Nie wywołuj wilka z lasu

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Ten cały komendant z Koziej Wólki wypytywał mnie o ciebie i Nikodema.

Alicja struchlała.

– To znaczy? – spytała ostrożnie.

– No czy się przyjaźnicie i takie tam. I w ogóle czy coś was łączy…

Alicja przygryzła wargę, ale nic nie powiedziała.

– Dlatego pytam ciebie. – Natasza brzmiała bardzo poważnie. Zbyt poważnie, żeby wziąć ją na serio. – Czy coś was łączy?

– Co za idiotyczne pytanie!

– Nie pytam, czy się z nim bzykasz, ale czy coś was łączy w sensie… służbowym – wycedziła Natasza. – Jeśli wiesz, o czym mówię…

Alicja patrzyła jej prosto w oczy. W takich chwilach zastanawiała się, czy Natasza jest faktycznie w stanie wejść do jej głowy. Jest spalona.

– Oprócz tego, że siedzę z nim w kozie? – spytała, starając się, żeby jej głos zabrzmiał naturalnie.

– Powiedziałaś, że Nikodem będzie milczał jak grób, jeśli chodzi o Elizę.

– Tak powiedziałam.

– Jak to zrobiłaś?

– Mówiłam już. Mam na niego haka.

– Jakiego?

Alicja myślała gorączkowo. Może powinna zaryzykować?

– Chyba wiesz, o jakim haku mówię… – Uśmiechnęła się porozumiewawczo.

Natasza przez chwilę patrzyła jej prosto w oczy, nie zmieniając wyrazu twarzy.

Wreszcie uśmiechnęła się szeroko.

– Serio? Też widziałaś, jak się przemienia w wilkodlaka?

Alicja zacisnęła zęby i wbiła paznokcie w uda, żeby z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Natasza widziała, jak Nikodem przemienia się w wilka? Czy ona dobrze zrozumiała?! O rany…

Pokiwała wolno głową.

Natasza klepnęła ją w ramię.

– Czad, nie? – Oczy dziewczyny błyszczały z podekscytowania. – Oczywiście poza tym, że to zakazane. W sensie przemieniać się na oczach cywilów. Wiesz, grozi mu za to Rada i w ogóle. – Spoważniała, ale tylko na chwilę. I chyba raczej fałszywie.

– Kiedy go widziałaś? – spytała Alicja, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała.

Jej koleżanka przybrała skupiony wyraz twarzy.

– W wakacje. To było na jakiejś imprezie w bunkrze. Wszyscy byli totalnie nawaleni. I upaleni. Nikodem miał jakiś towar do opchnięcia i zachwalał, że ma się po nim taki odlot, że hej! No i dał trochę jakimś kolesiom. A żeby było wiarygodniej, przemienił się na ich oczach w wilka. W sensie… no, wiesz… Że ma się niby taki trip, nie? Kolesie się posrali, ale kiedy Nikodem wrócił do swojej postaci i spytał, jak było, od razu wyciągnęli kasę i kupili wszystko. Ciekawe, co było potem, kiedy okazało się, że im się już nie wyświetla człowiek zamieniający się w wilka… – zarechotała Natasza.

Alicja słuchała tego jak streszczenia kolejnej powieści Stephena Kinga. Ale to nie była książka. Ona żyła w takim świecie, gdzie chłopak przemieniał się w wilka, żeby sprzedać trochę dragów.

– Widziałaś to?

– No.

– Na własne oczy?

– No.

Alicja nie wiedziała, co powiedzieć. To był jakiś obłęd.

– A ty? – spytała nagle Natasza. – Kiedy ty go widziałaś?

Alicja zamarła. Eee… Wcale?

Na szczęście coś jej się przypomniało.

– Poczekaj, jaki układ zawarłaś z Nikodemem?

Natasza zrobiła cwaną minę.

– No wiesz…

– Nie wiem właśnie.

– Obiecałam, że nie doniosę do Rady w zamian… – zniżyła głos.

– W zamian? – ponagliła ją Alicja.

– W zamian za święty spokój i ampułkę z krwią pierwszego strzygonia.

Czy ona właśnie mówi o tej samej ampułce, którą jakiś czas temu chciała przekupić ją Olga?

– Mówisz o ampułce…

– O ampułce z krwią pierwszego strzygonia – powtórzyła wolniej i wyraźniej Natasza.

– Tej, która…

– Tej samej. Jeśli dojdzie do tego rytuału i stracimy moc, dzięki ampułce będę mogła w każdej chwili zostać surogatem i wrócą moje magiczne właściwości. Wiem, że to trochę jak in vitro, ale skutek będzie taki sam.

Alicja patrzyła na nią w osłupieniu. A więc Olga miała rację. Ta ampułka faktycznie tak działała…

– Myślałam, że chcesz się pozbyć swoich magicznych właściwości – zdziwiła się.

