Kobiety, które czują za bardzoTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kobiety, które czują za bardzo
Kobiety, które czują za bardzo
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 68,80  55,04 
Kobiety, które czują za bardzo
Audio
Kobiety, które czują za bardzo
Audiobook
Czyta Katrzyna Jamróz, Marta Markowicz
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Mózg osoby wysoko wraż­li­wej w odmienny spo­sób reaguje na dopa­minę

Dopa­mina jest neu­ro­prze­kaź­ni­kiem uwal­nia­nym z zakoń­czeń ner­wo­wych układu współ­czul­nego i rdze­nia nad­ner­czy. Znaj­dziemy ją w obwo­do­wym i ośrod­ko­wym ukła­dzie ner­wo­wym. W istotny spo­sób wpływa na psy­chikę – przede wszyst­kim zwięk­sza moty­wa­cję do dzia­ła­nia i powo­duje, że czło­wiek ma wię­cej ener­gii i chęci do życia, do two­rze­nia. Dopa­mina naj­pierw popy­cha nas do dzia­ła­nia, a następ­nie odpo­wiada za bło­gie poczu­cie zwy­cię­stwa. Regu­luje moty­wa­cję do poszu­ki­wa­nia zewnętrz­nych bodź­ców wzmac­nia­ją­cych. „Z punktu widze­nia dopa­miny posia­da­nie nie jest inte­re­su­jące. Liczy się tylko zdo­by­wa­nie. Jeśli miesz­kasz pod mostem, dopa­mina sprawi, że zapra­gniesz namiotu. Jeżeli masz już namiot, zażąda od cie­bie domu. Gdy­byś zamiesz­kał w naj­droż­szej rezy­den­cji na Ziemi, wzbu­dzi­łaby pra­gnie­nie zamku na Księ­życu. Dopa­mina nie zna miary dobrego i nie wie, co to linia mety” – wyja­śniają Daniel Z. Lie­ber­man i Michael E. Long, auto­rzy książki Mózg chce wię­cej. Dopa­mina. Natu­ralny dopa­lacz3.

Dowie­dziono, że osoby wysoko wraż­liwe są mniej łase na nagrody zewnętrzne niż osoby o umiar­ko­wa­nym pozio­mie wraż­li­wo­ści. Ozna­cza to, że wizja nagrody nie jest dla nich na tyle kusząca, by upo­rczy­wie za nią podą­żały. Bar­dziej w ich stylu jest uważne prze­twa­rza­nie infor­ma­cji, przy­glą­da­nie się róż­nym zja­wi­skom w powol­nym sku­pie­niu. Przez to zwy­kle bywają dokład­niej­sze i bar­dziej sumienne, nie mają tak sil­nej potrzeby rywa­li­za­cji, nie są ni­gdy ślepo nasta­wione na wygraną. Co to ozna­cza w prak­tyce? Wyobraźmy sobie dwie sio­stry (Wiolę – wysoko wraż­liwą i Natalkę – nisko wraż­liwą), które sta­rają się o udział w olim­pia­dzie mate­ma­tycz­nej i w ramach przy­go­to­wań z zapa­łem roz­wią­zują kolejne zada­nia. Dziew­czynka wysoko wraż­liwa, choć rów­nie pil­nie przy­kłada się do zadań, nie jest tak pod­eks­cy­to­wana wizją pre­stiżu olim­pij­skiego jak jej nisko wraż­liwa sio­stra, która fan­ta­zjuje o podium i wyobraża sobie wygraną, co ją bar­dzo pobu­dza. Silne pobu­dze­nie nie zawsze dobrze działa na kon­cen­tra­cję i uważ­ność potrzebne do pra­wi­dło­wego prze­twa­rza­nia infor­ma­cji. Dla­tego w efek­cie nie­wy­klu­czony byłby sce­na­riusz, że to ta pierw­sza pora­dzi­łaby sobie z zada­niami lepiej, gdyż sytu­acja nie byłaby dla niej wysoce sty­mu­lu­jąca, więc mogłaby się lepiej sku­pić niż sio­stra. Ale nie jest to takie pro­ste – bo gdyby zada­nia były roz­wią­zy­wane w dużej sali, hała­śli­wej, z setką nasto­lat­ków, to oto­cze­nie dzia­ła­łoby na Wiolę – wysoko wraż­liwą – przy­tła­cza­jąco i dekon­cen­tru­jąco.

