Na szczycie. Właściwy rytm

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Tata! Tata! – Właśnie robiła z Simonem kolejną rundkę wokół ogrodu. On miał dość, a ona zdecydowanie nie. Trey za to wpatrywał się w Chloe jak w obrazek i zaczął wspominać, jak to było, gdy Charlotte była taka malutka.

– I pamiętam, jak pierwszy raz zmieniałem jej pieluchę i jak mnie wtedy osikała. To było cudowne! – westchnął z rozrzewnieniem i spojrzał na Seda. – Zapamiętuj takie momenty, stary, bo to najfajniejsze chwile w życiu! – dodał, a Sedrick spojrzał na mnie tak cholernie smutno. Doskonale wiedziałam, że miał do mnie żal, że nie wiedział o ciąży. Zapewne nigdy mi tego nie wybaczy.

– Charlie mnie wczoraj osikał! – odpowiedział po chwili i wymusił uśmiech. Zrobiło mi się niezręcznie, więc wstałam i dołączyłam do Charlotte i Simona.

– Ale ona urosła! – Schyliłam się i chciałam wziąć ją na ręce, ale zabolał mnie brzuch. Cholera! Skrzywiłam się, a Simon od razu zabrał ode mnie swoją córeczkę.

– Mała, uważaj, ona waży już naprawdę sporo! – powiedział i uśmiechnął się lekko.

– Naprawdę urosła i jest taka śliczna. – Pogładziłam jej policzek, a ona pisnęła radośnie i chciała złapać mnie za włosy.

– Zanim się obejrzysz, wasze maluchy też tak urosną. Czas leci jak szalony… – westchnął i zmrużył oczy, spoglądając w stronę wysokiego żywopłotu.

– Chciałabym cię przeprosić, że wtedy tak nagle i bez wytłumaczenia przestałam się nią opiekować i oddałam ją twoim rodzicom, ale… – Simon odszedł kawałek, jakby mnie wcale nie słuchał. – Simon? – zapytałam, bo dalej wpatrywał się w to samo miejsce.

– Pieprzone pismaki! – krzyknął i postawił Charlotte na trawie, a sam ruszył w kierunku żywopłotu. W pierwszym momencie kompletnie nie wiedziałam, o co chodziło. Dopiero po chwili zorientowałam się, że ktoś robił nam zdjęcia. Kurwa!

– Sed, zabierz dzieci! – Chwyciłam Charlotte za rączkę i podeszłam do nich.

– Co się dzieje? – Spojrzał w stronę Simona, który właśnie podbiegał do płotu i krzyczał coś na jakiegoś idiotę, który schował się tam z aparatem. Cudownie! Czyli już cały świat zapewne wiedział, że Sedrick Mills został ojcem. Byłam przekonana, że jutro rozpęta się medialne piekło.

– Ktoś robi nam zdjęcia – powiedziałam i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Wyglądałam strasznie, a zdjęcia jeszcze dodatkowo mnie pogrubią. Nigdy się tym nie przejmowałam, ale wiedziałam, że gdy zobaczę zdjęcia i artykuł o tym, jaka jestem zaniedbana i paskudna, to będę wyć jak głupia.

– Co? Gdzie?! – Sed oddał mi Charliego, którego trzymał na rękach, i pobiegł za Simonem. Strasznie się wkurzył i nie ma co się dziwić. Na pewno nie chciał, by ta wiadomość wyciekła do mediów. Mi nawet nie chodziło o mnie, ale nie życzyłam sobie, by zdjęcia moich dzieci były publikowane w jakichkolwiek gazetach czy na plotkarskich portalach. Zaczęli się kłócić z tym facetem, który stał za ogrodzeniem i dalej nas fotografował. Trey zabrał Charlotte i Chloe i razem wróciliśmy do domu. Stanęłam w tarasowych drzwiach i przyglądałam się, jak Sed dzwoni gdzieś, a po chwili tego pożal się Boże paparazzo zgarnia ochrona. Jak mogli go wcześniej nie zauważyć?

Bardzo się zdenerwowałam. Trey także chodził nerwowo po kuchni i jedynie zerkał w stronę tarasowych drzwi. Wiedziałam, że najchętniej też by tam poszedł i powiedział, co myśli. Na szczęście został w domu i nie wtrącał się w awanturę. Trzymałam na rękach Charliego, który chyba już zgłodniał.

– Trey, ja pójdę nakarmić małego – powiedziałam i ruszyłam w kierunku schodów. Chloe spała w wózeczku, więc nie chciałam jej budzić. – Alice, zajmiesz się nią chwilę? – poprosiłam.

– Oczywiście, skarbie – odpowiedziała i uśmiechnęła się ciepło. Miałam nadzieję, że Sed nie zrobi czegoś głupiego. Jego wybuchowy charakter wcale nie pomagał w takich sytuacjach, a widziałam tę wściekłość w jego oczach, gdy zobaczył tego paparazzo.

