Na szczycie

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

***

Gdy wyszłam z łazienki, Seda już nie było w sypialni. To dobrze, bo nie chciałam rozmawiać ani na niego patrzeć. Mój brak pewności siebie jest powalający. Nie czułam się tak, odkąd przyjechałam do Los Angeles. Wtedy też byłam zagubioną, przestraszoną dziewczyną i teraz cofnęłam się do tamtego etapu. Kompletnie nie wiem, co mam robić, boje się, że zrobię coś głupiego i nie będzie już odwrotu. Spojrzałam na swoją rękę i pierścionek od Seda. Chyba powinnam zachować się profesjonalnie i nie wdawać się w romans z szefem, bo przecież Sedrick to teraz praktycznie mój szef. Tyle że na to już za późno. Powinnam to zakończyć? Zdjęłam pierścionek i zostawiłam go na umywalce. Ubrałam się w moje szorty, koszulkę i zeszłam na dół. Chłopaki siedzieli w salonie i znowu narobili bałaganu.

– Nie będę tego sprzątać! – wrzasnęłam wkurzona.

– Mała, wyluzuj! Nikt cię o to nie prosi – odezwał się znowu pijany Trey.

– O której wstałeś? – warknęłam.

– Nie wiem, kilka godzin temu.

Chłopaki patrzą na mnie jak na wariatkę.

– I już się zdążyłeś tak narąbać?

– Wcale nie jestem pijany!

– No jak nie! Widzę te twoje świecące oczy i język ci się plącze!

– Wcale nie!

– No jakbym cię nie znała, Trey!

– Lepiej napij się z nami, Reb! – Poczułam, jak z puszką piwa w ręku obejmuje mnie Erick.

– Nie mam ochoty – spojrzałam na niego.

– Chcesz pogadać? – zapytał cicho.

– Nie.

– Może zatańczysz dla nas w końcu? – zaproponował bezczelnie Simon.

– Może jednak nie.

– Oj, nie bądź taka sztywna! – kontynuował dalej swoje podchody.

– Właśnie dlatego dla was nie zatańczę. Nie chcę, by coś ci przypadkiem zesztywniało, złamasie! – Pokazałam mu środkowy palec i odwróciłam się na pięcie. Chłopaki zaczęli się śmiać i gwizdać, że nie dałam się wciągnąć w głupią gadkę. Gdzie, do cholery, jest Sed, gdy go potrzebuję? Wyszłam przed dom i zobaczyłam, że na podjeździe stoi niebieski ford mustang. Wiem, że Sed wrzuca kluczyki do schowka, bo robił tak za każdym razem, gdy parkował przed swoim domem. Nie wiem, co mnie naszło, by do niego wsiąść i odjechać. Pomyślałam, że nikt i tak pewnie tego nie zauważy. Wyjechałam z podjazdu i skierowałam się na plażę w drugiej części miasta. Zawsze tam przychodziliśmy z Treyem, gdy potrzebowaliśmy się wyciszyć i pomyśleć, tyle że tym razem jechałam tam sama. Było mi cholernie przykro, że mój najlepszy przyjaciel nawet się nie zainteresował, dlaczego jestem taka wkurzona. Potrzebuję z nim pogadać, a on chleje od trzech dni. W dodatku rozmawia na mój temat z Simonem, dostanie mu się za to! Już ja mu przypomnę, kto jest jego prawdziwym przyjacielem. Dojechałam na miejsce po czterdziestu minutach. Zaparkowałam na parkingu zaraz przy plaży, zamknęłam auto i poszłam na murek. Zawsze siadamy w tym samym miejscu, na murku przy trzeciej latarni od wejścia. W samym środku wakacji na plaży było sporo ludzi, więc widząc kilka znajomych twarzy, poszłam się przywitać. To ludzie, z którymi często imprezowaliśmy z Treyem.