Nad­miar wra­żeń i pobu­dze­nia są dla OWW nie­zwy­kle ener­go­chłonne i mogą bar­dzo wytrą­cać z rytmu. Osoba wraż­liwa, żeby pra­co­wać wydaj­nie, musi mieć zapew­nioną prze­strzeń odbodź­co­waną. Dla­tego sporo wraż­li­wych osób ceni sobie pracę zdalną, pracę w małych fir­mach, gdzie nie ma wielu osób dookoła. Co prawda jeśli wyko­nują zawód, któ­rego nie da się upra­wiać w poje­dynkę, i tak z reguły radzą sobie z zada­niami, ale koszt, jaki pono­szą, jest bar­dzo duży.

Warto, żeby wybrzmiała tu klu­czowa uwaga: prze­sty­mu­lo­wa­nie, jakiego bar­dzo czę­sto doświad­czają osoby o wyso­kiej wraż­li­wo­ści, jest utrud­nie­niem, ale nie unie­moż­li­wia wyko­ny­wa­nia róż­nych zawo­dów. Popu­larna pio­sen­karka roc­kowa Ala­nis Moris­sette, osoba z pierw­szych stron gazet, sty­mu­lo­wana zewsząd, jest jedną z naj­bar­dziej zna­nych na świe­cie wysoko wraż­li­wych kobiet. Jej kariera w niczym nie odbiega od kariery eks­tra­wer­tycz­nych gwiazd popkul­tury. Ale ze względu na swoją cechę płaci ona wyż­szą cenę za tę nad­mierną dla jej ośrod­ko­wego układu ner­wo­wego sty­mu­la­cję i potrze­buje sta­ty­stycz­nie wię­cej czasu, żeby się zre­ge­ne­ro­wać.

Neu­rony lustrzane osób wysoko wraż­li­wych są bar­dziej aktywne

Neu­rony lustrzane to sku­pi­ska komó­rek ner­wo­wych w mózgu. Uak­tyw­niają się albo pod­czas obser­wo­wa­nia czyn­no­ści wyko­ny­wa­nej przez inne osoby, albo w trak­cie wyko­ny­wa­nia danej czyn­no­ści. Dzięki nim jeste­śmy w sta­nie reje­stro­wać spo­sób, w jaki ktoś się zacho­wuje, a następ­nie naśla­do­wać jego reak­cje. To one odpo­wia­dają za nasz poziom empa­tii. Są „lustrzane”, bo pozwa­lają nam jak w lustrze odzwier­cie­dlać czy­jeś nastroje. Czyli gdy widzimy, jak ktoś pła­cze – smut­nie­jemy, uśmie­chamy się zaś sze­roko, gdy z innych try­ska radość. Neu­ro­nom lustrza­nym zawdzię­czamy umie­jęt­ność współ­od­czu­wa­nia z innymi i sta­wia­nia się w czy­imś poło­że­niu. Dzięki nim więk­szość z nas potrafi wykrze­sać z sie­bie współ­czu­cie wobec cier­pie­nia dru­giej osoby, nawet jeśli jej krzywda jest dla nas nie­do­tkliwa. Im więk­sza aktyw­ność neu­ro­nów lustrza­nych, z tym bar­dziej empa­tycz­nym czło­wie­kiem mamy do czy­nie­nia.

