Na szczycie. Właściwy rytmTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Pogadamy? – zapytałem niepewnie. Miałem nadzieję, że się nie rozmyśliła.

– Nie utrudnię ci kontaktu z dziećmi, jeśli o to chcesz zapytać – odpowiedziała.

– I chcesz wychowywać je razem?

– Tak. Jesteś ich ojcem i chcę, byś uczestniczył w ich życiu. Jeśli oczywiście chcesz… – Pogładziła Charliego po policzku, a on znowu zaczął ssać pierś. W mojej głowie zaplątała się nieproszona myśl, że sam z chęcią bym ją possał. Potrząsnąłem głową, by pozbyć się tej wizji. Opanuj się, Mills!

– Chcę. Oczywiście, że chcę, Rebeko. Kocham ich najmocniej na świecie – odpowiedziałem pewnie.

– Ja też… to moje dwa skarby. – Wyciągnęła dłoń i czule pogłaskała malutką rączkę Chloe.

– Są cudowne. Idealne. – Spojrzałem na Rebekę. Ona była idealna i tak bardzo chciałem wyznać jej wszystko, co czuję. Wiedziałem jednak, że spłoszyłoby to ją… albo po prostu by mi nie uwierzyła.

– Chcesz tutaj być z nami cały czas? – zapytała niepewnie.

– Chciałbym zabrać was do Los Angeles, kiedy już będziesz mogła podróżować i lekarz nie będzie miał nic przeciwko – powiedziałem szczerze.

– Zamieszkać razem? – Zrobiła zaskoczoną minę.

– Tak chyba byłoby najlepiej, Rebeko. Przy dwójce jest sporo roboty, a ja chcę ci pomagać. Naprawdę chcę…

– Dobrze – powiedziała nagle.

– Zgadzasz się?! – Aż usiadłem. Czy to możliwe, by tak szybko się zgodziła?

– Masz rację, że tak będzie lepiej dla dzieci, więc tak… Zgadzam się, Sed. – Miałem ochotę chwycić ją w ramiona i wyściskać, wycałować. Musiałem jednak zadowolić się jedynie uśmiechem i jednym, szczerym…

– Dziękuję! – po czym położyłem swoją dłoń na jej dłoni gładzącej rączkę naszej córeczki.

– Teraz zamiana. – Pokazała, bym pomógł jej przełożyć dzieci. Przystawiła sobie Chloe do piersi, a Charlie nawet nie drgnął. Zasnął głęboko i słodko postękiwał. Już walił w pieluchę? Nie mogłem uwierzyć, ile takie maluchy produkują gówna. To jest normalne? Nie przypominałem sobie, bym ja aż tyle srał…

Gdy Rebeka zaczęła przysypiać, odsunąłem od niej Chloe i delikatnie poprawiłem jej koszulkę, by zakryć pierś. Nie mogłem się opanować i musnąłem ją lekko palcami. Była taka pełna i jędrna. Kurwa! Znowu te głupie myśli, ale co się dziwić? Nie kochałem się z nią od miesięcy…

– Jestem padnięta… – powiedziała prawie przez sen.

– Śpij, maleńka. Poczuwam nad wami. – Podsunąłem jej poduszkę pod głowę, a ona momentalnie odpłynęła. Patrzyłem na nich i bezwiednie się uśmiechałem. Jej cudowna twarz przez sen była taka spokojna. Westchnęła cichutko i miałem wrażenie, że też lekko się uśmiechnęła. Jeszcze bardziej przygasiłem światło i okryłem Rebekę oraz maluchy kocem. Tak się rozpychali, że dla mnie nie zostało za wiele miejsca, ale wcisnąłem się na krawędź i sam przysnąłem. To była pierwsza noc od dawna, podczas której nie czułem tego strachu i lęku jak ostatnio. Znowu śnił mi się nasz drugi pierwszy raz i tamta cudowna noc. Obudził mnie jednak płacz. Płacz Rebeki. Zerwałem się z łóżka, w pierwszej chwili nie wiedząc, co się dzieje. Dostrzegłem jednak, że ona nadal śpi i płacze przez sen. Mój Boże! Oddech miała przyśpieszony, a mokre od łez policzki były rozpalone. Nie byłem pewny, czy to dobry pomysł, ale przełożyłem maluszki do ich łóżeczek i poczekałem chwilę, sprawdzając, czy się nie obudzą. Spały jednak twardo, więc wróciłem do łóżka i położyłem się obok Rebeki. Spała niespokojnie, a łzy nadal ciekły po jej policzkach. Nie byłem pewny, czy powinienem, wsunąłem się jednak pod koc i przytuliłem ją. Jej ciało momentalnie się rozluźniło. Wtuliła się we mnie tak mocno, że ledwo mogłem się ruszyć.

– Tak, kochanie… to jest twój dom – powiedziałem cicho i ucałowałem ją w czoło. Wymamrotała coś, ale się nie obudziła. Gdy poczułem, że się uspokoiła, sam usnąłem. Trzymałem w ramionach cały swój świat i nic więcej się dla mnie w tym momencie nie liczyło.

