Na szczycie. Nieczysta gra

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Zabiję was kiedyś! – warknęłam na nich, bo dopiero teraz wyglądałam jak rozczochrany koczkodan. Włosy potargane, buty mi pospadały… Chciałam kontynuować mój opieprz, ale Sed podszedł do mnie i zamknął mi usta pocałunkiem. No dobra! Już nie byłam zła.

– Możemy w końcu coś zjeść? – spytała głośno Jess, która stała przy szwedzkim stole i podjadała krabowe paluszki w panierce, a wszyscy zaczęli się śmiać. – No co? W ciąży jestem! – dodała i zrobiła się cała czerwona.

Erick podszedł do niej, w uroczy sposób wziął ją w ramiona i podsunął pod usta kolejny kawałek kraba.

– No jedz, jedz, skarbie! Niech Walter rośnie nam duży i zdrowy! – Pogładził jej jeszcze płaski brzuch, a ja spojrzałam na Seda, który uśmiechał się szeroko. To taka ulga, że to wszystko zaakceptował.

– Panie i panowie, zapraszamy do stołów. Za chwilę podamy pierwsze danie! – odezwał się wokalista zespołu, który był równocześnie konferansjerem.

Po małym zamieszaniu z zajęciem miejsc w końcu na salę wjechała zupa. Boże, byłam tak okropnie głodna, że nawet nie czekałam, aż Sed zacznie jeść.

– Smacznego, kochanie… – Trącił mnie, gdy siorbnęłam wymownie pierwszą łyżkę pysznego królewskiego rosołu.

Spojrzałam na niego i drugą łyżkę podsunęłam mu pod usta.

– Proszę, kochanie! – Oblizałam się i uśmiechnęłam złośliwie.

Sedrick zjadł zupę i widziałam ten błysk w jego oczach. Mimo że siedziałam tutaj, obok mojego męża, trudno mi było uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Nakarmiłam go kilkoma kolejnymi łyżkami i nadal wpatrywaliśmy się w siebie. Boże, on tak na mnie patrzył, jakbym była najpiękniejszą kobietą na całym świecie. Do końca życia będę starała się codziennie udowadniać, że zasługuję na to, by być jego żoną. Kochałam go ponad wszystko i oddałabym za niego własne życie, gdyby była taka potrzeba. Ten intymny, mimo liczby gości, moment przerwał Simon, który zaczął skandować:

– Gorzko! Gorzko! – I wstał z kieliszkiem whisky w ręku.

Za nim wstali oczywiście wszyscy goście i widziałam, jak Trey, Erick, Nicki, Alex i Clark wypili jednego na szybko i dolali sobie znowu. Oby się za bardzo nie upili! Sed wziął mnie w ramiona i zasłonił nas welonem.

– Musimy się teraz całować, pani Mills – poinformował mnie, jakbym nie wiedziała, co mamy robić, i uśmiechnął się bezczelnie.

– No to na co czekasz? – Przyciągnęłam go do siebie i obejmując za szyję, pocałowałam namiętnie.

Sed mruczał w moje usta, a goście zaczęli to durne odliczanie. My jednak nie zwracaliśmy na nie uwagi. Na naszym weselu będzie inaczej niż na każdym innym. To goście będą chcieli, byśmy przestali się całować, i nie będą domagać się więcej.

– Ej, bo zupa mi stygnie! – Obok nas stanął Simon i próbował nas rozdzielić.

Zaśmiałam się i nadal całowałam Seda, delikatnie odpychając Simona. On jednak nie zrezygnował i objął nas oboje, po czym, wpychając głowę pod welon, powiedział:

– No to jak, Millsy? – Poruszył wymownie brwiami, a ja spojrzałam na Seda.

Doskonale wiedziałam, co chodziło po głowie Simonowi. Sed spojrzał na mnie, ja na Simona, a Simon na nas oboje. Możemy tak? W dniu ślubu?

– Jesteś pewna? – spytał Sedrick, a ja bez namysłu kiwnęłam głową. Simon nachylił się do nas bliżej i już znał odpowiedź.

Jezu, tak! Chciałabym, i to bardzo. Obaj uśmiechnęli się tak szeroko, że nawet się nie krępowałam. Co z tego, że wszyscy czekali, by dokończyć zupę? Przez welon nie było widać, co robiliśmy, więc moje usta opadły na cudowne usta mojego męża, a Simon dołączył się do nas praktycznie od razu. Matko jedyna, to były dopiero pocałunki. Nasze języki splotły się w namiętnym tańcu, a dwóch facetów walczyło, bym skupiła się właśnie na nich. Całe moje ciało ogarnęło pożądanie, a Sed przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, bym poczuła, jaki był twardy. Tego, że Simonowi także stał na baczność, nawet nie musiałam sprawdzać.

– To na kiedy się umawiamy? – spytał w końcu zadowolony z takiego obrotu sprawy Simon.

