Na szczycie

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ku pamięci Mai, Twoja „Cząstka ” na zawsze pozostanie w naszych sercach.

Książkę dedykuję wszystkim, którzy zawsze przy mnie byli, nigdy nie zwątpili i wspierali niezależnie od tego, co się działo. Dziękuję mojemu M. za znoszenie moich fanaberii i motywowanie do działania. Dziewczynom z OE, bo bez Was nic by nie było. Rodzicom i najbliższym za to, że nigdy nie odmawiają pomocy i bezgranicznie kochają.

Trzeba mierzyć wysoko i wyznaczać sobie cele. Marzenia się spełniają, a Ty właśnie trzymasz w dłoni spełnienie moich marzeń. Zapraszam do „mojego” świata…

KIEDY TYLKO WYSKOCZYŁAM Z AUTOBUSU, ZOBACZYŁAM JEDYNEGO FACETA NA ŚWIECIE, którego mogę tolerować – był to Trey, mój przyjaciel. Stał na przystanku i czekał na mnie. Rzucił niedopałek papierosa i rozdeptał go szczytem swojego czarnego conversa. Jak zawsze górował nad wszystkimi sylwetką. W szkole średniej grał w rugby, więc należy do typu facetów, którzy zawsze wzbudzają respekt. Uśmiechnęłam się, pierwszy raz w tym popieprzonym dniu.

– Cześć, Reb. – Zrobił dwa długie kroki i już stał obok mnie.

– Cześć, Trey – westchnęłam głośno i wbiłam w niego wkurwione spojrzenie.

– Trudny klient? – zapytał, obejmując mnie swoim silnym ramieniem.

– Nie.

– Szef znowu cię wkurzył? – Pokręciłam przecząco głową. – Więc co?

– Moja matka.

– Czego znowu chciała? – Nagle zatrzymał nas na środku chodnika, tak, że prawie wpadła na nas kobieta jadąca rowerem. Zaklęła, a Trey, jak gdyby nigdy nic, pokazał jej tylko środkowy palec.

– Tego co zawsze.

– Przecież wysłałaś jej ostatnio pieniądze – rzucił zirytowany.

– Wiem, powiedziała, że znowu ich potrzebuje. Jest chora.

– Jasne. Chora…

– Trey, to moja matka, muszę jej pomagać.

– Wcale nie musisz, ona cię wykorzystuje, Reb. Wie, że zawsze uratujesz jej tyłek.

– To moja matka – powtórzyłam i odpaliłam papierosa.

– Rozumiem, gdybym miał rodziców, także bym im pomagał, jednak nie dałbym się tak wykorzystywać jak ty.

Rzuciłam mu błagalne spojrzenie z cyklu „nie rób mi, proszę, wymówek”.

– Co robimy? – Spojrzałam na zegarek, było kilka minut po dziewiątej.

– Jeśli nie masz humoru, możemy wrócić do domu i zjeść pudło lodów lub iść do baru i złoić się do nieprzytomności.

– Z chęcią wróciłabym do domu, ale perspektywa lodów, które wejdą mi w tyłek, nie jest obiecująca – zmarszczyłam brwi, Trey się roześmiał.

– W takim razie imprezka! – krzyknął na środku ulicy. W ciągu pięciu minut zadzwonił do jakiegoś miliona osób, wszyscy jednak mieli już plany. W piątkowy wieczór nie było to dziwne. Zostaliśmy sami. Imprezka we dwoje. Ruszyliśmy w stronę ulubionej knajpy, w której zawsze rozgrzewamy się przed imprezowaniem.

