Książę niezłomny

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Juliusz Słowacki

Książę niezłomny

Z Calderona de la Barca. Tragedia w trzech częściach

Warszawa 2017

Spis treści

Dzień I

Zmiana I

Zmiana II

Dzień II

Zmiana I

Dzień III

Zmiana I

Zmiana II

Zmiana III

Zmiana IV

Dzień I

Ogród nad morzem w Maurytanii. – NIEWOLNICY pracują – Wchodzi ZARA, służebna królewnej Fezu.

ZARA

Zaśpiewajcie, niewolnicy.

Moja pani śród łazienki

W perłowej igra miednicy

Jak łabędzie bałamutne,

I prosi was o piosenki,

Ale tęskne, ale smutne.

PIERWSZY NIEWOLNIK

Czyliż naszych brzęk kajdanów,

Czyliż pieśni niewolników

Rozweselić mogą panów?

ZARA

Ona lubi śpiew słowików,

Kiedy się po laurach gubi.

I piosenki wasze lubi.

Zaśpiewajcie, Feniks słucha.

NIEWOLNIK

Nasza pierś boleścią głucha.

Ach! Najgorsze przeznaczenie!

I najgorsze to cierpienie

Śpiewać, kiedy serce boli!

Śpiewać temu, co w niewoli.

Trzeba na to być ptaszkami

Bez rozumu.

ZARA

Czyż wy sami

Nie śpiewacie bez rozkazu?

NIEWOLNIK

Każda boleść chce wyrazu,

Kiedy w sercu jej za ciasno.

I my tłumim boleść własną.

Gdy nas z kajdan pieśń unosi.

ZARA

Zaśpiewajcie, Feniks prosi.

NIEWOLNICY

śpiewając.

Czas jest panem tego świata,

Czas jest panem i mąk duszy;

Czegóż srogi czas nie skruszy,

Nad grobami gdy przelata!

ZARA

Dosyć pieśni, Feniksana,

Już umyta i ubrana.

Sama schodzi do ogrodu

Użyć porannego chłodu.

Niech się każdy kwiatek lęka,

Że pięknością go zagasi,

Bo wychodzi jak jutrzenka.

Wchodzi FENIKSANA, córka króla Fezu i niewolnice jej ESTRELLA, ROZA i SELINA.

ESTRELLA

do Feniksany.

Wstałaś, piękna?

ZARA

Wdzięk twój krasi

Cały ogród, oko pali.

Niech się jutrzenka nie chwali,

Że ten ogród nie ciemnieje,

Bo nie ona światło leje;

Bo ogród ten pośród gmachów

Nie od drzew nabrał zapachów,

Nie od róż nabrał rubinów,

Białości nie od jaśminów,

Lecz od ciebie.

FENIKSANA

do Estrelli.

Daj zwierciadło.

ESTRELLA

Nie dziw, piękna, żeś ciekawa

Tej płci, na którą nie padło

Żadnej plamki.

FENIKSANA

Głosi sława,

Że ja piękna, że ja mila.

Gdyby to i prawda była,

Cóż mi po tym? Kiedy źle mi!

Niewesoło na tej ziemi!

SELINA

Cóż ci jest?

FENIKSANA

Co jest, Selino?

Ach! Gdybym ja to sama zgadła!

Gdyby mi to od zwierciadła

Powiedziano!... Ach! Dziewczyno,

Wnet bym sama boleść własną

Nakarmiła do przesytu

I widziała w sercu jasno.

Ale teraz, w mgle przedświtu,

Czuję tylko, że mnie kruszy

Jakiś smutek i tęsknota;

I że to jest męka duszy,

Męka duszy i zgryzota,

Gdy w uczuciach się tych miota,

Których czuciem czuć nie może.

ZARA

Jeśli cię, pani, nie bawią

Te ogrody w barw ubiorze,

Gdzie wiośnie posągi stawią

Róże, w poplątanych czołach,

Na jaśminowych kościołach;

Obróć twe oczy na morze,

Kędy dla twojej tęsknoty

Płynie wóz ze słońca złoty.

ROZA

Gdy taki zachód zobaczy

Na morza ognistym łonie,

Ten cały ogród w rozpaczy

I melancholiach utonie,

I zawoła, idąc w cień:

Ach! Jak krótki był ten dzień!

