Na szczycieTekst

Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

***

Nie mam pieniędzy na taksówkę, więc droga do domu zajmie mi całą wieczność. W dodatku te buty. Kurwa mać! Nie zadzwonię do Treya, bo przecież się domyśli i przyjedzie tu zabić Seda. Spuścił lanie wielu facetom, z którymi się spotykałam, każdy kolejny był gorszy od poprzedniego. Dlaczego ja trafiam na takich dupków? Ruszyłam ze schodów do drzwi głównych, zgarniając po drodze moją torebkę ze stolika w holu.

– Cześć, Reb! – usłyszałam męski głos. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Clarka, gitarzystę wspomagającego zespołu. Cholera, co on tu robi?

– Cześć, Clark, a właściwie to żegnaj – burknęłam pod nosem.

– Wychodzisz już? – zapytał zaskoczony moim tonem.

– Tak.

– Gdzie Sed?

– Nie wiem.

Zmarszczył brwi.

– Pokłóciliście się?

– Nie.

– Zostań, zaraz będzie reszta chłopaków. Zrobimy sobie imprezę i poznamy się lepiej, skoro mamy jechać razem w trasę.

– Nie jadę z wami, a teraz naprawdę muszę iść – ruszyłam do drzwi, w których wpadłam na Nickiego, wokalistę.

– O wilku mowa! – krzyknął i chwycił mnie w pasie, zrobił kilka obrotów i postawił na podłodze. – Witaj, nasza mała Reb! – wycałował mnie po policzkach. Stałam jak oniemiała.

– Mówiłem, że seksowna z niej laska! Zobacz, jakie nogi! – dodał Simon, a za nim weszła reszta chłopaków.

– Ja właśnie wychodzę – przedarłam się przez gwar.

– Dlaczego? – zapytał Erick i wtedy wszyscy spojrzeli na mnie.

– Muszę już iść. Miło było was poznać – wymusiłam uśmiech.

– Co ci zrobił ten idiota? – zapytał Alex.

– Co?

– Co ci zrobił Sed, że tak uciekasz?

– Nic, właściwie to nic mi nie zrobił – i właśnie w tym problem, pomyślałam.

– Sed! – krzyknął Nicki. – Sed, kurwa, chodź tutaj! – powtórzył.

– Jezu, dajcie spokój. Naprawdę nic mi nie…

– Co jest? – wyszedł zza ściany jak duch.

– … zrobił – dokończyłam z rozdziawioną buzią na jego widok.

– Co zrobił? Nic nie zrobiłem! – spojrzał na mnie krzywo.

– To dlaczego ucieka stąd jak poparzona? – zapytał wkurzony Erick.

– Wychodzisz? – zapytał smutno Sed.

– Tak.

– Jezu, poczekaj, nie to miałem na myśli – powiedział, a ja zrobiłam wielkie oczy. – Chyba nie będziemy teraz o tym przy wszystkich rozmawiać, do cholery?

– Sed, nie zaczynaj – spojrzałam błagalnie.

– Mogłaś mi powiedzieć.

– Co ci mogła powiedzieć? – wtrącił Simon.

– Dajcie nam pięć minut – Sed pokazał palce jednej dłoni w kierunku chłopaków.

– Tylko tyle? Myślałem, że jesteś długodystansowcem, stary! – wypalił Nicki.

– Oj, zamknij się, Dark! – warknął na niego Sed.

– Słyszałem wiele razy, jak Kara krzyczała całą noc. Och, Sed! Tak! Tak! Pieprz mnie, tak! Mocniej! Szybciej – wykrzykiwał Simon, a ja wkurwiona ruszyłam do drzwi.

– Reb, poczekaj!

– Pieprz się, Mills! – pokazałam mu środkowy palec, nie odwracając się do niego. Wyszłam na podjazd i rozejrzałam się, nie wiedząc, w którą stronę iść.

– Idź za nią, debilu! – usłyszałam głosy chłopaków. Dobiegł do mnie po chwili, chyba nie ma świadomości, że jest nadal w samych bokserkach.

– Poczekaj – zagrodził mi drogę.

– Nie rozumiesz sformułowania „pieprz się”?

– Daj mi wytłumaczyć.

– Jeśli nie rozumiesz, to powiem dosadniej! Spierdalaj! – wrzasnęłam i ruszyłam dalej. Na szczęście nie próbował mnie dalej zatrzymywać. Chyba zrozumiał znaczenie słowa „spierdalaj”. Dotarłam do najbliższego przystanku autobusowego. Na tych osiedlach autobusy jeżdżą bardzo rzadko. Wypaliłam ze trzy papierosy pod rząd, tak się wkurwiłam. Co za dupek! Jezu! Tak to mnie chyba jeszcze nikt nie potraktował. Nikt mi nie powiedział, że gdyby wiedział, to by mnie nie dotknął. Najczęściej po prostu przestawiali się odzywać albo wymyślali jakąś durną wymówkę.

