Kobiety, które czują za bardzoTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kobiety, które czują za bardzo
Kobiety, które czują za bardzo
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 68,80  55,04 
Kobiety, które czują za bardzo
Audio
Kobiety, które czują za bardzo
Audiobook
Czyta Katrzyna Jamróz, Marta Markowicz
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

1. Grzeczna dziew­czynka

Grzeczna dziew­czynka jest miła, uśmiech­nięta i uczynna. Kul­tu­rowo to dziew­czynkę bar­dziej niż chłopca zachęca się do ule­gło­ści i pota­ki­wa­nia innym, zwłasz­cza star­szym. Grzeczna dziew­czynka pozo­staje taka, nawet kiedy dzieje jej się krzywda. Ni­gdy nie odma­wia, czę­sto godzi się na czy­jeś pro­po­zy­cje, jest chętna do pomocy, ale sama zwy­kle o pomoc nie umie popro­sić. Nie kłóci się i nie prze­ciw­sta­wia w oba­wie, że mogłaby zostać odrzu­cona. Wie, że jest wyco­fana, tro­chę na ubo­czu, więc jeśli zyskuje kole­żankę lub kolegę, to bar­dzo ich ceni i nie­rzadko się im pod­po­rząd­ko­wuje. Bo nie­świa­do­mie czę­sto tli się w niej poczu­cie, że nie zasłu­guje na bycie lubianą. Dla­czego? Dla­tego że kiedy kilka razy była sobą, na przy­kład gdy podarła raj­stopy, bie­gnąc z całych sił w stronę ulu­bio­nej karu­zeli, albo popła­kała się, bo nie chciała wypić mleka z kożu­chem, mama albo tata surowo ją skar­cili. Tata się na nią obra­ził, a mama nakrzy­czała, że żałuje, że nie jest taka grzeczna jak jej star­szy brat. Powta­rza­jące się tego typu sytu­acje powoli tłu­mią jej spon­ta­nicz­ność i uczą dosto­so­wy­wa­nia się do suro­wych ocze­ki­wań rodzi­ców.

Grzeczna dziew­czynka wyra­sta zwy­kle na kobietę ule­głą, mającą aktywne sche­maty samo­po­świę­ce­nia, czyli gotową przed­kła­dać cudze potrzeby nad wła­sne. Jest uprzejma w każ­dej sytu­acji, z tru­dem przy­cho­dzi jej sta­wia­nie gra­nic. Wiele rze­czy robi wbrew sobie, byle tylko zado­wo­lić innych. Mar­twi się, że mogłaby być nie­lu­biana, dla­tego dosto­so­wuje się do ocze­ki­wań innych osób, nie­rzadko kom­plet­nie lek­ce­wa­żąc sie­bie. Nawet kiedy odnosi suk­cesy, czuje się nie­wy­star­cza­jąco dobra. Rzadko pozwala sobie na dez­apro­batę. Chyba że wobec sie­bie. Tutaj potrafi być bar­dzo kry­tyczna. Cza­sami w jej gło­wie poja­wiają się impe­ra­tywy, które kie­dyś sły­szała od rodzi­ców. Dziś rodzice już do niej tak nie mówią, ale ona dalej powta­rza sobie ich raniące słowa.

2. Pry­mu­ska

Pry­mu­ska usil­nie pra­cuje na akcep­ta­cję waż­nych osób. Wydaje się nie­stru­dzona w zaspo­ka­ja­niu ocze­ki­wań innych – prze­ło­żo­nych, part­ne­rów, przy­ja­ciół. Ma duże ambi­cje i sze­reg wyma­gań wobec sie­bie. Bez­li­to­sne stan­dardy spra­wiają, że nie akcep­tuje wła­snej wraż­li­wo­ści, od dziecka uzna­jąc ją za oznakę sła­bo­ści. Pry­mu­ska lek­ce­waży swoje potrzeby – snu, wypo­czynku, przy­jem­no­ści – na rzecz speł­nia­nia ocze­ki­wań waż­nych osób; kiedy jest dziew­czynką, te ważne osoby to rodzice, dziad­ko­wie, wycho­waw­czyni, potem zaś sze­fowa, part­ner, przy­ja­ciółka. Nie słu­cha swo­jego głosu wewnętrz­nego. Zagłu­szają go impe­ra­tywy suge­ru­jące, jaka powinna być. Pry­mu­ski to czę­sto dziew­czynki ści­śle trzy­ma­jące się zasad. Mogą cza­sem być trudne we współ­ży­ciu, bo nie­ła­two im wycho­dzić poza ramę, którą sobie narzu­ciły. Pry­mu­ska jako dziew­czynka czuje się kochana pod pew­nymi warun­kami – kiedy speł­nia ocze­ki­wa­nia, przy­nosi dobre oceny, jest chwa­lona. Tylko wtedy inni zwra­cają na nią uwagę i ota­czają ją miło­ścią.