W sypialni troszkę się uspokoiłam. Bujany fotel i mój synek przy piersi podziałali na mnie kojąco. Przysnął i tak cudownie położył swoją malutką rączkę po stronie mojego serca. Oparłam głowę i westchnęłam cichutko. Musiałam jakoś nastawić się na to, co teraz zacznie się dziać. Spekulacje. Plotki wyssane z palca. Ciekawe, co sądził o tym wszystkim Sed. Miałam zamiar zapytać go, gdy wróci, bo przecież siedział w tym od lat. Liczyłam, że może podpowie mi, jak mieć do tego dystans i się nie przejmować. Ostatnie zdjęcia w gazecie zniszczyły nam życie. Wzdrygnęłam się na myśl o tamtych fotografiach Sedricka z Laną. Widziałam je raptem dwa razy i to przez chwilę, ale utkwiło mi to w pamięci jak nic innego. Do tej pory, gdy zamykam oczy, widzę, jak ją obejmował. Jak wiła się na jego kolanach, jak całowali się namiętnie. Oddech mi przyśpieszył na samo wspomnienie. Zachciało mi się płakać, a ciężar, jaki poczułam w klatce piersiowej, sprawił, że te okropne wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Wstałam i włożyłam Charliego do łóżeczka, by nie czuł mojego zdenerwowania. Usiadłam na łóżku i patrzyłam ślepo w okno, próbując się uspokoić. To wszystko było jednak silniejsze ode mnie i rozpłakałam się. Nie wiedziałam, jak pozbyć się tego uczucia upokorzenia. Minęło już tyle czasu, a ja dalej nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Pierwsze dni po rozwodzie były dla mnie kompletnym piekłem. Gdyby nie ojciec i Alice, nie wiem, czybym sobie poradziła. Miałam wrażenie, że umieram. Z każdą kolejną sekundą czułam, że uchodzi ze mnie wszystko, co dobre i wartościowe. Teraz było odrobinę lepiej i wiedziałam, że muszę być silna dla dzieci, ale to wcale nie było takie proste.

– To zadzwoń do nich i powiedz, że nie wyrażamy zgody na publikowanie jakichkolwiek prywatnych zdjęć! – Usłyszałam głos Seda z korytarza. Otarłam łzy i starałam się ukryć, że płakałam. – Nie interesuje mnie to! Jeśli zobaczę jakiekolwiek zdjęcia, to wytoczę im proces stulecia! – dodał i wszedł do sypialni. Spojrzał na mnie i od razu dostrzegł, że płakałam. – Rebeko, nie przejmuj się tym paparazzo – powiedział, myśląc, że o to chodziło. Nic nie odpowiedziałam, tylko odwróciłam wzrok. Nie chciałam, by teraz tutaj był. Za dużo było we mnie złości przez te wspomnienia, a nie chciałam się kłócić. – Rebeko? – Podszedł bliżej, gdy nie usłyszał odpowiedzi.

– Mogłabym zostać na chwilę sama? – zapytałam cicho.

– Proszę, nie przejmuj się tym… – Mimo mojej niechęci usiadł obok. Boże!

– Sed, nie o to chodzi! Chciałabym zostać sama. Mogę?! – warknęłam na niego i odsunęłam się. Zrobił zaskoczoną minę i odchylił się.

– A o co chodzi? Możesz mi powiedzieć? – ciągnął dalej.

– Jezu, daj mi spokój, naprawdę chcę zostać sama! – Zerwałam się z łóżka i wyszłam z sypialni. Sed na szczęście nie poszedł za mną. Zeszłam na dół i przez tarasowe drzwi udałam się do ogrodu. Przysiadłam na kamiennych schodkach, by się uspokoić. Kilkakrotnie wypuściłam głośno powietrze, zanim serce zaczęło bić w normalnym rytmie.

– Pokłóciliście się? – Na taras wyszedł Trey. Obejrzałam się i poklepałam schodek, by usiadł obok.

– Nie.

– Więc co się stało? – Dołączył do mnie i objął delikatnie.

– Przypomniały mi się zdjęcia z Laną… – odpowiedziałam szczerze, a Trey westchnął wymownie.

– A gadałaś o tym z Sedem? – zapytał.

– Oszalałeś? – Pokręciłam głową.

– Po prostu pytam. Może powinniście to wyjaśnić w końcu?

– Trey, a co tu wyjaśniać?

– Jak to: co? Chyba sporo spraw wam się nazbierało. – Skrzywił się, widząc moją niechęć do takich rozmów.

– To nie czas, by to roztrząsać na nowo.

– Oj, jesteś wkurzająca!

– A ty się nie wtrącaj, Trey. Wystarczająco już z Simonem namieszaliście – powiedziałam odrobinę zbyt ostro.

