3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Męskie sposoby na damskie rozmowy

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Męskie sposoby na damskie rozmowy
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Pyta Tomasz Kot

Pyta Zbigniew Zamachowski

Pyta Michał Olszański

Pyta Kamil Lemieszewski

Pyta Wojciech Błach

Pyta Jakub Przebindowski

Pyta Robert Żołędziewski

Okładka


Copyright © Katarzyna Miller, Czerwone i Czarne

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Zdjęcia

Maciej Rozwadowski/FORUM, Maciej Biedrzycki/FORUM,

Krzysztof Jarosz/FORUM, Krzysztof Kuczyk/FORUM,

Wojciech Olszanka/East News, YouTube

Redaktor prowadząca

Katarzyna Litwińczuk

Korekta

Małgorzata Ablewska, Sylwia Razcwarkow

Skład

Tomasz Erbel

Wydawca

Czerwone i Czarne Sp. z o.o. S.K.A.

Rynek Starego Miasta 5/7 m. 5

00-272 Warszawa

Wyłączny dystrybutor Firma Księgarska Olesiejuk Sp. z o.o. sp. j. ul. Poznańska 91 05-850 Ożarów Mazowiecki www.olesiejuk.pl

ISBN 978-83-7700-249-0

Warszawa 2016

Skład wersji elektronizcnej

pan@drewnianyrower.com

Czego mężczyźni chcą się dowiedzieć od kobiet


Książka powstała na podstawie

materiału filmowego według pomysłu

i reżyserii Suzan Giżyńskiej

www.suzan.com.pl

Powiedz, Kasiu, jak żyć?

Rozmawiałyśmy z Suzan o życiu, smacznie i długo jak zwykle. Zeszło też, oczywiście, na panów. Że z chłopem, człowieku, nie pogadasz. Prawdziwa rozmowa to tylko z drugą kobietą albo paroma kobietami. A oni się tylko dziwią: „O czym wy tyle gadacie, jakieś dzielenie włosa na czworo, z którego nic nie wynika…”.

– Miałam jednego kumpla, z którym się świetnie rozmawiało – przypomniała sobie jedna z nas.

– No, ja też jednego, może dwóch… Przypomina mi się jeszcze ktoś…

No to jak w końcu jest z tymi mężczyznami? Żony i partnerki skarżą się, że po paru latach bycia razem prawie już nie rozmawiają ze sobą, że panowie ich nie słuchają i nie lubią się zwierzać. A na spotkaniach towarzyskich przekazują sobie dane techniczne swoich ukochanych gadżetów.

To kobiety czytają książki, chodzą do kina i teatru. Panowie tam obecni przyprowadzeni są przez panie.

Ale coraz więcej młodych mężczyzn zajmuje się chętnie dziećmi. I coraz więcej mądrych mężczyzn przychodzi na terapię.

– Mam pomysł! – zakrzyknęła Suzan. – Zaprośmy interesujących, znanych mężczyzn do czegoś dla nich nietypowego. Będą pytać o życie kobietę, czyli ciebie, Kasiu.

Spodobał mi się ten pomysł. I okazał się bardzo przyjemnym zaskoczeniem i ogromną przyjemnością. Zaprosiłyśmy Tomasza Kota, Michała Olszańskiego, Zbigniewa Zamachowskiego, Kamila Lemieszewskiego, Wojciecha Błacha, Jakuba Przebindowskiego i Roberta Żołędziewskiego. Zareagowali na zaproszenie bardzo sympatycznie, niektórzy entuzjastycznie: „Tak, tak, z radością, będę miał mnóstwo pytań”.

I pytali o wszystko, co im w duszy gra. O sens życia. O miłość. O zdradę. O kobiety. O lęki. Kompleksy. Wątpliwości. Macierzyństwo. Tacierzyństwo. Kłamstwa. Seks. I bardzo byli ciekawi konfrontacji tych wszystkich problemów z kobiecym, czyli moim punktem widzenia.