– Chcę mieć furtkę OK? – Natasza wzruszyła ramionami.

Alicja myślała przez chwilę. Coś jej się nie zgadzało…

– Skąd Nikodem ma ampułkę pierwszego strzygonia?

– Od Konstantego.

– Co?!

Natasza uciszyła ją gestem i zaczęła nadsłuchiwać. Na szczęście w łazience panował gwar; słychać było jedynie piski i paplanie dziewcząt, które tak jak one postanowiły wykorzystać długą przerwę na plotkowanie albo poprawianie urody. Alicji i Nataszy ten jazgot był akurat na rękę, chociaż co chwilę ktoś szarpał za klamkę drzwi ich kabiny i wydawał pomruk niezadowolenia po zderzeniu z zasuniętym zamkiem.

– To nie tak… – zaczęła Natasza. – Konstanty, który, jak wiemy, święty nie był, przehandlował ją w czasach swojej szalonej młodości. Chciał ją potem odzyskać i znów narobił niezłego bigosu. I stanął przed Radą. A w Radzie siedział akurat Cyryl Dobrygin. Tak, tak – mruknęła, widząc minę Alicji. – Z tych Dobryginów. To był dziadek Nikodema. Zarekwirował ampułkę, która miała od tej pory być trzymana w siedzibie Rady razem z innymi niebezpiecznymi rzeczami. Jak się zapewne domyślasz, dziwnym zbiegiem okoliczności zaginęła i wieść niesie, że miała trafić do rąk Dymitriego. On, oczywiście, wszystkiego się wyparł, ale chyba nikt nie wierzy Dymitriemu…

Alicja skrupulatnie przyswajała informacje o ampułce, zastanawiając się, kto tu kłamie, Nikodem czy Olga.

– I co? – spytała w końcu. – Nikodem ma ci ją dać?

– No. Tylko… – zawahała się Natasza. – Najpierw musi ją znaleźć, bo nie wiadomo, gdzie ją trzyma Dymitri. Raczej nie nad kominkiem w salonie.

– Jaką masz pewność, że Nikodem cię nie wpuszcza w maliny? – spytała przytomnie Alicja.

– Jeśli wpuszcza, jeszcze tego samego dnia idę do Rady – powiedziała twardo Natasza. Alicja widziała błysk w jej oku i wiedziała, że przyjaciółka nie żartuje.

– A co z tobą? – spytała nagle Natasza. – Co ty mu powiedziałaś, żeby siedział cicho?

Alicja zmarszczyła brwi.

– Raczej czego nie powiedziałam…

Natasza zrobiła wielkie oczy.

– Nie powiedziałam mu, że nie jest koryfeuszem. – Głos Alicji brzmiał wyjątkowo spokojnie. – On wciąż wierzy, że jesteśmy nimi oboje. Więc powiedziałam mu, że jeśli będzie milczał w sprawie Borysa, wejdę z nim w ten układ. W tę… przysięgę czy coś tam. Jemu naprawdę zależy na tym naczyniu, wiesz?

– Nam też. – Natasza zmroziła ją wzrokiem. – Czy ty coś robisz w tym kierunku? Czy jeszcze siedzisz i rzucasz monetą?

Alicja zacisnęła zęby. Jak długo będzie ciągnąć jeszcze tę farsę?

– Chyba musimy już wyjść. Siedzimy tu trochę długo – zauważyła chłodno i chwyciła za zasuwkę.

Natasza przytrzymała jej rękę.

– Pytam poważnie.

– A ja ci poważnie odpowiadam, że musimy wyjść, bo zaraz skończy się przerwa – powiedziała przez zęby, nie spuszczając wzroku z Nataszy. – A teraz się odsuń.

Natasza puściła ją i się przesunęła.

Alicja wypadła z kabiny. Zaraz za nią wytoczyła się Natasza. Gwar w łazience ucichł jak nożem uciął. Wszystkie oczy zwróciły się na dziewczyny. Alicja dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, jak głupio musiało to wyglądać. Uśmiechnęła się lekko.

– No to chyba nie było tak bardzo intymne miejsce, jak myślałyśmy…

Natasza poprawiła czarny – jak zawsze – T-shirt.

– A mnie to tam nie przeszkadza. – Odsłoniła zęby w uśmiechu.

Ruszyła w stronę lustra, a dziewczęta rozstępowały się przed nią jak Morze Czerwone.

Natasza przejrzała się, starła rozmazany tusz do rzęs i poprawiła włosy. Wyszła, zostawiając osłupiałe koleżanki za sobą. Alicja miała ochotę parsknąć śmiechem na widok ich min, ale się powstrzymała. Przeszła między nimi i pchnęła niedomknięte drzwi. No, to chyba szkoła znów będzie miała czym żyć.