– Gdybyś mi łaskawie powiedziała o ciąży, to nie byłoby tej całej sytuacji! Ja nie czuję się winny – odpowiedział urażony.

– Bo to nie wasza wina, tylko moja… – dodałam już spokojniej i znów westchnęłam. Trey już nic nie mówił. Wiedział, że mi ciężko, a jego gadanie wcale mi nie pomagało. Miałam zamiar porozmawiać z Sedem, gdy będę gotowa. Teraz na to za wcześnie, a to wszystko mimo upływu czasu było zbyt świeże i bolesne.

– Chloe jest głodna! – zawołał mnie tata. Wzięłam córeczkę na górę i poszłam do sypialni, by ją nakarmić. Sed nadal tutaj był i siedział obok łóżeczka Charliego, wpatrując się w niego jak zaczarowany.

– Muszę nakarmić małą – powiedziałam cicho, gdy weszłam do środka.

– Dobrze. Rozumiem, że mam wyjść? – zapytał i wstał. Kiwnęłam jedynie, że chcę zostać sama, a on bez słowa wyszedł. Chyba jednak nie potrafiłam przy nim tak ciągle przebywać. Potrzebowałam być sama i spędzać czas z dziećmi tylko we troje. Powinien to zrozumieć. No właśnie… powinien. Widziałam, że go to smuci i przygnębia, ale co miałam zrobić? Musiałam dbać także o własny komfort. Nie chciałam pozwolić, by spędzał ze mną kolejne noce, tak jak ostatnią. Mógł mi pomóc przy kąpieli, przy przebieraniu czy karmieniu, ale nie chciałam, by spał ze mną w łóżku. To za wiele. Wiem, że Alice przygotowała pokój dla Seda, więc powinien z niego skorzystać. Ułożyłam sobie w głowie plan i nieco mnie to uspokoiło. Powinnam ustalić między nami jakieś zasady, inaczej znowu coś by się skomplikowało. Sed musiał mieć świadomość, że toleruję jego obecność jedynie ze względu na dzieci. Chciał się nimi zajmować i mi pomagać? Dobrze. Nie miałam zamiaru mu tego utrudniać, ale nie mogłam pozwolić, by znowu mnie skrzywdził. Z góry wiedziałam, że nie ma szans, by było jak dawniej, ale jego obecność i niektóre gesty czasami bardzo mnie zwodziły. Tak jak dziś rano. Był taki opiekuńczy i troskliwy, no i w nocy… Nie chciałam znowu cierpieć. Do tej pory nie uporałam się z tym, co do niego czuję, i nie byłam pewna, czy kiedykolwiek mi się to uda.

Resztę dnia spędziłam z dziećmi w pokoju. Może to źle, że tak od wszystkich się izolowałam, ale potrzebowałam spokoju i ciszy. We trójkę było nam najlepiej… Boże! Sama próbowałam się do tego przekonać. Świadomość obecności Seda na dole sprawiała, że za każdym razem, gdy patrzyłam na dzieci, ściskało mnie w sercu. Pod wieczór w końcu zeszłam na dół, by go zawołać.

 

– Pomożesz mi je wykąpać? – zapytałam niepewnie. Sed siedział w salonie i oglądał telewizję razem ze wszystkimi. Trey drzemał z Charlotte na brzuchu, a Simon podjadał ciasto, które upiekła Alice. Nie wiem, gdzie był ojciec i reszta Donovanów. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że zrobiłam z ich domu hotel dla moich gości. Boże! Tak cholernie mi głupio. Postanowiłam przeprosić ojca i w ogóle Alice, Taylera za zaistniałą sytuację. Sedrick wstał z kanapy i kiwnął, że możemy iść. Wróciliśmy na górę razem. Sed bez słowa przygotował wanienkę i napełnił ją wodą. Wykąpaliśmy dzieci, nie rozmawiając o niczym znaczącym. Sedrick nie poruszył tematu paparazzo, a ja też o nic nie pytałam. Gdy skończyłam karmić Chloe, poczułam się zmęczona. Sedrick zabrał ją ode mnie i położył do łóżeczka. Charlie spał od jakiegoś czasu i zanosiło się na spokojną noc. Przynajmniej tak czułam.

Noc rzeczywiście była spokojna. Nie spałam za wiele, bo czuwałam nad dziećmi, ale komfort tego, że nikt nie zobaczy mnie w piżamie, pozwolił mi się odprężyć. Wstawałam do nich dwa razy, a one na szczęście cierpliwie czekały na swoją kolej, jakby wiedziały, że tym razem musimy poradzić sobie sami. Sedrick za to kilka razy wstawał do łazienki i wiem, że przechadzał się pod drzwiami. Nie wszedł jednak do środka. Może zrozumiał, że potrzebowałam być sama? Z jednej strony cieszyłam się z komfortu i swobody, a z drugiej tak cholernie mi go brakowało. Może dlatego tej nocy prawie nie zmrużyłam oka? Nawet gdy maluchy spały, nie mogłam zasnąć. Kręciłam się i myślałam o tym wszystkim. Perspektywa zamieszkania w L.A. pod jednym dachem chyba mnie przeraziła. Będziemy wtedy przecież sami. To zupełnie inaczej niż w obcym domu pełnym ludzi. Tam będą tylko dzieciaki, Sed i ja. Kompletna intymność.