Niechętnie wróciłam na ziemię. Spojrzałam na gości, którzy przyglądali nam się z zaciekawieniem, a potem zerknęłam na chłopaków. Trey aż się trząsł z zadowolenia, bo doskonale wiedział, co powiedział nam Simon, ale mina Ericka nie była najlepsza. Mrużył oczy, gdy spoglądałam wprost na niego. O cholera! Z nim dopiero będą problemy, czułam to.

– Ustalimy to jeszcze, a teraz wracaj do swojej zupy! – Sed odsunął Simona, bo za bardzo się rozochocił i uśmiechał się do mnie bezczelnie.

Simon, zadowolony, grzecznie wrócił na miejsce obok Treya i od razu zaczęli rozmawiać. Wiadomo o czym. Trey zerknął na mnie, a ja mrugnęłam i uśmiechnęłam się szeroko.

– Sed, ja naprawdę bym chciała – powiedziałam cicho, gdy usiedliśmy na swoje miejsca, by zjeść drugie danie.

Mój ukochany mąż złapał mnie za dłoń i gładził ją czule. Chyba nigdy w życiu nie byłam taka szczęśliwa, a świadomość, że to dopiero początek mojego nowego życia, była bardzo podniecająca. Uśmiechałam się jak głupia i wróciłam do jedzenia. Nie mogłam myśleć o niczym innym. Nie sądziłam, że stanie się to dziś w nocy, bo to w końcu nasza noc poślubna, ale w niedługim czasie. Chyba musiałam poćwiczyć robienie loda… i właśnie taki miałam zamiar. Odłożyłam sztućce i wstałam od stołu, chwytając Seda za dłoń.

– Chodź do łazienki! – powiedziałam, a on prawie zakrztusił się ziemniakami i patrzył na mnie oniemiały. Spojrzałam na niego wymownie, więc popił szybko i wstał za mną.

Ciągnęłam go za dłoń do toalety w domu. Nie mogłam mu przecież obciągać w toi toiu dla gości. Co prawda były to takie ekskluzywne modele, ale bez przesady. Wpadliśmy do pierwszej napotkanej toalety, a ja od razu zabrałam się do rzeczy. Nie miałam pojęcia, czemu byłam aż taka napalona. To chyba ta propozycja Simona tak na mnie podziałała.

– Spokojnie, mała, mamy czas… – Chwycił delikatnie moje dłonie, które siłowały się z rozporkiem garniturowych spodni.

– Boże, Sed, jestem taka napalona. To chyba ten ślub i to wszystko tak na mnie działa! – powiedziałam, spoglądając na niego w górę. On posłał mi jeden z tych swoich uśmiechów za milion dolarów, a ja się rozpłynęłam. Uwielbiałam mojego męża. I właśnie miałam zamiar dobrać mu się do penisa.

– To do dzieła, maleńka! – Sed wypchnął zachęcająco biodra, a ja zsunęłam jego spodnie razem z bokserkami. Jego wielki i gotowy kutas wyskoczył, prawie uderzając mnie w twarz. Zaśmiałam się i chwyciłam go pewnie, po czym praktycznie od razu zaczęłam szaleńczo ssać. – Och, kurwa, Reb! – Aż krzyknął i oparł się o umywalkę, zamykając oczy.

Nie wiedziałam, czy to kwestia tego, że został moim mężem, czy może tego, że po prostu kochałam go do szaleństwa, ale w tym momencie byłam w stanie zrobić dla niego wszystko. W każdym znaczeniu tego słowa. Tym razem miałam zamiar obciągnąć mu tak, żeby do końca wesela nie myślał o niczym innym niż moje usta na jego pięknym penisie. Wzięłam go więc głęboko, pieszcząc językiem główkę, a dłonią ugniatałam te ciężkie jądra, które po chwili także zaczęłam lizać i ssać. Sed jęczał coraz głośniej, a jego biodra pomagały mi nabrać odpowiedniego tempa.

– Masz dojść w moich ustach – powiedziałam pewnie, pragnąc tego jak niczego innego w tym momencie.

Sed zastygł i chwycił mnie za głowę, patrząc niepewnie.

– Skarbie, jesteś o tym przekonana? – wydyszał. Jego oddech był przyśpieszony, a dłonie zaciśnięte na rancie umywalki. Nie odpowiedziałam, tylko zaczęłam go znowu pieścić. – O kurwa, mam najcudowniejszą żonę! – mruknął z aprobatą i oddał mi się w całości.

