Na szczycie. Właściwy rytmTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Dla nas?!

– No! – pisnęła radośnie Rebeka, wywołując uśmiech na mojej twarzy. Co za cudowna dziewczyna.

– Mamy wam sprzątać bus w trasie? – zapytał z dziwną miną.

– Trey, wysłuchaj go chociaż. – Podeszła do niego i przytuliła. Kurwa! Wciągnąłem głęboko powietrze. Dałbym teraz wszystko, by mnie tak czule objęła.

– Zaproponowałem Rebece pracę tancerki w naszej trasie, powiedziała, że nie pojedzie bez ciebie, więc ciebie też chcemy zatrudnić.

– Jako kogo? – Skrzywił się.

– Jako pomoc dźwiękowców. Studiujesz to, prawda?

Trey posłał Reb wkurwione spojrzenie.

– To, że jestem gejem, też mu powiedziałaś? – warknął na nią, a ja próbowałem się nie roześmiać.

– Trey, proszę… – Znowu posłała mu to słodkie spojrzenie.

– O co mnie prosisz?

– Jedź z nami.

– A ty się już zgodziłaś? – zapytał spokojniej.

– Nie pojadę bez ciebie, dobrze wiesz.

– Może powinnaś? Może już najwyższy czas się rozdzielić.

– Trey… – powiedziała cicho i wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać. O nie! Boże, niech tylko nie płacze.

– Reb, rób, jak chcesz, ja nie zrezygnuję ze studiów, a ty nie masz nic do stracenia. Nie masz pracy, nie masz kasy, więc nie zastanawiaj się i jedź – odpowiedział dość chłodno. Kurwa, koleś, jesteś dla niej ważny! Weź się opanuj i pomyśl trochę! To dla niej wielka szansa, do kurwy nędzy!

– Trey. – Głos jej drżał. O nie! Maleńka, nie płacz. Nie mogłem tego znieść.

– Przemyśl to, Trey, to dla was ogromna szansa – odezwałem się. Nie pozwolę, żeby ta słodka istota przez niego uciekła mi sprzed nosa.

– Nie załatwię sobie dziekanki z dnia na dzień.

Kurwa! Teraz ten będzie wymyślał jakieś durne powody. Szlag mnie zaraz trafi, się dobrali…

– Trasa zaczyna się za trzy tygodnie, więc masz jeszcze trochę czasu – odpowiedziałem zirytowany.

– Ale ja nigdy nie pracowałem przy koncertach, to kompletnie inna bajka niż praca w studio.

– Poradzisz sobie! Jesteś najlepszy na roku. – Twarz Rebeki się rozpogodziła.

– No, Trey! Poradzisz sobie – powtórzyłem za nią, naśladując jej entuzjazm.

Obaj z Treyem zaczęliśmy się śmiać.

– Spadaj! – Dostałem brudną ścierką.

– Więc jak będzie? – zapytałem dla pewności.

– Dajcie mi to przemyśleć, okej?

– Kiedy możesz dać odpowiedź? – Człowieku, nie masz nad czym się zastanawiać! To dla niego też ogromna szansa. On o tym doskonale wie, jeśli choć odrobinę się zna.

– Nie wiem, za tydzień?

– Niech będzie i proszę, przemyśl to dobrze – powiedziałem, nachyliłem się do niego i szepnąłem o tym, że jako członek ekipy nie będzie miał problemu z wyrywaniem kolesi. Rebeka zmierzyła nas wzrokiem, a Trey się uśmiechnął, mrugając do mnie konspiracyjnie. – Pójdę już – dodałem i spojrzałem na nią.

– Co? – zapytała, marszcząc słodko nos.

– Odprowadzisz mnie?

– A nie trafisz? – Pokręciłem głową, próbując się nie roześmiać.

– Idź, idź, ja zjem ci resztę ptasiego mleczka! – Trey popchnął ją w kierunku drzwi.

– Nawet się nie waż! – Pogroziła mu palcem.

– Przecież wiem, że masz zapas na kilka miesięcy. – Uśmiechnął się i posłał jej buziaka w powietrzu.

– Świnia! Miałeś nie grzebać w moim pokoju! – pisnęła oburzona. Boże! Uwielbiam ten jej słodki, piskliwy, oburzony ton.

– Szukałem czegoś…

– W mojej szafie? – zapytała z niedowierzaniem i znowu się skrzywiła na widok miny Treya. Podpuścił ją. – Świnia! – powtórzyła i roześmiała się do łez.

– Wiedziałem, że gdzieś je trzymasz! – Chwycił ją nagle w pasie i oderwał od podłogi.

– Są policzone, jeśli zniknie choć pudełko… – Znowu pogroziła mu palcem.

– Tak, wiem, urwiesz mi jaja, ugotujesz i każesz mi zjeść. – Przewrócił oczami. – Odprowadź gościa. – Postawił ją na podłodze, a sam pożegnał się i zniknął w łazience.

