Nie wywołuj wilka z lasu

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jego język przejechał szybko po lekko spierzchniętych wargach.

Przyciągnął ją jednym szybkim ruchem i… pocałował.

Alicja nie zdążyła zareagować.

Wargi Nikodema objęły jej rozchylone ze zdziwienia usta.

Najpierw górną wargę.

Później dolną.

Całował ją coraz bardziej łapczywie, a dziewczyna mimowolnie zacisnęła palce na jego ramionach, rozchylając coraz bardziej usta.

Dopóki nie zabrakło jej powietrza.

A może dopóki do jej uszu nie doszło nienaturalnie głośne chrząknięcie. Oderwała się od Nikodema i otarła wierzchem dłoni usta. Kątem oka zobaczyła, że Dobrygin zrobił to samo. Oboje oddychali szybko, jakby przez długi czas trzymali głowy pod wodą.

Policjant wyglądał na zszokowanego, co było naprawdę bardzo przyjemnym widokiem.

– No proszę… – powiedział w końcu, odzyskując mowę. – Gołąbeczki…

Alicja wreszcie zaczęła równomiernie oddychać. Spojrzała z wyrzutem na Nikodema.

– Miałeś rację – mruknęła. – Jednego dnia całujesz się za chałupą, a drugiego wie już o tym cała wieś.

Chłopak wydął wargi i rozłożył ręce w geście bezradności.

– Czy mi się wydaje, czy oboje zaprzeczaliście w trakcie przesłuchania, że się… ehm… przyjaźnicie.

– Bo się nie przyjaźnimy. – Nikodem wzruszył ramionami. – Po prostu się całujemy. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

– Właśnie – przytaknęła Alicja.

Adaszew przyglądał im się podejrzliwie.

– I tak sobie spacerujecie i…

– Tak, spacerujemy sobie i całujemy się – przerwała mu Alicja. – Za to chyba nie grozi mandat, prawda?

Komisarz uśmiechnął się lekko, co Alicji wcale nie uspokoiło. I co teraz? Weźmie ich na posterunek? Zadzwoni po Tatianę? Po Dymitriego? Alicji na samą myśl zrobiło się słabo. Właśnie wyobraziła sobie, jak siedzą we czwórkę na komendzie, a ona z Nikodemem tłumaczą, jak to się stało, że całowali się za cmentarzem. No, chyba że…

– Uważajcie na siebie – powiedział nagle Adaszew. – Tyle wypadków przytrafia się w tym lesie…

Alicja przełknęła ślinę. Czy on im właśnie grozi?

– I nie wywołujcie wilka z lasu. – Uśmiechnął się. – Do zobaczenia.

Patrzyli, jak odchodzi w stronę cmentarza, po czym skręcił do jednej z bocznych furtek i zniknął za jakimś pomnikiem.

Dopiero wtedy Alicja odetchnęła z ulgą. Zerknęła na Nikodema. Też mu ulżyło.

– To co? – powiedział w końcu. – Idziemy?

Alicja zawahała się. Czy na pewno powinni to robić? Chyba teraz nie mają wyjścia. Skoro powiedziało się „A”…

– Chodźmy – rzuciła i pierwsza ruszyła w stronę furtki.

Nagle coś jej się przypomniało. Odwróciła się do Nikodema.

– Nie rób tego więcej – wycedziła.

– Mam nie ratować nam więcej dupy? – spytał, krzywiąc się. – No, chyba że ci się nie spodobało…

Alicja przewróciła oczami i pchnęła furtkę.

Tobiasz wyglądał na nieźle przestraszonego, kiedy otwierał im drzwi, co było dość dziwne, bo jako strachacz pewnie widział już różne rzeczy. Znacznie bardziej przerażające niż dwójka nastolatków.

– Co wy tu robicie?

– Możemy? – Alicja bez czekania na zaproszenie minęła go w drzwiach. Nikodem wszedł za nią, nie zaszczycając Tobiasza ani jednym spojrzeniem.

– Co wy tu robicie? – powtórzył Tobiasz. Wyglądał na zdezorientowanego.

– To ty nam powiedz, co tu robił Adaszew! – rzuciła ostro Alicja. Skoro Tobiasz był cały i zdrowy, pozostawała tylko jedna opcja: musiał współpracować z nowym komendantem. A to nie była dla nich dobra wiadomość…

Strachacz milczał.