Nie śpieszyłam się. Zwolniłam tempo i bawiłam się z nim, stawiając go na granicy orgazmu, by przerwać na chwilkę i znowu zacząć. Lizałam go, ssałam i masowałam dłonią, na przemian pieszcząc główkę i jądra. Sed chyba kompletnie odleciał, bo na moje pytanie, czy mam go sobie włożyć głębiej do gardła, nawet nie odpowiedział. Uznałam to za zgodę. Gdy połknęłam go prawie w całości, lekko się zakrztusiłam, ale to i tak sukces. Jeszcze niedawno nie wyobrażałam sobie tego w ogóle, a teraz? Poczułam, jak zaczął drżeć i pulsować w mojej dłoni, więc zaczęłam znowu lizać główkę i już po chwili czułam pod językiem słony smak. Nie zastanawiałam się nad dyskomfortem, nie myślałam o niczym złym i zatraciłam się, gdy mój mąż wlewał się intensywnie w moje usta, klnąc przy tym głośno. Doprowadziłam go do takiego stanu, że aż przysiadł na umywalce, a nogi mu drżały. Boże! Z uśmiechem na ustach połykałam kolejne strzały jego gorącej spermy, która spływała mi do gardła, a ja chciałam więcej. Więcej i więcej…

– Wszystkiego najlepszego z okazji ślubu, mężu – powiedziałam żartobliwie, gdy Sed podciągnął mnie z kolan do siebie.

Objął mnie mocno, a jego jeszcze twardy penis napierał na moją suknię ślubną.

– To niby był ten twój prezent? – Uśmiechnął się ironicznie.

– A co? Nie podobał się?! – Udałam oburzoną i odepchnęłam go lekko od siebie, ale on chwycił mnie mocniej i oderwał od podłogi, biorąc w ramiona.

– Nigdy więcej cię nie puszczę, mała. Jesteś już tylko moja, na zawsze. Zrozumiałaś? – Patrzył mi prosto w oczy, a ja odpowiedziałam mu pocałunkiem. Mruczał, czując w moich ustach smak swojej spermy.

– Teraz to już chyba musimy zająć się gośćmi. – Przerwałam ten cudowny moment, no ale jako para młoda mieliśmy jakieś obowiązki.

Sed postawił mnie na podłodze i sam doprowadził się szybko do ładu. Ja poprawiłam makijaż, bo w łazience akurat były kosmetyki. To chyba właśnie łazienka dla młodych, bo widziałam szampana i świeczki obok wanny.

– Sed, śpimy dziś tu czy u nas w domu? – spytałam, muskając usta błyszczykiem. Zerknęłam w lustro na niego, a on przyglądał mi się uważnie.

– Jak chcesz. Możemy zostać tutaj albo wrócić do nas… – odpowiedział, nadal na mnie patrząc.

– No to jeszcze zobaczymy. Idziemy? – Odwróciłam się i lekko uśmiechnęłam. – Co się tak przyglądasz? – spytałam.

– Próbuję uwierzyć, że naprawdę jesteś moja. – Podszedł i delikatnie chwycił moją dłoń.

 

– Jestem, Sed. Calutka twoja… – Podsunęłam nasze złączone dłonie pod usta i ucałowałam jego knykcie. Uśmiechnęłam się lekko, widząc, jaki był zamyślony.

– Chodźmy do gości. – Wrócił na ziemię i klepnął mnie w tyłek na rozpęd.

Podskoczyłam i pośpiesznie wyszliśmy z łazienki. Po drodze do głównego namiotu witaliśmy się z gośćmi, z którymi nie widzieliśmy się wcześniej. Zerknęłam dyskretnie na stół z prezentami, który był zastawiony prawie po sufit namiotu. O matko! Po co nam tyle tego wszystkiego? Sedricka porwali Alex i Nicki, by wypił z chłopakami, a ja poszłam na parkiet. Tam od razu doskoczył do mnie brat Sedricka. Brian wyglądał świetnie w czarnym smokingu, w dodatku Ethan miał na sobie taki sam, tylko w wersji mini. Właśnie razem z Ryu coś kombinowali, ale na szczęście Lilly ich pilnowała.

– Sed jest szczęśliwy jak nigdy w życiu – powiedział, podając mi dłoń do tańca.

Dygnęłam lekko i objęłam go, dając się poprowadzić. Na parkiecie widziałam mojego ojca tańczącego z Alice oraz ojca Seda, który obtańcowywał Grace. Na szczęście nie widziałam ani mojej matki, ani matki Sedricka.

– Ja też, Brian. Kocham twojego brata na zabój. – Uśmiechnęłam się i zerknęłam w stronę naszego stolika, gdzie Sedrick i chłopcy właśnie wlewali w gardła kolejny kieliszek alkoholu.

– Wiem, że to banalne, ale pasujecie do siebie idealnie, Reb. – Zrobił delikatny obrót, a moja suknia pięknie zawirowała.

– Tak jak ty i Jill. Bardzo żałuję, że jej tu z nami nie ma – odpowiedziałam i zrobiliśmy kolejny obrót, a zaraz jeszcze jeden.