– Zejdziesz ze mną? – Nie chciałem jeszcze się z nią żegnać. Tak naprawdę nie wiedziałem, kiedy zobaczę ją następny raz, i każda minuta w jej obecności to dla mnie w tym momencie coś najważniejszego. Kompletnie tego nie rozumiałem, ale taki był fakt.

– Boisz się zejść sam? – Uśmiechnęła się szyderczo.

– Nie, chcę ci coś pokazać.

– Widziałam już twoje auto, fajne.

– Oj, nie zgrywaj się, tylko chodź! – Chwyciłem ją za dłoń i pociągnąłem w stronę drzwi.

– Buty! – pisnęła, wychodząc na korytarz boso, wróciła do mieszkania, wsunęła klapki i zbiegliśmy na dół.

– Co chcesz mi pokazać? – zapytała, widząc, że prowadzę ją do auta. Nie miałem co liczyć, że pojedzie ze mną do domu, ale nie mogłem pozwolić, by nie miała przy sobie ani centa.

– Wsiądź, to ci powiem.

Na szczęście nie protestowała jak za pierwszym razem.

– Więc? – zapytała, odwracając się do mnie bokiem.

– Proszę. – Nachyliłem się i wyjąłem czarną kopertę ze schowka.

– Co to jest? – Skrzywiła się lekko.

– Bilety na koncert i wejściówki za kulisy – wyjaśniłem. Przynajmniej będę miał nadzieję, że zobaczę ją niedługo.

– Kiedy gracie? – dopytała.

– W piątek tutaj, w L.A.

– Mówiłeś, że trasa jeszcze się nie zaczęła.

– To prywatny koncert, tylko na trzysta osób.

– I mam tam przyjść?

Zrobiłem zirytowaną minę. To chyba oczywiste, że chciałem, by przyszła. Po co miałbym dawać jej bilety?

– Tak, i wyciągnąć Treya.

– Nie stać mnie na te bilety – powiedziała cicho. Jezu! Ale ta kobieta mnie irytowała.

Wyciągnąłem portfel i wcisnąłem jej w dłoń plik banknotów.

– Proszę! – dodałem.

– Nie mogę wziąć od ciebie pieniędzy, Sedricku – odpowiedziała smutno. Cholera, uraziłem ją? Przecież to tylko pieniądze.

– Dlaczego nie?

– Po prostu nie, nie chcę ci być coś winna. – Spuściła wzrok i patrzyła ślepo na banknoty w swoich ślicznych dłoniach.

– W takim razie to zaliczka, musisz przecież z czegoś żyć. – Nie mogłem pozwolić, żeby była głodna.

– Poradzę sobie, naprawdę nie mogę ich wziąć. – Odłożyła pieniądze na deskę rozdzielczą.

– Nie zasnę ze świadomością, że nie masz przy sobie ani centa. – Zamknąłem oczy i próbowałem się opanować, by po prostu nie ruszyć i nie zabrać jej do siebie, porządnie nakarmić, a potem jeszcze porządniej wypieprzyć. Na pewno byłaby zadowolona. Ja też!

– Pożyczę od Treya. – Jasne! Znałem te teksty.

– Przecież mówił, że sam nie ma.

– Sed, proszę, nie wezmę od ciebie nawet jednego dolara. Dzięki za bilety, na pewno przyjdziemy.

Westchnąłem i odpuściłem. Tym razem!

– Daj mi swój numer, zadzwonię jutro.

– Jutro? – Spojrzała zaskoczona.

– Zabiorę cię na porządny obiad, dziś prawie nic nie zjadłaś.

– Nikt by nic nie przełknął po niespodziewanym spotkaniu ze Sweet Bad Sinful. – Uśmiechnęła się szeroko. Och tak! To prawie ten sam słodki uśmiech, który widziałem w mieszkaniu. Bardzo mnie to uradowało.

– Więc jesteśmy umówieni? – zapytałem dla pewności.

– Niech będzie, ale Trey idzie z nami.

– Niech będzie. – Puściłem jej oczko i nachyliłem się blisko z zamiarem pocałowania Rebeki. Czułem cudowny zapach, ciepło jej skóry.

– Pójdę już – pisnęła zakłopotana. Kurwa! Nie mogłem jej nawet pocałować? Spłoszy ją to? Patrzyłem na nią i nie miałem pojęcia, co powinienem zrobić.

– Szkoda – rzuciłem i zdecydowałem się tylko na pocałunek w policzek.

– Och – jęknęła, gdy tylko moje usta oderwały się od jej słodkiego policzka.

– Czego chcesz, Rebeko? – zapytałem, widząc w niej niepewność.

– Nie wiem – pisnęła znowu, a ja uśmiechnąłem się i znów odpuściłem. Nie będę się śpieszył. Ona była inna, ale warto poczekać. Wiedziałem to.

– Idź już, poczekam, aż wejdziesz do środka. – Odsunąłem się i wysiadłem z auta, by otworzyć jej drzwi. Wyszła, patrząc na mnie tak cudownie niewinnie i niepewnie. – No, leć! – Uśmiechnąłem się i klepnąłem ją delikatnie w słodki tyłeczek.

– Dobranoc, Sedricku. – Odwróciła się, zatrzymując w pół kroku.

