Na szczycie

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

***

Faktycznie, tu panuje odrobinę mniejszy bałagan. Podkreślam, tylko odrobinę mniejszy. Widać podłogę. Weszliśmy z Erickiem do środka, trzymając się za ręce.

– Pieprzony farciarz! – krzyknął Simon, widząc nasze złączone dłonie, a Sed mało nie rozszarpał mnie wzrokiem. Najlepsze jest to, że na jego kolanach siedzi jakaś blondyna, więc nie rozumiem, o co mu chodzi.

– Gdzie Trey? – zapytałam, nie widząc go w autobusie.

– Chyba jakaś laska obciąga mu w garderobie – odpowiedział Nicki. Na jego kolanach także siedziała dziewczyna. Czyżby fanki?

– Co? – pisnęłam.

– Trey śpi! Nawet nie wie pewnie, jak się nazywa. Nic mu nie będzie – wyjaśnił po chwili Nicki.

– Lepiej polej! Mam ochotę się urżnąć tak jak Trey – rzuciłam hasło i się zaczęło. Było jakieś pięćdziesiąt litrów wódki, piwa i whiskey na mniej więcej piętnaście osób. To nie mogło skończyć się dobrze dla mojego żołądka. Już po chwili obściskiwałam się z Erickiem na kanapie i piłam czystą bez popitki.

– Podobał ci się koncert, Reb? – zapytał Alex.

– Miałam mokro w majtkach! Jesteście najlepsi, nie chcę się podniecać jak te wasze fanki. Bez urazy… – spojrzałam na trzy dziewczyny które przyprowadził Nicki, Sed i Simon. – Ale naprawdę miałam ciarki na plecach!

– I o to chodzi! – Alex przybił mi piątkę.

– A kim ty w ogóle jesteś? – zapytała jedna z nich. Wymalowana brunetka, jak dla mnie wygląda trochę jak transwestyta.

– To nowy członek zespołu – Clark puścił mi oczko.

– Grasz na czymś? – dopytywała z naburmuszoną miną, bo Nicki zamiast się nią zajmować patrzy w telewizor na jakiś mecz.

– Na fiucie Seda! – wypalił Simon, za co dostał w łeb, od Seda właśnie.

– Żebym na twoim nie zagrała! – rzuciłam w niego serowym chrupkiem.

– O, z przyjemnością! – sięgnął do rozporka i zaczął się z nim szarpać.

– Ej! A ja?! – pisnęła brunetka na jego kolanach. Ta przynajmniej nie przypominała faceta. Wszyscy oprócz niej i Seda parsknęli śmiechem.

– Dla ciebie też coś mam! – wstał i zaciągnął ją na koniec autobusu, gdzie najwidoczniej jest sypialnia. Dziewczyna praktycznie zgwałciła go jeszcze w wąskim korytarzyku do niej prowadzącym, a już po chwili było słychać jęki i krzyki.

– Rzęzi jak stara baba! – skomentował Nicki, podśmiewając się pod drzwiami.

– Daj mu spokój! – Sed wstał i odciągnął go na kanapę. Jego dzisiejsza dziewczyna siedzi znudzona, Nickiego zresztą też, a ja? Wręcz odwrotnie, świetnie się bawię na kolanach Ericka. Chyba się wczuł, bo zaczął mnie muskać nosem po szyi i włosach. To całkiem przyjemne. Mina Sedricka mówi wszystko: albo zaraz wybuchnie, albo wyjdzie bez słowa.

– Muszę do łazienki – oświadczyłam wszem i wobec, wstałam, a raczej się zachwiałam, prawie potykając się o własne nogi. Sed zerwał się i ruszył za mną. Znowu chce się kłócić? Wparował za mną do środka małej ubikacji bez pytania.

– Co ty wyprawiasz? – wybełkotałam, bo nie byłam zbyt trzeźwa.

– Masz cały czerwony tyłek!

– Co? – spojrzałam na swoje spodnie. – O cholera! – Zsunęłam je i zobaczyłam, że mam całe majtki, uda i tyłek we krwi. I nadal krwawię.

– Dać ci coś na przebranie? – zapytał spokojnie.

– Dlaczego jesteś takim dupkiem, a za chwile jesteś miły?

– Dlaczego jesteś taka urocza, a za chwile wściekła jak osa?

Uśmiechnęłam się.

– Tak poproszę o coś do przebrania – wyszedł na chwilę i wrócił z czarnymi bojówkami i bokserkami.