Alicja stała przed maszyną do napojów z lekko przechyloną głową i próbowała przeczytać, która woda jest gazowana, a która nie. Cola skończyła się chyba dawno temu, bo w jej miejscu ziała czarna dziura. W głowie miała kompletny mętlik. Nie wiedziała, od czego ma zacząć. Od tego, że Nikodem obiecał Nataszy ampułkę, którą jej z kolei chciała obiecać Olga? Czy może od tego, że mają indykację? A może od tego, że powinna, tak czy siak, porozmawiać z Nikodemem? A może z Olgą? O Borysie nie wspominając… Wreszcie udało jej się wyjąć wybraną butelkę. Spojrzała na etykietę. Cholera, niegazowana! Nienawidziła niegazowanej, mimo że rodzice jej tłumaczyli, że nie powinna pić gazowanych napojów, bo… No właśnie, dlaczego?

– Powinnaś pić niegazowaną. Nie czytałaś w internecie? To bardzo niezdrowo…

Dziewczyna zesztywniała. Pochylał się nad nią Dymitri. Cała krew odpłynęła jej z głowy i poczuła, że robi jej się słabo. Jednak strach był silniejszy i krew wróciła na swoje miejsce. Adrenalina też.

– Czego chcesz? – warknęła.

– Widzę, że nic się nie zmieniło. Nadal jesteś dla mnie niemiła. – Jego głos był, jak zawsze, niski i chrapliwy. Uśmiechał się przy tym lekko, co tylko potęgowało jej strach.

– Czego chcesz? – powtórzyła przez zaciśnięte zęby.

Dymitri pochylił się nad nią jeszcze bardziej i jego głos przeszedł w szept.

– Zostaw go w spokoju.

Alicja wyglądała na totalnie ogłupiałą.

– Nie wiem, o czym mówisz.

– Dobrze wiesz. Odczep się od Nikodema. Wiem, że jest niezły… – Znów się uśmiechnął, mrużąc przy tym oczy.

– Jeśli uważasz, że twój bratanek jest niezły, to chyba powinien zająć się tobą prokurator – powiedziała Alicja lodowatym tonem, chociaż serce podchodziło jej do gardła.

 

– Wyszczekana się zrobiłaś. – Czy w jego głosie słychać było uznanie? – Wiem, co kombinujesz… – Tym razem już nie było żadnych wątpliwości. W jego głosie dźwięczało ostrzeżenie. I groźba. – I nie uda ci się to.

– Niby co?

– Nie udawaj! – syknął. – Jesteś taka sama jak twoja ciotka.

Alicja starała się oddychać miarowo, mimo że przychodziło jej to z trudem. Nie chciała, żeby zobaczył, jak bardzo się boi. Chociaż na bank czuł jej strach. Jak pies. Albo raczej jak wilk…

– Do tego rytuału nie dojdzie – powiedział Dymitri. – Masz na to moje słowo. Możecie sobie pomarzyć!

– Ale naczynie wciąż cię kusi, co? – spytała nagle, czując rosnącą przewagę. W końcu on nie wie tego, co wie ona… – Chciałbyś je w końcu dostać w swoje ręce, prawda? Zniszczysz je i masz spokój raz na zawsze. A tak… musisz zabijać wszystkich, którzy mogliby je znaleźć i doprowadzić do rytuału.

Dymitri roześmiał się głośno.

– Nie macie go, prawda? Oczywiście, że go nie macie…

– Nie mamy. Ale wy też go nie macie. I nawet nie masz pojęcia, jak je znaleźć…

Dymitri spoważniał.

– Ale ty, zdaje się, wiesz, prawda? Bo jesteś koryfeuszem.

– Skąd ten pomysł?

– Stąd że nie jest nim żadne z nich.

– A twój bratanek?

– Nikodem? Nie. Na pewno nim nie jest. To ty nim jesteś, dlatego tak na ciebie czekali.

– Powiedzmy, że nim jestem. I co? Zabijesz mnie teraz? Jeśli to zrobisz, to nigdy nie znajdziesz naczynia. A w następnym pokoleniu na pewno ktoś je znajdzie, rytuał zostanie odprawiony, a ty będziesz w dupie. No więc na co czekasz? Może mnie zepchniesz ze schodów? Albo nie! Wiem! Po prostu przegryziesz mi szyję. Może będzie to kolejny wypadek, co? Po Elizie, Malcu…

Dymitri zaciskał pięści.

– Nie wolno mi…

Alicja zamarła. Co on właśnie powiedział? Że co mu nie wolno?

– Co ty powiedziałeś? Zmieniłeś zdanie? Nie będziesz mnie jednak zabijał?

Dymitri wyglądał tak, jakby przestraszył się własnych słów.

