dotyczących stosowania tortur wobec Basków zatrzymanych przez hiszpańskich funkcjonariuszy7. Amin Maalouf słusznie zauważył, że przyznanie racji jednej grupie niesie za sobą ryzyko niedostrzegania jej występków i że czasem ofiara staje się katem8.

Kończę tę książkę po kolejnym powrocie z Kraju Basków. Teraz, w moim polskim mieszkaniu, przywołuję zapach tamtego powietrza, brzmienie języka. Wokół mnie znajdują się fotografie i baskijskie przedmioty. Myślę o tamtych ludziach, z których szczodrością, w każdym tego słowa znaczeniu, spotykałam się przez ostatnie kilkanaście lat. I o licznych chwilach prawdziwego zachwytu nad tym krajem i jego mieszkańcami, gdy czułam, podobnie jak Pierre Loti, że „moja dusza jest baskijska”9. Gdy byłam szczęśliwa, po prostu idąc baskijską ulicą lub podziwiając tamtejsze góry. Wsłuchując się w subtelności języka, bo przecież to nie to samo użyć dut i duk albo powiedzieć gazteok zamiast gazteak.

 

– Behingoz erabaki duzu zauden lekuan geratzea – śpiewa Anari z płyty podarowanej przez jednego z przyjaciół. O decyzji, by pozostać tam, gdzie się jest.

Mapa Baskonii to dla mnie mapa spotkań, a poszczególne miejsca mają tam dla mnie twarze poznanych osób[8].

Kraj, który niełatwo znaleźć na mapie

Bernardo Atxaga (tak naprawdę Joseba Irazu Garmendia), baskijski pisarz, opisał Kraj Basków jako niewielkie miejsce, trudne do odnalezienia na mapie10. Przysłuchuję się turystce mówiącej z przekonaniem, że przecież na mapie Hiszpanii Kraj Basków to region autonomiczny, złożony z trzech prowincji. Są to Bizkaia, Gipuzkoa i Araba.

– My pokażemy ci inną mapę – śmieje się Bask, z którym rozmawia.

Obszar Kraju Basków z pewnością nie tak łatwo wyznaczyć. Ten znajdujący się na większości map, ukazujący jeden z hiszpańskich regionów (na który powoływała się wspomniana turystka), przedstawia tylko część prawdy. Za „wielki”, „cały” Kraj Basków uznaje się (ze względów językowych czy kulturowych) nie wspomniane trzy, ale aż siedem prowincji leżących na terenie Hiszpanii i Francji. Oprócz regionu autonomicznego są to hiszpańska Nawarra oraz trzy prowincje francuskie: Lapurdi, Zuberoa i Nafarroa Beherea. Część hiszpańską Kraju Basków (region autonomiczny i Nawarrę) nazywa się Hegoalde (część południowa), natomiast francuska Baskonia to Iparralde (część północna). Baskowie są zatem obywatelami różnych państw, a zamieszkiwane przez nich regiony cechuje znaczna różnorodność – ze względu nie tylko na sytuację administracyjną czy językową, ale i poczucie tożsamości. Do tego już i tak złożonego obrazu należałoby dodać jeszcze baskijskie enklawy (Trebiñu, Urduña i Villaverde Turtzioz) i eksklawy (Ezkoze, Jeztaze i Petilla Aragoi)11. W przeszłości mówiono o jedności trzech (hasło: hirurac bat), czterech (hasło: laurak bat) i wreszcie siedmiu baskijskich prowincji (hasło: zazpiak bat), co wiązało się z określoną wizją tego, czym jest bądź powinien być Kraj Basków12. „Ilu nas jest?” (Zenbat gera?) – pytał w swojej piosence Benito Lertxundi. Pytanie to wydaje się wciąż aktualne.

Baskowie są narodem bezpaństwowym13. Różne baskijskie prowincje „nigdy w historii nie stanowiły jedności polityczno-administracyjnej o cechach państwa i z dobrze określonymi granicami”14. Niemniej w październiku 2018 roku dyskusję wywołał zamieszczony na Twitterze wpis jednego z hiszpańskich polityków, Alberta Rivery z partii liberalnej Obywatele (Ciudadanos), który stwierdził, że Kraj Basków (Euskal Herria) nie istnieje. Natychmiast pojawiły się odpowiedzi odsyłające go do lektury Statutu Autonomii Kraju Basków, w którym nazwa ta się pojawia15.

Tu zresztą wyłania się kolejna niełatwa kwestia – sam termin, którym określano to terytorium. W przeszłości wiele było nazw stosowanych w odniesieniu do Kraju Basków (i obejmujących trzy, cztery albo siedem prowincji). Były to choćby: Vasconia, Euskeria, Euskal Herria, Euskadi, Euzkadi, Pays Basque, Baskijska Wspólnota Autonomiczna (hiszp. Comunidad Autónoma del País Vasco, bask. Euskal Autonomi Erkidegoa), Euskal Hiria… Ich wybór zależał nie tylko od epoki, ale i poglądów mówiącego. Sabino Arana, dziewiętnastowieczny baskijski ideolog narodowy[9], uznał za konieczne stworzenie nowej nazwy – Euzkadi – mającej charakter polityczny (to znaczy odnoszącej się do jednostki politycznej, a nie krainy geograficznej), a także niezwiązanej z językiem używanym przez mieszkańców (nadrzędną wartość miała dla niego „rasa baskijska”, nie zaś baskijskojęzyczność)16. Ten neologizm Arany, Euzkadi, później przekształcono w Euskadi[10]. W XX wieku w opozycji do tego słowa zaczęto używać nazwy Euskalerria, a następnie Euskal Herria. Kolejne miana ucieleśniały inne projekty polityczne17. Obecnie często używa się określenia Euskal Herria w odniesieniu do wszystkich siedmiu baskijskich prowincji, Euskadi zaś do tych trzech, z których składa się region autonomiczny. Niemniej kontrowersje nie ustają. Jedną z dyskusji wywołała choćby telewizyjna mapa pogody, która zdaniem niektórych nie powinna ukazywać jako Kraju Basków wszystkich siedmiu baskijskich prowincji – miał to być element „nacjonalistycznej mitologii” sugerujący, że obszar ten stanowi polityczną jedność – lecz tylko trzy wchodzące w skład Baskijskiej Wspólnoty Autonomicznej18.