FENIKSANA

Ani się tym rozweselę,

Ani tym żądań ukorzę,

Że moje smutki podzielę

Pomiędzy ziemię i morze,

Że pójdę z myślami w tan

I sprzęgnę te oba światy,

Z pianami równając kwiaty,

Kwiaty równając do pian.

Bo ogród, kiedy zazdrosny

Spojrzy na fale szalone,

Chciałby tak płynąć jak one:

I zaraz zefir miłosny

Dwa razy miłośniej dysze;

I szaleniej rozkochany,

Z gałęzi, które kołysze,

Czyni kwiatów oceany.

A morze, gdy się zasmuci,

Spojrzawszy na te ogrody,

Wnet ucisza szklane wody;

Z fal wysokich pianę zrzuci

I drugim prawom poddane,

Równe zdobywa uroki,

Z szmaragdów mając zatoki,

Z błękitów piersi ulane.

I tak, tu kwiatowy łan

I ogród pełen szkarłatów

Wydaje się morzem kwiatów

Tam morze – ogrodem pian.

Ach! Cóż to za smutek głęboki,

Ten smutek, co w sercu ma łoże?

Że nie dba na kwiatów uroki,

Na niebo, na ziemię i morze.

ZARA

Wielki smutek twój! Ach! I głęboki!

Wchodzi KRÓL FEZU, ojciec Feniksany, z miniaturą w ręku.

KRÓL

Jeśli, moja Feniksano,

Na piękność i smutek chora,

Chcesz być zdrowszą dziś niż wczora,

I zdrowszą niż byłaś rano:

Oto jest portret Infanta

Maurytanów, Tarudanta,

Który cię uleczy pewnie

Na długo... Cóż to, tak blada?...

Infant u nóg twoich składa

Koronę, jako królewnie,

A ten portret, choć nie gada

Za niego, u nas zagości.

Każda niema ambasada

Ambasadą jest miłości.

Za Infantem najgoręcej

Wstawiam się... bowiem mieć będę

Zięcia i dziesięć tysięcy

Przyprowadzonych łuczników,

Z którymi Ceutę zdobędę.

Płoń się, córko... tych płomyków

Miłosnych tobie pozwolę...

Owszem... serce puść na wolę,

Niech kocha przyszłego Pana.

FENIKSANA

O Boże!

KRÓL

Cóż tak zmieszana?

FENXANA

na stronie.

Wyrokiem śmierci!

KRÓL

Cóż, przecie?

Trwogi te łatwo ukoim.

FENIKSANA

Jestem twe posłuszne dziecię,

Ty ojcem... ty królem moim.

Na stronie.

Cóż mu powiem?... ach, kochanku,

Muleju, straciłeś żonę!

O! Nieszczęśliwy poranku!

O! Chwile nie w czas stracone!

Głośno.

Ojcze! Pokora mnie łamie

Aż tu. Klęka. Aż do twych obuwi.

Na stronie.

Dusza, co to myśli... kłamie!

Kłamie głos, który to mówi!

KRÓL

Weź portret.

FENIKSANA

biorąc miniaturę.

Ojciec przymusza?

Na stronie.

Ręce go biorą, nie dusza.

Wchodzi SELIM, dozorca niewolników.

SELIM

Mulej, twój wódz, królu panie,

Prosi cię o posłuchanie.

Z Fezańskiego morza wraca.

KRÓL

Niech wejdzie.

Wchodzi MULEJ, wódz galer fezańskich.

MULEJ

Gdzie zorza ozłaca

Tak wysokie pańskie progi,

Gdzie człowieka czeka z drogi

Taka zorza, córka słońca,

Któż czoła nie rozpogodzi?

Nie uczyni z siebie gońca,

Za którym pomyślność nie chodzi?

Pozwól mi twej ręki, pani.

Niechaj dar taki otrzymam,

Jak najwierniejsi poddani,

Pełni serca i przymiotów:

Bo dla usług twych miecza się imam

I dla usług twych zginąć jam gotów.

FENIKSANA

na stronie.

Cóż mu powiem? O chwilo boleści!

Cóż mu powiem? Ach, umrę z rozpaczy!

Głośno.

O Muleju, czy dobre są wieści?

