Na szczycie. Nieczysta graTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla Sylwii Stawskiej, mojej przyjaciółki, która kocha tę historię chyba bardziej ode mnie i prawie codziennie przypomina mi o tym, że muszę skończyć ją pisać. Dziękuję Ci za wszystko!

Spis treści

NA SZCZYCIE. NIECZYSTA GRA

EPILOG

W KOŃCU NADSZEDŁ TEN DZIEŃ! Dzień ślubu, który miał być początkiem lepszego życia. Nowego rozdziału, dzięki któremu mieliśmy z Sedem być szczęśliwi jak nigdy wcześniej. Po tym wszystkim, co przeszliśmy, żyłam nadzieją, że już nic nie stanie nam na drodze do naszego szczęścia. Moje czarne myśli zagłuszało uczucie, którym darzyłam Sedricka Millsa. Kochałam go tak, jak potrafiłam. Nie miałam pewności, czy moja miłość była wystarczająca, by nam się udało, ale chciałam w to wierzyć, bo nie wyobrażałam sobie życia bez Seda.

Obudziłam się już o szóstej rano, ponieważ z emocji trudno mi było spokojnie spać. Obok mnie Sed jeszcze słodko drzemał. Nie miałam pojęcia, o której przyszedł, ale dość mocno zionął alkoholem, więc jego impreza kawalerska chyba nieco się przedłużyła. Pocałowałam w policzek mojego pijanego przyszłego męża i wskoczyłam pod prysznic, by zmyć z włosów specjalną odżywkę. Efekt był powalający! Moje włosy stały się cudownie gładkie i tak ślicznie pachniały. Koleżanka Jess miała rację, że ta odżywka to genialny produkt. Ona i dziewczyna od makijażu miały przyjechać koło dziewiątej rano, więc miałam jeszcze trochę czasu.

W domu panowała cisza, bo wczoraj wszyscy zabalowali. Zeszłam do kuchni, by zjeść jakieś lekkie śniadanie, i to, co zobaczyłam… Ja pierdolę! Większego bałaganu chyba nigdy wcześniej nie widziałam. Leżało tam mnóstwo puszek po piwie, butelki, szklanki… Na dywanie w salonie dostrzegłam rozsypane chipsy i rozlany sos. „Dobra, Reb, nie denerwuj się!” – pomyślałam. To gwiazdy rocka. Wzięłam głęboki oddech i przeskakując między butelkami oraz ubraniami, dotarłam do lodówki. Swoją drogą, któryś z chłopaków musiał wczoraj robić striptiz, bo wpadły mi w oko również męskie gacie, które dyndały na jednym z żyrandoli. Na szczęście nie należały one do Seda. Wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy i zrobiłam sobie lekki twarożek. Pogoda była piękna, wręcz wymarzona na ślub, więc wyszłam na taras, by się zrelaksować i nie patrzeć na efekt tsunami pod tytułem Sweet Bad Sinful, które przeszło w nocy przez moją kuchnię. Naprawdę potrzebowałam się wyciszyć, ale na tarasie wcale nie było lepiej… Kolejne butelki, puszki i wiadro do lodu. Wiadro do lodu przy krawędzi tarasu? Uniosłam brew. Podeszłam bliżej, a moim oczom ukazał się żółtawy płyn, którym wiaderko było wypełnione prawie po brzegi. O nie!

– Kurwa! – krzyknęłam wściekła. Zrobili sobie konkurs w sikaniu do wiadra. Od razu się domyśliłam! Co za ohyda. Nie byłam pewna, czy to już przesada, czy jednak jestem w stanie to znosić. Tak właśnie miało teraz wyglądać moje życie.

Pięć.

Cztery.

Trzy.

Dwa.

Jeden…

Odliczyłam w myślach.

To nieco pomogło. Wiedziałam, kto wpadł na ten genialny pomysł. Bez zastanowienia chwyciłam wiadro i ruszyłam na poszukiwania Nickiego i Alexa. Szłam uważnie, by nie rozlać ich sików, bo zapewne puściłabym pawia. „Ja im, kurwa, dam!” – klęłam w duchu. Wpadłam do sypialni na parterze, ale tam spali Tayler, dalej mój tata i Alice, a w następnej sypialni dziewczynki. W takim razie chłopcy musieli zająć pokoje na górze. W pierwszym znalazłam Alexa, który spał z Lilly i Ryu, więc nie miałam serca ich budzić. Byłam ciekawa, czy ona w ogóle wiedziała o jego durnych pomysłach. Uśmiechnęłam się, bo Alex zarzucił na nią nogę, a biedna Lilly nie mogła się nawet ruszyć. W kolejnym pokoju znalazłam Simona i Treya. Oprócz tego także zużyte gumki na dywanie, więc w nocy chyba sporo się tu działo. Obok ich łóżka, w kołysce, słodko spała moja chrześnica i miałam nadzieję, że chociaż byli cicho. Obawiałam się, co z niej wyrośnie. Z drugiej strony byłam pewna, że niczego jej nie zabraknie. Charlotte była przez nich kochana, a chłopcy byli cudownymi rodzicami. Podeszłam i przyglądałam się chwilę tej małej, słodkiej księżniczce.