– Cześć, Reb! – Zobaczył mnie Chris, chłopak, z którym Trey sypia od czasu do czasu. Jest słodki i naprawdę przystojny, ale to stuprocentowy gej. Lata za moim przyjacielem od samego początku. Ma jasne włosy i powalający biały uśmiech, za który mnóstwo facetów, i zapewne kobiet, dałoby się pokroić.

– Cześć! – cmoknął mnie w policzek i uśmiechnął się.

– Gdzie Trey? – rozejrzał się wkoło, wypatrując mego przyjaciela.

– Dziś jestem sama, macie ochotę na piwo?

– Zawsze! – Od razu mnie objął i całą grupą ruszyliśmy do pobliskiego baru. Chyba właśnie tego teraz potrzebuję. Znieczulić się. Od progu zaczął lać się alkohol. W schowku samochodu znalazłam gotówkę i stwierdziłam, że sobie pożyczę. Sed pewnie nie miałby nic przeciwko. Postawiłam kilka kolejek pod rząd i trochę się wstawiłam. W dodatku przyszedł Jack, facet, który przystawia się do mnie na każdej imprezie. Jest ciemnym blondynem, ma szaro-zielone oczy i wredny, wręcz cwaniacki, wyraz twarzy. Kilka razy całowałam się z nim po pijaku, bo wtedy nie wydaje się taki beznadziejny. To sztywniak, studiuje prawo i myśli, że pozjadał wszystkie rozumy.

– Witaj, śliczna. – Objął mnie i pocałował w policzek, po francusku.

– Cześć, Jack – uśmiechnęłam się niechętnie.

– Widzę, że dziś bez obstawy? – rozejrzał się wymownie, szukając wzrokiem Treya. No tak. Nie przepadają za sobą. Trey tak samo jak ja uważa, że Jack to palant. Tyle, że po pijaku czasami o tym zapominam.

– A tak jakoś.

– Może w końcu uda nam się pogadać? – Zamówił gestem dwa drinki i objął mnie w pasie.

– Wolę się napić. – Chwyciłam szklankę. – Dziękuję! – Uniosłam ją w stronę barmana w podzięce.

– Czytałem coś o zaręczynach z jakimś menadżerem… – rzucił mi spojrzenie.

– Głupie plotki. Myślisz, że siedziałabym tutaj z tobą, mając za narzeczonego bogatego menadżera? – uśmiechnęłam się ironicznie, nie mając zamiaru mu się zwierzać.

– Miałem nadzieję, że to nieprawda. – Owinął sobie kosmyk moich włosów wokół palca. Jezu! Jestem zbyt trzeźwa, by z nim gadać. Upiłam spory łyk drinka i dodatkowo kieliszek wódki. Spojrzałam na niego. No okej, już lepiej.

– Jack, czy ja ci się podobam? – zapytałam wprost.

– Oczywiście, że tak – odpowiedział od razu.

– Masz ochotę się ze mną pieprzyć? – Chyba go zaskoczyłam, bo zrobił taka minę, że ledwo opanowałam śmiech.

– To propozycja? – Uniósł brwi.

– Może. Odpowiedz. – Upiłam kolejny łyk.

– Jeśli tylko jesteś chętna – odpowiedział zdziwiony. Mój Boże! Ten facet nawet nie potrafi powiedzieć wprost. To jakaś cipa!

– Powiedzmy, że jestem, i co wtedy? – prowokowałam go dalej.

– Wtedy coś wymyślę. – Dotknął mojego ramienia, a ja nic nie poczułam. Eh… Znowu to samo. Zimna i obojętna.

– Postaw mi kolejnego drinka. – Machnęłam ręką na barmana.

– I potem pójdziemy do mnie?

Parsknęłam mu śmiechem w twarz.

– Nie wiem, może – dałam mu nadzieję, bo chciałam się napić i wybrałam sobie go na sponsora. Zawsze chętnie stawia mi drinki, więc czemu mam tego nie wykorzystać? Postawił mi drinka, jednego, drugiego, kolejnego. Nawet nie wiem kiedy, a straciłam poczucie rzeczywistości. W takich sytuacjach Trey zawsze odwoził mnie do domu, ale teraz go tutaj nie ma. Gdy poczułam potrzebę i wysunęłam się z wysokiego stołka, zobaczyłam, że jest tragicznie. Gdyby nie Jack, upadłabym na kolana.

