Na szczycie. Gra o miłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Znowu będzie ci schodził kilka tygodni… – powiedział po chwili.

Nie chciałam, by przestawał muskać moją skórę. Zapragnęłam, żeby mnie wziął tam… w tej małej samolotowej toalecie.

– Sed, kochaj się ze mną… – Nie wiem, jakim cudem udało mi się to z siebie wydusić. Odwróciłam się do niego gwałtownie, bluzka podciągnęła mi się jeszcze wyżej, prawie ukazując dół piersi.

– Nie mogę… – Sed zacisnął pięści przy tułowiu i zamknął oczy.

Nie mogę? Co to, kurwa, miało znaczyć, że nie może?

– Nie możesz? – zapytałam z niedowierzaniem.

– Nie mogę. Nie chcę zrobić ci krzywdy…

Przecisnął się obok mnie i chciał wyjść, a tak naprawdę wyglądało, jakby uciekał. Chwyciłam go za ramię, by go zatrzymać. Przesunęłam się i oparłam o drzwi.

– Co ty wyprawiasz? – zapytał. W końcu spojrzał mi prosto w oczy.

– Albo ze mną porozmawiaj, albo mnie porządnie przeleć!

Sedrick zapewne miał w głowie miliardy myśli, widać to było w oczach, ale chwycił mnie gwałtownie i przyparł do drzwi. O Jezu!

– Tak! – jęknęłam ponownie i od razu objęłam go za szyję.

Gdy nasze usta się spotkały, aż zakręciło mi się w głowie. Sedrick zawładnął nimi tak zachłannie i namiętnie, jakby świat miał zaraz się skończyć. Praktycznie zdarł ze mnie szorty, a ja pośpiesznie ściągnęłam mu koszulkę przez głowę.

– Kurwa mać! – syknął, gryząc mnie w wargę, aż czułam krew w ustach. Sekundę później pozbył się mojej koszulki i rzucił ją na podłogę.

– Ach! – krzyknęłam, kompletnie napalona.

Sedrick rozpiął pasek od spodni, postawił mnie na podłodze i odwrócił tyłem do siebie. Oparłam policzek o zimne drzwi łazienki i położyłam ręce wysoko nad głową, wypinając się w jego stronę. Dźwięk rozrywanego opakowania prezerwatywy wprawił moje ciało w drżenie. Założył ją w sekundę i przywarł do mojego ciała. Poczułam jego twardy penis na plecach. Sed położył dłoń na moim brzuchu i zsunął niżej, aż do mojej kobiecości, zatopił we mnie palec, po czym przejechał nim wzdłuż rowka.

– Boże… – wyjęczał i chwycił mnie za pierś.

– Sed, kocham cię… – Ocierałam się o niego jak wariatka. Rozpaczliwie pragnęłam, by mnie wypełnił, by powiedział, że też mnie kocha… Zamiast tego dostałam mocnego klapsa w tyłek, aż podskoczyłam.

– Wypnij się! – powiedział stanowczo i chwycił mnie za biodra. Rozstawił szeroko moje nogi i przykucnął, by dopasować się do mojego wzrostu. Zamknęłam oczy i otarłam się tyłkiem o jego męskość. Jezu! Miałam wrażenie, że postradam zmysły, jeśli zaraz tego nie zrobi. Krzyknęłam, gdy nagle zamiast penisa w cipce poczułam palec w tyłku. Kurwa! On chyba nie zamierzał… Nie zdążyłam pomyśleć, a dokładnie to zrobił. Naparł na mnie, a jego penis znalazł się w moim tyłku.

– Chryste, Sed!

Złapałam go za dłoń, którą trzymał mnie za brzuch. To było naprawdę dziwne uczucie. Nie mogłam tego wytrzymać. Chciałam cofnąć pupę, ale mi nie pozwolił i wszedł jeszcze głębiej. O rany! Uświadomiłam sobie, że to kompletnie nie dla mnie.

– Nie opieraj się tak! – rzucił.

Nie wiedziałam, czy to był rozkaz. Zabrzmiało dziwnie.

– Sed, nie chcę… nie mogę tak… – wyjęczałam, krzywiąc się okropnie. Kurwa, no nie mogłam!

– Boli? – zapytał czule i poruszył się delikatnie.

O rany!

– Nie wiem. To takie…

– Nie zrobię ci krzywdy… – powtórzył te słowa kilka razy, za każdym razem wchodząc głębiej. Jęknęłam, gdy w końcu zaczęłam się przyzwyczajać. O Boże! Nie wiedziałam, co mam zrobić z rękami. Jedną oparłam o drzwi, a drugą ściskałam kurczowo dłoń Sedricka. Zaczęłam delikatnie odwzajemniać ruchy jego bioder.

– Och tak…

– Mocniej? – zapytał i wycofał się praktycznie w całości.

Mocniej? Chciałam mocniej?

