Na szczycie. Gra o miłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla moich najwspanialszych i oddanych Czytelniczek,bez których to wszystko nie miałoby sensu.

Spis treści

NA SZCZYCIE. GRA O MIŁOŚĆ

CZASAMI ODNOSIŁAM WRAŻENIE, ŻE TO WSZYSTKO SEN. Mój Boże! Wstałam i po wyjściu z sypialni zobaczyłam, jak Erick Walter i chłopaki uprawiali jogę na tarasie. Że co?! Przetarłam oczy i… faktycznie. Erick, Simon, Trey i Nicki właśnie wykonywali pozycję „powitanie słońca”. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, a cztery pary oczu spojrzały w moją stronę.

– Nie śmiej się z nas, mała. To naprawdę fajne! – odezwał się Simon.

Po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Czy to działo się naprawdę? Cztery gorące, pokryte tatuażami ciała, mokre od potu i tak seksowne, że trudno oderwać wzrok, a ja mogłam patrzeć na nich do woli. Poprzedniego dnia wieczorem wszyscy do nas dolecieli i mieliśmy spędzić na Barbadosie jeszcze dwa dni, a potem niestety musieliśmy wracać do Los Angeles, bo chłopcy mieli zaraz wyruszyć w trasę. Nie myślałam o tym aż do dzisiejszego poranka.

Trzy tygodnie wakacji zleciały naprawdę szybko. Następnego dnia po zaręczynach okazało się, że wiedzieli o nich wszyscy. Wszyscy! Sed powiedział każdemu, że planuje mi się tutaj oświadczyć, i nikt się nie wygadał. Nawet mój ojciec nie puścił pary z ust. Sedrick zapytał, to znaczy poprosił go o moją rękę, gdy byliśmy w Nowym Jorku. Nie oczekiwałam, że zachowa się tak tradycyjnie i romantycznie, ale to sprawiło, że moja miłość do niego przekraczała wszelkie granice. Udało mi się również dodzwonić do mojej matki i porozmawiać z nią. Stwierdziłam, że powinna wiedzieć o tak ważnym wydarzeniu mojego życia, ale ona… Krótko mówiąc, miała to gdzieś. Rozmowa trwała może trzy minuty, bo nowy mąż ciągle pośpieszał moją matkę. Akurat wychodzili na kolację. Cholera! Nie znałam tego człowieka i nie chciałam się uprzedzać, a wiedziałam, że już go nie lubię. Postanowiłam nie mówić matce o tym, że poznałam Donovana. Miałam nadzieję, że kiedyś nadejdzie chwila, gdy matka wszystko mi wyjaśni i porozmawia ze mną szczerze. Nie chciałam, by ingerowała w moje życie, a tym bardziej, by mieszała w życiu Jamesa. To cudowny człowiek, bardzo ciepły, wyrozumiały i szczery. Obiecałam mu, że gdy będziemy wracać z wakacji, to zatrzymamy się na kilka dni w Nowym Jorku, by się z nim spotkać. Miałam przy okazji poznać swoje siostry i brata, syna jego żony – Alice. Podobno wszyscy nie mogli się doczekać. Ja w sumie też… choć nie ukrywam, że cholernie się denerwowałam.

– Gdzie reszta towarzystwa? – zapytałam, wracając myślami na ziemię.

– Pojechali gdzieś, Julia od rana chciała zobaczyć krokodyle. – Trey wyprostował się i upił łyk wody z butelki.

– Mała śpi? – spytałam ponownie, spoglądając w kierunku kołyski, w której leżał najmłodszy członek naszej rockowej rodziny.

Największą radością było dla mnie to, że Simon i Trey przylecieli tu razem z Charlotte. To najsłodsze stworzenie, jakie kiedykolwiek w życiu widziałam. Charlotte była po prostu śliczna i bardzo grzeczna. Kara zachowała się naprawdę dziwnie, bo w dniu wypisu ze szpitala zrzekła się praw do opieki. To było dla mnie niepojęte, ale widziałam, że Simon bardzo przeżywał zaistniałą sytuację i chociaż starał się przed wszystkimi ukryć swoje uczucia, marnie mu to wychodziło. Chyba obawiał się tego, co go czekało.

– Tak, dopiero co ją przewinąłem i ułożyłem do snu – odpowiedział Trey i zajrzał do kołyski.

No właśnie! To był chyba dla nas wszystkich największy szok, bo Trey i Simon… Oni… Cholera! Okazało się, że umieją zająć się takim malutkim dzieckiem. Śmialiśmy się z Sedem, że gdyby to było możliwe, to Simon karmiłby piersią. Wyglądali razem jak idealna rodzina, tyle że z dwoma tatusiami.

– Mówili, o której wrócą? – Podeszłam do kołyski i patrząc na Charlotte, objęłam Treya. Nie wiem dlaczego, ale gdy widziałam małą, mimowolnie się uśmiechałam.