Treya znam od dzieciństwa, chodziliśmy razem do szkoły średniej. On – najpopularniejszy w szkole sportowiec, i ja – cheerleaderka jego drużyny. Zawsze miał powodzenie u kobiet, tyle że nikt nie wiedział, że jest gejem. Osobiście uważam, że jest biseksualny, mam na to niezbite dowody. Na przykład nasze relacje – kilka razy zdarzyło się między nami „coś więcej”. Zawsze zarzekaliśmy się, że to się nie powtórzy, ale zdarzało się. On jednak uparcie twierdzi, że moja teoria dotycząca jego orientacji jest stekiem bzdur. Wszyscy uważają, że przyjacielski seks niszczy przyjaźń, ale w naszym przypadku to nieprawda. Kocham Treya do szaleństwa, jest moją bratnią duszą, wie o mnie dosłownie wszystko. W liceum byłam jego przykrywką, udawaliśmy parę, wzbudzając wieczne zainteresowanie i plotki. W pewnym momencie jedna z dziewczyn rozpowiedziała, że jestem w ciąży. Wynikła z tego nieziemska afera. Moja matka omal nie dostała zawału, dyrektor prawie wyrzucił Treya ze szkoły, dopiero badanie ginekologiczne, do którego zostałam zmuszona, potwierdziło, że nie ma mowy o ciąży. Byłam dziewicą. Prawda jest taka, że nadal nią jestem, ale tylko Trey o tym wie. Miałam wielu facetów, jednak zawsze kończyło się najwyżej na seksie oralnym. Nawet Trey nie był w stanie przebić się przez mój wstręt do bliskości. Nie wiem, jaka jest jego przyczyna. Wśród znajomych uchodzę za raczej miłą, ale zdystansowaną do nowych znajomości osobę. To dość zabawne.

– Co zjemy? – zapytałam, przeglądając menu.

– Jeśli mam się spić, chcę zjeść coś, czym będę się mógł potem porzygać – wyszczerzył te swoje białe ząbki w szyderczym uśmiechu. Nasze wyjścia często kończą się małym armagedonem, aresztowaniem, ewentualnie innym ciekawym wydarzeniem. Tydzień temu, na urodzinach naszego znajomego, Trey skoczył z balkonu do basenu. Kiedy indziej wszyscy myśleli, że umarł, a on tylko usnął z nadmiaru alkoholu.

– Ja wezmę sałatkę.

– Znowu dieta? Rano piłaś kawę z mlekiem i cukrem – spojrzał na mnie badawczo.

– Chyba powinnam zrzucić kilka kilogramów – westchnęłam z rozżaleniem, bo zawsze to mówię i nigdy nic z tego nie wychodzi.

– Suzanne znowu nagadała ci w pracy?

Suzanne to opiekunka dziewczyn w klubie, w którym tańczę od dwóch lat. Lubię tę pracę, nawet bardzo, chociaż… ostatnio coraz bardziej zniechęcam się do facetów.

– Nie, ale przywieźli dziś nowe stroje i ledwo wcisnęłam swój tyłek.

– Wyluzuj, mała. Przecież wiesz, że nigdy nie będziesz miała tyłka jak Kate Moss.

– Dzięki za pocieszenie – rzuciłam mu gniewne spojrzenie i wywróciłam oczami.

– Jutro się zajmiesz dietą, która i tak nie potrwa dłużej niż dwa dni.

– Trey! – Pacnęłam go w ramię, a on się roześmiał.

– Poprosimy dwa steki, średnio wysmażone, frytki i zestaw surówek – zamówił dla nas obojga. Wie, jak uwielbiam jeść.

– A w dupie z dietą!

– Wiele razy cię namawiałem, byś poszła ze mną na siłownię.

– To nie dla mnie, nienawidzę ćwiczyć.

– Chyba że na rurze – puścił mi oczko.

– Tak, wyłącznie na rurze – oboje się roześmialiśmy.

Często zastanawiałam się, jak zareagowałaby moja matka, gdyby wiedziała, w jaki sposób zarabiam na życie. Czy nadal oczekiwałaby pomocy? Możliwe, że w dramatyczny sposób wyparłaby się mnie i powiedziała, że jestem zwykłą dziwką. A po czasie i tak wróciła po pieniądze. Okej, tańczę w klubie ze striptizem, ale nie oferujemy tam usług seksualnych. Owszem, są dziewczyny, które rozdają wizytówki klientom, jednak to nie moja sprawa. Dla mnie taniec to podstawowa praca i nie dorabiam sobie w żaden inny sposób.

Zjedliśmy z Treyem po wielkim soczystym steku, za które ja zapłaciłam, i ruszyliśmy do klubu. Los Angeles to miejsce, w którym nie brakuje miejsc do zabawy. Wybraliśmy jeden z klubów przy plaży, gdzie zawsze są najlepsze imprezy. Od razu pożałowałam, że nie zmieniłam butów na wygodniejsze. Miałam za sobą kilka godzin tańca w tych okropnych platformach, więc perspektywa całej nocy na obcasach nie napawała mnie optymizmem. Trey utorował nam drogę do samego baru, gdzie akurat zwolniły się dwa miejsca.