***

Na konsultacji lekarskiej nie było dla mnie dobrych wiadomości. Coś mi się także pomyliło i okazało się, że badania dzieci miały być następnego dnia, więc przyjechaliśmy z Sedrickiem sami. Moje wyniki były złe, a ja nadal nie odzyskałam sił. Lekarz przepisał mi przeróżne suplementy i specjalną dietę, której miałam kategorycznie przestrzegać. Jeśli przy następnej kontroli moje wyniki się nie poprawią, miałam trafić z powrotem do szpitala. Zdołowało mnie to jeszcze bardziej. Właśnie wyszłam z gabinetu, Sedrick czekał na mnie. Wstał od razu, gdy mnie zauważył.

– I jak? – Podszedł.

– Nie najlepiej – westchnęłam i spojrzałam na niego. Wyjął z mojej dłoni kopertę z wynikami i przejrzał.

– Masz anemię – stwierdził surowo.

– No, mam – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.

– Bo o siebie nie dbasz! – To zabrzmiało już jak pretensja. Skrzywiłam się, że robił mi wykład na środku szpitalnego korytarza.

– Dbam! – burknęłam i wzięłam od niego moje wyniki.

– Gówno tam dbasz. Widziałem, co dziś jadłaś na śniadanie! – Ruszył za mną i włączył ten swój pretensjonalny ton.

– Nie zaglądaj mi w talerz!

– Reb, do cholery, przecież tu nie chodzi jedynie o twoje zdrowie! – huknął.

– Możesz mi nie prawić kazań przy tych wszystkich ludziach?! – zwróciłam mu uwagę, bo wszyscy na korytarzu się na nas gapili.

Sed ugryzł się w język i wstrzymał się chwilę z dalszą „rozmową”, zanim dotarliśmy do samochodu. Gdy tylko zatrzasnął za mną drzwi i sam wsiadł, wbił we mnie to swoje spojrzenie.

– No co? Co znowu zrobiłam źle?! – burknęłam na niego.

– Masz o siebie dbać, tylko o to cię proszę! – odpowiedział wściekle.

– Nie masz prawa mnie o nic prosić… – odpowiedziałam prawie szeptem, a on znowu spojrzał na mnie w ten specyficzny sposób, po czym zmrużył oczy i po raz drugi ugryzł się w język, by mi czegoś nie odpowiedzieć.

– Do apteki musisz podjechać? – zapytał, włączając silnik.

– Tak, muszę wykupić receptę – powiedziałam już spokojniej.

– Może jakieś świeżo wyciskane soki by ci pomogły? Na słabe żelazo jest dobry sok z buraków. – Spojrzałam na niego i nie wiem dlaczego, ale się roześmiałam. Głośno i po prostu nie mogłam się opanować. To chyba reakcja na stres. – Odwiedzimy też targ, by kupić te buraki? – dopytał rozbawiony moim zachowaniem.

– A będziesz je obierał i wyciskał z nich sok? – zapytałam przekornie.

– Oczywiście, że tak, o ile będziesz piła to, co dla ciebie przygotuję.

– Jeśli ty też będziesz pił… – zaczęłam się z nim droczyć. Spojrzał na mnie wesoło i trącił lekko.

– Przecież cię nie otruję!

– A skąd mam wiedzieć?

– No wiesz?! Może spieprzyłem w życiu wiele spraw, ale nie otrułbym cię! – odpowiedział i oboje złapaliśmy się na tym, że miny nam zrzedły. Spoważniałam i on także. – Wybacz… – dodał.

– Nie szkodzi. Głupawka czasami jest okej. – Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam. Sed odwzajemnił uśmiech i ruszył powoli z parkingu szpitala. Jeszcze nie zaglądałam dziś do gazet i nie wiedziałam, czy wczorajsze zdjęcia ukazały się gdziekolwiek. Postanowiłam o to zapytać, gdy wrócimy do domu. James i Alice zostali z maluchami na ten czas, a ja od razu pobiegłam na górę, by je zobaczyć. Minęły niecałe dwie godziny, a ja już się stęskniłam. Wpadłam do sypialni, ale Chloe i Charlie spali w najlepsze. Musiałam sobie na nich chociaż popatrzeć. Matka wariatka? Możliwe, ale nic nie mogłam poradzić, że to moje dwa największe skarby. Sed przyszedł za mną i zrobił dokładnie to samo.

– Nie przeraża cię to, jak bardzo zmieniają całe myślenie o świecie takie dwa brzdące? – zapytał cicho. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się, bo dokładnie o tym samym pomyślałam.

