Pragnienie aniołaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Redakcja

Anna Seweryn

Projekt okładki

Pracownia WV

Fotografia na okładce i grafiki na stronach rozdziałowych

© LightField Studios | shutterstock.com | pixabay | Wikimedia commons

Redakcja techniczna, skład i łamanie

Damian Walasek

Opracowanie wersji elektronicznej

Grzegorz Bociek

Korekta

Urszula Bańcerek

Marketing

Anna Jeziorska

promocja.videograf@gmail.com

Wydanie I, Chorzów 2021

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41-500 Chorzów, Aleja Harcerska 3c

tel. 600 472 609, 664 330 229

office@videograf.pl

www.videograf.pl

Dystrybucjawersji drukowanej: LIBER SA

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22 663 98 13, fax 22 663 98 12

dystrybucja@liber.pl

http://dystrybucja.liber.pl

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2021

tekst © Katarzyna Mak

ISBN 978-83-7835-852-7

Kobieta nie powinna być gorsza od anioła,

mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.

Nikołaj Gogol

Moim aniołom, które są zawsze blisko…

oraz Annie Seweryn z okazji urodzin ♥

Prolog

Hamman

– Pospiesz się, Warr – usłyszałem zza zamkniętych drzwi.

Uprzedzałem, żeby nikt mi nie przeszkadzał, ale właściwie kończyłem już pisać kolejny wiersz, więc nie miałem za złe Clyde’owi, że mnie nie posłuchał. Poza tym musiałem przyznać, że chyba właśnie dzięki takim zachowaniom moich kolegów, które ktoś mógłby nazwać wtykaniem nosa w nie swoje sprawy, czułem się jak jeden z nich. Tutaj wszyscy traktowani byli na równi, więc i ja uchodziłem tu za normalnego chłopaka i zwyczajnego studenta, a nie następcę tronu. I muszę przyznać, że całkiem dobrze się z tym czułem.

– Zaraz przyjdę – odparłem, zerkając jeszcze na kartkę leżącą przede mną na biurku.

Właśnie zapisywałem ostatni wers, uśmiechając się przy tym z uznaniem do kolejnego dzieła. Moi znajomi nie tyle dziwili się, że interesuje mnie poezja, co było zaskakujące dla osób, z którymi na co dzień przebywałem na królewskim dworze, ale że moje teksty spisuję odręcznie. Cóż, byłem tradycjonalistą i nie lubowałem się w nowinkach techniki, chociaż stać mnie było na nie jak mało kogo na London School of Economics. Nie dla mnie były te wszystkie elektroniczne gadżety, notesy, czytniki czy tablety. Ceniłem prostotę.

Jeszcze dziś, po ponownym przejrzeniu tekstu i naniesieniu na niego ostatnich poprawek, zamierzałem cyknąć fotę i wrzucić ją na Instastory, by pochwalić się kolejnym wierszem przed stale powiększającą się rzeszą moich fanów. W ich oczach również uchodziłem za zwyczajnego chłopaka, choć niewątpliwie utalentowanego. Z wielu powodów chciałem pozostać anonimowy. Jednym z nich była wrodzona nieśmiałość, a innym obowiązujący w moim królestwie dekret, który wyraźnie określał moje prawa i zakazy jako członka królewskiej rodziny. Właściwie żaden z jego punktów nie ograniczał mnie aż tak bardzo, ale jako następca tronu nie mogłem pozwolić sobie na pewne zachowania, które wypadały zwykłym ludziom. Osobiście uważałem, że w byciu poetą nie ma niczego złego, ale mój ojciec chyba był innego zdania, więc wolałem uszanować jego wolę i nie obnosić się z tym. W sieci znany byłem jako Warrior, Wojownik, w skrócie Warr. Niekiedy podejrzewałem, że część moich followersów, których grupa rosła z dnia na dzień w rekordowym tempie, i tak czegoś się domyślała, ale na szczęście cenili moją prywatność i nie naruszali jej zbytnio. A ja naprawdę szczerze to doceniałem.