– Nie, ale Sed mówił, że urwie się szybciej, by zabrać cię na parasailing – powiedział Erick. Spojrzałam na niego, jak wycierał czoło opaską na nadgarstku i sięgał do lodówki po piwo.

Nie ukrywam, bardzo odpowiadał mi fakt, że mogłam popatrzeć sobie na półnagich facetów przechadzających się po domu.

– A wy idziecie z nami? Jess i Sandra mówiły, że też chciałyby spróbować.

– Ja mam lęk wysokości i nie ma, kurwa, szans, bym to zrobił! – stwierdził Nicki, rozwalony na sofie.

– W sumie czemu nie? A co ty, szwagier, wymiękasz? – Erick praktycznie wskoczył na Nickiego i zaczął go drażnić, roztrzepując jego potargane i spocone włosy.

– Spieprzaj, Walter! Twoja siostra też ma lęk wysokości i tylko gada, że taka odważna… Uciekłaby pierwsza. Jestem o tym przekonany! – Nicki próbował się bronić, ale Erick był wyższy i silniejszy od niego. Założył mu nelsona i dalej go dręczył.

Roześmiałam się.

– Sandra to moja krew. Lubi wyzwania! – Erick wyszczerzył zęby i pocałował Nickiego w czubek głowy, ale ostatecznie odpuścił.

– Największym wyzwaniem jestem dla niej ja… – Nicki, uśmiechając się szeroko, mrugnął do mnie żartobliwie.

– Tylko nie wpadnijcie na taki genialny pomysł jak my i nie chajtajcie się w Vegas, zwłaszcza po pijaku… – Erick skrzywił się lekko. To całe ich małżeństwo… Ja pierdolę! Myślałam, że to ja i Sed dużo się kłócimy, ale oni… Kochali się. Tak, byłam tego pewna, ale Jess potrafiła wkurzyć się o to, że Erick nie usiadł obok niej przy stole. Potem oczywiście godzili się długo, głośno i namiętnie. Nie zapomnę, jak przyłapałam ich w basenie. Dobrze, że Sed tego nie widział. Nadal marnie znosił widok swojej młodszej siostrzyczki w ramionach najlepszego przyjaciela. A ja? Sporo się nauczyłam i nadrobiłam przez te trzy tygodnie, ale nie sądziłam, że można się pieprzyć na basenowej zjeżdżalni.

– Ja to zrobię jak należy, stary. Najpierw kupię wielki pierścionek. Większy niż twój, Reb! – Podeszłam, a Nicki chwycił mnie za dłoń i po raz setny oglądał cudo na moim palcu.

– Rozmiar nie ma znaczenia, Nicki – pocieszałam go i gładziłam po głowie.

– Jasne! – Śmiał się w głos.

– Ja mówię o pierścionku, a nie o tym, co macie w gaciach! – stwierdziłam, a wszyscy, prócz Simona, wybuchnęli śmiechem.

– Cicho, bo mała się obudzi! – warknął na nas i od razu zajrzał do kołyski.

Uśmiechnęłam się, widząc jego zatroskaną minę. Cudowny z niego ojciec. Zbliżyłam się i również spojrzałam na Charlotte, a następnie objęłam Simona w pasie.

– No tak… wszyscy wiedzą, że Sed ma wielkiego – powiedział Erick i wywrócił oczami.

– Oj tam, od razu wielkiego. Po prostu wie, jak się nim posługiwać. Co nie, mała? – Trey puścił do mnie konspiracyjne oczko.

– Tak, to prawda. Sed wie, jak się nim posługiwać, ale… ma wielkiego! – zawołałam, szczerząc się idiotycznie. Nic nie mogłam poradzić, że lubiłam penisa swojego faceta. Nie zamieniłabym go na żadnego innego. W dodatku jest przecież naznaczony przez ten durny tatuaż i tylko mój.

– Skoro już mowa o rozmiarach, to największego ma Clark! – wtrącił Simon.

– Cholera! A nie ty?!

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Jakim cudem Simon – największy narcyz na całym świecie – przyznał się do faktu, że miał mniejszego penisa niż ktoś inny? To chyba był przełom.

– Zaraz po mnie… – sprostował i zaczął się śmiać.

– Lewin, nie ściemniaj. Jesteś na trzecim miejscu! – wtrącił oburzony Nicki.

– Jak to: na trzecim? – zapytałam, patrząc na chłopaków.

– No tak to! Mierzyliśmy sobie kiedyś – wyjaśnił Nicki, a ja skrzywiłam się i spojrzałam na Ericka.

– Tak, pamiętam! – wtrącił ten ze śmiechem.

– I co? – Stałam jak oniemiała i próbowałam to sobie wyobrazić. Faceci i ich głupie zawody.