– Słodko – skrzywiłam się, widząc całą masę facetów. To chyba wieczór kawalerski. Mam po dziurki w nosie wieczorów kawalerskich.

– Mnie się podoba – Trey wyszczerzył zęby i spojrzał na tyłek jednego z nich.

– Nie wątpię – spojrzałam na kelnera. – Poproszę tequilę – powiedziałam, pokazując także na Treya.

Już po chwili wlewałam w gardło trzecią kolejkę. Od razu poczułam się lepiej. Znacznie lepiej. Mamy z Treyem niepisaną umowę, że jeśli wychodzimy we dwoje, to razem się bawimy, nie podrywamy i razem wracamy do domu. Przy kolejnej kolejce, hm… A może to był drink…? Nie wiem, straciłam rachubę… W każdym razie Trey wyciągnął mnie na parkiet. Lubię tańczyć, ale nie kiedy jestem tak pijana. Zresztą taniec w klubie różni się od tego na rurce. Zawsze na imprezach, gdy jest rura, znajomi namawiają mnie, abym zatańczyła. Nigdy nie dałam się namówić i raczej się to nie zdarzy.

– Mogę się przyłączyć? – usłyszałam zza pleców męski głos. Obejrzałam się i zobaczyłam całkiem niezłego kolesia. Wysoki, szczupły, ale nie chudy, jak dla mnie trochę za bardzo wymuskany, jednak w tym stanie było mi wszystko jedno.

– Spadaj, stary! – Trey objął mnie mocniej i zbył go jednym spojrzeniem.

– Był fajny!

– Masz ochotę się zabawić? – spojrzał na mnie dziwnie.

– W jakim sensie?

– No, ty kogoś wyrwiesz i ja…

– Kogo już sobie upatrzyłeś? – rozejrzałam się wkoło, by dojrzeć jego ofiarę.

– Tam – przyciągnął mnie do siebie i wskazał ręką na faceta przy barze.

– Wóda padła ci na wzrok – roześmiałam się na widok niskiego, krępego Murzyna, który gapił się w naszą stronę i pożerał wzrokiem Treya.

– Dawno nie miałem ciemnoskórego… – powiedział, jakby mnie prosił o pozwolenie.

– Jak chcesz, Trey, ale ja nie mam na nikogo ochoty.

– Możesz się przyłączyć – posłał mi ten swój uśmiech.

– Zobaczymy. Idź – pchnęłam go w stronę baru i już po minucie Trey całował tego małego chłopca, intensywnie obmacując mu tyłek. Świetnie! Nie zostało mi już nic innego, jak się nawalić. Zamówiłam kolejnego drinka i kilka kieliszków czystej, zbyłam w tym czasie trzech facetów, którzy prosili mnie do tańca. Trey zniknął w kiblu ze swoją dzisiejszą zdobyczą, a ja dobijałam się sama przy barze. Nawet nie musiałam prosić kelnera, nalewał mi automatycznie, za co zresztą dostawał napiwki. Gdy skończyła mi się gotówka, musiałam odszukać Treya. Kolejka do męskiej łazienki ciągnęła się w nieskończoność, a najzabawniejsze było to, że w jednej z kabin odbywała się mała prywatna orgia. Usiłując dostać się do kibli, musiałam pokonać tabun pijanych facetów.

– Jak skończysz, mnie także możesz obciągnąć! – rzucił jeden z nich.

– Spoko, ale chyba cię na mnie nie stać, kotku – pokazałam mu środkowy palec i zapukałam do pierwszej z kabin. – Trey! Trey!

Dotarłam do piątej i wreszcie ich znalazłam.

 

– Mała, błagam! Nie teraz! – Trey nawet nie wyszedł z tyłka tego kolesia. Posuwał go dalej na moich oczach.

– Pożycz mi gotówkę, bo mi się skończyła – próbowałam nie patrzeć na wyraz twarzy tego biedaka. Trey jest hojnie obdarzony przez naturę i czuć to w dupie, to zapewne nic przyjemnego.

– Za chwilę! – Zamknął oczy i chwycił chłopaka za biodra.

– Och Trey! Tak! Pieprz mnie, Trey! – wyjęczał i trysnął na ściankę małej ubikacji.

– Chryste! – warknęłam i trzasnęłam drzwiami. Ostatnie, na co miałam teraz ochotę, to widok dochodzącej ofiary Treya.