Złożyłem kartkę na pół i schowałem ją do oprawionego w skórę notesu. Raz jeszcze omiotłem wzrokiem biurko, nadal czując w sobie ten cudowny spokój, który towarzyszył mi podczas pisania, a następnie poszedłem do przyjaciół, tak jak obiecywałem, choć miałem ochotę zostać tu jeszcze przez chwilę…

Diana

Dłużej tego nie zniosę! Jeśli ten koszmar wreszcie się nie skończy, to ja skończę ze sobą…

Leżałam w swoim łóżku na piętrze, z kołdrą naciągniętą na głowę, i nasłuchiwałam kroków na schodach. Tym razem do moich uszu nie dobiegał żaden szmer. Jednak to wcale nie oznaczało, że dziś znów się nie zjawi, nieproszony jak zwykle. Dlatego wolałam być czujna i świadoma, bo dzięki temu, już po fakcie, moje obrzydzenie do siebie samej było odrobinę mniejsze.

***

Przyszedł nad ranem, kiedy tuż przed świtem zapadłam wreszcie w długo oczekiwany sen. Tylko na moment straciłam kontrolę nad własnym ciałem, a wtedy ono przeszło w posiadanie jego brudnych łap. Dotykał mnie, choć jak zwykle próbowałam temu zapobiec. Obleśnie macał, choć bezskutecznie się przed tym broniłam. I jak zawsze, kiedy docierało do mnie, że każda inna forma obrony była zupełnie bez sensu, zwyczajnie się temu poddałam. Facet mojej matki był silniejszy ode mnie, więc gdy stanowczo się mu sprzeciwiałam, chwytał mnie za gardło, pozbawiając tchu, by potem robić ze mną wszystko, na co tylko miał ochotę. Zupełnie jak teraz, kiedy poczułam jego budzącą we mnie odrazę dłoń, wsuwającą się w moje majtki…

Hamman

Minęło wiele długich lat, a ja z chodzącego z głową w chmurach chłopaka stałem się bezwzględnym następcą tronu, często równie okrutnym jak mój własny ojciec, mimo że dawniej nim gardziłem. Przez niego stałem się złym człowiekiem, ale gdzieś na dnie mojego serca wciąż tliła się wrażliwość dzieciaka, którym niegdyś byłem, choć zwyczajnie o nim zapomniałem. To zasługa Angel, byłem tego pewien, jak żadnej innej rzeczy. To ona obudziła mnie z letargu i za jej sprawą znów przez chwilę poczułem się jak dawniej. To Angel ponownie roznieciła w moim sercu iskrę, której płomień zgasł dawno temu, gdy zostałem zmuszony, by stać się mężczyzną, od którego zależał los jego kraju. Tylko co mi po tym znikomym cieple, tlącym się we mnie gdzieś bardzo głęboko, skoro prawdopodobnie nie było nawet cienia szansy, że Angel kiedykolwiek do mnie wróci.

Diana za wszelką cenę próbowała zapełnić pustkę, którą czułem po odejściu mojej ukochanej. Była w tym jakaś logika, bo przecież mieliśmy wspólne zainteresowania. Myśląc o wspólnych pasjach, wcale nie miałem na myśli jedynie miłości do poezji, choć ta w istocie nas połączyła. Diana lubiła ostrą zabawę w łóżku. W tej kobiecie znaczenie słowa „trójkąt” nie budziło odrazy czy strachu, jak u Angel. Z ochotą zabawiała się ze mną z udziałem innych pałacowych kobiet, nierzadko będąc przy tym bardziej kreatywną i na pewno bardziej wyuzdaną ode mnie.

Fakt, Diana była namiętną kochanką, ale podejrzewałem, że musiało jej na mnie naprawdę zależeć, bo aby sprawić mi przyjemność, zaczęła nawet interesować się ptakami, sokołami w szczególności. Schlebiało mi to, bardzo. Tyle że ona, w przeciwieństwie do Angel, nie roztkliwiała się nad losem tych ptaków. Nie obchodził jej los samotników, których od lat bezskutecznie próbowałem połączyć w pary z samicami. Diana nie miała bowiem tak wielkiego serca, jak mój ukochany anioł, który nie mógł przejść obojętnie obok cierpienia jakiejkolwiek żywej istoty. Przez długie lata ja sam, podobnie jak Diana, byłem ślepy na pewne sprawy. Później jednak coś we mnie pękło, coś zmieniło się w moim postrzeganiu otaczającego mnie świata, a stała za tym ona, polska dziewczyna, Angel…

– Masz ochotę na powtórkę? – zapytała Diana, kiedy po dość wyczerpującej i pełnej wrażeń rundzie w łóżku udałem się pod prysznic.