– Nie zmieniłem zdania co do ciebie – wycedził przez zęby. – I nie będę powtarzać. Lepiej uważaj, dziewczynko. I trzymaj się z dala od Nikodema.

Odszedł szybkim krokiem. Kiedy zniknął za rogiem, Alicja odetchnęła. Miała wrażenie, jakby całą rozmowę z Dymitrim prowadziła pod wodą i dopiero teraz mogła zaczerpnąć powietrza.

Na karku wystąpił jej zimny pot. Przyłożyła chłodną butelkę do czoła. Nagle poczuła, jak ktoś uderza ją barkiem. Wszystkie drobne, które cały czas ściskała w ręku, rozsypały się po podłodze.

– Hej! – wrzasnęła, zanim się zorientowała, kto to taki.

Do maszyny podszedł Nikodem, który zaczął wyłuskiwać jakieś drobniaki z kieszeni.

Alicja zamilkła. Co on wyprawia?

– Nie drażnij go – wyszeptał Nikodem.

Alicja nie ruszyła się z miejsca.

– Nie wiesz, do czego jest zdolny.

– Chyba jednak wiem – syknęła.

– Nie masz pojęcia – powiedział Nikodem, wrzucając drobniaki do maszyny. Alicja udawała, że zbiera swoje z podłogi.

Nikodem zastanawiał się nad napojem.

– Chyba mamy indykację – rzucił, przekrzywiając głowę i przyglądając się rzędowi puszek.

– Tak, to… – zaczęła Alicja.

– Nie mów tego głośno – syknął Nikodem, wybierając puszkę sprite’a. – Myślisz o tym samym, co ja?

Alicja osłupiała. Wytężyła wszystkie zmysły. Niemal czuła myśli Nikodema… Złoty pięćdziesiąt reszty, rękawiczka, przyklejona do bocznej ściany maszyny guma do żucia, puszka sprite’a…

– Tak – powiedziała ze ściśniętym gardłem. Czy ona czyta w jego myślach???

– To dobrze – szepnął Nikodem. – No to do roboty!

Dziewczyna się skrzywiła.

– Mamy sprawdzić wszystkie rękawiczki w mieście?!

– Zacznijmy od własnych – mruknął Nikodem i pochylił się po napój. – Zakładam, że ty sama masz ich z pięć tysięcy. I to różowych.

Alicja wstała i otrzepała kolana.

Przechodząc obok Nikodema, uderzyła go z całej siły barkiem.

– Idiota! – warknęła.

Dymitri przyglądał im się z drugiego końca korytarza.


Alicja czekała na Borysa. Grzebał się niemiłosiernie, na dodatek był – jak zawsze – w pakiecie z Olgą, która już nawet nie starała się ukrywać swojej niechęci do Alicji. Na szczęście tym razem Alicja nie musiała się użerać z Nataszą, która wyjątkowo nie miała dzisiaj ochoty wychodzić ze szkoły razem z koleżanką. Nie wyglądała na obrażoną, bo Natasza należała do tych dziewczyn, które nie fochują, ale walą prawdę między oczy (ewentualnie po prostu walą między oczy), na pewno była jednak wściekła. I podejrzliwa. A to, że miała ku temu powody, to już zupełnie inna historia…

Alicja podeszła do bliźniaków, którzy stali właśnie przy swoich szafkach i w milczeniu pakowali książki do plecaków.

– Możemy porozmawiać? – spytała Borysa, starając się ignorować spojrzenie jego siostry, która świdrowała ją nienawistnym wzrokiem.

– Tak, jasne – powiedział cicho chłopak. Był biały jak ściana i miał podkrążone oczy, co sprawiało, że wyglądał jak najprawdziwszy Edward ze Zmierzchu, i to bez charakteryzacji. Oczywiście, nie w wydaniu Roberta Pattinsona…

– Dziadek na nas czeka – rzuciła lodowatym tonem Olga.

– Przejdę się. – Borys zatrzasnął szafkę.

– Co? – Olga aż otworzyła usta ze zdziwienia.

– Powiedziałem, że się przejdę – powtórzył jej brat, tym razem ostrzej.

Olga walnęła drzwiczkami szafki.

– Jak chcesz! Będziesz się sam tłumaczył – warknęła i odwróciła się na pięcie.

Borys uśmiechnął się słabo do Alicji.

– Chyba mnie nie lubi – mruknęła, patrząc w ślad za Olgą.

– Nieee… Zdaje ci się. – Borys puścił do niej oko.

Dziewczyna roześmiała się, ale jej śmiech zabrzmiał nerwowo.

Borys zasunął plecak i popatrzył na nią wyczekująco.

– O czym chciałaś porozmawiać?

– Może wyjdziemy stąd? – zaproponowała. – Mam dość szkoły na dziś.