– Nie wyjdziemy, dopóki nam nie wyjaśnisz paru rzeczy – powiedział twardo Nikodem. Stał w lekkim rozkroku i z rękoma skrzyżowanymi na piersi.

Tobiasz westchnął i zamknął drzwi.

– Zakładam, że nie usiądziecie i nie napijecie się herbaty…

Alicja zgromiła go wzrokiem.

– Co chcecie wiedzieć? – Rozłożył ręce.

– Co tu robił Adaszew? – spytała dziewczyna, świdrując go wzrokiem.

– Przyszedł… – Gospodarz zawahał się. – Pytał mnie o różne rzeczy.

– Jakie rzeczy? – Nikodem nie odpuszczał.

– O rzeczy z przeszłości… Wznawia kilka śledztw i chce je połączyć z pewnymi dawnymi sprawami. Uważa, że Eliza i Malec wcale nie zginęli wskutek nieszczęśliwego wypadku. Węszy jak pies. Uważajcie na niego. To bardzo niebezpieczny człowiek…

Alicja nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.

– A to ciekawe… Bo on to samo mówił o tobie.

Tobiasz zmarszczył brwi i pokręcił głową.

– Nie rozumiem.

– Nie rozumiesz? – prychnęła Alicja. – Uważa, że miałeś coś wspólnego ze śmiercią mojej babki. I co ty na to?

Strachacz nie odpowiedział.

– Adaszew twierdzi, że moja babka została zamordowana – powiedziała Alicja.

Tobiasz nadal milczał.

– Czy to ty ją zabiłeś? – warknęła Alicja. Nikodem poruszył się niespokojnie, a potem zrobił krok w stronę staruszka.

Tobiasz zerknął szybko na niego.

– Nie. – Pokręcił głową.

– To kto w takim razie? – Alicja nie dawała za wygraną.

– Nikt. Twoja babka żyje.

Alicja zaniemówiła. Stojący tuż za nią Nikodem wstrzymał oddech.

– Jak… to? – zaczęła. Odwróciła się w stronę Dobrygina, ale wyglądał na równie zaskoczonego jak ona. Zaraz, czy strachacz właśnie powiedział, że jej babka żyje? Ta babka, której grób widziała na cmentarzu tego dnia, kiedy Dymitri…

– Przecież… – zaczęła Alicja. – Przecież popełniła samobójstwo.

– Nie popełniła. – Tobiasz popatrzył jej prosto w oczy.

Nikodem zmarszczył brwi.

– Słuchaj, dziadku – syknął. – Nie opowiadaj nam pierdół. Całe miasto wie, że Maria Korsakow popełniła samobójstwo. Był nawet cały ten cyrk z pogrzebem, bo nie chcieli jej pochować…

Tobiasz ku ich zdziwieniu uśmiechnął się szeroko.

– Cieszę się…

Nikodem i Alicja wymienili spojrzenia. Oboje mieli ogłupiałe wyrazy twarzy.

– Cieszę się, bo to oznacza, że wszystko poszło, jak należy.

– Co poszło, jak należy? – Alicja przestępowała z nogi na nogę. Gospodarz działał jej już na nerwy.

– Pomogłem jej upozorować własną śmierć.

Dziewczyna nie wierzyła własnym uszom.

– Dlaczego? – spytał Nikodem.

– Żeby mogła uciec przed twoim dziadkiem.

– Moim… dziadkiem? – Teraz Dobrygin nie wierzył własnym uszom.

– Cyryl był przewodniczącym Rady Etyki Istot Magicznych.

– Mój dziadek?! – Nikodem wyglądał tak, jakby Tobiasz wyjawił mu właśnie, że jego dziadek był Świętym Mikołajem.

– Wiedziałeś o tym? – spytała Alicja.

Nikodem pokręcił głową.

– Nie znałem dziadka, a Dymitri nigdy mi o tym nie mówił.

Tobiasz uśmiechnął się lekko.

– Bo wolał to przemilczeć. Z wielu powodów.

– Jakich na przykład? – spytał ostro chłopak.

Alicja wiedziała, że kiedy przychodziło do Dymitriego, Nikodem dostawał piany. Dałby się za niego zagryźć. Może nawet dosłownie…

Tobiasz zawahał się, ale mina młodego Dobrygina mówiła sama za siebie, więc chyba nie chciał ryzykować.