– Przeraża. Przeraża mnie to, że teraz każdego dnia martwię się, by nic im nie było. By były zdrowe… – westchnęłam.

– Nie pozwolę, by cokolwiek im się stało. Będę was chronił. Obiecuję – powiedział i wyciągnął z łóżeczka Charliego, po czym powąchał jego pieluszkę. – Chyba jest kupa! – stwierdził zadowolony.

– No to na co czekasz, tatuśku? – Uśmiechnęłam się i ucałowałam naszego synka w słodką, pulchną rączkę. Sed spojrzał na mnie tak… Boże! Byłam wręcz przekonana, że to było to spojrzenie, które tak lubiłam. Czułe i spragnione, ale to przecież niemożliwe.

– Przebiorę go. – Sedrick odsunął się, zachowując dystans, i położył Charliego na przewijaku. Nerwowo potarłam dłonie, które zaczęły mnie swędzieć. Przyglądałam się, jak zwinnie i szybko uwinął się z pełną pieluchą naszego syna i przebrał go.

– Z przewijania masz piątkę – powiedziałam dla rozluźnienia atmosfery, która znowu zgęstniała.

– Dziękuję! – odpowiedział zadowolony i ukołysał małego do snu. Niedługo i tak miała być pora karmienia, więc nie miałam szansy na dłuższą drzemkę, ale skoro była jeszcze chwila, to poszłam się przebrać w domowe ubrania. Ostatnio w legginsach było mi najwygodniej. Gdy wróciłam, Chloe właśnie dała znać, że już czas, więc jak zwykle usiadłam w fotelu i nakarmiłam nasze głodomory. Sed siedział obok i patrzył zadowolony. Gdyby mógł, zapewne wyciągnąłby telefon i zaczął robić zdjęcia albo kręcić filmik, ale wiedział, że by mnie to za bardzo skrępowało. Gdy Charlie z tej swojej łapczywości czasami gubił pierś i ukazywał się mój sutek, od razu miałam ochotę się zakryć. Sed jednak nie patrzył na mnie w taki sposób jak kiedyś. To nie było pożądliwe spojrzenie albo przynajmniej ja tego nie czułam. Wszystko się zmieniło, a z drugiej strony może tak było lepiej?

– Zrobiłbyś mi ten sok z buraków? – zapytałam, gdy skończyłam karmić. Sed uśmiechnął się i podał mi rękę, bym wstała z fotela.

– Przynieść ci tutaj?

– Jakbyś mógł. – Uśmiechnęłam się.

– To zaraz wracam.

Zszedł szybko na dół, a ja w tym czasie skorzystałam z laptopa. Z czystej ciekawości zajrzałam na portale plotkarskie, ale na szczęście nie ukazały się nigdzie zdjęcia z wczoraj. Sedrick najwidoczniej skutecznie je zablokował. Ulżyło mi, że może jednak da się to wszystko zachować w tajemnicy. Złudne nadzieje, ale teraz miałam czas, by się na to przygotować.

Zanim Sed wrócił, przysnęłam na środku łóżka. Ostatnio byłam taka zmęczona, ale to kwestia tej anemii i nieodzyskanych sił po śpiączce. To jednak duże obciążenie dla organizmu, a poród bardzo odbił się na moim zdrowiu. Słyszałam, jak Sed wrócił do sypialni, ale nie miałam siły otworzyć oczu. Odstawił szklankę z sokiem na szafeczkę i położył się obok. Byłam tak zaspana, że chyba nie myślałam trzeźwo.

– Przytul mnie… – wymamrotałam cicho. Sedrick zsunął się lekko i przyciągnął mnie do siebie. Jego koszulka pachniała szarlotką, którą zapewne upiekła Alice. Bezwiednie się uśmiechnęłam, bo połączenie aromatu ciasta z zapachem Sedricka było takie przyjemne.

– Będziesz o siebie dbać? – zapytał, a ja poczułam jego gorący oddech tuż obok swoich ust. Otworzyłam oczy. Jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej. Wciągnęłam powietrze i momentalnie się rozbudziłam. Kiwnęłam jedynie twierdząco, nie będąc w stanie nic powiedzieć. Serce miało zaraz rozerwać mi pierś. Boże! Tak nagle zapragnęłam, by mnie pocałował. Pragnęłam i bałam się jednocześnie. Jego dłoń powędrowała pewnie do mojego policzka i pogładziła go. Jakim cudem on znowu leżał w moim łóżku?

– Sed, nie… – jęknęłam, znowu czując ten strach. Nie chciałam niczego komplikować. Nie mogłam!

– Jeszcze nic nie zrobiłem – odpowiedział ochryple.

– Nie rób tego. Ja nie chcę… – Skłamałam? Sama nie wiem. Naprawdę nie byłam pewna, czego bardziej pragnęłam w tym momencie. By mnie pocałował czy by dał mi spokój.

