Samuel ZborowskiTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Juliusz Słowacki

Samuel Zborowski

Warszawa 2017

Spis treści

Akt pierwszy

Akt drugi

Akt trzeci

Akt czwarty

Akt piąty

Akt pierwszy

(Kładzie się i usypia. Wchodzi Ojciec z uczonymi...)

KSIĄŻĘ

Teraz tu za tą siadajcie zasłoną.

Oto już zasnął mój najukochańszy,

Ale od ptaszka on leśnego rańszy

Wnet się obudzi... czy te światła płoną

Dobrze?... Czy dobrze będziecie widzieli?

Twarz jego pełna tej okropnej bieli,

Która sny wróży... Już to śnicie trzecie...

Gdy będzie mówił... pytać go możecie

O to, co związek ma... z jego widzeniem,

A on odpowie... z szaleństwa natchnieniem Rzeczy dziwaczne.

DOKTOR

Stan somnambulizmu,

A często skutek w piersiach anewryzmu.

EOLION

zrywając się

Że na strumieniu krwi błogosławieństwo,

To wiem... więc kiedy ogniste bałwany

Z łon wyrzucały straszne lewiatany,

Gdy Duch przez pierwsze męczeństwo

Natury się do Boga przedzierał...

Gdy łono ziemi otwierał...

I z ogniami rzucał skały,

Kiedy na burzliwym niebie

Pioruny odpowiadały

Duchowi, co szedł do ciebie.

SAMUEL ZBOROWSKI

Widziałem tęcze na niebie

Twojego ze mną przymierza...

A ty teraz chcesz pacierza.

Pacierz mój trzaskaniem skał,

Pacierz mój... to piorun chmur,

Pacierz mój – wulkanem stał...

Płomieniem stał na szczycie gór...

Nie zmarszczyłeś wtenczas brwi,

Gdy wchodził Duch w kolumnę krwi.

A teraz... odrzucasz to morze...

I zamknąłeś obietnicę

W twoje ukochańce Boże...

Wyklęty więc naturę w ramiona pochwycę,

Świat wezmę... ręką rozrobię,

Na różne kształty rozdrobię

Niby z każdego kamienia,

Niby szyją wytrysnę jaszczurczą...

I pokażę ci moc moją twórczą

Przez wiekowe pokolenia.

A ile razy rozpłonę

Cały jako słońce złote,

Spotkam twe błogosławione

I spalę ogniem, i zgniotę;

I wejdę... i wstanę z mogiły,

Aż mię przyjmiesz... ducha siły –

Choćbym był od gadu krwawszy,

Za żywot i moc ukochawszy...

TEOLOG

To jest rzecz moja, jestem Teologiem.

On, widzę, rozmawia z Bogiem.

Zapytam go... więc, co widzi...

Lepiej by tu starzy Żydzi

Pomogli i talmudziści...

Powiedz... co widzisz... młodzieńcze?

EOLION

Nic... widzę... ognistą tęczę

I to mię o tu, o tu boli...

Ta tęcza nim świat okoli...

Różnopromiennymi pióry,

Nim go dokoła obleci,

To ja przejdę przez tortury

I duch się we mnie rozkwieci,

I cisnę... nie anielską tęczę...

Ja się w mej twórczości męczę...

A oni... patrz... pełni mocy

Na górach Boga prorocy...

Piorunami nakryci... kościołem...

Nad tęczowym stoją kołem

I lud jako owce pasą...

DOKTOR

Maluje rzeczy z nadzwyczajną krasą

I nie brak mu w słowach siły...

OJCIEC

Już teraz się w nim te sny wyjaśniły,

Już śni jak, człowiek... ale była pora,

Że świszczał jak wąż... przed piersią upiora

Wyprostowany... wtenczas na ciemnotę

Świeciły dziwnie oczy jego złote,

Straciwszy zwykłą czarność i nalane

Słońcem...