Każdy z nich okazał się zupełnie innym, arcyciekawym rozmówcą i słuchaczem. Byli skupieni, otwarci, szczerzy, swobodni, prawdziwi. Z duchową głębią, przenikliwością, dowcipem, cudownym męskim wdziękiem.

Katarzyna Miller


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Początek i koniec dnia

Kasiu, jak zaczynać i jak kończyć dzień?

Słuchajcie, kochani, po pierwsze nie wstawać natychmiast z łóżka, nie pędzić jak oszalały do roboty, tylko się przeciągnąć, poczuć swoje ciałko kochane, powiedzieć sobie: „Uuuu” – tak sobie powiedzieć, potem iść do łazienki zrobić siusiu, w lustrze popatrzeć sobie w oczy, koniecznie! Ludzie w ogóle nie patrzą w swoje oczy. Popatrzeć i powiedzieć: „Dzień dobry, kochanie”. „Ja kochanie?!” – obruszycie się. No to: „Dzień dobry, stary” – może być, proszę bardzo. „Witam siebie dzisiaj i chcę być z tobą cały dzień”. To są oświadczyny. Przyjęte. Potem czas umyć zęby. A potem, jak się myjesz czy kąpiesz, dotykaj się, dotykaj. Wszystkie pisma kolorowe piszą: smaruj ciałko balsamem, żebyś był delikatny dla niej, dla niego. A ty masz robić to całkiem dla SIEBIE. Dotykać siebie. Głaskać, masować, przywitać swoje ciało, żeby ono się obudziło, żeby ono poczuło, że je lubisz. Potem się ubieramy. Wiem, że niektórzy przygotowują sobie wieczorem ubrania na drugi dzień, okej, bo chcą mieć rano trochę więcej czasu, ale fajnie jest się obudzić i zobaczyć, jaki dzisiaj chcę kolor, czego mi potrzeba. Ja od paru dni ubieram się na czerwono, ponieważ potrzeba mi więcej energii, ale są dni, gdy tylko na czarno, albo sobie myślę: „O, może turkus dzisiaj włożę...?”. Ty masz dzisiaj na sobie piękne szarości…

No tak, ja też staram się stwarzać cały ekosystem dnia pod siebie.

Dokładnie. Dla siebie. Nie dla kogoś. Oczywiście niektórzy ubierają się dla szefa, dla koleżanek. Ale najpierw zadajmy sobie pytanie: „W czym JA się będę dobrze czuć?”. Warto mieć takie ciuchy, które są miękkie, przyjemne, które cię otulają. Sprawa ubrania to kwestia potraktowania ciała, natomiast dla ducha naprawdę opłaca się wstać z 15 minut wcześniej i nie spieszyć się, nie pędzić, bo jak zaczynamy pędzić, to wszystko gubimy i dzień zaczyna się nieprzyjemnie.

Tylko że pęd jest teraz standardowym wyposażeniem dnia.

A ma nie być. Rozbierzmy się z pędu. Ubierzmy się w spokój.

Mam takie ulubione zdanie na początek dnia, autorem jest Wiktor Osiatyński: „Rano spójrz w lustro, zrób przedziałek na głowie i odpierdol się od siebie”.

No bardzo piękne. Ja bym dodała: „I popieść siebie”. Gdy się czeszesz, to się pogłaszcz, gdy sobie wklepujesz krem, to powiedz do lustra: „Moja buźka kochana!”. Mnóstwo ludzi się obruszy: „Co za bzdury, co za idiotyzmy. Moja buźka kochana? Jak ja wyglądam?”.

No, faceci mogą mieć z tym problem.

No to niech sobie mówią: „Stary, ale masz fajną facjatę”.

