Na szczycie. Nieczysta graTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Mała, ale co ja poradzę, że nie mogę się opanować? – Rozwiązał mi sznureczki sukienki, po czym obnażył piersi i zaczął je muskać ustami.

Jezu!

– Naprawdę chciałam nas spakować! – jęknęłam, zamykając oczy. Kochaliśmy się przecież dwie godziny temu na parkingu. – Sed, proszę! – Złapałam go za dłonie i powtórzyłam: – Proszę, daj mi nas spakować. Będziemy mieli cały tydzień, by się sobą nacieszyć.

– Ale ja już chcę się cieszyć. – Uśmiechnął się bezczelnie i gładził moją cipkę. Mruczał, patrząc mi prosto w oczy.

Wpatrzyłam się w niego i spytałam cicho:

– Nam się uda, prawda?

Sed zastygł i zatrzymał dłoń na moim łonie, po czym przyłożył swoje czoło do mojego.

– To zależy tylko od nas, skarbie. – Pocałował mnie wręcz w nabożny sposób, oddając mi tym pocałunkiem całego siebie.

Objęłam go za szyję i przytuliłam.

– Tak mi dobrze, gdy jesteś przy mnie.

– No ja myślę. – Uśmiechnął się lekko, widząc, że się rozczuliłam.

Chyba jeszcze ze mnie nie opadły emocje ostatnich dni. Leżeliśmy tak na dywanie dłuższą chwilę, aż w końcu, jak ostatnio prawie zawsze, ktoś nam przerwał. Do garderoby wpadli Trey i Nicki.

– Sed, to twoja fura?! – spytał Nicki, wskazując ręką w stronę parkingu na skarpie.

– A czyja niby? Was na to nie stać – odpowiedział zadowolony i podniósł się z dywanu, podciągając mnie za sobą.

Poprawiłam sukienkę, wiążąc ją na szyi, i wróciłam do pakowania. Chłopcy poszli podziwiać nowy samochód Seda… nasz samochód, a ja mogłam na spokojnie nas spakować. Cholera, nie kupiłam sobie żadnej specjalnej seksownej bielizny na nasz wyjazd. Wiedziałam, że za długo bym jej na sobie nie miała, ale zapewne spodobałoby się to Sedowi. Spojrzałam na zegarek i zaczęłam się zastanawiać, czy zdążę jeszcze coś kupić. Mieliśmy pięć godzin do lotu, więc powinno się udać. Poszłam się szybko odświeżyć, włożyłam kompletną bieliznę, po czym zeszłam na dół i wzięłam kluczyki do Sedowego astona martina.

Wszyscy byli na parkingu i zachwycali się naszym nowym autem. Simon miał oczy wielkie z zazdrości, ale takiej pozytywnej. Idąc po schodach na górę, zauważyłam, jak oparł się łokciem o dach, a Sed trącił go i coś powiedział. Zapewne, by nie zniszczył mu samochodu. Roześmiałam się, widząc tę zgraję stojącą nad autem jak nad bóstwem.

– Sed, ja jadę na chwilę do miasta – powiedziałam, przekrzykując ich burzliwą dyskusję na temat motoryzacji.

– Dobrze – odpowiedział automatycznie, chyba nieświadomy tego, co powiedziałam.

Otworzyłam sobie autopilotem samochód, a on dodał:

– Zaraz, zaraz, a po co niby?

– No muszę kupić kilka rzeczy na wyjazd.

– Mogę jechać z tobą? – wtrącił Trey, a ja uśmiechnęłam się do mojego przyjaciela.

– Jasne. Sed, za godzinę będziemy – powiedziałam spokojnie i posłałam mu buziaka w powietrzu.

– Uważaj na drodze, mała, i odbieraj moje telefony! – Sed pomachał do mnie i wrócił do rozmowy z chłopakami.

Trey wyrwał mi kluczyki i wepchnął się na miejsce za kółkiem. No niech mu będzie. Odjechaliśmy z piskiem, a ja się tylko obejrzałam na Seda, który chyba nie widział, że zamieniliśmy się miejscami. Nie minęła minuta, a mój telefon zaczął dzwonić.

– To Trey prowadzi! – odebrałam, śmiejąc się w głos.

– Boże, doprowadzicie mnie kiedyś do zawału. Wszyscy!

– Oj, nie przesadzaj! – Dotknęłam dłoni Treya, by zwolnił. Od kiedy on był takim fanem szybkiej i agresywnej jazdy?

– Nie przesadzam. Po prostu wieczne zamartwianie się o was wszystkich wpędzi mnie do grobu! – powiedział poważnie.

– Z Treyem nic mi się nie stanie. Będziemy niedługo, nie martw się, skarbie.

– Jeśli już będziesz w sklepie, to kup kilka żeli nawilżających i nakładek wibrujących – poprosił nagle.

Nie wiedziałam, czy to było na poważnie. Uniosłam brew i spojrzałam na Treya, który uśmiechnął się głupio, słysząc, co powiedział Sed, bo miałam go na głośniku.