Szukając dalej, w końcu dotarłam do sypialni, w której spali Nicki i Sandra.

– Nicki! – Zapukałam delikatnie i weszłam. O dziwo, nie dostrzegłam Sandry, więc musiała wrócić do siebie, zapewne razem z Jess. – Nicki! – Podeszłam bliżej i postawiłam wiadro na szafce nocnej.

– Jezu, czego?! – odpowiedział Nicki i zakrył głowę poduszką, a następnie naciągnął na siebie kołdrę.

– Co to za jakieś durne zabawy?! – Ściągnęłam z niego pościel. O cholera! Był nagi. Starałam się nie zwracać uwagi na jego blady tyłek.

– Co? – Nicki spojrzał na mnie, a potem na wiadro, które przyniosłam. – A, to! – Wyszczerzył się głupio i położył na plecach. Od razu rzuciłam mu drugą poduszkę, by się zakrył. Nie miałam ochoty oglądać jego penisa w porannym wzwodzie.

– Tak, to! Nie mogliście po sobie posprzątać? Myślałam, że się porzygam, jak to zobaczyłam!

– Oj, daj spokój!

– Wiem, że to twój pomysł! Twój i Alexa! – Usiadłam na łóżku, zarzucając na niego kołdrę.

– Aż tak dobrze nas znasz, mała? – Wokalista zaśmiał się głośno.

– Takie pomysły tylko wam mogą przyjść do głowy! Kto wczoraj robił striptiz?

– No ja! Nie widać?! – Nicki chciał ściągnąć z siebie pościel, ale mu nie pozwoliłam.

– Rozumiem, że to był wieczór kawalerski Seda?

– Można tak powiedzieć… – odpowiedział tajemniczo.

– To znaczy?

– Oj, Jess wściekła się na Ericka, Sandra na mnie… i pojechały…

– Za co się na was wkurzyły? – zapytałam ciekawa.

– W sumie to nawet nie wiem. Jess przez tę ciążę jest taka drażliwa, chyba coś powiedziałem, a one na mnie naskoczyły… – O rany!

– Co powiedziałeś?!

– Nie pamiętam, ale Erick się wtrącił, a wtedy obie się wkurzyły i wyszły.

– Ale na ślubie chyba będą, co?! – pisnęłam. Nie chciałam w dniu własnego ślubu żadnych afer!

– Ja sobie z Sandrą poradzę, a jak Erick udobrucha swoją nienormalną żonkę, to jego sprawa… – Podsunął się na łóżku i klepnął w materac, pokazując, bym położyła się obok niego. Podkuliłam nogi i zrobiłam to.

– Nie mieliśmy okazji pogadać po…

– Wiem, Reb – przerwał mi, jakby pomyślał dokładnie o tym samym.

– Nadal masz z tym problem? – Popatrzyłam na niego niepewnie.

– To ciężki temat. Chcesz o tym gadać w dniu własnego ślubu? – Nicki westchnął głośno.

– Chciałabym ci pomóc, Nicki. Wiem, jakie to jest bagno i jak trudno się z niego wydostać…

– Mam wrażenie, że to kontroluję.

– Jasne! Każdy tak mówi! Co wczoraj brałeś?

– To co zawsze… – odpowiedział skruszony.

„Jezu! Dlaczego on zaczął brać?” – zastanawiałam się.

– Kokę?

– Tylko raz!

– Raz wczoraj… – Chwyciłam go za dłoń.

– Dziś nie wezmę…

– Dlaczego? – zapytałam wprost.

– Dla ciebie i Seda. Wiem, że on by nie chciał…

– Nicki, nie. Nie o to chodzi. Nie bierz dla siebie, a nie dla mnie czy Seda…

– Oj, nie zrozumiesz tego… – Już chciał wstać, ale mu nie pozwoliłam.

– Nie uciekaj! Nie powiem nic Sedowi, tylko daj sobie pomóc!

– Reb, ale mi nikt nie pomoże…

– Dlaczego?

– Nieważne. – Wstał, zakrywając się pościelą na biodrach.

– Ej, no! – Ruszyłam za nim. Naprawdę chciałam to z niego wyciągnąć, by mu pomóc. Zależało mi na nim, bo on przecież był częścią zespołu. Był częścią naszej rockowej rodziny.

– Nie chcę ci psuć tego dnia, mała.

– Ale powiesz mi jutro?! – Nie odpuszczałam.

– Kiedyś ci powiem! – zbył mnie i wszedł do łazienki. Ja za nim.

– Nicki, a co z tym wiadrem sików? – zmieniłam temat.

– Wlej Erickowi do wanny! On wygrał! – Nicki roześmiał się i zrzucając prześcieradło z bioder, wszedł pod prysznic.