– No i faktycznie Clark wygrał… – przyznał Simon i skrzywił się niezadowolony.

– A kto jest na drugim? – Moja ciekawość wygrała.

– Jak to kto? Sed! – Erick aż zapiszczał w odpowiedzi.

– A ty? Na którym jesteś? – spytałam żartobliwie.

– Ja byłem wtedy zbyt trzeźwy. Zresztą… – wywrócił oczami – widząc fiuty chłopaków, kompletnie nie mogłem się skupić, by mi stanął – dodał, a ja znowu parsknęłam śmiechem.

– Kurwa, bądźcie cicho! – Simon wbił we mnie surowy wzrok. O rany! Stwierdziłam, że muszę się przyzwyczaić do obecności takiego maleństwa. Posłałam mu przepraszające spojrzenie i sięgnęłam do kosza owoców po kawałek świeżego melona, po czym wyszłam na taras. Usiadłam na jednej z mat do jogi i gestem przywołałam Treya.

– Co tam, mała? – zapytał, kiedy już klapnął obok ze szklanką świeżo wyciskanego soku w ręku. Jego buźka zdążyła już złapać nieco słońca. Widać było zmęczenie po nieprzespanych przy Charlotte nocach, ale bił od niego ten wewnętrzny blask, który świadczył o tym, że wszystko jest dobrze.

– Nic, jestem bardzo szczęśliwa – odpowiedziałam z uśmiechem i położyłam głowę na ramieniu mojego najlepszego przyjaciela. Przez mój wypadek i śpiączkę wiele się zmieniło, ale nie to, że Trey był dla mnie jak brat. Były momenty trudne, jednak jak zawsze daliśmy sobie z nimi radę. Najważniejsze było to, że mieliśmy siebie, a Trey… Trey również był szczęśliwy. Z Simonem. Nigdy bym się nie spodziewała, że ci dwaj mogą stworzyć taki fajny związek. Oni naprawdę się kochali. Simon nie stracił na swojej wyrazistości, ale troszczył się o Treya. Teraz, gdy obaj musieli zmierzyć się z tak trudnym zadaniem, jakim było wychowanie dziecka, troszkę się zmienili. Odkąd pojawiła się mała Charlotte, obaj stali się tatusiami na pełen etat i nie miałam pojęcia, co będzie za kilka dni, gdy wyruszą w trasę. Byli w niej po prostu zakochani i nie wiedziałam, jak sobie to wszystko wyobrażają. Nie rozmawialiśmy jeszcze oficjalnie o tym, że to ja i Jenna miałyśmy zająć się malutką Charlotte, ale podejrzewałam, że tak właśnie będzie. Przerażało mnie to. Ja, Jenna w ciąży, czteroletnia dziewczynka i miesięczne maleństwo… w jednym domu. Mój Boże! Uważałam, że to będzie kompletne szaleństwo, ale może da mi choć na chwilę zapomnieć o tęsknocie za Sedem. W tamtym momencie jeszcze nie myślałam o ich wyjeździe. Moje myśli zaprzątała kolacja, która miała odbyć się w rodzinnym domu Sedricka i Jess, w Nowym Jorku. W niedzielę na uroczystym obiedzie mieliśmy z Sedem oficjalnie ogłosić nasze zaręczyny, ale domyślałam się, że Erick i Jess chcą powiedzieć wtedy o tym, co zrobili w Vegas. Doskonale wiedziałam, jak zareaguje Sed, i na samą myśl żołądek zaciskał mi się na supeł, a w gardle stała wielka gula. Czułam, że to będzie katastrofa.

 

– Kiedy ślub? – Trey wyrwał mnie z zamyślenia.

– A nie wiem. Na razie musi skończyć się trasa, dopiero potem pomyślimy… – powiedziałam, wzruszając ramionami, bo na ślub mieliśmy jeszcze trochę czasu.

– Simon chce z tobą pogadać, na osobności… – dodał Trey, a ja spojrzałam w tamtym kierunku. Simon właśnie wyjmował malutką Charlotte z kołyski, bo zapewne się obudziła.

– Teraz?

– Tak, idź i zagadaj, bo on chyba się krępuje czy coś – odpowiedział Trey, a ja zrobiłam wielkie oczy. Simon się krępował? No bez jaj!

– Wyciągnę go na plażę.

Wstałam i cmoknęłam Treya w policzek, a następnie ruszyłam do domu.

– Mała, idziemy na basen? – usłyszałam od razu, kiedy przekroczyłam próg.

Erick złapał mnie w pasie i oderwał od podłogi. Pomyślałam, że ostatnio jest dość… hm… napalony? Pieprzyli się z Jess jak króliki i nawet Sed przestał zwracać na to uwagę.

