Kobiety, które czują za bardzoTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kobiety, które czują za bardzo
Kobiety, które czują za bardzo
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 68,80  55,04 
Kobiety, które czują za bardzo
Audio
Kobiety, które czują za bardzo
Audiobook
Czyta Katrzyna Jamróz, Marta Markowicz
34,90  25,83 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Wstęp

2  1.

3  Dlaczego niektóre z nas czują za bardzo

4  2.

5  Wysoka wrażliwość a role życiowe i różne obszary życia kobiety

6  3.

7  Specyficzne trudności życiowe, w których ważną rolę odgrywa wrażliwość

8  4.

9  Jak ukoić wysoką wrażliwość kobiety

10  5.

11  Jak zaakceptować swoją wrażliwą naturę

12  6.

13  Jak żyć we współczesnym świecie, będąc kobietą wysoko wrażliwą

14  Na zakończenie

15  Polecamy

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

WSTĘP

Wraż­li­wość prze­cho­dzi dzi­siaj rewo­lu­cję. Cecha ta, jesz­cze nie­dawno uzna­wana za oznakę nie­doj­rza­ło­ści i egzal­ta­cji, rozu­miana jest już znacz­nie sze­rzej – jako wyjąt­kowy dar czu­cia wię­cej i głę­biej. Wyciąga się ją z dna szafy, zachę­ca­jąc, by się wresz­cie nie wsty­dzić i zacząć sza­no­wać jej żywą obec­ność. Być wraż­liwą ozna­cza być skon­tak­to­waną ze swo­imi emo­cjami, nawet tymi nie­zno­śnymi jak wstyd. Ale też odważną, bo oka­za­nie jej w cza­sach tak mało wraż­li­wych jest aktem pew­no­ści sie­bie, wyso­kiego poczu­cia wła­snej war­to­ści. Nie mając go, czło­wiek udaje, że jego wraż­li­wość nie ist­nieje, nakłada na twarz maskę obo­jęt­no­ści, gniewu, pozor­nego opa­no­wa­nia. W środku zaś jego wraż­li­wość niczym małe dziecko łka i domaga się uwagi, poświę­ce­nia jej chwili, zatrzy­ma­nia się w tym pędzie, jaki narzuca świat.

STOP. Stań i posłu­chaj sie­bie. Zadaj sobie pyta­nie, gdzie w ciele lokują się twoje emo­cje. Nad czym pła­czesz po cichu, co cię wzru­sza, co zaprząta twoją uwagę. Tak my, tera­peuci, szu­kamy u pacjen­tów ich oso­bi­stej wraż­li­wo­ści. Powoli i ostroż­nie, zda­jąc sobie sprawę, że jaki­kol­wiek fał­szywy ruch może spra­wić, że osoba wycofa się, schowa swoją deli­katną cząstkę JA i znowu ukaże obo­jętne, chłodne obli­cze.

Skry­wa­nie wraż­li­wo­ści, uda­wa­nie, że nic nas nie dotyka, nie sty­mu­luje nad­mier­nie, że jeste­śmy odporne na hejt, kry­tykę, nie­spra­wie­dli­wość, to czę­sto nasza próba okieł­zna­nia uczuć i pre­zen­to­wa­nia sie­bie z pozy­cji siły – jestem twarda i nie­wzru­szona jak kamień. Mnó­stwo osób, o któ­rych myślę, kiedy mówię wraż­li­wość, to wła­śnie te z pozoru dziar­skie, bez­względne, które pora­nione cząstki sie­bie cho­wają na dnie serca. Mój gabi­net odwie­dzają kobiety mówiące: „Pani Kasiu, muszę coś ze sobą zro­bić, bo czuję za bar­dzo”. Wyli­czają, że za bar­dzo kochają, za bar­dzo się mar­twią, za bar­dzo się iry­tują, innymi słowy: za bar­dzo czują. Pra­gną, żebym „to” od nich zabrała, żebym je znie­czu­liła na emo­cjo­nalne sytu­acje życiowe. Zazdrosz­czą oso­bom z maskami obo­jęt­no­ści na twa­rzach. One też chcia­łyby nakła­dać takie maski, ale nie potra­fią, bo ich wraż­li­wość jest trudna do okieł­zna­nia. Bywają i takie histo­rie, w któ­rych wraż­li­wo­ści nie mogą już znieść ani kobieta, ani jej oto­cze­nie. Kiedy jest tak destruk­cyjna, że ruj­nuje emo­cjo­nal­nie, zabiera radość życia – bo kobieta nad­wraż­liwa cią­gle prze­żywa, cią­gle się czymś dener­wuje, każdy bodziec wytrąca ją z rów­no­wagi. Cierpi nie­współ­mier­nie do sytu­acji.