W sumie nawet się go nie krępowałam.

– Sed też brał w tym udział?! – zapytałam ciekawa.

– Chyba tak! Pamiętam jedynie, że przegrałem i musiałem zrobić striptiz! – Pokazał, bym podała mu ręcznik. Błyskawiczny ten prysznic. Nie trwał dłużej niż minutę.

– Jedziesz do Sandry?

– Tak. Nie mam zamiaru się z nią kłócić i bezsensownie dąsać… – Wytarł swoje czarne włosy, które śmiesznie się roztrzepały.

– Dobra, to ja idę budzić Ericka, by jechał do Jess. Nie spóźnijcie się na ślub! – Cmoknęłam Nickiego w policzek i chciałam wyjść.

– Reb, dziękuję… – powiedział nagle.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Za co?

– Po prostu… – odpowiedział i przytulił mnie po przyjacielsku.

– Nie ma za co, Nicki. Po to są przyjaciele, prawda?! – Uśmiechnęłam się do niego i poklepałam po nagich plecach. Zależało mi na nim jak na kimś bliskim. Tak samo jak na każdym z chłopaków z zespołu czy na moim kochanym Treyu.

– Idź szukać Waltera.

– Właśnie taki mam zamiar! – Wróciłam do pokoju i wzięłam wiaderko ze sobą.

– Będziesz śliczną panną młodą, Reb! Naprawdę wszyscy się cieszą z waszego ślubu!

– Dzięki, Nicki! Do zobaczenia! – odpowiedziałam, zostawiłam go i skierowałam się do sypialni, w której spał Erick.

Był sam, więc weszłam po cichu i ruszyłam do łazienki, gdzie do wanny wylałam ohydną zawartość wiaderka i wrzuciłam je do środka. Narobiłam przy tym sporego hałasu. Erick zerwał się z łóżka i w samych majtkach przybiegł do łazienki. Stanął w progu, był cudownie zaspany, a mnie zaparło dech w piersi. Boże!

– Wasza łazienka jest zajęta? – zapytał niewyraźnie. Chyba nie był za trzeźwy, ale mimo to wyglądał nieziemsko seksownie. Kurwa! Tak dawno nie widziałam go prawie nagiego. Moje myśli niczego mi nie ułatwiały i zapuszczały się w rejony, w które nie powinny.

 

– Wręcz przeciwnie. Przyniosłam ci twoje wczorajsze trofeum! – Przypomniałam sobie, po co do niego przyszłam. Nagle uświadomiłam sobie, że nie chciałam na niego krzyczeć, tylko sobie popatrzeć na to, jak na przykład bierze prysznic. „Reb, kurwa! O czym ty myślisz?!” – zganiłam się w duchu.

– A, dziękuję bardzo! Podobno wygrałem! – Roześmiał się i wszedł do środka. Ten cudowny dźwięk sprawił, że cała złość na niego momentalnie mi przeszła.

– Mam ci pogratulować tego, że zasikałeś cały taras?! – Uniosłam brew, udając oburzoną.

– Ja?! Ja właśnie nie zasikałem! Wygrałem, czyli trafiałem najwięcej! – Erick nagle podszedł zadowolony i objął mnie.

Jezu! Dlaczego takie myśli musiały dopaść mnie w dniu mojego ślubu?

– Niech ci będzie, a teraz powiedz: o co poszło wczoraj z Jess i Sandrą? – Starałam się jakoś opanować. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że Erick nigdy nie będzie mi obojętny, ale to nie był dobry czas na analizowanie tego wszystkiego.

– A, to nic poważnego! Jess jest przewrażliwiona na temat swojego wyglądu. Nicki zażartował, że jeśli będzie jadła pączki, to się zrobi okrągła jak pączek… – Erick wywrócił oczami i spojrzał na mnie. Chyba nieźle wczoraj zabalowali, bo trzeźwy to on na pewno nie był.

– Nie jedziesz do niej? – zapytałam niepewnie.

– A po co? Pofocha się trochę i jej przejdzie. Nie będę jej za każdym razem głaskał po główce i mówił „Nie, kochanie, nie będziesz wyglądać jak słoń”. W końcu jest w ciąży, urośnie jej brzuch i musi to zaakceptować…

Irytacja w jego głosie była bardzo wyraźna.

– Przecież nic po niej jeszcze nie widać!

– No właśnie! A ona już przeżywa! O Boże, rozstępy! O Boże, ale jestem gruba! Nasłuchałem się tego przez dwa dni i już mam dość…

– Dasz radę, Erick. Wiesz, jaka ona jest! – Spojrzałam na niego wesoło.

– Czasami mam wrażenie, że w ogóle jej nie znam, Reb. Ma takie humory, że ty przy niej to pestka… – odpowiedział i spojrzał na mnie tak intensywnie, że zaparło mi dech w piersi.