– Na pewno przylecimy najszybciej, jak się da. Najpierw musimy urodzić… – Uśmiechnął się szeroko na myśl o swojej ślicznej żonie.

– Urodzić? – Zaśmiałam się, bo tak to zabrzmiało w ustach faceta. Co on mógł o tym wiedzieć?

– No teraz nie mogę dać ciała! Jeśli znowu zemdleję, to Jill do końca życia będzie ze mnie drwiła…

– Dasz radę, Brian. Ja w ciebie wierzę! – Puściłam mu oczko, a on zaśmiał się głośno i zrobił kolejny obrót.

Suknia ponownie zawirowała, ale tym razem wplątała mi się między nogi tak, że prawie upadłam.

– Chcesz mi żonę na weselu zabić? – Przybył mój wybawca. Mój mąż, który już był chyba troszkę podchmielony. Wyglądał uroczo z tym głupawym uśmiechem i zapewne wzwodem w spodniach, bo lekko powiększony penis odznaczał się na materiale. Wziął mnie w ramiona, pomagając wyplątać się z trenu sukni.

– My tylko tańczymy, prawda, Rebeko? – Brian puścił mi oczko i pocałował mnie w dłoń, po czym odszedł zadowolony, łapiąc w locie rozpędzonego Ethana, który biegał z balonami w ręku, zaraz za którym dreptał Ryu.

– Jeden taniec i chyba trzeba coś zjeść, mała, co? – Sed objął mnie tak, że tańczyliśmy razem kompletnie nie do rytmu. Byliśmy w swoim świecie.

– Możemy coś przekąsić. – Wtuliłam się w niego i kołysaliśmy się lekko. – Nie upij się za szybko, proszę… – dodałam cicho.

– Nie upiję się. Nie martw się na zapas, Reb. – Potarł nosem mój nos i dał mi alkoholowego całusa, bo dopiero co znowu wypił z chłopakami.

Skrzywiłam się lekko, ale musnęłam językiem jego usta, a on zachęcająco je otworzył. Zaczęliśmy się całować, delikatnie pieścić nasze języki, wirując w tańcu. Praktycznie nie dotykałam parkietu. Sedrick zrobił kilka obrotów, a moja suknia znowu zaczęła powiewać razem z welonem, który owinął nas w romantyczny sposób. Fotograf, którego zatrudniliśmy, zaczął robić nam zdjęcia, i od razu wiedziałam, że to będą jedne z naszych najpiękniejszych ślubnych fotografii.

Po kolejnym daniu prawie wszyscy wylegli na parkiet. Zespół, który dla nas grał, to jacyś znajomi Seda z branży, ale ja ich wcześniej nie znałam. Ustaliliśmy dość luźny repertuar, by goście też mogli decydować, przy czym chcą się bawić. Rozkoszowałam się właśnie koreczkiem owocowym, gdy zobaczyłam, jak do namiotu weszła moja matka. Bardzo bym chciała się nie przejmować, ale to było trudne. Nie wiedziałam, czy rozmawiali z ojcem o tym wszystkim. Nie wiedziałam, czy ona była na mnie zła, że jej nie powiedziałam. Miałam wyrzuty sumienia, bo mogłam ją uprzedzić. Z drugiej strony ona też mogła potwierdzić przybycie. Chyba była sama, bo nie przedstawiła mi swojego nowego męża. To nawet lepiej, bo mimo że rozmawiałam z nim tylko telefonicznie, nie przepadałam za tym człowiekiem. Widać było jedynie, że dba o matkę, więc chociaż tyle dobrego. Uśmiechnęłam się, widząc, jak Simon tańczył z Jess, a Trey chyba próbował upić Ericka. Byli tu wszyscy, których kochałam i na których mi zależało. Brakowało jedynie Jill, ale miałam nadzieję, że faktycznie odwiedzą nas, gdy już urodzi… albo my polecimy do nich, do Australii? Zawsze chciałam tam polecieć.

– Rebeko, pora na twoją niespodziankę. – Podszedł do mnie wokalista zespołu, przypominając mi o moim występie.

Dopiero teraz zaczęłam się denerwować i zastanawiać, czy Sedowi się spodoba.

– Tak, już idę, tylko zawołam Ericka. – Wstałam i przedarłam się przez parkiet do stolika, przy którym Trey i Erick razem z Alexem i Nickim nieźle dawali czadu. Po drodze grzecznie zbyłam dwóch zupełnie obcych mi facetów proszących mnie do tańca, mówiąc, że zatańczę z nimi później. To chyba jacyś kuzyni albo znajomi Seda. – Erick, już pora! – powiedziałam, zachodząc go od tyłu, i położyłam mu dłonie na ramiona. On odwrócił się i zerknął na mnie, już dobrze pijany.

– Pora na co? – spytał ciekawski Simon.

– Na moją niespodziankę dla Seda – odpowiedziałam i poczułam, że obok mnie stanął Trey, obejmując mnie mocno.