EOLION

Dajcie mi tarcze zwierciadlane,

Dajcie mi złotą mitrę ojca Ramazesa,

Zaprzężcie konie białe jak mleko – Atessa,

Siostra moja... niech ze mną na wóz złoty wsiądzie...

Niechaj położą dary na czarnym wielbłądzie,

A łodzie niech okryte tyryjską purpurą

Czekają przy sfinksowych alejach... O! góro

Karnakowa... twych kolumn jaspisowych krocie,

Twe granity kowane... twe piaskowce, w złocie,

Błękitach i rubinach... niby las bogaty;

Gdzie pnie całe okryte tęczowymi kwiaty,

A liść cały różowy z granitów syjeńskich,

Zorzy wielkiej podobny wstędze... i bóstw żeńskich

Rumieńcowi... o! góro... gdzie piramid twarze,

Najwyższe tutaj słońca złotego ołtarze,

Są zapisane czynów moich wyliczeniem,

Ducha mojego pracą – wielkim przemienieniem –

Granitów w moje myśli o wieczności Ducha

Na ziemi – góro ludzka, skąd duch mój wybucha

Stu bramami... i na świat się na złotych wozach

Toczy... tratując wszystko... zapomnij o zgrozach

Życia mojego... – tutaj... z płonącego gmachu

Wyszedłem jak król ludzi – bez serca – i strachu...

Po ciałach ludzi żywych... co się kładli sami

I byli mostem... słyszę pod mymi nogami

Trzeszczące ciał wilgocie... kiedy ogień z ciałem

Walczył – ale żadnego jęku nie słyszałem,

Anim zabolał sercem... – bo mój duch fatalny

Z głazów i z ludzi czyni świat piramidalny

I ma spokojność stwórcy... – Ale śmierć przemaga...

Zawołajcie mi tutaj tyfońskiego maga –

Chodź... chcę pomówić z tobą... chodź, starcze uczony!

Widzisz ten wóz białymi końmi zaprzężony,

W alei sfinksów... czeka... a już na nim stoi

Atessa, siostra moja.

Jak ona się boi

Tych koni... co pod drżącą i mleczną powłoką

Mają krew... ogień... dumę... królewską... gdy wloką

Trupy królów... i na wiatr rozpuściwszy grzywę

Lecą przed złotym wozem by furie straszliwe,

Piekielne...

A dziś patrzaj... jak, zda się spokojne,

Wiedzą – przeczuły – że nie wyjeżdżam na wojnę,

Ale już ku grotowi dyszel obrócony.

A patrz, Atessa... moja do złotej korony,

Do mitry... cyprysowych przydała gałązek...

Miłość żony... przeczuła smętny obowiązek

Skonania... lecz się piękność – nawet na śmierć stroi.

Pamiętajże, o magu – ty i bracia twoi,

Aby się wasza wiara... w zmartwychwstanie ciała

Sprawdziła... i piękności tej nie oszukała.

Bo...

Dobywa miecza.

Więc ty mi przysięgasz... że za trzy tysiące

Lat... ta góra... kolumny... to niebo i słońce

Nawet... o! ta żurawi girlanda... płynąca

Jak hieroglif na niebie... i tam to miesiąca

Oko... srebrne, które się za palmami jawi,

W tym samym wszystko kształcie znowu się postawi,

Gdy z alabastrowego będę sarkofagu

Budził się z siostrą moją, Atessą... o! magu,

Budził się z siostrą moją Atessą... po wiekach

Snu, spoczynku?...

Zamyśla się.

Mówiłeś mi, starcze, o Grekach.

Ten ślepy harfiarz... który tu pod moim tronem

Śpiewał... nowym językiem... nowym Ducha tonem...

Utkwił mi... i zejść z oczu nie może... Ja w jego

Głosie słyszałem, magu, coś nieśmiertelnego

I dlatego w grobowca rytym malowidle

Ten starzec z harfą złotą... przy odwianym skrzydle

Srebrnej brody... przez moich rzeźbiarzy wykuty,

Trwa między pamiątkami...