Nie wiem, kiedy przyszła tutaj za mną, ale nie lubiłem być zaskakiwany, osaczany. Byłem bowiem jak jeden z moich sokołów. Dumny, niezależny i wolny za wszelką cenę. Dlatego jak ten bystry drapieżny ptak, którego jak dotąd w żaden sposób nie zdołałem okiełznać, potrzebowałem przestrzeni i odrobiny prywatności.

Zakręciłem kurek i starłem dłońmi krople wody z twarzy, osuszając także przydługie włosy, a następnie sięgnąłem po ręcznik. Oczywiście nie musiałem się nawet wysilać, bo Diana natychmiast mi go podała.

„Uczynna jak zawsze” – pomyślałem z przekąsem. Męczyła mnie ostatnio coraz bardziej. Jej przesadna troska nie była mi w smak, choć na początku cieszyłem się, że dopieszcza mnie w każdym względzie. Chyba zwyczajnie się nią znudziłem, jak każdą poprzednią, która na dłużej próbowała utrzymać status królewskiej wybranki. Wyjątek stanowiła Angel, która początkowo była jedynie obiektem mojej skrupulatnie zaplanowanej zemsty. Potem jednak wszystko się zmieniło, a ja zrozumiałem, że serca nie da się oszukać. Kochałem tamtą kobietę całym sobą. Nieba bym jej przychylił, byle tylko była moja…

– Mam mnóstwo pracy, Diano – odpowiedziałem, biorąc od niej ręcznik, którym najpierw wytarłem twarz i włosy, a potem resztę ciała. – Ale ty się nie krępuj – dodałem, widząc wyrzut w jej oczach.

Diana lubiła eksperymentować w łóżku. Byłem więc pewien, że i tym razem stanie na wysokości zadania i znajdzie ukojenie dla swoich żądzy.

Stała przez chwilę i tylko milczała, przyglądając mi się uważnie. Zacząłem nawet podejrzewać, że znów miała ochotę wytknąć fakt, że ją zaniedbuję, zaszywając się w swoim gabinecie. Ale na szczęście powstrzymała się, co w było do niej niepodobne, bo zwykle działała w myśl zasady „co w sercu, to na języku”. W zasadzie odetchnąłem z ulgą, bo nie zamierzałem się przed nią tłumaczyć, szczególnie z czasu poświęconego poezji, którą rzekomo i ona kochała nad życie. Od jakiegoś czasu podejrzewałem, że się myliłem, a Diana nie jest tą, za którą pragnie uchodzić w moich oczach. Nie zamierzałem tego jednak roztrząsać, bo i po co. Dla mnie twórczość była balsamem na zranioną duszę i zamierzałem się w niej nadal spełniać. A każdy anielski wiersz, który wychodził spod mojego pióra, był lekarstwem na ból, który trawił mnie od wielu długich miesięcy.

 

Diana odeszła w milczeniu. Byłem pewien, że ma do mnie żal, ale nie zamierzałem temu zaradzić. Ta kobieta nie znaczyła dla mnie bowiem więcej od każdej innej pałacowej nałożnicy. Im wcześniej to zrozumie, tym lepiej dla nas obojga. Odpowiadał mi układ, którym byliśmy związani, ale Diana musiała wreszcie pogodzić się z faktem, że tylko taki wchodził w rachubę. Nie wiem, czego tak właściwie jeszcze ode mnie oczekiwała, ale kiedy pewnego dnia odkryłem, że poszukiwała w internecie informacji na temat macierzyństwa w dojrzałym wieku, uznałem, że odrobinę się zagalopowała. Bo nawet gdyby zdarzył się cud, a ona znalazłaby najlepszego medyka, który pomógłby spełnić jej marzenie o zostaniu matką, ja nie chciałem ani też nie zamierzałem zostać ojcem jej dziecka.