Bada­nia wska­zują, że neu­rony lustrzane odgry­wają nie­ba­ga­telną rolę w funk­cjo­no­wa­niu ludzi wysoko wraż­li­wych. U nich te neu­rony są dużo bar­dziej aktywne niż u prze­cięt­nego Jana Nowaka, który co prawda posiada tyle samo neu­ro­nów lustrza­nych, ale nie aż tak aktyw­nych. To dobra i zła wia­do­mość dla OWW. Dobra, bo odzna­czają się uważ­no­ścią na krzywdę i cier­pie­nie dru­giego czło­wieka. Zwy­kle bar­dzo prze­ży­wają tra­ge­die i są wyczu­lone, kiedy komuś dzieje się krzywda. Zła wia­do­mość jest taka, że wysoko wraż­liwi czę­sto są głę­boko wstrzą­śnięci tra­ge­diami, które spo­ty­kają obcych im ludzi. Bywają poru­szeni do tego stop­nia, że trudno im wró­cić do rów­no­wagi. Bada­nia z uży­ciem funk­cjo­nal­nego rezo­nansu magne­tycz­nego prze­pro­wa­dzone w 2014 roku przez dr Biancę Ace­vedo z Uni­ver­sity of Cali­for­nia wyka­zały, że osoby wysoko wraż­liwe mają wyż­szy poziom aktyw­no­ści neu­ro­nów lustrza­nych, nie tylko wobec osób zna­jo­mych, ale także obcych, kom­plet­nie sobie nie­zna­nych4.

Życie z tak wysoką empa­tią może być naprawdę uciąż­liwe. Oglą­da­nie fil­mów czy słu­cha­nie histo­rii o cier­pie­niu innych może być wręcz nie­zno­śne dla osoby z wysoką wraż­li­wo­ścią. Tola, 31-let­nia wła­ści­cielka marki odzie­żo­wej, opo­wiada: „Nie mogę patrzeć na porzu­cane lub mal­tre­to­wane zwie­rzęta. Ile­kroć w ser­wi­sach spo­łecz­no­ścio­wych ktoś wrzuca posty o zbiór­kach, dostaję dresz­czy i mam łzy w oczach. To mnie roz­bija na dłu­gie godziny. Prze­sta­łam obser­wo­wać w inter­ne­cie takie strony. Od lat co mie­siąc prze­le­wam okre­śloną sumę na dwie fun­da­cje, ale nie chcę patrzeć na to, co publi­kują, bo jest to dla mnie ude­rze­nie, po któ­rym nie mogę się pozbie­rać. Wstyd mi o tym mówić, ale to sil­niej­sze ode mnie. Tak bar­dzo im współ­czuję. Z wielką przy­jem­no­ścią dzielę się tym, co mam, bar­dzo, bar­dzo chcę poma­gać. Ale bez­po­średni widok cier­pie­nia zwie­rząt jest dla mnie tak trudny, że jeśli mogę, to odwra­cam wzrok”.

Osoby wysoko wraż­liwe naprawdę czują inten­syw­niej

Mózg jest naj­cie­kaw­szym narzą­dem w ciele czło­wieka, to pewne. Ale która część mózgu od lat naj­bar­dziej fra­puje bada­czy? Zde­cy­do­wa­nie kora przed­czo­łowa, bo to ona głów­nie odpo­wiada za nasze pro­cesy psy­chiczne. Jak sama nazwa wska­zuje, jest umiej­sco­wiona z przodu, naj­bli­żej naszej twa­rzy. Zawia­duje pro­ce­sami poznaw­czymi i emo­cjo­nal­nymi, które zacho­dzą w naszym mózgu. Jedną ze skła­do­wych kory przed­czo­ło­wej jest część zwana korą brzuszno-przy­środ­kową, odpo­wie­dzialna za per­cep­cję, eks­pre­sję naszych emo­cji oraz prze­twa­rza­nie danych sen­so­rycz­nych. Osoby wraż­liwe mają ten­den­cję do odczu­wa­nia „bar­dziej” wła­śnie na pozio­mie kory brzuszno-przy­środ­ko­wej. To dzięki niej inten­syw­nie prze­ży­wają eks­cy­tu­jące sytu­acje spo­łeczne, nawet te umiar­ko­wa­nie eks­cy­tu­jące.