Niech ten duch poczuty

Duchem... zostanie kształtem... który grobowcowa

Cichość przy sarkofagu na wieki zachowa,

Aż się obudzę...

Teraz!... do sennego łoża...

Postępuje i niby we śnie idzie ku oknu gotyckiemu.

Coraz ciemniej... jak słońce, gdy leci do morza,

Coraz ciemniej... konie mnie... do przepaści niesą...

Coraz ciemniej i smutniej... Atesso! Atesso...

Tu nam zostać na wieki... tu położyć ciała,

Atesso... tyś mię w złotej tyjarze kochała,

I nieprawda, że w jednym zaśniemy uścisku,

By się zbudzić z miłością... Patrz, na obelisku,

Co się nad sarkofagiem... od pochodni złoci

Niby duch... tam w ciemnościach... i w grobu wilgoci...

Skazany stać przez lata trzytysiączne... w ciszy,

Aż nasze znowu głosy ocknięte usłyszy.

Patrz, na tym obelisku... pracownicy prości,

Nie rozumiejąc – ryli historią miłości,

Historią naszej duszy – jasnej – rozkochanej,

Historią tej małżeńskiej razem i siostrzanej

Pary serc naszych... siostro! obejmij w ramiona

Ten kamień... tam są nasze miłośne imiona,

Tam wypisana wierność – i imionka dzieci...

On jest pomiędzy nami teraz jak brat trzeci,

Wszystko wie... i zapomnieć się nigdy nie boi,

I nad naszym grobowcem jak piastunka stoi...

Więc go pocałuj, siostro... bo to brat nasz niemy.

Teraz nam spać... i w jego opiece zaśniemy...

 

A gdybyśmy wstawali ze snu nieprzytomni,

Gdybyśmy zapomnieli – czego – on przypomni...

I nie przemoże grobu ta ciemność i zgniłość.

Obudziemy się znowu na słońce i miłość

I dawne życie – w tęcze się rozleje nowe.

Zdejm więc róże z tyjarą i włóż mu na głowę.

Tyś skończyła z kwiatami... ze wszystkim skończyła.

Chciałem, aby nas młodych zamknęła mogiła,

Abyśmy młodzi znowu... do żywota wstali.

Weź tę truciznę... serca ci dotknie i spali.

Ja sam... skonałaś... ha już... już na pozarzeczu

Tyfońskim... tyś otruta... ja skończę na mieczu.

OJCIEC

Jezu Maryja... upadł...

DOKTOR

To nic – pulsy biją...

Niech go teraz położą na łożu – okryją,

Ja będę mu lekarstwa me administrował,

Gdy się obudzi...

OJCIEC

Niańki zawołajcie... Niańki...

DOKTOR

Wyznam, że mię ten dziwny sen zelektryzował.

Trzeba będzie na karku postawić mu bańki.

Odchodzą.

CHÓR DUCHÓW

O! smętny – o! kochany!

Srodze ty oszukany...

Przez sfinksowe aleje

Piasek stepowy wieje...

Jaszczurki łuską brzęczą

I ludzi się nie boją;

Palmy przy sfinksach stoją,

W palmach wielbłądy klęczą,

Na Luksoru wyżyni

Cicho jak na pustyni...

Przeszło lat trzy tysiące.

Te same złote słońce

Przez niebiosa się pławi

I girlanda żurawi

Ta sama na niebiosach.

I kolumn głowy ścięte,

I groby odemknięte,

I harfiarz w srebrnych włosach

Nad harfą swoją złotą

Duma niby z tęsknotą...

O! smętny – o! kochany!

Srodze ty oszukany...

W naszym chórze boleści

I płacz słychać niewieści...

Bo przy pochodni błysku

Ktoś do grobu zawitał

I stanął... i coś czytał.

Na smętnym obelisku

Twój dawny poznał Eden...

I zapragnął... on jeden...