– Może być?

– Jasne. Dzięki, ale potrzebuję podpaski na gwałt…

– Mam iść do sklepu? – uniósł brew. Chyba nie spodobał mu się mój pomysł.

– Zapytaj tych dziewczyn, może któraś ma. – Na szczęście miała. Jedną, ale to powinno do rana wystarczyć. Obmyłam się i ubrałam w to, co przyniósł mi Sed. Spodnie bojówki do kolan, ale mi sięgają prawie do kostek, majtki zawiązałam jakoś na biodrach i nie jest źle. Swoje spodnie od razu wrzuciłam do kosza. Nowe dżinsy. No trudno.

– Wszystko w porządku? – zapukał po chwili do drzwi. Otworzyłam i wciągnęłam go do środka, by pogadać.

– Przepraszam za to, że cię uderzyłam i oblałam piwem… – powiedziałam szczerze.

– Ja też przepraszam, nie wiem, co mi przyszło do głowy, by cię całować tak przy wszystkich ludziach.

– Ogólnie się tak nie zachowuję…

– Ja też.

Oboje się uśmiechnęliśmy.

– Więc zgoda?

– Bardzo bym chciał.

– Po co przyprowadziłeś tą dziewczynę do autobusu? – Dlaczego ja o to pytam? Co mnie to niby interesuje?

– Dlaczego obściskujesz się z Erickiem?

– Okej, rozumiem. Będziemy sobie robić na złość? – skrzyżowałam dłonie na piersi.

– Ty zaczęłaś.

– Zachowujemy się trochę jak dzieci, nie sądzisz?

– Może trochę. Mam to jednak gdzieś, byle między nami było wszystko w porządku.

– Nie będzie okej, znamy się od trzech dni, a wywołujesz we mnie tak skrajne emocje…

– Mogę powiedzieć to samo o tobie – uśmiechnął się tajemniczo.

– Albo się pozabijamy, albo…

– Albo co?

– Nie wiem. Pierwsza opcja jest bardziej prawdopodobna – westchnęłam wymownie.

– Spędzimy rok w trasie, musimy się jakoś dogadać, Reb – zamknął drzwi na zasuwę i kucnął przede mną, ja usiadłam na zamkniętym sedesie.

– Może po prostu nie zwracajmy na siebie uwagi? – zaproponowałam, choć sama w to nie wierzyłam.

– To niemożliwe.

– Dlaczego?

– Bo za bardzo na mnie działasz.

– Nie pójdę z tobą do łóżka, zresztą ty też tego nie chcesz, więc w czym problem?

– Nie chcę? – roześmiał się. – Cholera, Reb, nie masz pojęcia, jaki wczoraj byłem wkurwiony!

– No co ty nie powiesz?!

– Wkurwiony na siebie! W życiu bym nie pomyślał, że jesteś dziewicą. Bez urazy oczywiście, ale, cholera, tańczysz w klubie, jesteś taka seksowna, słodka…

– Tak wyszło, nie spotkałam po prostu odpowiedniego faceta.

– Chciałbym być tym odpowiednim, choć to pewnie niemożliwe.

Uniosłam brew, bo to dla mnie dość zaskakujące. On wysyła mi tyle sprzecznych sygnałów.

– To już nie ma znaczenia, Sed.

– Co nie ma znaczenia?

– Czy byłeś odpowiedni, czy nie…

– Byłem?

– Zrobiłam to dzisiaj.

– Z kim?! – aż wstał.

– Z kimś odpowiednim.

– Dlaczego to zrobiłaś?

– Co za pytanie! – nadąsałam się.

– Przeze mnie? Przez to, co ci wczoraj nagadałem w złości?

– Nie, po prostu chciałam to zrobić i mieć to za sobą.

– Jezu, Reb… – usiadł na podłodze, plecami oparł się o ścianę, a nogami o przeciwległą. Ledwo się zmieścił. – Był chociaż delikatny? – zapytał czule.

– Trey by mnie nie skrzywdził!

– Zrobiłaś to z Treyem?! – oburzył się. O cholera!

– Tak, to jedyny facet, któremu ufam i którego kocham. Już dawno powinnam była wpaść na ten pomysł…

– Nie boisz się, że to zniszczy waszą przyjaźń?

– Nie, naszej przyjaźni nic nie zniszczy.

– Przyjaźń i seks nie idą w parze.