Świetnie! Autobus mam dopiero za półtorej godziny. Jezu! Usiadłam na przystanku i rozejrzałam się. To ładna dzielnica, raczej nic mi tu nie grozi, prawda? Wyjęłam komórkę i zastanawiałam się, czy nie zadzwonić do Treya. Pewnie powinnam była to zrobić, w końcu to mój najlepszy przyjaciel. Nie zrobiłam tego jednak. Czekałam. Kiedy dotarłam do domu, już świtało. Trey na szczęście spał, więc wykończona nawet się nie rozebrałam, tylko padłam na łóżko twarzą w poduszki.

***

O mój Boże! Moje nogi. Spojrzałam krzywo na poocierane, opuchnięte, cholernie obolałe i brudne stopy. Z przystanku do domu szłam boso, nie dałam rady. Położyłam się na plecach i próbowałam rozruszać palce u stóp, jęknęłam z bólu, gdy usłyszałam pukanie do drzwi:

– Śpisz, Reb? – szept Treya.

– Nie, umieram – odpowiedziałam. Wszedł ubrany w dżinsy i czarną koszulę. – Masz randkę? – zapytałam zaskoczona jego wyglądem.

– Nie, byłem na uczelni załatwić dziekankę.

O kurwa, nie!

– Udało ci się? – pisnęłam z nadzieją, że nie.

– No! – krzyknął radośnie i dodał: – Jedziemy w trasę ze Sweet Bad Sinful! – wskoczył na łóżko i uściskał mnie mocno. – Nie cieszysz się? – zapytał, nie widząc mojego entuzjazmu.

– Cieszę – skłamałam. Nie mogę się teraz wycofać. Zrezygnował ze studiów. Dla mnie. Dla tej pracy. Jasna cholera!

– To dzwoń do Millsa i mu powiedz! A właśnie, jak wczorajsza kolacja? Spodziewałem się, że nie wrócisz na noc do domu.

– Jak widać wróciłam.

– Zrobiliście to?! – zapytał podekscytowany.

– Nie. Wiedziałbyś pierwszy, gdyby to się stało.

– Oj wiem. Tak pytam! – spojrzał na moje stopy. – Gdzieś ty łaziła?

– Nie pytaj i napuść mi lepiej wody do wanny. Nie domyję tego do niedzieli.

– Weszłaś w psią kupę? – zapytał, wąchając moje brudne stopy, i zrobił taką minę, że od razu zaczęłam się śmiać.

– Nie wiem, może.

– O fuuuuuu!

Ryknęłam śmiechem i pacnęłam go w ramię.

– Kocham cię, Trey.

– Ja ciebie też kocham, mała – przytulił mnie mocno i cmoknął w policzek.

Gdy zmyłam brud ze stóp, zobaczyłam, ile mam na nich bąbli. O rany! Nigdy więcej nie założę tych butów. Wrzuciłam je głęboko do szafy, starając się nie myśleć o Sedricku. Nawet nie zadzwonił, nie zainteresował się, czy w ogóle dotarłam do domu. Chciał mnie tylko przelecieć i tyle. Teraz cieszę się, że wyszło, jak wyszło. Żałowałabym do końca życia, gdybym wczoraj poszła z nim do łóżka. Usiadłam w kuchni i zaparzyłam sobie kawę.

– W co się ubierasz na koncert? – zapytał Trey.

– Koncert? Jaki koncert?

– No dziś. Dostałaś przecież bilety od Sedricka.

O matko, to dziś? Dziś jest piątek?

– Chyba nie dam rady iść z tymi stopami – pokazałam mu swoje nogi.

– E tam! Załóż baleriny czy coś. Przecież nie możemy tego przegapić! Zresztą dzwoniłem już i powiedziałam, że będziemy.

– Do kogo dzwoniłeś?

– Do Seda.

– Mówił coś?

– Nie za wiele, zajęty był. Wyśle po nas samochód z kierowcą. Uwierzysz?

– Tia – wywróciłam oczami.

– Jakaś jesteś nie w humorze, stało się coś wczoraj?

– Nie.

– Mała, nie okłamuj mnie – Trey odłożył koszulkę na krzesło i podszedł do mnie.

– Nie okłamuję. Nic się nie wydarzyło.

– Całowaliście się chociaż?

– Trey, błagam! – posłałam mu zbolałe spojrzenie.

– Ej, no powiedz!

– Tak, całowaliśmy się.

– I jak?

– Jak całuje?

Pokiwał głową.

– Dobrze, nawet bardzo dobrze – dodałam i bezwiednie przygryzłam wargę.

– Nie próbował czegoś więcej?

– Zatańczyłam dla niego.

– O łał!

– Służbowo, że tak powiem.

– Służbowo czy nie i tak na pewno mu stanął!