Jest OK. Kilka lat temu uświadomiłem sobie, że to, w jaki sposób sam tworzę dzisiaj dzień, tworzy mnie na przyszłość. To, jak realnie wypełnię dzisiejszy dzień, będzie świadczyło w przyszłości o tym, czy jestem słowny, czy jestem honorowy, czy jestem taki, czy owaki.

Tak, to jest bardzo ważne. Jaką poprzeczkę sobie zawieszasz w ciągu dnia.

Teraz wieczór.

Wieczorem się kładę i nie wolno mi myśleć o tym, czego nie zrobiłam.

Trudne.

Bardzo. Ludzie najczęściej robią odwrotnie: „Boże, na biurku leży masa nieskończonych spraw, muszę wcześnie wstać i to wszystko dokończyć!”. Tak nie wolno. Wieczorkiem przed snem warto sobie przypomnieć tylko to, co F A J N E G O dziś się zdarzyło, cokolwiek by to było. Rudego kota spotkałam, jeden facet się do mnie na ulicy uśmiechnął, 10 zł znalazłam i wydałam na lody. Nawet jeśli nie zrobiłam nic wielkiego, to przecież umyłam sobie głowę… Rozumiesz, to jest takie rozstanie z dniem, który przyniósł coś dobrego. A jutro przyjdzie jutro. No i proszę państwa, jutro przyjdzie dopiero jutro.

No właśnie, a póki co, jutra nie ma.

Kobieta a mężczyzna

Zastanawiam się, Kasiu, jaka naprawdę jest różnica między płciami. Co nas tak naprawdę odróżnia? Bo trzeba chyba to na nowo zdefiniować. Za chwilę zrównamy się we wszystkim, włącznie z wiekiem emerytalnym.

Miesza się ludziom równouprawnienie, do którego mamy prawo, z różnicą płci. W tym wszystkim zagubiła się la petite différence, czyli ta mała różnica pomiędzy płciami. To kompletnie różne rzeczy. To, że my, kobiety, mamy prawo zarabiać, to, że mamy prawo do parytetu w polityce, to, że mamy dostawać te same pieniądze za tę samą co mężczyźni pracę, to jest w ogóle coś innego, to nie ma nic wspólnego z różnicą między płciami. Tu chodzi tylko o to, że połowa ludności ma mieć te same prawa co druga. Natomiast różnica między płciami oczywiście istnieje i istnieć będzie, chociaż rzeczywiście trudno może pojąć to mężczyznom, którzy widzą np. jak kobiety zdobywają coraz lepsze wykształcenie, zakładają coraz więcej firm i zarabiają coraz więcej pieniędzy. Przyznasz, że to kiedyś było wasze pole.

 

Przez wieki.

Ale kobiety muszą się nauczyć tego, że jeśli byłyśmy utrzymywane przez wieki, to dlaczego teraz nie miałybyśmy utrzymywać mężczyzn? Takie pytanie często zadaję podczas spotkań z kobietami. Duża sala, dużo kobiet, narzekają na swoje związki, ja mówię: „No dobra, nie macie takich facetów, jakich byście chciały, bo on ma koniecznie być bogaty, wysoki, mądry, czuły, dobrze zarabiać. Ile jeszcze? A będziecie utrzymywały mężczyznę?”. „Oj, nie”. „Dlaczego?”. „Bo powinno być odwrotnie”. „No tak, ale skoro same chcecie mieć swoje pieniądze, stanowiska, wpływy, to bądźcie konsekwentne”.

Konsekwentne w odwróceniu ról.

Przecież niektórzy mężczyźni uwielbiają mieć dzieci, przecież niektórzy bardzo chętnie zostaną z dziećmi w domu, ugotują obiad, tylko na razie nie za bardzo im wypada się do tego przyznawać. Jeszcze trochę. Ja też musiałam się tego uczyć. Na mojej pierwszej randce chłopak powiedział: „Ale wiesz co, idziemy razem i płacimy po połowie”, na moment mnie zamurowało, a potem odparłam: „No OK, masz rację”.