– Dobranoc, słodka Reb. – Oparłem się o samochód i czekałem, aż wejdzie.

W ostatniej chwili zerknęła na mnie, więc pomachałem jej na pożegnanie, i weszła do kamienicy. Westchnąłem głośno, czując różne sprzeczne emocje. Byłem rozczarowany, oczarowany i kompletnie nie miałem pojęcia, co o niej myśleć. Rozczarował mnie fakt, że jej nie pocałowałem. To było do mnie niepodobne. Jak miałem dziś zasnąć ze świadomością, że ona leży sama w łóżku w swoim małym pokoju? Mogłaby spędzić tę noc ze mną. Przez chwilę wahałem się, czy nie iść za nią na górę i spróbować jeszcze raz, ale nie… Ona była inna. Musiałem poczekać.

***

Te wspomnienia zawsze wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Boże! Nigdy nie zapomnę, jaka ona wtedy była słodka i taka zagubiona. Tyle się od tamtego czasu zmieniło, tyle wydarzyło, a teraz siedziałem obok niej i nawet nie mogłem jej wyznać prosto w oczy, jak bardzo ją kocham. Rebeka zwątpiła we mnie, zwątpiła w naszą miłość i odpuściła. Czy to dziwne? Nie wiem, jakbym zareagował, gdyby pierwsza złożyła pozew o rozwód. Myślałem, że tak będzie lepiej, że ona tego chciała.

– Sed? – Z zamyślenia wyrwał mnie głos Treya. Musiałem przysnąć, bo Jamesa już nie było w sali.

– Tak? – Przetarłem oczy i twarz dłonią i wstałem, by się przywitać. Wszystkie problemy i niesnaski między nami zeszły na dalszy plan. Teraz każdy martwił się jedynie o Rebekę.

– Może się zamienimy? Ja przy niej posiedzę, a ty odpoczniesz – zaproponował. Kurwa! Zgadali się czy co?

– Trey, nie ruszam się stąd i dajcie już spokój – burknąłem.

– Ale ja też chcę z nią pobyć. – Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.

– To siadaj. – Podsunąłem mu krzesło – Proszę! – dodałem.

– Ale tak sam na sam. Też mam z nią do pogadania. – Zmrużył oczy.

– Ona cię nie słyszy…

– Skąd wiesz? – Usiadł obok i spojrzał na Rebekę.

– Nie wiem, chciałbym wierzyć, że słyszy i rozumie, co do niej mówimy.

 

– Pewnie, że rozumie. – Trey chwycił ją za dłoń i dodał: – Co tam, mała? Kiedy się obudzisz? Bo już to się nudne robi. Drugi raz taki sam numer nie przejdzie. No już… Obudź się!

– Już ją prosiłem, by się obudziła. Jak zwykle mnie nie słucha… – Uśmiechnąłem się lekko, widząc, że Trey też się uśmiecha.

– Ma swój charakterek. Musi się z nami podroczyć – dodał i puścił mi oczko. Zamilkliśmy na długą chwilę. W mojej głowie kłębiły się tysiące myśli. Widząc, że Trey chyba faktycznie chce sobie z nią „pogadać”, wstałem i przeszedłem do salki, gdzie leżały maluchy. Spały słodko, ale gdy na nie patrzyłem, to się uspokajałem. Tak naprawdę do tej pory nie mogłem uwierzyć, że zostałem ojcem. I to tej cudownej dwójki naraz. Tyle czasu czekałem, aż uda nam się z Rebeką, a udało się w chwili, kiedy wszystko zaczęło się walić. Z moich obliczeń wynikało, że zaszła w ciążę, gdy byłem w domu po złamaniu tego pieprzonego palca u nogi. Fakt… pieprzyliśmy się wtedy jak szaleni, a po imprezie zaręczynowej Nickiego i Sandry… Boże! To była nieziemska noc. Może to właśnie wtedy? Skrzywiłem się na myśl, że stworzyłem te dwa cuda, będąc kompletnie pijanym. To dopiero odpowiedzialne rodzicielstwo… Najważniejsze jednak, że maluchy były zdrowe i tak bardzo do nas podobne. To aż nierealne i nie do opisania zobaczyć nie jedną, lecz dwie kopie samego siebie. Charlie wyglądał dokładnie jak ja, gdy byłem malutki, a Chloe to połączenie nas obojga. Już wtedy wiedziałem, że mam przerąbane, bo zapewne wyrośnie na taką laskę, że osiwieję prędzej, niżbym chciał. Miałem nadzieję, że jej o kilka minut starszy brat będzie ją chronił. Oby lepiej niż ja Jess!

Następne trzy dni wyglądały dokładnie tak samo. Nie opuściłem szpitala ani na chwilę i spałem raptem kilka godzin wtulony w dłoń Rebeki, obok jej łóżka. Wszyscy chyba uznali mnie za nienormalnego, gdy dziś poprosiłem ojca, by przywiózł mi zestaw do manicure’u. Opiłowałem paznokcie mojej Śpiącej Królewnie i nawet udało mi się je pomalować na lekko różowy kolor. Wyszło mi całkiem równo. Dumny z siebie złożyłem jej dłonie na brzuchu, by sobie odpoczywała, i zajrzałem do dzieci. Charlie chyba właśnie walił w pieluchę, bo był cały czerwony i napiął się jak struna, Chloe za to spała słodko i miała w dupie postękiwania brata.