Lecz ty... z boleści zgrzytasz,

Bo nigdy nie wyczytasz

Tego z dawnych kamieni,

Lecz na serca czerwieni

Zapisano ci będzie:

Piosnka obelisku,

Wszystkie łzy... wszystkie słowa,

Pierwsze w pamiątek rzędzie

Zapisane przez Pana...

Miłość czysta – siostrzana!

O! smętny – o kochany!

Srodze ty oszukany...

Grób twój wygląda blado

Niby gmachów kaskadą

Cichą... a jednak grzmiącą;

W kraj cieniów i upiorów

Z całą tęczą kolorów –

Pod ziemię wlatującą.

I tak wisi pochyła,

A stoi... jak mogiła...

O duchu! smętny, śliczny,

Duchu mój letargiczny!

Możesz ty w ducha męce

Kąsać piersi i ręce,

Jeśli brak ci odwagi

Zacząć życie podróżne,

Bo dawne groby próżne

I twoje sarkofagi

Straciły... twój proch – ciało...

Nic z nich – nie zmartwychwstało.

Ani Atessa... ani

Miłością wy siostrzani,

Obróceni ku sobie

W alabastrowym żłobie,

Piersią waszą i usty

Do siebie obróceni,

W grobowcu znalezieni –

Jak leśny orzech pusty,

W którym nic nie zostało,

Choćby też muszki ciało –

Błogosławiona jest ta, co się zowie

Między Duchami Boga – moje zdrowie.

Błogosławiona łaską nad jej synem...

Sen jego nawet jest pieśnią i czynem.

Przechodząc we śnie przedwstępne żywoty,

Do Boga idzie jako anioł złoty.

A cóż... gdy ta pierś, co myślą zagrała,

Oblecze puklerz Anhełła Michała,

Gdy na koń czynu i cudu usiędzie,

Na barkach... skrzydła rozepnie łabędzie,

Umalowane tęczami po końcach,

W tarczy i w hełmie... jak w podwójnych słońcach,

Z kopiją w płomień boży zakończoną

I tak wyjedzie na łąkę zieloną,

I tak wystąpi jako anioł Pański

Na ten kwiatkami złoty – ług sławiański...

O wtenczas kwiatki... różne małe łączne,

O wtenczas perły na kwiatkach tysiączne,

O wtenczas wonie z łąk różanych wstaną

Przed mieczem jego... przed twarzą różaną...

I rzeki cofną się srebrne w korytach,

Gdy przyjdzie w zorzy ducha i w błękitach.

Lecz jeszcze nie czas, jeszcze przed nim stoją

Te sny, które go jako harfę stroją...

Akt drugi

Polonius i mędrce

POLONIUS

Choroby nie odgadliście,

Nie zachodźcie więc do sporów...

Różne są drzew leśnych liście,

Różne są gatunki tworów

I umysły ludzi różne

Jako żurawie podróżne

Przelatują ponad światem...

A kto nie jest serca bratem,

Ten nie pozna ze słów duszy...

Proszę więc was... nim, jak wiecie,

Ojczyzna się ta poruszy...

I pożar zacznie na świecie,

I my na polach czerwonych,

Gdzie czas rzuci krwawe kosy,

Pójdziemy ostatnie kłosy

Zbierać... i z rzeczy szalonych

I haniebnie rozpoczętych

Wyciągać mądrość – mądrością,

Przed tą wielką okropnością,

Przed ogniem tych wybuchniętych

Na całej ziemi wulkanów...

Przed tym czasem dla szatanów

I dla nas uciemiężonych,

Przed tą porą żniw czerwonych:

Zapomnijcie... o przyszłości,

A dla mnie... i dla miłości,

Jakąście dla mnie uczuli...

Żem odrostek waszych króli,

Że we mnie jest węzeł ludu...

Nie żałujcie pracy, trudu.

Około mojego syna...

Chodźcie za nim niewidzialni,

Niech jego myśli kraina

Stanie się waszą... są dzieci,

Co jak orłowie nadskalni,

Gdy słońce myśli zaświeci,

Lecą i w błękitach giną;

Lecz potem... gdy skrzydła rozwiną,

A do słońca nie dolecą,

Wracają... w świata ciemnotę,

I pierwszą przebywszy tęsknotę

Śród świata realnych cieśli

Oczyma rozumu świecą,

Bo w oczach słońce przynieśli...