I to jak, pomyślałam i powiedziałam:

– Pewnie tak.

– Nie sprawdzałaś?

– Nie – skłamałam. Cholera. Okłamałam mojego najlepszego przyjaciela, pierwszy raz w życiu. Poczułam się paskudnie.

– Serio, jest coś z tobą nie tak, brakuje ci piątej klepki czy coś – wzruszyłam ramionami.

– Pewnie tak.

– Ej, mała, co jest? – wciągnął mnie na swoje kolana.

– Zróbmy to, Trey.

– Co? – spojrzał pytająco.

– Chcę już to mieć za sobą.

– Ale co? – powtórzył.

– Kochaj się ze mną Trey. Teraz! – wypaliłam i pocałowałam go namiętnie. Siedział na oparciu sofy w salonie, więc oboje polecieliśmy do tyłu. Wylądowałam na nim i zaczęłam go rozbierać. Nie protestował.

– Na pewno tego chcesz? – wyjęczał, gdy dobrałam mu się do rozporka.

– Tak – szepnęłam i zaczęłam całować go po klatce piersiowej. Tak bosko pachnie. Pocałowałam go po stronie serca i spojrzałam na niego.

– Jesteś taka śliczna, mała – musnął kciukiem kącik moich ust i podciągnął mnie do siebie, by namiętnie pocałować.

– Och, Trey! – jęknęłam, gdy zdjął mi koszulkę, zaraz potem stanik.

– To nic między nami nie zmieni, prawda? – zapytał nagle, przerywając pieszczoty moich piersi.

– Nie. Proszę, zrób to – zacisnęłam powieki, siedząc na nim okrakiem. Oboje byliśmy już nadzy.

– Rozluźnij się – powiedział i wsadził we mnie palec, aby mnie trochę przygotować. – Ale jesteś mokra!

– Boże! – krzyknęłam, gdy znalazł ten punkt w środku i zaczął go masować. Ścisnęłam jego ramiona owładnięta pożądaniem. Odrzuciłam głowę i zamknęłam ponownie oczy, by nie patrzeć na jego wielkiego penisa. To też nie jest rozmiar odpowiedni na pierwszy raz. Gdy kciukiem dotknął mojej łechtaczki, zaczęłam szczytować.

– O kurwa, tak – syknął przez zaciśnięte zęby, kiedy poczuł, jak zaciskam się na jego palcu. Ścisnął mocno pośladki i gdy drugi orgazm wstrząsał moim ciałem, wszedł we mnie mocno, gwałtownie.

– O Boże! – krzyknęłam z bólu. Jezu, co za ból! Po orgazmie nie został nawet ślad. Nie potrafię tego nawet opisać. Jakby gorący pręt rozrywał mnie od środka.

– Spokojnie, mała – przytrzymał mnie, widząc moją minę.

– Trey, to boli, bardzo boli – zakwiliłam cicho, a do oczu napłynęły mi łzy.

– Wytrzymaj Reb, taka dzielna z ciebie dziewczynka. Tak bardzo cię kocham – pocałował mnie czule w usta i poruszył się delikatnie.

 

– O matko! – krzyknęłam ponownie, miałam ochotę się zerwać, uciec jak najdalej.

– Jeszcze chwila – wyszeptał głaszcząc moje włosy.

– Chwila na co? – zapytałam ze łzami w oczach.

– I wejdę głębiej.

– O mój Boże! – chciałam go odepchnąć i wstać, ale mi nie pozwolił. Wcisnął całego siebie we mnie, a przynajmniej tak mi się wydawało, wydając przy tym ryk pragnienia i czegoś, czego nie potrafię opisać. Po tym urwał mi się film.

***

Ocknęłam się, czując, że ktoś poklepuje mnie po policzku.

– Reb! Reb! Otwórz oczy – otworzyłam i zobaczyłam jego udręczoną minę. – Jezu, ale mnie wystraszyłaś! – dodał i przytulił z całej siły.

– Co się stało? – zapytałam nadal lekko zamroczona.

– Zemdlałaś – odpowiedział i przypomniało mi się to, co wydarzyło się chwilę temu.

– Czy my? – skrzywiłam się.

– Chyba tak – spojrzał na mnie z wyrzutem.

– O rany.

– Wybacz, nie chciałem.

– Nie, Trey, sama chciałam. Broń Boże, nie miej wyrzutów sumienia – chwyciłam jego twarz w dłonie i spojrzałam prosto w oczy. – Jesteś jedynym facetem na tym świecie, z którym powinnam była to zrobić. Kochasz mnie, szanujesz, wytrzymujesz ze mną, niczego więcej nie potrzebowałam. Dziękuję – pocałowałam go w kącik ust.

– Tak cię bolało? – spojrzał dalej udręczony.

– Troszkę.

– Zemdlałaś.

– Z wrażenia – puściłam mu oczko.

– To nie jest śmieszne. Może powinniśmy jechać do szpitala?