– Co tam, mały? – Nachyliłem się nad nim, a on zrobił taką krzywą minę. Cholera! Chyba powinienem się ogolić i umyć. Powąchałem się i… zdecydowanie potrzebowałem prysznica! Zawołałem pielęgniarkę, by czuwała, a sam skorzystałem z łazienki przylegającej do sali.

Prysznic dobrze mi zrobił. Poczułem się o niebo lepiej, zmywając z siebie to całe napięcie. Miałem dziś lepszy nastrój niż ostatnio. Może dlatego, że nie męczyły mnie w nocy koszmary? Śniła mi się Rebeka i nasze pierwsze spotkanie. Wszedłem do sali, wycierając ręcznikiem mokre włosy, i spojrzałem na nią. Potrząsnąłem głową, widząc, że jej dłonie nie leżą na brzuchu, tylko wzdłuż tułowia.

– Greto, poprawiałaś Rebekę? – zapytałem.

– Nie, Sedricku. Przebieram Charliego… – odpowiedziała, uśmiechając się szeroko do mojego gołego syna, któremu z siusiakiem na wierzchu było najwygodniej. To tak jak mnie. Jaki ojciec, taki syn, prawda? Podszedłem do łóżka, mając wrażenie, że Rebeka poruszyła palcami. Boże, tak!

– Greto! – aż krzyknąłem, spoglądając w stronę sali obok. – Poruszyła się! – dodałem i szybko poszedłem po lekarza. Ten jeden ruch ręki wzbudził we mnie taką nadzieję, że miałem wrażenie, że mogę góry przenosić. Zabrali ją na badania, podczas których znowu poruszyła dłońmi oraz palcami u stóp. Lekarz nie potrafił odpowiedzieć, co to dokładnie oznacza, ale to był dobry znak. Czułem, że Rebeka już niedługo wróci do nas. Wróci, a ja będę mógł się nią zająć i odbudować wszystko, co spieprzyłem. O ile mi na to pozwoli. Nagle ogarnął mnie strach, że nie będzie chciała mnie znać. Tak naprawdę musiałem liczyć się z każdą możliwością. Nie było mnie przy niej w trakcie ciąży. Uznała, że poradzi sobie sama, i może dalej tak uważała? Miałem być okazjonalnym ojcem? Widywać swoje dzieci raz na tydzień? Płacić alimenty i spędzać z nimi co drugie święta… Kurwa! Przeraziła mnie ta myśl.

Pora karmienia. To był mój ulubiony moment z ostatnich dni. Greta właśnie przywiozła maluchy, a ja, poprawiając Rebekę na łóżku, odsłoniłem jej piżamę. Ależ jej piersi były ogromne. Istna mleczna kraina. Raj dla naszych brzdąców, które uwielbiały być przy cycku. Gdyby mogły, spałyby tak cały dzień. W sumie doskonale je rozumiałem, bo sam z chęcią bym się tak wtulił i zasnął. Spałoby mi się zapewne doskonale.

Wziąłem Chloe na ręce, by ją położyć przy Rebece, a jej dłoń nagle objęła nasze maleństwo. Moje serce zaczęło walić jak szalone, gdy zobaczyłem także drżące powieki mojej ukochanej.

– No dalej, kochanie. Wróć do nas… – powiedziałem, patrząc na nią jak zaczarowany. Greta podeszła i spojrzała na mnie.

– Walcz, Rebeko. Walcz – dodała drżącym głosem. Niestety, Rebeka nie otworzyła oczu, ale jej dłoń obejmująca naszą córkę kompletnie mnie rozczuliła. Wyglądały tak cudownie, a mała, czując dotyk dłoni matki, zasnęła i nie miałem serca jej ruszać. Charlie za to zaczął się dopominać, bo to już była jego kolej.

– No wiesz co, synu? Nie jesteś wyrozumiały… – zaśmiałem się, widząc, że zaczyna się wkurzać. Robił przy tym takie słodkie miny. Maluchy złościły się tak samo cudownie jak ich mamusia. Gdy podrosną i będą do nas jeszcze bardziej podobne, to chyba oszaleję z tą trójką złośników. Moja cierpliwość przy nich zapewne nieraz zostanie wystawiona na ogromną próbę, ale co to jest w porównaniu z ogromem szczęścia, które mi dadzą? Boże! Musi być dobrze. Nie widzę innej możliwości – myślałem.