MULEJ

Czy są dobre, sam król to zobaczy

I osądzi... podług mnie, będą dobre.

KRÓL

Cóż tam przecie?

MULEJ

 

Lecz serce miej chrobre

I na wszystko, o panie, odważne,

Bo czas ważny i wieści są ważne.

KRÓL

Gadaj wszystko, co wiesz, gadaj śmiało.

Kto ma duszę na wszystko wytrwałą,

Złe i dobre... z równą twarzą powita.

Siadaj, córko...

MULEJ

Czyż mu wszystko obwieszczę?...

KRÓL

Niech twarz złego nie będzie mi skryta.

MULEJ

Trudno mówić... milczeć trudniej mi jeszcze.

Jakoś mi, panie, polecił,

Wziąwszy tylko dwie galery,

Wypłynąłem z tego portu

Zwiedzić brzegi barbaryjskie.

A jakoś chciał, bym podstąpił,

Aż pod to miasto przesławne,

Przed wiekami zbudowane

U Herkulesowych słupów,

Ceutą u ludzi nazwane.

Które słowo u Hebreów

I u Arabów znaczyło:

Piękność... Jakoż miasto owo

I dzisiaj w piękność rozkwita;

A na hańbę naszej wierze

I na wstyd Mahometanom,

Na murach dziś portugalskie

Sztandary nosi i krzyże,

I przeciwko flotom naszym

Obrócone trzyma spiże

I wieczny opór stanowi

I wieczną skałę zakłada

Twych zwycięstw wielkiemu Nilowi;

A z Hiszpanią aż przez morze gada...

Pod to miasto podpłynąłem,

Abym obaczył rynsztunek

I wierny ci zdał rachunek:

Ile wież z krzyżowym czołem

Grozi ci marnymi trwogi,

Ile w nim stoi załogi....

Abym wypatrzył, jakimi

Siłami weźmiesz je, panie,

Czy od morza, czy od ziemi,

Czy przez głód, czy szturmowanie...

I wiem, że niebo ci chowa

To zwycięstwo i tę chwałę;

Abyś to miasto wspaniałe

Przywrócił do swej korony...

Ale dzisiaj trwoga nowa,

Inna troska, z innej strony,

Czeka cię, panie: i siły

Na Ceutę przygotowane

Będą Tangieru broniły...

A to wiem... bo fale szklane

Depcąc jednego poranku,

O tej godzinie, gdy zorza

Wyziera nad szafir morza,

A na chmur ognistych wianku

Słońce swe rozwiesza włosy

Po różach i po jaśminach,

Śnieg i ogień udając i kłosy,

Sypiące się na fale... w bursztynach

Owej zorzy, gościńcem odmętów

Szła girlanda szarawa okrętów,

Niby stado tak nikłe, że zrazu

Oczy moje powiedzieć nie śmiały,

Czy okręty to były, czy skały...

Bo jak na płótnach obrazu

Malarz, udawca natury,

Jedną kreską czyni góry,

Albo miasta, wielkie grody:

Tak i na błękitach wody,

Gdy cień się ze światłem pomięsza,

Niebiosa do wód się nachylą,

Myśl różne straszydła wskrzesza

I błąka i oczy się mylą...

Otóż zrazu myśl ciekawa

Obaczyła tylko tłum

I parę, i mgłę, i szum,

Tak blisko przy nawie nawa

I tak z daleka płynęły...

Potem... gdy niebios dotknęły,

Najwyższymi żaglów pióry,

Pomyśleliśmy, że chmury,

Chmury wielkie, czarne, chyże,

Co po niebie lotem gonią

I deszcze poczną w szafirze,

A tu kryształy uronią.

I tak długośmy mniemali;

Bo zdawała się tak wielka

Gromada ludzi... że z fali

Mórz nie zostanie kropelka,

Kiedy ją w hełmy rozbiorą...

Potem statki z piany runem,

Jak potwora za potworą,

Kiedy idą za Neptunem

I z pod skał ciągle wychodzą

Nowe i nowe straszydła...

Nagle!... gdy podniosły skrzydła,

Całe w słonecznych opalach

I otrząsły je na falach,

Myśleliśmy, że fale je rodzą...