– Później, teraz mam sprawę do załatwienia – powiedziałam, podeszłam do Simona i wzięłam go za rękę. – Idziemy na spacer… – I on, i Erick popatrzyli na mnie dziwnie.

– Trey, zostań z małą! – krzyknął Simon, ale chyba wiedział, o co chodzi, i uśmiechnął się do mnie.

Cholera! Ten uśmiech nadal nie przestawał mnie onieśmielać.

– Z przyjemnością! – Trey, cały w skowronkach, przybiegł do nas od razu. To było naprawdę urocze.

– Ale ja umiem zająć się dzieckiem, więc siedź sobie, stary – wtrącił Erick, wprawiając nas wszystkich w osłupienie.

– No nie wiem… – Simon skrzywił się i niepewnie oddał mu małą na ręce.

– Z Julią umiem się obchodzić, więc z takim szkrabem też dam sobie radę. – Erick uśmiechnął się szeroko i spojrzał na mnie. O rany! Słodko wyglądał z małą na rękach. Czy każdy facet tak miał? Wystarczyło dać im pod opiekę małe dziecko, a kobietom od razu miękły serca.

– Erick, oddaj mi ją… – Trey postanowił interweniować. Osobiście prędzej dałabym pod opiekę dziecko Erickowi niż Treyowi, ale to tylko moje zdanie.

– Oj, daj spokój, stary. Przewijałem chrześniaka Sandry, i to kilka razy, umiem zająć się dzieckiem… – Erick zasłonił się ciałem i usiadł delikatnie, kładąc sobie małą na piersi. Uśmiechnęłam się.

– Uważaj na główkę! – Simon mało nie wyrwał z miejsca, gdy Erick lekko poprawił się w fotelu.

– Nic jej nie będzie. Chodź – uspokoiłam go i wyciągnęłam z domu. Czułam, że jest spięty. Wyszliśmy boso prosto na plażę i podążyliśmy kawałek dalej. Szliśmy obok siebie bez słowa. Dopiero po chwili Simon się odezwał:

– Kurwa, Reb, ja tego wszystkiego nie ogarniam… – Nagle zatrzymał się i zakrył oczy dłońmi. Och, nie! Serce mi drżało, bo nie lubię, gdy bliscy mi ludzie się zamartwiają.

– Ej, ej… – zawołałam i objęłam go lekko.

– Ja nie wiem, czy nadaję się na ojca… – Simon spojrzał na mnie ze łzami w oczach.

On płakał! No tego jeszcze nie było! Zatkało mnie. Przytuliłam go, bo po prostu nie umiałam nic powiedzieć. Ja sama wiedziałam o dzieciach i ich wychowaniu tyle, co nic. Nie miałam prawa robić mu kazań, a jedyne, co mogłam, to wesprzeć go w trudnych chwilach.

– Muszę cię prosić o coś bardzo ważnego, Reb – odezwał się po dłuższej chwili, ocierając wierzchem dłoni swoje mokre policzki. Usiedliśmy na piasku, praktycznie przy samej wodzie.

– Słucham? – zachęciłam go i chwyciłam za dłoń, by się uspokoił. Nigdy wcześniej nie widziałam Simona w takim stanie. To facet o stu twarzach. Dziewięćdziesiąt dziewięć z nich to twarze gwiazdy rocka, playboya, niegrzecznego chłopca i buntownika, ale ta jedna, ta, którą przed wszystkimi ukrywał, to twarz wrażliwego chłopca, który bał się zmierzyć z prawdziwym życiem.

– Chciałbym cię prosić, byś zaopiekowała się Charlotte, gdy my wyjedziemy w trasę. Żebyś została jej opiekunem prawnym i matką chrzestną – wyrzucił z siebie, ale ja nie byłam zaskoczona, bo tego właśnie się spodziewałam.

– Pakiet: dwa w jednym! – wysiliłam się na dowcip, by nieco go rozweselić. – Zrobię dla ciebie wszystko – dodałam bez żadnych wątpliwości. Miałam trzy tygodnie, by oswoić się z myślą, że to jednak nie jest żart z ich strony. Rozmawiałam też na ten temat z Sedem i on

przekonał mnie, że spokojnie sobie poradzę. Skoro mój narzeczony we mnie wierzył, to i ja nabrałam pewności, że ma rację.

– Naprawdę? – Simon patrzył na mnie z niedowierzaniem.

– Oczywiście, czuję się zaszczycona, że akurat mnie chcesz powierzyć to zadanie.

– Jezu, mała, kocham cię! – Simon nagle wstał i chwycił mnie w ramiona, a następnie zaczął wirować na piasku. Cały stres zszedł z niego, czułam, jak się rozluźnił.

– Ja też was kocham. Treya, malutką, no i ciebie… – odpowiedziałam, uśmiechając się szeroko.