– Daj spokój, nic mi nie jest.

– Cała kanapa jest we krwi – powiedział. Spojrzałam na swoje nogi i jego biodra. Też jesteśmy brudni. Chyba ominęła mnie część tej imprezki. Wstałam i skrzywiłam się, czując ból między udami. Cholera! Poszłam do salonu. Faktycznie, na kanapie są ewidentne ślady utraty mojego dziewictwa.

– Zawsze tak jest? – zapytałam.

– Co? – Trey stanął za mną w progu i także spojrzał.

– No, że tyle krwi i w ogóle.

– Nie, to raczej indywidualne.

– Ale mam już to za sobą tak? – wyszczerzyłam zęby.

– Mówisz, jakbyś pozbyła się problemu – skrzywił się.

– Po prostu chciałam mieć to już za sobą.

– W sumie to nie wiem, czy na pewno.

– Jak to?

– Nie wszedłem cały, tylko troszkę.

– Nie? Cholera, a ja czułam cię aż w żołądku! – roześmiałam się w głos.

– Głupia jesteś! – Trey też się roześmiał.

– Idę się umyć, a potem wypiorę tą kanapę.

– Po co? I tak niedługo się stąd wyprowadzimy.

– W sumie racja.

– Mogę iść z tobą?

– Nie przeginaj, Trey! To był tylko ten jeden raz – rzuciłam mu ostrzegawcze spojrzenie.

– Między nami na pewno wszystko okej? – zobaczyłam, że nadal ma wyrzuty. Podeszłam więc do niego.

– Oczywiście, że tak – cmoknęłam go w policzek.

– Wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim, nie darowałbym sobie, gdyby stała ci się krzywda – założył mi kosmyk włosów za ucho.

– A ja, gdyby stała się tobie.

– Damy sobie radę w tej trasie?

– Pewnie, że tak. Razem zawsze damy radę.

Uśmiechnął się i mnie przytulił.

– Idź się umyć. Zrobię coś do jedzenia – dodał.

– Tosty?

– Jeśli chcesz.

– Z serem i szynką.

– Będą z serem i szynką.

Odwróciłam się i poszłam do łazienki. Z ciekawości rozkraczyłam się przed lusterkiem, by zobaczyć się tam na dole, już po kąpieli oczywiście. Nie ma różnicy, może jestem trochę opuchnięta i zaróżowiona, ale nic się nie zmieniło. Czego ja się niby spodziewałam? Sama nie wiem. Roześmiałam się sama z siebie.

– Co ty robisz? – do łazienki wparował Trey i spojrzał na mnie jak na wariatkę.

– Oglądam swoją nową cipkę.

– Jesteś niemożliwa – roześmiał się w głos, widząc, co durnego robię. – I co, zmieniło się coś?

– No nie.

– A czego się niby spodziewałaś? Że wyrośnie ci tam kaktus?

– Nie wiem właśnie.

– Lepiej się ogarnij. Za pół godziny przyjedzie po nas samochód.

– O cholera! – zerwałam się i szybko zjadłam tost. Trey robi najlepsze tosty na świecie. Tylko zaraz, zaraz. Skąd on wziął składniki na tosty? Pewnie był na zakupach. O rany, a to przecież moja kolej. – Ile mam ci oddać za to jedzenie? – zapytałam, upychając tosta do ust i wciskając się w dżinsy.

– Daj spokój – machnął ręką, prasując swoją koszulę.

– Nie, teraz moja kolej. Oddam ci, jak tylko będę miała, okej?

– Oczywiście – uśmiechnął się szyderczo, wiedząc, że zawsze tak mówię, a mało kiedy oddaję. No cóż.

***

Wysiadając pod klubem, w którym miał odbyć się koncert, poczułam dziwne uczucie w dole brzucha na myśl, że zaraz zobaczę Seda. Trey namówił mnie na bluzkę z głębokim dekoltem bez stanika, ale nie wiem, czy w tym tłumie to dobry pomysł. Miało być trzysta osób, a ja widzę znacznie więcej. W życiu nie wejdziemy do środka.

– Nie mamy szans – skrzywiłam się.

– Chodź, na pewno wpuszczą nas wejściem dla VIP-ów – pociągnął mnie za rękę.

– Ta, jasne!

– Chodź, marudo – muszę przyznać, że w koszuli, którą założył, i podartych dżinsach wygląda super. Zresztą, jak zawsze. Ja założyłam trampki. Nie dość, że bolą mnie stopy, to jeszcze krok. Zapowiada się „cudowny” wieczór. Skierowaliśmy się w stronę autobusów zespołu. O rany! To tym będziemy podróżować? Z ciekawości zajrzałam do środka przez przyciemniane okno, ale nic nie było widać.

– Mogę cię oprowadzić, jeśli chcesz – z ciemności wyłoniła się postać, rzuciła niedopałek papierosa i przygniotła go butem.