– Po co? – spytałam głupio.

– No jak to: po co?! – Trey wybuchnął śmiechem.

– No właśnie. Niech ci Trey wytłumaczy! – dodał Sed, a ja nie wiem czemu, ale się zawstydziłam.

– Dobra, dobra! Ja już się o wszystko wypytam! – Udałam, że wcale nie było mi głupio, i wyłączyłam głośnik.

– Mała, jeśli się krępujesz, to nie kupuj. Ja kupię na lotnisku albo razem kupimy, jeśli chcesz… – powiedział spokojnie, a ja się uśmiechnęłam.

Jak on mnie dobrze znał.

– To kupimy razem, okej?

– Nie ma problemu, maleńka. Jedźcie ostrożnie i wracajcie szybko. Za trzy godziny musimy wyjechać na lotnisko. – Rozmawiałam z nim jeszcze chwilę, bo trudno nam było się rozłączyć. To normalne, że chociaż dopiero widziałam go na parkingu, to już za nim tęskniłam? Znowu czekała nas rozłąka, bo przecież za tydzień wraca do chłopaków na trasę. Nie chciałam teraz o tym myśleć. Przed nami był cudowny tydzień, podczas którego mieliśmy czerpać z naszej miłości tyle, ile tylko się da.

– Jesteś szczęśliwa, Reb? – spytał nagle Trey, wyrywając mnie z zamyślenia.

Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szeroko.

– Jestem, a ty? – Odwzajemnił uśmiech i nie odpowiedział. Błysk w jego oczach wyraził wszystko, co chciałam usłyszeć.

***

Sed nas zabije. Właśnie staliśmy w jakimś ogromnym korku na autostradzie i nie drgnęliśmy nawet o centymetr od dobrej godziny. Chyba był jakiś poważny wypadek, bo z daleka widziałam mnóstwo policji i karetek pogotowia. Aż bałam się do niego zadzwonić, chociaż wiedziałam, że on zaraz to zrobi.

– Spóźnicie się na samolot? – spytał Trey, pisząc z Simonem na swojej komórce.

– Chyba tak… – odpowiedziałam i skrzywiłam się, wyglądając przez okno.

– A mogę cię o coś zapytać? – powiedział tajemniczo.

– O wszystko, Trey. – Złapałam go za dłoń i uśmiechnęłam się lekko.

– Więc o co chodzi z Erickiem i Jess? Co oni odwalają?

Westchnęłam, bo właśnie tego pytania się spodziewałam.

– Tak dokładnie to ja nie wiem, Trey. Jess oczekuje wsparcia od Ericka, a on chyba nie poczuwa się za bardzo do obowiązków małżeńskich.

– Simon mówił mi też o jakiejś lasce, co do niego wydzwania czy coś…

Spojrzałam na niego oniemiała.

– Że co?!

– No właśnie! Tu chyba chodzi o coś więcej!

– Jezu, jak on ma kogoś na boku, to go chyba zamorduję! – oburzyłam się.

Sed chyba nie miał o tym pojęcia, bo inaczej by się zachowywał. Oby Simon nie miał racji.

– Ja wolę nie pytać, ale jak to wszystko wyjdzie, to nie chcę przy tym być! – odpowiedział i spojrzał na mnie poważnie.

– Boże, co on odwala? – spytałam, jakby sama siebie, i opadłam na siedzenie. – Niech mi się lepiej nie pokazuje na oczy do wyjazdu, bo chyba się nie opanuję. Nie zepsuje mi naszego miodowego tygodnia, choćby się bardzo starał – zarzekłam się.

Tak jak przewidywałam, nie czekałam długo na telefon od Seda. Chyba próbował się na mnie nie wkurzyć, ale mu nie wyszło. Jak zawsze musiał powiedzieć swoje, no ale co ja mogłam poradzić na korek? Przecież nie przelecę nad samochodami.

Gdy dojechaliśmy pod dom, została nam godzina do odlotu. To zdecydowanie za mało, by zdążyć, ale mój mąż chyba nie miał zamiaru spać w domu. Zobaczyłam walizki przed drzwiami i zaskoczona weszłam do środka.

– Mała, żegnaj się ze wszystkimi, bo zaraz wychodzimy – powiedział Sed, odrywając się od rozmowy z moim ojcem. Bardzo się ucieszyłam, że przyjechali.

– Ale przecież nie zdążymy na samolot.

– Śpimy w hotelu. Chcę mieć od dziś święty spokój. – Wyszczerzył się szeroko i dodał: – Lot mamy jutro rano.