– No… na przykład takich, że Dymitri miał zatarg z Cyrylem. To znaczy… – Tobiasz zaczął dobierać słowa. – Cyryl wolał zawsze twojego ojca, Michała. Dymitri był czarną owcą.

– W to akurat jestem w stanie uwierzyć… – mruknęła Alicja.

Nikodem rzucił jej piorunujące spojrzenie.

– Mylisz się – powiedział Tobiasz. – Dymitri nie zawsze był… taki.

– Dobra, co to ma wspólnego z moją babką? – pospieszyła go dziewczyna, zerkając na osłupiałego Nikodema. Chyba słowa Tobiasza zrobiły na nim duże wrażenie. A najbardziej opinia o Dymitrim.

– Dlaczego musiała upozorować własną śmierć?

Tobiasz westchnął.

– Z powodu tego, co stało się z Konstantym. Rzucanie miłosnych uroków jest surowo zabronione, a ona się nie dostosowała. Złamała prawo.

– No i? – Alicja wzruszyła ramionami. – Każda dziewczyna, która leje wosk i pakuje lubczyk do zupy, jest poszukiwana przez Radę jako przestępczyni? A potem co? Obcina się jej ręce i nogi?

– Musisz zrozumieć, młoda damo, że my tu nie mówimy o nic nieznaczących przesądach, które nie robią nikomu krzywdy – odparł spokojnie strachacz. – Mówimy o poważnym uroku miłosnym rzuconym przez guślnicę na strzygonia. Nie wolno tego robić. Pod żadnym pozorem. Po pierwsze, to nieetyczne. Po drugie, może nieść ze sobą poważne konsekwencje. I takie też konsekwencje miało w przypadku twojej babki i Konstantego. Zginął twój dziadek.

Kiedy Konstanty…

– Wiem, znam tę historię. – Alicja uniosła rękę, żeby go powstrzymać.

– Twoja babka wiedziała, że nie ominie ją kara – ciągnął Tobiasz. – To była zbyt głośna sprawa. Nie dało się jej wyciszyć.

– Podobno wszystko zatuszowano… – zaczęła niepewnie.

– Owszem – przytaknął starszy pan. – Jeśli chodzi o cywilów. Ale Rada od razu dowiedziała się, w czym rzecz.

– Ktoś doniósł? – spytał Nikodem, który z uwagą przysłuchiwał się ich rozmowie.

Tobiasz wzruszył ramionami.

– Tego nie wiem. Wiem, że od razu dostała wezwanie do Rady. Żeby stawiła się dobrowolnie. I dobrowolnie poddała się karze.

– I? – spytała Alicja.

– Nie chciała tego zrobić.

– Dlaczego?

– Nie wiem. – Strachacz znów wzruszył ramionami. – Nie potrafię powiedzieć. Nie pytałem.

– I co? Tak po prostu jej pomogłeś? – Alicja spojrzała na niego podejrzliwie.

Tobiasz uśmiechnął się.

– Mówiłem już – powiedział spokojnie. – Byłem w niej zakochany. Kiedy dostałem rozkaz zlikwidowania Marii, musiałem się najpierw do niej zbliżyć… Obserwować, poznać jej środowisko, zwyczaje, zaprzyjaźnić się nawet… To dość długi proces. No i zaprzyjaźniliśmy się naprawdę. To znaczy ona się ze mną zaprzyjaźniła. Dla mnie to było coś więcej… Zakon zorientował się, że wszystko trwa za długo. Że coś kręcę… Więc kiedy przyszedł ostateczny rozkaz zlikwidowania, nie zrobiłem tego. Wiedziałem, że poniosę konsekwencję. W pewnym sensie byliśmy w podobnej sytuacji…

 

– No chyba nie bardzo – mruknął Nikodem. – Bo ty jej pomogłeś i guzik z tego miałeś. Ona miała gdzieś, co się stanie z tobą.

Tobiasz nie odpowiedział. Na jego twarzy błąkał się uśmiech.

– Czy ona na ciebie też rzuciła jakiś urok? – spytał chłopak, marszcząc brwi.

Tobiasz pokręcił głową.

– Nie. Na pewno nie.

Alicja przysłuchiwała się przez moment ich rozmowie.

– Jak to zrobiliście? – spytała w końcu.

– Jak co? – Tobiasz wyglądał na zaskoczonego.