Dla­czego ta część kory działa u nie­któ­rych ludzi ina­czej? Cho­dzi o geny. A zwłasz­cza jeden – wpły­wa­jący na prze­twa­rza­nie danych u osób wysoko wraż­li­wych.

Powróćmy do Wioli i Natalki, które przy­go­to­wy­wały się do olim­piady mate­ma­tycz­nej. Wysoko wraż­liwa Wiola mogłaby mieć kło­pot z hała­sem w sali gim­na­stycz­nej, w któ­rej odby­wa­łaby się olim­piada, wła­śnie dla­tego, że gwar, har­mi­der, nad­miar bodź­ców dzia­łałby na nią roz­pra­sza­jąco. Dużo bar­dziej kom­for­towo czu­łaby się w małym pomiesz­cze­niu z nie­wielką ilo­ścią bodź­ców. Nad­miar bodź­ców jest dla osoby wraż­li­wej przy­tła­cza­jący, podob­nie jak sytu­acje sil­nie anga­żu­jące emo­cjo­nal­nie. Wiola, sto­jąc przed salą gim­na­styczną i słu­cha­jąc gło­sów innych ludzi prze­ży­wa­ją­cych olim­piadę i stre­su­ją­cych się nią, mogłaby doznać wielu bar­dzo sil­nych uczuć, tak jakby kon­te­ne­ro­wała emo­cje wszyst­kich dookoła. Mogłoby ją to roz­pro­szyć wła­śnie dla­tego, że wysoko wraż­liwi reagują sil­nie nawet na sub­telne sygnały emo­cjo­nalne wysy­łane przez innych.

Osoby o wyjąt­ko­wej wraż­li­wo­ści czują bar­dziej wni­kli­wie

Naukowcy bada­jący wysoką wraż­li­wość twier­dzą, że wraż­liwy mózg jest ide­al­nie dostro­jony, by wyła­py­wać i inter­pre­to­wać sub­tel­no­ści w zacho­wa­niach innych ludzi. OWW są w tym znacz­nie lep­sze niż więk­szość ludzi o prze­cięt­nej wraż­li­wo­ści. Z czego to wynika? Ze wzmo­żo­nej aktyw­no­ści kon­kret­nych obsza­rów mózgu (wyspy, zakrętu obrę­czy), które „zapa­lają się” pod­czas sytu­acji spo­łecz­nych. Wyczu­wa­nie sub­tel­no­ści to czu­łość na mikro­ge­sty, czyli na to, jakie ktoś dobiera słowa, w jakim tem­pie do nas mówi, jak reaguje, kiedy my mówimy do niego. Pozwala prędko się zorien­to­wać, czy osoba, z którą roz­ma­wiasz, jest uczciwa czy może kła­mie. Czy doko­nuje auto­pre­zen­ta­cji, czy też jej inten­cje są szczere. Czę­sto w nie­zna­czą­cych z pozoru gestach OWW dostrzega sedno czy­je­goś pro­blemu i może szyb­ciej zauwa­żyć to, co inni dostrze­gają dopiero po dłuż­szym przyj­rze­niu się danej oso­bie. Potrafi też cel­nie spu­en­to­wać czyjś pro­blem wła­śnie dla­tego, że wyła­puje te sub­telne niu­anse.

 