– Ale ją kochasz, prawda? – zapytałam cicho. Tak bardzo chciałam, by był szczęśliwy, a widziałam, że było zupełnie odwrotnie. To wszystko chyba go przerastało, a ślub mój i Seda dodatkowo go dołował.

– Pewnie, że tak! – odpowiedział jakby w złości i puścił mnie.

„Cholera, powiedziałam coś nie tak?” – zastanawiałam się.

– Wytrzeźwiejesz do ślubu? – zapytałam, bo doskonale wiedziałam, że Erick już nie chciał ze mną rozmawiać. Powstał między nami mur. Nigdy wcześniej tego nie czułam. To było bardzo dziwne i nieprzyjemne uczucie.

– Nie martw się. Jestem świadkiem, nie nawalę… – Erick nawet na mnie nie patrzył. Dotarło do mnie, że powinnam dać mu spokój.

– To do zobaczenia… – odpowiedziałam cicho, wyszłam z łazienki, a następnie poszłam do mojej sypialni. Nie wiedziałam, jak powinnam z nim rozmawiać. Nie widzieliśmy się dwa tygodnie, ale rozmawialiśmy kilka razy przez telefon i wydawało mi się, że wszystko było w porządku. Myślałam, że Erick cieszy się z dziecka, że układa się między nim a Jess. Kurwa, no! Akurat tamtego dnia powinnam myśleć tylko o sobie i Sedzie! O nikim innym!

Wzięłam się w garść i gdy tylko zobaczyłam śpiącego Sedricka, zrobiło mi się lepiej. Za kilka godzin ten cudowny facet miał zostać moim mężem. Wskoczyłam jeszcze na chwilę do łóżka, by z nim poleżeć. Plan był taki, że Sed razem z chłopakami mieli jechać na miejsce wcześniej, a my, dziewczyny, miałyśmy się szykować w domu. Zobaczyć go miałam dopiero przed ołtarzem i nie mogłam się tego doczekać. Objęłam go mocno, wtuliłam się w jego plecy, a po chwili lekko przysnęłam.

– Milutko… – obudził mnie głos Seda.

Nadal byłam do niego przytulona, ale dłoń bezwiednie trzymałam na jego porannym wzwodzie. Nie otwierałam oczu, ale uśmiechałam się szeroko.

– A za kilka godzin będę to mogła robić na legalu… – Przeciągnęłam się i spojrzałam na Seda.

On patrzył na mnie, opierając się o wezgłowie łóżka, był nagi i cholernie napalony.

– Nie mam nic przeciwko, byś ostatni raz zrobiła to nielegalnie, maleńka… – Podciągnął mnie do siebie i pocałował. Namiętnie i mocno, tak jak najbardziej lubiłam.

– W domu jest za dużo ludzi. Zaraz nam ktoś wlezie… – starałam się opierać. Też miałam na niego straszną ochotę, ale znając nasze szczęście, właśnie tak by było. Wparowałby tu Erick albo Simon, albo, co gorsza, mój tata.

– Mała, ale ja nie wytrzymam do nocy. Szybki numerek i po sprawie! – powiedział Sed.

I po sekundzie już pod nim leżałam. Nie opierałam się, bo po co? To w końcu był mój facet, prawie mąż. Bezwstydnie ściągnęłam sobie koszulkę przez głowę i oplotłam go nogami w pasie. Nie było czasu na grę wstępną. Silna dłoń Sedricka powędrowała do moich spodenek i bezceremonialnie wsunęła się pod gumeczkę materiału. Zaśmiałam się, widząc zadowoloną i bezczelną minę Seda. Pocałował mnie ponownie, a ja zaczęłam głaskać delikatnie jego brzuch i sunąć dłonią coraz niżej, aż do penisa.

Sed zamruczał niecierpliwie i wypchnął biodra. Był aż taki napalony? Ten facet nigdy nie przestawał mnie zadziwiać, a fakt, że to ja działałam na niego w taki sposób, sprawiał, że czułam się dowartościowana i bardziej atrakcyjna. Chwyciłam członek w dłoń i ścisnęłam mocniej. Był jak zawsze twardy i gotowy. To także mi schlebiało i nie ukrywałam tego, jak bardzo podobało mi się jego ciało. Czy kiedykolwiek wcześniej przeszło mi przez myśl, że mój facet będzie uosobieniem kobiecych fantazji? Połączeniem gwiazdy rocka, niegrzecznego chłopca i zadziornego słodkiego drania? Nie, ale wtedy już wiedziałam, że nie zamienię go na żadnego innego. Nigdy.

– Uwielbiam twoje dłonie, maleńka… – wymruczał z zamkniętymi oczami.