– Jak upozorowaliście jej śmierć?

– Użyliśmy krwi strzygonia.

Dziewczyna zmarszczyła czoło.

– Pierwszego strzygonia – dodał Tobiasz.

Alicja zamarła. Czy on mówi o ampułce, którą chciała przehandlować Olga?

– Jej ciało zareagowało tak, jak powinien zareagować strzygoń w czasie niebezpieczeństwa – wyjaśnił Tobiasz.

– Czyli udawać trupa, tak?

– Właśnie tak – przytaknął strachacz. – Upozorowaliśmy samobójstwo. Powiedziałem, że to ja znalazłem ciało. Stwierdzono samobójstwo i było po sprawie.

– A sekcja? – zdziwiła się Alicja. – Nie było sekcji?

– Oficjalnie była. – Tobiasz się uśmiechnął. – Nieoficjalnie sam się wszystkim zająłem. Posmarowałem, komu trzeba. A potem był pogrzeb. Też się wszystkim zająłem. Pochowano ją, a ja ją odgrzebałem i pomogłem zniknąć.

Alicja chodziła w tę i z powrotem po korytarzu. Dobrygin opierał się o ścianę ze skupionym wyrazem twarzy.

– Skąd mieliście ampułkę z krwią pierwszego strzygonia? – zapytała w końcu.

– Twoja babka dostała od Konstantego – odpowiedział Tobiasz.

– Od Konstantego?

– Rzuciła na niego urok. – Tobiasz popatrzył na nią z pobłażaniem. – Zrobiłby dla niej wszystko, a ona…

– …to wykorzystała – dopowiedział Nikodem z ironią.

– Zużyliśmy tylko kilka kropel – powiedział Tobiasz, jakby się usprawiedliwiał. – Resztę Maria oddała Konstantemu. Żeby nie wzbudzać podejrzeń.

– To znaczy, że Konstanty nadal ją ma? – spytała Alicja. Zaczynała się już gubić w historii ampułki. To kto ją w końcu ma? Konstanty? Czy może Dymitri?

– Nie. – Tobiasz pokręcił głową. – Konstanty oddał ją twojemu dziadkowi – zwrócił się do Nikodema.

Alicja rzuciła szybkie spojrzenie na chłopaka. Wyglądał na szczerze zaskoczonego.

– Jak to? – spytała w końcu.

Strachacz westchnął.

– No, po cudownym nawróceniu oddał wszystko Cyrylowi. Poza tym Rada go uniewinniła, anulując wszystkie jego wybryki, więc był im to niejako winien.

– Gdzie jest teraz ampułka? – spytała ostrożnie Alicja, mając bardzo złe przeczucie.

Tobiasz wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia. Cyryl przyniósł ją do domu i… – Zerknął na Nikodema. – Powinna tam wciąż być.

– Ale jej nie ma – wycedził Nikodem przez zęby.

– Dymitri… – szepnęła Alicja.

– Nie ma jej tam – syknął chłopak. – Wiedziałbym o tym.

Tobiasz uśmiechnął się z politowaniem.

– Jesteś pewien, że Dymitri nie ma przed tobą tajemnic? Tak jak ty przed nim?

Nikodem zmroził go wzrokiem. Mruknął po zwierzęcemu. Alicja dobrze znała ten pomruk. Zastanawiała się zawsze, na ile Dobrygin to kontroluje. Czy może czasem jest w stanie i potem są ofiary w ludziach. Przeszedł ją zimny dreszcz. Sama nie wiedziała czemu. Czy z powodu tego, o czym myślała, czy z powodu spojrzenia Nikodema, które szybko przeniosło się z Tobiasza na nią.

– A co z moją babką? – spytała nagle, odwracając się w stronę strachacza. – Gdzie ona teraz jest?

Starszy pan wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia. I lepiej, żeby tak zostało. Nie powiedziała mi tego dla bezpieczeństwa. Głównie mojego…

Alicja myślała przez chwilę. Coś nie dawało jej spokoju…

– Ta krew… – zaczęła w końcu. – Skąd mamy pewność, że Konstanty jej nie przehandlował. Że oddał wszystko Radzie…

– Nie mamy żadnej pewności – powiedział Tobiasz. – Nikt nie powiedział, że Konstanty nie handlował nią wcześniej. I że nie ma jeszcze jednej ampułki.