– To był tylko jeden raz. Trey jest gejem.

– Chyba bi…

– Też tak uważam – roześmiałam się.

– To dlatego tak krwawisz?

– Chyba tak.

– To niedobrze. Powinnaś iść do lekarza.

– Czytałam w sieci, że tak się zdarza. Przejdzie mi.

– Zalałaś sobie całe spodnie Reb, to chyba nazywa się krwotok – złapał mnie za dłoń.

– To przez alkohol, już dziś nie będę piła.

– Śpicie z nami w autobusie? – zapytał. Nie wyczułam w tym pytaniu jakiegoś podtekstu.

– Trey śpi w garderobie…

– A ty? Chcesz wracać czy zostaniesz?

– A jest jakieś wolne łóżko?

– Moje – posłał mi ten swój zadziorny uśmiech.

– Nawet o tym nie myśl, widziałeś, co się ze mną dzieje. Jestem obolała…

– Żartowałem! – przerwał mi i pocałował w nadgarstek. Wstaliśmy i wyszliśmy z łazienki.

– O! Mamusia i tatuś się pogodzili! – krzyknął narąbany Alex, a dziewczyna, która przyszła z Sedem, wstała i wybiegła z płaczem z autobusu.

– Gdzie Nicki? – zapytał Sed.

– Z Simonem i tamtymi dwiema… – odpowiedział Erick i uśmiechnął się do mnie. Kiwnął pytająco głową, czy wszystko w porządku. Puściłam mu oczko i całusa w powietrzu.

– Ja spadam spać. Idziesz, Alex? – zapytał Clark.

– Ta. Nara wszystkim! – chłopaki poszli do drugiego autobusu. Zostaliśmy tylko we dwoje z Sedem. Znowu…

***

– Od poniedziałku zaczynamy próby przed trasą – powiedział, siadając za stolikiem w kuchni.

– Ja też będę miała jakieś próby?

– Tak. Musisz ułożyć układy do siedmiu utworów i na bis.

– A nie mogę improwizować? Nie lubię trzymać się układu…

– To dość ryzykowne.

– Ryzykowne jest to, że zatrudniasz mnie trzy tygodnie przez trasą. Tamte dziewczyny miały dużo więcej czasu na przygotowania – stwierdziłam fakt. Nie jestem przekonana do jego pomysłu. To przecież jakieś kompletnie szaleństwo.

– Ufam ci i wiem, że dasz czadu.

– Dzięki – uśmiechnęłam się. Z tyłu autobusu dobiegały takie jęki i krzyki, że nie potrafiłam się skupić.

– Wytrzymasz to? – zapytał Sed, rozbawiony moją zniesmaczoną miną.

– Nie będę spała z nimi busie, więc chyba tak…

– Bzykalnia jest tylko w tym.

– Bzykalnia? – parsknęłam śmiechem.

– Chłopaki tak to nazywają, brzmi łagodniej niż kącik ruchania.

– Kącik ruchania! – prawie się oplułam.

– Teraz już rozumiesz, czemu śpię w tamtym autobusie. Może syf, ale nie muszę słuchać tych jęków co noc…

– W sumie to jestem przyzwyczajona, Trey co weekend sprowadza sobie facetów.

– Będziecie musieli się podzielić, jest jedna prycza wolna tutaj i jedna w tamtym autobusie.

– A kto śpi tutaj?

– Nicki, Simon i Alex, ale, jak widać, różnie to bywa.

– To wolę tam. Erick i Clark wyglądają na spokojniejszych…

– Ja też tam śpię.

– Jakoś to zniosę, o ile będziesz grzeczny.

– Grzeszny?

 

– Grzeczny! – Sed pociągnął mnie gwałtownie na swoje kolana, pisnęłam zaskoczona.

– Cholernie mnie kręcisz, Reb. Wiesz o tym, prawda? – zamruczał, zanurzając nos w moje włosy. Odepchnęłam się rękami, ale nadal mnie mocno trzymał.

– W ten sposób nic nie zdziałasz… – próbowałam go jakoś zniechęcić.

– Pachniesz tak cudownie słodko.

– To szampon waniliowy.

– Nie mówię o włosach, choć faktycznie pachną wanilią – spojrzał na mnie. Jego szmaragdowe oczy błyszczą i widać tańczące w nich iskierki. Cholera, no! Co za facet. Jak ja mam mu się oprzeć?

– Sed, proszę…

– O co mnie prosisz, kochanie?