Przebudziłem się, czując, że Rebeka się kręci. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że Chloe cichutko kwiliła. Nie byłem pewny, czy to już pora karmienia, bo nie miałem pojęcia, która godzina.

– Muszę ją nakarmić – powiedziała Rebeka. Zaskoczyło mnie, że mimo iż obudziła się jakiś czas temu, cały czas leżała w moich ramionach.

– Pomóc ci jakoś? – zapytałem i usiadłem na łóżku. Było mi strasznie gorąco, więc ściągnąłem koszulkę oraz dresy. Nie widziałem reakcji Rebeki na takie zachowanie. Może nie powinienem się przy niej rozbierać do majtek? Rebeka pokazała jedynie, bym zapalił lampkę nocną, i usiadła w bujanym fotelu. Wyjąłem z łóżeczka naszą głodną księżniczkę i podałem ją Rebece. Doskonale wiedziała, że zaraz znajdzie się w ramionach mamusi. Wtuliła się i mlaskając, słodko zasnęła. – Skoro Charlie śpi, to budzić go na karmienie? – Zajrzałem do łóżeczka małego. Chyba ostatnim razem tak się objadł, że teraz było mu wszystko jedno.

– Niech śpi. Najwyżej wstanę do niego za godzinę – odpowiedziała cicho, gładząc policzek Chloe.

– Nie łatwiej by było dawać im na zmianę mleko z butelki i pierś? – zapytałem. Boże! Kompletnie się na tym nie znałem. Nie miałem czasu na oswojenie się z myślą, że zostanę ojcem. Pięć minut po tym, jak zobaczyłem Rebekę z brzuchem, ona zaczęła rodzić. Nigdy nie zapomnę tej chwili, gdy wszedłem do domu Donovanów zwabiony podstępem przez Simona i Treya, że niby James chce ze mną porozmawiać, a zastałem na miejscu moją ciężarną byłą żonę. To był kompletny szok. Wszystkiego bym się spodziewał. Naprawdę wszystkiego, ale nie tego. W dodatku zachowałem się jak skończony idiota. Moja pierwsza myśl wtedy? Kurwa, wstyd się przyznać, ale przez jeden ułamek pieprzonej sekundy pomyślałem, że to dziecko Thomasa. Reakcja Rebeki szybko jednak uświadomiła mi, że nie mogę mieć wątpliwości, a teraz, gdy dzieciaki były już z nami… Nawet nie śmiałem proponować jakichkolwiek badań genetycznych. Wiedziałem, po prostu wiedziałem, czułem i widziałem, że to moje dzieci. Każdy mężczyzna ma czasami takie głupie myśli? Gdy Jess była w ciąży, wiele razy rozmawiałem z Erickiem. On też nie miał pewności, zwłaszcza po tym, jak Jess odnowiła znajomość ze swoim byłym facetem. Dopiero gdy wziął małą Hope na ręce, utwierdził się w przekonaniu, że to jego córka. Simon także dopiero po porodzie miał sto procent pewności, że Charlotte to jego dziecko. Mieliśmy prawo tak wątpić? Kurwa, naprawdę nie wiedziałem. To trudny temat, ale teraz już nie miał znaczenia.

– Dopóki mogę, chcę karmić sama. To lepsze dla dzieci – odpowiedziała Rebeka, wyrywając mnie z myśli. Wstała i włożyła Chloe do łóżeczka.

– Mogę tu zostać do rana? – Spojrzałem na nią, by wybadać reakcję.

– Będę spokojniejsza, gdy zostaniesz – powiedziała i miałem wrażenie, że lekko się uśmiechnęła. Ucieszyłem się niezmiernie, ale starałem się ukryć podekscytowanie. Zanim się położyłem, poczekałem, aż Rebeka wróci z łazienki. Owinięta szlafrokiem, w długiej, powłóczystej koszuli nocnej wyglądała jak anioł. Wybrałem lewą stronę łóżka i dałem Rebece wybór, czy położy się ze mną pod kocem, czy oddzielnie. Wybrała jednak drugą opcję i okryła się kołdrą.

– Obudź mnie w razie czego – powiedziałem cicho, gdy przyłożyła głowę do poduszki.

– Dobrze. Dobranoc, Sedricku – wyszeptała.

– Dobranoc. – Chciałem się nachylić i ucałować ją choćby w policzek, ale nie zrobiłem tego. To, że leżałem z nią w łóżku, to i tak wiele. Tak naprawdę nie spodziewałem się, że już tej pierwszej nocy pozwoli mi ze sobą spać. Kręciłem się i czuwałem. Nie mogłem zasnąć. Po prostu patrzyłem, jak śpi. Już nie płakała, wzdychała cicho, a ja niepewnie podsunąłem się bliżej i objąłem ją. To działało jak magnes. Rebeka znowu się we mnie wtuliła i od razu wiedziałem, że w ogóle nie zasnę. Bezwiednie objęła mnie w pasie, a gdy jej dłoń zsunęła się lekko niżej, na brzuch, próbowałem opanować wzwód. Kurwa! Wiedziałem, że jeśli się obudzi i zobaczy, że mi stoi, to od razu się spłoszy i mur między nami wyrośnie na nowo.