Zasnąłem w fotelu, jedną dłonią obejmując Chloe, a drugą – Charliego. Kolejny dzień prawie za nami. Maluchy tak naprawdę mogły już wyjść ze szpitala, ale ze względu na Rebekę miały być tutaj z nami, dopóki ona się nie obudzi. Przymknąłem oczy, czując, jak powoli odpływam, gdy nagle Rebeka znowu poruszyła ręką. Robiła to ostatnio coraz częściej, ale nic potem się nie działo. Zamknąłem jedno oko i mrużąc drugie, obserwowałem ją uważnie. Przez kolejną chwilę nic się nie działo i gdy zamknąłem oczy, miałem wrażenie, że sen zaraz mnie dopadnie. Byłem zmęczony… masakrycznie zmęczony, zwłaszcza psychicznie.

– Tato… – Usłyszałem cichy głos, ale miałem wrażenie, że to sen. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że nasze maluchy są za małe, by nazwać mnie tatą, a głos, który to powiedział… Otworzyłem oczy i ujrzałem Rebekę. Obudziła się!

Wstałem powoli, by jej nie wystraszyć. W sumie nawet nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Myślałem ostatnio tylko o tym, by się obudziła, i gdy to zrobiła, brakło mi języka w gębie.

– Tato? – powtórzyła i lekko przekręciła głowę w moją stronę. Nasze spojrzenia się spotkały, ale mnie zamarło serce. Rebeka na mój widok ewidentnie się nie ucieszyła.

– Zawołam lekarza – powiedziałem i z dziećmi na rękach wyszedłem na korytarz. Chyba byłem w szoku, bo nawet nie potrafiłem się cieszyć. – Doktorze, Rebeka się obudziła… – poinformowałem lekarza na dyżurze i usiadłem na korytarzu. Od razu zbiegło się sporo personelu, a ja nawet tam nie poszedłem. Ogarnęło mnie poczucie strachu. Nie wiem dlaczego. Greta wzięła ode mnie dzieci i ruszyłem za nią w kierunku sali. Zatrzymałem się jednak przed drzwiami, bojąc się tam wejść. Kurwa! Postanowiłem najpierw zadzwonić do Jamesa i powiadomić jego i całą resztę, że Rebeka się obudziła. Zjechałem na dół i wyszedłem przed szpital. Odetchnąłem ciężkim, burzowym powietrzem i wykonałem kilka telefonów. Wszyscy jak nienormalni chcieli od razu przyjechać. Odradziłem im to, ale co ja mogłem? Sam przyjechałbym najszybciej, jak to możliwe, gdyby nie było mnie na miejscu.

Zanim odważyłem się do niej zajrzeć, minęła długa chwila. Co miałem jej powiedzieć? Myślałem o tym milion razy, a teraz w głowie miałem kompletną pustkę. Zapukałem niepewnie i otworzyłem drzwi. Właśnie wróciła z badań i chyba zasypiała.

– Sedricku, nie za długo. Jest słaba… – powiedział lekarz i uśmiechnął się do mnie pocieszająco, po czym wyszedł, a ja zostałem z nią sam na sam. Serce miało zaraz wyskoczyć mi z piersi. Podszedłem do łóżka na drżących nogach. Cholera, no. Co miałem jej powiedzieć?

– Cześć… – wydusiłem z siebie. Miałem ochotę skopać sobie dupę, by zacząć normalnie myśleć. Rebeka otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Boże! Ten smutek w jej spojrzeniu prawie mnie zabił. Nic nie odpowiedziała, mrugnęła jedynie, a po chwili odwróciła głowę. Kurwa! Już wtedy wiedziałem, że czeka mnie trudna walka. Walka, by ją odzyskać. A w tym momencie dotarło do mnie, że mogę ją przegrać. – Jak się czujesz? – wypaliłem. Znowu spojrzała na mnie, ale na szczęście się odezwała.

– Jestem zmęczona… – Ledwo usłyszałem jej cichutki głosik.

– Chcesz spać? Mam wyjść? – Niepewnie podszedłem bliżej. Tak bardzo pragnąłem wziąć ją w ramiona. Rebeka chwyciła swoimi wątłymi dłońmi krawędź kołdry i zakryła się pod samą szyję. Boże, nie! Nie zamykaj się przede mną… Błagam!

– Chciałabym odpocząć.

– Maluchy… są obok… – Pokazałem na salę, by zostać tu z nią chociaż chwilę dłużej.

– Tak, wiem, lekarz powiedział mi, że są zdrowe. – Kiwnęła lekko i miałem wrażenie, że chciała się uśmiechnąć. Nie zrobiła tego jednak.

– Zdrowe i takie śliczne! – Chyba za bardzo się podekscytowałem. Tyle chciałem jej w tym momencie powiedzieć. Opowiedzieć, jak się nimi opiekowałem i opowiadałem im o niej.

– Zobaczę je później. Muszę się przespać. – Zamknęła oczy, a ja nie miałem serca dalej jej męczyć.