Jego penis drgał niecierpliwie, a ja ścisnęłam go mocniej i zanurkowałam pod kołdrę. Gdy oblizałam główkę, Sedrick praktycznie krzyknął, na co zareagowałam szerokim uśmiechem. Objęłam go ustami i wessałam do środka, także seksownie przy tym mrucząc. Boże! Uwielbiam smak swojego faceta, może nie przepadałam za połykaniem, ale byłam pewna, że i do tego się z czasem przekonam. Zaczęłam go ssać, lizać i pieścić główkę, a dłonią nadal masowałam go na całej długości. Był taki gruby i twardy. Cały mój, moja cipka pulsowała, domagając się, by nią też ktoś się zajął. Sed oczywiście długo nie czekał. Chwycił mnie tak, że klęczałam nad nim, nadal robiąc mu dobrze ustami, a on miał doskonały dostęp do mojej cipki. Wessał się w nią zachłannie i mocno, aż krzyknęłam, przerywając na chwilę jego pieszczotę. Orgazm przyszedł bardzo szybko, bo Sed był królem minety. Doprowadził mnie do obłędu dosłownie w kilku liźnięciach, a ja starałam się skupić na tym, by nadal go pieścić. Oboje się jednak zapomnieliśmy i byliśmy trochę zbyt głośno.

– Ja wszystko rozumiem, ale możecie być odrobinę ciszej, gdy w domu jest pełno dzieci… – usłyszeliśmy nagle głos Briana.

O kurwa! Zrobiłam się czerwona i zeszłam z Seda, wtulając się w niego. Brian się roześmiał, a Sed, jak gdyby nigdy nic, chciał wstać i się przywitać.

– Nie odkrywaj nas! – pisnęłam, bo przecież byliśmy oboje nago. Nie no, oni w ogóle nie mieli wstydu. Okej, przy chłopakach mogłam znosić, że Sed chodził z fujarą na wierzchu, ale chyba nie miał zamiaru tak paradować na oczach brata?

– Oj, mała, daj spokój! – Wyszedł spod kołdry i chwycił bokserki z podłogi. Na szczęście mnie nie odkrył.

Wyjrzałam spod pościeli i zażenowana przywitałam się z Brianem machnięciem ręki.

– Kiedy przylecieliście? – Sed wpadł w ramiona brata i wyściskał go serdecznie.

– Jakąś godzinę temu, ale bagaż nam zaginął i musieliśmy czekać na lotnisku.

– Jesteś sam?

– Nie, z dzieciakami, Jill została, bo źle się czuje.

– Szkoda, że jej nie będzie. – Włożyłam koszulkę oraz majtki i także wstałam.

– Chciała lecieć, ale lekarz jej zabronił. My też jesteśmy tylko do niedzieli i wracamy, nie chcę, by Jill była sama.

– Nie no, jasne. Dobrze, że chociaż wy jesteście!

Brian objął mnie i pocałował w policzek na przywitanie.

– No dobra, a teraz żegnaj się z narzeczoną i spadamy. Limuzyna już czeka – powiedział i uśmiechnął się psotnie.

O nie! Już się bałam, co oni wymyślili.

– Jaka limuzyna?! – zapytaliśmy z Sedem w tym samym momencie.

– Jedziemy już do posiadłości, a dziewczyny przyjadą dopiero na ślub. Chodź, bracie! – Brian ponaglił Seda, który wcale nie chciał wychodzić. Głównie dlatego, że jeszcze nie skończyliśmy naszych porannych, ostatnich przed ślubem igraszek.

– Idź, Sed. Zobaczymy się za kilka godzin… – Wspięłam się na palce i chciałam go pocałować. Złapał mnie w pasie, przeszedł do łóżka i rzucił mnie na nie. Pisnęłam i roześmiałam się. Sed był taki gwałtowny, a z drugiej strony delikatny i czuły.

– Brian, daj nam pięć minut! – Pokazał palce jednej dłoni i już ściągał mi majtki. Co ja się miałam przejmować? Chyba nakryli nas już wszyscy, którzy tylko mogli, a mnie nie powinno już to krępować.

– Ani chwili dłużej! Za pięć minut wracam! – Brian wyszedł, śmiejąc się w głos, i zamknął drzwi.

– Mam nadzieję, że spodoba ci się moja suknia… – wtrąciłam, zanim Sed ponownie ściągnął mi koszulkę.

– Oj, na pewno, maleńka, a teraz wybacz, ale zamknij się i daj mi się szybko przelecieć… – Wyszczerzył się złośliwie i tylko lekko zsunął swoje bokserki. Jego oczy i dołeczki w policzkach sprawiały, że każdej kobiecie miękły nogi. Jak miałam mu się oprzeć? Już sekundę później wsunął się we mnie jednym pchnięciem i na moment zastygł.

– Och, Sed… – Objęłam go mocno i pocałowałam. Gdy nasze usta się zetknęły, on zaczął się poruszać. To faktycznie był szybki numerek. Kiedy skończył, zaśmiałam się, że ma chyba jakiś timer w tyłku, bo dosłownie po chwili znowu przyszedł Brian.