– Aha. Okej – odpowiedziałam zaskoczona. Poszłam się szybko przywitać i jednocześnie pożegnać ze wszystkimi. Nie wiedziałam, kiedy znowu zobaczę ojca, więc rozczuliłam się w jego ramionach. Oczywiście zaprosił mnie do Nowego Jorku, ale nie obiecałam, że przylecę. Po powrocie do Los Angeles musiałam w końcu pojawić się na uczelni i ustalić z Thomasem, co z moją pracą. Zostanę też już sama z Charlotte pod opieką, więc pierwsze dni będą trudne. Wiedziałam, że dam radę to jakoś ogarnąć, ale teraz myślałam tylko o moim mężu, który właśnie mnie pośpieszał, choć rozmawiałam z Taylerem.

– No leć, leć, bo się niecierpliwi! – zaśmiał się Tayler i uścisnął mnie mocno.

– To do zobaczenia, braciszku! – Przytuliłam go i pocałowałam kilka razy w oba policzki.

Pożegnałam się już ze wszystkimi i na szczęście udało mi się nie popłakać. Sed jakby miał naprawdę wszystkich dość, bo chwycił mnie tylko za rękę i rzucił ogólnie:

– Nara wszystkim! – Machnął wymownie i zadowolony wziął jedną z walizek do drugiej ręki.

Nie jechaliśmy jego nowym, wypasionym bmw, bo nasze walizki by się nie zmieściły. Wzięliśmy astona martina, a prowadzić miał Clark. Jedyny trzeźwy, bo od Seda też czułam whisky. Zapakowała się też z nami Julka, której zachciało się lodów z McDonalda.

– Ciociu, gdzie masz sukienkę z wesela? – spytała, gdy zapinałam ją w foteliku dla dzieci.

Usiadłam z tyłu, by jej pilnować podczas jazdy.

– Jest strasznie brudna, kochanie. Oddam ją do pralni – odpowiedziałam i sama zapięłam pas.

– A podarujesz mi ją? – Wbiła we mnie te swoje szare ślepia, a ja uśmiechnęłam się szeroko.

– Będzie na ciebie za duża.

– To co? Kiedyś urosnę i też chcę w takiej iść do wesela! – oburzyła się słodko, jak to tylko ona potrafiła.

– Do ołtarza się mówi, Julku, a nie do wesela – wtrącił rozbawiony Clark.

– Ale na wesele też się w niej idzie! Prawda, wujku? – Julka wychyliła się z fotelika i szukała sprzymierzeńca w Sedzie.

– Prawda, prawda, Juleczko. – Mój mąż odwrócił się do nas i spojrzał na mnie słodko.

– No! Więc mam rację, bo wujka Seda wszyscy się muszą słuchać!

Wybuchnęłam śmiechem, widząc zadowoloną minę Seda.

– No widzisz! Wszyscy się muszą mnie słuchać! – Puścił mi oczko i odwrócił się, by siedzieć przodem do kierunku jazdy.

 

– Więc jak, ciociu? Oddasz mi ją? – spytała cicho Julka, żeby Clark nie słyszał.

– Nie wiem, Julku. Chciałabym ją chyba zachować na pamiątkę, wiesz? – powiedziałam łagodnie, by się nie obraziła. – To taki symbol, ta sukienka jest dla mnie ważna. Naprawdę ważna.

– Wujkowi Sedowi się podoba ta sukienka? – Julka zmarszczyła brwi i podrapała się po głowie.

– Tak, bardzo.

– A kupi mi taką, jak już będę duża?

Próbowałam się nie roześmiać.

– Jak go poprosisz, to myślę, że tak.

– No dobra, to zostaw ją sobie, a wujek kupi mi drugą, okej? – Nachyliła się konspiracyjnie.

– No to musisz Seda zapytać, czy się zgodzi – szepnęłam do niej naprawdę rozbawiona.

– Ty zapytaj, ciociu. Ty go lepiej znasz niż ja…

– Julka, nie kombinuj! – powiedział głośno Clark, który wszystko słyszał.

– No co?! – pisnęła Julka, udając niewiniątko.

– Przecież masz tyle sukieneczek i ubranek!

– Ale chcę taką jak cioci! – oburzyła się i skrzyżowała dłonie na swojej malutkiej piersi.

– Nie. Miałaś śliczną sukienkę na ślub i wesele. Sama ją sobie wybrałaś, więc nie marudź teraz!

Byłam zaskoczona, że Clark był taki asertywny w jej wychowaniu. To dobrze, bo Jenna, żeby mieć święty spokój, ostatnio pozwalała jej dosłownie na wszystko.

– Nie jesteś moim tatą, żeby mi rozkazywać! – krzyknęła Julia, a w samochodzie zapadła niezręczna cisza. Spojrzałam niepewnie we wsteczne lusterko.

– Jesteś bardzo, bardzo niegrzeczna, Julko. Nie pojedziemy na lody – powiedział Clark i spojrzał na mnie przepraszająco.