„Czuć za bar­dzo” – to sfor­mu­ło­wa­nie może brzmieć pejo­ra­tyw­nie i oce­nia­jąco. Tak nie­stety czę­sto myślą o sobie kobiety, ale też ich bli­scy – zupeł­nie jakby wraż­li­wość dało się zmie­rzyć za pomocą miarki. „Czuć za bar­dzo” ozna­cza więc dla nie­któ­rych czuć prze­sad­nie albo zbyt egzal­to­wa­nie. Można też rozu­mieć czu­cie za bar­dzo jako doświad­cza­nie inten­syw­niej­szego odbie­ra­nia bodź­ców, doświad­cza­nie życia w pełni, na pogłę­bio­nym pozio­mie, wni­ka­nie całą sobą w różne sytu­acje życiowe.

Niniej­szą książkę opar­łam na wła­snych reflek­sjach doty­czą­cych kobie­cego uwraż­li­wie­nia. Przy­glą­dam się tu poję­ciu wyso­kiej wraż­li­wo­ści i róż­nym jej kom­po­nen­tom. Dla­czego? Dla­tego że wysoka wraż­li­wość to cecha aż 20 pro­cent spo­łe­czeń­stwa. Mimo licz­nych badań oraz ana­liz wciąż jed­nak tak mało ją rozu­miemy i roz­wi­jamy. Wciąż się jej wsty­dzimy, a cza­sem wręcz żału­jemy, że ją mamy. Zwłasz­cza my, kobiety. Nie­które z nas fan­ta­zjują, że wiele spraw wyglą­da­łoby ina­czej, gdyby nie ta wyjąt­kowa czu­łość na bodźce, tak bar­dzo utrud­nia­jąca życie w świe­cie „zdo­mi­no­wa­nym przez niskow­raż­liw­ców”, jak to kie­dyś powie­działa jedna z moich pacjen­tek.

Kon­cep­cje wyja­śnia­jące wysoką wraż­li­wość, na któ­rych opar­łam tę publi­ka­cję, nadają jej zna­cze­nie i rangę, poka­zują, jak olbrzy­mią może być war­to­ścią, jeśli potra­fimy wła­ści­wie się nią zaopie­ko­wać i umie­jęt­nie o sie­bie zadbać. Cecha ta jest w moim prze­ko­na­niu darem – intu­icją, umie­jęt­no­ścią prze­czu­wa­nia, wyczu­wa­nia, prze­ni­kli­wego roz­szy­fro­wy­wa­nia zamy­słów innych ludzi. Podej­rze­wam, że wysoka wraż­li­wość mogła być domeną kobiet uzna­wa­nych w śre­dnio­wie­czu za cza­row­nice. Współ­cze­śnie może się koja­rzyć z magicz­nymi zdol­no­ściami, bo osoby nią obda­rzone dostrze­gają to, co umyka nisko i prze­cięt­nie wraż­li­wym: mikro­ge­sty, drobne zmiany w mimice, inten­cje roz­mów­ców. Ceną za tę spo­strze­gaw­czość jest jed­nak nadwraż­li­wość na bodźce sen­so­ryczne, na dźwięk, dotyk, smak, zapach, co bywa wyczer­pu­jące, zwłasz­cza gdy osoba wraż­liwa usi­łuje się dopa­so­wać do świata, gdy nie akcep­tuje i nie rozu­mie sie­bie i wła­snych potrzeb, gdy nie wie, jak mogłaby sobie pomóc w chwi­lach prze­sty­mu­lo­wa­nia.