Kochanie? Nie wiem, dlaczego się roześmiałam.

– Puść mnie.

– Po co? – Wsunął mi rękę pod pupę i jednym ruchem posadził na sobie okrakiem.

– Nie chcę takich gierek.

– Więc czego chcesz? – Zaczął mnie całować po szyi. Jęknęłam, aż odbiło się to echem tam na samym dole. Och!

– Nie uwodź mnie… Proszę – zakwiliłam, wciągając powietrze.

– Nie lubisz być uwodzona? – zamruczał tuż przy moim uchu i polizał je, a potem przygryzł.

– O Boże! – Instynktownie otarłam się kroczem o jego biodra.

– Jesteś taka wrażliwa, twoje ciało idealnie na mnie reaguje – wyszeptał i zsunął mi ramiączka bluzki, pod którą nie mam stanika. Materiał prześliznął się po skórze i zatrzymał na krągłości piersi.

– Sed, proszę…

– O co mnie prosisz, kochanie? – Pocałował mój obojczyk, jego zagłębienie i ramię.

– Och! – wyjęczałam, odrzucając głowę do tyłu. Dlaczego on na mnie tak działa? Dwie godziny temu miałam ochotę go zabić, a teraz mam ochotę się z nim pieprzyć. Naprawdę – albo się pozabijamy, albo zostaniemy małżeństwem.

– Będę delikatny, teraz już wiem, co z tobą zrobić… – zsunął mi koszulkę na brzuch, odsłaniając piersi. Sutki stwardniały mi już dawno, przy pierwszym jego dotyku. Polizał prawy, potem lewy i wessał się w niego łapczywie.

– Och, Sed! – jęknęłam znowu. Moje ciało pokryło się gęsią skórką, a obolała cipka zaczęła pulsować.

– Czujesz, jaki jestem przez ciebie twardy? – Naparł na mnie biodrami tak, że jego wielki penis otarł się o moje udo.

– Tak.

– Chcesz mnie w sobie poczuć? W tej swojej małej, ślicznej, ciasnej cipce…

– Och tak! Tak! – Co ja wygaduję? Nie potrafię się opanować. To silniejsze ode mnie.

– Co tak, Reb?

Oczy mam zamknięte, ale wiem, że uśmiechnął się, pieszcząc nadal moje piersi.

– Chcę cię poczuć!

– Gdzie?

– Wszędzie! – krzyknęłam bo akurat w tym momencie przygryzł mocniej sutek. Mało mnie interesuje, że ktoś może w każdej chwili wejść do autobusu i nas zobaczyć. Chcę go poczuć w sobie, chcę, by mnie wypełnił, by moja cipka przyjęła go całego. Oderwał się od moich piersi i zajął ustami. Pieścił mój język swoim, przygryzając co i rusz. Jest taki zachłanny, a zarazem delikatny i namiętny.

– Chodźmy stąd – powiedział nagle i wstał, nie puszczając mnie ze swoich bioder.

– Gdzie? – pisnęłam zaskoczona i strasznie rozpalona.

– Tu nie ma warunków – postawił mnie delikatnie na podłodze i wyprowadził z autobusu. Chwycił moją dłoń i ruszył do samochodu. No, faktycznie, dziś nie pił, więc może prowadzić. Czeka tu kolejne auto, widziałam je na podjeździe jego domu. BMW, tyle że większe niż to, którym jechaliśmy wczoraj.

– Gdzie jedziemy? – zapytałam, cała podniecona i zaintrygowana.

– Do mnie, chcę cię mieć w swoim łóżku.

Poczułam przyjemny skurcz między nogami. Ruszył z piskiem i już po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Zaczął ponownie całować moje usta, gdy tylko przekroczyliśmy próg. Podsadził mnie na siebie i poszedł od razu do sypialni. Rzucił mnie na łóżko i jednym ruchem pozbył się moich ubrań, prócz majtek, a raczej jego bokserek. Cholera przecież ja krwawię! Nie przeszkadza mu to? Spojrzałam zakłopotana, gdy zaczął rozpinać pasek swoich spodni, stojąc nade mną.

– Sed, ale ja krwawię… – odezwałam się w końcu, zaciskając uda. Poczułam się skrępowana.