***

Gdy już wszystkie chromosomy Y opuściły dom, nastała błoga cisza. Do momentu, aż obudziły się dzieciaki. Julia od razu zaczęła strzelać fochy, Charlotte marudziła w foteliku, Selena, Ethan i Betty byli grzeczni do chwili, w której Ryu zaczął rzucać we wszystko i wszystkich płatkami miodowymi z mlekiem. Nie miałam ani siły, ani ochoty na taką walkę, ale na szczęście z odsieczą przyszła Alice i rozgoniła towarzystwo. Ja zajęłam się Charlotte, Lilly wzięła Ryu, a reszta dzieciaków jakoś zajęła się sobą pod moim okiem. Zaskoczyło mnie, jak Julka potrafiła zaaranżować fajne zabawy. Chyba pasowała jej taka rola, gdy mogła wszystkim rządzić. Miała to zapewne po tatusiu. Na samo wspomnienie tego psychola przeszedł mnie dreszcz. Nadal nie pamiętałam, co działo się przed porwaniem. W głowie miałam jedynie obrazy, pojedyncze sceny, głównie te, jak mnie bił. Wypierałam te myśli za każdym razem, gdy wracały. Przez ostatnie dwa tygodnie, gdy nie było przy mnie Seda, często miewałam te sny. Z jednej strony chciałam przypomnieć sobie wszystko, a z drugiej tak mi było dobrze i nie chciałam niczego komplikować.

Na szczęście wkrótce przyjechały: Jess, Sandra i ta koleżanka, która miała nas malować i czesać, wraz z asystentką. Salon zamienił się w salon piękności. Na pierwszy ogień poszłam oczywiście ja. Maseczki, manicure, pedicure, masaż całego ciała, przy którym prawie usnęłam. Było mi tak przyjemnie, że całkowicie się zrelaksowałam i przestałam stresować. Doskonale wiedziałam, jak chcę wyglądać przed ołtarzem, i przekazałam tę wizję naszej fryzjerce. Podzielała moje zdanie i powiedziała, że fryzura będzie pasowała do sukienki. Usiadłam więc w fotelu i poddałam się dalszym zabiegom. Z makijażem lekko zaszalałam, bo dałam się namówić na naprawdę wyraziste oczy. Już wtedy wiedziałam, że Sedrickowi się to spodoba. Nie mogłam się doczekać, gdy w końcu zobaczę go przed ołtarzem, w gronie rodziny i przyjaciół. Najbliższych nam osób, które były dla nas najważniejsze. Całe to szykowanie okazało się nie tak straszne, jak się spodziewałam. Gabriela i Sophia trochę marudziły, bo chciały wyglądać zdecydowanie doroślej, jednak Alice nie pozwoliła im na zbytnią ekstrawagancję. Sama ubrała się skromnie, ale jest tak piękną kobietą, że wyglądała cudownie. Wiedziała, że mój ojciec oszaleje na jej widok. Zresztą on i tak za nią szalał. Miło było patrzeć na szczęśliwe małżeństwo. Moja matka nie potwierdziła przybycia na ślub i choć było mi z tego powodu przykro, to z drugiej strony wolałam uniknąć ich spotkania. Na pewno byłoby niezręcznie, gdyby się pojawiła, a ja nie chciałam, by ojciec źle się bawił.

Koło trzeciej po południu wszystkie byłyśmy już gotowe, więc mogłyśmy jechać do posiadłości, by tam się przebrać i zacząć ceremonię. Nie ukrywałam, że znowu zaczęłam się lekko denerwować, choć sama nie wiem czemu. W limuzynie otworzyłyśmy z dziewczynami szampana i wszystkie prócz Jess i Jenn wypiłyśmy po dwa kieliszki. Lekko chichocząc i w cudownych humorach, dotarłyśmy na miejsce godzinę przed wielką chwilą. Miałam nadzieję zobaczyć Seda, ale dom podzielony był na dwie części i weszłyśmy innym wejściem, by nie mieć styczności z facetami. Takie oczekiwanie było fajne, bo czułam, jak w moim podbrzuszu latała chmara motyli. To cudowne uczucie podekscytowania, podniecenia i radości miało mi towarzyszyć już do końca życia. Wiedziałam, że Sedrick Mills to mężczyzna, przy którym nigdy nie będę się nudzić, który nigdy nie pozwoli mi się martwić o cokolwiek. Wiedziałam też, że mogę mu ufać, i najważniejsze było to, że oboje bezgranicznie się kochaliśmy. Zgarnęłam kolejny kieliszek szampana i poszłam do pokoju, gdzie czekała na mnie już moja sukienka. Poprosiłam więc Alice, by pomogła mi się ubrać.

 

– Wiem, że nie powinnam, ale chyba się zaraz rozpłaczę… – załkała Alice, gdy tylko zobaczyła suknię.

Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się.

– Ja sobie obiecałam, że nie będę płakać.