Za co on przepraszał? To jemu pewnie zrobiło się przykro po tym, co powiedziała Julia. Wiedziałam, że bardzo się starał i kochał Julkę jak własną córkę, a ona przechodziła jakiś okres buntu czy coś. Zaczęła krzyczeć i wrzeszczeć, ale nikt z nas nie reagował. Boże, chciałam już wylecieć i oddalić się choć na chwilę od tego wszystkiego. Sed też miał serdecznie dość i gdy tylko dojechaliśmy do hotelu, szybko pożegnaliśmy się z Clarkiem i Julką, po czym pośpiesznie poszliśmy się zameldować.

– Nareszcie sami! – powiedział, podając swoje prawo jazdy pracownicy recepcji. Ja wymownie westchnęłam i uśmiechnęłam się, opierając głowę o jego ramię.

– Apartament dla nowożeńców, panie Mills? – spytała kobieta.

– Tak, dzwoniłem godzinę temu i mieliście to załatwić.

– Oczywiście, wszystko jest załatwione. Proszę, to państwa klucz i karta do pokoju. Życzą sobie państwo jakąś specjalną kolację lub dodatki?

Sed spojrzał na mnie, a ja wzruszyłam ramionami.

– Poprosimy szampana i truskawki oraz bitą śmietanę w dużej ilości – odpowiedział, a ja zamknęłam oczy, starając się nie czerwienić.

Boże! To przecież normalne, skoro jesteśmy nowożeńcami, a ja płonęłam ze wstydu jak burak. Kobieta na szczęście zachowała się bardzo profesjonalnie, zapewne była przyzwyczajona do takich zachcianek gości.

– Oczywiście. – Zapisała coś w komputerze i pytała dalej: – Mamy dziś pokaz tańca brzucha w sali kryształowej, więc zachęcam do obejrzenia. Kolacja do pokoju?

– Tak, poprosimy coś lekkiego i bez alkoholu.

– Rozumiem. Dodatkowe ręczniki?

Teraz już dosłownie płonęłam ze wstydu.

– O tak! – odpowiedział Sed tym swoim mruczącym tonem.

Matko jedyna!

– A macie tu możliwość dostarczenia erotycznych gadżetów? – spytał, a ja uszczypnęłam go w tyłek.

– Sed! – pisnęłam i zachciało mi się śmiać. Niech on się opanuje, bo zaraz padnę trupem.

– No co? Skarbie, nie jesteśmy jedynymi nowożeńcami w tym hotelu. Pani na pewno jest przyzwyczajona, prawda? – Posłał uśmiech recepcjonistce, która zawstydziła się tak samo jak ja.

– Prawda. Zobaczę, co uda mi się dla państwa załatwić – odpowiedziała, zachowując pełen profesjonalizm, i zapisywała coś dalej w komputerze.

Byłam ciekawa, jak to zapisała. Dodatkowe ręczniki… okej, to normalne. Ale jak zapisać zachciankę w postaci erotycznych gadżetów?

– Dziękujemy pani bardzo! – odpowiedział wymownie Sed, obejmując mnie ramieniem.

No zamorduję go zaraz! Wymieniał się z nią uprzejmościami jeszcze chwilę i w końcu mogliśmy iść do pokoju. Nawet nic nie mówiłam, tylko wtuliłam się w niego w windzie. Gdy dotarliśmy na nasze piętro, nie miałam szans podziwiać widoku z ogromnego tarasu, który był zaraz obok, bo Sed ciągnął mnie za rękę do pokoju.

– Sed, chciałam zobaczyć… – powiedziałam, pokazując w stronę szklanych drzwi.

– Ja też chcę zobaczyć, mała! – Pociągnął mnie za sobą i prawie wniósł do pokoju.

– Ja widok chciałam zobaczyć! – wytłumaczyłam.

– A ja chcę zobaczyć ciebie na swoim kutasie – odpowiedział i postawił mnie na podłodze pokoju, po czym rozpiął rozporek spodni i dodał: – Teraz!

Nawet chwili się nie zastanawiałam nad tym, co powinnam zrobić. Przeszłam w głąb apartamentu, kierując się prosto do sypialni. Sed pokazał, że to po prawej stronie, i sam pośpiesznie zrzucił koszulkę przez głowę. Ja rozwiązałam swoją sukienkę na szyi, po czym zsunęłam ją z bioder, zostając w samej bieliźnie. Wskoczyłam na łóżko, a Sed zaraz za mną. Chwycił mnie za kostki i obracając na plecy, wsunął pod siebie jednym ruchem.

– Czy pani wie, co będziemy robić przez całą noc, pani Mills? – droczył się ze mną i muskał nosem moją szyję, po czym gryzł ją dość mocno. Piszczałam i chichotałam, szamocząc się pod nim.

– Niech mnie pan oświeci, panie Mills.

– Nie mam czasu na wykład. Pokażę pani w praktyce. – Uśmiechnął się bezczelnie i zsunął mi majtki, po czym jego gorące, spragnione usta opadły na moją cipkę.