– Tak! – odpowiedziałam podniecona do granic, a Sed wszedł we mnie z powrotem.

– Kurwa! – krzyknęliśmy, chyba oboje w tym samym momencie. Zamknęłam oczy i całkowicie się temu poddałam. Nie rozumiałam tych dziwnych nowych doznań i nie byłam pewna, czy mi się one podobają, ale moje ciało już zaczęło uczyć się kolejnych doświadczeń.

– Ej, długo jeszcze? Muszę się odlać! – Nagle zza drzwi usłyszałam głos Treya. Cholera! Kompletnie wybiło mnie to z rytmu.

– Dziesięć minut! – krzyknął Sed i pchnął, ale ja niestety tak się spięłam, że mnie zabolało. O matko! Jęknęłam, ale Sedrick na szczęście od razu się wycofał. – Przepraszam! – powiedział natychmiast, odwrócił mnie przodem do siebie, chwycił moją twarz w obie dłonie i spojrzał przerażony.

– Nic się nie stało… – odparłam, uśmiechnęłam się i dotknęłam jego cudownej twarzy.

– Nie powinienem w ogóle tego robić. Wybacz mi…

Spuścił wzrok, zdjął prezerwatywę i wyrzucił ją do kibla, spuszczając wodę. Chciał też podciągnąć spodnie, ale chwyciłam go za jego twardy penis. „O nie, Mills! Tak łatwo mi nie uciekniesz. Tak ci, kurde, obciągnę, że złość od razu ci przejdzie” – pomyślałam i zrobiłam. Padłam przed nim na kolana i bez pytania zaczęłam go szaleńczo i namiętnie ssać. Sedrick aż oparł się o ścianę i na szczęście nie protestował. Wiem, że to było trochę… hm… desperackie z mojej strony, ale cóż…

– O Boże, tak! – wyjęczałam, czując, jak jego penis pulsuje w mojej dłoni i ustach. Smak słonego płynu pod językiem sprawił, że kompletnie odleciałam. Ssałam go, pieściłam szaleńczo, opętana pożądaniem. „Jeśli nie dojdzie w moich ustach, to kompletnie zwariuję…” – pomyślałam.

– Reb, zaraz doj… – Sed opadł plecami na ściankę, a ja za nim. Wzięłam go głęboko w usta, a on zaczął dochodzić. Och tak! Boże! Tak tego potrzebowałam. Zacisnął kurczowo dłonie na moich włosach i chyba próbował nie krzyczeć. Usta miał rozchylone, a twarz wykrzywił w cudownym grymasie rozkoszy. Przełknęłam jego gorącą spermę i przyjęłam kolejną porcję. Nie wiem, co mnie naszło, ale dalej ssałam go namiętnie, a on nawet nie opadł. Gdy skończył wylewać się w moje gardło, ja pragnęłam go nadal i chyba jeszcze bardziej. Popchnęłam go więc na podłogę i dosiadłam, a on rozłożył się wygodnie, nie protestował.

– Sed… – jęknęłam, nadziewając się na niego.

Sedrick chwycił mnie za biodra i uniósł, by wejść we mnie jeszcze głębiej. Och! Zamknęłam oczy, bo tak bardzo tego pragnęłam. Słodkie uczucie wypełnienia ukoiło moje obolałe ciało, ale Trey znowu zaczął dobijać się do drzwi.

– Kurwa, szybciej, no!

– Moment! – krzyknęłam, ujeżdżając Sedricka na podłodze tej malutkiej samolotowej łazienki. Chwycił mnie z tyłu za szyję i przyciągnął, by pocałować. Zamruczał seksownie, czując smak swojej spermy w moich ustach.

– Nigdy. Więcej. Nikt. Cię. Nie. Dotknie. Oprócz. Mnie – wycedził przez zęby każde słowo. Dalej pchał mocno i doprowadził mnie do potężnego orgazmu. Odebrał mi oddech pocałunkiem, bym nie wrzasnęła. Moje ciało drżało, pragnąc więcej, a jednocześnie nie mogło znieść tych wszystkich doznań. Sedrick gryzł moją wargę, dając mi do zrozumienia, że mam nie odrywać swoich ust od jego. Oddychałam ciężko, ale było mi naprawdę dobrze. Błogi stan po ekstazie to coś, co naprawdę lubiłam.

Nagle, gdy byłam przekonana, że już skończyliśmy, on wstał ze mną na biodrach i posadził moją pupę na skraju umywalki. O Jezu! Znowu zaczęło się to szaleńcze tempo. Pieprzył mnie tak mocno, wchodził tak głęboko.

– Och, tak! – jęknęłam, owinęłam się wokół niego i ponownie oddałam mu się cała. Mógł ze mną zrobić, co chciał.