– To takie niedorzeczne, bo nie jesteś moją córką, ale…

– Nic nie musisz mówić, Alice. Jesteście dla mnie rodziną. Ty, tata, Tayler i dziewczynki…

– Czuję się, jakbym wydawała za mąż własną córkę…

Podałam jej chusteczkę i przytuliłam ją. To była naprawdę cudowna kobieta. Taka ciepła, dobra i niesamowita. Ledwo się powstrzymałam, by się nie rozkleić. Te wszystkie emocje zaczęły mi się udzielać, a gdy przyszły do nas Sandra i Jess, uroniłam kilka łez.

– Jezu, Sedrick naprawdę oszaleje, gdy cię zobaczy! Ta suknia jest przezajebista! – pisnęła Jess. Na szczęście dobrze się czuła tego dnia i humor jej dopisywał. Chyba pogodzili się z Erickiem, a przynajmniej miałam taką nadzieję.

– Nie mogę się już doczekać! – Podskoczyłam radośnie. Chyba nigdy nie byłam taka szczęśliwa jak w tym momencie.

Dziewczyny pomogły mi pozapinać guziczki z tyłu sukienki i włożyć buty. Poprawiłam delikatnie włosy, które upięte były w kucyk z przedziałkiem na środku głowy i lekko pofalowane na końcach. To romantyczna i lekka fryzura, którą zobaczyłam w katalogu ślubnym, bardzo ładnie wyglądała również pod niedługim i delikatnym welonem.

– Idziemy? – pośpieszyła nas Alice, która starała się panować nad wszystkim. Dobrze, że chociaż ona wiedziała, co się dzieje, bo już mi szampan lekko szumiał w głowie.

Gdy zobaczyłam Charlotte w ślicznej białej sukieneczce, na rękach mojego taty, zachciało mi się wyć. Pierdolone emocje! „Nie no, nie mogę się popłakać. Nie mogę!” – powtarzałam w myślach.

– Idziemy, córciu? – Tata wyciągnął do mnie dłoń.

Zobaczyłam, że oczy błyszczały mu ze wzruszenia.

– No chyba nie ma już odwrotu – zażartowałam, a tata spojrzał na mnie niepewnie.

– Kochanie, jeśli nie jesteś pewna…

– Tato, jestem pewna! Jak niczego innego! Chodźmy! – Wzięłam Charlotte i podałam ją Alice.

Dziewczyny poszły już do głównej altanki, w której miała się odbyć cała ceremonia. Nawet nie wiedziałam, czy jest przyozdobiona tak, jak zaplanowałam, ale to już nie miało znaczenia.

– Rozmawiałem z Gabrielem – zagadał tata, gdy czekaliśmy przy wyjściu do ogrodu.

Przez namiot nie widać było jednak niczego ani żadnego z gości, a ja byłam coraz bardziej niecierpliwa.

– O czym? – Spojrzałam na niego.

– O tym prezencie, który on dla was ma…

– O udziałach w Follow Records?

– Tak.

– I co?

– I stwierdziłem, że także się dołożę, byście mieli tam ponad pięćdziesiąt procent.

Zrobiłam wielkie oczy.

– Ale, tato…

– Nie martw się, prezent od nas też jest! – dodał zadowolony.

– Oszalałeś chyba. To przecież tyle pieniędzy… – Pokręciłam głową z niedowierzaniem.

– Oj, przyda wam się taki rodzinny samochód.

– Kupiłeś samochód?! – pisnęłam.

– Taki duży, rodzinny…

– Sed wie, że kupiłeś nam samochód?

– Oczywiście, że tak. Sam go pytałem, jakie lubi auta i jaki kolor chcecie.

– A może ja wolę inny kolor! – udałam oburzoną.

– Wybrał czarny i poprosił o specjalne miejsca na twoje ulubione lodowe szejki oraz schowki na kosmetyki. – Uśmiechnął się. Ja również.

– Widzisz, jak on mnie kocha. Jak mam nie być pewna, tato… – Objęłam ojca.

– Widzę, widzę, kochanie, ale pamiętaj, że cokolwiek się stanie, zawsze możesz się do mnie zwrócić. Zawsze… – Ucałował mnie w oba policzki i pogładził po plecach.

– Wiem, tato. Kocham cię! – Uśmiechnęłam się i go przytuliłam. Nigdy nie sądziłam, że wyjdę za mąż, a to, że przed ołtarz prowadził mnie mój ojciec, to był już kompletny szok.