Alicja gryzła wargi. To by się zgadzało…

– Gówno prawda! – warknął Nikodem, ruszając w stronę drzwi i potrącając Tobiasza. Staruszek zachwiał się i chwycił mocno futryny. Alicja patrzyła osłupiała. Co on wyrabia?

– Nie jestem waszym wrogiem… – stwierdził spokojnie Tobiasz.

– Jasne… – syknął Nikodem, odwrócił się w jego kierunku i patrzył na niego z wściekłością.

– Możecie mi wierzyć lub nie, ale ja naprawdę z tym skończyłem. – Głos strachacza lekko drżał. – Z Zakonem, z Rycerzami, ze wszystkim. Są tacy, którzy wciąż szukają naczynia i nie cofną się przed niczym, żeby je odnaleźć. Dla pieniędzy, na cudze zlecenie… To ich powinniście się obawiać.

Spojrzał na Alicję, jakby u niej właśnie szukał zrozumienia.

Dziewczyna spuściła oczy. Nikodem patrzył na niego lodowatym wzrokiem.

– Nie ufacie mi. – Tobiasz pokiwał głową. – I dobrze. Nikomu nie powinniście ufać. Oprócz siebie, naturalnie…

– Idziemy! – ryknął Nikodem, nawet nie patrząc na Alicję. Otworzył drzwi z taką siłą, że uderzyły o ścianę i odłupały kawałek tynku. Alicja ruszyła za nim. Kiedy przechodziła przez próg, rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie w stronę Tobiasza, ale nie miała pojęcia, co powiedzieć, więc odwróciła się i zamknęła drzwi.

Dobrygin szedł szybkim krokiem, nie oglądając się za siebie. Alicja podbiegła do niego i chwyciła za ramię, zmuszając do odwrócenia się.

– Brawo – warknęła, kiedy chłopak zatrzymał się i wbił w nią wściekły wzrok. – Uwielbiam takie rozmowy.

– Nie mamy w domu żadnej pieprzonej ampułki – powiedział przez zaciśnięte zęby Nikodem.

Alicja popatrzyła na niego uważnie. Uśmiechnęła się lekko.

– To jakim cudem chciałeś nią przekupić Nataszę?

Chłopak zamarł. Przełknął ślinę, ale chyba tylko po to, żeby zyskać na czasie.

– I nawet nie możesz skłamać. – Alicja nie przestawała się uśmiechać.

– Skąd… – zaczął ochrypniętym głosem. – Skąd wiesz?

– Od niej. Chyba nie będzie zadowolona, kiedy się okaże, że tak naprawdę jej nie masz… Bo jej nie masz, prawda?

– Nie – przyznał Nikodem, nie spuszczając z niej wzroku.

Ale Alicja już się go nie bała. Zresztą, od czasu, kiedy uświadomiła sobie, jakie korzyści płyną ze złożenia przysięgi, poczuła się znacznie pewniej. Dobrygin nie mógł jej zrobić żadnej krzywdy. Nie mógł jej też oszukać. Nic nie mógł. Oczywiście, to działało także w drugą stronę. Ona również nie mogła mu nic zrobić. Ani go okłamać. No, ale co ona miała mieć do ukrycia… No właśnie… Chyba jednak parę rzeczy by się znalazło.

– Więc? Masz ją czy nie?

– Nie – odparł spokojnie Nikodem. Już nie zgrywał twardziela. – Ściemniałem.

– Trochę długo trwa to ściemnianie…

– Powiedziałem, że jest kłopot z zabraniem jej, bo Dymitri ma ją zawsze przy sobie.

– No to świetnie. – Alicja westchnęła.

– Poza tym… Też mam haka na Nataszę.

Dziewczyna zmarszczyła brwi.

– Ty?

– Tak. Tylko ona jeszcze o tym nie wie. – Uśmiechnął się szelmowsko na samą myśl.

Alicja potarła skroń. Miała dość. Chciała wrócić do domu, zjeść całą paczkę chipsów, podłubać w zębach i obejrzeć Familiadę. Albo coś równie niewymagającego myślenia. Może… obrady Sejmu?

– Co teraz? – spytała zmęczonym głosem.

– Nic. – Nikodem wzruszył ramionami. – Wykorzystam to w odpowiednim czasie.

– Nie o to pytam – mruknęła Alicja. – Co robimy?