Krzyknęłam głośno i chwyciłam go za głowę, wplatając palce w jego włosy. Zaczął mnie lizać, ssać… O Boże! Doszłam dosłownie po chwili, a on nawet palca we mnie nie włożył. Tak działał na mnie mój mąż. To było najcudowniejsze uczucie na świecie. Mruczał i zachęcał mnie, bym była jeszcze głośniej, fundując mi kolejny orgazm samym językiem. Moje ciało drżało i pokryło się potem. Miałam ochotę zacisnąć uda, ale szerokie barki Seda zdecydowanie mi to uniemożliwiały. Po chwili podsunął się i odebrał mi oddech alkoholowym pocałunkiem, który jeszcze bardziej mnie podniecił. Sed w połączeniu z whisky to mieszanka wybuchowa. Może nie przepadałam za momentami, gdy pił, ale wtedy był jeszcze bardziej nieobliczalny w dobrym znaczeniu tego słowa. Wiedziałam, że nie stanie mi się żadna krzywda. Wszystko, co Sed robił, zaplanował z myślą o mojej przyjemności, a ja o jego… Tak to chyba powinno funkcjonować, prawda?

– Co mi pan pokaże w praktyce? – wydyszałam i uśmiechnęłam się, widząc, jak zdejmuje spodnie razem z bokserkami.

Musiał brać prysznic i się przebrać, kiedy mnie nie było. Od razu nabrałam ochoty, by dobrać się do jego penisa.

– Lekcja pierwsza. – Położył się obok mnie i pokazał, bym położyła się na łyżeczkę. Wypięłam więc pupę na jego wielką erekcję i czekałam niecierpliwie na to, co zaraz zrobi.

– Lekcja pierwsza?

– Lekcja pierwsza: nawilżenie! – dodał rozbawiony i wsunął do moich ust dwa palce, po czym zaczął delikatnie masować moją i tak mokrą cipkę.

– Zaliczone?

– Na celujący, skarbie! – Oblizał palce, rozpalając mnie jeszcze bardziej.

– Lekcja druga?

– Sprawdzenie twardości i gotowości! – Parsknęłam śmiechem, gdy wypchnął biodra, wbijając mi w pośladki swojego twardego i gotowego penisa.

– Tu chyba też mamy podium, co? – Zerknęłam na niego przez ramię.

On też nie mógł się powstrzymać i zaczął się śmiać.

– Zdecydowanie, pani Mills, ale proszę ocenić. – Położył się na plecach i rozłożył ręce na boki, dając do zrozumienia, że był cały mój.

– Och, z przyjemnością! Mogę to sprawdzić organoleptycznie? – spytałam rozbawiona, ale i napalona.

– Zbyt trudne słowo, jak na mój stan lekkiego napierdolenia alkoholowego – stwierdził i dopiero teraz dostrzegłam, że był naprawdę dość wstawiony. – Ale mogę tu zaproponować pani słowo „oralnie”. Mówi to coś pani? – dodał, a ja wybuchnęłam takim śmiechem, że nie mogłam się opanować. Sed także i zamiast przejść do rzeczy próbowaliśmy złapać oddech przez duszący nas śmiech.

– Kocham cię, wariacie! – zawołałam.

Sed podciągnął mnie do siebie i całował, nadal się śmiejąc.

– To nie koniec lekcji. Proszę się nie spoufalać! – Wymierzył mi mocnego klapsa w tyłek i znowu położył się na plecy. – Proszę sprawdzić to, o czym mówiłem przed chwilą! – dodał, udając poważnego, i wymownie wskazał na swoją męskość.

Nachyliłam się więc i wzięłam jego penisa do ręki, po czym delikatnie ledwo muskałam główkę językiem.

– Tak dobrze? – droczyłam się.

– Och, tak… – jęknął i już widziałam, że odlatuje, więc przerwałam, bo ciekawa byłam tej jego lekcji.

– I co dalej? – spytałam.

Sed podniósł głowę i zmierzył mnie wzrokiem.

– Nie sprawdziła pani całego sprzętu!

– Jeśli to zrobię, to nie dowiem się, jaka jest kolejna lekcja – odpowiedziałam i pocałowałam jego pięknego penisa w sam czubek.

Sed wciągnął głęboko powietrze i znowu położył się na bok.

– No dobrze, więc kolejna lekcja to… – Zastanawiał się chwilę i skończył: – To wprowadzenie penisa do pochwy? – Spojrzałam na niego i próbowałam… naprawdę próbowałam się znowu nie roześmiać, ale widząc, że on też ledwo to powstrzymywał, przestałam się hamować i znowu wybuchnęliśmy śmiechem. Przez chwilę wydawało mi się, że chyba nici z naszego bzykanka. Ale tylko przez chwilę, bo przecież mój cudowny mąż nie zaprzepaści żadnej szansy, prawda? Opanował się i, mimo że ja dalej rżałam wniebogłosy, ułożył nas w wygodnej pozycji na łyżeczki i wsunął się we mnie rozkosznie powoli, przemieniając mój głupi rechot w okrzyk przyjemności. Spletliśmy nasze ciała i w cudownym, powolnym rytmie zatraciliśmy się w sobie. Kochaliśmy się długo i namiętnie. Powoli i nieśpiesznie cieszyliśmy się z początku naszego miodowego tygodnia. Czym jest wschód lub zachód słońca, jeśli nie możesz dzielić go z najbliższą ci osobą? Tej nocy nie zasnęliśmy ani na chwilę. Leżąc obok siebie na łóżku, obmyślaliśmy plan na nasze cudowne dalsze życie. Już każdy wschód i zachód słońca do końca świata miał być nasz… tylko nasz.