– Chodź, zabiorę cię do domu. – Objął mnie i wyprowadził z baru. Nawet się z nikim nie pożegnałam.

– Nie mieszkamy już w tamtym mieszkaniu – wybełkotałam.

– Do siebie do domu.

Nie wiem, dlaczego nie zaprotestowałam. Pewnie dlatego, że ledwo mogę sama ustać na nogach.

***

Jego mieszkanie mieści się niedaleko plaży i z tego, co wiem, to kupili mu je rodzice. Byłam tu raz czy dwa na domówkach, które urządzał. Tylko co ja tu robię tym razem? Bez Treya? Bez innych znajomych? Cholera, to nie wygląda dobrze.

– Napijesz się czegoś? – zapytał, sadzając mnie na sofie w salonie.

– Wody albo soku. – Muszę wytrzeźwieć, dodałam w myślach i rozejrzałam się. Mieszkanie było ładne, urządzone w typowo męskim stylu. Czerń i biel, krem i beż, brąz to podstawowa paleta kolorów. Zatrzymałam wzrok na ogromnej fototapecie zakrywającej całą ścianę. Przedstawiała kobiecy akt, okropne. Przymknęłam oko, by wyostrzyć obraz, bo wszystko mi się rozmazywało.

– Podoba ci się? – zapytał, podając mi szklankę wody z cytryną, i spojrzał na ścianę.

– Nie gustuję w kobietach – uśmiechnęłam się ironicznie.

– Mam na myśli całokształt. – Przysiadł się i upił łyk drinka, którego sobie zrobił. Jeszcze mu mało?

– Ładne, ale ja bym sobie czegoś takiego nie powiesiła w salonie.

– Ty widzisz to na co dzień w lustrze, Reb… – Musnął ustami moje ramię.

– Jack, powinnam już iść… – Chciałam wstać, ale nie dałam rady. Sofa jest za miękka i zapadłam się jak w bitą śmietanę. Cholera!

– Zawsze mi się podobałaś, nie przepuszczę takiej szansy, gdy w końcu jesteśmy tu sami. – Nachylił się i chciał mnie pocałować.

– Łoł! Łoł! Jack, poczekaj… – zasłoniłam mu usta dłonią.

– Nie chcę dłużej czekać… tyle razy nam przeszkadzano. – Odsunął moją dłoń i cmoknął mnie w usta. O nie! O nie! Reb, myśl! Myśl!

– Mam opryszczkę! – wypaliłam, pokazując na usta.

– Wcale nie, nic nie widać. – Przesunął językiem po mojej wardze.

– Opryszczkę intymną! – sprecyzowałam, a on się roześmiał.

– Bardzo zabawne, wszyscy wiedzą, że jesteś dziewicą.

Co? Jak wszyscy wiedzą? Tylko Trey wie. O nie! Zabiję go! Kurwa, zabiję!

– To też tylko plotki. – W sumie racja. Nie jestem już dziewicą.

– Jasne. Więc dlaczego jeszcze mnie nie rozebrałaś?

Roześmiałam się.

– Bo nie mam ochoty? – spojrzałam ironicznie.

– Bo się boisz, ale nie martw się, będę delikatny, skarbie.

Czy on jest, kurwa, głuchy? Pchnął mnie na sofę i położył, próbując pocałować.

– Jack, nie! Nie! – Odwróciłam głowę i chciałam go odepchnąć.

– Zawsze tak mnie zwodzisz. Znudziła mi się już ta zabawa. – Chwycił moją twarz w dłoń i tym razem pocałował.

– Nie! – Walnęłam go w klatkę piersiową, ale nie na tyle mocno, by to coś dało.

– Och tak! Wiem, że tak! – Drugą ręką unieruchomił mi obie dłonie i uniósł nad głowę. Sparaliżował mnie strach, zabrakło mi tchu, gdy wepchnął mi język do ust. Próbowałam się wyrwać, ale był silniejszy. Poczułam jego twardniejący członek między nogami i zrobiło mi się niedobrze.