Na myśl o dzieciach natychmiast wróciłem wspomnieniami do dnia, w którym jedyna kobieta, którą naprawdę darzyłem najszczerszym uczuciem, poroniła. Cieszyłem się jak szczeniak, gdy zacząłem podejrzewać, że Angel spodziewa się królewskiego potomka. Ona sama chyba jeszcze nie miała o tym pojęcia, ale ja wyraźnie widziałem zachodzące w niej zmiany. Byłem świadkiem pierwszych symptomów rozwijającej się ciąży w ciele Nazim. Dziwne, ale dziś nie czułem już goryczy, która trawiła mnie po śmierci mojej narzeczonej. Niemniej wciąż ubolewałem nad stratą dziecka mojego i Angel. Zresztą nie tylko dziecko opłakiwałem, bo jej odejście także…

Poszedłem do gabinetu, zamknąłem drzwi na klucz, nie chcąc, aby ktokolwiek zakłócał mi spokój, i wyjąłem z notesu kartkę z odręcznie zapisaną stroną. W moim życiu przez ostatnie lata zmieniło się naprawdę wiele, ale to jedno pozostało takie samo. Poezja, która sprawiała, że czułem się wolny.

dogoń mnie

jednym wyrazem

zanim schowam skrzydła

za kłębiastym krajobrazem

Uśmiechnąłem się ponuro, bo ilekroć moje myśli dotykały skrzydeł, myślałem o niej…

odszukaj klucz

nim jutro nadejdzie

wiatr i burza

nad nami przejdzie…

Zamyśliłem się na moment, a już po sekundzie sięgnąłem po pióro i kolejne słowa miękko płynęły po na wpół zapisanej karcie.

wtedy nie będę

niebiańskim ptakiem

nad chmurami pofrunę

obcym ci szlakiem…*

* Anna Sobańska, Niebiański [w:] nieBOtak.

Raz jeszcze przeczytałem króciutki, a zarazem wyrażający tak wiele emocji wiersz, zrobiłem zdjęcie, które już po sekundzie wrzuciłem na konto Wojownika na Instagramie. Na komentarze pod postem nie trzeba było długo czekać. To był kolejny hit…

Diana

Hamman z dnia na dzień stawał się coraz bardziej odległy. Wymykał mi się z rąk, choć robiłam wszystko, by zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. On jednak pomimo wcześniejszych sygnałów, które wyraźnie wskazywały na zainteresowanie moją osobą, teraz się ode mnie odsuwał. Stawał się oschły, nieprzystępny. Podejrzewałam, co się za tym kryło, ale chyba wciąż naiwnie wierzyłam, że mu przejdzie i znów wszystko będzie wyglądało tak, jak na początku naszej znajomości.

Początkowo odpychałam od siebie tę myśl, ale chyba spieprzyłam wszystko, kiedy przyłapał mnie na grzebaniu w sieci, gdy poszukiwałam informacji na temat późnego macierzyństwa. Najwyraźniej nie przypadł mu do gustu pomysł bycia ojcem, a ja pomyliłam się, sądząc, że po stracie dziecka, które w zasadzie wspólnie odebrałam mu z Bradleyem, będzie chciał je mieć właśnie ze mną. Może w ogóle naiwnie liczyłam na cud, bo przecież nie sam wiek mnie ograniczał?

Wiele lat temu, kiedy zdecydowałam się na aborcję, lekarz poinformował mnie, że ta decyzja może mieć diametralny wpływ na mój organizm. Wtedy zupełnie mnie to nie obeszło. Nie chciałam tamtego dziecka, bo miałam inne plany na przyszłość. Jeszcze przez wiele lat nie myślałam o tym, by spełniać się w roli matki, bo później, dla odmiany, Bradley nie chciał zostać ojcem. A potem… Cóż, nie zdołałam się nawet przekonać, co byłoby potem, bo nagle znikąd pojawiła się ta mała manipulantka i zwinęła mi Brada sprzed nosa. Na myśl o tym, że urodziła mu trójkę bachorów, aż mnie skręcało. To ja powinnam być teraz na jej miejscu! To ja powinnam grzać jego łoże, a nie żebrać o krztę miłości kolejnego mężczyznę. Hamman po kryjomu, sądząc, że tego nie widzę, również do niej wzdychał. Myślał, że jestem ślepa i nie domyślę się, dla kogo pisze te swoje ckliwe poematy? Naprawdę sądził, że nie odgadną, kto kryje się za nickiem Warr?