***

Właśnie wysiedliśmy z samolotu i zaraz mieliśmy jechać do naszego domu w Aspen. Seda dopadło jednak kilku fanów, więc dyskretnie wymknęłam się na chwilę do sklepu bezcłowego. Może kupię coś ładnego dla mojego męża? Weszłam do środka i byłam zaskoczona, że podeszła do mnie grupka młodych dziewczyn, prosząc o zdjęcie. Próbowałam udać, że to dla mnie normalne, ale nie spodziewałam się takiego rozgłosu. Byłam przecież jedynie żoną menedżera.

– A jest tu z tobą Sedrick? – spytała jedna z nich.

Miały nie więcej niż osiemnaście lat, były oczywiście śliczne, a dwie z nich miały koszulki z logo zespołu chłopaków. Poczułam się dziwnie, że mówiły o nim po imieniu. Przecież to dla nich zupełnie obcy człowiek.

– Tak, jest – odpowiedziałam krótko.

– A gdzie?!

– Może da nam bilety! – zawołały dwie naraz, ekscytując się.

Naprawdę starałam się uśmiechać i zachowywać normalnie, ale to… Nie wiedziałam, czy będę w stanie się do tego przyzwyczaić.

– Dziewczyny, miło, że lubicie chłopaków i zespół, ale przylecieliśmy tu w podróż poślubną i chcielibyśmy mieć spokój – powiedziałam najdelikatniej, jak tylko potrafiłam.

– Zamieszkacie w tym domu, co była w nim strzelanina?! – wypaliła kolejna.

– Oj, zamknij się, Lu! – upomniała ją inna i spojrzała na mnie przepraszająco. Chociaż ona była rozsądna.

– Przepraszam, dziewczyny, ale muszę już iść… – Zrezygnowałam z jakichkolwiek zakupów i wymknęłam się szybko ze sklepu.

Dostrzegłam Seda, który rozglądał się za mną, i chciałam podejść, ale ta grupa prawie mnie stratowała, by dobiec do niego pierwsza. Piszczały i skakały jak jakieś wariatki. Stałam jak wryta i starałam się zrozumieć takie zachowanie. Można kochać zespół za talent, muzykę, poza tym chłopcy byli przystojni, ale Sed… Cholera, to tylko menedżer! No dobra, najprzystojniejszy menedżer na świecie, ale to mój… mój mąż! Odwalcie się od niego! Podeszłam pewnie i chciałam być stanowcza, jednak widząc, jaki Sed był opanowany i spokojny wobec nich, zrezygnowałam z interwencji. Zrobił sobie z nimi zdjęcie, dał autografy i spławił.

– Spadajmy stąd, bo znowu ktoś nas dopadnie! – powiedział rozbawiony, obejmując mnie ramieniem, po czym włożył czapkę z daszkiem i okulary.

Spojrzałam na niego, a humor od razu mi wrócił. Odebraliśmy nasze, na szczęście tylko dwie, walizki i w końcu poszliśmy na postój taksówek. Całą drogę trzymaliśmy się za ręce jak nastolatki, a gdy dojechaliśmy na miejsce, uśmiechnęłam się na widok domu. Miałam stamtąd same miłe wspomnienia, mimo tego, co się tu wydarzyło. Akurat szczegółów nie pamiętałam, ale to dobrze. Sed otworzył drzwi i chwycił mnie na ręce, by przenieść przez próg kolejnego już domu. Nie opierałam się, bo te jego starodawne romantyczne zwyczaje były urocze. Swoją drogą, kto by się tego po nim spodziewał?

 

– Witaj w domu! – zawołał zadowolony i postawił mnie dopiero w kuchni.

– No i co my będziemy tu robić przez ten cały tydzień? – Udałam znudzoną i wywróciłam oczami.

– Jako mąż to ja sobie życzę w pierwszej kolejności porządny domowy obiad z dwóch dań i deser – odpowiedział rozbawiony i zajrzał do lodówki, która oczywiście zaopatrzona była we wszystko, co potrzeba.

– Sed, gotowałabym ten obiad pewnie ze trzy dni… – Zajrzałam mu przez ramię i sprawdziłam, co dobrego było w środku.

Widziałam kilka gotowych dań i mnóstwo świeżych produktów.