Fakt. To był jeden z gorszych dni. A pojawienie się Dymitriego było chyba gwoździem programu. Albo gwoździem do trumny, jak kto woli. Dawno go nie widziała, a już na pewno nie z tak bliska. I wciąż wzbudzał w niej lęk. Zupełnie jak wtedy na cmentarzu. Wierzyła Nikodemowi, że Dymitri jest zdolny do wszystkiego. W końcu zabił swoich przyjaciół… Nie powinna testować jego możliwości. Ciotka ma rację. I Nikodem też. Tylko o co mu chodziło, kiedy powiedział, że nie wolno mu zrobić jej krzywdy?

– Alicja? – Głos Borysa wyrwał ją z zamyślenia.

– Tak? – Podniosła głowę.

– Idziemy?

– Tak. – Uśmiechnęła się lekko. – Chodźmy.

Wyszli na zewnątrz. Alicja wciągnęła głęboko powietrze.

– Jak się czujesz? – spytał Borys.

– Serio? Pytasz, jak ja się czuję? To chyba ja powinnam ciebie o to spytać.

Szlachetny do końca. Zaraz, do jakiego końca???

– Nie wiem… Chyba jeszcze to wszystko do mnie nie dociera… – Pokręcił z niedowierzaniem głową.

Alicja musiała przyznać, że wyglądał dokładnie tak, jak się sam opisał.

– No tak… – mruknęła. Czuła się niezręcznie. Co właściwie powinna mu powiedzieć?

– To o czym chciałaś rozmawiać? – spytał w końcu chłopak.

Alicja zmieszała się. No właśnie. O czym?

– Pomyślałam… że może ty chciałbyś porozmawiać… O tym, co się stało. Zakładam, że nie masz za bardzo z kim o tym pogadać…

Borys milczał przez chwilę.

– No raczej… – przyznał w końcu. – Wszyscy mnie nienawidzą.

– Nie bądź głupi.

– Wszyscy mnie nienawidzą i mają rację – powtórzył.

– Borys… nie dramatyzuj – westchnęła Alicja. – Chociaż… Jak by na to nie patrzeć, przemieniłeś Elizę i pozwoliłeś nam wierzyć, że zrobił to Dymitri. Albo Nikodem… – powiedziała ostrożnie. – To nie było… rozsądne. Ani bezpieczne…

Alicja czuła się jak własna ciotka. Ciotka Mela, rzecz jasna. Tylko ona mogłaby tak powiedzieć. Tatiana użyłaby inwektyw i darłaby się tak, jakby ktoś ją wsadził do jednego pokoju z Justinem Bieberem.

– Wiem – odparł cicho Borys. Spuścił głowę, więc Alicja nie mogła zobaczyć, jaki miał wyraz twarzy. Na pewno jednak wyglądał żałośnie. Może nie powinna mu była tego mówić. Może? Na pewno! Chyba właśnie dołożyła swoją osobistą cegiełkę do totalnego zgnojenia Borysa po tym, jak wszyscy zrobili to już wczoraj w salonie Tatiany. Konstanty na pewno zrobił to jeszcze raz po powrocie do domu.

– Dobra, wiem, że gadam jak Konstanty…

– Wierz mi, daleko ci do niego – mruknął Borys.

– Miałeś kazanie po powrocie? – spytała, chociaż dobrze wiedziała, że jest więcej niż pewne, że Konstanty nie przepuścił okazji do wygłoszenia trzygodzinnej mowy oskarżycielskiej. Pewnie gdyby zamiast Piłata sądził Jezusa, ludzie by natychmiast zażądali jego uniewinnienia, żeby tylko skończył gadać.

– No. I to jakie…

– Posadził cię na karnego jeżyka? – parsknęła Alicja.

– Gorzej.

– Co???

– Mówił, jak bardzo jest rozczarowany. Długo mówił. – Borys podkreślił słowo „długo”.

No tak. Alicja znała to doskonale. Jej rodzice robili dokładnie to samo. Czasami wolała, żeby ją sprali albo zamknęli w szafie i nie wypuszczali aż do osiemnastki, niż robili miny spaniela i powtarzali jak mantrę, że są głęboko zawiedzeni i czy zdaje sobie sprawę, jaki sprawiła im zawód. No to pięknie. Konstanty jest gorszy, niż myślała.

– Przyznasz się? – spytała, zanim pomyślała. Cholera… Chyba nie powinna go o to pytać. Dlaczego nie potrafi być taktowna?

– Chyba nie mam wyjścia. Złamałem prawo. Wiem, że rytuał jest ważny, ale dziadek ma rację, jeśli się przyznam i dobrowolnie poddam karze, może dostanę łagodniejszy wyrok. Może…

Alicja przygryzła wargę.