Ale jak nazwać te różnice między nami? Podam ci taki przykład. Rozmawia dwóch ojców, świadomych, którzy starają się być aktywnymi rodzicami. Dialog jest taki: „Stary, ostatnio moja córka mówi, że koleżanka X nagadała koleżance Y, że tamta powiedziała w tajemnicy, że moja córka jest głupia. No i córka rozważa, zastanawia się w kółko, czy będzie się z tamtą jeszcze bawiła. I pyta mnie o radę”. „Stary – mówi ojciec – ja tego nie kumam. U nas chłopaków było tak – albo w mordę, albo siedź cicho. Faceci takie sprawy rozwiązują szybko, nie ma jątrzenia, rozważania, zastanawiania się”. Czemu u kobiet nic nie jest takie klarowne?

Masz rację, chłopcu nie wypada jawnie przeżywać takich cierpień i przejmować się, że kolega coś tam powiedział, natomiast dziewczyny tym naprawdę bardzo żyją. To jest w nas zakodowane, takie rozważania, odczytywanie humorów, skomplikowane interpretacje. No to teraz wyobraź sobie setki lat haremów, gdzie kobiety żyją z sobą, a jednocześnie pretendują do bycia pierwszą żoną. Każda! Przez długie, długie lata naszej patriarchalnej historii musiałyśmy się nauczyć odczytywania, co panu da najwięcej przyjemności, za co nas będzie lubił, za co nas nie będzie lubił. Z jednej strony kobiety się wspierały, zwierzały się sobie, czesały, myły wzajemnie, robiły różne, bardzo przyjemne, bliskie rzeczy, ale uczyły się też takiej empatii z konieczności, empatii osoby zniewolonej wobec osoby, do której aspirowały. Bo mężczyznę trzeba było mieć – inaczej nie było jak żyć.

Jak przetrwać.

Kobiety nie miały specjalnie wyboru, bo jeżeli nie miały męża czy pana, obojętnie, czy z tego haremu, czy swojego osobistego męża w naszym białym świecie, to miały bardzo niewiele możliwości działania.

To prawda, nawet jeśli królowa została wdową, nie mogła wyjść za mąż za ogrodnika, którego kochała, tylko musiał to być kolejny gość z jakąś armią.

Nawet za księcia, którego kochała, nie mogła wyjść, tylko za króla. I przez całe długie wieki takich zależności kobiety wyrobiły w sobie umiejętność czucia, co czuje ktoś inny. Czasem nawet bardziej czują, co ktoś czuje, niż mają świadomość własnych odczuć. Bo to było ważniejsze dla bytu, dla przetrwania, dla znalezienia dobrej pozycji. Zobacz teraz, co się dzieje z dziewczynką opisaną w twoim przykładzie. Gdy jej koleżanka powiedziała innej, że ona jest głupia, zdradziła ją, zrobiła coś strasznego, ona ma teraz gorszą pozycję, ona musi coś z tym zrobić, ale nie chce rezygnować z relacji.

Zawsze chylę czoło przed zmysłem obserwacji u kobiet, bo byłem kiedyś w takiej sytuacji, gdy jedna dziewczyna robiła komuś herbatę, podała tę herbatę i nagle słyszę szept innej znajomej: „Oni mieli romans”. „Skąd to wiedziałaś?” – spytałem po jakimś czasie, bo potem się to potwierdziło. „Po sposobie podania herbaty” – odpowiedziała.

Intymnie podała herbatę.

Niezłe jesteście. Ja tego nie kumam.

Miłość

Czy miłość może uszczęśliwić?

Oby, Tomku. To jest temat odwieczny. Ludzie marzą o tym, żeby miłość ich uszczęśliwiła. Mało tego, żeby zdjęła z nich właściwie wszystko, każdy ból, każdą niepewność, zwątpienie. Jest to trochę przereklamowana sprawa. Nawet bym powiedziała, że mocno przereklamowana. Powiem ci, że kiedyś coś mnie zdumiało. Zgadnij, co wybierają ludzie, którzy mają do wyboru pieniądze, spokój, stabilną firmę, małżeństwo albo wielką miłość?