– Jesteś moja! Tylko moja, Rebeko! – wysapał, wbił się głęboko i poczułam, jak zalewa mnie od środka. W tym momencie ja również doszłam, zwiększając nasze doznania. Pocałowałam go namiętnie i wykończona opadłam w jego ramiona. Sed objął mnie w pasie i mocno przytulił. – Nigdy więcej mnie nie okłamuj – wyszeptał, całując mnie po włosach.

– Wybacz, nie chciałam… – powiedziałam i odchyliłam głowę, by na niego spojrzeć. Łudziłam się, że już wszystko będzie dobrze.

– Nadal jestem wściekły i ten seks nie znaczy, że wszystko jest w porządku – przerwał mi, wprawiając mnie w osłupienie.

– Co? – zapytałam z niedowierzaniem.

– Sprowokowałaś mnie. Doskonale wiesz, jak na mnie działasz. To się więcej nie powtórzy… – oświadczył, po czym wyszedł ze mnie delikatnie, pozostawiając okropną pustkę między moimi udami. Wciągnął spodnie na tyłek, chwycił koszulkę i wyszedł z łazienki. Trey prawie wszedł do środka, ale widząc mnie nagą, cofnął się o krok.

– Nie, no, kurwa, zaraz się zleję! – warknął i zamknął drzwi.

Ubrałam się szybko, ale gdy wsunęłam majtki, poczułam nasienie Sedricka, które ze mnie wypłynęło. Musiałam się jakoś ogarnąć nad kibelkiem. Dobrze, że były tam nawilżane chusteczki, bo majtki wyrzuciłam do kosza. Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam, co zrobić. Co on miał na myśli? Co się więcej nie powtórzy? Dalej miał zamiar nie dawać mi go dotykać? To był seks na pożegnanie? Boże! Dreszcz przeszedł mi po plecach, gdy o tym pomyślałam. W dodatku, kiedy uświadomiłam sobie, że wszyscy doskonale wiedzieli, co robiliśmy w łazience, i najpewniej nas słyszeli, wstydziłam się wyjść. Trey jednak znowu zaczął się dobijać, więc musiałam to zrobić.

– Mała, ja pierdolę, dłużej to już nie można?!

Praktycznie wyciągnął mnie ze środka, gdy otworzyłam drzwi. Po chwili usłyszałam jęk ulgi i nie wiem dlaczego, ale się roześmiałam. Rozejrzałam się. Jenna i Clark spali, Julka oglądała coś na laptopie, Simon chyba drzemał albo udawał, że śpi, Nicki i Sandra gruchali ze sobą jak dwa gołąbki, a Erick i Jess jeszcze nie wyszli z sypialni. Wróciłam na swoje miejsce, naprzeciwko mnie siedział Sed. Chciałam władować mu się na kolana, ale tak na mnie spojrzał, że zrobiło mi się zimno. Boże! To chyba naprawdę był seks na pożegnanie. Ścisnęło mnie w gardle, aż ledwo przełknęłam ślinę. Skuliłam się na fotelu, zerkając na niego niepewnie. Wziął drugi laptop i zaczął coś na nim robić, by mnie ignorować. Zaczęłam się wiercić, nie mogąc usnąć, na szczęście widziałam w łazience jakieś tabletki nasenne, więc postanowiłam jedną łyknąć. To nie był stilnox, więc nic nie powinno mi się stać. Wróciłam na swoje miejsce i zasnęłam dosłownie po piętnastu minutach.

 

– Reb! Reb, obudź się! – Ktoś wyrwał mnie z pięknego snu. Kochaliśmy się w nim z Sedrickiem w hamaku na tarasie. Ledwo otworzyłam jedno oko, a zobaczyłam właśnie jego. Nie wyglądał jednak na takiego zadowolonego jak w moim śnie. Wręcz odwrotnie, znałam ten wyraz twarzy. Nadal był wściekły…

– Dolecieliśmy? – zapytałam ochrypłym głosem. Strasznie chciało mi się pić.

– Tak, jesteśmy już na miejscu.

Podniosłam głowę i zobaczyłam, że kabina samolotu opustoszała. Wszyscy najwidoczniej już wyszli. Nie obudziłam się na lądowanie? Byłam tym zaskoczona. Zsunęłam z kolan koc, którym najwidoczniej ktoś mnie przykrył, i wstałam. Zrobiłam to jednak za szybko i zakręciło mi się w głowie. Uuu… niedobrze. Klapnęłam z powrotem na fotel i zachichotałam głupio.

– Dobrze się czujesz? – Sed spojrzał na mnie dziwnie.

– Doskonale… – wybełkotałam i podniosłam wzrok. Znowu widziałam dwóch Sedów? Trzech?

– Reb, wszystko w porządku? – Któryś z nich podszedł do mnie i kucnął obok mojego fotela. Świat wirował.

– Zaraz puszczę pawia… – Chyba nawet nie zdążyłam dokończyć zdania i dokładnie to zrobiłam. Porzygałam się prosto na jednego z Sedriców, w dodatku chyba trafiłam w tego prawdziwego.