– Co z tym lodem? – zapytał ten sam koleś, chwytając mnie za dłoń.

– Spieprzaj! – odepchnęłam go agresywnie.

– Jaka ostra! Lubię takie. – Ruszył za mną pod sam bar.

– Powiedziałam: spieprzaj! Której litery tego słowa nie rozumiesz? – warknęłam i odwróciłam wzrok.

– Twój facet zabawia się z innym w kiblu, chyba nie musisz tak na niego czekać.

– To nie mój facet – spojrzałam na niego beznamiętnie. – Postaw mi drinka.

– Może lepiej kolejkę?

– Może być – machnęłam lekceważąco ręką. Muszę przyznać, że chłopak naprawdę się starał. Ewidentnie miał ochotę na bzykanie i myślał, że trafił na pijaną, wściekłą laskę, którą w prosty sposób zaliczy. Nieco się zdziwił, gdy po piątej kolejce wrócił Trey.

– Co tam? – Wszedł między nas i oparł się o bar.

– Chcę do domu – wybełkotałam kompletnie narąbana.

– Wezwać taksówkę? – Kiwnęłam twierdząco głową, nie będąc w stanie sklecić zdania. W głowie mi szumiało, a świat wirował. Gdy zsunęłam się z wysokiego krzesła, padłam na kolana jak długa. – Rany, mała! – Trey podniósł mnie z podłogi, a ja zaczęłam bezwiednie chichotać. Nie wiem, co jest śmiesznego w tym, że narąbałam się jak szpadel i robię z siebie kompletną idiotkę. Nawet nie pamiętam, jak dotarłam do taksówki, a potem do naszego mieszkania, które wynajmowaliśmy razem od dwóch lat.

Rano obudziłam się z ogromnym kacem. Mój Boże! Po co ja się tak złoiłam? Zakryłam dłonią oczy, bo promienie słoneczne, które wpadały przez okno, prawie mnie zabiły. Nie mam pojęcia, która jest godzina i gówno mnie to obchodzi. Przekręciłam się na bok i zobaczyłam przy łóżku miskę, butelkę z wodą i paczkę polopiryny. Och, Trey! Jak ja cię kocham. Wypiłam prawie pół butelki jednym haustem, łyknęłam dwie tabletki i zasnęłam ponownie.

Weszłam do klubu, w którym pracuję. Napis przy wejściu uświadomił mi, że nie powinnam tu być. Co ja tu, kurwa, robię? Mam takiego kaca, że nie dam rady zatańczyć żadnego pokazu – od razu się porzygam. Nie mam wyjścia, Suzanne nie dała mi wolnego, gdy rano dzwoniłam. Głupia zdzira.

– Reb, masz dziś wieczór kawalerski – rzuciła od progu tym swoim wkurwiającym tonem.

– Nie dam rady, dzwoniłam przecież.

– Gówno mnie to obchodzi, jesteś na zastępstwie, za Sylvię.

– A dlaczego ona ma wolne, a ja nie? – syknęłam.

– Bo zaczął jej się okres.

– A ja mam kaca!

– Lepiej się do tego nie przyznawaj! Przebierz się i zmiataj na scenę!

– Wal się, Suzanne – burknęłam pod nosem tak, by nie usłyszała. Rany, jak ja to wytrzymam? Poszłam do garderoby, zerknęłam na grafik. Bosko, po prostu bosko – strój na dziś: anioł. Cudownie! Szczególnie dzisiaj marzę, aby zabawiać napalonych idiotów w stroju anioła. Mogłoby nastąpić dziś trzęsienie ziemi lub coś w tym stylu, przecież o niewiele proszę…

– Cześć, Reb!

– Cześć, Kim – wymusiłam uśmiech do koleżanki, jedynej dominy w klubie. Publika ją uwielbia, podobnie jak ja. Jestem zafascynowana tym, co ona wyprawia z facetami. Sprawia, że płaczą u jej stóp i błagają ją o litość.

– Ciężki wieczór? – zapytała, widząc, w jakim jestem stanie.

– Cholernie ciężki. Mam kaca, wymiotowałam cały ranek, a Suzanne wpisała mnie na wieczór kawalerski w zastępstwie za Sylvie.

– A jej co znowu?

– Okres – Kim pokręciła głową i westchnęła.

– Za tydzień robimy sobie babskie wyjście z dziewczynami. Chcesz iść z nami?