– Jack… – Odwróciłam głowę i w końcu przerwałam pocałunek.

– Ale jesteś słodka. – Sięgnął do rozporka i wyciągnął penisa. O nie! Fuj! – Obciągnij mi! Wiem, że to lubisz! – Podsunął się, jakby chciał mi go wsadzić do ust. O kurwa, czy on jest poważny?

– Spieprzaj! – Odepchnęłam go za biodro i upadłam na dywan, na czworaka ruszyłam do łazienki z planem, by się tam zamknąć i poczekać, aż wytrzeźwieje.

 

– Nie wstydź się, skarbie, nie musisz połykać, jeśli nie chcesz… – Chwycił mnie za kostkę i zatrzymał na puszystym dywanie.

– Zostaw mnie! – Kopnęłam go, aż zajęczał.

– Ty mała suko! – krzyknął i gwałtownie mnie pod siebie wciągnął, chwytając za kostkę. Pisnęłam przerażona i zakryłam oczy dłońmi. – Nie będziemy się tak bawić, Reb! – Chwycił za moje szorty i prawie je ze mnie zdarł. Dobrze, że nie były dżinsowe.

– Jack, przestań!

– Mam dość takiego zwodzenia, czekania! – Chwycił mój nadgarstek i uniósł nad głowę, napierając swoim penisem na moje majtki. Cholera!

– Niedobrze mi! – ostrzegłam.

– Zaraz ci będzie bardzo dobrze! – Odsunął mi majtki na bok i otarł się główką o moją cipkę, a ja w tym momencie zwymiotowałam. Porzygałam się prosto na niego, na dywan i na siebie.

– Ja pierdolę, Reb! – Zeskoczył ze mnie z obrzydzeniem i popędził do łazienki. Przewróciłam się na bok i zwymiotowałam znowu, i jeszcze raz. W głowie mi się kręci, a ja czuję, że idzie kolejna fala. Ledwo to wytrzymałam i zostałam już tak na tym dywanie do rana.

***

O mój Boże, gdzie ja jestem? Obudziłam się, gdy na dworze było już jasno. Głowa mnie boli i chyba jestem jeszcze pijana. Spojrzałam na swoją zarzyganą koszulkę, dywan i podłogę i kompletnie nie mogłam sobie przypomnieć, co się stało. Dlaczego nie mam spodni? Rozejrzałam się wkoło i zobaczyłam, że to mieszkanie Jacka. O kurwa! Zerwałam się z dywanu i wciągnęłam na tyłek swoje lekko naderwane szorty. Cholera! Cholera! Cholera! Przespałam się z nim? Dotknęłam się w kroku jakby to miało mi coś powiedzieć. Nic mnie nie boli, więc może nic się nie wydarzyło?

– Jack! Jack! – Wpadłam do jego sypialni.

– Co? – zapytał półprzytomny i nawet nie otworzył oczu.

– Co ja tu robię? Dlaczego nie miałam spodni? – Usiadłam na brzegu łóżka.

– Nic nie pamiętasz? – spojrzał na mnie dziwnie. Był zaspany i okropnie skacowany.

– No, kurwa, jakoś nie! Nie mów, że my…

– Pytasz, czy się pieprzyliśmy? – wygiął usta w ironicznym uśmiechu, a mnie żołądek podszedł do gardła.

– Sed mnie zabije! – Walnęłam się w czoło.

– Kto to jest Sed?

– Mój narzeczony – odruchowo spojrzałam na dłoń, na której powinien być pierścionek. Zgubiłam go? Kurwa!

– Mówiłaś, że nie masz narzeczonego! – oburzył się i usiadł.

– Tak mówiłam?

– Tak! Że to tylko plotki i sama zapytałaś, czy chcę się pieprzyć!

– Ja pierdolę!

– Więc Serdick Mills to twój facet?!