Wtem bliżej... ujrzały wzroki

Wyraźniej, już nie obłoki,

Już nie skrzydła, nie trytony,

Ale jakieś Babilony,

Idące po złotej ziemi

Z chorągwiami ognistymi...

Wtenczas spostrzegły i żebra

Okrętów, tłukące je wały,

Pod nimi, jak góry ze srebra,

Pod nimi z kryształu – jak skały.

Wtenczas poznawszy, że flota

Tak wielka i tak przemożna,

Kazała rycerska cnota,

W niebezpieczeństwach ostrożna,

(Bo i to w rycerzu waży,

Gdy się dobrze ma na straży),

Kazała mi, mówię, panie,

Jako świadomszemu morza,

Skryć się w tajemne przystanie,

Między dwa skalne wydroża,

Gdziem bezpiecznie mógł stać z galerami.

Otóż ta flota przed nami

Przepłynęła... nie spostrzegła.

A ja chcąc wiedzieć, gdzie biegła?

Komu niosła miecz zagłady?

Wypłynąłem za nią w ślady

I tu... Bogu memu chwała...

Spotkałem jeden z Armady

Okręt,

Wiadomo, że cała

Flota, na morzu odkryta,

Była srogą burzą bita...

Otóż jedna smętna nawa,

Co większej doznała szkody,

Potrzaskana i dziurawa.

Chwiejąca się, pełna wody,

Nie mogąca jej wyzionąć.

Za każdym nowym bałwanem

Już, już... już zdająca się tonąć,

Stała na morzu... O! panie,

Choć ja jestem Maurytanem,

Sądzę, że politowanie

W takim nieszczęściu i stanie

Od Maurytan się należy...

Przybiegłem, jak sokół bieży,

I stanąłem jej przy boku...

A ci rozbici... ach! Jaka

Chęć życia w ludziach!... gdy nagle

Ujrzeli mnie jako ptaka,

Ze skrzydłami, ze skrą w oku,

Mimo bojaźń, sznury, żagle,

Przemieniali na drabiny

I szli w klatkę jak ptaszyny

I sami łańcuchy brali...

A drudzy im urągali,

Widząc schronionych bezpiecznie

I drabiny tnąc toporem,

Krzyczeli: że umrzeć z honorem

I wolnym – jest to żyć wiecznie...

I w morze rzucali ciała –

Portugalska próżna chwała!!!

Od jednego więc z tych wziętych

Wiem, że owe pawilony

Wypłynęły aż z Lizbony,

I po falach idą wzdętych

Tu na Tangier; klnąc się Bogiem

I rycerstwem, że Dej stary

Tu, nad wieżyc swoich rogiem,

Ujrzy te same sztandary,

Co są w Ceucie.... los batalii

To pokaże, że się mylą!...

Podług nich, król Portugalii,

Przed którym światy się chylą,

Którego zwycięska sława

Sztandary swoje zatyka,

Aż tam, gdzie ziemi nie stawa,

Gdzie rzymski orzeł lot traci,

Wysłał obu swoich braci,

Fernandesa i Henryka,

Aby tu ich wiek ciekawy

Ujrzał obu w słońcach sławy;

I za wielkie nasze klęski

Przyklasnął, jako wiek klaszcze.

Fernand to mistrz Awiceński,

Henryk to mistrz Chrystusowy;

Oba noszą białe płaszcze,

Rządzą wielkie dwa zakony:

Jeden krzyż ma purpurowy,

Drugi wielki krzyż zielony;

Oba wiodą różnej broni

Do czternastu aż tysięcy;

A niepłatnych jeszcze więcej,

Co idą jak na popisy:

A do tysiąca aż koni

Poprzebieranych w tygrysy,

Na jednorożce przekutych...

Taka fantazja jest u tych

Hiszpanów!!!

Te więc szeregi

Depcą może nasze brzegi,

Albo już u lądu stoją.

Spieszmy, o panie, z obroną.

Weź miecz i okryj się zbroją.

Weź tę chorągiew zieloną,

Podobną do gromów obłoka,

Chorągiew naszego Proroka.

Niech ze mną straż idzie przednia

I niech się sprawdzi nad nimi

Morabitów przepowiednia:

Że tu, w tych piaskach, w tej ziemi,

Co nas nosi na swym łonie,

Jest grób portugalskiej koronie.