Na kogo wyra­sta? Pry­mu­ska czuje swoją war­tość wtedy, gdy jest doce­niana przez inne osoby. Samej sie­bie nie potrafi pochwa­lić, ale cudze kom­ple­menty przyj­muje z wdzięcz­no­ścią i ogar­nia ją trwoga na myśl o kry­tyce, na którą stara się ze wszyst­kich sił nie zasłu­gi­wać. Wie, że to nie­moż­liwe, ale w skry­to­ści liczy na to, że będzie lubiana przez wszyst­kich dookoła. Ma jej w tym pomóc stra­te­gia zaci­ska­nia zębów na wła­sne nie­do­god­no­ści i speł­nia­nie ocze­ki­wań innych. Cza­sami widzi sie­bie jako nad­gor­liwą i nad­mier­nie sumienną. W rela­cjach z nią może być trudno, bo jej wyso­kie stan­dardy prze­kła­dają się na wyso­kie ocze­ki­wa­nia wobec swo­ich bli­skich – part­nera, dzieci.

3. Słodki anio­łek

Słodki anio­łek to dziew­czynka, któ­rej rolą w rodzi­nie jest bycie „cza­so­umi­laczką”. Jest kochana i pomocna, ma poczu­cie, że powinna wspie­rać potrze­bu­ją­cych rodzi­ców. Jeśli do tego jest dziec­kiem wysoko wraż­li­wym – czyli bar­dzo empa­tycz­nym – współ­od­czuwa ich trudne emo­cje i stara się im poma­gać. Czę­sto staje się powier­niczką, słu­cha sekre­tów, pomaga tak jak potrafi, cho­ciaż cza­sami ją to bar­dzo obciąża. Bie­rze na sie­bie emo­cje swo­ich opie­ku­nów, staje się rodzin­nym „tera­peutą”, osobą, któ­rej można wszystko powie­dzieć. Ma zako­do­wane prze­ko­na­nie, że za wszelką cenę musi chro­nić swo­ich bli­skich. Na zewnątrz to dziecko bar­dzo życz­liwe. Kiedy kolega w przed­szkolu na nią napluje – wytrze buzię i będzie się bawiła dalej. Nie powie, że ją coś dotyka, uwiera, nie poskarży mamie, żeby nie dokła­dać jej zmar­twień.

Słodki anio­łek wyra­sta czę­sto na kobietę, która jest obiek­tem zacze­pek, żar­tów i prze­kra­cza­nia gra­nic. Tak jak jej gra­nice były prze­kra­czane (obcią­ża­niem spra­wami doro­słych), tak dzi­siaj może mieć łatwość do wcho­dze­nia w rela­cje, w któ­rych ktoś jej nad­używa. Sze­fowa każe zosta­wać po godzi­nach, sąsiad lubież­nie cmoka na jej widok, córka noto­rycz­nie ją wyśmiewa. Ona to cier­pli­wie znosi, cho­ciaż czuje, że ludzie naru­szają jej gra­nice. Cza­sami jest tak zdez­o­rien­to­wana, że nie wie, jak powinna się zacho­wać. Boi się skry­ty­ko­wać w oba­wie, by ktoś się nie obra­ził, nie poczuł się przez nią głu­pio. Woli to wziąć na sie­bie. Teraz, tak jak w dzie­ciń­stwie, przy­świeca jej prze­ko­na­nie, że prze­cież ona to znie­sie. Kto, jak nie ona.