– Naprawdę chcesz wiedzieć?

– Tak.

– Nie mam bladego pojęcia. – Rozłożył ręce.

– Powiedział, że moja babka żyje i… – Alicja skrzywiła się. Sam pomysł pozorowanego samobójstwa wydawał jej się co najmniej dziwny. Nawet jeśli nigdy w życiu nie spotkała własnej babki.

– Chyba mu nie wierzysz?

– Czemu miałby kłamać?

– A czemu miałby mówić prawdę?

– Nie wierzysz mu?

– Ani trochę. Łże jak pies.

Nikodem spojrzał z wściekłością na chałupę Tobiasza. Pewnie gdyby miał przy sobie zapałki, natychmiast by ją podpalił. Zaraz, przecież on na pewno ma przy sobie zapałki… Alicji zachciało się nagle palić. I już miała zapytać Nikodema o papierosa, lecz kiedy pomyślała o kazaniu, które wygłosi ciotka, jak tylko pachnąca tytoniem Alicja przekroczy próg, odechciało jej się nie tylko palić, ale i wracać do domu. Monolog ciotki powinien być zamieszczany na opakowaniach papierosów. Ludzie zrezygnowaliby z palenia na zawsze.

– Chodźmy już – powiedział w końcu Nikodem. – Nie będziemy stać na środku drogi jak jakieś czopy.

Alicja pokiwała głową i ruszyła za nim. W głowie miała już nie tylko spaghetti, ale i risotto. I to rozgotowane. No i była głodna. Zapiekanka ciotki zagłuszyła głód, ale równie dobrze mogła zjeść kawałek styropianu. Nikodem wciąż milczał. Ciekawe, o czym myślał. Cokolwiek to było, czuła wyraźnie jego zaniepokojenie. Zdawało się, że też miał mętlik w głowie. I też był głodny. Ale żeby to usłyszeć, nie musiała mieć żadnych magicznych umiejętności. Alicja poczuła chłód, kiedy skręcili nagle w leśną drogę. Wcześniej jedynie wyobrażała sobie, co może kryć się w ciemnym gąszczu, teraz wiedziała aż za dobrze. I wcale nie było jej z tym lepiej. Wręcz przeciwnie. Dopiero teraz jej i tak wybujała wyobraźnia zaczęła podsuwać coraz bardziej makabryczne scenariusze. Dobrze, że szła z Nikodemem. Sama chyba narobiłaby w gacie. Ale tak naprawdę poszłaby z samym diabłem, gdyby tylko zaproponował jej towarzystwo podczas spaceru w tym ciemnym jak smoła lesie. No dobra. Z tym diabłem to chyba przesadziła. Tym bardziej że tutaj był jak najbardziej realny. Kiedy minęli cmentarz i wyszli na ulicę, Alicja zatrzymała się nagle.

– Hej! – zawołała za Nikodemem, który szedł dalej, nie oglądając się za siebie. – Dokąd idziesz?

Chłopak przystanął.

– Odprowadzam cię.

– Po co?!

– A co? Myślisz, że tylko Zemrow jest takim dżentelmenem? – Uśmiechnął się kpiąco. – Muszę dopilnować, żeby nic cię nie pożarło po drodze.

Alicja poczuła, że zaczynają palić ją policzki.

Nikodem pochylił się nad nią i przyjrzał uważnie.

– Ty naprawdę na niego lecisz! – wypalił.

Alicję piekły już nie tylko policzki, ale i uszy.

– Spadaj! – odcięła się, co jeszcze bardziej rozzuchwaliło Dobrygina.

– Nie wierzę… – Pokręcił głową. – Jak widać, każda potwora znajdzie swojego amatora…

Dziewczyna wyminęła go, uderzając barkiem jego ramię.

– Hej, zaczekaj! Mówiłem o nim! – Nikodem śmiał się w głos.

Alicja szła szybko, nie oglądała się za siebie. Miała w nosie Nikodema. Chodziło o coś zupełnie innego. O coś bardziej niepokojącego. O coś, co przerażało ją na równi ze strzygami, Rycerzami Rogatego Pana i Kardashiankami. Za każdym razem, kiedy myślała o Borysie, czuła się jak… No właśnie, jak co? Nie miała pojęcia, o co chodziło, ale kiedy już raz zaczęła, nie mogła przestać. Najgorsze było to, że coraz częściej myślała o nim jak o kimś atrakcyjnym, a to już wykraczało poza myślenie o Borysie w kategoriach „czwartego do rytuału”.