– Będę delikatny. Obiecuję. – Zdjął spodnie i koszulkę. Dopiero teraz mogę się przyjrzeć, jakie boskie ma ciało. Jest na nim sporo tatuaży, ale wygląda to megaseksownie. Mój Boże, co za facet! Wąskie biodra, cudowne mięśnie brzucha schodzące w literę V, idealne ramiona, tyłek, no i ten penis. Łał! Wydaje się jeszcze większy niż wczoraj, ale to pewnie kwestia oświetlenia.

– Nie przeszkadza ci to? – zapytałam, nie mogąc pozbyć się uczucia skrępowania.

– Nie, szkoda tylko, że nie mogę wylizać twojej ślicznej cipki. Ale zrobię to jeszcze nie raz… – zdjął skarpetki i ułożył się między moimi udami w całej swojej krasie. Zsunął mi majtki i tak zostałam kompletnie naga.

– Przestaniesz, jeśli będzie mnie bolało? – zapytałam bez tchu. Oddech mam płytki i urywany, jest mi też strasznie gorąco.

– Oczywiście. Mów do mnie, Reb, mów do mnie cały czas – pocałował mnie czule i zaczął wprowadzać swojego wielkiego penisa w moją cipkę.

– O matko! – skrzywiłam się bo cholernie boli. Znowu? Dlaczego?

– Przestać? – zastygł widząc moją minę.

– Nie, powoli… – zaparłam się rękami o jego ramiona, jakby to miało coś pomóc.

– Jesteś taka śliczna, taka wąska… Och kurwa! – krzyknął gdy moja cipka zareagowała na jego czułe słowa.

– Powoli… – powtórzyłam, mając wrażenie, że jest już bardzo głęboko.

– Muszę to zrobić szybko, bo inaczej nigdy tego nie przejdę.

Co? Czego nie przejdę?

– Ach! – krzyknęłam, gdy pchnął, a ja poczułam, jak coś w środku jakby pękło. O rany! Co za dziwne uczucie. Zalałam się łzami, czując nadal ten ból.

– No już, spokojnie, już po wszystkim – znowu mnie czule pocałował i zastygł, bym się przyzwyczaiła. Faktycznie już po chwili ból zaczął ustępować, moje ciało zaczęło go przyjmować. Oddychałam głęboko i otworzyłam oczy. – Już lepiej? – zapytał, muskając kciukiem mój policzek.

– Tak – poprawiłam pupę, a on wszedł jeszcze głębiej. – Och! – krzyknęłam, tym razem zaskoczona nieznanym doznaniem. Sed wycofał się i znowu pchnął, a ja krzyknęłam ponownie i oplotłam go nogami w pasie.

– O, właśnie tak, kochanie, właśnie tak!

Napierał na mnie mocniej i mocniej.

– Sed! O Boże! – jęczałam, czując przedziwne, narastające uczucie tam na dole. Jakbym się miała zaraz posikać albo coś. Prawie położył się na mnie, by zmienić kąt, moje dłonie oplótł sobie za szyją i przyjął cudowne tempo, które już po chwili doprowadziło mnie na skraj orgazmu. Moja cipka zaczęła się zaciskać, on przyśpieszył w idealnym momencie, a ja rozpadłam się pod nim na kawałki w intensywnej ekstazie.

– Tak, Reb! O kurwa, tak! – Zacisnął dłonie na moich włosach i pchnął jeszcze kilka razy, dochodząc równie mocno i intensywnie jak ja. Poczułam, jak zalewa mnie w środku gorąca lawa jego spermy, co dodatkowo mnie podnieciło i uśmierzyło lekki ból, który nadal odczuwam. Opadł na mnie i wysunął się delikatnie.

– Uua! – skrzywiłam się lekko.

– Wszystko w porządku? – zapytał, leżąc obok i podpierając się na łokciu. Pogłaskał mnie po brzuchu.

– Tak. Daj mi chwilę – odpowiedziałam z zamkniętymi oczami, pokazując jeden palec.

– Oczywiście. Chcesz, bym wyszedł? – zapytał nagle.

– Nie, przytul mnie – otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Serce stanęło mi na sekundę na widok jego twarzy, pełnej troski, niepewności i czegoś, czego nie potrafię opisać. Objął mnie i przyciągnął do siebie, przywierając ciałem do mojego ciała. Był taki gorący, wręcz nierealny… Pocałował mnie w skroń i westchnął głośno:

– Nie będę pytał, czy ci się podobało, ale na pewno wszystko okej? – musnął nosem moje włosy.

– Tak.

– To dlaczego nic nie mówisz?