4. Smutna zgry­wu­ska

Spora część dzieci po doświad­cze­niu traumy wypiera trudne uczu­cia, masku­jąc je za pomocą nie­scho­dzą­cego z twa­rzy uśmie­chu. Smutna zgry­wu­ska to zatem dziew­czynka, która głę­boko skrywa ból, na zewnątrz pozo­sta­jąc dow­cipna i wesoł­ko­wata. Jest skora do zaba­wia­nia innych, ni­gdy nie maru­dzi i nie narzeka, jeśli czuje dys­kom­fort. Taka postawa u szczę­śli­wych dzieci jest wspa­niała, nato­miast gorzej, jeśli uśmiech zakrywa roz­pacz i zagu­bie­nie dziecka – gdy uśmie­cha się, bo uznaje, że jego praw­dziwe uczu­cia są nie­ważne i nie­ak­cep­to­wane przez rodzi­ców. Może też się bać, że oka­zu­jąc smu­tek albo lęk, obar­czy nim swo­ich bli­skich, któ­rzy poczują się „przez nie” gorzej. To dziew­czynka, któ­rej opie­ku­no­wie nie dali prawa do wyra­ża­nia swo­jej roz­paczy i dewa­lu­owali jej pro­blemy. Dla­tego tak głę­boko skrywa wraż­li­wość i zastę­puje ją wiecz­nym uśmie­chem. Doro­śli mogą pod­trzy­my­wać tę maskę, zachwy­ca­jąc się, że dziew­czynka jest taka uśmiech­nięta, dow­cipna i z humo­rem. A to może utwier­dzać ją w prze­ko­na­niu, że tłu­mie­nie uczuć jest dobre, że tak trzeba. Jako dziecko i póź­niej jako doro­sła może mieć różne kło­poty emo­cjo­nalne, na przy­kład zabu­rze­nia odży­wia­nia. Znasz ten mit „zabaw­nego gru­ba­ska”? To okrutne sfor­mu­ło­wa­nie wzięło się stąd, że rze­czy­wi­ście czę­sto osoby bory­ka­jące się z nad­wagą/oty­ło­ścią maskują swoje zawsty­dze­nie poczu­ciem humoru i byciem żar­tow­ni­siem. Stra­te­gia ta wynika z tego, że poczu­cie gor­szo­ści, które bie­rze się z braku akcep­ta­cji wła­snego ciała, jest bar­dzo sil­nie zawsty­dza­jące. Prof. Brené Brown, badaczka wstydu, pla­suje nie­za­do­wo­le­nie z wyglądu na jed­nym z pierw­szych miejsc w ran­kingu rze­czy, któ­rymi sie­bie samych upo­ka­rzamy.

5. Mała kró­lowa śniegu

Cztery poprzed­nie postawy dziew­czy­nek są posta­wami spo­le­gli­wymi, w któ­rych domi­nuje poszu­ki­wa­nie akcep­ta­cji i apro­baty ze strony doro­słych i innych dzieci. Postawa małej kró­lo­wej śniegu rów­nież może skry­wać wysoką wraż­li­wość, ale w inny spo­sób. Taka dziew­czynka spra­wia wra­że­nie zamknię­tej w sobie, nie­śmia­łej albo nawet odro­binę zaro­zu­mia­łej. Postawa pełna dystansu może jed­nak masko­wać jej wraż­li­wość i kru­chość w oba­wie przed zra­nie­niem. Mała kró­lowa śniegu to dziew­czynka przy­tłu­miona nad­mia­rem bodź­ców, która może potrze­bo­wać wię­cej czasu, by poczuć się swo­bod­nie, stąd jej wyco­fa­nie. Czę­sto takie dzieci padają ofiarą nad­in­ter­pre­ta­cji – szuka się przy­czyny ich wyco­fa­nia w zalęk­nie­niu albo roz­ka­pry­sze­niu, nie­śmia­ło­ści czy wsty­dli­wo­ści. Nie­rzadko zaś przy­czyną ich postawy jest wysoka wraż­li­wość, przez którą hamują spon­ta­niczne reak­cje i są w nich bar­dziej powścią­gliwe, bo po pro­stu długo myślą i ana­li­zują to, co mają powie­dzieć.