– No, zaczekaj! – Dobrygin dogonił ją i szarpnął za ramię.

– Odczep się! – syknęła, wyrywając się.

– Przestań się zachowywać jak gimbaza. – Chłopak próbował zachować powagę, ale nie umiał stłumić kolejnego parsknięcia. – No, ale serio, to trochę tak, jakbyś się zaczęła umawiać z ministrantem. Poważnie, dziewczyno, znajdź sobie kogoś bardziej odpowiedniego dla siebie.

Alicja przystanęła nagle i założyła ręce na piersi. Oddychała szybko. Chyba ze złości. Albo może z innego powodu. Już sama nie wiedziała…

– A może już znalazłam.

Nikodem popatrzył na nią zaskoczony. Chyba nie tego się spodziewał.

– Tak? – spytał, mrużąc oczy.

– Tak.

Dobrygin wpatrywał się w nią przez chwilę bez słowa, jakby sprawdzał, czy żartuje.

Alicja nie spuszczała z niego oczu. Zaczęła wodzić wzrokiem po jego znieruchomiałej nagle twarzy. Poruszył się niespokojnie, jakby chciał strząsnąć z siebie jej wzrok.

– Ty tak poważnie? – upewnił się w końcu.

 

– Poważnie.

Nikodem przełknął ślinę. Było mu bardzo nieswojo. Alicja potrafiła to wyczuć. Pocił się. Czarnym bruno bananim.

– O kim ty mówisz? – wychrypiał wreszcie.

– A jak myślisz? – Nikodem patrzył jej prosto w oczy. Nawet już nie mrugał.

Podeszła krok bliżej.

Wspięła się na palcach i zbliżyła twarz do jego twarzy.

Poczuła, jak przyspiesza mu puls na szyi.

Jak przełyka nerwowo ślinę.

Jak przestaje oddychać.

Alicja przysunęła usta do jego ucha.

Owionął ją zapach wody Bruno Banani.

Rozchyliła usta.

Jej nozdrza drażnił jego zapach.

Drażnił? Nie, to chyba nie było właściwe słowo.

Coś, co pachnie tak przyjemnie, nie może drażnić, ale…

Płatek ucha Nikodema drgnął pod jej oddechem.

Alicja wspięła się wyżej na palcach.

– Chyba nie miałeś na myśli siebie, prawda? – szepnęła mu prosto w ucho.

Nikodem wypuścił powietrze.

Alicja odsunęła się od niego i stanęła naprzeciwko. Zadarła głowę i patrzyła na niego bez słowa.

A potem wybuchnęła śmiechem.

– Serio? Naprawdę myślałeś, że na ciebie polecę? – Nie przestawała się zanosić od śmiechu. Odwróciła się i ruszyła, zostawiając osłupiałego Nikodema na środku chodnika.

Nawet nie musiała się oglądać, żeby sprawdzić, jaką miał minę. Doskonale czuła jego zakłopotanie i… rozczarowanie? Serio, Nikodem? Serio?

– Jesteś psychiczna! – usłyszała za sobą. – Faktycznie, pasujecie do siebie z Zemrowem!

Alicja uśmiechnęła się pod nosem. Nie spodziewała się, że Nikodem zachowa się z klasą. Ciekawe, jak normalnie reaguje na kosza od dziewczyny? Przegryza jej gardło?

– Nie zapomnij poszukać ampułki! – rzuciła przez ramię. – Założę się, że twój wuj trzyma ją w miejscu, do którego nikt nigdy nie zajrzy. Na przykład w szufladzie z gaciami.

– Idź do diabła! – warknął Nikodem.

– Nawzajem! – odkrzyknęła Alicja, ale nie była pewna, czy usłyszał.


– Gdzie byłaś? – usłyszała, zanim jeszcze zamknęła drzwi. OK, czyli teraz czeka ją kazanie.

– Mogłabym zapytać cię o to samo – odcięła się Alicja i rzuciła kurtkę na krzesło w kuchni.