JAKA JEST ROLA DZIE­CIŃ­STWA W KSZTAŁ­TO­WA­NIU SIĘ KOBIE­CEJ WRAŻ­LI­WO­ŚCI

Mela­nia będąc dziec­kiem, miesz­kała na obrze­żach War­szawy z rodzi­cami i dziad­kiem. Tata był muzy­kiem, mama księ­gową. Kocha­jące się mał­żeń­stwo z wyro­zu­mia­ło­ścią pod­cho­dziło do córki. Pedia­tra okre­ślił Mela­nię jako dziecko szcze­gól­nie wyma­ga­jące5. W rodzi­nie mówiono, że wyjąt­kową wraż­li­wość odzie­dzi­czyła po tacie i dziadku. Dziew­czynka była bez­tro­ska, inte­li­gentna, ponad­prze­cięt­nie uwraż­li­wiona na to, co ją ota­czało – przy­rodę, dźwięki, smaki i zapa­chy. Dopóki nie poszła do szkoły, jej życie toczyło się w spo­koj­nym ryt­mie. Czę­sto bawiła się w ogro­dzie, wsłu­chi­wała się w dźwięki pia­nina, na któ­rym ćwi­czył tata. Szybko nauczyła się czy­tać, recy­to­wała z pamięci rymo­wanki. Była wyjąt­kowo czuła na nie­ocze­ki­wany hałas, miała trud­no­ści ze sku­pie­niem uwagi, gdy wokół dużo się działo. Kiedy tra­fiła do szkoły publicz­nej, prze­żyła wstrząs. Tam­tej­sze śro­do­wi­sko było dla niej przy­tła­cza­jące i absor­bu­jące. Wkrótce zaczęła odsta­wać od oto­cze­nia. Nie chciała się bawić w gry zespo­łowe, nie potra­fiła opa­no­wać łez na widok kłótni czy prze­py­cha­nek innych dzieci. Te uznały Mela­nię za dziwną i prze­stały się z nią bawić. Została kom­plet­nie sama. Nauczy­ciele przy­jęli, że to nie­śmia­łość, i popy­chali ją do aktyw­no­ści, któ­rych zupeł­nie nie czuła, do inte­gro­wa­nia się, zabaw w hała­sie. Prze­bodź­co­wana zaczęła się zamy­kać w sobie i coraz bar­dziej odsta­wać od klasy. Całą ener­gię prze­zna­czała na nie­sku­teczne dopa­so­wa­nie się do stan­dar­dów. Rzu­to­wało to nie tylko na jej rela­cje z innymi, ale i na wyniki w nauce. Mela­nia w domu dekla­mo­wała wier­sze, roz­wią­zy­wała trudne zada­nia mate­ma­tyczne. Sto­jąc przy tablicy, zapo­mi­nała wszyst­kiego. Jąkała się, nie potra­fiła zebrać myśli i sku­pić się na pole­ce­niu. Drżały jej ręce, krę­ciło się w gło­wie. Sły­szała szep­czą­cych mię­dzy sobą uczniów, nauczy­cielkę ner­wowo stu­ka­jącą dłu­go­pi­sem o biurko – i ten dźwięk wyda­wał się jej gło­śny niczym młot pneu­ma­tyczny. Zostało jej to na lata.

Mela­nia, choć wycho­wy­wana w domu peł­nym miło­ści, nie była rozu­miana przez nikogo z zewnątrz, nikt nie zatrosz­czył się też o to, by pomóc jej się odna­leźć w szkol­nej rze­czy­wi­sto­ści. Mimo że miała wspie­ra­ją­cych bli­skich, trudno jej dzie­ciń­stwo zali­czyć do bar­dzo szczę­śli­wych, bo wysoka wraż­li­wość ponie­kąd ode­brała jej szansę na szczę­śliwe funk­cjo­no­wa­nie w spo­łe­czeń­stwie.

Jed­nak, jak twier­dził Carl Gustav Jung, „nie ma nic bar­dziej błęd­nego niż stwier­dze­nie, że wysoka wraż­li­wość jest pato­lo­gicz­nym skład­ni­kiem oso­bo­wo­ści”6.