– Proszę? – zapytałam kulturalnie, jak na mnie. Gdyby nie Trey, już bym stąd uciekła.

– Reb, to Simon Lewin! – odezwał się podekscytowany.

– O, cześć, Simon – ucieszyłam się na jego widok.

– Myślałem, że nie przyjdziesz. Jednak nie rezygnujesz? – wyszedł z cienia i ukazał się przed nami w całej okazałości. W scenicznym wydaniu, oczy pomalowane na czarno. Włosy wygolone na bokach, a góra postawiona w irokeza, kolczyki, tatuaże, no i te końcówki na platynowy blond. Uch! Aż mnie zatkało.

– Nie. Jedziemy z wami w trasę. Sedrick wam nie przekazał? – zapytałam, a kiedy wymawiałam imię Seda, serce zabiło mi mocniej. Dziwne uczucie.

– Nie wiemy, gdzie się podziewa, od rana go, kurwa, nie ma. Myśleliśmy, że jest z tobą – odparł i spojrzał na Treya. – Ty pewnie jesteś Trey – obleciał go wzrokiem.

– Tak – odpowiedział jednym słowem, chyba nie może uwierzyć, z kim rozmawia.

– Nieźle wyglądasz. Ćwiczysz? – dotknął jego bicepsa, a Trey aż podskoczył.

– Tak – wydukał, a ja się roześmiałam.

– Po koncercie jest impreza, oczywiście idziecie z nami – objął Treya i ruszyli w stronę bocznego wejścia. Simon Lewin lubi chłopców? Nie! Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę!

Stwierdziłam jednak, że najpierw zapalę. Schowałam się między busami, aby nikt mnie nie przegonił. Wypaliłam papierosa, zgasiłam go o kosz na śmieci, wyszłam zza autobusu i na niego wpadłam.

– Sed! – krzyknęłam.

– Cześć, Rebeko – odpowiedział tym swoim mruczącym tonem.

– Cześć. Wszyscy cię podobno od rana szukali.

– Miałem ważne sprawy. Sama przyszłaś? – podszedł do mnie, zaganiając między dwa autobusy, jak w pułapkę.

– Nie, Trey poszedł z Simonem.

Nie wiem, dlaczego się roześmiał.

– Idziemy do środka? – wyciągnął do mnie dłoń.

– Muszę tylko do łazienki.

– Skorzystaj w busie, w środku się nie dopchasz – otworzył drzwi do większego z nich i pokazał, abym weszła. Wahałam się chwilę, ale w sumie nie chcę stać godzinę w kolejce. Weszłam po trzech schodkach.

– Boże, jaki tu syf – pisnęłam, widząc wszędzie brudne talerze, butelki po piwie, ciuchy czyste z brudami.

– W drugim jest odrobinę lepiej – znowu się roześmiał.

– Jak wy możecie tak żyć? – skrzywiłam się, widząc wielką plamę na dywanie.

– Będziesz się musiała przyzwyczaić, tu nie ma prywatności, własnego pokoju i własnej łazienki.

– Nie macie w zwyczaju po sobie sprzątać? – zrobiłam krok między stertą ubrań a rozlaną butelką pepsi.

– Sprzątamy regularnie raz w tygodniu.

– Patrząc na to, można by pomyśleć, że wasz tydzień jest zdecydowanie dłuższy niż mój.

– Skoro się zdecydowałaś jechać, będziesz mogła sprzątać do woli. Chłopaki się ucieszą – posłał mi ten swój uśmieszek.

– A żebyś wiedział, że będę sprzątać. Pierwsze, co zrobię, to wysprzątam autobus na błysk.

– Świetnie, bo właśnie ja w nim śpię – znowu ten uśmiech.

– W takim razie ja w tym drugim – mina mu zrzedła i tym razem to ja ledwo powstrzymałam uśmiech. – Tam jest łazienka? – pokazałam korytarz prowadzący na tył.

– Tak.

Jakimś cudem udało mi się otworzyć drzwi. Rany, ale tu brudno! Jak oni mogą się tu myć? Cały zlew w piance do golenia i włosach, lustro oplute pastą do zębów, ktoś nie spuścił wody w kiblu.

– O fuuuuuuuuuuu! – krzyknęłam i od razu spuściłam wodę.

– Wiem. Kibel się zapchał – usłyszałam śmiech Seda zza drzwi. Cholera, faktycznie. Woda nie schodzi. Rany. Otworzyłam drzwi.

– Jak ja mam się tu wysikać skoro kibel się zapchał?

– Oj sikaj i już. Jutro ktoś przyjdzie i przepcha – wywróciłam oczami i zamknęłam drzwi. Zdezynfekowałam deskę i obłożyłam papierem. Ta łazienka jest bardzo mała, mniejsza niż w naszym mieszkaniu. Mikroskopijny prysznic, zlew i kibel. Ja się tu mieszczę, ale dwie osoby – nie ma szans. Ściągnęłam spodnie i zobaczyłam plamę krwi na majtkach.