Mam nadzieję, że ta książka pozwoli przyj­rzeć się wła­snej wraż­li­wo­ści z więk­szą uwagą i empa­tią. Że zain­spi­ruje do zatrosz­cze­nia się o swoje JA. Że roz­wieje mity doty­czące wraż­li­wo­ści – koja­rze­nie jej z nie­śmia­ło­ścią, infan­tyl­no­ścią, dzi­wacz­no­ścią czy egzal­ta­cją. Że pomoże pod­nieść poczu­cie wła­snej war­to­ści, czę­sto zani­żone na sku­tek inte­rak­cji z nisko wraż­li­wym śro­do­wi­skiem i prób dosto­so­wa­nia się do niego. Być wysoko wraż­liwą dziew­czyną wcale nie jest łatwo. Każdy dzień to wyzwa­nie, ponie­waż współ­cze­sne tempo życia jest tak szyb­kie, że nadą­żają nie­mal wyłącz­nie osoby nisko wraż­liwe. Mało kto zasta­na­wia się, jak w danej sytu­acji, na przy­kład tłum­nych pro­te­stów na uli­cach, odnajdą się ludzie wysoko wraż­liwi, a prze­cież czują się oni czę­sto zupeł­nie ina­czej niż pozo­stali – zagu­bieni, przy­tło­czeni, a cza­sem nawet pełni obaw.

Począt­kowo wyda­wało mi się, że ta książka będzie opo­wie­ścią o innych kobie­tach, bo nie defi­nio­wa­łam sie­bie jako wysoko wraż­li­wej. Tak myśla­łam, nie­chętna temu, by przy­glą­dać się pod wła­snym kątem kon­cep­cji osób wysoko wraż­li­wych autor­stwa dr Ela­ine Aron. Dzień po dniu docie­rało do mnie jed­nak, że cechy, które widzia­łam w sobie jako sła­bo­ści (na przy­kład to, że nie zno­szę tłu­mów, hałasu i inten­syw­nych per­fum) oraz jako talenty (umie­jęt­ność słu­cha­nia i ana­li­zo­wa­nia czy­ichś prze­żyć), wyni­kają m.in. z wyso­kiej wraż­li­wo­ści. Było to dla mnie odkryw­cze i prze­bu­dza­jące. Wska­zało mi bowiem ważny kie­ru­nek – że tak naprawdę część z nas może nie rozu­mieć, dla­czego tak trudno się żyje we współ­cze­snym świe­cie, dla­czego głę­boko prze­ży­wamy coś, na co inni nie zwra­cają uwagi. Dzięki kon­cep­cji wyso­kiej wraż­li­wo­ści można już zrozu­mieć, dla­czego nasi przy­ja­ciele nie widzą tak dla nas jasnych i oczy­wi­stych sygna­łów, gdy w towa­rzy­stwie poja­wia się osoba z nie­uczci­wymi zamia­rami.

Jestem głę­boko wdzięczna, że pisząc tę książkę, mogłam się inspi­ro­wać doświad­cze­niami wielu wysoko wraż­li­wych kobiet, które podzie­liły się ze mną swo­imi poru­sza­ją­cymi histo­riami. Chcę im bar­dzo podzię­ko­wać za wszyst­kie pry­watne, intymne opo­wie­ści, które pomo­gły mi w pełni zro­zu­mieć tę cechę. Pra­gnę też wyra­zić swoją naj­więk­szą wdzięcz­ność wszyst­kim kobie­tom, które wsparły mnie w pisa­niu tej książki – eks­pert­kom, które gosz­czą na jej łamach, oraz moim przy­ja­cio­łom, dzięki któ­rym sama będąc wysoko wraż­liwa, mogę spo­koj­nie żyć w świe­cie cza­sami tak bar­dzo przy­tła­cza­ją­cym inten­syw­no­ścią bodź­ców.

1.