– Najwidoczniej po seksie nie zamieniam się w gadułę.

Pokręcił głową i się uśmiechnął.

– Za to ciętego języczka nigdy ci nie braknie – powiedział, a ja zachichotałam głupio na te słowa. – Jesteś głodna?

– Nie.

– Chcesz wracać do autobusu?

– A nie możemy zostać tutaj? – przeciągnęłam się jak kotka i przekręciłam na brzuch.

– Oczywiście, że możemy.

– A możemy się wykąpać?

– W basenie?

– W wannie. Chciałabym się umyć, ty chyba też powinieneś. – Spojrzałam na jego zakrwawione biodra i penisa, który nadal był lekko powiększony. Rany! To się we mnie zmieściło? Cholera, no trudno mi w to uwierzyć.

– Jasne. Napuszczę wody – zeskoczył z łóżka i poszedł do łazienki, a ja miałam okazję przyjrzeć się jego idealnemu tyłkowi. O mamusiu!

***

Przysnęłam, zanim przyszedł. Obudził mnie czułym, mokrym pocałunkiem w łopatki.

– Kąpiel gotowa – wyszeptał.

– Jeszcze pięć minut… – wymamrotałam półprzytomna.

– Za pięć minut chcę już być znowu w tobie, kochanie.

Od razu otworzyłam oczy. Czy on mówi poważnie? Zrobimy to jeszcze raz? O rany! Moja cipka zacisnęła się słodko. Chwycił mnie na ręce i zaniósł prosto do łazienki. Wczoraj nie zwróciłam uwagi na wielką narożną wannę z marmuru. Jest wypełniona po brzegi, aż piana wylewa się na podłogę.

– O, jak miło – uśmiechnęłam się mimowolnie, dając mu jednocześnie znak, że już, że zaraz, że jeszcze tylko chwila na umycie się pod prysznicem i będę gotowa, by wejść do wanny. Sed zaliczył prysznic, gdy drzemałam. Myjąc się, myślałam, że prawdopodobnie dokładnie tak wymarzyłam sobie mój pierwszy raz. Sed nie jest może materiałem na męża, ale widać, że się stara. Mam nadzieję, że to nie skomplikuje jeszcze bardziej naszej i tak trudnej relacji. Kiedy się już umyłam, wszedł ze mną do wanny i zanurzył nas w kłębach piany.

– Uua! – skrzywiłam się, czując szczypanie z powodu gorącej wody.

– Za ciepła?

– Nie, w porządku, muszę się przyzwyczaić.

Usiadł i przyciągnął mnie między swoje uda.

– Dla mnie to też było coś wyjątkowego – szepnął mi do ucha.

– Skąd wiesz, że dla mnie to było wyjątkowe? – zapytałam może odrobinę za ostro.

– A nie było? – spojrzał zaskoczony.

– Było. Dziękuję… – odwróciłam się i pocałowałam go czule w usta.

– Trey tylko cię naruszył, ja przebiłem się do końca – powiedział dumny jak paw.

– Moje gratulacje – pokręciłam głową i się roześmiałam.

– Dziękuję bardzo, zawsze fantazjowałem o dziewicy…

Mój uśmiech zmienił się w grymas. Chciał tego, bo była to jego fantazja? No świetnie. Nic nie odpowiedziałam, tylko sięgnęłam po gąbkę i mydło, by umyć resztę ciała.

– Daj – wyjął mi gąbkę z dłoni. – Ja to zrobię.

Nie protestowałam. Jego dotyk działa na mnie kojąco. Kompletnie nie rozumiem tego faceta. Zachowuje się wobec mnie czule, jakby mu nawet trochę zależało, ale czasem jak coś palnie… Jak z tą fantazją przed chwilą. Mógł to zachować dla siebie…

Umył mi plecy, ramiona, ręce, piersi, brzuch. Gdy zjechał gąbką między moje uda, zadrżałam.

– Boli? – zapytał.

– Troszkę szczypie – pocałował mnie w skroń i zrobił to bardzo delikatnie. Mimo tego chyba nie nadaję się do dalszych igraszek. Czuję, że jestem opuchnięta i upewniłam się o tym, dotykając się pod wodą dłonią. Jak ja mam mu powiedzieć, że nie chcę dziś więcej?

– Odpuścimy na dziś, dobrze? – zapytał, jakby czytał w moich myślach.

– Dobrze – odetchnęłam z ulgą, chyba zbyt głośno.