Zalogowałam się na Instagram i, tak jak podejrzewałam, na koncie Wojownika pojawił się nowy wpis. Przeczytałam wiersz i omal się nie porzygałam. O ile wcześniej lubiłam poezję, o tyle teraz, śledząc te jego godne pożałowania wpisy, nie cierpiałam jej równie mocno, co osoby, której był poświęcony ten poemat.

Zacisnęłam usta w wąską kreskę i szybko przepisałam tekst do swojego telefonu. Zajęło mi to chwilę, bo przecież Hamman jak zwykle ograniczył się jedynie do cyknięcia fotki. Następnie przesłałam go mejlem na konto, na które od miesięcy przekazywałam każdy jego wiersz.

Uśmiechnęłam się triumfalnie. Ostatnie słowo zawsze należy do mnie…

Hamman

– Ale jak to odchodzisz? – spytałem, zerkając wymownie na walizkę, którą z trudem próbowała dopiąć.

– Zwyczajnie. – Diana wzruszyła ramionami. – Nie chcę być tam, gdzie mnie nie chcą – odparła obojętnym, pozbawionym emocji głosem.

Byłem pewien, że to tylko pozory. Diana była świetną aktorką, ale nie aż tak dobrą, by ukryć przede mną swoje wzburzenie i gorycz. Swoją drogą, nie miałem pojęcia, co kryło się za jej zachowaniem i podjętą spontanicznie decyzją o wyjeździe. Przecież miała tu dosłownie wszystko.

– Skąd tak nagle przyszło ci do głowy, że cię tutaj nie chcę?

– Posłuchaj, książę… – Już ten zbyt oficjalny zwrot zdradzał, że niekoniecznie spodoba mi się to, co zamierzała mi powiedzieć, niemniej uzbroiłem się w cierpliwość i postanowiłem dać jej szansę wygadania się. Tylko tak mogłem postarać się ją zrozumieć. – Nie jestem ślepa. Przez lata byłam dobrze wyszkolonym rządowym tajnym agentem, więc widzę więcej od przeciętnego człowieka.

Na wspomnienie jej pracy i tego, czego się dopuściła wraz z Bradleyem Sawyerem, poczułem nieprzyjemny chłód. Co prawda już dawno postanowiłem nie roztrząsać tej sprawy i pogodzić się z sytuacją, ale nagle jej słowa obudziły we mnie zapomniany na chwilę gniew. Gdyby nie ukochana kobieta… gdyby nie Angel, już ja bym pokazał jej mężusiowi, co robi się z takimi jak on! Ale gdybym zrobił mu krzywdę, Angel znienawidziłaby mnie, a tego nie byłbym w stanie znieść.

– O co ty właściwie masz do mnie żal, Diano? – spytałem, podchodząc do niej i zmuszając, by na mnie spojrzała. – Bo to, że żywisz do mnie pretensje, masz wypisane na twarzy.

– O nic – skłamała. Znałem się na ludziach i byłem pewien, że Diana łże w żywe oczy. – Po prostu uznałam, że czas zacząć od nowa. Nigdy nie lubiłam trwać w miejscu, a od jakiegoś czasu tak właśnie się czuję. Jakbym zatrzymała się i nie mogła ruszyć dalej. A ja kocham pęd, Hammanie.

Obserwowałem ją jeszcze przez chwilę w całkowitym milczeniu. Było mi jej nawet żal, bo znaleźliśmy się w niemal identycznym położeniu. Oboje kochaliśmy osoby, które nie odwzajemniały naszych uczuć, więc szukaliśmy marnego zastępstwa, licząc, że to wypełni pustkę w naszych sercach. Ale na dłuższą metę nie mogło się to sprawdzić… Nie było więc sensu dłużej się oszukiwać. Ja wciąż kochałem Angel, a Diana niezaprzeczalnie nie była w stanie zapomnieć o Bradleyu.

Nagle przez głowę przeleciała mi myśl, że może gdybyśmy połączyli siły, z pewnością osiągnęlibyśmy upragniony cel, ale… No właśnie. Czy tego chciałem? Czy można zmusić do miłości anioła, który już raz pokazał mi, że jego serce należy do innego mężczyzny? Angel swoją miłością, która płynęła wprost z jej kruchego wnętrza i którą skrywał każdy centymetr jej ciała, zaraziła mnie swoim dobrem. Chyba właśnie dlatego zacząłem myśleć i czuć tak jak ona. I pomimo że wciąż uchodziłem za zimnego, pozbawionego skrupułów, czasem nawet bezwzględnego księcia, nie byłem w stanie ulec temu podszeptowi, który nagle zrodził się gdzieś z tyłu mojej głowy.