W doro­sło­ści ich rela­cje rów­nież mogą roz­wi­jać się dość mozol­nie. Kró­lowa śniegu nie dopusz­cza do sie­bie zbyt wielu osób i, jak pod­kre­ślają bada­cze, może mieć blo­kady i lęki zwią­zane z zaufa­niem dru­giej stro­nie, które top­nieją, tylko jeśli poczuje się naprawdę bez­pieczna i kochana. Jeśli zaś w jej wycho­wa­niu domi­no­wał poza­bez­pieczny styl przy­wią­za­nia, czyli na przy­kład była ofiarą prze­mocy, to może wybrać życie w poje­dynkę z dala od głęb­szych rela­cji.

6. Bun­tow­niczka

Na dnie serca małej bun­tow­niczki leży głę­boka obawa przed zra­nie­niem. Dla­tego dziew­czynki te są bar­dzo zamknięte i nie­chętne do oka­zy­wa­nia uczuć, a w zamian nad­kom­pen­sują swoją wraż­li­wość zacho­wa­niami bun­tow­ni­czymi, ata­ku­ją­cymi, nie­prze­jed­na­nymi. Mogą spra­wiać trud­no­ści, być nie­przy­stępne i zimne. Czę­sto taka postawa poja­wia się w odpo­wie­dzi na trau­ma­tyczne doświad­cze­nie prze­mocy lub odrzu­ce­nia. Nie chcąc być ponow­nie ode­pchnięta, mała bun­tow­niczka sama odpy­cha ludzi zacho­wa­niami agre­syw­nymi, prze­mo­co­wymi, dają­cymi światu sygnał zwrotny: „Tak, jestem taka straszna, jak myślisz!”. Te postawy dzieci wyma­gają dużej wni­kli­wo­ści ze strony opie­ku­nów – trzeba umie­jęt­nie zaopie­ko­wać się zło­ścią takiej dziew­czynki (czyli poświę­cać czas na roz­mowę z nią, na próbę zro­zu­mie­nia jej potrzeb i odpo­wie­dze­nia na nie), żeby ona sama nie zamknęła się w sobie jesz­cze bar­dziej, tylko nauczyła się radzić sobie z tym uczu­ciem.

 

Wysoko wraż­liwa bun­tow­niczka czę­sto jako doro­sła żyje tak, że nikt by jej nie nazwał wraż­liwą. Może być kró­lową imprez, wcho­dzić w liczne rela­cje, być wręcz mania­kal­nie eks­tra­wer­tyczna, wyga­dana, zadziorna i aro­gancka. Jed­nakże czę­sto pod płasz­czy­kiem takich reak­cji tli się głę­boka rana, ból i wła­śnie tłu­miona ze wszyst­kich stron wraż­li­wość, którą bun­tow­niczka rozu­mie jako swoją sła­bość, ułom­ność. Dla­tego też leczy ją domo­wymi spo­so­bami – nie­stety cza­sem i używ­kami, które sto­suje po to, by spa­cy­fi­ko­wać swoje praw­dziwe JA.

A MOŻE TO ZWY­KŁA HISTE­RIA?

Pisząc tę książkę, spo­tka­łam się z opi­niami kwe­stio­nu­ją­cymi ist­nie­nie wyso­kiej wraż­li­wo­ści jako odręb­nej cechy tem­pe­ra­mentu czło­wieka. Zatwar­dziali prze­ciw­nicy pero­rują, że skoro wraż­li­wość nie została wpi­sana do żad­nego reje­stru cho­rób i zabu­rzeń, to może po pro­stu jest wymy­słem i próbą uspra­wie­dli­wia­nia ludz­kiej sła­bo­ści. Jeśli czy­tasz tę książkę od początku, to wiesz, że mało cech jest zba­da­nych przez neu­rop­sy­cho­lo­gów rów­nie wni­kli­wie jak wraż­li­wość. Ale choć wciąż pozo­staje ona obiek­tem eks­pe­ry­men­tów, nawet spe­cja­li­ści cza­sem zastę­pują wysoką wraż­li­wość syno­ni­mami, które nijak do niej nie pasują. Pró­bu­jąc zro­zu­mieć, czym jest wysoka wraż­li­wość, nie­któ­rzy porów­nują ją do cze­goś, czym w isto­cie nie jest. Intro­wer­tyzm, depre­syj­ność, nie­śmia­łość – choć osoby wysoko wraż­liwe czę­sto rze­czy­wi­ście prze­ja­wiają takie zacho­wa­nia, nie można powie­dzieć, że to syno­nimy wyso­kiej wraż­li­wo­ści. Dr Ela­ine Aron wyraź­nie sprze­ci­wia się wtła­cza­niu wyso­kiej wraż­li­wo­ści w okre­ślone ramy i spa­ja­niu ze sobą róż­nych defi­ni­cji. Wska­zuje ona, że wraż­li­wość to odmienna cecha, poja­wia­jąca się zarówno u pogod­nych eks­tra­wer­ty­ków, jak i posęp­nych intro­wer­ty­ków, dla­tego nie warto szu­flad­ko­wać wraż­liw­ców jako osób zamknię­tych w sobie albo nie­ra­cjo­nal­nych, sku­pio­nych tylko na prze­ży­wa­niu unie­sień, bo jest to krzyw­dzący ste­reo­typ.