– Kurwa, Reb!

Wstał gwałtownie, a ja zwymiotowałam ponownie, tym razem na dywan. O Boże! Czułam się tak samo jak…

– Chyba wzięłam stilnox… – wybełkotałam. Przecież na opakowaniu było napisane co innego. Cholera!

– Co?!

– W łazience były tabletki, to chyba znowu stilnox…

Prawie spadłam z fotela, tak bardzo kręciło mi się w głowie.

– Jakie tabletki?! – Sed od razu wyrwał do łazienki, by sprawdzić.

– W szafce… – dodałam słabym głosem, oparłam się o fotel i wzięłam głęboki oddech, by jakoś opanować bałagan w mojej głowie.

– To wzięłaś?! – Podbiegł do mnie, pokazując opakowanie.

Zamknęłam jedno oko, by przeczytać nazwę.

– Chyba…

Znowu zaczęłam chichotać.

– Kurwa, skąd to się tu wzięło?!

– To stilnox? – zapytałam.

– Nie! Odpowiednik! – Sed chwycił mnie na ręce i ruszył do wyjścia.

– Może nic mi nie będzie? – zastanawiałam się głośno. Nie wiem, dlaczego było tak mi do śmiechu. No bez przesady, tylko zwymiotowałam.

– Jesteś na to uczulona! Simon! Simon! – krzyknął w kierunku chłopaków, którzy właśnie pakowali się do taksówki.

– Co?!

Obaj z Treyem spojrzeli w naszą stronę.

– Weźcie drugą taksówkę. My jedziemy do szpitala… – rzucił w biegu do samochodu.

– Dlaczego?

– Bo wzięła znowu to gówno na sen! – odparł, po czym wpakował mnie do środka. Obok w foteliku siedziała Charlotte.

– O, słodziutka! – zaśmiałam się głupio, widząc to maleństwo.

– Ona się chyba tylko naćpała… – Trey nachylił się do samochodu i spojrzał na mnie.

– Trey, jak ja cię kocham… – wybełkotałam i wyciągnęłam do niego rękę, by mnie przytulił.

– Ja ciebie też, mała – roześmiał się i pocałował mnie w czoło.

– Idziemy na imprezkę?! – zawołałam z entuzjazmem, próbując wysiąść z samochodu.

– No oczywiście! Twoja imprezka właśnie się skończyła – odrzekł, po czym przypiął mnie pasem.

– Ja jednak wolę jechać do szpitala… – Sed zajrzał do środka i utkwił we mnie wzrok.

– Oj, Sedricku, ale z ciebie sztywniak…

Poklepałam go po policzku, cudownie zadowolona. Ale miałam odjazd! Jego mina była nie do opisania.

– No nie wiem…

– Sed, nic jej nie będzie, jedźcie do domu.

Simon wsiadł z drugiej strony, by znaleźć się obok Charlotte.

– Jedźmy wszyscy razem! – pisnęłam radośnie. „Kurwa! Z czego ja się tak cieszę?” – pomyślałam prawie jednocześnie.

– No dobra. Posuń się, Reb! – Sed niechętnie się zgodził i zajął miejsce obok mnie.

– Och, jak ja cię kocham! – krzyknęłam mu prosto do ucha i położyłam głowę na jego ramieniu.

– O rany! – Trey zaczął się śmiać, siadając na miejscu pasażera.

– Prosimy na Long Island – powiedział Sed i klepnął kierowcę w ramię.

Odpięłam pas, bez pytania władowałam mu się na kolana i zaczęłam szeptać do ucha jakieś zberezeństwa. Jezu, co mnie naszło? Seda w pierwszym momencie chyba wryło, a po chwili widziałam, że próbował się nie śmiać. Gdy zaczęłam opisywać, co chciałabym, aby zrobił z moją cipką, poczułam, jak jego twardy penis zaczął napierać na moje nogi.

– I żebyś założył ten swój kolczyk… – kontynuowałam, a Sed zaczął się śmiać. – A tak w ogóle, to chyba nie wypróbowaliśmy żadnego łóżka w domu twoich rodziców…

– I co z związku z tym? – zapytał i spojrzał na mnie rozbawiony.

– No nie wiem. Chcesz się bzykać? – wypaliłam, chyba zbyt głośno.

– Mała, aż tu cię słychać, podobał mi się ten kawałek o dobieraniu się do twoich cycków… – Trey się roześmiał.

– Nie podsłuchuj, świnio! – oburzyłam się i rzuciłam w niego czapką. Dlaczego miałam na głowie czapkę? No tak! Przecież w Nowym Jorku była zima.

– Trudno nie słuchać! Nawet pan taksówkarz słyszał! – dodał Simon.

– Słuchał pan? – Wsadziłam głowę między siedzenie kierowcy i Treya.