– O kurwa – zaklęłam głośno. Okres? Nie, to jeszcze nie czas. To chyba dalej ślady utraty mojego dziewictwa. Cholera no. Rozejrzałam się, ale przecież w busie zespołu rockowego nie znajdę podpaski.

– Skończyłaś? Musimy iść – zaczął dobijać się Sed.

– Mamy problem – powiedziałam. Nie mam wyjścia. Przecież tak nie wyjdę.

– Jaki problem? – otworzył drzwi i spojrzał jak kucam nad kibelkiem ze spuszczonymi spodniami i majtkami.

– Ej!

– Daj spokój, widziałem cię nago – spojrzał na moje majtki. – Okres?

– Nie. Załatw mi podpaskę – spojrzałam błagalnie.

– Niby skąd? – skrzywił się.

– Nie wiem. Nie macie żadnej dziewczyny w ekipie?

– Dobra, poczekaj. Coś wykombinuję – zaskoczyła mnie jego reakcja. Myślałam, że wyjdzie i po prostu mnie zostawi. A on się przejął. Może nie jest taki zły? Może wczoraj po prostu się zdenerwował, bo to było dla niego duże zaskoczenie? Sama już nie wiem. Na szczęście w torebce mam mokre chusteczki – wytarłam się i czekałam cierpliwie, aż Sed wróci. No i wrócił, z tamponami. Wręczył mi je, jakby to była statuetka Oskara. Spojrzałam na niego z politowaniem.

– Sed, nie używam tamponów.

– Wszystkie dziewczyny ich używają.

– Nie ja.

– Spróbuj chociaż, nie miały podpasek.

– Kto nie miał?

– Fanki za bramką.

– Poszedłeś prosić o podpaski wasze fanki? – parsknęłam śmiechem.

– A co miałem zrobić? Żaden z nas ich nie używa!

– No co ty! Domyśliłam się. Dobra wyjdź, spróbuję to jakoś zamontować – spojrzałam na tampon w rozmiarze max. Nie wygląda to dobrze.

– Pomóc ci? – Czy on mówi serio?

– Wynocha! – wypchnęłam go z łazienki i zamknęłam drzwi. No dobra, jak to się robi? Po kilku próbach mi się nie udało, jestem za bardzo obolała i chyba sobie coś w środku obtarłam. Ała. No świetnie.

– Reb, chłopaki zaraz wychodzą na scenę! – pośpieszał mnie Sed.

– Ja nie idę!

– Nie przesadzaj. Okres to nie koniec świata – znowu mi się władował do łazienki.

– To nie okres głupku. Idź do nich, ja tu zostanę.

– Skoro to nie okres – spojrzał na zakrwawiony tampon w mojej dłoni – to może powinnaś iść do lekarza.

– Nie twoja sprawa. Spadaj stąd.

– Reb, przepraszam cię za wczorajszy wieczór – wypalił. No wybrał moment. Ja stercząca nad kiblem, ze spuszczonymi spodniami, majtkami i tamponem w ręku.

– Sed, nie będę o tym teraz gadać.

– Ale źle mnie zrozumiałaś.

Nerwowo napchałam sobie papieru toaletowego w majtki, podciągnęłam je, a potem spodnie.

– Doskonale cię zrozumiałam, nie musisz się tłumaczyć.

– Zaskoczyłaś mnie.

– No coś ty! – przecisnęłam się w drzwiach łazienki, by umyć ręce w kuchennym zlewie. Ten tu też jest zapchany.

– Naprawdę cię przepraszam – łaził za mną jak pies.

– Przeprosiny przyjęte – odpowiedziałam na odczepnego, niech już przestanie. Gdy weszliśmy do klubu, chłopaki od razu obskoczyli Seda.

– Gdzieś ty, kurwa, był?

– Cześć, Reb, twój kumpel chyba padł trupem! – przywitał się ze mną Nicki.

– Simon, co mu zrobiłeś? Nie było nas pół godziny!

– Sam chciał się pojedynkować na szoty – udawał niewiniątko.

– Ile wypił? – skrzywiłam się. Wiedziałam, że to tak się skończy.

 

– Piętnaście pod rząd.

– Cholera, Simon! – warknęłam. – Gdzie on jest?

– Śpi w garderobie.

– Reb, spoko, nic mu nie będzie – wtrącił Erick.

– Będzie rzygał jak kot! Znam go.

– Jakby to on jeden zarzygał nam garderobę – Nicki przybił piątkę z Simonem.

– Nie ty go będziesz niańczył, więc mnie lepiej nie denerwuj.

– Już ją lubię – Alex objął mnie po przyjacielsku.

– Chłopaki, na scenę! – krzyknął ktoś z obsługi.