Bada­nia wska­zują wysoko wraż­li­wych jako rze­czy­wi­ście sta­ty­stycz­nie bar­dziej zamknię­tych w sobie, czyli intro­wer­tycz­nych nie­śmia­łych, czy też czu­łych na krzywdę innych. Ale pewny sie­bie eks­tra­wer­tyk rów­nież może mieć cechy wyso­kiej wraż­li­wo­ści.

Z cie­ka­wo­stek: zespół dr Aron wyka­zał, że nie tylko ludzie, ale i zwie­rzęta dzielą się na wysoko i nisko wraż­liwe!

Jak zatem ma się wysoka wraż­li­wość do naszych pozo­sta­łych cech oso­bo­wo­ści? Wymie­nię tu przy­kłady tych cech, z któ­rymi naj­czę­ściej łączona jest wysoka wraż­li­wość, i pokażę ci, na czym dokład­nie pole­gają róż­nice.

MIT 1 Wyjąt­kowo wraż­liwa kobieta to po pro­stu intro­wer­tyczka

Rze­czy­wi­ście 70 pro­cent osób wysoko wraż­li­wych to intro­wer­tycy. Ale pozo­staje jesz­cze całe 30 pro­cent eks­tra­wer­ty­ków, któ­rzy rów­nież doświad­czają swo­jej wraż­li­wo­ści na co dzień. Trudno zatem powie­dzieć jed­no­znacz­nie, że jest to cecha zare­zer­wo­wana wyłącz­nie dla tych pierw­szych. Intro­wer­tyk to osoba, któ­rej opis jest podobny do opisu OWW. Pre­fe­ru­jąca małe grupy, nie­lu­biąca być w cen­trum uwagi, mająca bogate życie wewnętrzne. Intro­wer­tycy nie mają pro­blemu z miesz­ka­niem samemu czy z takimi sytu­acjami jak izo­la­cja spo­łeczna na sku­tek pan­de­mii. Dobrze czują się w swo­ich domach, spo­tka­nia w tłu­mie to coś, co raczej może ich przy­tła­czać. Prze­waż­nie nie podej­mują decy­zji pochop­nie, a swoje wybory poprze­dzają ana­lizą ewen­tu­al­nych kon­se­kwen­cji. Z reguły odzna­czają się mało­mów­no­ścią i raczej cenią sobie pry­wat­ność. Rzadko można spo­tkać intro­wer­tyka, który wylew­nie opo­wia­dałby o sobie. Cechuje go pewna doza nie­uf­no­ści i dystansu wobec obcych ludzi. Co innego z bli­skimi, w ich oto­cze­niu może nawet zacho­wy­wać się eks­tra­wer­tycz­nie i spon­ta­nicz­nie – opo­wia­dać dow­cipy, orga­ni­zo­wać imprezy. Tych jed­nak naprawdę mu bli­skich może nie być za wiele, bo intro­wer­tyk potrze­buje czasu na zbu­do­wa­nie solid­nego fun­da­mentu przy­jaźni, ale jak się uda – jego zna­jo­mo­ści są naprawdę głę­bo­kie.