Zacząłem myśleć o wszystkim, byle nie o seksie. To było cholernie trudne. W dodatku Reb tak słodko westchnęła… raz, drugi. Ja pierdolę! Nie wytrzymałem. Musiałem iść do kibla i zwalić sobie konia.

Wstałem powoli i na pełnym wzwodzie poszedłem do łazienki, vis-à-vis sypialni Rebeki. Pachniało tu jeszcze jej szamponem i żelem pod prysznic. O tak! Jak zdesperowany nastolatek zamknąłem klapę kibla i usiadłem na niej, zsuwając bokserki. Mój kutas wyskoczył, a ja od razu chwyciłem go w dłoń. Kurwa! Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie to jej cudowne ciało. Te piersi! Zanurzyłbym w nich nos i całował bez końca. Tak samo jak jej słodką cipkę… Jęknąłem głośno, nie mogąc nad tym zapanować. Dłoń poruszała się coraz szybciej i gwałtowniej, a kolejne krople wilgoci spływały na moje palce. Rebeka kiedyś ochoczo zlizywała tę wilgoć… Kurwa! Poprawiłem się niecierpliwie i dalej pędziłem desperacko po orgazm. Jej cycki. Tyłek. Cipka. Kurwa! Gdy już prawie dochodziłem, jak na złość ktoś zapukał do drzwi łazienki.

– Szybciej, proszę! – To Trey. Kurwa! Ten to miał wyczucie. Tak samo jak w samolocie, gdy wracaliśmy z wakacji.

– Zaraz! – warknąłem, próbując się skupić. Cycki Rebeki. Jej słodki tyłek. Cipka…

– Sed, powiem dosadnie. Objadłem się na obiad fasoli… To jest, kurwa, bardzo pilne! – wyjęczał pod drzwiami, a moje podniecenie chuj strzelił. Na myśl, że stał tam ze skrzyżowanymi nogami, żeby nie popuścić, wszystko, co do tej pory utrzepałem, opadło i musiałbym zaczynać od początku. Wstałem wściekły, podciągnąłem majtki i umyłem ręce, po czym otworzyłem drzwi.

– Proszę, kurwa! – warknąłem, pokazując, by wszedł do środka.

– A co ty? Waliłeś sobie czy co? – zapytał, trafiając w samo sedno. Wywróciłem oczami, próbując się pohamować, by nie wybuchnąć.

– Weź spierdalaj – odpowiedziałem, a on zaczął się śmiać. Świetnie, kurwa! Znałem Treya i wiedziałem, że nie zachowa tego dla siebie, a jutro chłopaki będą mieć ze mnie szyderę roku. Już słyszałem te docinki Simona i Alexa. Wróciłem do sypialni kompletnie wściekły i nabuzowany. W dodatku widok tak słodko śpiącej Rebeki znowu wywołał u mnie wzwód. Kurwa! Podszedłem do łóżeczek dzieci, by sobie na nie popatrzeć, z nadzieją, że chociaż opadnę. A gdzie tam! To przecież niezdrowe, do jasnej cholery. Zanim wróciłem do łóżka, minęła długa chwila. Położyłem się, a ona ponownie od razu mnie przytuliła. I ta ręka… nisko na brzuchu. Dobra, Sed… Chyba nadszedł czas nauczyć się kontrolować reakcje własnego ciała. Do tej pory nie musiałem się martwić, ale nie chciałem wystraszyć Rebeki swoim napaleniem. Skoro miałem jej udowodnić miłość, to próba opanowania pożądania i swoich emocji też była bardzo ważna. Właśnie tak, Mills! Musiałem się zmienić na tyle, by ona poczuła się bezpiecznie, by znowu mi zaufała. Spojrzałem na nią leżącą u mego boku i naprawdę uwierzyłem, że będzie dobrze.

 