– Jeśli się dowie o tym, co zrobiłam, na pewno się wkurwi i kopnie mnie w dupę – westchnęłam głęboko, a do oczu napłynęły mi łzy.

– Jak ty go w ogóle poznałaś?

Na pytania mu się zebrało?

– W klubie. Daj mi jakąś swoją koszulkę… – Wstałam i rozejrzałam się za jakimś czystym ubraniem.

– Chcesz na pamiątkę? – uśmiechnął się głupio.

– Pamiątkę po czym?

– Po upojnej nocy…

– Gdybym coś jeszcze pamiętała – wywróciłam oczami, chwyciłam czarny t-shirt.

– Uciekasz tak? Bez śniadania? – Wstał za mną w samych bokserkach.

– Jack, wybacz, ale to była kompletna pomyłka. Ta noc to… to nie powinno się wydarzyć…

– Teraz o tym myślisz?

– Wczoraj najwidoczniej nie myślałam, a ty to wykorzystałeś.

– Szkoda, że nic nie pamiętasz, było naprawdę miło.

Kurwa, jakoś ciężko mi to sobie wyobrazić.

– Żegnaj, Jack. – Wyszłam z sypialni prosto do drzwi.

– Zadzwoń, jak cię jeszcze kiedyś najdzie ochota! – krzyknął zadowolony i pomachał. Ta, jasne! Na pewno zadzwonię. Zbiegłam po schodach zamiast skorzystać z windy, bo mnie mdliło. Kac zżerał mnie od środka. Ten fizyczny i ten moralny. Wyrzuciłam swoją koszulkę do kosza i założyłam tę, którą zabrałam Jackowi, zawiązałam ją sobie na brzuchu, bo była o wiele za duża. Idąc wzdłuż ulicy, przypomniałam sobie, że przyjechałam tutaj wczoraj mustangiem Seda. Kurwa! Kluczyki też zgubiłam! Czy może być gorzej?

***

Tak, może. Gdy dotarłam na parking, zobaczyłam za wycieraczką mandat za złe parkowanie i blokadę na kole. I tak bym nigdzie nie odjechała, bo nie mam kluczyków, durna policjo! Nie mam przy sobie dokumentów, pieniędzy ani telefonu. Wskoczyłam do auta, przez zamknięte drzwi i przeszukałam schowek. Na szczęście była w nim jeszcze gotówka, więc starczy mi na taksówkę. Rozmieniłam pieniądze i zadzwoniłam po samochód.

– Która jest godzina? – zapytałam taksówkarza, gdy wsiadałam do auta.

– Dziesiąta rano, panienko – odpowiedział sympatyczny starszy pan. – Gdzie jedziemy?

– Do Hollywood. – Podałam mu sto dolarów, a on ruszył. Całą drogę bolał mnie brzuch i strasznie mnie mdliło. Wyobrażałam sobie awanturę, jaka za chwile wybuchnie. Sed mnie zabije za zdradę, a Trey udusi, że tak zniknęłam bez słowa. Wjeżdżając na podjazd, miałam ochotę powiedzieć taksówkarzowi, żeby mnie stąd natychmiast zabrał. Taksówkę niestety zauważył któryś z chłopaków i po sekundzie przed dom wyszedł Sed. Oho! Jest zły.

– Jeszcze reszta, panienko – zawołał za mną starszy pan.

– Reszta dla pana. Dziękuję – uśmiechnęłam się blado i zamknęłam za sobą drzwi. Na schodach czekał na mnie cały tłum wkurwionych facetów. Jezu!

– Cześć – odezwałam się drżącym głosem.

– Gdzie byłaś? – zapytał Sed, a jego ton był przerażająco spokojny.

– Na plaży.

– Całą noc byłaś na plaży? – spojrzałam na Treya, który aż kipiał ze złości.

– Nie, spotkałam znajomych. Trey, Kris cię pozdrawia. – Trey odwrócił się na pięcie i wrócił do domu. Chyba nie powinnam teraz przekazywać tych pozdrowień.

– Gdzie spałaś?