– Tak, panienko. Ma panienka bardzo bujną wyobraźnię… – odpowiedział facet i też się roześmiał.

– No wiecie co?! Wstyd tak podsłuchiwać!

– Oj, zamknij się już, mała! – Sed przyciągnął mnie do siebie.

– To co? Będziemy się bzykać? – zapytałam i spojrzałam na niego, zamykając jedno oko. Normalnie byłam na haju, dobrze, że chociaż nie tak jak wtedy. Pomyślałam, że to takie fajne uczucie… Że tak dawno nie byłam w stanie odurzenia, co kiedyś zdarzało mi się bardzo często. To było bardzo ryzykowne.

Zanim dojechaliśmy do domu, kompletnie odleciałam. Nawet nie byłam w stanie wysiąść z samochodu. Bezwiednie chichotałam, nie… nie chichotałam, to był głośny, głupkowaty śmiech. Jak po maryśce… Co to były za tabletki? Już obmyślałam plan, że dobrze byłoby mieć kilka w zapasie… na gorsze dni.

– Sed, poradzisz sobie z nią?

Cała trójka spojrzała na mnie, gdy klapnęłam na zaśnieżonych schodach domu Millsów i zaczęłam lepić małego bałwana między nogami.

– Raczej tak. Chyba nie będzie się awanturować… – powiedział dość niepewnie Sed.

– Jeśli mnie bzykniesz, to nie będę. – Wyszczerzyłam się jak głupia, a on pokręcił głową.

– Korzystaj, stary! To się chyba jeszcze nie zdarzyło, żeby ona miała taką chcicę… – Simon się roześmiał.

– Taaa… Nie wiem, czy jestem na to gotowy – Sed podszedł i podciągnął mnie, bym nie siedziała na śniegu.

– To dobranoc, chłopaki! My idziemy się bzykać… – poinformowałam ich i uwiesiłam się Sedowi na szyi.

– Dobranoc, mała! – Pomachali nam i wsiedli do taksówki.

– Gdzie mieszka Simon? – zapytałam, gdy Sed wprowadzał mnie do domu. Gdzie w ogóle byli Jess i Erick? No tak! Nowożeńcy pewnie pojechali do domu pana młodego. Prychnęłam pod nosem na tę myśl.

– Niedaleko stąd mieszkają jego rodzice. Chodź, Reb…

Cierpliwie rozsunął mi zamek w kurtce i zdjął buty.

– Jeszcze to… – Podałam mu szalik.

– Chcesz coś zjeść?

– Tak! Ciebie! – Kłapnęłam zębami przed jego klatką piersiową, a on się roześmiał.

– Pytam poważnie!

– A ja poważnie odpowiadam. Cholernie jestem napalona…

Zaczęłam się rozbierać ze sweterka.

– Dobra! Chodź na górę! – powiedział i zirytowany wywrócił oczami.

– No, teraz mówisz do rzeczy, Mills! – pochwaliłam go, a potem ruszyłam w stronę tych pieprzonych, niekończących się schodów. Gdy tylko weszłam na dwa, robiłam trzy kroki w tył.

– Pomogę! – Sed chwycił mnie i jednym ruchem przewiesił sobie przez ramię. Pisnęłam zadowolona i z tej radości klepnęłam go z całej siły w tyłek.

– O, już jesteście!

Na półpiętrze spotkaliśmy Gabriela. Uśmiechnął się na nasz widok. W innej sytuacji na pewno poczułabym się zażenowana, ale wtedy było mi wszystko jedno.

– Tak, tato, jesteśmy, ale Reb musi się położyć! – Sed ruszył dalej, a ja pomachałam do swojego przyszłego teścia.

– Dobranoc, Rebeko.

– Dobranoc, teściulku! – Wyszczerzyłam się głupio, a Sed parsknął śmiechem. Gabriel z niedowierzaniem pokręcił głową i też się roześmiał.

– Jutro będzie ci cholernie głupio przed wszystkimi! – ostrzegł mnie Sed, dając klapsa w tyłek.

– Oj tam, oj tam! – zawołałam.

Wyciągnęłam dłonie wzdłuż jego tułowia i dałam się zanieść do sypialni. Tylko dlaczego to była moja sypialnia? Sed położył mnie delikatnie na łóżku i zdjął mi skarpetki, jeansy, sweterek i koszulkę. Usiadłam w samej bieliźnie i patrzyłam, jak szuka w szafie piżamy.

– Chodź do mnie, Sed! – Położyłam się na plecach i przeciągnęłam jak kotka. Oho! Świat znowu zawirował.

– Rebeko, nie będę się z tobą pieprzył. Wybij to sobie z głowy… – powiedział nagle i podał mi piżamę.

– Co? Dlaczego?! – pisnęłam zaskoczona. Jak to: nie miał zamiaru się ze mną pieprzyć? A o czym ja mu szeptałam, a raczej starałam się szeptać, całą drogę z lotniska?