– To chociaż coś odgrzej. Zachowujmy się przez ten tydzień jak normalne małżeństwo… – Objął mnie i lodówkę.

– Czyli rano znikniesz, że niby do pracy, a wieczorem wrócisz taki seksownie brudny, spocony i zmęczony? – Spojrzałam na niego i oblizałam usta.

– Lubisz takich spoconych budowlańców? – zamruczał i podsadził mnie na blat szafki, a ja zaśmiałam się głośno.

– Możesz dziś robić za mojego steranego życiem męża drwala albo innego robotnika, który wraca z pracy i widzi swoją świeżo upieczoną żonę w kuchni, przy garach. – Objęłam go i wymownie spojrzałam na krągłości swoich piersi odznaczające się pod cienką bluzeczką z dekoltem.

– Podoba mi się taka zabawa. Co będzie dalej?

– Ja w cienkiej, przezroczystej koszulce pochylam się, bo akurat coś mi zachlapało podłogę, a ty widzisz moją pupę… – kontynuowałam, a jego uśmiech stawał się coraz większy i coraz bardziej bezczelny.

– I…?

– No i podchodzisz do mnie, by się przywitać po ciężkim dniu – dodałam.

– Mam być drwalem czy budowlańcem? – spytał drwiąco.

– A co wolisz?

– Wolę być drwalem – odpowiedział zadowolony.

– Bo?

– Bo będę cię mógł potem ostro wyrąbać!

– Sed! – Trąciłam go w ramię i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

– No co? Chcę być drwalem. Mogę? – droczył się ze mną.

– Możesz – odpowiedziałam, śmiejąc się dalej.

Uwielbiałam, gdy mogliśmy być tacy beztroscy. Może trochę dziecinni, ale to już nasza sprawa. Nic nikomu do tego, co robiliśmy za zamkniętymi drzwiami NASZEGO domu.

– To ja idę się trochę zmęczyć i pobrudzić, a ty się przebierz! – Zsadził mnie z blatu i jak zawsze klepnął w tyłek.

– Co będziesz robił?

– No porąbię trochę drewna do kominka, jak na drwala przystało! – odpowiedział zadowolony i ruszył do drzwi z boku domu.

Ściągnął koszulkę przez głowę, a ja doskonale wiedziałam, że zrobił to specjalnie.

– Chcę się na ciebie pogapić! – Poszłam za nim i wsunęłam mu palce w szlufki jeansów.

Wyszliśmy razem na zewnątrz i skierowaliśmy się na tył domu. Ostatnio, gdy byliśmy tu w lutym, na walentynki, basen był jeszcze zakryty, ale teraz można już było z niego korzystać. Sed zaszedł do domku na narzędzia po jakiś sprzęt, a ja rozglądałam się po dużym ogrodzie. Pięknie tu. Widok na góry, przyroda, cisza, spokój. Czego chcieć więcej? Zsunęłam tenisówki i zdjęłam skarpetki, po czym podciągnęłam spodnie i zamoczyłam stopy w przyjemnie chłodnej wodzie.

– Sed, nie za wcześnie na kąpiele? – spytałam.

Przecież dopiero druga połowa marca.

– Basen jest podgrzewany, mała! – odpowiedział i wyszedł z domku na narzędzia z wielką siekierą.

– Naprawdę masz zamiar rąbać drewno?

– Zamachnę się raz czy dwa, żebyś uwierzyła, że umiem to robić. – Rzucił mi to swoje drwiące spojrzenie.

– Ale ja wierzę, że umiesz. – Wstałam i podeszłam do niego. – Daj mi. – Pokazałam na siekierę, która była prawie długości mojej nogi.

– Chcesz spróbować? – spytał rozbawiony.

– Daj mi chociaż potrzymać… – Chwyciłam za trzonek siekiery, a on puścił.

Siekiera była jednak tak ciężka, że nie potrafiłam jej oderwać od drewnianego podestu.

– Odejdź, kobieto, bo sobie krzywdę zrobisz. – Sed zaśmiał się i odsunął mnie lekko, wyjmując siekierę z mojej ręki.

– Daj spokój z tym rąbaniem. Wykąpmy się! – Ściągnęłam przez głowę koszulkę, by zachęcić mojego męża.

Jemu wiele nie było trzeba. Od razu rzucił siekierę w kąt i zsunął jeansy razem z butami, skarpetkami i bokserkami.

– Tak na golasa?! – pisnęłam, gdy wskoczył do basenu na główkę i zgrabnie przepłynął pod wodą całą długość.

– Nikt nas tu nie zobaczy! – odpowiedział, gdy wynurzył się jakieś osiem metrów dalej.

Rozejrzałam się niepewnie, ale widząc jego zachęcającą minę, ściągnęłam jeansy, bieliznę i dołączyłam do niego. Wskoczyłam na bombę, efektownie rozpryskując wokół siebie wodę.

– Zimna! – krzyknęłam, wynurzając się po chwili.