Cechy intro­wer­tycz­no­ści zatem pokry­wają się nie­malże 1:1 z cechami osób wysoko wraż­li­wych. Ale nie każdy intro­wer­tyk ma roz­bu­do­waną empa­tię, nie każdy z nich jest współ­czu­jący i współ­od­czuwa ludz­kie emo­cje. Nie każdy też jest bar­dzo wraż­liwy na sztukę – to domena OWW.

Wysoko wraż­liwa eks­tra­wer­tyczka to kobieta prze­waż­nie opie­kuń­cza, życz­liwa i szczo­dra. Jak wszyst­kie OWW uro­dziła się z umie­jęt­no­ściami dostrze­ga­nia sub­tel­no­ści i głę­bo­kiego prze­twa­rza­nia infor­ma­cji. Wraż­liwa eks­tra­wer­tyczka roz­wija się w kon­tak­tach towa­rzy­skich i czer­pie ener­gię z prze­by­wa­nia w eks­cy­tu­ją­cym oto­cze­niu spo­łecz­nym. Bycie nią ozna­cza oscy­lo­wa­nie na dwóch bie­gu­nach: z jed­nej strony pra­gnie­nia sty­mu­la­cji, z dru­giej przy­tło­cze­nia prze­sty­mu­lo­wa­niem. Bywa na sie­bie zła, że musi odpo­cząć, wyci­szyć się, zamiast reali­zo­wać swoją potrzebę inte­rak­cji. Bez kon­tak­tów z ludźmi jest jej bowiem smutno, nie­kom­for­towo, czuje, że coś ją omija. Dla­tego oscy­lu­jąc mię­dzy takimi sta­nami, a cza­sem w imię rela­cji towa­rzy­skich, wybiera prze­sty­mu­lo­wa­nie bodź­cami, co koń­czy się zmę­cze­niem i koniecz­no­ścią kil­ku­dnio­wego docho­dze­nia do rów­no­wagi.

Każda wraż­liwa eks­tra­wer­tyczka potrafi dostrze­gać drobne szcze­góły i jest bar­dzo czuła na niu­anse. Kiedy poznaje naraz dużo osób, to zwy­kle zapa­mię­tuje ich imiona, wyczuwa też, kto jest do niej podobny, a kto jest z kom­plet­nie innej bajki. Ludzie opi­sują ją jako tro­skliwą, przy­ja­ciel­ską.

Nie­liczni eks­tra­wer­tycy zdają sobie nawet sprawę, że są wysoko wraż­liwi. Inni noszą w sobie ambi­wa­len­cję, bo cza­sem wraż­li­wość daje im w kość, a cza­sem tak bar­dzo od niej stro­nią, że sami przed sobą udają, że świat ich nie sty­mu­luje (to te z nas, które będąc prze­bodź­co­wane, mówią: „Ach, po pro­stu za dużo wypi­łam na impre­zie” albo: „Ach, boli mnie głowa i muszę posie­dzieć w ciszy – to pew­nie przez niskie ciśnie­nie”). Eks­tra­wer­tyczne i wraż­liwe dziew­czyny mie­wają wra­że­nie, że ich eks­tra­wer­sja jest słab­sza, że na tle pozo­sta­łych eks­tra­wer­ty­ków wydają się zamknięte w sobie – bo cza­sem potrze­bują naprawdę wię­cej czasu na rege­ne­ra­cję i nie nadą­żają z eks­plo­ro­wa­niem nowych życio­wych doświad­czeń. Pamię­tam jedną z pacjen­tek – wysoko wraż­liwą eks­tra­wer­tyczkę, która cza­sami czuła się dziwna, bo nie była aż tak zaba­wowa jak jej rówie­śniczki i potrze­bo­wała wię­cej czasu na doj­ście do sie­bie, mimo że dopiero dobie­gała trzy­dziestki. Zasta­na­wiała się, co jest z nią nie tak, że musi dłu­żej spać i że cza­sami w trak­cie dys­ko­teki potrze­buje wyjść i wró­cić do domu. W tera­pii pró­bo­wa­ły­śmy to nor­ma­li­zo­wać – bo takie reak­cje są zupeł­nie natu­ralne dla wysoko wraż­li­wych eks­tra­wer­ty­czek. To nor­malne, że pacjentka czuła się z jed­nej strony bli­sko świata i ludzi, głodna doznań, a z dru­giej wyczer­pana ogra­ni­cze­niami wła­snego układu ner­wo­wego o znacz­nie bar­dziej deli­kat­nej kon­struk­cji niż prze­cięt­nie. Pamię­tam też inną pacjentkę prze­ko­naną, że nie jest wysoko wraż­liwa, bo prze­cież kocha pracę na open space w kor­po­ra­cji, ten tłum, hałas, roz­dzwo­nione tele­fony. Dzi­wiła się jed­nak, że gdy wraca do domu, jest „dętką” i jedyne, na co ma ochotę, to iść spać. Ana­li­zu­jąc jej funk­cjo­no­wa­nie, byłam i do dziś jestem nie­mal pewna, że to eks­tra­wer­tyczna wysoka wraż­li­wość, która cha­rak­te­ry­zuje się tym, że osoba uwiel­bia sty­mu­la­cję, dozna­nia i hałasy, ale słono za to płaci – kom­plet­nym wyczer­pa­niem psy­chicz­nym.