– Chciałeś dobrze…

Co ona wygaduje? Mogłaby się zdecydować. Albo go beszta, albo pociesza. Nie może robić tych dwóch rzeczy jednocześnie. Nie może? A może właśnie…

– Naprawdę chciałem ją uratować…

– Wiem. To znaczy… domyślam się, że zrobiłeś to, żeby ją uratować. Ale…

– Ale złamałem prawo i naraziłem wszystkich na niebezpieczeństwo. Ciebie zresztą też. Powinnaś być wściekła. Przeze mnie Eliza próbowała cię zabić.

– Tylko dwa razy. – Alicja próbowała zażartować, ale chyba kiepsko to zabrzmiało.

– O dwa razy za dużo – powiedział twardo Borys.

Dziewczyna milczała. Nie znajdowała słów, żeby go pocieszyć. Już nie była zła. Czy ona w ogóle była na niego zła z tego powodu? Właśnie uświadomiła sobie, że chyba nie.

– Nie myślałem, że tak to się wszystko potoczy… – Naprawdę brzmiał, jakby był zaskoczony.

– Wiem…

Alicja zmarszczyła brwi. Dlaczego ta rozmowa zaczyna przypominać dialog z tureckiej telenoweli? Czy tylko ona odniosła takie wrażenie?

– Co robimy? Dokąd idziesz? – Zatrzymała się nagle i rozejrzała. Borys powinien chyba już dawno skręcić.

– Chyba właśnie cię odprowadzam. – Chłopak również przystanął. Też się nie zorientował, że minął swoją ulicę. – Jeśli chcesz, oczywiście.

Alicja popatrzyła na niego osłupiała. Czy chciała, żeby ją odprowadzał?

– Tak, jasne – powiedziała szybko. Oszalała? Po co ma ją odprowadzać? Nie trafi do domu czy jak? Od kiedy nie ma nic przeciwko odprowadzaniu do domu? I to jeszcze przez Borysa? Chyba jedynym wytłumaczeniem było to, że było jej go żal. Był w dupie. Gdyby ona w niej była, też chciałaby, żeby ktoś się nad nią poużalał. Chyba tylko o to chodziło. Chyba…

Zaczęli wolno iść.

– Co z Elizą? – spytała Alicja, bo nie znalazła lepszego tematu.

– Nic. – Borys wzruszył ramionami. – Siedzi wciąż w pokoju. Nie wie, co robić. I co gorsza, ja też za bardzo nie wiem. To znaczy coś wiem, ale… To mój pierwszy raz, więc chyba trudno wymagać, żebym wiedział, co i jak. W życiu nie miałem do czynienia ze świeżakiem. To trochę jak…

– Nazwijmy rzecz po imieniu. Zostałeś ojcem – mruknęła Alicja.

– No coś w tym rodzaju. – Chłopak uśmiechnął się blado. – I raczej tu nie pomoże przełożenie przez kolano. To znaczy… wiesz, co mam na myśli. – Spojrzał na nią w popłochu, jakby powiedział coś zdrożnego, a Alicja był siostrą zakonną, odmawiającą przez całą drogę różaniec.

– Wiem, wyluzuj.

Milczeli przez chwilę.

 

– Myślisz, że zatają to przed Radą? – spytała Alicja. – W sensie: do czasu rytuału.

Borys wzruszył ramionami.

– Nie wiem. Słyszałaś. Będą głosować. – Uśmiechnął się gorzko. – Może rzucą monetą. Będzie prościej.

– Zależy im na tym rytuale, więc…

– Niby tak, ale nie wiem, czy będą chcieli aż tak ryzykować. Gdyby wyszło na jaw, że ukrywali… przestępcę, to raczej nie będzie już czego zbierać. Ani ze mnie, ani z nich. To znaczy z was…

– No, nie wiem… – Pokręciła głową. – Jeśli weźmiemy pod uwagę to, do czego są w stanie się posunąć, żeby mnie zmusić do tego rytuału…

Borys zatrzymał się nagle i popatrzył na nią poważnie.

– Chcę, żebyś wiedziała, że nikt nie ma prawa zmuszać cię do tego rytuału.

Przystanęła zaskoczona.

– Wiem, mówiłeś mi to sto razy.

– Więc mówię ci to po raz sto pierwszy. Nie pozwól na to, żeby w jakikolwiek sposób zmuszono cię do zrobienia czegoś wbrew twojej woli.

Borys brzmiał bardzo serio. Zbyt serio.

– Chyba nie wiesz, co mówisz… – Alicja się skrzywiła.

– Wiem. To powinna być twoja decyzja i tyle.

Chyba w końcu zaczynała rozumieć, o co mu chodzi. Zwłaszcza teraz. Nie chciał, żeby ktoś zadecydował za nią, tak jak za chwilę ktoś zadecyduje za niego. Czy oni naprawdę każą mu się przyznać? I to przed rytuałem? Przed rytuałem, na punkcie którego mają obsesję?