Patrzyliśmy na siebie ze strachem. Byłam świadoma, czego boję się ja, ale nie miałam pojęcia, skąd ten strach w jego oczach. Kiedyś tak łatwo było mi rozpoznać i wyczuć jego reakcję, a teraz… był obcy, mimo że tak bardzo go kochałam. – Pójdź do swojej sypialni… – powiedziałam po chwili.

– A co, jeśli nie chcę? – zapytał, nadal patrząc mi prosto w oczy.

– Robisz mi mętlik w głowie, Sed – odpowiedziałam szczerze, a on uśmiechnął się lekko. Drwił sobie ze mnie? To znowu jakaś głupia gra? A może jego nowa dziewczyna była po prostu za daleko i próbował skorzystać z okazji? Ta myśl pojawiła się w mojej głowie nieproszona i sprawiła, że bardzo się zezłościłam.

– Lubię leżeć przy tobie – dodał odważnie. Odsunęłam się jednak i chwyciłam koc, by się zakryć. Znowu ta nagła krępacja i nieśmiałość, mimo że miałam na sobie ubranie.

– Nie interesuje mnie to. Wyjdź, proszę! – Zeszłam z łóżka i spojrzałam na niego smutno. Sed jednak chyba nie miał zamiaru się ruszyć. – Sed, nie rozumiesz, co powiedziałam? – zapytałam już zirytowana.

– Chcę dziś być w nocy przy dzieciach! – odpowiedział i w końcu wstał.

– To zapraszam na fotel! – Pokazałam na mebel i chwyciłam poduszkę oraz drugi koc, po czym mu je podałam. Sed wziął je i z nieukrywaną złością zasiadł na fotelu.

– Śpij dobrze, zołzo! – powiedział i gdy wróciłam na łóżko, rzucił we mnie poduszką. Oberwałam w głowę. Nie mogłam uwierzyć, że to zrobił. Odwróciłam się i spojrzałam na niego, a on szczerzył się szeroko.

– Żartujesz sobie?! – pisnęłam szeptem, by nie obudzić dzieci. Sed wstał i podszedł do mnie tak szybko, że z wrażenia upadłam pupą na środek łóżka. Materac ugiął się pod ciężarem jego ciała, a on znalazł się dokładnie nade mną. – Co ty wyprawiasz? – wydyszałam, kompletnie nie wiedząc, czego mam się spodziewać.

– Patrzę na ciebie – odpowiedział wciąż zadowolony, ale widziałam bezczelność w jego spojrzeniu. To zawsze tak mnie zwodziło, bo nigdy nie wiedziałam, czy sobie żartuje, czy zaraz się na mnie rzuci. Tym razem było dokładnie tak samo.

– I co widzisz? – zapytałam, próbując się uspokoić. Przyciągnęłam do siebie koc, by zrobić między nami barierę.

– Widzę wściekłą kobietę, która sama nie wie, czego chce – odpowiedział pewnie. Skrzywiłam się, że był aż taki szczery. Teraz mu się na szczerość zebrało? Trochę za późno.

– Wściekła jestem przez ciebie. Ty wywołujesz u mnie takie emocje, że albo chce mi się płakać, albo mam ochotę cię udusić! – odpowiedziałam, krzyżując dłonie na piersi, i zmrużyłam oczy.

– Lepiej, że cokolwiek jeszcze czujesz na mój widok… – burknął zirytowany moją bezczelnością.

– Teraz czuję, że mnie przygniatasz i mi ciężko! – Zaparłam się dłońmi o jego pierś, a ten ani drgnął. – Sed, ciężko mi! – powtórzyłam głośniej, a on mnie nagle pocałował. Zaszokowana zrobiłam wielkie oczy i odepchnęłam go z całej siły. – Co ty wyprawiasz?! – krzyknęłam i zerwałam się z łóżka. – Pocieszenia szukasz, bo daleko ci do twojej nowej zabawki?! Leć sobie do niej do Los Angeles, a ja sobie tutaj sama poradzę! – dodałam, myśląc jedynie o tej kobiecie ze zdjęć. Tej młodej, pięknej aktorce, z którą się spotykał. Spotykał się z nią od kilku miesięcy i nawet nie miał odwagi się przyznać. Spojrzał na mnie kompletnie wściekły i wiedziałam, że jeśli cokolwiek odpowie albo zacznie zaprzeczać, to wywalę go z domu. – Masz coś do dodania?! – warknęłam i spojrzałam w stronę łóżeczek dzieci. Na szczęście się nie obudziły. Sed burknął coś pod nosem i wyszedł bez słowa. Boże! Jak ja go czasami nienawidziłam. W tym momencie tak właśnie było. Tylko dlaczego poczułam się zazdrosna? Nie miałam prawa i kompletnie nie powinno mnie obchodzić jego życie prywatne, poza tym, że mieliśmy dwójkę dzieci. I co teraz? Co on sobie pomyśli? Zapewne, że oszalałam, bo jakim prawem robiłam mu awanturę o inną kobietę? Byłam zazdrosna. Zazdrosna jak jasna cholera, no! I nic nie mogłam na to poradzić.