– Jesteś najśliczniejszą panną młodą na świecie. – Trochę bełkotał. On też był dobrze wcięty, a jeszcze nie było dwunastej. Po moim występie miał być tort i jakieś weselne zabawy.

– Już idę, szwagierko! – odpowiedział Erick i wstał, chwiejąc się lekko.

Cholera, mogłam to przewidzieć.

– Masz, napij się tego. – Podałam mu szklankę wody i wyprowadziłam na tył namiotu, za scenę, na której mieliśmy razem wystąpić.

– Jesteś szczęśliwa, Reb? – zapytał, gdy posadziłam go na głośniku. Patrzyłam na niego i błagałam w myślach, by z niczym mi tu zaraz nie wyskoczył.

– Tak, jestem. Najszczęśliwsza, a teraz chodź mi pomóc uszczęśliwić jeszcze bardziej mojego męża – obróciłam to w żart. I pomogłam mu wstać. Pokazałam na chłopaka, który już czekał, by podać gitarę, a Erick jakby od razu wytrzeźwiał. No tak! Pełen profesjonalizm. Przed koncertami też pili, a on na scenie zawsze był skupiony i dawał z siebie wszystko. Zobaczyłam, że na scenę wjechał mój piękny fortepian, i nie mogłam się doczekać, aż tam wyjdę i zagram dla niego… i zaśpiewam. Oby nikomu uszy nie zwiędły!

– Panie i panowie, zapraszam do stolików. Nasza cudowna panna młoda przygotowała niespodziankę dla pana młodego – powiedział wokalista zespołu i czekał chwilę, aż wszyscy zajmą swoje miejsca.

Zobaczyłam zaskoczoną minę Seda, który nie miał pojęcia, co się działo. Szukał wzrokiem Ericka i widziałam, jak pytał Simona, a ten udawał, że nic nie wie i wzruszył ramionami. Było już po zachodzie słońca, więc dla klimatu światła zostały przygaszone i tylko jeden reflektor oświetlał stojący na scenie fortepian. Nie miałam pojęcia, jak Erick to zagra, bo widział moje nuty tylko przez chwilę, i nawet nie wiedziałam, kiedy zamierzał wejść na scenę. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam, by zasiąść do fortepianu. Spojrzałam w stronę podestu, na którym siedział Sed. Prawie go nie widziałam, ale uśmiechnęłam się i posłałam mu w powietrzu buziaka. Położyłam palce na klawiszach i zerknęłam jeszcze raz w nuty, wydobywając z fortepianu pierwszy dźwięk. Zamknęłam oczy i włożyłam w ten występ całą siebie. Całą swoją miłość do tego mężczyzny.

„Dwa światy”

Słońce pochyla się nad horyzontem,

A Ty trzymasz mnie za rękę.

Wiem, że będziesz to robił

Do końca naszych dni.

Dwa światy połączone w jedność,

Tą jednością jesteśmy my.

Ja i Ty.

Na zawsze razem, po życia kres,

Błądzić będziemy wspólnie

Między naszymi światami.

Księżyc wchodzi w zenit,

A Ty całujesz mnie namiętnie.

Nic mi więcej nie potrzeba,

Całuj mnie, Kochany, do utraty tchu,

Jeszcze tu i tu…

Dwa światy połączone w jedność,

Tą jednością jesteśmy my.

Ja i Ty.

Na zawsze razem, po życia kres,

Błądzić będziemy wspólnie

Między naszymi światami.

Słońce wschodzi, dając nowy dzień,

Budzić się przy Tobie chcę.

Spójrz w moje oczy i powiedz to, o czym oboje wiemy.

Dałeś mi wszystko,

Dałeś mi całego siebie.

Dwa światy połączone w jedność,

Tą jednością jesteśmy my.

Ja i Ty.

Na zawsze razem, po życia kres,

Błądzić będziemy wspólnie

Między naszymi światami.

Tak jak Wszechświat nigdy się nie skończy,

Nasza miłość będzie trwać.

Codziennie ten sam proces,

Wschód, zachód, od miliona lat.

Erick wszedł dopiero podczas pierwszego refrenu. Przeszły mnie ciarki, gdy usłyszałam ten specyficzny dźwięk gitary elektrycznej. Zrobił to idealnie, a gdy nagle zobaczyłam, jak chłopaki z zespołu wchodzą na scenę, jak Simon zasiada za perkusją, Clark i Alex biorą gitary, a Nicki przysiada się do mnie i zaczyna śpiewać ze mną… To było coś niesamowitego. Chyba nigdy w życiu nie przeżyłam czegoś takiego jak w tym momencie. W dodatku Nicki zaimprowizował i wyśpiewał dodatkową zwrotkę i refren specjalnie dla nas.

Oni są dla siebie stworzeni,

Cały świat o tym wie.