Być może sły­sza­łaś wie­lo­krot­nie, że jesteś zbyt wraż­liwa, dziwna, że powin­naś się dosto­so­wać do tempa współ­cze­snego świata. Ten świat ofe­ruje nam wiele inten­syw­nych doznań, ale skoro inni funk­cjo­nują w nim bez szkody dla sie­bie, ty także mogła­byś się tego nauczyć. Choć jest ci trudno, być może zaci­skasz zęby i zmu­szasz się do aktyw­no­ści, które zupeł­nie ci nie pasują, jak na przy­kład uczest­ni­cze­nie w gło­śnych impre­zach maso­wych. A może doszłaś do skraj­no­ści i zaczę­łaś się izo­lo­wać od swo­ich przy­ja­ciół w poczu­ciu nie­do­sto­so­wa­nia do reszty? Dziew­czyny o wyso­kiej wraż­li­wo­ści, szu­ka­jąc dla sie­bie prze­strzeni życio­wej, nie­jed­no­krot­nie nad­szar­pują wła­sne emo­cjo­nalne gra­nice. Chcą się dopa­so­wać do stan­dar­dów świata zdo­mi­no­wa­nego przez ludzi prze­cięt­nie wraż­li­wych lub z wraż­li­wo­ścią stłu­mioną, wypartą do nie­świa­do­mo­ści. Czę­sto im się to udaje. Wyko­nują swoje zada­nia, bez­błęd­nie wta­pia­jąc się w oto­cze­nie. Radzą sobie z życiem podob­nie jak umiar­ko­wa­nie wraż­liwa pani Kowal­ska. Róż­nica jest taka, że płacą bar­dzo wysoką cenę za dopa­so­wa­nie się do reszty. For­sują wła­sne gra­nice, więc po zbyt­nio obcią­ża­ją­cych aktyw­no­ściach czują się tak jak osoba bez kon­dy­cji, która prze­bie­gła pół­ma­ra­ton. Są zmę­czone, wyczer­pane, nie mogą zła­pać tchu. Kręci im się w gło­wie. W hała­sie pochwał czują się osa­mot­nione i odosob­nione. Bo ow­szem, udało się, wygło­siły na przy­kład świetną pre­zen­ta­cję, ale czują się po niej fatal­nie. Nie tyle nawet po samej pre­zen­ta­cji, ile póź­niej: kiedy przyj­mują gra­tu­la­cje, podają rękę, odpo­wia­dają na pyta­nia publicz­no­ści. Bez­po­średni kon­takt z tak dużą ilo­ścią bodź­ców wywo­łuje w nich bowiem nie­zno­śne poczu­cie przy­tło­cze­nia i nie­pew­no­ści. Te uczu­cia nie­rzadko prze­wyż­szają dumę i zado­wo­le­nie z sie­bie.

 

Są też takie dziew­czyny, które zre­zy­gno­wały z dosto­so­wa­nia się i sta­rają się żyć po swo­jemu, cho­ciaż czują swoją odmien­ność, gdy poru­sza je łagodna muzyka, a piękny widok z okna na ośnie­żone szczyty Tatr przy­pra­wia o gęsią skórkę, a nawet łzy wzru­sze­nia. Cza­sami żyją tro­chę wol­niej, bo wyła­py­wa­nie zmy­słami oto­cze­nia nie­zmier­nie je pochła­nia. Dzięki temu doświad­czają wię­cej. Na przy­kład prze­by­wa­jąc z obcą osobą w pomiesz­cze­niu, szybko wyczu­wają jej inten­cje. Dla­czego? Dla­tego że roz­róż­niają szcze­góły, mikro­ge­sty, drobne zmiany mimiki dla wielu kom­plet­nie nie­do­strze­galne. Potra­fią odczy­ty­wać emo­cje ludzi, więc dla przy­ja­ciół bywają wyrocz­nią – zwy­kle ich spo­strze­że­nia o innych są trafne i trudno uchwytne dla prze­cięt­nie wraż­li­wych. Czę­sto też bez­błęd­nie potra­fią wyła­py­wać z prze­strzeni to, co klu­czowe, i wła­ści­wie nazy­wać kli­mat danej sytu­acji, miej­sca czy panu­ją­cej atmos­fery.

Wraż­li­wość zatem jest cechą nie­oczy­wi­stą i trudną do zakwa­li­fi­ko­wa­nia. To zaleta czy wada? Czy takim ludziom – wysoko wraż­li­wym – żyje się lepiej, czy jed­nak gorzej? Jak spraw­dzają się w roli sze­fów, rodzi­ców, kochan­ków? Czy można się nauczyć od nich tej uważ­no­ści na świat? Czy ich samych można nauczyć funk­cjo­no­wa­nia w świe­cie peł­nym doznań, tak aby nie musieli tego odcho­ro­wy­wać? To pyta­nia, które zada­łam sobie, gdy pierw­szy raz dowie­dzia­łam się o ist­nie­niu kon­cep­cji wyso­kiej wraż­li­wo­ści. Było to kilka lat temu, kiedy zaczę­łam inte­re­so­wać się posta­cią dr Ela­ine Aron. To ona, bazu­jąc na swo­ich oso­bi­stych doświad­cze­niach i bada­niach prze­pro­wa­dzo­nych w latach dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku, opi­sała i wypro­mo­wała poję­cie wyso­kiej wraż­li­wo­ści w książce Wysoko wraż­liwi. Jak funk­cjo­no­wać w świe­cie, który nas przy­tła­cza1. Ale wcale nie była pierw­szym psy­cho­lo­giem, który pochy­lił się nad zja­wi­skiem szcze­gól­nego uwraż­li­wie­nia. Już Carl Gustav Jung w latach pięć­dzie­sią­tych opi­sał spe­cy­fikę tego stanu emo­cjo­nal­nego, suge­ru­jąc, że nie­mal 25 pro­cent świa­to­wej popu­la­cji wyróż­nia się ponad­prze­cięt­nym pozio­mem uwraż­li­wie­nia na docie­ra­jące zewsząd bodźce. Jung sta­now­czo pod­kre­ślał przy tym, że nawet bar­dzo wysoki poziom wraż­li­wo­ści nie świad­czy o żad­nej cho­ro­bie ani nie­do­ma­ga­niach emo­cjo­nal­nych, a jest po pro­stu jedną z cech cha­rak­teru czło­wieka – zarówno męż­czyzn, jak i kobiet.