– Tułaczka po klubach, chlanie, tańce do rana i dobra zabawa? – Kim pokiwała twierdząco głową – Pewnie… Nie odpuszczam dobrej imprezy – uśmiechnęłam się i przybiłam jej piątkę. Pogadałyśmy chwilę, Kim pomogła założyć mi strój anioła, na który składają się koronkowe stringi, pas do pończoch, biustonosz, gorset i peleryna z piórami. Wszystko oczywiście w bieli. Gdy wyjrzałam zza kurtyny, ujrzałam około piętnastu napalonych facetów skupionych pod sceną. Wszyscy mieli na sobie durne koszulki z niby zabawnymi napisami. Żeby chociaż jeden z nich był godny uwagi, ale nie – same palanty. Myślą, że wymachując mi pięciodolarówką przed tyłkiem, zrobią na mnie wrażenie? Niestety, dopłacili za taniec na kolanach. I do tego muszę udawać, że mi się to podoba. Czy ja naprawdę chcę to robić? Gdyby nie fakt, że mam zadowalające napiwki, już dawno zmieniłabym pracę. A może czas pomyśleć o zmianie? Tylko na jaką? Kelnerka? Barmanka? Nie mam studiów, więc jestem na straconej pozycji. Teraz żałuję, że po szkole średniej nie zdecydowałam się na studia, a przecież wszyscy mnie do tego namawiali. Gdybym wtedy nie zrezygnowała, właśnie przygotowywałabym się do obrony. Cholera!

Powyciągałam sobie z majtek pomięte banknoty i przeliczyłam. Prawie pięćset dolarów napiwków – nieźle jak na takich żółtodziobów. Dobrze, że nie skąpili kasy, tyle osłody za konieczność wicia się na kolanach tego obrzydliwego przyszłego pana młodego. Cuchnęło od niego alkoholem, był tak pijany, że modliłam się, by na mnie nie zwymiotował. Schowałam pieniądze do portfela. To na szczęście jedyny występ tego wieczoru i mogę wrócić do domu. Jeszcze tylko godzina drogi autobusem i wskakuję do łóżka. Przebrałam się w swoje ulubione dżinsowe szorty, tenisówki i zwykły czarny top na ramiączkach. Jest środek lata, a na dworze upał. Zmyłam makijaż sceniczny i związałam włosy w kucyk. Popsikałam ramiona wiśniową mgiełką do ciała i wyszłam. Odpaliłam papierosa i szybko ruszyłam w stronę przystanku na mój ostatni autobus do domu. Teraz czeka mnie kilka dni wolnego. To jest to!

Po czterdziestu minutach czekania autobusu nadal nie było. Kurwa. Zdarzało się, że ostatni kurs nie był realizowany i najwidoczniej to kolejny taki raz. Kurwa mać! Nienawidzę wydawać na taksówki, bo staram się oszczędzać, odkładać pieniądze, które i tak najczęściej wysyłam matce, ale to inna historia. Zadzwoniłam do Treya.

– Gdzie ty się podziewasz, Reb? – odebrał po chwili.

– Nie przyjechał mi autobus. Przyjedziesz po mnie?

– Nie jestem sam – odparł. No tak, przecież jest sobotni wieczór.

– Ale jeśli chcesz, to oczywiście przyjadę – dodał.

– Nie, nie trzeba. Poradzę sobie – warknęłam do słuchawki i się rozłączyłam. Dlaczego jestem ostatnio taka wrażliwa? Okres mi się zbliża czy co? Muszę zerknąć w kalendarzyk. Wezwałam taksówkę i czekałam chwilę, aż przyjedzie. Taka jednorazowa przejażdżka zawsze kosztuje mnie co najmniej pięćdziesiąt dolców, co cholernie mnie wkurza. No ale nie mam wyjścia.

W domu zastałam Treya obściskującego się z jakimś facetem na kanapie. Chyba już kiedyś u niego był, ale nie mam pewności. Trey ma tylu partnerów, że ciężko ich zapamiętać. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że oni zakochują się z nim bez pamięci i to on zawsze ich rzuca, łamiąc im serca.

– Cześć – rzuciłam od progu, nie pamiętając imienia chłopaka.

– Jak w pracy, Reb? – zapytał Trey.

– Wieczór kawalerski, banda informatyków.

– Nuda?

– Łatwo poszło, pięćset dolców w dwie godziny.

– Czyli rozumiem, że stawiasz pizzę?