– Wybacz mi to, jaki byłem wobec ciebie. Boże, wiem, że byłem kawałem chuja i skurwiela, ale tak bardzo się myliłem.

– Daj spokój. Te dramaty już za nami… – ucięłam, pocałowałam go w policzek, a on postawił mnie na piasku i ścisnął raz jeszcze.

– Nigdy ci się za to nie odwdzięczę, Sedowi zresztą też.

– W końcu jesteśmy jedną wielką patologiczną rodziną, prawda? – zapytałam i trąciłam go biodrem.

– Oj, tak… Ale Erick i Jess to tak na serio? – spytał. O ślubie wiedzieli jedynie: Nicki, Sandra oraz Gabriel i rodzina Ericka. Nicki na szczęście nie wygadał się nikomu, więc w niedzielę, przy obiedzie… to miał być szok… nie tylko dla Seda.

– No, chyba tak. – Migałam się od odpowiedzi, bo przecież nie mogłam mu powiedzieć o tym, co wydarzyło się w Vegas. Akurat Trey i Simon to największe paple na świecie. Gdyby wiedzieli, Sed dowiedziałby się o ślubie w pięć minut.

– W sumie co się dziwić? Jess to zajebista laska.

– Ale ty wolisz laskę Treya – stwierdziłam nagle. Nie wiedziałam, skąd mam tyle odwagi, by powiedzieć coś takiego przy Simonie, ale on śmiał się i kręcił głową.

– Nie będę zaprzeczał. Chociaż ostatnio jestem taki zestresowany, że nawet nie chce mi się pieprzyć – wyznał, a ja starałam się nie wyglądać na zaskoczoną. Gdybym siedziała na krześle, to pewnie bym z niego spadła.

– Więc zostaw nam dziś małą na wieczór i zabierz Treya na kolację, a potem na spacer. W bungalowie na plaży można się kochać do woli – zaproponowałam.

– Kurwa, żebyś to ty dawała mi rady dotyczące związków i tego, gdzie mogę iść się pieprzyć. Tego jeszcze nie było! – zawołał, po czym oboje parsknęliśmy śmiechem.

– No widzisz, nie jestem już taka zielona jak kiedyś! – Puściłam do niego oczko, a Simon zaśmiał się jeszcze głośniej.

– Ta… słyszałem was w nocy.

Spojrzałam na niego i momentalnie zrobiłam się cała czerwona. O rany! Naprawdę nas słyszał?

– To Jess słyszałeś, nie mnie… – odpowiedziałam cichutko. Jezu! Sed zawsze zachęcał, bym się nie krępowała, i dopóki byliśmy tutaj we czwórkę, nie miałam z tym problemów, ale dzisiejszej nocy naprawdę starałam się być cicho.

– Ciebie, Reb, ewidentnie to było twoje słodkie pojękiwanie.

Spojrzałam na niego i zapłonęłam ze wstydu. Miałam też ochotę zapaść się pod ziemię. Nadal ledwo radziłam sobie z myślą, że wszyscy wiedzą, iż uprawiałam seks. To głupie, bo przecież byłam dorosłą kobietą, ale naprawdę ten temat ogromnie mnie krępował i niejednokrotnie zawstydzał.

– Dobrze, że chociaż słodkie… – dodałam. Byłam kompletnie zażenowana.

– Nie krępuj się tak, mała! – Simon objął mnie ramieniem. Ruszyliśmy powoli wzdłuż plaży.

– Przy tobie to raczej niemożliwe – odpowiedziałam szczerze, ale to nie była dla niego żadna nowość.

– Wiem, że działam na ludzi w specyficzny sposób, ale między nami chyba już wszystko okej, prawda? – spytał, a jego głos był pełen niepewności.

– Jeśli nie masz niecnych planów, by zaciągnąć mnie do łóżka, to chyba jest okej.

– No, to akurat nigdy się nie zmieni, Reb.

Prawie udławiłam się własną śliną, gdy to powiedział, a on śmiał się i klepał mnie przyjacielsko po plecach.

– Simon, ale ja…

– Wiem… Wiem, że nigdy więcej mi nie ulegniesz, mała, i dlatego cieszę się, że Sed trafił na ciebie.

– Więc po co te podchody? – spytałam, bo tego nie pojmowałam. Chyba nie byłam w stanie załapać męskiego rozumowania, a na pewno nie toku myślenia Simona.

– Taki już jestem. Lubię seks, flirt i nigdy tego nie ukrywałem. Lubię czasami przeginać, wiem o tym.

– Nie czuję się komfortowo, gdy patrzysz na mnie w taki sposób… – powiedziałam, spoglądając na niego.

– No w jaki? – Simon udawał niewiniątko, ale posłał mi właśnie TEN uśmiech. Kurwa!

– Właśnie taki! – zaśmiałam się nerwowo.