– No tak – powiedziała wymijająco. – Masz rację.

– Obiecaj mi, że to będzie twoja decyzja. – Borys chwycił ją za ramiona i zmusił, żeby spojrzała na niego.

Alicja zesztywniała. O co mu chodzi?

– Dobra, obiecuję. Już? OK?

– Po prostu… Nie chcę, żebyś to robiła z poczucia winy.

Z jakiego poczucia winy? Oszalał? Chyba nie myślał, że jej zgoda na udział w rytuale będzie miała jakikolwiek związek z decyzją o tym, żeby zataić postępek Borysa przed Radą? Zerknęła na niego. Wciąż wyglądał tak, jakby miał odebrać od schodzącego z góry Mojżesza kamienne tablice.

– Posłuchaj – odezwała się w końcu. – Moja decyzja nie będzie miała związku z niczym. Tego możesz być pewien.

Borys pokiwał głową. Wyglądał na uspokojonego.

– Idziemy? – spytała Alicja.

Chłopak zaczął iść. Alicja pokręciła głową i ruszyła za nim. Co ją napadło, żeby dać się odprowadzić? A, no tak. Było jej go żal. Jak tak dalej pójdzie, to może skończy z nim w łóżku z tej empatii. W jakim łóżku? Skąd jej to przyszło do głowy? Alicją wstrząsnął dreszcz. O dziwo, nie był to dreszcz obrzydzenia. O czym ona w ogóle myśli? Spojrzała na niego ukradkiem. Szedł ze wzrokiem wbitym w ziemię. Raczej chyba nie myślał o pójściu z nią do łóżka. O rany… Chyba naprawdę jej odbiło. Powinna zacząć coś mówić, bo myślenie raczej jej nie wychodzi. Tylko o czym… I wtedy… Coś jej się przypomniało.

– Borys, czy ampułka, którą chciała mi dać Olga, jest prawdziwa? – spytała nagle.

Popatrzył na nią, jakby poprosiła go, żeby podał wzór chemiczny kwasu solnego.

– Tak. Dlaczego pytasz?

Bo jakoś to się nie zgadza z historią Nataszy o ampułce, którą przepił Konstanty i znalazła się u Dymitriego? - pomyślała.

– Tak… po prostu – mruknęła. – Ale jesteś pewien?

– Jestem. – Borys nadal miał taką minę, jakby wciąż zastanawiał się nad wzorem kwasu.

– OK.

– Nie wierzysz Oldze, tak? O to chodzi?

Alicja przygryzła wargę.

– Po prostu… Nie wydaje ci się dziwne, że ona chce coś takiego… przehandlować?

Borys uśmiechnął się i pokręcił głową.

– Nie. Oldze bardzo zależy na tym rytuale i zrobi wszystko… a przynajmniej bardzo dużo, żeby się odbył. Jeśli ci to proponowała, to znaczy, że wytoczyła najcięższe działo, jakie mogła. No, nie licząc uprowadzenia cię, przywiązania do kaloryfera i katowania piosenkami Zenka Martyniuka.

– Ale… czy jest możliwe, że ta ampułka nie jest prawdziwa, a wy o tym nie wiecie?

– Raczej nie… Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

Alicja wzruszyła ramionami.

– Ja bym się jej nie pozbyła na miejscu Olgi. Jest wiele warta.

– Dla Olgi rytuał jest wart więcej. Poza tym ona nie chce być już strzygą, więc tym bardziej do niczego nie jest jej potrzebna krew strzygonia. No, chyba że do przekupienia kogoś.

Alicja już go nie słuchała. Teraz zaczęła się zastanawiać, po co właściwie Olga ją przekupuje. A jeśli wie doskonale, że ampułka nie jest prawdziwa? No, ale przecież można to jakoś sprawdzić, prawda? Tylko jak? Czy w zeszycie Tatiany będzie coś na ten temat?

– Jesteśmy na miejscu.

– Co? – Alicja podniosła głowę. No tak. Szli chyba z piętnaście minut. W Warszawie jechała tyle metrem ze szkoły do domu. Tutaj w kwadrans można przejść całą wieś.

– Faktycznie. – Uśmiechnęła się. – Trafiliśmy.

Borys poprawił plecak na ramieniu.

– Więc… – zaczął.

– Więc… – powtórzyła Alicja.

Zrobiła krok w jego stronę. Sama nie wiedziała dlaczego. Stała tak blisko, że czuła jego zapach. Nie była w stanie stwierdzić jednoznacznie, czym pachnie Borys, ale przyjemnie drażniło to jej nozdrza. Patrzyła na jego ramiona w białej koszulce. Szerokie i sprawiające wrażenie silnych. I na pieprzyk, który miał na szyi. Prawie we wgłębieniu obojczyka. Widziała dokładnie jego twarz. Twarz, której nigdy się tak naprawdę nie przyglądała. I musiała przyznać, że bardzo jej się podobało to, co widziała. Kilka jasnych kosmyków spadło chłopakowi na czoło, ale ich nie odgarnął. Zauważyła też, że ma kilka piegów na nosie i pod oczami. I że jego usta są bardzo ładnie wykrojone. Były lekko spierzchnięte. Borys jakby właśnie o tym samym pomyślał, bo zwilżył je językiem, po czym rozchylił je bezwiednie.