Nic więcej nie powiedziałem, tylko wyszedłem. Wyszedłem kompletnie wściekły i załamany. Musiałem wyjść ze szpitala i pobyć zupełnie sam. Tak naprawdę ostatnio czułem się kompletnie samotny. Mimo dzieci i wszystkich wkoło… Sprawdziłem jedynie, czy mam przy sobie portfel, i ruszyłem przed siebie. Niedaleko szpitala była restauracja, więc wszedłem do niej i od razu zamówiłem sobie szklankę whisky. Potem kolejną i kolejną. Przy szóstej przestałem liczyć… Nie chciałem myśleć o niczym złym. Takie myśli pojawiały się jednak w mojej głowie nieproszone. To, o czym myślałem dotychczas, że jej powiem, gdy się obudzi, kompletnie runęło. Nie mogę tak od razu wszystkiego jej powiedzieć, bo wystraszy się i ucieknie, a co gorsza, zamknie się w sobie i nie da do siebie dotrzeć. Pamiętam ten wieczór, kiedy udało mi się ją odzyskać po raz pierwszy. Po wypadku, śpiączce i pieprzonej amnezji było jednak, mam wrażenie, łatwiej, niż zanosi się teraz. Teraz nie wystarczy romantyczny wieczór w nowym domu. Popijając kolejne łyki trunku, wróciłem jednak myślami do tamtego cudownego wieczoru. Nasz drugi pierwszy raz to jedna z najlepszych chwil mojego życia.

***

Zaparkowałem przy krawężniku tej obskurnej kamienicy, w której moja słodka Rebeka wynajęła sobie mieszkanie. Kurwa! Przecież stać ją na coś… hmmm… lepszego? To nie jest trafne określenie. Ona w ogóle nie powinna przebywać w takim miejscu. W dodatku sama. Tyle rzeczy miałem jej do powiedzenia i tak cholernie się bałem, że znowu mnie odtrąci. Byłem pewny, że oszaleję, gdy nie uda mi się tego wszystkiego wyjaśnić. Kocham ją… kurwa, kocham ją do szaleństwa i musiałem zrobić wszystko, by ją odzyskać. Fakt. Zjebałem. Wszystko zjebałem, ukrywając pewne sprawy, ale… no jak miałem jej powiedzieć tak wszystko naraz? Przecież to, co się działo, to i tak był dla niej ogromny szok. Dla mnie chyba zresztą też. Ta jej amnezja. Boże! Dlaczego to wszystko nas spotykało? Z dwojga złego wolałbym, aby mnie znienawidziła po tym, co zrobiłem, niż żeby wydarzyła się ta tragedia. Scott… pieprzony psychopata. Dobrze, że go zastrzelili, inaczej trafiłby w moje ręce. Kurwa, przerażało mnie to, co chciałem mu zrobić za to, co on zrobił mojej małej, słodkiej Reb.

Zgasiłem silnik, zdjąłem kask i podszedłem do domofonu, by zadzwonić.

– Wejdź, Sed! – Usłyszałem po chwili jej cudowny głos. Wywróciłem zirytowany oczami, bo znowu była taka nierozsądna.

– Powinnaś najpierw zapytać kto to, zanim otworzysz, maleńka.

– Wiedziałam, że to ty – odpowiedziała tak słodko. Boże! Chyba nie była na mnie już taka wściekła. Gdy wyjeżdżała z Nowego Jorku… Nigdy nie zapomnę tego jej spojrzenia, kiedy wsiadała do taksówki na lotnisko.

– Za chwilę jestem – odpowiedziałem i wszedłem do środka.

Przeskakiwałem po kilka schodów, by jak najszybciej ją zobaczyć. Nie miałem zamiaru się oszukiwać. Byłem, kurwa, taki wyposzczony, że nie wiedziałem, czy w ogóle wyjdziemy z tego mieszkania. Musiałem zdobyć ją tego wieczoru. Wpadłem na jej piętro jak jakiś pojebany. Mills, opanuj się! Ona nie jest gotowa na to, co chciałbyś z nią zrobić. Oj, co ja bym jej zrobił… – planowałem.

– Cześć. – Otworzyła drzwi w jeansowym kombinezonie z szortami i chyba już nie byłem w stanie normalnie myśleć. Przestawiłem się na tryb… ukryj swój wzwód!

 

– Witaj, Rebeko! – mruknąłem specjalnie, by wybadać jej reakcję, a ona patrzyła na mnie i nic nie mówiła. O tak! Takiej reakcji oczekiwałem. – Mogę wejść? – zapytałem z szerokim uśmiechem.

– A, tak… proszę – wydukała i pokazała, bym wszedł do środka. Objąłem ją lekko i pocałowałem w policzek… po francusku.

– Ślicznie wyglądasz.

– Ty też – odpowiedziała, a ja zacząłem się śmiać. Oj, moja słodka Reb.

– Wyglądam ślicznie?

– Tak… znaczy nie… znaczy… Wyglądasz bardzo dobrze, Sedricku – dukała dalej i tak cudownie się zakłopotała. Boże, ta kobieta wywaliła mój świat do góry nogami i robiła to każdego dnia od nowa.

– Jesteś gotowa? – Spojrzałem na jej obłędne nogi. Były tak gładkie i nieskazitelne.

– Tak. Miało być wygodnie i sportowo. – Pokazała na trampki, ale ja prawie nie zwróciłem na nie uwagi. Miałem ochotę zdjąć z niej wszystko, co na sobie miała, i iść do sypialni.