 

Uczucie upokorzenia, samotności i to wszystko, co siedziało we mnie, sprawiało, że miałam kosmiczne wahania nastrojów. Obecność Sedricka doprowadzała mnie albo do łez, albo do wściekłości. Kolejne dni właśnie tak wyglądały. Na zmianę płakałam i wściekałam się na niego za wszystko. Po prostu za to, że jest. W dodatku on nie chciał odstępować dzieci na krok i spędzał z nimi wiele czasu, a ja musiałam znosić jego obecność. Jedyna dobra myśl była taka, że dzieciaki są zdrowe i wzorowo się rozwijają. Konsultacja lekarska uspokoiła mnie i jedynie ja musiałam poprawić swoje zdrowie. Pijałam te soki, trzymałam dietę, brałam leki i naprawdę starałam się o siebie dbać, ale wiedziałam, że stres wszystko niweczył. Byłam po prostu wyniszczona stresem i tym, co się działo. To kwestia psychiki, a to odbijało się na moich wynikach. Doskonale o tym wiedziałam i starałam się z tym radzić, ale to nie było takie proste. W dodatku mieszkanie w domu ojca wcale nie okazało się takim idealnym rozwiązaniem, jak myślałam. Nie miałam tu intymności, ciągle ktoś do mnie zaglądał i pytał, jak się czuję. Rozumiałam, że interesują się dziećmi i chcą z nimi przebywać, ale byłam tym po prostu zmęczona. Wycieczki od rana do nocy, by popatrzeć na śpiących Chloe i Charliego, a ja prawie za każdym razem wymuszałam uśmiech, bo nie chciałam nikogo urazić. Gdy miałam chociaż chwilę odpoczynku, to po prostu spałam.

Właśnie wyszli od nas Erick i Jess razem z małą Hope, więc położyłam się i złapałam kilkuminutową drzemkę przed wieczorem, bo wizytę zapowiedział ojciec Sedricka. Jak miałam się zachowywać w stosunku do niego? Naprawdę nie wiedziałam i to było bardzo niezręczne. Wolałam chyba nie musieć się z nim spotykać, ale to w końcu jego wnuki, a on tak bardzo się cieszył, że został dziadkiem po raz drugi. W przeciwieństwie do Amandy akceptował dzieci swojego syna, a Amanda… to kompletnie ciężki i nieuleczalny przypadek zadufanej w sobie durnej baby. Nie mieściło mi się w głowie, jakim cudem Gabriel wytrzymał z nią tyle lat. Teraz, gdy ich rozwód to była kwestia kilku miesięcy, ona miała go kompletnie gdzieś, a on nadal ją kochał. Wszyscy wiedzieli, jak mu trudno, a ja chyba najlepiej go rozumiałam. Piekło rozwodu przechodziłam dość niedawno i doskonale pamiętałam, jakie to okropne uczucie.

Przysnęłam na chwilę, gdy obudził mnie dźwięk mojej komórki. To Simon. Boże! Uwielbiałam go, naprawdę go uwielbiałam i kochałam jak przyjaciela, ale ostatnio był jak wrzód na tyłku. Przyjeżdżali z Treyem codziennie, a mała Charlotte dawała mi popalić podczas tych wizyt. Kiedyś była taka grzeczna, a teraz wychodził z niej mały diabełek. Biegała, krzyczała, piszczała i interesowała się wszystkim, co tylko możliwe i oczywiście niedozwolone i niebezpieczne. Najlepszą zabawką były dla niej wszelakie kable i urządzenia elektryczne.

– Cześć, Simon – odebrałam cicho, byłam lekko zaspana.

– Mała, czy możemy przyjechać dziś z Gabrielem do was? – zapytał. No i jak miałam mu odmówić? Ciągle byłam zdecydowanie za mało asertywna.

– Jasne… – odpowiedziałam, próbując przekonać samą siebie do tego, jak bardzo pragnę ich znowu zobaczyć. Chociaż widziałam ich wczoraj i przedwczoraj, i w poniedziałek także.

– A może wybierzesz się jutro ze mną na zakupy, co? Chciałbym coś kupić Treyowi.

– Znowu macie miesięcznicę? – zaśmiałam się.

– No, urodziny ma przecież – odpowiedział. O rany! Kompletnie o tym zapomniałam.

– Cholera! – pisnęłam.

– No nie mów, że zapomniałaś! – odpowiedział zaskoczony.

– Na śmierć. Tylko mu nie mów o tym! – powiedziałam błagalnie.

– Nie powiem, ale musisz jechać ze mną na te zakupy! – zaśmiał się głośno.