Wysoka wraż­li­wość jest cechą wro­dzoną i dzie­dziczną. Co piąta osoba na świe­cie, zarówno męż­czyźni, jak i kobiety, rodzi się z tą spe­cy­ficzną reak­tyw­no­ścią na bodźce, odmienną niż u pozo­sta­łych 80 pro­cent popu­la­cji. Nie­za­leż­nie od tego, czy dora­stają w domu peł­nym miło­ści czy też prze­mocy, mają atry­buty wła­ściwe wyso­kiej wraż­li­wo­ści, które odzie­dzi­czyli po swo­ich wysoko wraż­li­wych przod­kach. Na sku­tek róż­nych sytu­acji, jakie spo­ty­kają OWW, każda z tych osób przyj­muje dla sie­bie jakąś rolę, czyli reper­tuar zacho­wań poma­ga­ją­cych prze­trwać w nisko wraż­li­wej prze­strzeni życio­wej. Naj­bar­dziej obra­zowo opi­suje to zda­nie jed­nego z inter­nau­tów: „Wraż­liwi ludzie są jak balony emo­cji w świe­cie peł­nym szpi­lek”7.

Koniecz­ność dopa­so­wa­nia się bywa dra­ma­tem dla wysoko wraż­li­wych. Jeśli twoje dzie­ciń­stwo było skom­pli­ko­wane, to praw­do­po­dob­nie mię­dzy innymi dla­tego, że doro­śli za wszelką cenę usi­ło­wali cię pod­po­rząd­ko­wać obo­wią­zu­ją­cym stan­dar­dom. „Prze­stań cią­gle maru­dzić”, „Nie płacz tyle”, „Ona jest taka nad­wraż­liwa, nie to co jej brat – król podwórka!”. Może nie­jed­no­krot­nie mia­łaś poczu­cie winy, że nie jesteś tak towa­rzy­ska, aktywna i otwarta jak inne dzieci. Zachę­cana do „prze­ła­ma­nia się”, czyli dosto­so­wa­nia do innych, czu­łaś, że nie jesteś nor­malna.

To poczu­cie bycia nie­nor­malną, nad­wraż­liwą, dziwną towa­rzy­szy wysoko wraż­li­wym kobie­tom od dziecka. W odpo­wie­dzi na nie­umie­jęt­ność dopa­so­wa­nia się czę­sto OWW wyco­fują się z aktyw­no­ści spo­łecz­nych, popa­dają w nie­śmia­łość i kom­pleksy. Nie­stety te ostat­nie są póź­niej dostrze­gane i dia­gno­zo­wane przez peda­go­gów lub psy­cho­lo­gów jako główne przy­czyny pro­ble­mów. Dr Ela­ine Aron wie­lo­krot­nie pod­kre­śla, jak dra­ma­tyczne może być ety­kie­to­wa­nie dziecka jako wyco­fa­nego, zamknię­tego w sobie, nie­śmia­łego, pod­czas gdy ono jest po pro­stu wysoko wraż­liwe i potrze­buje wię­cej czasu, by oswoić daną sytu­ację8.

Według badań prze­pro­wa­dzo­nych przez wyżej wspo­mnianą badaczkę 40 pro­cent osób wysoko wraż­li­wych ma za sobą trau­ma­tyczne doświad­cze­nia z dzie­ciń­stwa. Mogą to być incy­den­talne, tra­giczne sytu­acje, traumy przez duże „T” (jak nazwała je Fran­cine Sha­piro) – śmierć rodzica, groźny wypa­dek, gwałt, a także sytu­acje prze­wle­kle stre­su­jące – traumy przez małe „t”, czyli odrzu­ce­nie rówie­śni­cze, poczu­cie nie­do­pa­so­wa­nia wyni­ka­jące z odmien­nego funk­cjo­no­wa­nia spo­łecz­nego. Podej­rzewa się, że dys­funk­cyjne dzie­ciń­stwo powią­zane z wro­dzoną wraż­li­wo­ścią może spra­wiać, że cecha ta ewo­lu­uje w głęb­sze zabu­rze­nia adap­ta­cyjne albo roz­wi­nie się w stronę depre­syj­no­ści czy nad­mier­nej lęko­wo­ści.