– Zmarzniesz w tych szortach – rzuciłem, by się skupić. Mieliśmy jechać spory kawałek, więc musiałem być skupiony.

– A to będziemy jeździć na motocyklu? – zapytała zaskoczona. Chyba jej nie mówiłem, że jeżdżę? A nawet jeśli, to przecież tego nie pamiętała.

– Tak. Zabieram cię na całą noc za miasto. Proszę, przebierz się w coś cieplejszego, choć nie ukrywam, że ładny ten kombinezon. – Przygryzłem wargę, by nie rzucić się na jej usta, a dłonią musnąłem jej brzuch przez materiał kombinezonu.

Rebeka cała się spięła, ale to ten dobry rodzaj reakcji na mój dotyk. Sam nie byłem pewien, czego ona chce. Widziałem, że ucieszyła się na mój widok, no i ta reakcja. Nadal na nią działałem, a to ogromny plus. Jeszcze nie wszystko stracone.

– Dobrze – pisnęła i czmychnęła do pokoju się przebrać. – Mogą być jeansy? – zapytała.

– Mogą, skarbie! – odpowiedziałem i ruszyłem za nią. – Dlaczego śpisz w sypialni Treya? – Uśmiechnąłem się, widząc, jak Reb skakała na łóżku, próbując zapiąć mega obcisłe jeansy na swoim cudownym tyłeczku. Sam z chęcią bym ją zapiął… Mills, kurwa! Opanuj się.

– Tu jest wygodniej i jest telewizor – odpowiedziała i z dumą dopięła guzik. To zapewne jej nowy nabytek. Tak bardzo schudła, leżąc w śpiączce, że musiała wymienić całą garderobę.

– Pękną ci na tyłku te spodnie, gdy wsiądziesz na motocykl – rzuciłem, uśmiechając się szeroko. Nie mogłem oderwać wzroku od jej tyłeczka. Boże, miałem na jego punkcie jakąś pieprzoną obsesję.

– Mówiłeś, że mogą być jeansy.

– Ale nie takie obcisłe. Nie masz dresów? Albo legginsów?

– Mam legginsy.

– To załóż, najlepiej ze dwie pary, żebyś mi nie zmarzła. – Rozejrzałem się i podszedłem do wysuniętej szuflady z bielizną.

– A dokąd w ogóle jedziemy?

– Zobaczysz. No już! I weź to… – Nie mogłem się oprzeć i wyjąłem z niej koronkowy komplet, po czym rzuciłem go na łóżko. To stringi i stanik… Na samą myśl, jak cudownie musiały wyglądać na ciele Rebeki, znowu zrobiłem się twardy. No jak nastolatek, kurwa!

– Po co? – pisnęła, ale była zaintrygowana i lekko przerażona zarazem. Oj, nie chcę zrobić ci krzywdy, Reb. Chcę cię tylko odzyskać… w całości.

– Zobaczysz! – odpowiedziałem ochryple, bo zaschło mi w gardle, i wyszedłem, by zostawić ją na chwilę samą z myślami.

Sam miałem wiele obaw. Ona przecież nie pamiętała, że w ogóle uprawiała seks… Mentalnie nadal była dziewicą. Kurwa! Znowu miałem przechodzić to samo? Czekać, aż ona się zdecyduje? To takie wkurwiające, ale z drugiej strony miałem szansę znowu być dla niej pierwszym. Tamtym razem przecież Trey okazał się tym szczęśliwcem.

Poszedłem do kuchni sprawdzić, czy w ogóle kupiła sobie coś do jedzenia. Znałem ją i byłem przekonany, że zastanę tu kompletną pustkę albo arsenał energetyków i czekoladowych batonów oraz żelków. Byłem szczerze zaskoczony, widząc spory zapas jedzenia. Były: ser żółty, jakieś wędliny, a nawet jajka i kilka jogurtów. Grzeczna dziewczynka. Po chwili Rebeka wyszła z pokoju już przebrana. Nawet zwykłe jeansowe legginsy i szara bluza wyglądały na niej obłędnie.

– Jestem gotowa. – Stanęła w progu kuchni, a na mój widok zaczęła chichotać. Kocham ten dźwięk.

– Cieszę się, że chociaż zrobiłaś zakupy.

– To znaczy? – Uniosła brew.

– Nie odezwałaś się do mnie w ogóle, mogłaś chociaż wysłać esemesa, gdzie się zatrzymałaś – powiedziałem spokojnie.

– Jakoś dziwnym trafem wszyscy wiedzieli. Trey wiedział, Erick wiedział…

Rzuciłem jej spojrzenie. Oczywiście, że ją sprawdziłem! No kurwa, jak miałem tego nie zrobić? Umarłbym, gdybym miał tak się zamartwiać i nic nie wiedzieć.

– Musiałem wiedzieć, że jesteś bezpieczna. Zgodziłaś się przecież na ochronę.

– Mam ochronę? – zapytała zaskoczona.

– Tak, ale są dyskretni…

– No, najwidoczniej – burknęła pod nosem, a ja się skrzywiłem. Najpierw rozmowa? Okej!