Mimo że książka ta trak­tuje o wraż­li­wo­ści kobie­cej, już na samym wstę­pie muszę zazna­czyć, że męż­czyźni w podob­nym stop­niu doświad­czają wyso­kiej wraż­li­wo­ści i jej kon­se­kwen­cji spo­łecz­nych. Cecha ta jed­nak w ich przy­padku wiąże się z pew­nymi kło­po­tami, ma inne tło. Przede wszyst­kim wraż­liwi męż­czyźni sty­kają się z więk­szą agre­sją i odrzu­ce­niem. Ponie­waż ste­reo­ty­powo wraż­li­wość przy­pi­sy­wana jest kobie­tom, męż­czy­zna wraż­liwy posą­dzany jest zwy­kle o bycie (cyt.) „znie­wie­ścia­łym, deli­kat­nym jak dziew­czyna lub nie­mę­skim”. Te sfor­mu­ło­wa­nia i idący za nimi ostra­cyzm spra­wiają, że więk­szość męż­czyzn głę­boko ukrywa swoje czułe JA. Wybrzmiewa ono potem róż­no­rako. Wysoko wraż­liwi męż­czyźni uczą się egzy­sto­wać w ste­reo­ty­powo męskim świe­cie, jedy­nie w samot­no­ści zdo­by­wają się na eks­pre­sję swo­jej wraż­li­wo­ści. Ci, któ­rzy mają jej ogromne pokłady, a rów­no­cze­śnie nie tole­rują tej czę­ści JA, nie­rzadko zapa­dają na zdro­wiu psy­chicz­nym – zma­gają się z depre­sją albo uza­leż­nie­niami. Jako psy­cho­te­ra­peutka czę­sto spo­ty­kam ich w gabi­ne­cie. Peł­nych nie­chęci do sie­bie, ziry­to­wa­nych wła­sną nie­wy­dol­no­ścią i cał­ko­wi­cie odcię­tych od swo­ich uczuć. Owo odcię­cie może nawet przy­bie­rać formę nad­mier­nej kom­pen­sa­cji. Co to zna­czy? Że pró­bują ukryć swoją deli­kat­ność emo­cjo­nalną zacho­wa­niem aż nad wyraz znie­czu­lo­nym i niewraż­liwym. Przy­kry­wają ją agre­sją, wro­go­ścią lub też nie­ustę­pli­wymi stan­dar­dami narzu­ca­nymi sobie i innym. Praca z takim pacjen­tem to duże wyzwa­nie, bo żeby męż­czy­zna „przy­znał się” do swo­jej wyso­kiej wraż­li­wo­ści i otwo­rzył na roz­mowę o mięk­kich uczu­ciach, musi nabrać naprawdę dużego zaufa­nia do tera­peuty. Bywa, że pro­ces ten trwa całymi mie­sią­cami.

Z kobie­tami jest tro­chę ina­czej. Nasza wysoka wraż­li­wość jest spo­łecz­nie bar­dziej akcep­to­wana niż męska i może tro­chę łatwiej nam o niej opo­wia­dać i ją w sobie zaak­cep­to­wać. Marne to jed­nak pocie­sze­nie, gdy świat, który nie przy­tła­cza kole­ża­nek, nas przy­pra­wia o zawrót głowy. Ponie­waż wysoka wraż­li­wość to nie cho­roba, a i jej defi­ni­cje są dość nie­ostre, kobiety codzien­nie bory­kają się z próbą prze­ka­za­nia innym, jak by chciały być trak­to­wane i czego potrze­bują od ludzi w związku ze swoją deli­kat­no­ścią emo­cjo­nalną. I czę­sto ude­rzają głową w mur, bo świat jesz­cze nie do końca rozu­mie, czym jest wraż­li­wość, szybko oce­nia je jako prze­sad­nie roz­czu­la­jące się nad sobą.