Cie­kawe spo­strze­że­nia na temat wpływu wraż­li­wo­ści na prze­ży­wa­nie trud­no­ści rodzin­nych ma Jef­frey Young, twórca psy­cho­te­ra­pii sche­ma­tów. Wyjąt­kową wraż­li­wość nazywa on „wysoce empa­tycz­nym tem­pe­ra­men­tem”. Pod­kre­śla, jak ważne jest trosz­cze­nie się o tę kru­chą część psy­che. Nie­ra­dze­nie sobie może bowiem gene­ro­wać wiele cier­pie­nia, głów­nie zwią­za­nego z bra­kiem umie­jęt­no­ści sta­wia­nia gra­nic. Young zauważa, że osoby o wyso­kiej wraż­li­wo­ści, przez to, że są tak empa­tyczne i wraż­liwe na cier­pie­nie innych, mają skłon­ność do bycia w rela­cjach opie­ku­nami swo­ich opie­ku­nów (nazywa się to paren­ty­fi­ka­cją). Powo­duje to ten­den­cję do samo­po­świę­ca­nia, czyli poświę­ca­nia sie­bie w inten­cji zaspo­ka­ja­nia potrzeb innych osób. Takie zacho­wa­nie pro­wa­dzi w następ­stwie do tak zwa­nej depry­wa­cji emo­cjo­nal­nej, czyli prze­świad­cze­nia, że oso­bi­ste odczu­cia i pra­gnie­nia nie są ważne ani godne zain­te­re­so­wa­nia innych. Zda­niem Younga osoby wraż­liwe powinny mody­fi­ko­wać swoje reak­cje – uczyć się innej hie­rar­chii war­to­ści, w któ­rej wła­sne potrzeby będą przez nie lepiej roz­po­zna­wane, uświa­da­miane i zaspo­ka­jane w pierw­szej kolej­no­ści, a potrzeby innych – w dru­giej. Nie cho­dzi tu o ego­izm, ale o to, by utrzy­mać rów­no­wagę wewnętrzną tak potrzebną do poma­ga­nia innym ludziom i empa­ty­zo­wa­nia z nimi bez pono­sze­nia nie­bo­tycz­nych kosz­tów emo­cjo­nal­nych.

JAKIE STRA­TE­GIE NA PRZE­TRWA­NIE MAJĄ DZIEW­CZYNKI CZU­JĄCE ZA BAR­DZO W ŚWIE­CIE CZU­JĄ­CYM ZA MAŁO

Podej­rze­wam, że więk­szość kobiet, które zain­te­re­so­wały się tą książką, chcia­łaby poznać stra­te­gie radze­nia sobie w mało wraż­li­wym świe­cie, kiedy samemu ma się cechę wyso­kiej wraż­li­wo­ści. Być może roz­po­zna­jesz, w jakich obsza­rach twoja wraż­li­wość utrud­nia ci życie, a w jakich jest bar­dzo pomocna. Przyj­rzyjmy się na począ­tek stra­te­giom dzie­cię­cym, jakie mogłaś mieć jako mała dziew­czynka, by pora­dzić sobie w śro­do­wi­sku rówie­śni­czym. Chcia­ła­bym zacząć od nich, ponie­waż są fun­da­men­tem two­jej dzi­siej­szej postawy wobec sie­bie, innych ludzi i oto­cze­nia. To, jaką nar­ra­cję zbu­do­wa­łaś w kon­tek­ście wła­snej wraż­li­wo­ści, spra­wia, że teraz radzisz sobie w pew­nych sytu­acjach lepiej, a w innych idzie ci fatal­nie.