– Musisz mi mówić, czego pragniesz, Rebeko, inaczej będziesz cierpiała…

– Jak mnie dotykasz i całujesz, to zapominam o całym świecie, trudno wtedy myśleć o tym, że może mnie zaboleć…

– Nie mówię tylko o seksie, Reb. Jeśli mamy to przetrwać, musisz jasno wyrażać, co czujesz…

– Co przetrwać? – spojrzałam na niego zaskoczona.

– Początkujący związek w rocznej trasie z zespołem rockowym to nie lada wyzwanie.

– Jaki związek? – aż pisnęłam i odwróciłam się, by siedzieć z nim twarzą w twarz.

– To chyba oczywiste – uniósł brew.

– Dla mnie nie, to tylko seks, Sed.

– Tylko seks?

– Tak. Nie chcę związku, nigdy nie byłam w prawdziwym związku i nie chcę być, to same problemy, ograniczenia i wyrzeczenia.

Zrobił zdziwioną minę.

– Myślałem, że coś między nami jest…

– No jest, mnóstwo sprzecznych emocji.

– Można nad tym popracować.

– Nie chcę pracować nad związkiem, który i tak nie ma szans. Nie widzisz, że jesteśmy z zupełnie innych światów? To, że się poznaliśmy, to ironia losu. Wątpię nawet, czy przetrwam ten rok z wami w trasie.

– Więc po co w ogóle się zdecydowałaś?

– Trey wziął dziekankę.

– Mogłaś się wycofać, zanim się zgodził.

– Nie wiedziałam, że tak szybko zadziała. Po wczorajszym wieczorze spałam dziś do południa. Gdy wrócił do domu, było już po wszystkim, dostał od dziekana roczny urlop, w dodatku gdy powiedział, że jedzie w trasę z wami i będzie zdobywał doświadczenie, dziekan zadecydował, że zaliczy mu egzamin zawodowy. Nie mogłam powiedzieć, że jednak nie jadę.

 

– Robisz to dla niego?

– Tak.

– Dlaczego zawsze myślisz o innych, a nigdy o sobie?

– Nie znasz mnie, Sed.

– Może nie znam, ale zdążyłem się zorientować, że pomagasz wszystkim kosztem własnego szczęścia.

– Wcale nie – zaprzeczyłam ponownie.

– Jak to nie? A twoja matka?

– Muszę jej…

– Nie, Reb! Nic nie musisz! Zrób wreszcie coś dla siebie!

– I robię! – podniosłam głos. – Jadę z wami w tę trasę! Wystarczy?

– Nie robisz tego dla siebie.

– Dla siebie też, wiem, że to ogromna szansa – spuściłam z tonu.

– Skoro nie chcesz związku, to mam nadzieję, że chociaż ją wykorzystasz. Pamiętaj, że ci pomogę, jakbyś miała jakieś wątpliwości.

– Mam mnóstwo wątpliwości, Sed, ale już nie ma odwrotu. Jedziemy z wami.

– Bardzo mnie to cieszy – uśmiechnął się.

– Mogę ci zadać osobiste pytanie?

– Jasne, zawsze.

– Dwa dni temu zostawiłeś przed ołtarzem kobietę, z którą byłeś trzy lata, a teraz proponujesz mi związek… Nie sądzisz, że to dziwne?

– Myślisz, że po prostu szukam pocieszenia i zapomnienia? – zaśmiał się. Nie wiem, co było w tym śmiesznego.

– No, tak to trochę wygląda…

– Nie, Reb. Mówiłem ci już, że to była najlepsza decyzja mojego życia.

– No okej, ale po co ładować się ze związku w związek? Nie chcesz sobie teraz poużywać życia? Trasa to doskonała okazja na wyrywanie panienek, a w sumie to nie musicie ich wyrywać, bo same rozkładają przed wami nogi.

Znowu się zaśmiał. Czy ja jestem aż taka zabawna?

– Z tobą chcę sobie poużywać, nie chcę żadnej innej, Reb. Ty masz to coś, coś co mnie powaliło…

– O nie! – odsunęłam się od niego. – Tylko mi tu nie gadaj, że się zakochałeś albo co! – dodałam piskliwym głosem.

– A jeśli tak? – posłał mi ten swój uśmiech.