MIT 2 Wysoko wraż­liwa dziew­czyna jest po pro­stu nie­śmiała

Tak, część osób wysoko wraż­li­wych jest nie­śmiała, o czym zaraz powiem wię­cej, ale dużym uprosz­cze­niem byłoby zrzu­cać wyco­fa­nie OWW na karb nie­śmia­ło­ści i wsty­dli­wo­ści. To, że bywasz wyco­fana i ana­li­zu­jesz, nie zna­czy, że jesteś nie­śmiała, tylko że musisz popa­trzeć, prze­two­rzyć, poczuć kli­mat danej sytu­acji (na przy­kład uro­czy­stego spo­tka­nia). Być może dopiero gdy poczu­jesz, że radzisz sobie z nowymi bodź­cami, zaczy­nasz się otwie­rać, co postronna osoba mogłaby nie­słusz­nie nazwać „prze­ła­ma­niem oporu”.

Wśród wysoko wraż­li­wych można odna­leźć liczne przy­kłady osób bar­dzo pew­nych sie­bie, prze­bo­jo­wych, a nawet wystę­pu­ją­cych na sce­nie eks­tra­wer­ty­ków. Dla­tego choć wsty­dli­wość czę­sto dosięga osoby wysoko wraż­liwe, nie jest ona sta­łym ele­men­tem wraż­li­wo­ści – ina­czej niż na przy­kład prze­sty­mu­lo­wa­nie. Sporo OWW na sku­tek spo­łecz­nego odrzu­ce­nia, poczu­cia, że są gor­sze, stało się nie­śmia­łych.

Pod­kreślmy – nie­śmia­łość jest lękiem wyni­ka­ją­cym z poczu­cia, że to, jacy jeste­śmy, odstaje od tego, jacy są inni, co w naszym mnie­ma­niu czyni nas gor­szymi i słab­szymi od nich. W prze­ci­wień­stwie do wyso­kiej wraż­li­wo­ści nie­śmia­łość nie jest wro­dzona, tylko nabyta na sku­tek przy­krych doświad­czeń życio­wych, w któ­rych czu­łaś się gor­sza, inna albo dziw­niej­sza od reszty. W nie­śmia­ło­ści sty­kamy się z tok­sycz­nym wsty­dem, który para­li­żuje i odbiera chęć do dzia­ła­nia. Wstyd powo­duje czę­sto, że rezy­gnu­jemy z zamiaru zro­bie­nia cze­goś, cho­wamy się w sobie albo wymy­ślamy wymówki, dla­czego wyco­fa­nie jest lep­sze od kon­fron­ta­cji.