CHÓR MĘDRCÓW

Zaprawdę, z twego dziecięcia

Po tej chwili ducho-wzięcia,

Nim dojdzie z dziecka do trumny,

Może być człowiek rozumny...

POLONIUS

Otóż on bez żadnej zmazy

Na duszy i na swym ciele...

W cedrowym klęka kościele,

Odbiera różne rozkazy,

Potem chodzi... sam po górach,

Gdy niebo w zorzy purpurach

Nad lasem bukowym gore...

Albo w nocną idzie porę

Z zadumanym... jasnym licem,

By się rozmówić z księżycem

Nad naszym skalnym jeziorem,

A nie sam, lecz z jakimś chorem...

CHÓR

Orzeł to z mocnymi pióry;

Pójdziemy za nim na góry,

Chórów jego wysłuchamy

I zgubić mu się nie damy.

Skalna okolica... zamglona... Jezioro... Pora przed wschodem miesiąca.

Dwie Walkirie z błyskawicami na głowie.

PIERWSZA WALKIRIA

Na szczycie gór,

Gdzie świata brzeg

I orłów chór,

Piorunów ścieg;

Gdzie morskie oko

Nad lodów tarczą

Jęczy głęboko,

Gdy chmury zawarczą;

I całe się krwawi,

Gdy tęcz błyśnie szarfa,

A jęczy jak harfa

Pod wstęgą żurawi: –

Tu w bieli, w śnieżycach,

Przy morskich straszydłach,

Ja duch – w błyskawicach,

W piorunach, na skrzydłach,

Na was, wichry moje,

Stanęłam i stoję.

DRUGA

Ja także duch losów,

Twa siostra i wężów,

Piorun lejąca z włosów,

Krew sącząca z orężów,

Najstraszniejsza na niebie,

Tu czekałam – na ciebie...

PIERWSZA

A skąd lecisz? z daleka?

DRUGA

Z północnego bieguna,

Na przebłysku pioruna.

PIERWSZA

Siostro... tego człowieka...

DRUGA

Wiem, wydarto nam z ręku,

Lecz ten człowiek nasz będzie,

Nasz! nasz! zawsze i wszędzie,

Jak harfa pełna jęku,

Jako gwiazda stracona, –

Nasz będzie! nasz! aż skona!

PIERWSZA

Czy widziałaś Chrystusa?

Włóczy się przez ciemnotę

I sieje gwiazdy złote...

Dla dusz białych – pokusa...

Jak chłop w kraj przeorany

Rzuca gwiazdy w kurhany.

DRUGA

Niech wejdą kłosy świetne, Niechaj wejdą czerwone;

Mrozem je ducha zwionę;

Sierpem je ducha zetnę...

Cóż tam więcej na ziemi?

PIERWSZA

Wrzask i nędza, i burza...

DRUGA

Patrz, księżyc się wynurza

Malowany świętemi

Jako tarcza tęczowa...

Niknij...

PIERWSZA

Siostro, bądź zdrowa!

EOLION

wchodzi

Tu rozkazały duchy przyjść... i czekać...

Raz mi się ciemne niebo wyiskrzyło,

Gwiazdy zaczęły w różnych stronach szczekać,

Serce mi w łonie zatrwożone biło...

Jakby na sądzie... i rozpaczą zdjęty,

Jakoby wirem głosów ogarnięty,

Stałem... nareszcie tak mię owe głosy

Dręczyły... żem wstał wyrywając włosy

Jak potępieniec. – Teraz okolica

Cicha... i srebro różane księżyca

Zda się... tęczami wewnątrz wskroś przesiękło...

Coś w tej naturze niby serce zmiękło

I zesmutniało... i nie jest tak ciemną,

Jakby litością przejęta nade mną.