Boże, daj im siłę i wytrwałość,

By trwali w tym wszystkim razem.

Na zawsze.

Dwa światy połączone w jedność,

Tą jednością są Oni.

ONA i ON.

Na zawsze razem, po życia kres,

Błądzić będą wspólnie

Między swoimi światami.

Objęłam Nickiego z całej siły, gdy skończył śpiewać, i próbowałam pohamować łzy. Nagle na scenie, jakby znikąd, pojawił się Sedrick i kiedy zobaczyłam, że także ma łzy w oczach, nie mogłam się powstrzymać. Wstałam szybko i rzuciłam się mu na szyję.

– Jesteś najcudowniejsza. Boże, Rebeko, dziękuję ci. Dziękuję za wszystko! – wyszeptał drżącym głosem do mojego ucha. Staliśmy tak w objęciach, a wszyscy zaczęli bić brawa i gwizdać z zachwytu. Lepszego wesela nie mogłam sobie wyobrazić. W dodatku, gdy ten ckliwy moment dobiegał końca, Simon dorwał się do mikrofonu i dośpiewał swoją własną, osobistą zwrotkę.

Słodka ona, on wpatrzony.

Od zawsze szukał takiej żony.

Zaraz znowu znikną na chwilkę,

Zajmą się produkcją małych Millsów!

Jego wielki drąg

Wejdzie w nią w głąb.

Już słyszę te jęki

I dźwięk rozrywanej sukienki.

On to dobry gracz,

Umie pchać i pchać.

Ona wcale nie gorsza,

Jej usta…

Na szczęście nie zdążył dokończyć, bo Erick wyrwał mu mikrofon, ale wszyscy już zaczęli pokładać się ze śmiechu.

Podeszłam do Simona i jego także uściskałam. On, zadowolony, wyszczerzył się i wyszeptał mi do ucha zakończenie swojej zwrotki. Parsknęłam śmiechem, ale nie nadawało się, by gdziekolwiek to powtarzać. Spojrzałam na Seda, którego wyraz twarzy sprawił, że moje serce nie posiadało się z radości. W tym momencie uwierzyłam, że jestem w stanie uszczęśliwić tego faceta. Cmoknęłam Simona i wróciłam w ramiona mojego męża.

– Jest idealnie, wiesz? – Sed schował mi kosmyk włosów za ucho i delikatnie pocałował w usta.

– Ty jesteś idealny, Sed. Wiesz? – Uśmiechnęłam się lekko i wtuliłam w jego silne ramiona.

– Przy tobie staram się wierzyć, że jestem. – Pocałował mnie w czubek głowy i poprowadził na parkiet, by znowu zatańczyć. Rozpłynęłam się, gdy zaczął mi do ucha cichutko śpiewać słowa piosenki I Will Always Love You. Nie sądziłam… Nie spodziewałam się, że jest właśnie taki. Tak naprawdę prawie go nie znałam, ale miałam całe życie, by go poznać. W tym momencie nie istniały żadne zmartwienia i troski. Byliśmy tylko my i to całe szczęście, które nas otaczało.

Chwilę przed północą wszyscy goście zgromadzili się na parkiecie, a my z Sedrickiem czekaliśmy na środku. Sed nie widział naszego weselnego tortu i miałam nadzieję, że mu się spodoba. Był pięciopiętrowy, okrągły. Połowę pokrywała biała masa maślana oraz bita śmietana ozdobiona jadalnymi białymi kwiatami, a druga połowa oblana była czekoladą i przyozdobiona truskawkami. Obie połowy łączyły się idealnie, odzwierciedlając nas. Niby kompletnie różni, a stworzeni dla siebie. Światła kolejny raz zostały przygaszone, by był ten specyficzny efekt. Trzymałam Seda mocno za dłoń, znowu czekając na jego reakcję. Tak naprawdę całe to wesele to dla niego jedna wielka niespodzianka. Wszystko organizowałam ja, on praktycznie o niczym nie decydował. Razem wybraliśmy obrączki… I to by było na tyle.

 

– Co jest w środku tortu? – spytał Sed, niecierpliwiąc się trochę.

– Striptizerka… – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego złośliwie.

– Wolałbym owoce i bitą śmietanę. – Posłał mi swój bezczelny uśmiech, wywołując jeszcze szerszy uśmiech na mojej twarzy.

– Owoce i bita śmietana to będą w nocy… – prowokowałam go, jego źrenice rozszerzyły się, a dłoń powędrowała na moją pupę, którą ostentacyjnie ściskał.

– Zboczona żona to najlepsza rzecz na świecie – stwierdził zadowolony, masując mój pośladek.