WŁAŚCIWY RYTM

OBUDZIŁAM SIĘ. Leżałam w ramionach Sedricka, z głową na jego piersi i ręką obejmowałam go w pasie. Cholera! Zastygłam, zastanawiając się, jakim cudem znowu się do niego przytuliłam. To był chyba odruch bezwarunkowy. Zawsze kiedy czułam go u swego boku, intuicyjnie się przytulałam. Nie wiedziałam, czy Sed wie o tym. Spał i chyba nie miał świadomości, że wlazłam mu pod koc. Niepewnie, by go nie obudzić, wymknęłam się z łóżka do łazienki. Było mi gorąco od jego półnagiego ciała. Weszłam do środka i poczułam taki straszny smród. Jezu! To Trey. Na bank najadł się fasoli na obiad, a teraz miał żołądkową rewolucję. On uwielbia fasolę, ale ta nigdy nie oszczędzała jego żołądka. Musiałam zużyć połowę odświeżacza powietrza i uchylić okno, by ponownie móc tam wejść… Po jakichś dziesięciu minutach dało się wytrzymać. Obmyłam twarz, by się ochłodzić, i zdjęłam szlafrok. Jezu! Spojrzałam na swój profil w lustrze i znowu tak cholernie się zasmuciłam. Nie mogłam patrzeć na swój brzuch… Urodziłam ponad dwa tygodnie temu, a dalej wyglądam jak w ciąży. Może nie jak w dziewiątym miesiącu, ale co najmniej piątym. To jakiś żart? Nie spodziewałam się odzyskać dawnej figury, ale żeby mi aż tak zostało? To niesprawiedliwe! Jess i Jenna wyglądały dobrze… Jenna nawet lepiej niż kiedyś, a ja? Zawsze miałam, kurwa, pod górkę. Może to samolubne, ale w ciąży akceptowałam brzuch, bo wiedziałam, że w środku są maluchy… teraz go po prostu nienawidziłam. W dodatku te ogromne piersi. Wyglądałam jak jakiś potwór! I jeszcze cieknie z nich niekontrolowanie. Właśnie zmoczyłam sobie koszulę nocną. Boże! Zmieniłam piżamę i oplotłam się mocno szlafrokiem, by na siebie nie patrzeć. Łzy cisnęły mi się do oczu, gdy to robiłam. Wróciłam do sypialni i by się uspokoić, usiadłam w bujanym fotelu i obserwowałam dzieci. Akurat Charlie się obudził i był głodny.

– No, kochany, mleka to ci u mamusi nie zabraknie – powiedziałam do niego, gdy przyssał się tak cudownie do piersi. Był taki malutki, a ja już widziałam podobieństwo. To cały Sed. Po prostu jego idealna kopia. Mały zasnął, a ja razem z nim. Ten bujany fotel był taki wygodny…

Obudziłam się w łóżku. Usiadłam gwałtownie, byłam zaskoczona. Jakim cudem się w nim znalazłam? Sedricka w sypialni nie było, dzieci także. Nie wiem, dlaczego się wystraszyłam. Zerwałam się z łóżka i zbiegłam na dół. Odetchnęłam z ulgą, widząc ich w salonie. Sed i mój ojciec spojrzeli na mnie zaskoczeni, a ja zawstydziłam się pod spojrzeniem Sedricka. Zacisnęłam mocniej pasek szlafroka i spuściłam wzrok.

– Stało się coś? – zapytał Sed i wstał z dywanu, na którym na specjalnej macie leżeli Chloe i Charlie, a obok wpatrzony w nich James.

– Nie… – odpowiedziałam cicho. – Pójdę się ubrać – dodałam i uciekłam na górę. Cholera! Nie wiedziałam, czy przyzwyczaję się do jego obecności. Przy dzieciach, tak jak wczoraj podczas kąpieli, było mi łatwiej, ale nie wyobrażałam sobie rozmawiać z nim o czymkolwiek innym. W dodatku na schodach zauważyłam, że znowu miałam mokrą od mleka koszulę. To było takie krępujące! Schowałam się w łazience i rozpłakałam. To się nazywa chyba baby blues. Najpierw było mi smutno, a po chwili się wściekałam i z tej wściekłości zerwałam z siebie tę mokrą piżamę i weszłam pod prysznic. Nawet nie byłam w stanie umyć własnego ciała dłońmi, bo mnie to brzydziło, wzięłam więc gąbkę, by się nie dotykać. Te wielkie cycki, wielki brzuch… Kurwa, no! Wyglądałam jak jakieś monstrum.

– Rebeko, wszystko w porządku? – Usłyszałam głos Sedricka pod drzwiami. Czy on nie miał zamiaru dać mi spokoju? Chciał tak za mną łazić jak pies? To irytujące i krępujące. W szpitalu codziennie przesiadywał pod salą, mimo iż wiedział, że nie chciałam z nim rozmawiać ani go widzieć. Niech zajmie się dziećmi i da mi spokój – myślałam. Kompletnie nie rozumiałam, o co mu chodziło. Czuł się winny? Próbował w ten sposób naprawić swoje winy i się wybielić?