Cyt... słyszę głosy... lecz bardzo z daleka...

ŚPIEW

Gdy wyrośniesz na człowieka,

Staną ci sny... jak liczny wróg,

I stworzysz świat... jak tworzy Bóg...

Ale nie świat realnych scen,

Lecz nikły świat – jak ze snu – sen...

I złamiesz świat... i pójdziesz wbrew

Wojskami mar... przeciwko ciał,

I będziesz myśl... przemieniał w krew...

Nam dawał moc – i od nas brał,

I będziesz król... lecz będziesz sam...

Albo więc idź... albo się złam...

Lecz jeśli duch przełamiesz twój,

Jeśli ty nas... odgonisz w mgłę,

To wtenczas drzyj... a twardo stój,

Bo my jak psy... jesteśmy złe...

Z pękniętych serc... z serdecznych cisz

Drwimy jak grom... co bije w krzyż.

EOLION

Pyszne to głosy... głosy, jestem z wami...

GŁOS Z DOŁU

Muszelki są z perłami

W naszym srebrnym jeziorze...

Zbieram je... wydobywam

I jedwabiem przyszywam

Na jedwabnym ubiorze,

W kościółku... Matce Boskiej...

A inne... czystszej wody,

Wkładam we złote włoski

Chrystusowi... a za to

Rybek mi korowody

Pod rybaczaną chatą

Przychodzą przed niedzielą

I dno całe zabielą...

EOLION

Jaki głos czysty!... jak do nieba płynie...

GŁOS Z GÓRY

Zbliż się ku tej dziewczynie,

Rzuć na nią ręce ducha,

Mocniejszego posłucha,

Za mocniejszym popłynie...

I poleci – bez końca –

Ciągnij za sobą w słońca...

EOLION

Jeden z tych głosów, czuję, świat – pokona...

GŁOS Z DOŁU

Dziwnie ja przemieniona

Wstałam dzisiaj z pościeli.

Przyszli we śnie anieli

 

I ocząt mi zamkniętych

Lilijami dotknęli,

I zobaczyłam świętych...

EOLION

Kto jesteś ty, co gadasz o aniołach?

DZIEWICA

Rybaka jestem córką... żyję z nimi,

W tęczowych mi się pokazują kołach;

W nocy z tęczami przychodzą srebrnymi

I mówią do mnie...

EOLION

Ubiór twój ubogi,

Koszula prosta – szara – bose nogi,

A jednak perły we włosach rozlane

Są jako gwiazdy pełne – świetne, duże...

I lekkie twoje rumieńcowe róże,

Jakoby wstydem na pół pochowane

W białości lica, tajemnymi wschody

Dziwią... jako róż z perłowej jagody

Słońcem dobyty...

DZIEWICA

Ja nie zawstydzona...

Alem od wiatru górnego czerwona

Albo od moich snów... świecąca... w nocy...

EOLION

Więc ty sny miewasz... bądźże ku pomocy

Mnie... bom jest także – dziwny... i duchowy...

A w marach, w głosach, które dotąd słyszę,

Piękniejszej niby brakuje połowy...

Tej... która daje harmonią ciszę...

DZIEWICA

Gdzież mnie prowadzisz? silna twoja ręka!

Serce mi bije... i duch mój się lęka...

EOLION

...Jak sen prowadzę... gdzie... sam nie wiem wcale...

Jeśli duch powie... wstąpimy na fale,

Jeśli pochwyci... polecim w niebiosa,

Jeśli roztopi... spadniemy jak rosa...

Jeśli zaśpiewa chór, co teraz niemy,

W echo się jego głosów rozlejemy.

DZIEWICA

Lękam się... pozwól mi odejść... przepadnę...

Jeżeli z tobą pójdę... boś mocniejszy...

EOLION

Wszakże ty widzisz... że ja jestem mniejszy,

Że ci na szyję – rękę dziecka kładnę...

I uwiesiwszy się... tak w całej sile

Ledwo nad sobą... jak kwiatu nachylę...