– Roznieśmy ten lokal, sukinsyny! – Simon krzyknął mi prawie do ucha. Chłopaki zaczęli wykrzykiwać jakieś dziwne rzeczy, trochę to przerażające, ale to w końcu gwiazdy rocka. Ruszyli na scenę nabuzowani. Czy oni coś pili? Brali? Prawie mnie staranowali, zanim zostaliśmy sami z Sedem. Znowu.

– Chcesz dobrze widzieć?

– Chyba muszę znaleźć Treya.

– Nic mu nie będzie. Zabaw się.

– Sprawdzę chociaż, nie chcę, aby się udusił własnymi wymiocinami.

– No dobra. Chodź – chwycił mnie za dłoń i zaprowadził do garderoby. Tu także jest bałagan, choć odrobinę mniejszy niż w busie. Zapewne dlatego, że spędzili tu tylko kilka godzin.

– Trey – kucnęłam obok leżącego na czerwonej skórzanej sofie Treya. Na szczęście położyli go na boku, bo obok niego, na dywanie jest wielka plama wymiocin.

– Mówiłem, że nic mu nie jest.

– Rano będzie zdychał. Ciężko znosi kaca.

– Nie jesteś jego matką, daj mu spokój.

– On nie ma rodziców, ja się nim opiekuję – Sed podszedł i kucnął obok mnie.

– Teraz śpi, nie pomożesz mu.

– Posiedzę tu – pogłaskałam Treya po głowie. Wymamrotał coś na podobieństwo mojego imienia i przekręcił się na drugi bok.

– Naprawdę jesteście blisko, co?

– Kocham go, Sed. Gdyby nie to, że jest gejem, pewnie zostałby moim mężem – spojrzał na mnie dziwnie.

– Jesteś za młoda na małżeństwo.

– Odezwał się staruch!

– Na pewno jestem starszy od ciebie, dziecinko! – usiadł, przesuwając nogi Treya trochę dalej na sofie.

– Ile starszy?

– Skoro ty masz dwadzieścia jeden to jakieś siedem lat.

– Masz dwadzieścia osiem lat? – zdziwiłam się, bo nie wyglądał na tyle.

– Będę miał, za kilka tygodni.

Poprawiłam Treyowi poduszkę i zdjęłam mu buty.

– Chcesz zobaczyć choć fragment koncertu?

– Niech będzie – uśmiechnęłam się i cmoknęłam Treya w policzek. – Śpij, pijaku.

– Mam najlepszą miejscówkę. Chodź! – zaciągnął mnie za kulisy, gdzie doskonale widać chłopaków. Rany! Są niesamowici. Gdy tylko usłyszałam pierwsze dźwięki jednej z piosenek, przeszły mnie ciarki. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Głos Nickiego, gitarowe riffy Alexa, Clarka i Ericka oraz perkusja Simona tworzą idealną całość.

– Dawaj, Erick! – krzyknęłam, gdy zaczął swoją solówkę. Zrobiłam to tak głośno, że chyba mnie usłyszał, bo obejrzał się i mrugnął do mnie okiem. Nogi mi zmiękły. Ależ on słodki!

– Uważaj na Simona i Nickiego – szepnął mi do ucha Sed.

– Na razie to uważam tylko na ciebie – warknęłam, bo mnie rozproszył. Na szczęście odpuścił i dał mi dosłuchać koncertu do końca. Mimo bolących stóp, obolałego, krwawiącego krocza skakałam jak głupia, wrzeszczałam i śpiewałam ich piosenki. Znam je oczywiście na pamięć.

– Reb, chodź do nas – nagle Nicki krzyknął do mnie ze sceny. Co? O nie! Nie! Nie! Nie! Jeszcze nie jestem na to gotowa.

– Chcecie poznać nowego członka zespołu!? – zapytał publiczność, która odpowiedziała entuzjastycznym rykiem.

– Sed, pomóż! – odezwał się Erick. Sed chwycił mnie na ręce i wniósł na scenę. Nie miałam nawet sekundy, aby zaprotestować. Postawił mnie obok Nickiego i podniósł ręce, a tłum znowu ryknął.

– To ona! Trochę mała.

Spojrzałam na Nickiego, który objął mnie w pasie.

– Zajebista! – krzyknął jakiś koleś pod sceną, na co zrobiłam się czerwona jak burak.

– Słodka, co? Będzie nam towarzyszyła w trasie. Mamy dla was niespodziankę i nadzieję, że wam się spodoba, szczególnie męskiej części – dodał Alex, nachylając się do mikrofonu. Zaskoczyła mnie taka pozytywna reakcja ludzi. Myślałam, że mnie wygwiżdżą i znienawidzą. Nawet dziewczyny piszczały i nie dały odczuć negatywnego nastawienia. Na końcu Sed znowu wziął mnie na ręce i pocałował. Pocałował na oczach tych wszystkich ludzi, zespołu, całej ekipy. Gdy tylko zeszliśmy ze sceny, dostał ode mnie w twarz.