– Sed, biorę prysznic! – odpowiedziałam zirytowana, by dał mi spokój. W dodatku bolał mnie dziś brzuch, a rana po cesarce zaczęła swędzieć. Miałam jutro wizytę kontrolną w szpitalu i jakieś badania. Po porodzie i śpiączce mój organizm był osłabiony. Swoją drogą, tak naprawdę dla mnie to wszystko trwało jedynie chwilę. Pamiętam ten moment, gdy wyciągnęli Chloe, a potem zapadła kompletna ciemność. Trudno mi pogodzić się z tym, że Sedrick widział mnie w takim stanie. Widział moje zniszczone ciało, gdy pomagał pielęgniarce podczas karmienia maluchów. Nie potrafiłam tego zaakceptować. Zanim wyszłam spod prysznica, a potem z łazienki, musiałam kilka razy wycierać piersi z mleka. Do listy zakupów dopisałam w myślach jakiś stanik i wkładki. Nie miałam dziś jednak do tego głowy. Przemknęłam do sypialni owinięta ręcznikiem. Sedricka na szczęście tutaj nie było. Włożyłam legginsy i szeroką tunikę, by ukryć brzuch. Najchętniej założyłabym takie wielkie, obciskające gacie, ale lekarz powiedział, że nie powinnam aż tak uciskać brzucha, dopóki rana się dobrze nie zagoi. Wysuszyłam włosy i zbierałam się do zejścia na dół, gdy zajrzał do mnie Simon. Uśmiechnął się szeroko na mój widok.

– Jak tam minęła pierwsza noc w domu? – zapytał i wszedł.

– Całkiem dobrze. Przepraszam, że tak wczoraj uciekłam, ale źle się czułam – odpowiedziałam i spojrzałam na niego.

– A Sed? – Podszedł i usiadł na łóżku.

– Co: Sed? – Uniosłam brew.

– No, gadaliście coś? Cokolwiek…

– Ustaliliśmy opiekę nad maluchami – odpowiedziałam szczerze.

– O! I co? – zapytał ciekawy.

– Za jakiś czas wrócimy do L.A.

– Razem? – W jego głosie zabrzmiała nadzieja. Zdziwiło mnie to zaangażowanie, ale w sumie to przecież mój przyjaciel. Na pewno chciał, bym była szczęśliwa, i doskonale wiedział, jak kocham Sedricka. Tylko czy to w ogóle było możliwe, byśmy jeszcze się zeszli? Jemu przecież chodziło jedynie o dzieci. Dlatego przy mnie był.

– Tak. Znaczy Sed chce mi pomagać przy dzieciach, więc to najlepsze rozwiązanie.

– Rozumiem. – Simon uśmiechnął się tajemniczo i znowu na mnie spojrzał. – Cycki ci przesiąkają, mała – stwierdził, przyglądając się moim piersiom. Spojrzałam na swoją tunikę.

– Cholera, no! – pisnęłam na widok dwóch mokrych plam.

– To takie seksowne – dodał, a ja wywróciłam oczami.

– Seksowny jest przeciekający mleczny potwór? – zadrwiłam sama z siebie. Tak właśnie się czułam i nic nie mogłam na to poradzić.

– Co ty gadasz? Wyglądasz ślicznie, taka krąglutka! – Podszedł do mnie i zaczął delikatnie obmacywać mój brzuch. Nie mogłam tego znieść. To było dla mnie za wiele.

– Simon, przestań! – Odsunęłam się, czując się niezręcznie.

– Mała, wrócisz do formy. Przecież dopiero co urodziłaś dwoje dzieci – stwierdził, widząc, jak się zdenerwowałam.

– Oj, daj mi spokój. – Odwróciłam się i znowu zachciało mi się płakać. Miałam jakieś rozpieprzone hormony! Baby blues jak się patrzy. Czytałam o tym, ale nie sądziłam, że mnie to spotka.

– Ja też mam dać ci spokój? – Mimo mojej niechęci znowu do mnie podszedł.

– Tak… – odpowiedziałam cicho.

– Tak nie można, Reb. Nie odtrącaj tych, co zawsze byli po twojej stronie. – Dotknął mojej dłoni. – No, prawie zawsze – dodał i się uśmiechnął.

– Tego, jakim dupkiem byłeś na początku naszej znajomości, na szczęście nie pamiętam – westchnęłam i dałam się mu przytulić.

– Uwierz, że wcale nie jestem z tego dumny – powiedział szczerze.

– Ważne, że teraz między nami jest w porządku. Nie wiem, co bym zrobiła bez ciebie, Treya i Donovanów… – Spojrzałam na niego, zadzierając głowę.

– Jesteś silna babka, Reb! Poradziłabyś sobie w każdej sytuacji, ale że masz nas, to możesz się czasami trochę nad sobą poużalać, a my będziemy cię wspierać!

– Dzięki. Jesteście kochani! – Objęłam go mocniej.

– I nadal mnie podniecasz, mimo że taka z ciebie mamuśka! – dodał, a ja się roześmiałam. Cały Simon, ale rozmowy z nim chociaż poprawiały mi humor.

Naszą pogawędkę przerwał jednak Sedrick. Wszedł i zobaczył nas stojących w objęciach. Zmierzył wzrokiem mnie i Simona i powiedział:

– Rebeko, będziesz jadła śniadanie? Bo Alice pyta.

– Zaraz zejdę – odpowiedziałam i odsunęłam się od Simona, czując tę złość w spojrzeniu Seda. Był zazdrosny? To niemożliwe.

– Simon, Trey cię chyba szukał – dodał.