– Bo nie. Unieś ręce, przebiorę cię w piżamę… – poprosił.

Podszedł z koszulką i szortami w dłoni. Zrobiłam naburmuszoną minę, ale podniosłam ręce. Sed rozpiął mi stanik i założył koszulkę, po czym pokazał, bym się położyła, ściągnął mi stringi i zamienił je na szorty do spania.

– I co? Tak dobranoc i nic? – zapytałam. Zmrużyłam oczy, by widzieć jednego, a nie dwóch Sedów.

– Tak. Dobranoc… – Mój narzeczony przesunął mnie na poduszki i przykrył kołdrą.

– Ale ja nie chcę spać sama.

– Trudno, jakoś to przeżyjesz – odparł.

Nadal był zły? Myślałam, że mu przeszło.

– Gniewasz się na mnie? – zapytałam, robiąc specjalnie słodką minkę.

– Dobranoc, Rebeko… – szepnął i pocałował mnie w czoło.

W czoło!

– Będę miała bez ciebie koszmary – stwierdziłam, ale nic sobie z tego nie robił.

– Dobranoc… – powtórzył. A potem wstał, zgasił główne światło, zostawiając małą lampkę przy łóżku, i wyszedł. No wiecie co? Tego to jeszcze nie było. Oczywiście nie byłam w stanie wytrzymać w łóżku dziesięciu sekund, zgramoliłam się i ruszyłam do jego sypialni. Gdy tylko otworzyłam drzwi, zobaczyłam, że Sed stał dokładnie przed nimi.

– Miałaś iść spać! – powiedział. Skrzyżował ręce na piersi i chyba próbował się nie roześmiać.

– Nie mogę zasnąć.

– Nawet nie zamknęłaś oczu…

Od razu zauważyłam te jego cudowne dołeczki. Jezu, gdybym nie była taka naćpana tym lekiem, pewnie byłabym odrobinę lepsza w uwodzeniu.

– Nie chcę spać, chcę się kochać… – podjęłam kolejną próbę. Nie wiem, co mnie naszło. Sed miał rację, mówiąc, że następnego dnia będzie mi cholernie głupio, ale wtedy… wtedy miałam to gdzieś.

– Nie ma takiej możliwości. Wracaj do łóżka, bo zaraz znowu mnie wkurwisz… – ostrzegł, ale nie zabrzmiało to jakoś groźnie.

– Zrobię ci lodzika… – kusiłam, patrząc na niego zalotnie. To znaczy wydawało mi się, że zalotnie.

– Mój Boże, Reb! Idź spać!

– Nie chcesz? – Skrzywiłam się.

– Powiedziałem: idź spać! – Tym razem już warknął.

– O rany! Ale z ciebie palant!

Odwróciłam się na pięcie i poszłam do pokoju.

– A z ciebie zołza! Idź, kurwa, spać! Pogadamy jutro!

Sed wrócił ze mną, przykrył mnie i usiadł na skraju łóżka.

– Ale pogadamy?

– Tak.

– O czym? – dopytywałam, kładąc mu głowę na kolana.

– O ważnych sprawach. Proszę cię, idź spać…

– A ty co będziesz robił?

– Nic. Posiedzę tu i poczekam, aż zaśniesz, dobrze?

– Dobrze! – Znowu durnowato się uśmiechnęłam i zamknęłam oczy. Przyciągnęłam poduszkę do klatki piersiowej i z głową na jego kolanach kompletnie odleciałam. – Kocham cię, Sedricku… – wybełkotałam chwilkę przed tym, zanim zasnęłam.

***

Która godzina? Otworzyłam oczy, czując w głowie bolesne pulsowanie. Cholera! Znowu to samo… Nienawidziłam budzić się po lekach czy czymkolwiek takim. Po co ja to wzięłam? Dobrze, że nie skończyło się tak jak ostatnio, czyli wizytą w szpitalu. Podniosłam głowę i zobaczyłam, że obok spał Sedrick… w ubraniu. Czuwał przy mnie całą noc? Mimo potrzeby pójścia do kibelka przytuliłam się do niego, a on mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i przyciągnął mnie do siebie. Był z niego niezły kaloryfer… Już po chwili zrobiło mi się zdecydowanie za gorąco i nie było szans, bym zasnęła, wpatrywałam się więc w ten cudowny sufit.

 

Udało mi się jednak na chwilę przysnąć, bo po jakimś czasie obudził mnie nagły pisk. Ktoś wpadł do pokoju, wskoczył na łóżko i zaczął radośnie krzyczeć.

– Wujku! Wujku, wstawaj!

Byli to mały chłopczyk i troszkę starsza od niego dziewczynka. Oboje mieli blond włoski i byli ubrani w słodkie dziecięce piżamki. Sed obudził się, kompletnie nie wiedząc, co się dzieje. Spojrzał na mnie, potem na tych dwoje i przetarł oczy.