Kim więc są kobiety, które czują za bar­dzo? Czy bycie kobiecą nie polega wła­śnie na byciu uwraż­li­wioną? W kwe­stii wraż­li­wo­ści kobiet naro­sło wiele krzyw­dzą­cych mitów i nie­po­ro­zu­mień. Naj­gor­szy z nich to ten, że kobiety takie już są z natury, że się wszyst­kim za bar­dzo przej­mują i zbyt wiele biorą do sie­bie. Że są histe­rycz­kami, w któ­rych zaklęta jest roz­ka­pry­szona, wzru­sza­jąca się byle czym dziew­czynka. Te wro­gie i nie­przy­ja­zne okre­śle­nia lokują wraż­li­wość na tej samej półce co nie­doj­rza­łość, infan­tyl­ność czy też nie­umie­jęt­ność pano­wa­nia nad emo­cjami. W języku potocz­nym wła­śnie tak ludzie defi­niują uwraż­li­wie­nie. Przy­czy­nia się to do wewnętrz­nej styg­ma­ty­za­cji osób wysoko wraż­li­wych (w książce będę się posłu­gi­wała skró­tem OWW), które nie­rzadko postrze­gają sie­bie jako nie­przy­sto­so­wane, nie­da­jące rady, nie­speł­nia­jące stan­dar­dów spo­łecz­nych. Narzu­cony przez współ­cze­sną kul­turę pęd życia przy­tła­cza i spra­wia, że przez całe lata funk­cjo­nują nie­szczę­śliwe i zagu­bione. OWW nie potra­fiąc dosto­so­wać się do wymo­gów oto­cze­nia, ma nawet poczu­cie, że cierpi na nie­zdia­gno­zo­wane zabu­rze­nia oso­bo­wo­ści, dla­tego odwie­dza gabi­nety tera­peu­tów, licząc, że ci pora­dzą, jak nauczyć się „nor­mal­nego” funk­cjo­no­wa­nia.

Kiedy na swo­jej dro­dze spo­ty­kam pacjentki cha­rak­te­ry­zu­jące się wysoką wraż­li­wo­ścią, sły­szę od nich prze­różne dia­gnozy, które sobie sta­wiają, pró­bu­jąc dociec, co im dolega, co spra­wia, że czują wewnętrzną odmien­ność. Kiedy wresz­cie poznają poję­cie wyso­kiej wraż­li­wo­ści, doznają ulgi. Ulgi, że ktoś to fachowo opi­sał, że wiele osób tak ma, że są spo­soby na radze­nie sobie z trud­no­ściami i że (co naj­waż­niej­sze) wszystko z nimi w porządku. Jedna z moich pacjen­tek okre­śliła kie­dyś tę cechę w taki spo­sób: „Widzę świat zbyt jaskra­wie, co mnie cza­sem męczy, bo jest zbyt rażący, ale innym razem, gdy mieni się kolo­rami, to raduję się, że widzę je bar­dziej inten­sywne niż inni”. To piękna defi­ni­cja wraż­li­wo­ści sen­so­rycz­nej. Gdyby ją jed­nak ująć bar­dziej „kli­nicz­nie”, to mia­łaby taki kształt, jaki opi­suje psy­cho­te­ra­peutka spe­cja­li­zu­jąca się w pracy z OWW Mel Col­lins: „Osoba wysoko wraż­liwa prze­twa­rza emo­cje głę­biej niż prze­ciętny czło­wiek i czę­sto dłu­żej w nich pozo­staje. Jest reflek­syjna i ma ten­den­cję do popa­da­nia w zadumę. Może być także bar­dziej reak­tywna na sytu­acje, jakie zda­rzają się w jej życiu. Sil­nie współ­od­czuwa emo­cje ludzi, któ­rych ma dookoła sie­bie, zarówno dobre, jak i złe. Wyła­puje niu­anse w zacho­wa­niu innych i jest wysoce empa­tyczna. Ale drażni ją nad­mierna sty­mu­la­cja, duża ilość bodź­ców. Ma niską tole­ran­cję na hałas i gwar. Jeśli jej układ ner­wowy jest prze­sty­mu­lo­wany, czuje się przy­tło­czona i dziw­nie pobu­dzona”2.