– Chyba śnisz. Idę spać. Bądźcie w miarę cicho, bo nadal mam kaca… – zerknęłam na chłopaka, który zarumienił się, słysząc, o czym rozmawiamy.

– Pójdziemy jutro na rolki?

– Jasne – zgodziłam się na odczepnego i poszłam do swojej sypialni. Nasze mieszkanie mieści się w kamienicy bez wind. My mieszkamy na ostatnim, piątym piętrze. Wchodzenie tu jest męczarnią, za to widok wszystko wynagradza. Okna mojego pokoju wychodzą na wzgórza Hollywood. Zawsze marzyłam, aby tam zamieszkać, ale nic tak naprawdę nie robię w tym kierunku. Moje życie to jedna wielka porażka. Wzięłam prysznic i nago przemknęłam z łazienki do pokoju.

– Ładny tyłek! – krzyknął facet Treya, przyłapując mnie w korytarzu.

– Ładny… penis – odpowiedziałam, patrząc na nagiego przyjaciela mojego współlokatora.

– Piękny, nie? – wtrącił Trey, obejmując od tyłu kolegę.

– Bądźcie tylko cicho, dobra?

– Masz to jak w banku! – Trey mrugnął do mnie, a ja wróciłam do swojej sypialni. Wsunęłam bokserki, koszulkę do spania i rzuciłam się na łóżko. Zasnęłam, zanim zdążyłam policzyć do pięciu. Jak się okazało, nie na długo.

Jezu zabiję go! – pomyślałam. Przecież prosiłam, aby byli cicho. Zwykle nie przeszkadzają mi jęki za ścianą, ale dziś naprawdę, naprawdę potrzebuję spokoju. Czyżbym przechodziła jakiś kryzys lub wakacyjną depresję? Jest w ogóle coś takiego jak wakacyjna depresja? Nie potrafię nawet do końca wytłumaczyć, co się ze mną dzieje. Czy to hormony? Jestem drażliwa, nerwowa, a cierpliwości nie mam za grosz. Ostatnio zdarzało mi się nawet popłakiwać w poduszkę, a takie zachowanie jest zupełnie do mnie niepodobne. Nie chcę wyjść na upierdliwą współlokatorkę, więc tylko walnęłam w ścianę pięścią i krzyknęłam:

– Trey, ciszej! – mimo tego, że głównie słyszę tego drugiego. W odpowiedzi usłyszałam:

– O tak! Tak! Trey!

Wywróciłam oczami i zakryłam głowę poduszką. Niech to szlag! W końcu nie wytrzymałam i poszłam ich uciszyć. Wparowałam do pokoju bez pukania i zaczęłam wrzeszczeć.

– Kurwa, Trey, prosiłam… – spojrzałam na plątaninę ciał, w której bierze udział mój przyjaciel i dwóch innych kolesi. Zaniemówiłam, Trey zeskoczył z łóżka i zakrył się kocem kompletnie zażenowany.

– Sorry, Reb – rzucił nerwowo i podał swoim „kolegom” bokserki, by się ubrali.

– Wynajmuj sobie pokój w hotelu czy coś – warknęłam i wyszłam, trzaskając drzwiami. Nieraz widziałam go w różnych akcjach, ale dziś nie mam ochoty na atrakcje. Jego życie seksualne jest porównywalne do życia gwiazd rocka, a moje? Moje w ogóle nie istnieje. Może dlatego tak drażni mnie fakt, że sprowadza sobie co weekend tuziny facetów. Moja frustracja sięga zenitu, bo niektórzy z nich są naprawdę nieźli, przynajmniej fizycznie, a przeszli na ciemną stronę i wolą, jak mówi Trey, „paróweczki zamiast bułeczek”. Gdy weszłam do kuchni, usłyszałam, że Trey odprowadza swoich znajomych do drzwi i przeprasza, że tak szybko się skończyło. Zarzeka się, że następnym razem będzie dłużej, o ile spotkają się w innym miejscu. Ze złości wyciągnęłam z lodówki zimną tortillę i zjadłam. Wiem, że nie powinnam jeść o tej porze, ale chyba tylko to jest w stanie jakoś mnie w tym momencie uspokoić.

– Sorry, Reb – powtórzył Trey, wchodząc do kuchni. – Mówiłem, by byli cicho…

– Nie posłuchali – warknęłam gniewnie.