Objęłam go tak, by też dobrać się do jego tyłka. Ścisnęłam go mocno, a on uśmiechnął się szyderczo. Dobrze, że światło było przyciemnione i nikt nie widział tych naszych gierek. Całe to wesele to była dla nas jedna wielka gra wstępna, a ja tak naprawdę już nie mogłam się doczekać nocy poślubnej. Nie miałam czasu na kupowanie jakichś wymyślnych strojów, więc nie liczyłam, że powalę tym Seda, ale tu przecież nie o to chodziło. To była nasza noc i miałam nadzieję, że bita śmietana i owoce wystarczą. Jeśli chłopaki nie zdążą go upić do nieprzytomności, to wiem, że będziemy się pieprzyć do rana. Nie no, przepraszam. Będziemy celebrować miłość, jak to nazwał Sed. Zaśmiałam się cicho pod nosem na tę myśl.

Czekaliśmy jeszcze chwilę, aż w końcu na parkiet wjechał tort. O łał! Wydał mi się piękniejszy niż wtedy, gdy wybierałam go w cukierni. Spojrzałam niepewnie na Seda, który uśmiechał się szeroko. Znowu się udało! Miałam ochotę podskoczyć z radości, ale się opanowałam. Podeszliśmy razem do tortu, a Sed chwycił za nóż i od razu chciał go pokroić.

– Tylko bez numerów! – ostrzegłam go, by przypadkiem nie przyszedł mu do głowy jakiś głupi żart typu moja twarz lądująca nagle w torcie.

– Miałem powiedzieć to samo – odpowiedział poważnie, grożąc mi palcem, na którym już miał bitą śmietanę. Nie mogłam się pohamować i z premedytacją zlizałam słodki krem z jego dłoni.

Mój mąż nie wytrzymał i złapał mnie w pasie, a zaraz po tym namiętnie pocałował.

– Ej, kurwa, ja się nie najem na tym weselu! – oburzył się Simon, który był już chyba nieco wkurzony, że znowu musi czekać, by coś zjeść.

– Trey, zapchaj mu usta czymś innym! – powiedział Nicki, czym wywołał falę śmiechów. Nawet nasi ojcowie nie ukrywali rozbawienia.

Dostrzegłam, że Sophia i Gabriela patrzyły na chłopaków maślanymi oczami, a Tayler chyba przygruchał sobie jakąś kuzynkę Seda. Stali obok siebie, a on obejmował śliczną blondynkę z brązowymi oczami. Dziewczyna była młodziutka, ale kleiła się do mojego brata aż miło.

– Nicki, ty się lepiej nie wypowiadaj, bo twoja dziunia też chyba jest głodna… – Simon pokazał na Sandrę, która razem z Jess podjadała słodkie babeczki. Wszyscy spojrzeli na moją wygłodniałą ciężarną szwagierkę i Sandrę. Ona też była przecież jakby moją rodziną, bo Erick to mąż Jess. To naprawdę było dość popieprzone…

– To łap babeczkę! – Nicki chwycił jedną ze słodkich muffinek i rzucił nią w Simona.

Ten niezdarnie próbował ją złapać, ale zamiast tego rozmazał cały krem na swojej marynarce. O nie! Od razu wiedziałam, jak to się skończy. Nie zdążyłam zareagować, kiedy Simon władował całą dłoń w nasz śliczny i pyszny weselny tort i zgarniając jego wielką garść, wycelował w Nickiego, który odskoczył w ostatniej chwili, a bita śmietana rozbryznęła się po parkiecie, brudząc buty Ericka i kilku innych gości. No i się zaczęło. A mój mąż, o którym myślałam, że ma więcej rozumu w głowie, co zrobił? Dokładnie to samo, co Simon, tyle że wycelował prosto w moją… twarz, robiąc mi maseczkę z maślanego kremu, bitej śmietany, czekolady i kawałków truskawek. Nawet sekundę się nie zastanawiałam, co mam zrobić. Wsadziłam dłoń w tort i władowałam mu ją między nogi. Dokładnie tam, gdzie powinnam, by zrobić mu plamę w kroku. Zaczęła się jedna wielka bitwa na jedzenie. W pewnym momencie przed nosem przeleciało mi udko panierowanego kurczaka, które trafiło Sedricka prosto w twarz. Nie mogłam powstrzymać śmiechu i prawie położyłam się na parkiecie, nie mogąc utrzymać równowagi. Widziałam, jak Simon nacierał twarz Jess galaretką z owocami, a Erick dzielnie mu w tym pomagał. No… poniosło nas nieco. Nawet mój tata umazał buzię Alice sosem od kaczki, ale po chwili go z niej zlizał.

– Starczy! Zostaw mnie, idioto! Boże, Erick, zabiję cię! – zaczęła krzyczeć Jess, nad którą dalej znęcali się Simon i Erick.