– Bo wiesz, od czasu do czasu… – wymruczał i przysunął się blisko.

– Nie, nie ma takiej możliwości, Simon! Sed by nas chyba zabił! – zaprotestowałam i pokręciłam głową, próbując wybić z niej ten durny pomysł. Nie ukrywałam, że Simon czy… Erick pociągali mnie fizycznie. Każdy z chłopaków to tak naprawdę spełnienie erotycznych fantazji, ale nie… nie było szans, bym się na to zgodziła. Wiedziałam, że nie odważę się także, by zapytać o to Seda. Sam powiedział, że nie chce tego kontynuować. Zresztą, znając siebie i swoje lęki, przypuszczałam, że uciekłabym w sekundę, gdybym zobaczyła w łóżku więcej niż jednego faceta. Jezu! Tylko dlaczego na samą myśl o takim trójkącie moja cipka zaczynała pulsować? Szkoda, że nadal nie pamiętałam większości rzeczy sprzed porwania, bo akurat to chciałam sobie przypomnieć.

– Mogłabyś z nim pogadać – zasugerował Simon. Skąd wiedział, że ja chciałam?

– Nie…

– Oj, daj spokój. Nie namawiam, ale czasami fajnie jest się zabawić. Można się umówić, że… no nie wiem? Nie będę cię całował w usta, czy coś…

Zaczęłam głupio się śmiać.

– No tak! Co to za różnica? Możesz mnie pieprzyć, ale nie całować.

– Wyobraź sobie: ty, ja, Sed i Trey…

– Że co?! – pisnęłam. – Jak to: Trey? Czworokącik, do cholery?!

– Myślisz, że pozwoliłby mi tak bez niego?! – Simon zaśmiał się głośno.

– Oszalałeś chyba. Ja ledwo sobie radzę z Sedrickiem! – odpowiedziałam szczerze. Nie ukrywałam, że nadal byłam mało doświadczona.

– To znaczy?! – zapytał, śmiejąc się do rozpuku.

– Oj, nie zawstydzaj mnie, Simon! – poprosiłam i zakryłam oczy dłońmi. Nie wiem, co było w tym takiego zabawnego!

– Po prostu pytam, mała.

– Nie będę o tym gadać, a już na pewno nie z tobą… – oświadczyłam, ruszając przed siebie. Nic nie mogłam poradzić, że tak się krępowałam. Nawet z Sedem wstydziłam się czasami o tym gadać, gdy próbował wypytać mnie o moje potrzeby i fantazje. A skąd ja mogłam wiedzieć, czego chcę? Nie miałam porównania, a tym bardziej doświadczenia. W mojej głowie kłębiły się też czasami dziwne myśli, a nie chciałam próbować czegoś na siłę.

– Reb, daj spokój. Nie chciałem cię urazić… – Simon przybiegł za mną.

– Nie uraziłeś, po prostu nie umiem o tym rozmawiać, tym bardziej z tobą, Simon.

– Ale dlaczego?

– Bo działasz na mnie w ten dziwny sposób – westchnęłam cicho.

– Mnie się to podoba – odpowiedział i ponownie posłał mi ten swój uwodzicielski i bezczelny uśmiech. Mój Boże!

– Ale ja nie mogę tak się zachowywać. Jestem odpowiedzialną i rozważną kobietą, a przynajmniej staram się taka być… Chciałabym taka być… – Język mi się plątał, a wzrok Simona wyrażał wszystko.

– I nagle stałaś się nudna? – zasugerował.

– Nie nudna…

– Ja tam wiem, że chciałabyś, a się boisz.

– Niby skąd? – Skrzywiłam się.

 

– Bo znam się na kobietach, a ciebie znam nawet trochę lepiej.

– Właśnie, że nie znasz. Bo często sama nie wiem, czego tak naprawdę bym chciała i o co mi chodzi – odpowiedziałam wprost.

– No i za to wszyscy tak bardzo cię kochamy, Reb! – skwitował i na szczęście odpuścił te dziwne podchody. Po chwili jednak chwycił mnie na ręce i wbiegł do wody. Dobrze, że miałam na sobie tylko koszulkę i spodenki do spania. Piszczałam, ale on nic sobie nie robił z mojego sprzeciwu. Woda zakryła nas oboje, a Simon dodatkowo przytrzymał nas pod powierzchnią i dopiero po chwili pozwolił nam się wynurzyć. Krztusiłam się i zaczęłam kaszleć, bo napiłam się wody.

– Simon, kurwa, zwariowałeś!? – Usłyszałam głos Seda. Oboje z Simonem odwróciliśmy się w kierunku domu, skąd Sed biegł do nas w samych kąpielówkach. Podobał mi się ten widok jak ze Słonecznego patrolu.

– To tylko zabawa – tłumaczyłam, by nie wybuchła jakaś bezsensowna kłótnia.