– Dobrze, pojedźmy. Jutro?

– A zostawisz Seda na kilka godzin samego z dziećmi? – Znowu ten głośny śmiech.

– Nie mam wyjścia. Może sobie jakoś poradzi… – Wywróciłam oczami na myśl, ile zapewne się nasłucham na wieść o swoim wyjściu z Simonem na zakupy.

Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a Simon jak zwykle nie mógł skończyć. Mimo że mieliśmy zobaczyć się wieczorem, to gdyby nie obudziła się Chloe, rozmowa pewnie trwałaby w nieskończoność. Gdy tylko się rozłączyłam, przewinęłam córkę i znowu się zdrzemnęłam.

– Rebeko, mój ojciec właśnie przyjechał – Usłyszałam głos Seda. Nie wiem, ile spałam, ale chyba dłużej, niż mi się wydawało. Skrzywiłam się, bo nie najlepiej się czułam.

– Okej, zaraz zejdę – odpowiedziałam i usiadłam.

– Jeśli jesteś zmęczona, to nie musisz schodzić. Ja wezmę dzieci. – Wszedł niepewnie, widząc, że coś mi jest.

– Chyba wolałabym tutaj zostać. Wezmę kąpiel…

– Lekarz zabronił ci brać długich, gorących kąpieli, Rebeko – wtrącił, a ja zmierzyłam go wzrokiem. Skąd o tym wiedział, do cholery? Mój ojciec mu o tym powiedział czy może Trey? Albo Simon?

– Więc wezmę prysznic.

– Okej. Przynieść ci coś? Potrzebujesz czegoś? – zapytał spokojnie.

– Potrzebuję świętego spokoju. Da się to załatwić? – Sed uśmiechnął się lekko i podszedł bliżej.

– Masz dość tych wycieczek odwiedzających maluchy? – Spojrzał czule w stronę łóżeczek, w których spały dzieci.

– To okropne, ale tak… mam dość. Chciałabym już wrócić do L.A. – odpowiedziałam szczerze. Sed niepewne usiadł na brzegu łóżka.

– Możemy wrócić, kiedy tylko chcesz. Maluchy już mogą latać i jeśli lekarz ci pozwoli, możemy lecieć nawet jutro.

– A remont? – zapytałam.

– Trzeba go szybko zorganizować. Wytrzymasz jeszcze miesiąc? – Uśmiechnął się lekko, a mnie zrobiło się jakoś lżej na sercu.

– Dwa tygodnie? – zaproponowałam.

– Trzy? – Sed się skrzywił. – Wiesz, ten remont to wcale nie taka łatwa sprawa… – dodał, jakby się tłumaczył.

– A co ty właściwie chcesz zmieniać w tym domu? – zapytałam z ciekawości.

– No, trzeba przygotować pokój dla dzieci i drugą sypialnię… – odpowiedział niepewnie. Dobrze, że miał świadomość, że nie będziemy spać razem, i nie musiałam o tym przypominać.

– Więc trzy tygodnie?

– Postaram się załatwić to jak najszybciej, ale będę musiał tam polecieć chociaż na jeden dzień. – Spojrzał na mnie, jakby pytał o pozwolenie.

– Poradzimy sobie bez ciebie ten jeden dzień. – Uśmiechnęłam się. Naprawdę zaczęłam się cieszyć z tego, że wrócę do L.A. Bądź co bądź, kochałam to miasto i wiedziałam, że będzie nam tam lepiej niż w Nowym Jorku. Spacery nad oceanem i kalifornijskie słońce dobrze wpłyną i na dzieci, i na mnie. Ucieszyło mnie też, że udało nam się z Sedem w końcu spokojnie porozmawiać bez mojego płaczu albo złości. Ostatnio nie wychodziło nam to najlepiej, a to było takie męczące. Starałam się nie myśleć o złych rzeczach i skupić na dzieciach. Sedrick to cudowny ojciec i tego nie można było mu odmówić. Starał się. Starał i wkładał całe serce w opiekę nad brzdącami, a ja w tym momencie nie miałam prawa oczekiwać od niego niczego więcej.

– Cześć, Gabrielu. – Uśmiechnęłam się lekko, wchodząc do salonu. Gabriel przyjechał kilka minut temu i właśnie rozmawiał z moim ojcem.

– Witaj, Rebeko. Jak się czujesz, kochanie? – Odwzajemnił uśmiech, który tak uwielbiałam. Sedrick uśmiechał się dokładnie tak samo. Podszedł do mnie i objął delikatnie, po czym spojrzał na Chloe, którą trzymałam na rękach. Ucałował ją delikatnie w główkę i pogładził pucułowaty policzek naszej córeczki.

– Trochę zmęczona, ale jest lepiej. Dziękuję – odpowiedziałam i spojrzałam na Seda, który dołączył do nas z Charliem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?