– U znajomego? – Nie wiem, czy to było pytanie, czy stwierdzenie.

– Jakiego znajomego? – warknął, a chłopaki uciekli jak myszy. Zostałam tylko ja i Sed.

– Możemy porozmawiać w domu?

– A dlaczego nie tutaj?

– Bo mam ogromnego kaca, pragnę usiąść i się czegoś napić – odpowiedziałam szczerze.

– Dobrze – pokazał na drzwi, bym weszła do środka. Nawet bałam się przejść obok niego, bo miałam wrażenie, że na moim czole było wypisane wielkimi literami: DZIWKA. – Idź na górę, przyniosę ci coś do picia – dodał, znowu przerażająco spokojnie. Przeszłam obok salonu, gdzie siedzieli chłopaki i szeptali coś między sobą. Mój wzrok spotkał się ze spojrzeniem Ericka, który posłał mi pocieszający uśmiech. Trey gdzieś zniknął. Doczłapałam do sypialni i usiadłam na łóżku. Miałam ochotę położyć się i przespać ten koszmar, który mnie czeka. Gdy tylko usłyszałam kroki na schodach, mój żołądek wywinął koziołka, popędziłam do łazienki i zwymiotowałam.

– Dlaczego się tak spiłaś? – usłyszałam głos Seda. Obmyłam twarz, wypłukałam zęby i spojrzałam na niego.

– Sed, musimy pogadać…

– Napij się najpierw i zjedz coś. – Podał mi szklankę soku i talerz kanapek. Zrobił mi kanapki? Ale ze mnie idiotka! Wzięłam talerz i weszłam do sypialni. Usiadłam na łóżku i upiłam łyk.

– Muszę ci coś powiedzieć…

– Najpierw ja… Muszę cię przeprosić, nie chciałem się z ciebie śmiać, nie chciałem, byś poczuła się źle. Nie miałem na myśli, że…

– Sed, przespałam się z kimś – przerwałam mu w pół zdania, dłużej nie mogąc tego w sobie dusić.

– Nie chciałem… – nagle spojrzał na mnie i zamarł. – Co?! – krzyknął.

– Poszliśmy ze znajomymi do baru przy plaży i… – zaczęłam się jąkać.

– Kto to jest? – warknął.

– Co?

– Co to za facet?!

– Znajomy… – spuściłam wzrok. Och, Boże! Niech zginę!

– Jak do tego doszło?

– No jak, jak?! – co za głupie pytanie. Zlituj się, pomyślałam, wrzaśnij i każ mi się wynosić, ale mnie nie przepytuj!

– Poszłaś z nim do niego?!

– Chyba tak, niewiele pamiętam…

– Nie pamiętasz, jak się z nim pieprzyłaś?! – wrzasnął i zaczął nerwowo chodzić po sypialni.

– Nawet nie pamiętam, jak tam dotarłam…

– Kurwa, Reb! – Chwycił się za włosy.

– Nie mogę ci powiedzieć nic więcej niż przepraszam.

– Przepraszasz?! – spojrzał na mnie ze łzami w oczach.

– Nie chciałam…

– Nie chciałaś?!

– Nie zrobiłam tego specjalnie.

– Kurwa mać! – Przyładował zabandażowaną kostką w ścianę i wykrzywił twarz z bólu.

– Sed! – Zerwałam się, bo od razu polała się krew.

– Nie! Zostaw! – odepchnął mnie i spojrzał nienawistnie.

– Pokaż! – Chwyciłam go za dłoń.

– Nie dotykaj mnie!

– Sed, ja…

– Nie dotykaj mnie! – powtórzył, nawet na mnie nie patrząc.

– Proszę, ja… – Z oczu popłynęły mi łzy.

– Jak mogłaś mi to zrobić?

– Nie chciałam, Boże, wybacz mi, Sed! – Chwyciłam go w pasie mimo jego sprzeciwu i przywarłam mocno do jego ciała. Czułam, jak wali mu serce, jak cały drży.

– Wiesz, ile razy już to słyszałem?!