Po chwili czułości i próbie opanowania kolejnych łez usłyszałam muzykę. Lekka melodia grana na skrzypcach wywołała ciarki na moim ciele. Boże! To się działo naprawdę. Ruszyliśmy powoli pod rękę w stronę alejki prowadzącej do altany. Nogi mi drżały. Cholera! Denerwowałam się strasznie, ale to chyba normalne. Wyszliśmy zza rogu, by stanąć dokładnie naprzeciwko specjalnie przygotowanego ołtarza, który znajdował się jakieś dwadzieścia metrów od nas. Wszyscy goście wstali jak na zawołanie i spojrzeli na mnie. Musiałam się przyzwyczaić, że tego dnia ja będę w centrum uwagi. Zerknęłam tylko na ozdoby z kwiatów – były zupełnie inne niż te, które wybrałam, ale na szczęście wyglądały cudownie. Różowo-kremowe kwiaty, podwieszane girlandy z materiału i mnóstwo kryształowych lamp i żyrandoli. Idealnie! Podniosłam wzrok na ołtarz i zobaczyłam Sedricka. Zaparło mi dech w piersi na widok tego faceta. Ubrany w klasyczny czarny garnitur, białą koszulę, białą kamizelkę i biały krawat wyglądał obłędnie. Po jego stronie ołtarza kilka kroków za nim stał Erick. Obaj uśmiechali się szeroko. Jego świadek miał na sobie także czarny garnitur, złotą kamizelkę i czarną muszkę. Również się uśmiechnęłam, widząc ich w takim eleganckim wydaniu. No i Trey – włożył dokładnie taki sam strój jak Erick. Nie chciałam patrzeć na gości, bo obawiałam się, że kiedy zobaczę, że ktoś się wzruszył, to i ja kompletnie się rozkleję. Gdyby nie tata u mojego boku, pewnie nie dałabym rady normalnie iść. Nogi nadal mi drżały, a dłonie się spociły. O rany! Nie sądziłam, że to będą aż takie emocje. Z każdym krokiem coraz bardziej czułam na sobie intensywne spojrzenie Sedricka. Dopiero gdy byłam kilka metrów od ołtarza, odważyłam się spojrzeć prosto w jego oczy. Dokładnie takiej reakcji oczekiwałam. Wpatrywał się we mnie zachwycony, a najlepsze było to, że na jego spodniach odznaczał się wzwód. Mój Boże! Ten facet nigdy nie potrafił się opanować. Zaśmiałam się lekko, a on doskonale wiedział dlaczego. Puścił mi oczko i w tym momencie przestałam się denerwować, a przynajmniej tak mi się wydawało. Stanęliśmy z ojcem przed schodkami, przodem do siebie, a Sedrick podszedł do nas i powiedział po cichu:

– James, twoja córka to najpiękniejsze stworzenie na świecie. – Uścisnął dłoń mojego ojca, a tata objął go i szepnął mu coś do ucha. Wtedy obaj się uśmiechnęli i spojrzeli na mnie. – Czas się ochajtać, mała! – Wyciągnął do mnie dłoń i czekał na pozwolenie ojca.

– Oddaję cię w ręce dobrego faceta, Rebeko. Kochajcie się mimo wszystko… – Głos mu zadrżał.

– Och, tato… – Objęłam go i przytuliłam się.

Ucałował mnie w czoło i podał moją dłoń Sedrickowi. Ledwo powstrzymałam łzy, już któryś raz z kolei. Nawet nie chciałam patrzeć na Ericka i Treya. Podeszliśmy z Sedem do ołtarza i stanęliśmy naprzeciwko naszego pastora. Był to starszy człowiek, bardzo sympatyczny, uśmiechał się szeroko i szczerze. Miałam w głowie miliony myśli, przez jedną sekundę pragnęłam uciec ze strachu, ale to minęło. To taka jedna maluteńka niechciana myśl, którą zapewne każdy ma w takiej chwili. Stanęliśmy obok siebie, ja po lewej, Sedrick po prawej stronie, no i nie było już odwrotu. Nie chciałam odwrotu, pragnęłam zostać jego żoną, matką jego dzieci, cieszyć się z każdego dnia. Być z nim na zawsze.

Byłam wzruszona do granic. Popatrzyłam na Sedricka, zerknęłam na Ericka, a potem na mojego ojca, na Taylera i… tama pękła. Zasłoniłam usta, ale to nic nie dało. Pierwsze łzy spłynęły mi po policzkach, niszcząc mój makijaż, ale w tym momencie to nie miało znaczenia. Pastor uśmiechnął się lekko i patrzył pytająco, czy wszystko w porządku. Mrugnęłam kilka razy, by się uspokoić. Zaskoczyło mnie, jak bardzo opanowany był Sed. Wpatrywał się we mnie i widziałam, że się w ogóle nie denerwował. Wyciągnął w moją stronę dłoń, chwyciłam ją, a on przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. W tym momencie wszystko przestało mieć znaczenie. Byliśmy tylko ja i on. Minęła chwila, zanim pastor delikatnie zasugerował, że trzeba zaczynać ceremonię. Jakimś cudem się opanowałam, ale w momencie gdy Julka na małej poduszce przyniosła nasze obrączki, znowu zebrało mi się na płacz. Obrączki były piękne, platynowe. Razem tworzyły jedną całość przedstawiającą kulę ziemską, a osobno każda wyglądała niepowtarzalnie. Tak jak my z Sedem byliśmy niepowtarzalni, ale razem tworzyliśmy jedność. Cholera, no! Obiecałam sobie, że nie będę płakać, a zbierało mi się na łzy już po raz trzeci.