Miłość.

Nie, FIRMĘ i SPOKÓJ. Od tamtego czasu zaczęłam zupełnie inaczej przyglądać się temu, czym tak właściwie w naszym życiu jest miłość. To marzenie, to złudna obietnica, to jest coś, co być może nas podkręca do pewnych dokonań, do pewnych chceń, ale tak naprawdę niczego nie gwarantuje. To strasznie trudny temat. Ludzie ogromnie boją się nawet przypuszczać, że miłość nie daje szczęścia. Mało tego, jeśli kocha tylko jedna osoba – zagwarantowane nieszczęście. Jeżeli jedna przestaje kochać – zagwarantowane nieszczęście. To nie znaczy, że mamy nie śnić o miłości, bo i tak będziemy to robić, tylko przestańmy tak strasznie dużo od niej chcieć. Zdajmy sobie sprawę, że love is in the air, czyli love jest wszędzie. Jeżeli poczujemy, że love jest wszędzie, nie będziemy czuć się przegrani przez nieudaną miłość.

A może to jest tak, że człowiek postrzega miłość tylko poprzez pryzmat tej pierwszej fazy – romantycznej.

Oczywiście, że tak.

I że to małe, wąskie gardło daje światło na całą miłość?

A ona zawsze minie.

Samotność

Muszę ci zadać pewne pytanie, chociaż dla mnie jest ono tajemnicze: dlaczego boimy się samotności? I od razu ci powiem, że samotność jest moim najbardziej upragnionym stanem, wręcz marzeniem. W ciągu roku mam bardzo niewiele dni, gdy mogę być sam, tak po prostu, tak kompletnie sam. Gdy dzieci z żoną są u dziadków, pusty dom – i tylko ja. Ale wiem, że ludzie boją się samotności. Dlaczego?

Najpierw ci gratuluję, ponieważ jesteś w cudownej sytuacji, w której wiele osób chciałoby się znaleźć – żeby być tak zajętym i to jeszcze w dodatku w sposób satysfakcjonujący, przynoszący różne dobra, i materialne, i duchowe, żeby móc marzyć o samotności. Natomiast strach przed samotnością dotyka zwłaszcza kobiet, a przynajmniej one to częściej werbalizują, mówią wprost: „Boję się samotności, bo gdy zostanę sama, zeświruję, będę gryzła ściany”. Wiesz, ja słyszałam takie teksty. Dla kobiety etykietka, że jest samotna, powoduje wewnętrzną spiralę nakręcania się złego samopoczucia.

Chyba, że ta samotność jest celem, bo mnóstwo kobiet wybiera samotność.

Mnóstwo nie, ale coraz więcej kobiet czuje się tak jak ty, czyli: „Wiem, co robię, wiem, po co to robię, dużo tego robię i mam satysfakcję, w związku z czym moja samotność jako ekwiwalent jest wypoczynkiem”. Natomiast jeśli samotność jest rodzajem skazania, to ludzie się tego ogromnie boją, bo boją się być z samym sobą. Jeżeli rodzice nas tak wychowują, że nasza prawda wewnętrzna, nasze autentyczne potrzeby i nasza prawdziwa zabawa, nie są w porządku, to my w dorosłym życiu nie potrafimy być z sobą. Jeśli jestem samotna, to znaczy, że nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie wybrał, żeby ze mną żyć, komu ja będę gotowała, komu będę sprzątała, dla kogo ja to mieszkanie urządzę takie ładne?

Wiesz, może to jest efekt tego, że człowiek tak strasznie oczekuje, że znalezienie tego drugiego rozwiąże wszystkie problemy, co jest bzdurą.