– Wracaj do domu, Lewin, bo twoja córka płacze! – Sedrick posłał Simonowi zazdrosne spojrzenie. O rany! I jak ja niby miałam mu zaproponować jakikolwiek trójkąt czy cokolwiek innego, skoro Sed był cholernie zazdrosny, nawet o Ericka. Przez te ponad trzy tygodnie ani razu nie odważyłam się opalać bez stanika, mimo że Jess chodziła przy nas praktycznie nago.

– Mam jeszcze jedną sprawę do was obojga… – wtrącił Simon.

– O co chodzi? – spytał Sed.

– Zajmiecie się Charlotte wieczorem? Chciałbym spędzić tę noc tylko z Treyem.

Uśmiechnęłam się pod nosem. Simon Lewin słuchał moich rad.

– Jasne. Już ci mówiłam, że nie ma problemu… – odpowiedziałam.

– Chciałem cię zabrać na jacht. To ostatnia noc tutaj… – wtrącił Sed. Był mało zadowolony z prośby Simona. O cholera! Faktycznie, to miała być ostatnia noc, bo jutro w nocy mieliśmy wylecieć do Nowego Jorku. – Clark i Jenna nie mogą? – dodał po chwili, wwiercając we mnie karcące spojrzenie. Dlaczego był taki nabuzowany? Znowu coś go wkurzyło?

– Oni mają Julkę, nie będziemy im dawać drugiego dziecka na głowę. Dobra, poradzimy sobie jakoś z Treyem – odpowiedział Simon.

– Nie… – zaoponowałam, chwytając Simona za dłoń. – Sed, ja już mu obiecałam. Możemy zabrać małą na jacht. Ona uśnie i wieczór i tak spędzimy razem. – Było mi bardzo głupio. Z drugiej strony pomyślałam, że Sed może jakoś przeżyje, jeśli tej nocy będziemy się pieprzyć cztery razy z rzędu, a nie pięć czy sześć.

– Mnie też obiecałaś… – warknął na mnie w odpowiedzi. Obiecałam? Co ja mu obiecałam? O kurwa! Nagle mi się przypomniało. Kilka dni temu zrobiliśmy sobie we czwórkę imprezę, a ja po pijaku oczywiście zawsze gadam głupoty. Wtedy zgodziłam się, że ostatnia noc tutaj będzie wyjątkowa. Co oznaczało: Sed, dam ci się przelecieć w tyłek.

– O rany, Sed… – pisnęłam. Nie żebym nie chciała, bo to mogło być całkiem inne i przyjemne doświadczenie, ale nie wiedziałam, czy jestem na to gotowa.

– Mała, nie ma problemu, i tak już tyle dla nas robisz… Poradzimy sobie… – Simon cmoknął mnie w policzek i wrócił do domu.

Sed oczywiście odprowadził go wzrokiem, a potem spojrzał na mnie i powiedział:

– On nadal…

– Sed, proszę, daj spokój! – przerwałam mu. Boże! Znowu to samo? Przez ostatnie dni starałam się tolerować jego zazdrość i naprawdę nie dawać mu do niej powodów. Zakrywałam się, gdy Erick tylko pojawił się na horyzoncie. Kiedy przyjechali chłopcy, to prawie wszyscy pierwszego dnia pływali nago. Tylko ja i Jenna miałyśmy bikini… w dodatku jej zakrywało mniej niż moje, bo ja miałam także pareo.

– Niczego nie próbował?

– Jezu, nie! Sed, przestań się tak zachowywać, bo chyba oszaleję! – wrzasnęłam na niego. To było po prostu nie do wytrzymania. Darłam się jak jakaś wariatka, ale nie umiałam inaczej. Byłam szczęśliwa i wiedziałam, że Sed chce jedynie mnie chronić. Uważałam jednak, że powinien mi także ufać. Bez tego nie mogliśmy zrobić kolejnego kroku naprzód. On musiał zaufać i mnie, i chłopakom, bo inaczej wszyscy byśmy się pozabijali.

Na Sedricku moja złość nie robiła jednak żadnego wrażenia. Śmiał się i chwycił mnie w pasie, a następnie zaczął całować po szyi.

– Ale z ciebie złośnica!

– Nie rozśmieszaj mnie, kiedy jestem wkurwiona! – zawołałam. Chciałam mu się wyrwać, równocześnie się śmiejąc, bo Sedrick dodatkowo zaczął mnie gilgotać.

– Uważaj, bo się posikasz! – droczył się ze mną.

– Sed, proszę! Proszę!

– Będziesz grzeczna?! – zapytał z premedytacją.

– Jestem grzeczna. Kurwa, jestem taka grzeczna, że bardziej się nie da!

Sed parsknął śmiechem i postawił mnie na piasku.