Mówiąc o złożoności baskijskiej mapy, warto pamiętać o wewnętrznych podziałach i niejednoznacznych tożsamościach, to znaczy o niejednolitości postaw wśród samych Basków. W największym stopniu dotyczy to hiszpańskiej Nawarry, której mieszkańcy silnie identyfikują się ze swoim regionem i gdzie pamięć o tamtejszym królestwie – Królestwie Nawarry – jest stosunkowo silna19. Eli, starsza kobieta pochodząca z tego regionu, często mi powtarzała, że nie są oni ani Baskami, ani Hiszpanami, lecz Nawarczykami, oraz że to Kraj Basków może zostać przyłączony do Nawarry, nie zaś Nawarra do Kraju Basków (w kontekście idei poszerzenia regionu autonomicznego o tę hiszpańską prowincję).

Wiele wątpliwości budzi także sposób określania mieszkańców tego obszaru. Termin euskaldun odnosi się do znajomości języka baskijskiego (wywodzi się on od euskara duena, co oznacza „posiadający euskarę”), lecz ze względu na to, że nie wszyscy mieszkańcy tego regionu są baskijskojęzyczni, niektórzy decydują się albo na stosowanie hiszpańskiego terminu vasco, albo baskijskiego i niewskazującego na język danego użytkownika, lecz na miejsce jego pochodzenia czy zamieszkiwania – euskal herritar. Historycznych terminów opisujących Basków jest wiele. Podobno po raz pierwszy opisano ich jako „ludzi z gór”20.

W języku polskim mówimy zwykle: Kraj Basków. Jednak jaki kraj mamy wówczas na myśli? Najczęściej utożsamiany on jest z regionem autonomicznym (złożonym z trzech prowincji), nieczęsta bowiem jest wiedza o baskijskich powiązaniach z Nawarrą czy istnieniu francuskiej Baskonii. W przeszłości kojarzył się on w Polsce przede wszystkim, a może i wyłącznie, z terroryzmem ETA. Dziś można odnieść wrażenie, że wielu osobom nie kojarzy się z niczym. A jednak na polskiej mapie znajdziemy miejsca, w których ludzie uczą się języka baskijskiego. Część takich uczniów znalazła swoje miejsce na ziemi właśnie w Kraju Basków, dziś nawet są wśród nich nauczyciele języka baskijskiego. Jedna ze sprzedawczyń w księgarni w baskijskiej stolicy usłyszawszy, że pochodzę z Polski, zawołała: „Mnie pewna Polka uczyła baskijskiego!”. Polacy uczący euskary mieszkańców Baskonii, baskijscy studenci, którzy zaczynają się uczyć swojego języka na Erasmusie w Polsce – tak, takie przypadki się zdarzają.

Jednocześnie określenie „kraj, który niełatwo znaleźć na mapie” może oznaczać przecież równie dobrze miejsce nieznane, niemieszczące się w wizji tego, czym jest Hiszpania. Takim, jak się wydaje, wciąż pozostaje Kraj Basków. Choćby dlatego, że wielu imigrantów przybywających do Baskonii nigdy wcześniej nie słyszało o odrębności kulturowej i językowej regionu. Sami Hiszpanie czy Francuzi zaś jako baskijską stolicę wskazują niekiedy Bilbo, nie rozpoznają w baskijskim języka, którym mówi się na Półwyspie Iberyjskim, bądź nie znają nazwy regionu baskijskiego21. Jeden z moich baskijskich rozmówców wspominał o swoim pobycie w Madrycie, gdzie został zapytany przez miejscowego w barze, czy język, w którym rozmawia z przyjacielem, to gruziński[11]. Jednak euskara bywa obca także dla mieszkańców tego regionu. Co prawda intensywna polityka językowa, której efektem jest obecność baskijskiego nie tylko w sferze edukacji, ale też w przestrzeni publicznej (dwujęzyczne napisy, komunikaty i tak dalej), sprawia, że współcześnie jest on rozpoznawany i poprawnie identyfikowany. Nie oznacza to jednak, że wszyscy rozumieją baskijski i się nim posługują. Kraj Basków to dla wielu osób z zewnątrz po prostu Hiszpania. A jednak gdy się tu przebywa, wyraźnie widać, że jest to miejsce dalekie od stereotypowego obrazu hiszpańskości. Nie tylko ze względu na pejzaż (Roman Dobrzyński pięknie pisał o różnych Hiszpaniach, które odkryje podróżujący północą, centrum lub południem Półwyspu22) czy deszczowy klimat.

Mieszkańcy innych krajów europejskich, jak wykazały wyniki ankiety przeprowadzonej na zlecenie baskijskiego rządu w piętnastu państwach, postrzegają Basków przede wszystkim w kontekście postaw niepodległościowych i patriotycznych, a także skłonności do przemocy. Jednocześnie wzrosła liczba pozytywnych opinii na ich temat – część ankietowanych uważa ich za ludzi pracowitych, szlachetnych i gościnnych. Choć warto podkreślić, że niektórym obszar ten jest zupełnie nieznany. Obcy do tego stopnia, że nie potrafią umiejscowić go na mapie Europy23.