– Powieś ją na wieszak – mruknęła ciotka, nie przerywając szatkowania kapusty pekińskiej. Alicja zerknęła z przerażeniem na miskę, w której kłębiło się jakieś zielsko. Jeśli Tatiana postanowiła, że od dziś zaczynają się zdrowo odżywiać, to chyba jest już trochę za późno. Przez ostatni tydzień obie zjadły tyle zamrożonej i odmrożonej chemii, że lada chwila zaczną świecić.

Dziewczyna podeszła do stołu i zajrzała do miski.

– Co to?

– Kolacja.

– Aha. Znów wybywasz czy jak?

Tatiana odłożyła nóż.

– O co ci chodzi?

– Dzięki za odłożenie noża – mruknęła jej siostrzenica i usiadła na blacie obok zlewu.

– Złaź! – ryknęła Tatiana.

– OK, rozumiem. – Alicja zeskoczyła, przewracając oczami. Otworzyła lodówkę i wyciągnęła wodę. – Więc jak było?

– Gdzie? – Tatiana wróciła do szatkowania kapusty.

– No z Wiktorem. Chyba mi nie powiesz, że graliście w scrabble całą noc. – Alicja uniosła znacząco brew.

Ciotka nawet na nią nie spojrzała.

– Jak w szkole?

– Beznadziejnie. Możemy wrócić do Wiktora?

Tatiana westchnęła i znowu odłożyła nóż. Wytarła ręce w ścierkę z wiewiórką, która musiała być kupiona w komplecie z równie paskudną rękawicą kuchenną.

– Nie wydaje mi się, żeby to była twoja sprawa.

– A, to sorry – mruknęła dziewczyna, ocierając wierzchem dłoni usta. – Czyli faktycznie było do bani.

Tatiana znów westchnęła.

– Dobra, mam w nosie, czy Wiktor jest kiepski w łóżku, czy nie – bąknęła Alicja.

Ciotka się skrzywiła.

– To dobrze – wymamrotała i wróciła do kapusty.

– A jest? – spytała Alicja. – Dobra, i tak wolę sobie was nie wyobrażać.

– Kolacja za pół godziny – powiedziała ciotka, nie patrząc nawet w jej stronę.

Alicja nie ruszyła się z miejsca.

Przeciągnęła palcem po blacie.

Pobawiła się plastikową łyżką do sałaty.

– O co chcesz mnie spytać? – Tatiana już nawet nie ukrywała poirytowania.

– Co z Borysem?

Ciotce jakby ulżyło. Widocznie temat Wiktora był z jakichś powodów niewygodny…

– Nic. Czekamy, aż Konstanty się namyśli. – Westchnęła. – Spodziewam się, że nastąpi to w weekend.

– Myślisz, że…

– Myślę, że pozwolą mu doczekać rytuału, ale nie wiem, co jeszcze może się wydarzyć do tego czasu. – Ciotka wrzuciła ostatnią partię kapusty do miski.

No tak. Do tego czasu może się wydarzyć wszystko. Alicja pokiwała głową, ale bez przekonania.

– Kolacja za…

– Wiem, wiem – mruknęła już ze schodów.

A więc to Dymitri ma ampułkę, pomyślała, rzucając się na łóżko. Nie zdjęła nawet butów, bo nie miała na to siły. Patrzyła w sufit, jakby tam miały pojawić się odpowiedzi na wszystkie pytania. Natasza dobiła targu z Nikodemem, który wpuszcza ją w maliny, gdy twierdzi, że ampułka jest u niego w domu. Jednocześnie zarzeka się przed Alicją, że jej tam nie ma, co musi być prawdą, bo nie może kłamać, kiedy są związani przysięgą. Olga chce przekupić ją ampułką, która być może nie jest tą właściwą, skoro prawdziwą Konstanty oddał całą Cyrylowi. Pytanie, czy faktycznie całą i czy rzeczywiście Cyryl doniósł ją do domu. A jeśli tak, to czy Dymitri położył na niej łapę i czy trzyma ją na niej do tej pory? I czy Olga wie, że być może to fałszywa ampułka? Bo musi być fałszywa, skoro Konstanty nie zachował nic dla siebie. Chyba że są dwie ampułki… Tylko jak sprawdzić, czy ta od Olgi jest prawdziwa? Jeśli bliźniaczka nadal ma ochotę nią handlować, rzecz jasna…

Alicja nie wiedziała nawet, kiedy zasnęła.

No i nie posmakowała zielska ciotki.

A przynajmniej tego nie pamiętała.