Kobieta wysoko wraż­liwa głę­boko doświad­cza świata wszyst­kimi zmy­słami. Dzięki temu, że jest tak uważna na szcze­góły, może mieć bar­dzo dobrą intu­icję, która nie jest para­nor­malną cechą, tylko wynika z wraż­li­wo­ści sen­so­rycz­nej.

Hej, możesz zawo­łać, mi też raz po raz pęka głowa od nad­miaru bodź­ców, a prze­cież nie jestem wysoko wraż­liwa! Nie­wy­klu­czone. Zda­niem Mel Col­lins wszy­scy ludzie cza­sami czują się tak, jakby byli OWW. Kiedy jeste­śmy zmę­czone, mamy gor­szy humor albo waha­nia hor­mo­nalne, to byle dźwięk może nas przy­pra­wić o koła­ta­nie serca. Koja­rzysz ten moment, gdy jesteś mocno sku­piona, a tu nagle komuś obok cie­bie talerz wypada z rąk i roz­bija się na tera­ko­cie albo twój pies znie­nacka zaczyna szcze­kać, aż pod­ska­ku­jesz na fotelu? Takie nie­ocze­ki­wane dźwięki od czasu do czasu wszyst­kich nas draż­nią i wypro­wa­dzają z rów­no­wagi, ale nie prze­ży­wamy tego stanu per­ma­nent­nie. Osoba wysoko wraż­liwa nato­miast takiego typu roz­draż­nie­nia doznaje prak­tycz­nie codzien­nie, zma­ga­jąc się ze świa­tem.

CO ROZ­GRYWA SIĘ W MÓZGU OSOBY, KTÓRA CZUJE ZA BAR­DZO

Tytuł tego pod­roz­działu wzbu­dza we mnie lekki sprze­ciw, bo żeby ująć tema­tykę kom­plet­nie, powin­nam go prze­for­mu­ło­wać na: Co się dzieje w mózgu, sercu i ciele osoby wraż­li­wej. Jako że wysoka wraż­li­wość nie jest cho­robą, lecz cechą oso­bo­wo­ści, zacznę od tego, że wszyst­kie narządy wewnętrzne OWW dzia­łają spraw­nie, jeśli nie toczy ich inna, nie­zwią­zana z naszym zagad­nie­niem cho­roba. Bada­nia prze­pro­wa­dzone przez dr Ela­ine Aron wska­zują jed­nak na pewne istotne róż­nice w funk­cjo­no­wa­niu mózgu osób z wysoką wraż­li­wo­ścią w porów­na­niu z innymi. Dr Aron, jako pio­nierka pracy nauko­wej nad wysoką wraż­li­wo­ścią, wie­działa, że aby jej teo­ria została potrak­to­wana poważ­nie, musi opie­rać się na istot­nych bada­niach kli­nicz­nych. Same obser­wa­cje i wywiady z oso­bami czu­ją­cymi podob­nie nie wystar­czy­łyby do tego, aby stwo­rzyć tak potężną teo­rię. Dla­tego dr Aron wraz z mężem pod­jęła się zba­da­nia aktyw­no­ści mózgu z uży­ciem funk­cjo­nal­nego obra­zo­wa­nia metodą rezo­nansu magne­tycz­nego (fMRI). Mał­żeń­stwo chciało przyj­rzeć się dokład­nie, w jaki spo­sób ośrod­kowy układ ner­wowy reaguje na docie­ra­jące do niego bodźce z zewnątrz. Eks­pe­ry­menty bada­czy udo­wod­niły, że 15–20 pro­cent popu­la­cji reaguje z dużo więk­szą wraż­li­wo­ścią niż prze­ciętna. Tak wyglą­dał począ­tek odkry­wa­nia tej cechy oso­bo­wo­ści czło­wieka. Do dziś prze­pro­wa­dzane są liczne ana­lizy spraw­dza­jące wysoką wraż­li­wość w odnie­sie­niu do innych cech. Naukowcy z całego świata publi­kują swoje wyniki na stro­nie www.hsper­son.com.

Zbie­ra­jąc je w całość, wysnu­wają dziś cztery główne wnio­ski doty­czące spe­cy­fiki funk­cjo­no­wa­nia układu ner­wo­wego osób wysoko wraż­li­wych. Oto one: