Na szczycie. Gra o miłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Tak, poszliśmy z tatą do jego mieszkania i obaj mnie namówili, bym z nim wyszła…

To akurat była prawda.

– Dokąd idziecie? Do jakiego klubu?

– Nie mam pojęcia, Sed – odparłam i zwróciłam się do brata: – Tayler, jak się nazywa ten klub?

– Ice Hell.

Skrzywiłam się. Kurwa, co za nazwa!

– Słyszałeś?

– Tak. Nie znam tego klubu… – odpowiedział mało zadowolony.

– No wiesz, to podobno najlepszy klub na Manhattanie…

– Taaa…

Oho! Znałam ten ton.

– Będę grzeczna.

Tayler podszedł i pokazał, bym podała mu komórkę. Zaskoczyła mnie jego reakcja.

– Cześć, Sedricku! Wiem, że się nie znamy, ale obiecuję, że nic jej się nie stanie. Całe życie marzyłem, by się napić z moimi siostrami, a że tamte dwie są gówniarami, mam okazję dziś. Proszę, nie złość się na nas…

Uśmiechnęłam się. Nawet nie próbowałam sobie wyobrażać, jaką minę miał w tym momencie Sed. Tayler pokazał mi kciuk w górę.

– Dobrze, nie dam jej się upić ani tańczyć z jakimiś frajerami!

Parsknęłam śmiechem. No bez jaj!

– Tak, wrócimy taksówką i damy znać… Dzięki wielkie! Do usłyszenia! – Po tych słowach rozłączył się i uśmiechnął.

– I co?

– Twój narzeczony kazał mi cię pilnować, nie odstępować na krok, nie dać się upić i dobrze się bawić!

– To będzie trudne zadanie, to znaczy te pierwsze trzy punkty…

Podał mi łokieć i oboje, zadowoleni, ruszyliśmy w stronę wyjścia.

– Lubisz balować? – zapytał, patrząc na mnie zawadiacko.

W tym momencie stwierdziłam, że lubię przede wszystkim jego!

– Lubię…

– To świetnie, bo właśnie dziś oblewamy ostatni egzamin w tym semestrze!

– A co studiujesz, tak w ogóle?

– Medycynę.

Uniosłam brwi.

– A ty coś studiujesz?

– Nie. – Skrzywiłam się. – To znaczy mam zamiar spróbować dostać się na psychologię…

– O! To powodzenia! Tu, w Nowym Jorku, to ciężka sprawa…

– W Los Angeles.

– O! – Tym razem on się zdziwił. – Nie zostaniesz tutaj?

– Nie. Tam mam dom i wszystkie swoje sprawy…

– No tak! Ale będziesz nas odwiedzać, prawda? Musimy się dobrze poznać! Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę, że mam młodszą, ale pełnoletnią siostrę!

– Ja też się cieszę, że mam starszego brata… Zawsze o nim marzyłam!

Tayler chwycił mnie za rękę i wyszliśmy na zewnątrz. Śnieg nadal padał, ale udało nam się złapać taksówkę. Całą drogę do klubu czułam, jak w torebce wibrowała mi komórka. Sprawdziłam jednak, że to Erick, i nie odebrałam. Nie miałam zamiaru psuć sobie humoru rozmową z nim, napisałam za to esemesa do Seda, że go kocham i żeby się nie martwił. Na szczęście odpisał, że mam być ostrożna i grzeczna, bo inaczej spierze mi tyłek. Cholera! Tak naprawdę chciałam, by to zrobił, ale nie za karę. Na samą myśl o jego ustach i języku zrobiłam się mokra i zaczęłam niecierpliwie się wiercić. Szczerze mówiąc, wolałabym wrócić do domu i pieprzyć się z nim do rana.

– Denerwujesz się? – Tayler wyrwał mnie z przyjemnych myśli.

– Nie… – Zachichotałam głupio i zrobiłam się cała czerwona.

– Mam do ciebie jedną prośbę…

Spojrzałam na niego.

– No co tam?

– Nikt z moich znajomych nie wie, że tata…

– Nie wiedzą, że ma nieślubną córkę, tak? – zapytałam.

– Tak. Nie gniewaj się…

– Daj spokój, Tayler! – powiedziałam i złapałam go za dłoń. – Mogę udawać twoją znajomą, nie wygadam się…

– Na pewno?

– Oczywiście. Ustalmy, gdzie się poznaliśmy, by się nie pogubić…

Uśmiechnął się życzliwie.

– Wiedziałem, że jesteś w porządku…

***

Ice Hell był to klub w podziemiach starego magazynu w centrum miasta. Mogłam powiedzieć tylko jedno: Ja pierdolę! W życiu czegoś takiego nie widziałam.

– To prawdziwy lód?! – zapytałam, dotykając kolumny, gdy przechodziliśmy przez bramkę ochrony.

– Tak! Cały klub jest z lodu! Kosztował podobno ponad dwa miliony! – Taylerowi na widok tego wszystkiego rozbłysły oczy. Dobrze, że nie tylko na mnie robiło to takie ogromne wrażenie.

– Ale czad! – pisnęłam podekscytowana, widząc fontannę wódki. No! Fontannę wódki w świeżo wyrzeźbionym lodzie. Od razu dostaliśmy po szklance, by się poczęstować. Samo wejście kosztowało pięćdziesiąt dolarów, więc picie z tego źródełka chyba było w cenie.

– Jeśli się urżniemy, twój facet nas zabije? – zapytał Tayler, gdy dopchaliśmy się do darmowego alkoholu.

– Ciebie tak, mnie tylko opieprzy, a potem… – Ugryzłam się w język, by nie powiedzieć, że mnie porządnie zerżnie.

– A potem? – zapytał i trącił mnie biodrem.

– Lubię się z nim godzić… – odparłam, przygryzając wargę, by się nie roześmiać.

– Taaa… Cholera, ja to nawet nie pamiętam, co to regularne bzykanie…

Spojrzałam na niego oniemiała i parsknęłam śmiechem.

– Nie masz dziewczyny?

– Nie, nie mam czasu na takie rzeczy…

– A na imprezy masz czas? – zapytałam złośliwie.

– Imprezy to co innego, jeśli nie chcę, nie idę… A dla dziewczyny trzeba mieć czas zawsze. Jesteście bardzo absorbujące…

Podetknęliśmy szklanki pod fontannę zmrożonego trunku i wypełniliśmy je do połowy, po czym przeszliśmy obok, by dolać soku. Dziewczyna ubrana w srebrne bikini, której włosy wyglądały jak sople lodu, wrzuciła nam do środka cytrynę i dolała kroplę tajemniczej niebieskiej substancji, po czym podpaliła nasze drinki. Łał!

– Witamy w lodowym piekle! – powiedziała, uśmiechnęła się szeroko i pokazała, byśmy weszli na główną salę. Tayler stuknął swoją szklanką o moją i wzniósł toast.

– No, siostra, dajmy dziś czadu!

Ruszyliśmy na główną salę. Nie miałam pojęcia, jak tego dokonali, że ściany, kolumny i bar faktycznie były z lodu, a w środku nie było zimno.

– Macie zarezerwowany stolik? – zapytałam, idąc za Taylerem przez środek parkietu. Było kilka minut przed jedenastą, a ludzi po prostu masa.

– No właśnie nie. Nie wiem, kim trzeba być, by zarezerwować tutaj lożę, szczególnie dziś, bo to oficjalne otwarcie… – Skrzywił się i chyba wypatrzył w tłumie kogoś znajomego. – Max! Max! – zawołał.

Chłopak odwrócił się do nas i spojrzał na mnie. Wszyscy jego koledzy byli przystojni? Wysoki, szczupły, blond włosy i niebieskie oczy. Gdy się uśmiechnął, i ja automatycznie to zrobiłam. Miał dość kanciastą szczękę i cudowne, odstające uszy, które dodawały mu uroku. Ruszył w naszą stronę i wpadł Taylerowi w ramiona.

– Stary, myślałem, że nie zaliczymy tej pieprzonej neuropsychologii!

– Mówiłem ci, że damy radę! – Poklepali się po plecach i spojrzeli na mnie.

– Gdzie dorwałeś taką ślicznotkę? Pięć godzin temu dzwoniłeś, że jesteś sam… – powiedział chłopak, po czym wyciągnął do mnie dłoń.

– To moja kuzynka, Max…

Mrugnęłam do niego konspiracyjnie. Umówiliśmy się, że jestem jego kuzynką, to też rodzina, a nikt nie powinien się o to przyczepić.

– Kuzynka? Jak masz na imię, kuzynko?

Nie wiem, dlaczego się roześmiałam. Max był po prostu uroczy.

– Reb – odpowiedziałam i upiłam łyk swojego drinka. O matko! Ale mocny. Skrzywiłam się.

– Jestem Max! Najlepszy tancerz w tym klubie i najlepszy przyjaciel twojego marnego kuzyna! – przedstawił się, za co dostał kuksańca od Taylera, a ja się roześmiałam.

– Miło cię poznać, Max!

– Skoro jest jasne, że to nie twoja panienka, to ja od razu ją porywam! – oświadczył, chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie.

O rany!

– O nie! Reb ma narzeczonego, Max! Bez głupich numerów! – Tayler na szczęście odciągnął mnie od niego.

– Narzeczonego? – Max się skrzywił. – Ale zatańczyć chyba można, co? – Grymas na jego twarzy zmienił się w uśmiech, a on już ciągnął mnie na parkiet.

Co się ze mną działo? Przecież nigdy nie miałam problemu ze spławianiem facetów. A teraz? Gdzie się podziała wtedy moja asertywność?

– Max, ale ja nie tańczę! – postawiłam się w końcu.

– Oj, daj spokój! Rozumiem, że jesteś zajęta i nic nie będę próbował…

– Nie o to chodzi. Po prostu nie mam ochoty…

Zatrzymałam się i wyrwałam dłoń z jego ręki.

– Nie masz pojęcia, co tracisz! Ja naprawdę dobrze tańczę! – Roześmiał się i zaczął wykonywać wokół mnie coś, co chyba miało być tańcem.

O mój Boże! Nie umiałam się nie roześmiać. Jego ruchy to było po prostu mistrzostwo świata, naśladowanie Gorączki sobotniej nocy, Michaela Jacksona i Elvisa. Ludzie wokół nas zrobili miejsce, by Max spokojnie dokończył swój powalający na kolana ze śmiechu układ. Na sam koniec ukłonił się i nawet dostał brawa.

– No, faktycznie, robi wrażenie! – powiedziałam, gdy podszedł do mnie tanecznym krokiem.

– Więc wyluzuj, Reb, i chodź! Zawładniemy parkietem! – krzyknął, wyszczerzył szereg białych zębów i pstrykając palcami, poruszył tułowiem do rytmu piosenki.

– Skąd wiesz, że dotrzymam ci kroku?

– Nie wiem! Zaraz sprawdzimy! – zawołał, po czym chwycił mnie w pasie i pochylił nad parkietem, aż pisnęłam.

O cholera! Zaczęliśmy wirować i od razu zrozumiałam, że tamto to były wygłupy. On naprawdę umiał tańczyć, a ja, o dziwo, poczułam się całkiem swobodnie. Widziałam, jak Tayler nam się przygląda, ale nie zauważyłam złości czy wkurzenia w jego spojrzeniu. Myślałam tylko o tym, by Sed się nie dowiedział, to wszystko powinno być w porządku, zresztą czy ja robiłam coś złego? Po prostu tańczyłam z przyjacielem mojego brata, do cholery! Już po chwili Max obracał mną na parkiecie, a ja bawiłam się po prostu cudownie. Przypomniały mi się imprezy z Treyem, on też świetnie tańczył i zawsze dobrze się z nim bawiłam. Dołączył do nas Tayler i kilku kolegów. Dlaczego byłam jedyną dziewczyną w towarzystwie? No tak! Przecież oni nie mieli czasu na kobiety, przynajmniej tak mówił mój brat.

 

– Dobrze się bawisz? – Tayler odbił mnie Maxowi, z którym wywijałam praktycznie cały czas. Zdążyłam już wypić chyba ze trzy mocne drinki i byłam cudownie odurzona.

– Jest super! Dzięki, że mnie namówiłeś! – odkrzyknęłam, nachyliłam się i cmoknęłam go w policzek.

– Do usług! – Max uściskał mnie serdecznie.

– Muszę do kibelka! – Przeprosiłam wszystkich i ruszyłam w stronę toalet, zgarniając po drodze kolejnego drinka. Gdyby Sed dowiedział się, ile wypiłam, to dopiero by było. W barze podałam kartę płatniczą, którą dostałam od niego, bo głupio mi było korzystać z pieniędzy ojca. Wszystkie transakcje będą zapewne na wyciągu bankowym. To, że przed chwilą zamówiłam dla wszystkich dwie kolejki, też, ale nie zamierzałam się przejmować. Byłam rozsądna i wiedziałam, że nic złego przecież się nie stanie.

„Jezu! Nigdy nie dopcham się do kibelka” – pomyślałam. Przede mną czekało chyba ze trzydzieści dziewczyn, bo jedna z toalet miała awarię. Kurwa mać! Gdyby to było Los Angeles, to wyszłabym z klubu i wysikała się gdzieś pod drzewkiem, a Trey by mnie osłaniał. Ile razy tak było? Z milion! Rozejrzałam się, co by tu wykombinować, i mało się nie przewróciłam, patrząc, kto się we mnie wpatruje. Chyba na chwilę zapomniałam, jak się oddycha, bo spodziewać bym się mogła wszystkich, dosłownie wszystkich, ale nie tego, że zobaczę tu akurat jego…

– Jack! – pisnęłam, gdy ruszył w moją stronę. Matko kochana, co on tam robił?

– Cześć, Reb! Cóż za spotkanie… – odparł, zmierzył mnie wzrokiem i cmoknął w policzek.

Odsunęłam się, czując te jego okropne perfumy. Boże! Zawsze mnie od nich mdliło.

– Cz-cześć… – zająknęłam się. Nie wiem, dlaczego od razu poczułam, że stanie się coś złego. Jego obecność kompletnie popsuła mi humor.

– Jaka jesteś opalona, jaka… śliczna! – zauważył. Obszedł mnie, patrząc na mój tyłek.

Spojrzałam w stronę chłopaków błagalnym wzrokiem, ale żaden nie patrzył w moim kierunku.

– Dzięki. Pójdę już… – powiedziałam. Byłam kompletnie sparaliżowana.

– Nie zatańczysz ze mną nawet? – zapytał i chwycił mnie za dłoń, ale ją wyrwałam.

– Nie, Jack! Wybacz, ale nie mam ochoty z tobą rozmawiać! – udało mi się wydusić.

– Nie chcę rozmawiać, chcę zatańczyć! – powtórzył, po czym zbliżył się, przypierając mnie do lodowej ściany. Było mi jednak tak gorąco, że nawet tego nie poczułam.

– Jack, odwal się! Dobrze wiesz, że w ogóle nie powinniśmy zwracać na siebie uwagi!

Odepchnęłam go i chciałam odejść. Nie miałam zamiaru z nim gadać, tańczyć… Po ostatnim starczyło mi już awantur.

– A co ty taka agresywna? Ja do ciebie miło, sympatycznie, a ty co… – Chwycił mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.

– Zostaw mnie, palancie! – ryknęłam, gdy wpadłam w jego ramiona.

– Nie ma tu dziś z tobą twoich ochroniarzy?! A może zaraz ktoś znowu przywali mi w mordę, co? – wycedził, patrząc na mnie wściekły.

On był, kurwa, nienormalny.

– Zostaw mnie! Jestem z bratem i niczego od ciebie nie chcę… – warknęłam. Nie powinnam się go bać, bo to tylko pogarszało sprawę. Gdy on czuł, że się boję, miał nade mną przewagę.

– Z kim jesteś? – Roześmiał się szyderczo. – Z tego, co wiem, to twoja pożal się Boże matka nie ma innych dzieci! Więc mi tu nie ściemniaj! – Chwycił mnie gwałtownie za szczękę.

– Jezu, Jack, puść mnie! – zawołałam, a łzy napłynęły mi do oczu.

– Jesteś najbardziej wkurwiającym stworzeniem na tym świecie! Czemu mi się tak zawsze opierasz, do cholery?! Już dawno miałabyś to za sobą… – wrzasnął na mnie, aż zwrócili na nas uwagę ludzie stojący w kolejce do kibelka.

– Co? Co niby?!

Spojrzałam na niego oniemiała. Dopiero wtedy dostrzegłam, że był kompletnie naćpany. No tak! Diler stał się ofiarą własnego biznesu. Zbliżył swoją twarz do mojej, a ja zamarłam, myśląc, że chciał mnie pocałować.

– Już dawno powinienem cię wyruchać, ty suko! Ile jesteś mi winna za te wszystkie dragi, które ci załatwiłem?!

– Sam proponowałeś! Nie chciałeś pieniędzy! – odparłam, marszcząc brwi.

– Jesteś, kurwa, taka głupia, że się nie domyśliłaś, jakiej zapłaty oczekuję?! – zapytał przez zaciśnięte zęby.

– Najwidoczniej, palancie! – krzyknęłam wściekła. Kurwa! No w życiu się nie spodziewałam, że go tam spotkam. Prędzej uwierzyłabym, że zobaczę UFO, niż w to, że akurat on tam będzie.

– Jesteś tu sama! Nikt cię dziś nie ochroni… – zagroził i nachylił się jeszcze bliżej, myśląc, że dam się mu pocałować.

Zamachnęłam się i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Jack zrobił taką minę, jakby zobaczył ducha. Powinien jednak się spodziewać, że dostanie w mordę za to, co mówił.

– Popierdoliło cię już do reszty, psycholu! – ryknęłam i chciałam się odsunąć ale zablokował mnie między ścianą a dwiema lodowymi kolumnami. Jezu, gdzie był Tayler? Powinien się zorientować, że coś długo nie wracałam. Nie był pewnie przyzwyczajony, że musi kogoś pilnować, więc w sumie nie miałam co się dziwić.

– Ty dziwko! – Jack tymczasem zamachnął się i mi oddał. Głowa poleciała mi do tyłu, bo to nie był delikatny policzek, on mi normalnie przywalił, jak facetowi. Gdyby nie ściana za mną, upadłabym do tyłu. Byłam w takim szoku, że nawet nie poczułam bólu… wręcz odwrotnie. Wywołało to u mnie jakiś atak szału. Rzuciłam się na niego z łapami, okładając mu głowę zaciśniętymi pięściami. Odepchnął mnie, a ja pociągnęłam za łańcuszek, który zawsze nosił na szyi, kiedyś mi mówił, że to była chyba jakaś pamiątka rodzinna czy coś… Złoty łańcuch rozerwał się i został w mojej dłoni. O matko! Nawet nie byłabym w stanie opisać jego miny. Jakby miał mnie normalnie zaraz zabić. Zacisnął pięści i ruszył w moją stronę, zamachnął się, ale w ostatniej chwili ktoś złapał jego nadgarstek tuż przy mojej twarzy. Zamknęłam oczy, czekając na uderzenie, jednak ono nie nastąpiło.

– Zostaw ją! – usłyszałam męski głos i otworzyłam niepewnie jedno oko.

Nie wierzyłam w to, co widzę. Co to miało być, do cholery? Zjazd ludzi z Los Angeles? Moim oczom ukazał się Thomas! Tak! Dokładnie ten Thomas! Właściciel Sixty Nine, ten sam, który proponował mi pracę…

– Pożałujesz tego, ty suko! – Jack wrzasnął na mnie, poprawił kołnierzyk swojej czarnej koszulki i zniknął w tłumie, a ja stałam jak oniemiała.

– Nic ci nie jest? – Thomas zbliżył się i dotknął mojej twarzy. Dopiero teraz poczułam ból. Skrzywiłam się…

– Nie. Chyba nie… – odpowiedziałam. Byłam w szoku. Czy to, kurwa, jakiś sen? Żart? Co oni tam robili?

– Kto to był? Znasz tego człowieka? – zapytał spokojnie, nadal muskając mój obolały policzek. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że to robił. Odsunęłam się.

– Tak, to mój znajomy…

– Znajomy? – Thomas się skrzywił. – Chyba nie za bardzo życzliwy…

– Jack to palant. Nigdy go nie lubiłam… – odpowiedziałam i spojrzałam na Thomasa. Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętałam. Elegancki, przystojny, opalony…

– Trzeba przyłożyć lód. Chodź, piękna! – powiedział i podał mi łokieć.

– Nie trzeba, nawet za bardzo nie boli…

– Widziałem na monitoringu, jak cię uderzył. Moja ochrona dała ciała, że nie zdążyła interweniować. Wybacz…

Jego ochrona?

– Jesteś właścicielem tego klubu? – Skrzywiłam się.

– Tak, mam sieć klubów w całym kraju, Rebeko – odparł z delikatnym uśmiechem na twarzy.

– I jesteś tu przypadkiem?

– Nie. Dziś jest oficjalne otwarcie, a ja jako właściciel musiałem się tu zjawić, choć nie bardzo chciałem, ale widzę, że jednak było warto… – wyjaśnił, po czym znowu dotknął mojego policzka.

Wzdrygnęłam się.

– Jestem ze znajomymi, Thomasie, nie będę zawracać ci głowy. Masz pewnie sporo spraw na głowie.

– Pozwól, proszę, że chociaż to obejrzę w spokojnym miejscu… – poprosił i ponownie musnął palcami mój obolały policzek.

– Reb! Jezu, Reb, gdzie ty się podziewasz?! Szukam cię od piętnastu minut! – Usłyszałam głos Taylera. Oboje z Thomasem spojrzeliśmy w jego stronę.

– Kolejka była długa… – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego.

– Thomas Garrido! – Mój wybawca wyciągnął dłoń, wchodząc mi w słowo.

– Tayler Donovan, brat Reb! – Tayler objął mnie i cmoknął w policzek.

– Ała! – Skrzywiłam się. Cholera! Miałam nadzieję, że nie zrobi mi się limo, bo wtedy to już bym się nie wytłumaczyła.

– Brat? – Thomas uniósł brew i spojrzał na mnie.

– Tak, brat, a ty to kto? – Tayler zmierzył go wzrokiem.

– To mój znajomy z Los Angeles. Spoko… – powiedziałam i położyłam dłoń na piersi mojego brata, by się uspokoił. Chyba za bardzo wziął sobie do serca słowa Seda, że miałam z nikim nie gadać. W sumie dobrze, że nie widział tej akcji z Jackiem.

– Jestem właścicielem tego miejsca. Może macie ochotę przejść do prywatnej sali? Jest tam nieco ciszej, można usiąść i spokojnie porozmawiać… – Taylerowi aż oczy zabłysły.

– No pewnie, że chcemy! Nie chwaliłaś się, siostra, że znasz właściciela!

– To duży przypadek, że w ogóle tu jestem. Nie miałam o tym pojęcia… – odpowiedziałam, próbując poukładać sobie to wszystko w głowie. To naprawdę był bardzo, bardzo duży zbieg okoliczności.

– Nie wierzę w przypadki. Chodźmy… – Thomas położył dłoń na moim krzyżu i pokazał, byśmy ruszyli w stronę schodów prowadzących na półpiętro.

– Ale nas jest więcej… – wtrącił Tayler.

– Zaproś, kogo chcesz, Tayler. Macie wszystko na mój koszt…

O rany! Mój brat mało nie podskoczył ze szczęścia. Pomyślałam, że chyba nie brakuje mu pieniędzy, więc czym tak się ekscytował? Weszliśmy po schodach, a potem jeszcze wyżej do loży, z której widzieliśmy cały klub. Było tam przyjemnie chłodno i o wiele bardziej intymnie. Dominował nie niebieski, lecz czerwony kolor… To było bardzo podniecające miejsce, od razu przypomniałam sobie, jak Sed pieprzył mnie w Sixty Nine w loży jakichś nieznajomych osób. Zapragnęłam do niego zadzwonić i usłyszeć jego głos.

– Gdzie chłopaki? – zapytałam. Obejrzałam się, widząc, że przyszliśmy tutaj sami.

– Zaraz pewnie dołączą. Pokaż mi to… – Thomas chwycił moją twarz w dłonie i przyjrzał mi się.

– Nic mi nie będzie.

– Co to za dupek, który bije kobiety? To jakiś twój były facet? – Sięgnął do wiaderka od szampana po kostki lodu i zawinął w chusteczkę, po czym przyłożył do mojego policzka.

– Nie, mówiłam przecież, że to znajomy. Stary znajomy… – odparłam i wsunęłam się na miękką, pokrytą czarną skórą kanapę w półokrągłej loży.

– Dlaczego cię uderzył? Moi ludzie na pewno go już wyrzucili…

– Nigdy się nie dogadywaliśmy. Ja też mu przywaliłam… – poinformowałam i uśmiechnęłam się głupio. W tym momencie żałowałam, że to był tylko policzek. Mogłam się nie patyczkować i walnąć go porządnie.

– Twarda z ciebie sztuka, Rebeko…

– Oj, nawet nie wiesz, jak bardzo. Dziękuję… – odparłam i spojrzałam na niego, odrywając lód od policzka.

– Chyba nie będzie śladu, ale dla pewności potrzymaj tak jeszcze przez chwilę.

– Nie musisz iść na dół? – zapytałam. W końcu to był jego klub, a dziś było oficjalne otwarcie.

– Poradzą sobie sami – powiedział, po czym przysunął się do mnie i położył dłoń na oparciu tuż obok mojej głowy.

Oho!

– Jak do mnie dzwoniłeś, to byłeś w Nowym Jorku? – zmieniłam temat.

– Nie. Przyleciałem dziś rano i Bóg mi świadkiem, że wszystkich bym się spodziewał tu dziś zobaczyć, ale nie ciebie, piękna… – Uśmiechnął się szeroko.

– Pomyślałam tak samo. To zupełny przypadek, że w ogóle tu jestem…

– Jak już mówiłem, nie wierzę w przypadki… – Thomas przez marynarkę musnął palcami moje ramię.

O rany! Miał zamiar do mnie zarywać? Przecież wiedział, że miałam narzeczonego. Gdzie był ten Tayler, do cholery?

– Wiesz, chyba powinnam już iść… – bąknęłam i odsunęłam się, by zwiększyć dystans między nami.

– Nie bój się. Nie będę ukrywał tego, że bardzo mi się podobasz, Rebeko, ale wiem, że jesteś zajęta. Po prostu spędźmy ten wieczór razem, jako znajomi…

– Ale ja nie powinnam. Mój facet jest bardzo zazdrosny i wkurzy się, jeśli się dowie, że cię tu spotkałam… – przyznałam szczerze. Co miałam mu ściemniać?

– A to nie masz prawa nawet rozmawiać z innymi mężczyznami? – Skrzywił się, wbijając we mnie intensywne spojrzenie.

 

– Nie chcę go denerwować. Naprawdę dziękuję, że mnie uratowałeś i w ogóle, ale powinnam już iść…

– Nie zostaniesz nawet na drinka? – zapytał, podnosząc się razem ze mną.

– Nie.

– A mogę liczyć na to, że faktycznie zadzwonisz do mnie, jak wrócisz do L.A.?

Spojrzałam na niego. O rany! To było aż takie oczywiste, że nie miałam zamiaru zadzwonić?

– Skasowałam twój numer – powiedziałam, zmarszczyłam nos, a on się roześmiał.

– Tak myślałem. Proszę, to moja wizytówka… – odparł i włożył mi ją w kieszonkę marynarki na wysokości piersi. – Zadzwoń, proszę. Jedno spotkanie, powiem, co mam ci do zaoferowania, jeśli ci się nie spodoba, odmówisz…

– Postaram się zadzwonić.

– Mam nadzieję. Dobrze, w takim razie już cię nie zatrzymuję, Rebeko. Twoi znajomi są pewnie piętro niżej, w loży. Wszystko jest na mój koszt, więc bawcie się dobrze…

Wyszliśmy zza stolika.

– Dziękuję, no i gratuluję kolejnego imponującego klubu! – powiedziałam, a następnie wyciągnęłam dłoń, by się pożegnać.

– Dziękuję. Do zobaczenia, piękna… – Thomas chwycił ją i przyciągnął mnie do siebie, chcąc pocałować w policzek. Zrobił to bardzo blisko ust, praktycznie w sam ich kącik. Po tym uciekłam stamtąd jak najszybciej. Jezu! Miałam chyba dość tego wieczoru. Chciałam do domu… do Seda…

***

Tayler balował z chłopakami w prywatnej loży. Poczuli się chyba panami świata i zaprosili nawet jakieś panienki. Na stole stały trzy butelki Bollingera, mnóstwo szklanek z różnokolorowymi drinkami i jedzenie. Nie chciałam psuć im zabawy, więc wcisnęłam się w kąt i zaczęłam jeść przystawki. Były naprawdę pyszne. Pokazałam Taylerowi, że wszystko okej i żeby bawił się dalej. Wyjęłam telefon, by sprawdzić, czy Sed przypadkiem nie dzwonił. On nie… ale Erick chyba ze dwadzieścia razy, a od Seda był tylko esemes sprzed godziny, że tęskni i kocha. Uśmiechnęłam się głupio sama do siebie i odpisałam, że jestem napalona i jutro koniecznie musi mnie porządnie przelecieć. Nie odpisał, co oznaczało, że zapewne już spał.

Nie zostało mi nic innego jak picie i jedzenie. Odzyskałam humor po tej akcji z Jackiem i wróciłam z chłopakami na parkiet. Bawiliśmy się jak szaleni. Dobrze było wiedzieć, że mam takiego zabawowego brata. Byłam pewna, że gdy odwiedzi mnie kiedyś w Los Angeles, to dopiero pokaże, na co go stać. Stwierdziłam, że muszę go poznać z chłopakami z zespołu. Raczej nie wyglądał na ich fana, ale pomyślałam, że nieźle by potrafił z nimi zabalować. Widziałam, ile wypił i że całkiem dobrze się trzymał.

Koło trzeciej nad ranem mój odpowiedzialny brat wezwał nam taksówkę i zarządził powrót do domu. Byłam już wtedy totalnie pijana. Ubawiona opowieściami chłopaków z ich szpitalnych praktyk, pożegnałam się ze wszystkimi i zeszłam do wyjścia. Tayler dołączył do mnie po chwili i razem wyszliśmy z klubu. Przy samych drzwiach zauważyłam Thomasa, który znowu mi się przyglądał. Pomachałam mu wylewnie, a on uśmiechnął się i pokazał gestem, bym do niego zadzwoniła. Chyba wypadało, bym to zrobiła, choćby z grzeczności, że cały wieczór chlaliśmy na jego koszt. Jak ja miałam powiedzieć o tym Sedowi? Nie wiedziałam…

***

Nie pamiętam, jak dotarłam do mieszkania Taylera. Ostatnie, co kojarzę z tej szalonej nocy, to to, jak wysiedliśmy kilka przecznic od apartamentu, by iść na kebab. Pierwsze, co poczułam, gdy otworzyłam oczy, to moje bolące stopy i równie obolała twarz. O rany! Zerwałam się z łóżka, by sprawdzić w lustrze, czy mam ślad po ataku Jacka. Chyba jeszcze wtedy nie wytrzeźwiałam i… zaraz, zaraz… Dlaczego ja spałam z Taylerem? Mój brat właśnie dłubał sobie w nosie przez sen i mamrotał coś niezrozumiałego. Oboje byliśmy w ubraniach, nie mieliśmy tylko butów. Cholera! Byliśmy aż tacy pijani, że ojciec musiał nas położyć? Mój Boże, ale przypał!

Pokuśtykałam do łazienki i odetchnęłam z ulgą. Nie miałam śladu! Dzięki ci, Panie! Nie wiem, dlaczego było mi tak do śmiechu, ale roześmiałam się w głos, robiąc siku. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że wczoraj tego nie zrobiłam. Dobrze, że się, kurwa, nie posikałam w majtki! Włosy śmierdziały mi fajkami, na bluzce miałam wielką plamę z czegoś, czego nie rozpoznałam. Pachniała majonezem i tuńczykiem. Nie byłam pewna, czy ktoś mnie obrzygał, czy sama się ubrudziłam, jedząc przystawki. To było ohydne.

Rozebrałam się i weszłam pod wielki prysznic z deszczownicą. Kurde! Pomyślałam, że powinnam kiedyś bzyknąć się z Sedem pod czymś takim. U nas w nowym domu też była deszczownica. Zaczęłam się śmiać, widząc na półeczce szampon truskawkowo-czekoladowy dla dzieci. Też lubiłam te dziecięce szampony, ale w życiu bym nie pomyślała, że Tayler takich używał. Pożyczyłam sobie od niego szlafrok z Supermanem i wyszłam z łazienki z turbanem z ręcznika na głowie. Prysznic dobrze mi zrobił i chyba trochę wytrzeźwiałam. Nie miałam pojęcia, która była godzina, ale brat i ojciec jeszcze spali, więc pozwoliłam sobie zrobić śniadanie. Pomyślałam, że będzie im miło.

Nie sądziłam, że można narobić takiego bałaganu przy robieniu śniadania. Kurwa! Nie chciało mi się tego sprzątać. Dumnie spojrzałam na omlety, które przygotowałam, i stwierdziłam, że w sumie skoro ja gotowałam, to oni będą zmywać. Tak było sprawiedliwie.

– Co tak pachnie? – Do kuchni w samych bokserkach wszedł skacowany Tayler. Zapewne brał prysznic, bo miał mokre włosy.

– Zrobiłam dla nas śniadanie! – powiedziałam dumnie i pokazałam na stół, na którym nakryłam dla trzech osób.

– Taty to pewnie nie ma, skoro go tu nie widać, ale ja chętnie zjem! – Usiadł zadowolony i wypił na raz szklankę soku, który przed chwilą wycisnęłam z marchewki, jabłka i pomarańczy.

– A gdzie jest?

– W pracy. Wiesz, on ma dużo obowiązków. Pracuje nawet w niedziele, jak trzeba…

– Aha – mruknęłam i usiadłam naprzeciwko brata, podając mu talerz.

– Nie otruję się? – Tayler spojrzał na omlet, a potem na mnie.

– Nie wiem, jeszcze nie jadłam! – Roześmiałam się.

– Dobra, ja pierwszy! – Udał, że się krzywi, i ukroił omlet, po czym wsadził go do ust. Przeżuł, złapał się za szyję i spadł z krzesła. Roześmiałam się jak głupia.

– Mam wzywać pogotowie?

Tayler, leżąc na podłodze, otworzył jedno oko i spojrzał na mnie.

– Nie, no, wiesz, głupio tak, w końcu studiuję medycynę! – zakrzyknął, wstał i zaczął jeść.

– Nie jest źle?

– Żartujesz sobie? Jest pyszne, ten twój facet ma szczęście, jeśli mu takie śniadanka robisz… – odpowiedział z pełnymi ustami.

– Tak naprawdę jeszcze nie miałam okazji zrobić mu śniadania. – Skrzywiłam się. Cholera, faktycznie! Nigdy nie zrobiłam dla Seda śniadania, to znaczy odkąd się obudziłam.

– A ile wy jesteście razem?

– Nie wiem, jak to liczyć…

Podrapałam się po głowie i także zaczęłam jeść. Całkiem dobre wyszły mi te omlety. Byłam z siebie dumna.

– No jak: jak? Od pierwszego bzykania… – Roześmiał się, a ja prawie zakrztusiłam się własnoręcznie zrobionym śniadaniem.

Tayler nachylił się nad stołem i poklepał mnie po plecach.

– Ale ja pierwszego bzykania nie pamiętam… – wydusiłam z siebie, prawie płacząc ze śmiechu. Już wtedy wiedziałam że będę miała z nim świetny kontakt.

– No tak, tata mówił. To musi być cholernie ciężkie, tak nie pamiętać części swojego życia, co? – zapytał Tayler i spojrzał na mnie współczująco.

– W sumie to już się chyba przyzwyczaiłam, wiesz.

– I naprawdę nic sobie nie przypomniałaś? – zapytał, przesiadł się zza stołu i usiadł obok mnie.

– Nic, co chciałabym pamiętać.

– Przykro mi, Reb… – powiedział cicho i przytulił mnie czule.

– Nie gadajmy o smutach! Lepiej mi o sobie opowiedz, bo jeśli zrobiłeś to wczoraj, to ja nic nie pamiętam…

– Boże, ja też! Dawno się tak nie urżnąłem!

Oboje się roześmialiśmy. Dokończyliśmy śniadanie, a Tayler pozmywał i nawet nie narzekał, że zrobiłam taki bałagan. Okazało się, że było kilka minut po dziesiątej rano, więc oboje stwierdziliśmy, że nadal chce nam się spać. Rozłożyliśmy się więc w salonie na sofie i zasnęliśmy, oglądając jakiś program śniadaniowy.

***

Obudził mnie dźwięk interkomu. Tayler zwlekł się z sofy i półprzytomny poszedł do drzwi. Ja nawet nie drgnęłam. Nie miałam siły wstać, bo czułam moje pulsujące po całonocnych pląsach stopy. Zamknęłam oczy i chciałam zasnąć, ale Tayler wrócił i oznajmił:

– To ten twój Sedrick!

Spojrzałam na niego oniemiała.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?