Tylko że to trzeba sobie uświadomić. Jeśli ktoś miał ciężko w dzieciństwie, chce się wyrwać z domu, a kobiety przeważnie tak mają, że chcą jak najszybciej założyć swój dom. „Mój dom będzie lepszy, mój dom będzie inny, ja będę inną matką, innym człowiekiem, mojego męża też będę inaczej traktowała”.

Przepraszam, że ci przerwę, ale ile razy jestem na weselu, to obserwuję dziwny rodzaj bezczelności w oczach młodej pary.

Że im się uda.

„Będziemy inni. Zaczyna się nowy rozdział”. I wszyscy na tym weselu mówią: „Tak, tak”.

Rzecz w tym, żeby nie powiedzieć: „A zobaczycie, wam też nie wyjdzie”, tylko: „Zobaczcie, czemu innym nie wychodzi. I żeby wam wyszło, ale nie dlatego, że się teraz kochacie, bo to nie wystarczy”.

Jest takie powiedzenie wśród moich kolegów: „Jeżeli facet ci powie, że żyć bez ciebie nie może, to uciekaj, bo nie umie być z sobą, bo się siebie boi”. Co to znaczy bać się siebie? To, że we mnie tkwią otchłanie czegoś mrocznego, tajnego, czasami są otchłanie cierpienia i krzywdy.

Albo jeszcze inaczej: że jesteśmy tak zahukani przez pierwsze lata szkoły, kiedy trzeba zadowolić wszystkich, że gdy człowiek ma 18 lat, nie zna siebie. I ta niewiedza o sobie przez lata rośnie.

Tak, NIEWIEDZA NARASTA przez lata. To bardzo ważne zdanie, choć niby pozornie mało ma wspólnego z samotnością, ale ma. Z lękiem przed samotnością. Jeśli siebie nie znam, to się siebie boję. A gdy boję się siebie, to boję się być samotny.

Z drugiej strony – gdy się siebie zna, to zanika takie pojęcie jak nuda.

Oczywiście. Mało ludzi uwielbia być z sobą. Trudna sprawa.

Kłótnia

Warto się kłócić?

Of course. Ludzie się kłócą, ponieważ mają dużo emocji. Kłócą się szczególnie z bliskimi i jeżeli mówimy, że nie powinni się kłócić, to mają poczucie, że robią coś złego. Wówczas kłótnia staje się czymś niefajnym, a ona może być coraz fajniejsza. Uczenie się bycia z sobą nawzajem, to zawsze uczenie się życia z obcym, z innym. Każdy jest odrębny i kłótnia to też uczenie się szacunku dla tej inności. Chyba że ktoś jest taką bezczelną istotą, że cały czas próbuje przekonać wszystkich, iż mają myśleć tak jak on. Ale jeżeli ktoś jest na tyle otwarty i na tyle przytomny, że wie, że w drugim człowieku dzieje się jego świat, a we mnie dzieje się mój świat, to możemy być ciekawi tych światów. Możemy się oczywiście przepychać, możemy się nawet obrażać. Ale ludzie boją się tego, że w zapamiętałej kłótni zaczynają lecieć ostre słowa.

Ale przy założeniu, że jestem otwarty na perspektywę drugiej osoby, konflikt może być tylko konstruktywny.

O to chodzi – jeśli jestem otwarty, to nawet jak się poobrażamy, jak nam jest przez chwilę przykro, potem sobie powiemy: „Słuchaj, tak naprawdę to nadal mi na tobie zależy, poza tym nadal ciekawi mnie, co masz do powiedzenia”. A poza tym przypomina mi się taki śmieszny dowcip, jak rozmawiają z sobą dwie głuche sowy:

…ja to znam w wersji z dwoma gołębiami:

Właśnie, w gruncie rzeczy każdy jest obrażony – i fajnie. Niby nadal jesteśmy w tym samym miejscu, tylko o ileś posunięci do przodu.