– No już, nie gniewaj się. Przecież wiesz, że nie znoszę, gdy się dąsasz – podszedł i objął mnie swoim silnym ramieniem.

– Nie dąsam się, jestem tylko sfrustrowana…

Roześmiał się i cmoknął mnie w policzek:

– Już ci mówiłem, że jestem do twojej dyspozycji, jeśli tylko najdzie cię ochota – wyszczerzył zęby, bo nigdy nie ukrywał, że mimo jego odmiennej orientacji, chętnie by mnie porządnie przeleciał.

– Słysząc te krzyki, zaczynam się na poważnie zastanawiać… Musisz być cholernie dobry w te klocki – cień uśmiechu pojawił się na moich ustach, nie potrafię się długo gniewać na tego idiotę. Teraz uśmiechnęłam się szeroko i puściłam oczko, byle tylko nie pomyślał sobie, że naprawdę o tym myślę.

– Może wtedy by ci ulżyło. Kiedy ostatnio miałaś porządnego penisa między udami?

Podrapałam się po głowie.

– Nigdy.

– No właśnie. Nie sądzisz, że mając dwadzieścia jeden lat powinnaś już dawno pozbyć się dziewictwa?

– Pozbyć się? A co to, stara kanapa, żeby się tego pozbywać? – skrzywiłam się.

– Nie zastanawiasz się, jak to jest?

– Oczywiście, że się zastanawiam. Myślisz, że jestem taka zimna i nieczuła?

– Tego nie powiedziałem.

– Po prostu chcę spotkać faceta, nawet nie muszę go kochać, ale musi na mnie zasługiwać i szanować. A praca, którą wykonuję, nie ułatwia mi znalezienie takiego faceta… Sam przecież wiesz.

– To zmień pracę, co za problem?

– Taki, że nie mam szkoły?

– Gówno tam szkoła, mnie z tych studiów nic nie przyjdzie dobrego…

– Zaliczyłeś na nich więcej facetów, niż przez resztę życia…

– No fakt – uśmiechnął się szyderczo.

– Nie zamienię pracy w klubie na pracę w barze albo w knajpie jako kelnerka. Niewiele tam zarobię, a pieniądze są mi potrzebne.

– Wysłałaś matce kasę? – rzucił mi to swoje wkurwione spojrzenie.

– A co miałam zrobić? Nie jest ubezpieczona, a naprawdę się rozchorowała – wzruszyłam ramionami.

 

– Ile jej wysłałaś?

– Tysiąc.

– Chryste, Reb!

– No co?

– Przecież ona to wszystko wyda na wódę albo narkotyki.

– Naprawdę jest chora.

– Ta, jasne! Na lenia! – warknął.

– Nie praw mi kazań, nienawidzę, gdy zachowujesz się jak starszy brat.

– Jestem starszy.

– Tylko o dwa lata!

– Kocham cię, dobrze wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza, jesteś moją jedyną rodziną.

– A Dave?

– Dave to Dave, wiesz, jak między nami jest.

– Rozmawiacie ze sobą?

– Nie, po ostatnim spotkaniu wyrzekł się mnie, powiedział, że rodzice przewracają się w grobie, widząc, jak żyję.

– Pieprzy głupoty! Pan idealny się znalazł.

– Wiesz, on ma stałą pracę, narzeczoną i kończy studia prawnicze…

– A ty muzyczne! To większy talent niż znajomość na pamięć kodeksu karnego. A ta jego cała Natalie jest irytująca i brzydka.

Trey roześmiał się, widząc moje oburzenie:

– No, nie w moim typie.

– Laski nie są w twoim typie – westchnęłam i usiadłam na parapecie.

– Czasami, jak zobaczę jakąś godną uwagi, to mi dygnie.

Roześmiałam się w głos:

– Przyznaj się w końcu, że jesteś bi. Nigdy nie uwierzę, że wolisz facetów.

– Bardzo rzadko się to zdarza, nie przeleciałem żadnej od ponad roku – podrapał się po głowie. Nasza rozmowa trwała prawie do rana, moje zmęczenie i irytacja odeszły w zapomnienie. Tak właśnie działa na mnie Trey. Mimo tego, że czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji, potrafi jednym tekstem rozwalić mnie na łopatki i poprawić humor. Jeszcze jako dzieciaki obiecaliśmy sobie, że nigdy się nie opuścimy i zawsze będziemy razem. Ta przysięga potwierdza się każdego dnia.