I tak okryty w twym złotym warkoczu,

Mam gwiazdy z twoich uśmiechnionych oczu

Dziwnie błękitne...

DZIEWICA

O, rozwiąż twe ręce...

EOLION

Perłami cię łez zwiążę,

Różami cię snów znęcę...

Światy moje pokażę,

Snom każę z mgły się jawić...

Będę jak dziecko bawić,

Zachwycę – i przerażę.

Pochwycę i poniosę...

DZIEWICA

Dziecko ty czarnowłose...

Strasznych duchów dziecina...

A ja dobra dziewczyna,

Prosta... jak kamień chłodna,

W głębi serca pogodna.

EOLION

...O więc ty z mego ducha

Oderwana... śród burzy...

Straconą gdzieś w podróży.

Z żurawiego łańcucha,

Gdym leciał do miesiąca...

Mewa za mną lecąca...

Stracona w mgle...

DZIEWICA

Cud ze mną!

Gdy słucham... jestem nowa...

Świat jakiś widzę – ciemno,

Czekam jednego słowa...

Powiedz... a... weźmiesz na wieki.

EOLION

Zamknij teraz powieki

I do dna duszy własnej patrz... aż jaw się zjawi.

Widzisz... gmachy, błękity... girlandę żurawi

W dziwnym kluczu lecącą... po bladych... niebiosach...

Czy słyszysz szelest śmierci gałązek we włosach?...

Czy widzisz... grób... co wejściem ogromnym przeraża?

I posągi... i przy tych posągach harfiarza,

Po złotych strunach srebrną lejącego brodą?...

DZIEWICA

Konie lecą... i ludzi z pochodniami wiodą.

Jak mi straszno...

EOLION

Czy widzisz różaną kolumnę...

Pomiędzy nami?...

DZIEWICA

Widzę.

EOLION

Teraz... białą trumnę

I podziemne gdzieś... ciche... tęczowe pokoje...

DZIEWICA

Trumna... gdzie spać będziemy, nieprawda – oboje.

Cicho i długo... słońcu odjęci złotemu.

Jedno się położywszy na sercu drugiemu...

W jednej trumnie... Nieprawdaż... jak gołębi para?

O ty blady... gdzie twoja wysoka tyjara?...

Dlaczego ty się później zbudził... dziecko cudze?...

Myślałam, że ja ciebie pocałunkiem zbudzę,

Że rozkwitniemy... razem... w tym podziemnym grobie,

Opowiadając, żeśmy tam śnili o sobie...

O! duchy, które trupy oszukują – złe są.

Jam się zbudziła sama...

EOLION

Atesso! Atesso!

Ty martwa... wstań... przy tobie ja jestem... na ziemi.

Ty taka sama... czysta... z usty różanemi,

Z oczyma... co szmaragdów podobne ogniskom...

Ja twój duch... ja winienem twym martwym uściskom

Sen cichy... i spokojność winien pod mogiłą...

I pamiętasz, że w grobie nic się nie ruszyło,

Tylko raz... serce... kiedy Jezus wstawał z grobu...

DZIEWICA

A moje wtenczas, gdy go kładziono do żłobu...

I gdy mu pasterz... kwiatki maleńkie podawał.

EOLION

Moje silniejsze wtenczas, kiedy zmartwychwstawał...

DZIEWICA

Moje, gdy go pasterz w żłobeczku wychwalił.

EOLION

Moje straszniejsze wtenczas, gdy kamień odwalił...

I wstał z grobu...

DZIEWICA

Boże! więc my rozdzieleni...

EOLION

We mnie jest moc płomieni,

Co rozerwane zwiąże...

Nie wiesz ty – gdzie ja dążę,

Nie wiesz ty, co ja stworzę...

Dziecko ja jestem Boże...

Idę, gdzie przeznaczenie.

Wiatr świszcze... i odrywa

Ze mnie wielkie płomienie...

A każdy z nich odpływa,

Po niebie leci, skłębia

I kształt sobie zdobywa,

I w marmur się oziębia,

I zostaje...