– Selena, Ethan, co wy tu…? – Nie zdążył dokończyć, a do pokoju wszedł mężczyzna. Uśmiechnął się szeroko, a jego błękitne oczy rozbłysły na widok Sedricka.

– No, młody, ja myślałem, że już nie masz problemów ze wstawaniem! – odezwał się ciepłym głosem i spojrzał na mnie.

– Brian! – Sed wyrwał z łóżka i wpadli sobie w ramiona.

– Witaj, braciszku!

– Ojciec się nie wygadał, że dolecicie!

Usłyszałam, jak ze wzruszenia zadrżał mu głos. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Dwójka dzieciaków wybiegła z sypialni, krzycząc coś o cieście Grace. Nie bardzo wiedziałam, jak mam się zachować. Poprawiłam koszulkę, szorty i niepewnie wstałam z łóżka.

– Chcieliśmy zrobić wam niespodziankę – powiedział Brian.

Obaj spojrzeli w moją stronę. Oho! Sedowi chyba nadal nie przeszło, bo nawet nie uśmiechnął się na mój widok.

– A to chyba jest nasza Rebeka? – dodał Brian i podszedł do mnie. Jego uśmiech bardzo przypominał uśmiech Seda i Gabriela.

– Wiele okropieństw na mnie nagadał ten twój braciszek? – zapytałam, wyciągając do niego dłoń.

Brian chwycił ją i przyciągnął mnie do siebie w niedźwiedzi uścisk.

– Tylko troszkę – wyszeptał mi do ucha i się roześmiał. – Witaj, ślicznotko! – zawołał głośno i wycałował mnie w oba policzki.

O dziwo nie poczułam się skrępowana.

– Cześć, Brian! Miło cię w końcu poznać! – przywitałam się.

Pocałował mnie jeszcze raz, i jeszcze. Był wysokim mężczyzną, wyglądał na starszego od Sedricka, mimo że byli w tym samym wieku. Miał włosy w miodowym kolorze i bardzo ładny uśmiech. Mogłam szczerze przyznać, że był też bardzo przystojny.

– Dobra, dobra! Koniec tych obmacywanek! – Sed stanął między mami i odciągnął mnie od brata.

– No, młody, miałeś rację! Jest urocza i słodka, dokładnie tak jak opowiadałeś! – Brian mrugnął do mnie ciepło i poklepał brata po plecach.

– Wiem. Gdzie Jill? – odpowiedział Sed, mało przekonująco zmieniając temat.

O rany! Nawet mnie nie objął, tylko stał obok jak jakiś znajomy, a nie mój narzeczony. Westchnęłam cicho. To miała być trudna przeprawa. Zresztą czego ja się spodziewałam?

– Na dole. Tata pokazuje jej te nowe narty… – odpowiedział Brian i spojrzał na mnie pytająco.

To było aż takie widoczne, że między mną a Sedem jest coś nie tak? Wzruszyłam lekko ramionami.

– Jedziecie do Aspen? – zapytał Sedrick i rzucił mi dziwne spojrzenie.

– Tak, w poniedziałek. Jill chce, by dzieciaki nauczyły się jeździć…

– Chodźmy na dół, Grace na pewno zrobiła śniadanie – zaproponował Sedrick, wskazując drzwi.

– Chciałabym najpierw się ubrać… – bąknęłam, patrząc na swoje szorty i koszulkę. Uświadomiłam sobie, że stałam w piżamie. O rany! Obaj bracia spojrzeli na moje gołe nogi, a Sed chwycił z krzesła szlafrok i podał mi go.

– Włóż to… – rzucił, po czym zmierzył wzrokiem moje piersi. Cholera!

– Wolałabym po prostu się ubrać… – powtórzyłam pod nosem.

– Jak chcesz – skwitował. – Chodź, ojciec chyba już zlał to wino własnej roboty… – zwrócił się do brata i razem ruszyli do drzwi.

– Zejdź do nas, jak się ogarniesz, Rebeko. Moja żona chce cię poznać… – Brian uśmiechnął się pocieszająco i po chwili już ich nie było.

Zrobiło mi się strasznie przykro. Sed nadal miał zamiar mnie tak traktować? Nie wiedziałam, jak długo będę w stanie znosić coś takiego. Pomyślałam także, że to, co stało się wczoraj w samolocie, to był błąd. Od razu zapragnęłam się wykąpać, by zmyć z siebie jego zapach, który cały czas czułam. Poszłam do łazienki i weszłam pod prysznic. Boże! Poczułam się jak dziwka. Dlaczego, skoro nie chciał ze mną być, pozwolił mi na to, co się stało? Dopiero teraz dotarło do mnie znaczenie jego słów i zachowanie. Pewnie miał zamiar odstawić szopkę przed rodziną, a po powrocie do Los Angeles kopnąć mnie w dupę. O nie! Na to na pewno nie mogłam pozwolić. Umyłam ciało kilka razy z rzędu, włosy także. Nie miałam pojęcia, ile to trwało, ale chyba dość długo, bo nagle zobaczyłam, że Sedrick stał w drzwiach łazienki i wpatrywał się we mnie intensywnie. Poczułam się skrępowana i chwyciłam ręcznik, by się zakryć.