– Mała, musimy się wybrać na jakieś zakupy i poradzić coś na twoje przeciekające… – Ugryzł się w język, ale oboje z Sedem spojrzeli wymownie na moje piersi. Zakryłam się dłońmi kompletnie zażenowana. – Będę na dole! – Spojrzał przepraszająco i wyszedł. Znowu zostałam z Sedrickiem sama, a dzieci były na dole. Nie wiem, dlaczego mój oddech przyśpieszył. Jakbym bała się przebywać z nim sam na sam.

– Jutro masz tę wizytę u lekarza, prawda? – Zamknął za sobą drzwi i wszedł. Usiadłam na fotelu i zakryłam pieluszką swoją mokrą tunikę. Natychmiast powinnam iść do łazienki!

– Tak, a dlaczego pytasz? – Zmarszczyłam brwi.

– Chciałbym pojechać z tobą, jeśli nie masz nic przeciwko… – odpowiedział niepewnie, dalej nie odrywając ode mnie wzroku. Kompletnie nie wiedziałam, o czym myśli.

– Jeśli chcesz. – Wzruszyłam ramionami. Przecież dzieci też miały kontrolę, więc pewnie dlatego chciał jechać. To zrozumiałe.

– Dziękuję, a teraz chodź na dół na śniadanie. Czekałem na ciebie, by zjeść… – Wyciągnął do mnie dłoń.

– Muszę się przebrać – odpowiedziałam znowu zawstydzona, bo jego wzrok powędrował na wysokość moich piersi.

– Dobrze, ale zejdź, proszę, do kuchni – odpowiedział i wyszedł. Boże! Naprawdę nie potrafiłam go wyczuć. Minęło już tyle miesięcy, odkąd spędzaliśmy ze sobą czas, że odzwyczaiłam się od jego obecności. Było mi ciężko… bardzo ciężko. W nocy miałam koszmary. Budziłam się zapłakana i mokra. Jedyne, czego brakowało mi podczas ciąży, to właśnie jego. Mimo wszystko tak cholernie go kochałam i tak bardzo za nim tęskniłam. Mieliśmy tyle spraw, których nie udało się wyjaśnić. Rozstaliśmy się nagle, niespodziewanie, a potem zaraz ten pieprzony rozwód. Tak żałuję, że się na niego zgodziłam, no ale co miałam zrobić? Jeszcze kilka dni przed porodem czytałam na plotkarskim portalu, że Sedrick się z kimś spotyka. Widziałam zdjęcia z jakiejś restauracji, Sedrick był tam z kobietą. Piękną, młodą aktorką. Zabolało mnie to bardzo, ale tak naprawdę nie powinno mnie to już interesować. On miał swoje życie, a ja mu je tylko znowu skomplikowałam. Naprawdę nie chciałam. Nie chciałam…

Weszłam do kuchni, a wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. Trey uśmiechnął się lekko i pokazał, bym usiadła obok niego. Chyba zostali na noc z Simonem i Charlotte w domu ojca. Bardzo mnie to ucieszyło, bo stęskniłam się za nimi.

– Może pójdziemy po śniadaniu na spacer z dziećmi? – zaproponowałam niepewnie. Nie wiedziałam, czy Sed miał jakieś plany, ale miło by było, gdyby poszedł z nami na pierwszy spacer maluchów.

– Ja chętnie, bo już nie mogę wytrzymać z tym śmierdzielem! – odpowiedział Simon i trącił Treya. Zaśmiałam się w głos, a oni razem ze mną.

– No co? Ta fasolka była naprawdę dobra! – odpowiedział Trey i spojrzał na rozbawioną do łez Alice.

– Więc dobrze zgadłam, że to ty zasmrodziłeś kibelek w nocy… – Usiadłam obok niego i roztrzepałam jego włosy. Uwielbiałam, gdy były takie dłuższe i w nieładzie.

– O rany! Czepiacie się. Już zapomniałaś, że ty masz tak samo? Tyle że po ostrym żarciu! – odpowiedział Trey, a ja zrobiłam się cała czerwona. Spojrzałam na Seda, który próbował się nie roześmiać. Boże! Zabiję kiedyś Treya… za każdym razem, gdy o tym myślałam, byłam coraz bliżej spełnienia tej obietnicy.

– Ja też chętnie się wybiorę – wtrącił Sed trzymający na rękach Chloe.

– No to kończmy śniadanie i zbierajmy się! – Simon wstał i pośpieszył wszystkich.

– Dajcie jej zjeść – burknął Sed, widząc, że już chciałam iść.

– Faktycznie, powinnam coś przekąsić. Dajcie mi pół godziny. – Spojrzałam na chłopaków i się uśmiechnęłam.