I niech widzą nasze oczy,

Jak ta ćma czarnego sokoła

Przefarbuje nasze zioła

I morze krwią na czerwień przebroczy.

KRÓL

Muleju, dość! Nie mów dalej,

Bo mi żyły krwią wybryzną,

Bo dla serca, co się pali,

Każde słowo jest trucizną.

Pomyślę, aby te franty,

Ci dumni, zostali w Afryce.

Pomyślę, by tu ciemnice

I grób znaleźli infanty.

Muleju, weź nieco konnych,

Ruszaj zaraz na mórz brzegi

I broń, aby te szeregi

Brzegów naszych nieobronnych

Nie wzięły bez krwi. Krew ci powie,

Jak uczynić w tym razie należy;

I uczynisz, jak czynili ojcowie.

Ja tymczasem zgromadzę rycerzy

A pośpiechu i sił nie poskąpię,

I po tobie krok w krok tam nastąpię.

I pokażę, że dzień jeden zakończy

Krwawe nasze wiekowe turnieje;

Że mi Ceutę do korony przyłączy,

A tu Tangier krwią hiszpańską obleje.

Wychodzi.

MULEJ

O! Feniksano! Bliski czy daleki,

Tak skarg już moje nauczyłem wargi,

Że zawsze one gotowe do skargi,

I śmierć je chyba zagłuszy na wieki.

A choć nie umiesz zazdrości ocenić,

Choć mnie obwiniasz, że uchybiam tobie,

Na próżno chciałbym wyrazy odmienić,

Bo zazdrość o słów nie myśli ozdobie.

Cóż to za portret? O! Dziewczyno sroga!

Cóż to za portret ręka twoja pieści?

Któż to jest? Powiedz, kto to jest, na Boga!...

Ach, nie powiadaj! Dosyć już boleści...

Dość, że go twoja biała ręka trzyma,

Że nim jak różą zerwaną kołysze,

Ach, dosyć dla mnie, że widzę oczyma,

Niechaj przynajmniej z twoich ust nie słyszę.

FENIKSANA

Pozwoliłam ci, abyś mnie miłował,

Nie pozwoliłam, abyś mnie obrażał.

MULEJ

Jam już wyrazów prędkich pożałował,

Bom w żalu mówił i na styl nie zważał.

Ja wiem, że mówić potrzeba inaczej,

Ale któż myśli o słowach w rozpaczy?

Milczeć?... Ach, miłość potrafi ogłuchnąć,

Milczeć... Lecz zazdrość... ta musi wybuchnąć,

Musi wybuchnąć.

FENIKSANA

Chociaż mi się zdaje,

Żeś nie zasłużył, bym się tłumaczyła,

Ponieważ różnych mam wymówek siła,

A mam ich wiele... najlepszą ci daję.

MULEJ

Więc masz wymówkę?

FENIKSANA

Mam.

MULEJ

O! Bogu dzięki.

FENIKSANA

Ten portret z ojca mojego mam ręki.

A przysłał mi go...

MULEJ

Kto?

FENIKSANA

Fezki królewic.

MULEJ

W jakim zamiarze?

FENIKSANA

Bo mój ojciec stary,

Który się nie zna nic na sercu dziewic...

MULEJ

Co?

FENIKSANA

Pretenduje oraz ma zamiary

Te dwa królestwa Fezu i Tangieru...

MULEJ

Dość! Ta wymówka jest podobna zeru.

Taką wymówkę dajesz? O! Nie dzięki!

Nie dzięki tobie... Czy masz lepszą inną?

FENIKSANA

Ale ten portret ja mam z ojca ręki

I sądzę, żem jest zupełnie niewinną.

MULEJ

Winnaś! Bo trzeba było... trzeba było...

Choćby ci ojciec zagrażał mogiłą

Portret odrzucić.

FENIKSANA

Jakąż dać przyczynę?

MULEJ

Nie wiem... co skłamać.

FENIKSANA

Z kłamstwa ja nie słynę.

Cóż miałam czynić?

MULEJ

Co? Umrzeć w potrzebie,

Ja bym to łatwo uczynił dla ciebie.

FENIKSANA

Przymus był wielki.

MULEJ

Ach! Serca zmienienie!