Myślę, że wstyd to jedna z naj­gor­szych emo­cji, taka, któ­rej więk­szość z nas chce się pozbyć natych­miast. Prof. Brené Brown nazywa go lękiem przed zerwa­niem więzi, które obok miło­ści i przy­na­leż­no­ści sta­no­wią pod­stawę naszego życia. Ską­pani we wsty­dzie czę­sto odzie­ramy się z god­no­ści i jeste­śmy sko­rzy do upo­ka­rza­nia i ata­ko­wa­nia sie­bie. Tak się rodzi nie­śmia­łość. Cza­sami jeste­śmy onie­śmie­leni – czyli nie­śmiali tylko w kon­kret­nych sytu­acjach, gdy poja­wia się u nas myśl, że jeste­śmy w jakiś spo­sób gorsi lub słabsi niż osoba czy obiekt, który mamy przed sobą. Osoby wysoko wraż­liwe bywają nie­śmiałe, dla­tego że od dziecka czują, że odstają od reszty, i choć bar­dzo pró­bują, trudno im wytrzy­mać w gwa­rze i hała­sie, co wpę­dza je w poczu­cie winy. Nie lubią imprez inte­gra­cyj­nych, a czę­sto głu­pio im się przy­znać, że zamiast na taką imprezę z kole­gami z pracy wola­łyby pójść do parku z psem. A kiedy w końcu są szczere, sły­szą kry­tykę, która działa demo­bi­li­zu­jąco i hamu­jąco.

Bada­cze zauwa­żają, że inne emo­cje – jak złość, smu­tek czy lęk – mają pewne wła­ści­wo­ści adap­ta­cyjne, czyli przy­dają się w nie­któ­rych sytu­acjach. Onie­śmie­le­nie jed­nak jest emo­cją nie­po­trzebną i wywo­łu­jącą wewnętrzne poczu­cie osa­mot­nie­nia. Stąd u więk­szo­ści ludzi tak silna potrzeba, by się go natych­miast pozbyć. Zauważa się, że osoby uwraż­li­wione na wstyd mają ten­den­cje do pozby­wa­nia się go na dwa spo­soby: albo przez wyco­fa­nie się, prze­mil­cze­nie, albo przez łago­dze­nie sytu­acji i pod­li­zy­wa­nie się, przy­mi­la­nie. Takie stra­te­gie zwią­zane są z tym, że OWW biorą głę­boko do serca wiele komu­ni­ka­tów i mocno je prze­twa­rzają, nie­rzadko obwi­nia­jąc i zawsty­dza­jąc same sie­bie.

Prof. Brené Brown zachęca, by jed­nak pró­bo­wać się mie­rzyć z wła­snym wsty­dem, dając tej emo­cji uwagę i pró­bu­jąc ją lepiej zro­zu­mieć i przy­jąć z empa­tią. Empa­tia jest jej zda­niem klu­czem do poko­na­nia myśli peł­nych samo­zaw­sty­dza­nia. Badaczka twier­dzi, że tylko w auten­tycz­nej rela­cji, poprzez szcze­rość i odwagę mówie­nia o wsty­dzie możemy wyjść z niego ze współ­czu­ciem dla sie­bie nawza­jem i sil­niej­szą wię­zią z dru­gim czło­wie­kiem. W jaki spo­sób oka­zać swo­jemu wsty­dowi empa­tię? Naj­szyb­ciej poprzez zada­wa­nie sobie pytań: Jakie potrzeby i uczu­cia skry­wają się za moim wsty­dem? Za czym tęsk­nię, czego mi bra­kuje? Co prze­ży­wam, gdy mówię o wsty­dzie? Czego poszu­kuję?

Jeśli czy­ta­jąc ten frag­ment, przy­po­mi­nasz sobie, jak czę­sto doświad­czasz wstydu, zacznij pró­bo­wać sobie z nim radzić. Jeżeli obu­dziła się w tobie empa­tia do sie­bie, zdo­bądź się na odwagę i mimo zawsty­dze­nia zacznij powoli wycho­dzić do ludzi ze swoją histo­rią, mów wprost i bez skrę­po­wa­nia o wła­snym wsty­dzie; przej­mij odpo­wie­dzial­ność za swoją nar­ra­cję o wsty­dzie, tak by nie był on czymś nie­zno­śnym, tylko nor­mal­nym w nie­któ­rych sytu­acjach. Bo prze­cież wstyd jest emo­cją taką jak inne. Peł­no­prawną i doty­ka­jącą nas wszyst­kich. W dal­szej czę­ści książki opo­wiem ci wię­cej o wsty­dzie i jego tok­sycz­nym wpły­wie na nasze życie.