– Jak było wczoraj w barze? – zapytałem poważnie, zamykając lodówkę. Doskonale wiedziałem, co się wydarzyło. Znowu pierdolony Jack i jego zagrywki. Dobrze, że byli tam Erick i ten cały Kris… Nie znałem go i w sumie nawet nie wiedziałem, co o nim myśleć. To jakiś były kochaś Treya i skoro jest gejem, to powinno wiele wyjaśniać, ale czort go wie. Simon też się zarzekał, że jest hetero, a teraz dawał się ruchać w tyłek i obciągał Treyowi, kiedy tylko mógł.

– Było miło.

– Do czasu, aż Kris przypierdolił temu frajerowi? – Wbiłem w nią spojrzenie. Oczekiwałem, że w końcu zacznie mówić prawdę, bo oszaleję!

– Tak.

– Dlaczego go uderzył?

– Oj, Sed, daj spokój… – westchnęła cicho. Już nie miała ochoty na rozmowę?

– Po prostu pytam.

Wywróciła oczami, myśląc, że tego nie widzę.

– Wdałam się z Jackiem w niepotrzebną rozmowę.

– O czym? – Oparłem się o blat szafki i skrzyżowałem nogi w kostkach. Rebeka zerknęła na mnie, a ja próbowałem się nie uśmiechnąć.

– Byłam tak pijana, że pomyliłam go z Erickiem i powiedziałam, że chcę wracać do domu. Zaczęła się jakaś głupia rozmowa…

– Znowu próbował zaciągnąć cię do łóżka? – To oczywista oczywistość, ale spytałem dla pewności. Ten gnój kiedyś pożałuje wszystkiego, czego kiedykolwiek próbował. Należał mu się porządny wpierdol.

– Nie, wręcz odwrotnie. Powiedział, że po tym, jak podobno ostatnim razem zarzygałam mu salon, nie ma na mnie ochoty. – Ona tak sądziła. Och, moja naiwna Reb. Kompletnie nie potrafiła wyczuć faceta. Sam fakt, jak wyglądała na początku nasza znajomość, o tym świadczył.

– I za to Kris mu przywalił? – ciągnąłem ją dalej za język.

– Nie.

– Rebeko, masz być ze mną szczera – upomniałem.

– I kto to mówi? – Zmrużyła oczy i wbiła we mnie to swoje wkurzone spojrzonko. Oj, Rebeko. Nie masz ze mną szans, skarbie.

– Okej. Lubisz gierki, to się pobawimy – mruknąłem groźnie i podszedłem do niej.

– Mieliśmy jechać…

– Tak. Właśnie wychodzimy. – Chwyciłem ją za jej drobną dłoń, wyprowadziłem z mieszkania i zamknąłem za nami drzwi. Zbiegliśmy szybko na sam dół w milczeniu. Już ja jej zafunduję przejażdżkę życia – planowałem.

– To twój? – zapytała, patrząc na harleya.

– Nie, Ericka, pożyczyłem go na dziś.

– Masz prawo jazdy?

– Oczywiście, że mam. – Uśmiechnąłem się lekko.

– Nie spadnę? – Spojrzała z przerażeniem na tylne siodełko.

– Musisz się mnie mocno trzymać, mała. Wskakuj! – Podałem jej dłoń, by wsiadła. Niepewnie ją chwyciła i popatrzyła na mnie. Przerażenie w jej oczach było jeszcze większe. – Jeszcze to! – Wyciągnąłem kask i włożyłem jej na głowę, po czym dość mocno zacisnąłem pasek regulacji.

– Gdzie mam cię niby trzymać?

– Tutaj! – Usiadłem i chwyciłem jej dłonie, pokazując, jak ma mnie trzymać.

Przysunęła się bardzo blisko mojego ciała, a ja, czując jej cudowne ciepło, znowu się, kurwa, podnieciłem. Ja pierdolę!

– Nigdy nie jeździłam na motocyklu.

– Nie bój się. Spodoba ci się taka jazda – powiedziałem spokojnie i odpaliłem silnik. Rebeka aż podskoczyła, a ja uśmiechnąłem się szeroko. Ruszyłem powoli, a ona wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.

Skierowałem się na autostradę, a zaraz potem nad klif. Miałem nadzieję, że moja niespodzianka jej się spodoba. Miałem w głowie miliony myśli i obaw, ale wierzyłem, że to odpowiednia droga, by ją odzyskać.

Dojechaliśmy na miejsce. Zaparkowałem motocykl i zdjąłem kask, po czym rozejrzałem się. Rebeka chyba była zaskoczona miejscem, w które ją zabrałem. Sam się dziwiłem, że kupiłem tutaj dom. Nigdy tak naprawdę nie interesowała mnie ta część miasta. Dość daleko od centrum i takie trochę odludzie. Będzie nam tu dobrze… – myślałem. To jej miało być dobrze, o ile w ogóle miała zamiar przyjąć ode mnie taki prezent. Znałem ją aż za dobrze i… mogło być różnie i tego się właśnie obawiałem.