Może to też być dla cie­bie w pew­nym sen­sie oświe­ca­jące – tak jak było dla mnie. Przez ponad 30 lat żyłam w prze­ko­na­niu, że jestem osobą raczej nisko wraż­liwą. Ni­gdy spe­cjal­nie się nie roz­czu­la­łam, byłam dziar­ska. Tłu­mi­łam łzy, uśmie­cha­łam się i pierw­sza pod­cho­dzi­łam do dzieci, gdy chcia­łam je poznać. Innymi słowy zacho­wy­wa­łam się dokład­nie tak jak dziecko o raczej niskim progu wraż­li­wo­ści. Im dłu­żej jed­nak zasta­na­wiam się nad sobą, tym bar­dziej dociera do mnie, że moja harda postawa była tylko maską, próbą radze­nia sobie w eks­pan­syw­nym świe­cie. Nie pła­ka­łam, bo tłu­mi­łam łzy. Pod­cho­dzi­łam do innych dzieci – bo mi kazano, nie był to ni­gdy wyraz mojej woli. Robi­łam mnó­stwo rze­czy tylko po to, by zado­wo­lić moją bar­dzo chorą mamę, by się uśmie­chała cho­ciaż przez moment. Ale nie wypły­wało to ze mnie i było sprzeczne z moimi potrze­bami. Dzi­siaj pre­zen­tuję postawę bar­dziej w zgo­dzie z wła­snym JA. Kiedy więc jestem w gru­pie, nie wychy­lam się, mało mówię, cza­sami wcale. Uni­kam hała­śli­wych miejsc i imprez. Wystę­puję wpraw­dzie przed kamerą, ale gdy ta gaśnie, zmy­wam maki­jaż i wra­cam do zacisz­nego miesz­ka­nia. Nie uni­kam prze­ży­wa­nia uczuć. Pozwa­lam sobie na płacz, gdy wzru­szy mnie film, gdy prawa czło­wieka są łamane, gdy widzę cier­pie­nie zwie­rząt, gdy czuję bez­rad­ność. Mogę być wysoko wraż­liwą sobą, bez maski.

Może ty też musia­łaś przez całe dzie­ciń­stwo, a nawet w doro­sło­ści nosić taką maskę i dzi­siaj chcia­ła­byś się jej pozbyć. Pozbyć, bo ona uwiera, spra­wia, że sie­bie nad­wy­rę­żasz, nad­uży­wasz. Że robisz coś, co może byłoby dobre dla innych, ale nie­ko­niecz­nie jest dobre dla cie­bie. Godzisz się na wiele nie­kom­for­to­wych rze­czy, bo chcesz, by świat cię akcep­to­wał, chcesz być kochana i sza­no­wana. Zawsze chcia­łaś, dla­tego być może już od maleń­ko­ści pre­zen­to­wa­łaś różne postawy-maski poma­ga­jące dosto­so­wać się do oto­cze­nia jak kame­leon. Dzieci bar­dzo szybko uczą się, za jakie zacho­wa­nia są nagra­dzane, a za jakie kar­cone i odrzu­cane. Szybko też – już jako malu­chy – „wymy­ślają” dla sie­bie rolę – czyli spo­sób na prze­trwa­nie i uzy­ska­nie miło­ści, akcep­ta­cji i poczu­cia przy­na­leż­no­ści. Są to pro­cesy nie­świa­dome, ale bar­dzo inten­sywne. Do tego stop­nia inten­sywne, że nie­rzadko maska zało­żona w dzie­ciń­stwie towa­rzy­szy im do póź­nej sta­ro­ści. Brzmi nie­po­ko­jąco, prawda? Bo prze­cież maska jest jak ubra­nie – czło­wiek z niej wyra­sta, a ona po okre­sie świe­żo­ści zaczyna być stara i zużyta, kom­plet­nie nie­przy­datna, a wręcz szko­dliwa. Vir­gi­nia Satir, znana psy­cho­te­ra­peutka rodzin, opi­suje zamiesz­czony dalej zestaw masek, innymi słowy ról naj­czę­ściej sto­so­wa­nych przez dzieci9. Bywa tak, że dziecko cha­rak­te­ry­zuje się jed­nym, wio­dą­cym typem zacho­wań albo też jego maski poja­wiają się zamien­nie, w zależ­no­ści od sytu­acji i ludzi wokół. Zesta­wia­jąc je z wysoką wraż­li­wo­ścią, możemy uzy­skać spójny obraz sie­bie, epi­ge­nezę swo­jego obec­nego JA. Spójrz na te maski – może roz­po­znasz wśród nich swoją?