 

– Okej, jak będziesz gotowa, to powiedz – odpowiedział Simon. – A ty wynoś się stąd, bo znowu się zjebałeś! – Popchnął Treya, który puścił śmierdzącego bąka. O Boże! Zatkałam sobie nos i usta i dławiąc się ze śmiechu, próbowałam się nie porzygać. – W dupie ci coś zdechło? Rany, Trey, nie pobzykasz dziś! – dodał, gdy wychodzili z kuchni. Sed otworzył okno i oddał naszą córkę na ręce Alice, która także wyszła z kuchni. Znowu zostaliśmy zupełnie sami, a mnie zacisnął się żołądek. Sięgnęłam po świeże pieczywo ze środka stołu i przekroiłam sobie kajzerkę. Sedrick usiadł obok i podsunął mi żółty ser.

– Opieprzyłem Simona i Treya, bo zjedliby ze stołu wszystko, co najlepsze – powiedział nadal rozbawiony zachowaniem chłopaków.

– Uratowałeś dla mnie dwa plasterki sera… Dziękuję – odpowiedziałam z ironią, ale nie miało to zabrzmieć wrednie.

– Mogę ukroić więcej, jeśli masz ochotę. – Już chciał wstać.

– Nie, Sed… – Złapałam go za rękę, by został na miejscu. – To był żart. To, co zostało, w zupełności wystarczy – dodałam i uśmiechnęłam się lekko. Nie mogłam się tak zachowywać. Mimo wszystko widziałam, jak się starał, a to jednak wiele dla mnie znaczyło.

– Musisz jeść, by odzyskać siły. Lekarz mówił, że masz słabe wyniki…

– Jutro się okaże, co powie mi lekarz, a teraz podaj mi pomidory, proszę. – Znowu się uśmiechnęłam, słysząc tę troskę w jego głosie. Sedrick podsunął mi talerz z pomidorami i nalał mi herbaty. Nawet posłodził ją tak, jak najbardziej lubiłam. Pamiętał, że dwie płaskie łyżeczki to idealna proporcja. – To ty przeniosłeś mnie w nocy do łóżka? – zapytałam niepewnie, kończąc jeść kanapkę.

– Tak – odpowiedział szczerze, a ja kiwnęłam jedynie. Spałam tak mocno, że nawet nic nie czułam. Nie wiedziałam też, czy przypadkiem znowu się do niego nie przytuliłam. Chciałam robić to codziennie, a z drugiej strony tak bardzo bałam się jego dotyku. W sumie nie miałam czego się bać, on mnie przecież nie dotknie… w taki sposób jak kiedyś. Moje ciało kompletnie się zmieniło, a on by pewnie tego nie zaakceptował. Rany! O czym ja myślę? Przecież to bez szans, bym nadal mu się podobała, bym nadal go pociągała. Spojrzałam na niego niepewnie, gdy popijał kawę. Uwielbiałam, gdy miał taki dwudniowy zarost. Widziałam zmęczenie na jego twarzy, ostatnie dni były dla nas wszystkich wyczerpujące, ale nadal był taki przystojny. Tak cholernie przystojny i seksowny. Boże! Zacisnęłam uda, mając to przedziwne uczucie. O nie! Zaczyna się… Czułam, że za kilka tygodni, gdy połóg mi się skończy, kompletnie oszaleję. Po prostu to wiedziałam! Już teraz czułam, jak go pragnę…

– Możemy iść. – Potrząsnęłam głową, by pozbyć się głupich myśli. Nie mogłam o nim myśleć w ten sposób! Nie powinnam i nie miałam prawa. On już nie był moim mężem.

– Zjadłaś tylko jedną małą bułeczkę. – Zmierzył wzrokiem mój pusty talerz, na który nie nałożyłam sobie nic więcej.

– Nie mam apetytu, Sed. – Skrzywiłam się lekko.

– Rozumiem, ale to, co jesz, wpływa na nasze maluchy. Zjedz chociaż jeszcze pomarańczę. – Podał mi owoc.

– Nie mogę jeść cytrusów, jak karmię – odpowiedziałam spokojnie. Sed spojrzał na mnie, jakby przepraszał, że nie wiedział o takich sprawach. Och, Boże! Za co on przepraszał? Przecież nie miał nawet pojęcia, że zostanie ojcem. Kurwa! Tak cholernie żałowałam, że mu nie powiedziałam.

– A jabłko? – Sięgnął po nie.

– Jabłko mogę. – Wzięłam od niego owoc. – Dziękuję – dodałam i ugryzłam jabłko ku jego uciesze. Zaskoczyły mnie te pytania, co jeszcze mogę, a czego nie mogę jeść. Czy on miał zamiar mnie kontrolować? Naprawdę nie wiedziałam, po co mu ta wiedza, ale skoro zapytał…

Po śniadaniu Alice pomogła mi wyszykować wózki na spacer, a Sed razem z moim ojcem przebierał maluchy. Chloe zdecydowanie nie spodobał się pomysł założenia jej czapeczki na głowę i tak się rozpłakała, że prawie pękło mi serce. Patrzyłam ze łzami w oczach na Seda, który tulił ją w ramionach, a ona nadal płakała.

– Może jednak darujmy sobie ten spacer – powiedziałam. Cała się trzęsłam od środka, gdy dzieci płakały. Nie wiedziałam, czy coś je boli. A może po prostu miały focha?