– Oj, mała! – rzucił, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać. Wskoczyłam mu na plecy, a on specjalnie przewrócił się na piasek. Po chwili jednak leżałam już pod nim, a jego usta namiętnie całowały moje. Pomyślałam, że nigdy się nim nie nasycę. W ciągu dwóch minut moje emocje zmieniły się diametralnie. Złość przeszła w pożądanie.

– Pragnę cię, Sed – jęknęłam i usiadłam na nim okrakiem, by się poocierać. Uwielbiałam to robić. Sed zresztą lubił, gdy byłam taka bezwstydna. Nie zawsze potrafiłam tak się wyluzować, szczególnie gdy miałam świadomość, że za ścianą ktoś był. Ale wtedy… pusta plaża, bungalow już na nas czekał. Oboje spojrzeliśmy w tamtą stronę.

– Zmieniłaś plaster? – spytał nagle, wędrując dłonią pod moje mokre spodenki. Kurwa! Oczywiście, że nie zmieniłam, mimo że Sed przypominał mi o tym także wczoraj. – Nie zmieniłaś… – dodał, widząc moją minę.

O rany, no!

– Zapomniałam… – powiedziałam, krzywiąc się lekko, bo nie chciałam znowu bezsensownie się sprzeczać.

– Reb, wiesz, że dla mnie możesz w ogóle ich nie przyklejać, ale…

– Oj, wiem, Sed… – Było mi cholernie głupio. Przecież zabezpieczałam się, bo to ja nie chciałam mieć w tym momencie dzieci.

– Wezmę gumki od Ericka, a ty idź już do bungalowu… – stwierdził ze stoickim spokojem Sed.

No i co ja miałam powiedzieć? Przecież ten facet to był ideał. Tylko… Zaraz, zaraz… Zaczęłam się zastanawiać, czy Erick w ogóle używał gumek. Jasna cholera! Modliłam się, by miał prezerwatywy, bo przecież sama Jessica mówiła, że nieszczególnie dbali o zabezpieczanie się, a stosunek przerywany to raczej mało skuteczna metoda antykoncepcji. Sed wiedział, że Jess nie bierze żadnych pigułek, więc pomyślałam, że lepiej, żeby Erick miał gumki… Chociaż jedną!

***

Zebrałam się z piasku i udałam prosto do bungalowu, zaraz przy plaży. Pachniało tu jeszcze naszymi wczorajszymi porannymi harcami. Sed nie zabrał pościeli, bo nadal była zmiędlona, i dostrzegłam na niej dowody naszych miłosnych uniesień. Jego sperma wymieszana z moją wilgocią. O rany! Cholernie mnie to podnieciło, ale nie do końca rozumiem, dlaczego tak się działo. Kiedyś brzydziłam się widoku, smaku, zapachu nasienia, a potem wszystko się zmieniło i był to dla mnie jeden z silniejszych bodźców seksualnych. Dostrzegłam też swoją komórkę, której szukałam od dwóch dni. Moje bałaganiarstwo czasami przekraczało wszelkie granice.

Wzięłam do ręki telefon, by sprawdzić, czy przypadkiem nie dzwonił mój tata albo matka. Miałam kilka wiadomości od ojca, w tym jedną o treści:

„Odezwij się, córko, bo nie wiem, czy mam już wzywać Narodowe Wojska, by Cię szukać, czy po prostu zapomniałaś o swoim starym ojcu :)”.

Mój tata potrafił być zabawny. No i ten uśmieszek na końcu. Odpisałam, że wszystko jest w porządku, że wracamy jutro w nocy i że obiad w niedzielę aktualny. Zobaczyłam też połączenie z numeru, którego nie znałam, i z ciekawości oddzwoniłam. Czekałam dłuższą chwilę, by w ogóle uzyskać połączenie, i ku mojemu zaskoczeniu po drugiej stronie odebrał mężczyzna.

– Thomas Garrido!

Skrzywiłam się, bo w pierwszej chwili nie kojarzyłam nikogo takiego.

– Dzień dobry, ktoś dzwonił do mnie wczoraj z tego numeru – odpowiedziałam, próbując przypomnieć sobie, czy w ogóle znam jakiegoś Thomasa Garrida.

– Rebeka? – spytał mężczyzna, zupełnie jakby mnie znał.

– Tak… – bąknęłam niepewnie.

– Nie masz pojęcia, jak trudno zdobyć twój numer telefonu, piękna…

Piękna? O cholera! To był właściciel tego klubu. Zatkało mnie. Spojrzałam nerwowo w stronę ścieżki prowadzącej do bungalowu. Sed na szczęście jeszcze nie wracał. Przecież gdyby się dowiedział, że Thomas ma mój numer, strasznie by się zdenerwował.

– Ale jakimś cudem ci się udało… – odpowiedziałam nerwowo. Po co on do mnie dzwonił?