– Na pewno tego chcesz? – zapytałem, na co Diana tylko spojrzała na mnie ze smutkiem i pokiwała głową.

Podszedłem do niej i przytuliłem ją mocno. Mógłbym przysiąc, że zadrżała w moich ramionach, a może tylko to sobie wyobraziłem, przywołując wspomnienie Angel, która tak właśnie zachowałaby się w podobnej sytuacji. Może nie powinienem się do niej zbytnio zbliżać, żeby nie zinterpretowała tego w niewłaściwy sposób, ale chciałem ją pożegnać w sposób, na jaki niewątpliwie zasłużyła. Diana była wyrachowaną i bardzo świadomą swoich pragnień kobietą, ale pod tym pancerzem kryła się zraniona przed laty dziewczyna. Niełatwo było mi wydobyć z niej tę zatajaną przez lata prawdę, ale może z uwagi na fakt, że również miałem trudne życie, byłem wyczulony na tego typu sprawy i domyśliłem się, co w sobie tłamsiła.

Któregoś dnia, kiedy wtuleni w siebie leżeliśmy na miękkim, wyściełanym satyną łożu, zapytałem ją wprost, kto ją skrzywdził. Pamiętam, że przez moment spojrzała na mnie jakby ze złością, zupełnie jak gdyby chciała naskoczyć na mnie i powiedzieć, że postradałem rozum albo że to nie moja sprawa. Po chwili jednak jej oczy zaszły łzami, a ona zdławionym z emocji głosem opowiedziała mi historię nastolatki gwałconej przez swojego ojczyma. Słuchałem jej opowieści ze ściśniętym gardłem, mając przed oczami własne wspomnienia, obrazy, o których wielokrotnie próbowałem zapomnieć.

W pewnym momencie Diana zapytała, czy mnie również spotkało coś złego. Nie odpowiedziałem. Stchórzyłem. Ja, arabski następca tronu, nieustraszony wojownik. A nawet zaprzeczyłem, choć w zasadzie moja władza sprawiała, że nie musiałem kłamać, bo nikt ani nic mnie nie ograniczało i z niczego nie musiałem się tłumaczyć. Prawdopodobnie zrobiłem to zbyt gwałtownie, zbyt nerwowo, bo Diana nie wyglądała na przekonaną. Przez moment naszła mnie ochota, by zrzucić z siebie ten przytłaczający mnie przez lata ciężar, ale w porę się powstrzymałem i zachowałem szalejące we mnie myśli tylko dla siebie.

Szybko odnalazłem jej usta, które z niezwykłą żarliwością odpowiedziały na mój pocałunek. Cała Diana. Choćby nie wiem co się działo, waliło się, paliło czy nawet rozstąpiłaby się ziemia, ona udawała opanowaną i nieprzejednaną. W jednej chwili jej smutek zupełnie gdzieś przepadł, by ustąpić miejsca żarowi i miłosnej pasji. Diana natychmiast przeszła do rzeczy. Wprawnym ruchem pozbyła się mojego ubrania, potem zdjęła sukienkę. Jej ciało już przylgnęło do mojego, pasując do niego niczym idealnie skrojony, szyty na miarę garnitur.

Przez moment pożałowałem, że to już koniec. Jeszcze mogło być tak miło… Ta kobieta była ucieleśnieniem marzeń niejednego faceta. Nawet sam król, mój ojciec, wodził za nią tęsknym wzrokiem, choć po incydencie z Angel nie odważył się już bez wyraźnego pozwolenia tknąć żadnej z moich kobiet. Tamta kwestia mocno nas poróżniła. To zasługa matki, że jakoś się dogadaliśmy. Diana, pomimo jej dojrzałego wieku, bardzo mu się podobała. W zasadzie trudno mu się dziwić, bo była naprawdę zadbaną i pełną wigoru kobietą. Problem w tym, że jej nie kochałem…