Można przejąć kawałeczek czyjejś konstrukcji do siebie, bo być może to jest lepsze rozwiązanie. Pomyślałem sobie teraz, że żyjemy w takich czasach, gdy wszystko jest odbierane całościowo.

Zobacz, jaką przy okazji zrobiłeś minę. Zrobiłeś minę śmiertelnie serio! Ludzie, przestańmy być tacy śmiertelnie poważni, zacznijmy się śmiać przede wszystkim z siebie, bo to jest zdrowe.

Kłamstwo

Droga Kasiu, czy można nie kłamać? Ale też można inaczej zadać to pytanie: czy można mówić tylko prawdę?

Jeśli chcemy mieć świat straszny, to mówmy tylko prawdę, jeśli chcemy się zabijać jeszcze bardziej, nienawidzić i nie czuć się bezpiecznie, to mówmy tylko prawdę. Ja bardzo kocham prawdę, bardzo cenię prawdę i ja leczę prawdą. Nie tylko ja, wszyscy moi koledzy psychoterapeuci też, ale to jest inny rodzaj prawdy – to prawda wewnętrzna, którą mamy sobie samym objawić, żeby siebie nie okłamywać. Natomiast nie można żyć bez kłamstw. Oczywiście zależy od proporcji, zależy od jakości i na temat czego kłamiemy. Warto by przyjrzeć się swojemu domowi rodzinnemu. Wszyscy mają opowieści typu: mama się strasznie ze mną kłóci, strasznie na mnie wrzeszczy. W tym momencie dzwoni telefon od mamy, a córka mówi: „O, dzień dobry, kochanie, jak to miło, że zadzwoniłaś”. Wówczas myślę sobie: „Boże, jaka ona jest załgana, jak ja mam traktować poważnie jej słowa”.

Kiedyś sobie powiedziałam: nie będę kłamać. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że przesadziłam i zgotowałam sobie ciężki los. Jednocześnie na taki rodzaj kłamstwa, gdy zakłamujemy totalnie swoje prawdziwe stany emocjonalne, nie chcę się zgodzić. Bo to rodzaj takiego kłamstwa, który w człowieku powoduje naprawdę dużo chorób. Ale jeżeli na przykład ktoś, kogo nie znosisz, umarł, a ty spotykasz jego żonę, to przecież nie mówisz: „O, dobrze, że zdechł ten łajdak”. Powiesz po prostu: „Współczuję ci”. Czy to jest kłamstwo? Nie, to rodzaj obejścia, złagodzenia.

 

Są też takie kłamstwa, które skracają pewne sytuacje. Takie kłamstwo z dzieciństwa – ktoś dzwoni, ojciec prosi: „Powiedz, że nie ma mnie w domu”. Takie maleńkie kłamstewka towarzyszą nam od początku.

I wielkie kłamstwa też. Żyje się z kimś całe lata, mówi się: „Kocham cię”, a to wcale nie jest prawda. Sami na siebie zastawiamy w ten sposób pułapkę, no bo powiedzieć po latach: „Nigdy cię nie kochałam, zawsze kłamałam…” co to za klasa? Gdzie tu szacunek dla siebie?

Może też być taki rodzaj kłamstwa, który wynika z zakochania, z tej pierwszej fazy. Facet je jakąś koszmarną zupę i mówi: „Pyszne”.

Bo to ty zrobiłaś, kochanie.

I całe życie musi jeść tę zupę.

Tak czy siak, o wszystkich kłamstwach nie powiemy. Natomiast z przyjemnością zakończę ten wątek przyznaniem się, że ja to bardzo lubię kłamać.

A coś więcej dopowiesz?

Bo mi się podoba, że umiem, że mi dobrze wychodzi, że ja się tym posługuję, że nie zakrywam w sobie niczego.

Gdybym miał teraz skłamać powiedziałbym: strasznie beznadziejna wymiana zdań.

O!

Ale to było kłamstwo.

Dziękuję.