– Hartuj tę swoją dupkę, mała. Straszny z ciebie zmarzluch! – Podpłynął do mnie i pod wodą złapał za tyłek, po czym bezczelnie i bezceremonialne obmacał.

– Po co mam się hartować? W Kalifornii zawsze jest ciepło…

– Ale w Europie nie jest zawsze ciepło, a lecimy tam mniej więcej we wrześniu w dalszą trasę – odpowiedział i pocałował mnie lekko, po czym podsadził mnie na swoje biodra.

– A co mi do tego? – Skrzywiłam się, bo nie rozumiałam.

– No chyba przylecisz do mnie z raz czy dwa? – Uśmiechnął się szeroko.

– Oczywiście, że tak. A które państwa odwiedzicie?

– Nie pamiętam. Na pewno te największe i te, w których jeszcze nigdy nie byliśmy, a mamy tam fanów – odpowiedział z dumą.

– Fanki chyba… – wtrąciłam, przypominając sobie sytuację z lotniska.

– No też, ale nie będziemy teraz zaczynać tego tematu, prawda? – Docisnął mnie do siebie, a ja poczułam jego pęczniejącego penisa.

Jakim cudem stanął mu nawet w zimnej wodzie? Przecież to wbrew naturze!

– Prawda – powtórzyłam za nim i pocałowałam jego cudowne usta, które zawsze były spragnione. Najważniejsze, że były spragnione tylko mnie. Chciałam w to wierzyć, a Sed, mimo tego, jakie życie prowadził, raczej nie dawał mi powodów do zazdrości. Cudownie było oddawać się przyjemności z własnym mężem, we własnym ogrodzie w posiadłości w Aspen. To raczej rzadki pakiet. Superbogaty mąż, do tego przystojny i hojny. Oprócz tego kochany, uczynny i seksmaszyna. Sedrick to najlepsza osoba, jaką znałam. Nie wiedziałam, czym sobie zasłużyłam na to, by pokochał mnie właśnie taki facet, ale musiałam być cholernie dobrym człowiekiem w poprzednim życiu.

– O czym myślisz? – spytał, przygryzając lekko moją wargę, i objął mnie, by przyciągnąć jeszcze bliżej siebie.

– O tym, że jesteś najlepszym człowiekiem, jakiego znam – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się, patrząc w jego oczy. Te oczy będą miały nasze dzieci. Śliczne szmaragdowe oczka i dołeczki w policzkach.

Sed chyba nie spodziewał się takich słów. Zrobił zaskoczoną minę i odchylił się lekko.

– Najlepszym? – zapytał niepewnie.

– Tak, najlepszym. Naprawdę muszę ci to tłumaczyć?

– W sumie nie. Skoro ty tak uważasz, to najwidoczniej tak jest – dodał po chwili, już pewny siebie i zadowolony.

– Oczywiście, że tak jest, i nigdy w to nie wątp, Sed. Zobacz, jak bardzo mi pomogłeś i jak bardzo odmieniło się moje życie, odkąd cię poznałam.

– Nie zawsze było idealnie, ale teraz już będzie – odpowiedział.

– Bo my jesteśmy idealni… – Ponownie go pocałowałam, a on się uśmiechnął.

– Dla siebie.

– I to jest najważniejsze. – Pogłębiłam pocałunek, a nasze delikatne igraszki przerodziły się w namiętną grę wstępną. W basenie się przecież jeszcze nie kochaliśmy.

Sed ze mną na biodrach przeszedł na płytszą wodę i posadził mnie na skraju basenu, rozkładając szeroko uda. Objął mnie, kładąc jedną dłoń na moim krzyżu, i podsunął jeszcze bliżej, by drugą dłonią zacząć gładzić moją cipkę.

– Ale z nas ekshibicjoniści… – Rozejrzałam się, by sprawdzić, czy na pewno nikt nas nie widzi.

– I co z tego? Będąc tutaj, możemy robić, co nam się żywnie podoba. – Uśmiechnął się zachęcająco i środkowym palcem muskał moje płatki, by po chwili, czując, że robię się wilgotna, wsunąć go we mnie. Powoli, delikatnie i coraz głębiej. Robiąc to, patrzył mi prosto w oczy i oblizywał usta, wywołując dreszcz na moim ciele. Opadłam na plecy i podparłam się na łokciach, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Uwielbiałam patrzeć mu w oczy podczas seksu. Jednak często je zamykałam, bo wszystkie doznania były tak intensywne, że gdybym tego nie zrobiła, tobym chyba zwariowała.

– Znudziło ci się już słuchanie o tym, jaka jesteś piękna? – spytał ochryple, wsuwając kolejny palec w ciepłą, mokrą cipkę.

– Nie. Nigdy mi się to nie znudzi, Sed.

– To dobrze, bo powtórzę po raz kolejny: jesteś kurewsko piękna, żono… – Pokręcił głową i dalej przygryzał usta, jakby sam nie dowierzał w to, co widzi.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?