– Włóż ją do wózka. Zobaczysz, że przestanie płakać – podpowiedziała Alice, wzięła Chloe od Seda i dokładnie tak zrobiła. Nie mogłam uwierzyć, że mała momentalnie się uspokoiła. Spojrzałam na Seda, który miał taką samą zaskoczoną minę jak ja. Oboje przecież wiedzieliśmy o rodzicielstwie tyle, co nic.

– No to w drogę! – powiedział James i do drugiego wózka włożył Charliego. Nagle zrobiłam się taka podekscytowana, że z tego wszystkiego zapomniałam zawołać Simona i Treya. Sed i mój tata powoli wyprowadzili wózki z domu, a ja wyszłam za nimi.

– To co? Rundka po ogrodzie? – zaproponował Sed i zaczął prowadzić wózek z Chloe, ja wzięłam Charliego i powolutku ruszyliśmy za dom. Boże! To był naprawdę cudowny moment. Szliśmy ramię w ramię, tak jak powinno być. Na początku nic nie mówiliśmy, po prostu cieszyliśmy się chwilą. Maluchy spały słodko, a my zrobiliśmy kółeczko wokół ogrodu i przysiedliśmy na ławce. Był piękny wiosenny dzień. Słońce lekko przebijało się przez chmury i ogrzewało nasze twarze. Ogród za domem ojca był ogromny i można było tam spacerować bez końca. Oparłam się i westchnęłam głośno. Tak mi było dobrze w tym momencie.

– Rebeko, chciałbym cię o coś zapytać – powiedział Sed. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że mi się przyglądał.

– Tak?

– Wczoraj ustaliliśmy sprawy opieki nad dziećmi, ale chciałem się upewnić…

– Upewnić w czym? – Uniosłam brew.

– Że zamieszkamy tam razem – odpowiedział.

– Naprawdę tego chcesz? – zapytałam wprost. Nie chciałam go do niczego zmuszać. Sed odchylił się jakby był zaskoczony moim pytaniem.

– Oczywiście, że tak. Chcę być przy dzieciach.

– Więc ustalone. Chcesz zrobić jakiś remont czy coś w tym rodzaju? – Zastanawiałam się nad tym, ale nigdy wcześniej nie miałam odwagi zapytać.

– Tak, ale biorę to na siebie. Gdy wrócimy tam, wszystko będzie gotowe. – Uśmiechnął się szeroko.

– A kiedy chcesz wrócić?

– To już zależy od ciebie, Rebeko. Musisz chyba najpierw dojść do siebie po… – Zamilkł i zamknął oczy. Nie dokończył zdania. – Przepraszam – dodał po chwili i wstał, po czym odszedł kawałek. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że drugi raz spotkało go to samo. Przeżywał drugi raz moją śpiączkę. Widać, że go to poruszyło z takich czysto ludzkich odczuć. Nigdy nie życzył mi źle i na pewno się martwił. Wstałam i niepewnie podeszłam do niego.

– Już lepiej? – zapytałam i uśmiechnęłam się nieśmiało.

– Emocje tych ostatnich dni ze mnie schodzą. Wybacz… – Spojrzał na mnie i wyciągnął dłoń, bym ją złapała. Wahałam się chwilę, ale chwyciłam go za rękę i razem wróciliśmy na ławeczkę. Sedrick zaczął opowiadać, jak chce wyremontować dom nad oceanem. Nie byłam tam tak długo, że prawie nie pamiętałam, jak dobrze nam się tam mieszkało. Po rozwodzie przeprowadziłam się do Nowego Jorku na stałe, a do Los Angeles przyleciałam jedynie na chrzest Charlotte i rozwód. Potem zaszyłam się na kilka miesięcy na ranchu ojca w Nevadzie. Niby blisko do Los Angeles, a prawie nikt nie wiedział, gdzie dokładnie przebywałam. Nawet Trey i Simon, bo znając ich, od razu chcieliby mnie odwiedzić. Na początku piątego miesiąca mój brzuszek był już tak widoczny, że nie chciałam nikomu się pokazywać. Tak naprawę byłam zaskoczona, że do dnia porodu o ciąży wiedzieli jedynie: mój ojciec, Alice i Tayler. Nawet moje siostry nie wiedziały, bo nie widziały mnie w ostatnich miesiącach. Kwestią czasu było, aż wiadomość wypłynie do mediów i zacznie się ten cały cyrk. Telefon od mojej matki to też była jedynie kwestia kilku tygodni.

Dołączyli do nas: Trey, Simon i Charlotte. Mała miała już ponad rok i niedawno zaczęła chodzić. Boże! Przerażało mnie, że nasze maluchy też kiedyś zaczną. To, że ona chodziła, to było mało powiedziane. Ona biegała i krzyczała przy tym tak radośnie… Gdy upadała, to zaczynała dalej raczkować, a to miała opanowane do perfekcji.