DZIEWICA

Ja widzę Także moje pacierze

Jako kwiateczki świeże,

Na srebrzystej łodydze

Rozkwitające w ciemni.

EOLION

My równi – i nadziemni.

Odtąd nierozerwani...

Schodźmy razem w dolinę,

Schodźmy w powietrze sine,

Do tej wielkiej otchłani.

W bukowych lasów morza

Schodźmy... silni i młodzi.

A za nami ta zorza

Różana niechaj schodzi

I skronie nam opasze.

Zorza... powietrze nasze...

Schodzą.

KSIĄŻĘ

Mówisz, że mój syn z przechadzki powraca...

Z córką rybaka...

LUCYFER

Niechaj książę patrzy...

Tam, kędy zorza różana ozłaca

Most... zawieszony nad kaskadą... bladszy

Niż mara księcia syn... w płaszczu brunatnym

I z orlim piórem jak góral...

KSIĄŻĘ

Nad zamęt

Kaskad... z różanych mgieł... zda się nadświatnym

Zjawiskiem... wielki ojców mych dyjament

Na piersiach jego, niby ta przedwschodnia

Gwiazda, którą lud zowie Lucyferem,

Pali się... straszna, czerwona pochodnia

We mgłach porannych...

LUCYFER

Moim go orderem

Ozdobił... Przy nim oto, Mości Książę,

Cień srebrny, niby która z Oceanid, Kiedy perłami swój warkocz podwiąże,

Korale smokcze w ustach... i na granit

Wyjdzie... oblana morskimi światłami,

W miesięcznej szacie...

KSIĄŻĘ

O! jak ród mój plami

Takie szaleństwo!...

LUCYFER

Wkoło zieleń świeża

Łąk... a nad nimi czarne stoją buki,

I oto tęcza spod kaskad uderza,

I anielskimi się zakreśla łuki

Nad młodą parą...

KSIĄŻĘ

O! straszna korona

Synowi memu... który za żywota

Już jest w niebiesiech...

LUCYFER

Ach, kłoda rzucona

Mostem!

KSIĄŻĘ

Co?

LUCYFER

Pękła... Para cieni złota

Upadła w przepaść... Starzec nie dopędzi,

Bo rozwinęli skrzydła na błękity

I polecieli jak para łabędzi...

Syn Apollina... z córką Amfitryty...

Nad kaskadą.

KSIĄŻĘ

lamentujący

Niechże mię teraz w grobowcu położą,

Niech stare kości moje tam próchnieją!

Ciemne mnie bramy piekielne nie trwożą.

Tu się rozstałem z jedyną nadzieją,

Tu... w tej przepaści... dziecko mi jedyne

Leży... niechże ja z moim dzieckiem ginę...

Nie mówcie mi już – o mękach narodu.

Cóż naród... dla mnie... bezdzietnego... człeka?

Serce się moje nagle stało z lodu,

I myśl od ludzi jak zbójca ucieka,

I brata w żadnym człowieku nie widzi,

I zamiast kochać ludzi – nienawidzi.

Pójdę i skarby moje będę kopał w ziemię.

I będę myślał o złota kopicach,

Jakby to było moje nowe plemię

Ze mnie... leżące pod ziemią – w trumnicach.

Z tymi garnkami myśli moje ciemne

Siądą jak czarne upiory podziemne

I już przed świata... piorunowym końcem

Nie zadrzę... ani już podniosę czoła,

Gdy wszystko, co tu umarło pod słońcem,

Piorun ostatni do życia zawoła;

Bo proch napełnił ciała mego skrzynię,

Bo dziś... wymarłem cały – w moim synie...

Nie bierzcie mię stąd – ale na tych skałach

Pozwólcie zostać – a przykryjcie dachem

Albo na słońca tak zostawcie strzałach

Skałę, kwiateczków tych leśnych zapachem

Nie orzeźwioną... I mówcie... kto spyta,

Że stary książę trup...

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?