– To masz problem! Ja wychodzę! – zerwałam się z wanny i uciekłam z łazienki. Jezu, czy on sobie jaja ze mnie robi? Nie chcę żadnego związku, żadnych problemów. Chwyciłam koszulkę i spodnie, które mi dał. Wsunęłam je w pośpiechu na tyłek i zbiegłam na dół. Jakie było moje zaskoczenie, gdy w holu spotkałam wysoką, piękną blondynkę. Miała nogi do nieba, cudownie długie blond włosy i sztuczne piersi, ale naprawdę super zrobione, no i te niebieskie oczy… Spojrzała na mnie zaskoczona i zrobiła krok w tył, a jej niebotyczne szpilki zastukały na drewnianej podłodze.

– Przepraszam, co robisz w spodniach mojego narzeczonego? – zapytała jakby oburzona moim widokiem. O cholera! To Kara.

– Wychodzę – odpowiedziałam i chciałam jak najszybciej wyjść.

– Hola, dziewczynko! – chwyciła mnie za nadgarstek i szarpnęła.

– Ała!

– Takie jak ty nie robią już na mnie wrażenia, użerałam się z takimi trzy lata i nie dam za wygraną. On jest mój, rozumiesz?! – zasyczała.

– Puść mnie! – szarpnęłam się, ale ścisnęła mnie jeszcze mocniej. Cholera! Ale jest silna.

– Gówno mnie obchodzi, czy zrobiłaś mu loda, czy dałaś dupy, on i tak zawsze wraca do mnie. Wracał i tym razem też wróci, więc nie licz na nic więcej, kochanie.

– Czeka na ciebie w wannie pełnej piany! Miłej zabawy! – uśmiechnęłam się złośliwie.

– Ty mała dziwko! – wymierzyła mi niespodziewany policzek. – Jak śmiesz przychodzić do mojego domu?! – dodała rozwścieczona. Oniemiała dotknęłam piekącego policzka, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę mnie uderzyła.

– Kara!

Odwróciłyśmy się jednocześnie w stronę schodów. Zbiegł po nich Sed w samych bokserkach.

– Co ty wyprawiasz, do cholery? – warknął na nią.

– Przyjechałam po resztę swoich rzeczy. Miało cię nie być… – od razu zmienił jej się ton. Złagodniała na jego widok. Musi go naprawdę bardzo kochać.

– Ale jestem, mogłaś zadzwonić… – on też złagodniał. Poczułam się dziwnie, patrząc na intymną, trudną relację tych dwojga.

– Musisz tu przyprowadzać te panny? Nie możesz ich posuwać w autobusie? Tylko w naszej sypialni? – rozpłakała się. Co? Z niedowierzaniem patrzyłam, jak zalała się rzęsistymi łzami.

– Karo, proszę… – podszedł do niej i dotknął ramienia. Chyba trzeba się stąd ulotnić. Szybko!

– Jak możesz mi to robić? Ja tak bardzo cię kocham! – załkała i wtuliła się w jego ramiona. Zrobiło mi się jej autentycznie szkoda, a Sed od razu znowu dostał plakietkę z napisem dupek. Odwróciłam się na pięcie i skrępowana sytuacją szybko ruszyłam do drzwi. Uh! Co za palant! Zbiegłam po schodach i zobaczyłam, że taksówka, którą najwidoczniej przyjechała Kara, jeszcze stoi. Zanim weszłam do samochodu, usłyszałam dźwięk rozbijanej porcelany albo czegoś w tym rodzaju. Chyba ulotniłam w dobrym momencie.

– Przepraszam, wolny pan? – zapytałam taksówkarza.

– Mam czekać na tę panią, co weszła przed chwilą – odpowiedział.

– Ta pani zrezygnowała, może mnie pan zawieźć?

– Oczywiście.

– No koszt tego pana? – pokazałam na dom.

– Jasne, wystawię rachunek. Często wozimy gości pana Millsa.

– Świetnie – uśmiechnęłam się szyderczo. Może nie zbiednieje, fundując mi taksówkę do domu. Podałam adres i po dwudziestu minutach wysiadłam pod swoją kamienicą. Cholera! Zostawiłam torebkę w busie albo w jego domu. No trudno, mam nadzieję, że ją odzyskam. Przebrałam się w piżamę i położyłam w łóżku Treya. Nadal krwawię i to dość intensywnie. Nie podoba mi się to. Założyłam wielkie okresowe gacie, więc może przetrwam do rana. Zasnęłam z paczką czipsów w ręce, oglądając jakiś mało straszny horror.