Myślała tylko o tym, żeby go pocałować.

Borys wciągnął powietrze ze świstem.

Alicja czuła, jak zasycha jej w gardle.

Przełknęła ślinę.

On prawie nie oddychał.

Alicja rozchyliła wargi.

Borys już nie tylko nie oddychał, ale wpatrywał się w nią, nie mrugając.

Alicja znów przełknęła ślinę.

Oparła się o furtkę, bo poczuła, że musi się oprzeć. O coś. I Borysowi. Tylko czy naprawdę chciała się opierać?

– Cholera jasna!

Furtka była otwarta, więc Alicja nie znalazła oparcia. Prawie upadła, kiedy bramka otworzyła się do końca i uderzyła o słupek.

Borys chwycił ją za ramię.

– Wszystko w porządku?

– Tak – wymamrotała, rozcierając obolały łokieć. – Serio. – Wysunęła ramię z uścisku Borysa.

Chłopak patrzył na nią osłupiały. Miał oczy jak spodki. Latające.

– Nieźle się urządziłam. Muszę przyłożyć coś zimnego – mruknęła, nawet nie patrząc w jego stronę. – Dzięki, że mnie odprowadziłeś. Widzimy się później, pa! – powiedziała na jednym wydechu i wbiegła na ganek.

Borys podniósł rękę na pożegnanie. Wciąż miał otwarte usta.

Alicja mocowała się z zamkiem. Jak na złość klucz nie chciał wejść. Zmełła w ustach przekleństwo. I to niejedno. Co to było? Co to było przed chwilą? Czy ona oszalała? Tak, na pewno oszalała, nie ma innego wytłumaczenia. Borys? Serio? Borys??? Chciała pocałować Borysa?

– Au!

Skaleczyła się ostrą końcówką klucza, których cały pęk wypadł jej z ręki i z głośnym brzękiem uderzył o próg.

– Ostrożnie. Zrobisz sobie krzywdę.

Podskoczyła jak oparzona.

– Co ty tu robisz? – warknęła.

Nikodem schylił się po klucze.

– Pozwolisz?

Bez problemu włożył klucz w zamek i przekręcił. Drzwi się otworzyły.

– Oszalałeś? – syknęła. – Jak ciotka cię zobaczy…

– Twojej ciotki nie ma. Wyszła jakieś dziesięć minut temu.

Alicja odgarnęła włosy, które w trakcie szamotaniny z zamkiem wysunęły się z niedbałego węzła na karku.

– Powtórzę pytanie: co tu robisz? Śledzisz mnie?

Nikodem uśmiechnął się szeroko.

– Trzeba było powiedzieć… Odprowadziłbym cię do domu.

Dziewczyna zaniemówiła. Przecież on musiał widzieć to, co stało się przed domem. A raczej co się nie stało…

Zacisnęła zęby, szukając równocześnie jakiejś ciętej riposty. Jak na złość nic nie przychodziło jej do głowy.

– Nie wiedziałem, że tak się sprawy mają. – Nikodem miał świetny ubaw. – Czy ty i Zemrow… no wiesz… – Popatrzył na nią wymownie. – Zamierzasz mieszać gatunki? To chyba niezdrowo? A na pewno niestrawnie…

Alicja zacisnęła usta i odwróciła się na pięcie. Pchnęła drzwi i już miała przekroczyć próg, kiedy uderzyła głową o niewidzialną ścianę. Zaklęła głośno. To miło, że ciotka zamknęła dom, ale czy musi to robić zawsze wtedy, kiedy Alicja musi szybko wejść albo wyjść? Wymamrotała formułę odblokowującą dostęp i wmaszerowała do środka. Już miała odnowić blokadę, kiedy w drzwiach stanął Nikodem.

– Nie zamykaj – powiedział spokojnie. – Przychodzę w pokojowych zamiarach.

– Jasne – żachnęła się Alicja. – A Władimir Putin tak naprawdę pracuje w ONZ-ecie.

Nikodem pokręcił głową, nie przestając się uśmiechać w sposób, który zawsze doprowadzał Alicję do szewskiej pasji.

– Słuchaj, jeśli chodzi o to, że wam z Zemrowem nie wyszło, to powiem ci tak: zabieracie się do siebie jak pies do jeża. – Nikodem wydął wargi. – Mógłbym cię trochę podszkolić, jeśli…