– Wszyscy na ciebie czekają… – powiedział i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. W dłoni trzymał szklankę z bordowym płynem. To zapewne było wino ich ojca.

– Zaraz zejdę. Daj mi się ubrać… – odparłam, owinęłam się ciasno ręcznikiem i przeszłam obok niego. Napięcie między nami czuć było w powietrzu.

– Po południu planujemy rejs promem. Masz ochotę wybrać się z nami?

– Pytasz mnie o zdanie? Przecież nie pozwolisz mi zostać samej… – odpowiedziałam złośliwie. Skoro on miał zamiar tak się zachowywać, to ja też.

– Więc ubierz się ciepło, skoro wiesz, że jedziesz! – warknął, a jego oczy płonęły z wściekłości. Na szczęście jednak zostawił mnie samą.

Kurwa mać! Miałam ochotę krzyknąć ze złości. W dodatku zobaczyłam przez okno, jak w ogrodzie za domem Jess, Erick i jakaś kobieta (zapewne żona Briana) lepili bałwana z dzieciakami. Trójka? Brian miał trójkę dzieci? Dobrze wiedzieć.

W szafie znalazłam ładną dzianinową sukienkę w brązowym kolorze. Nie miałam pojęcia, skąd się tam wzięła, ale skoro to mój pokój, to znaczyło, że sukienka także należała do mnie. Z walizki wyciągnęłam czarny koronkowy komplet i pończochy do pasa. Osuszyłam włosy ręcznikiem i w samej bieliźnie poszłam do łazienki, by je wysuszyć. Cholera! Nie lubiłam tych doczepianych włosów. Moje już trochę odrosły więc pomyślałam, że może można by je odczepić i zrobiłabym sobie boba. Wiedziałam, że to już mało modna fryzura, ale moje włosy były dłuższe z przodu niż z tyłu i mógł wyjść z nich jedynie bob. Chwyciłam kucyk i przyglądałam się sobie w lustrze, jak by to wyglądało. Zawsze miałam długie włosy, ale może nadszedł czas na zmianę?

Zaczęłam robić głupie miny, próbując wyobrazić sobie siebie w takiej fryzurze. Znowu straciłam poczucie czasu, bo nagle Sedrick ponownie stanął w progu łazienki i chyba zamarł na mój widok. No tak! Byłam przecież w samej bieliźnie.

– Już wychodzę! – oznajmiłam. Udałam niewzruszoną jego obecnością, choć w środku cała się trzęsłam. W normalnej sytuacji zapewne rzuciłby się na mnie, a potem porządnie zerżnął, a tymczasem nie zrobił nic. Nawet mnie nie dotknął, tylko się gapił.

– Wkładasz tę sukienkę? – zapytał, zdejmując ją z wieszaka.

– Tak. Może być?

Podeszłam, specjalnie kołysząc biodrami, i otarłam się o niego. Ciekawa byłam, czy jest w stanie aż tak się opanować. Chciałam to sprawdzić.

– We wszystkim będziesz dobrze wyglądać, Reb. Proszę, pośpiesz się.

– Chciałabym spotkać się z moim ojcem – powiedziałam, po czym wzięłam od niego sukienkę, założyłam ją przez głowę i wygładziłam na biodrach.

– Dziś?! – zapytał, ewidentnie niezadowolony.

– Nie musi być dziś, ale obiecałam mu…

– Przyjedzie przecież w niedzielę na obiad.

– Co? – zdziwiłam się. I to bardzo.

– No, na niedzielny obiad. Nasz zaręczynowy obiad… – wyjaśnił Sed.

– A to jeszcze aktualne?

– Czy ty pytasz poważnie? – Skrzywił się, ja również. Już nic, kurwa, nie rozumiałam.

– Myślałam, że…

– Chcesz zerwać zaręczyny? – zapytał poważnie, ale oczy miał pełne paniki.

– Nie, ja nie…

– Ja też nie. – Chyba odetchnął z ulgą.

– Więc może porozmawiajmy…

– Porozmawiamy później, teraz naprawdę wszyscy na nas czekają, Rebeko.

– Mamy udawać, że jest w porządku? – spytałam, patrząc na niego przez ramię.

– Nie. Wszyscy wiedzą, co się stało…

– Co?! – pisnęłam. No, kurwa, cudownie! Cała jego rodzina wiedziała, że pocałowałam Ericka?

– Wiedzą o ślubie Jess i… – Sed zacisnął pięść i nawet nie był w stanie wymówić jego imienia.