– Nie jestem nią! Nie jestem jak Kara!

– Dokładnie tak samo się zachowałaś. – Trzyma ręce tak, by mnie nie objąć, a ja bardzo pragnę, by to zrobił, by mnie przytulił.

– Nie chciałam, byłam zła. Na ciebie, na chłopaków, na siebie… Upiłam się i przyszedł ten cały Jack. Zawsze się do mnie przystawiał.

– No i się mu udało!

– On dla mnie nic nie znaczy!

– Ja też dla ciebie nic nie znaczę.

– Wcale nie! Zależy mi na tobie! Boże, Sed!

– Nie wierzę, nie wierzę w ani jedno twoje słowo, Reb! – Chwycił mnie za nadgarstki, bym go puściła.

– Nie! Proszę! Nie odtrącaj mnie! Co mam zrobić? Co zrobić, byś mi uwierzył? – Spojrzał na mnie zrozpaczony. Przez oczy mokre od łez ledwo dostrzegłam, że on też płacze. – Zależy mi na tobie, na tym wszystkim… Proszę. – Dotknęłam jego mokrego policzka. Nie odsunął się. Spojrzał na mnie, chwycił za pośladki, posadził sobie na biodrach i pocałował. Zaskoczona jego reakcją dopiero po chwili odwzajemniłam pocałunek. Gdy to zrobiłam, wydał z siebie niski pomruk jak dzikie zwierzę, oczy mu zapłonęły i po sekundzie leżałam już na łóżku. Zaczęliśmy się chaotycznie rozbierać, praktycznie zdzierając z siebie ubrania. Przyssał się do moich piesi, krzyknęłam i chwyciłam kurczowo jego włosy. Podsunął mnie wyżej, ściągając moje majtki, i nie przestawał całować piersi.

– Och, Sed! – wyjęczałam, oplatając go nogami w pasie. Nakierował się na mnie swoim nabrzmiałym penisem i otarł główką o sam środek.

– Boże! – Zamknął oczy i ścisnął mocno mój nadgarstek, unosząc rękę nad głowę. Pocałowałam go namiętnie, oddając mu całą siebie. Uniosłam biodra, by mnie wypełnił. Rozpaczliwie tego potrzebowałam. Teraz!

– Proszę… – wyjęczałam w jego usta, a on wszedł we mnie mocno i gwałtownie. – Aaa! – wrzasnęłam z bólu, jaki poczułam. Jezu, znowu? Sedrick jakby tego nie usłyszał, zaczął pchać coraz mocniej, głębiej, jak w jakimś amoku, z zamkniętymi oczami. Przygniótł mnie ciałem i wciskał swojego kutasa w głąb mnie, sprawiając mi ogromny ból. Lekarz miał rację z tym czekaniem, ale muszę, muszę to przetrzymać. Pokazać mu, że mi zależy, że potrafię mu dać to, czego potrzebuje.

– Tak ci było z nim dobrze? – odezwał się nagle, a mnie sparaliżowało. – Tak cię rżnął? Jak ja teraz?! – wrzasnął i pchnął jeszcze mocniej.

– Sed, boli… – Zacisnęłam powieki, nie mogąc wytrzymać.

– Nie bolało, jak on cię posuwał?!

– Sed… – Zacisnęłam pięści na pościeli.

– Mówiłaś, że jesteś moja… tylko moja! – spojrzał na mnie w końcu i zobaczył mój wyraz twarzy. Zapłakana, z grymasem bólu ledwo mogę złapać oddech.

– Przepraszam – zakwiliłam, patrząc mu prosto w oczy. Sedrick zastygł będąc głęboko we mnie.

– Nie chcę cię więcej widzieć! – powiedział przez zaciśnięte zęby i wyszedł ze mnie gwałtownie. Skuliłam się z bólu, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Sed zerwał się z łóżka, ubrał się i wybiegł z sypialni, trzaskając drzwiami. Zaczęłam płakać. Owinęłam się narzutą z łóżka i po jakimś czasie zasnęłam.