Podbiegłam do niej, by ją ratować, i sama oberwałam resztką galaretki, w dodatku poślizgnęłam się na śliskim od jedzenia parkiecie i gruchnęłam na tyłek. Poczułam tylko, jak moją głowę zalewa coś zimnego, i zdążyłam zauważyć, że nade mną z miską owocowego ponczu stoi Clark, który razem z Taylerem wylewa mi go na włosy. Zamknęłam oczy i co miałam zrobić? Rozpłakać się na środku, że zniszczyli mi suknię ślubną, makijaż i fryzurę? Nie. Roześmiałam się w głos i oblizałam, smakując pyszny poncz. Sed podbiegł do mnie i spojrzał, chyba niepewny tego, co powiem.

– To co? Przenosimy się do domu? – Wyciągnęłam do niego dłoń, by pomógł mi wstać, a on odetchnął z ulgą. W sumie mogłam przewidzieć, że to się tak skończy. Chłopcy nie byliby sobą, gdyby czegoś nie odwalili. Rozejrzałam się po weselnym namiocie i stwierdziłam, że chyba nikt z gości nie został oszczędzony. Wszyscy byli brudni, nawet ojciec Sedricka i moja matka, która właśnie miała czelność rozmawiać z Alice.

– Chcesz skończyć wesele? – Sed podciągnął mnie do siebie i zlizał z mojego policzka resztki bitej śmietany.

– Nie zakończyć, tylko przenieść do domu. Wszyscy muszą się przebrać… – Wskazałam na gości, którzy na szczęście dobrze się bawili. Nikt się nie obraził. No… nikt prócz Jess, która właśnie robiła Erickowi i Simonowi awanturę. Obaj mieli już nieźle w czubie, więc nie bardzo się przejmowali.

– Świnia z ciebie, a nie mąż! – wrzeszczała na Ericka i próbowała wygrzebać z włosów resztki galaretki.

Moja suknia zrobiła się ciężka od ponczu, którym nasiąkła, więc powinnam jak najszybciej się przebrać. Podeszłam do nich jednak, by ich uspokoić.

– Jess, to była zabawa. Zobacz, wszyscy są brudni – powiedział Simon, pokazując na Alexa, który razem z Lilly próbował wytłumaczyć Ryu, że bitwa na jedzenie już się skończyła.

Zaśmiałam się, kiedy mały rozmazał tacie kawałek czekolady na twarzy, mając przy tym niezły ubaw.

– Oj, zamknij się! Jesteście pojebani! – warknęła Jess i odwróciła się na pięcie, kierując się do wyjścia.

– Jezu, Jess, daj spokój! – krzyknął za nią zirytowany zachowaniem żony Erick.

– Spieprzaj, palancie!

Pobiegłam za nią, zatrzymując ją dopiero przy domu. Chwyciłam ją za ramię i gdy się odwróciła, zobaczyłam łzy w jej oczach. Zrobiło mi się przykro.

– Nie płacz, Jess. – Objęłam ją z całej siły, a ona głośniej załkała w moich ramionach.

– Oni wszyscy ze mnie drwią, nabijają się! Mam tego dość! Dość, rozumiesz?

– Ze mnie też, i co? Nie przejmuj się, proszę. – Gładziłam jej plecy, a ona drżała. W tym momencie i ja lekko wkurzyłam się na chłopaków. Ona była przecież w ciąży, nie powinna się denerwować. Może przesadzała, ale taka już była. Z tego, co wiem, zawsze była.

– Zniszczyli ci suknię i wasze wesele!

– Wcale nie. Jest cudownie, proszę, wróć tam ze mną i bawmy się dalej. – Odchyliłam się, by na mnie spojrzała. Smutek w jej oczach sprawił, że ja też posmutniałam. Ma takie same oczy jak mój Sedrick.

– Chcę wrócić do domu. Przepraszam… – Chwyciła mnie za dłonie, bym ją puściła, i ocierając łzy, ruszyła w stronę parkingu.

– Jess! – krzyknęłam za nią, ale się nie zatrzymała.

Wsiadła do limuzyny i zamknęła drzwi, po czym najwidoczniej poprosiła kierowcę, by odjechał, bo tak właśnie się stało. Naprawdę zrobiło mi się jej szkoda.

– Nie przejmuj się nią, Reb. Ona tak zawsze. – Erick wyszedł za mną z namiotu.

Spojrzałam na niego gniewnie.

– To twoja żona, która nosi pod sercem twoje dziecko! Powinieneś się czasami opanować! – warknęłam na niego.

– Weź i ty nie zaczynaj. Hormony jej buzują i tyle! – Erick wywrócił oczami, upijając kolejny łyk piwa.

– Wiesz, może i buzują jej hormony, ale ty jako mąż powinieneś być bardziej wyrozumiały.

– Oj, uwierz mi! Jestem bardzo wyrozumiały! – Irytacja w jego głosie była wręcz namacalna.

– Nie będę ci prawić kazań małżeńskich, bo daleko mi do ideału, ale zastanów się czasem nad swoim zachowaniem wobec niej – powiedziałam spokojnie i chciałam odejść.