– Nie waż się robić tego więcej! – Nie obchodziło mnie, że chłopaki się gapią. Mając z tego niezły ubaw. Huknęłam go tak, że aż głowa mu odskoczyła.

– Oszalałaś? – złapał mnie za nadgarstek i spojrzał rozjuszony.

– Nie dotykaj mnie!

– Uspokój się, do cholery! To był żart!

– Dla ciebie całe życie to żart! Odwal się ode mnie! Nie patrz, nie odzywaj się i nawet nie oddychaj w mojej obecności!

– Te dziewictwo padło ci na mózg! – wypalił przy wszystkich. Bo oczywiście wszyscy zrobili sobie przedstawienie z naszej kłótni. Tak się wkurzyłam, że po prostu rzuciłam się na niego z łapami. Jak on śmie to mówić tak przy nich?

– Nienawidzę cię, ty palancie!

– Reb! – Erick chwycił mnie w pasie i odciągnął.

– Wariatka! – huknął na mnie Sed.

– Pojeb! – pokazałam mu środkowy palec.

– Ej, dość! – wtrącił Simon i złapał Seda, który ruszył w moją stronę z łapami.

– No, dalej! Uderz kobietę! – prowokowałam.

– Ciebie bym nawet kijem nie tknął.

O matko! Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Wyrwałam się Erickowi, chwyciłam plastikowy kubek pełen piwa i cisnęłam nim prosto w twarz Seda. To wszystko stało się w dwie sekundy.

– Kurwa, Reb! – wrzasnął, a pozostali rzucili się, by mnie przytrzymać. – Zabierzcie mi ją z oczu, bo nie ręczę za siebie! – spojrzał na mnie wkurwiony. Erick wyniósł mnie z klubu prosto do autobusu.

– Rany, dziewczyno, masz jaja. Już cię uwielbiam – skopał z kanapy brudne ciuchy i posadził mnie.

– Ale mnie wkurwił! Co za dupek!

– Nie daj mu się, Reb. Sed ma trudny okres. Zerwał z Karą i teraz go nosi.

– Gówno mnie to obchodzi! Ja też mam ciężki czas, a nie wykrzykuję jego prywatnych sekretów przy wszystkich – opadłam na siedzenie i westchnęłam.

– Więc to prawda? – od razu się przysiadł, zrobił taką minę, że nie mogłam się nie uśmiechnąć.

– W sumie to już nie.

– Bzyknęłaś się z nim wczoraj? Dlatego tak uciekłaś? – skrzywił się.

– Nie. Nigdy w życiu się z nim nie prześpię! Prędzej zrobię sobie tatuaż na tyłku niż pójdę z nim do łóżka!

– Nie rozumiem.

– Byłam taka wściekła za to, jak mnie potraktował, że z tego wszystkiego w domu rzuciłam się na Treya.

– Tego twojego kumpla? – podrapał się po głowie.

– No tak.

– Bzyknęłaś się ze swoim najlepszym przyjacielem?

– Na to wygląda.

– Właściwie to lepsze niż jakiś dupek, który cię nie szanuje.

– Pocieszasz mnie?

– A potrzebujesz pocieszenia? – uśmiechnął się słodko.

– Potrzebuję piwa, a najlepiej czystej wódki w dużej ilości.

– A tego to ci u nas pod dostatkiem.

– Podobno jest jakaś impreza po koncercie?

– Tak. Tutaj… za chwilę.

– Cudownie! Urżnę się jak szpadel i przelecę jakiegoś przystojniaka na jego oczach! – Erick się roześmiał.

– Jeśli dziś zrobiłaś to pierwszy raz, to raczej odradzam dalsze ekscesy – spojrzał na mnie ciepło, zrobiło mi się bardzo miło. Naprawdę spoko z niego koleś.

– Racja, i jakbyś mógł, to proszę, zachowaj to dla siebie.

– Spoko, ja to nie Simon, który wszystko wszystkim wygada.

– Sed by się wkurzył, jakbym się z którymś z was choćby pocałowała?

– Oj, na pewno!

– Chcesz być dziś moim kolegą do przytulania?

Znowu się roześmiał:

– Chcesz wkurzyć Seda?

– Bardzo, jeśli tylko ty na tym nie ucierpisz.

– Mnie nic nie powie, będzie wściekły na ciebie.

– Więc umowa stoi? – wyciągnęłam do niego mały palec.

– Jesteś zajebista, Reb – roześmiał się, widząc ten gest małych dziewczynek. Uścisnął mi dłoń, nie dając małego paluszka. Także ryknęłam śmiechem.

– Impreza jest w drugim busie! – krzyknął ktoś z zewnątrz i walnął w bok autobusu.

– Już idziemy! – odkrzyknął Erick.