FENIKSANA

Przymus i siła.

MULEJ

Któż się podda sile?

FENIKSANA

Cóż więc być mogło?

MULEJ

Moje oddalenie!

Ach, oddalenie podobne mogile,

Które mnie w grobie ciemnym położyło.

A teraz jeszcze drugi raz odjadę,

A ty mnie drugą nakryjesz mogiłą.

FENIKSANA

 

Otóż, Muleju, dam ci jednę radę:

Abyś tu zaczął skarżyć się w Tangierze

I aż do Fezu ciągnął to stękanie.

MULEJ

Zaprawdę boleść moję tak rozszerzę,

Że aż do Fezu za tobą dostanie.

FENIKSANA

A teraz bądź zdrów, jedź, bo już nie rano.

Przymus ci każe opuścić te mury.

MULEJ

I odsyłasz mnie? O! Feniksano?

I nie oddasz mi tej miniatury?

FENIKSANA

Ach, jak smutna to chwila... ach, smutna

Miniatura ta na mnie spoziera!

Wychodzi.

MULEJ

Więc ci z ręku ją wyrwę, okrutna,

To, co serce mi z piersi wydziera.

Wychodzi.

Zmiana I

Brzeg morski, słychać wrzask i zgiełk wylądowania. Wchodzą na scenę DON FERNAND i DON HENRYK, Infanci portugalscy. – DON ŻUAN COUTINIO i ŻOŁNIERZE.

DON FERNAND

skacząc na ląd.

Pierwszy, o! piękna Afryko, wyskoczę

Na twoje brzegi i nadepcę nogą.

A ty czuj, jak cię moją stopą tłoczę,

A ty czuj pana i poddaj się z trwogą.

DON HENRYK

Ja drugi skoczę na ląd.

Wyskakuje i pada.

O! Mój Boże!

Aż tu ścigają za mną wróżby czarne?

DON FERNAND

Nic, Don Henryku; wróżba nic nie może

Przeciw krzyżowi – strachy to są marne.

A że upadłeś? To ja tak tłumaczę,

Że ziemia, pana uczuwszy i księcia,

Sama się jemu chciała dać w objęcia.

DON HENRYK

Ziemia to pusta... Araby tułacze

Poszli w pustynie.

DON ŻUAN

Tangier zawarł bramy.

DON FERNAND

W mieście my naszych wrogów poszukamy.

Niech z harmat pierwej wystrzelą na salwy.

Ty, Don Żuanie Coutinio z Miralwy,

Idź i pod miasto podbiegnij zamknięte;

Ostrzeż, niech próżną nie drażni obroną

Ognia i miecza, bo gdy będzie wzięte,

Domy się zwalą w krew, kościoły spłoną.

DON ŻUAN

Wkrótce pod miejską ujrzycie mnie broną;

Choćby to miasto na dymu ciemnicy

Stało jak wulkan z krwi i z błyskawicy.

Odchodzi. Wchodzi BRYTASZ.

BRYTASZ

Chwała Bogu, że przecie stoję o swej sile

Na brzegu, kędy moje widzę i apryle;

A już nie te przeklęte bałwany i szkuty,

Kakatosy, maestry, gdzie człowiek ma buty,

Ale chodzić nie może; gdzie od kul ucieka,

To wpada w morze, kędy pan ludożer czeka.

Jak to mówią u ludzi, spadł z rynny pod wodę.

Dość morza – lubię lepszą na ziemi wygodę.

Całuje ziemię.

Kochana ziemio moja, noś mnie, ja człek lądu,

Rad bym ostatecznego doczekać się sądu

Na ziemi, nie na morzu.

DON HENRYK

do Fernanda.

Co ty nań uważasz?

DON FERNAND

A ty czemu się wróżby marnymi przerażasz?

Dlaczego smętny stoisz z rozwianymi włosy?

DON HENRYK

Duch mój pełny przestrachu. Przeciwne nam losy:

Z Lizbony wyjeżdżając, gdy szeregi dzielne

Wsiadały, to ja strachy widziałem śmiertelne.

Zaledwo barbaryjskich dotknęliśmy lądów,

Słońce, jak gdyby na dzień ostatecznych sądów,

W chmury krwawe zabiegło i w niebiosa wklęsło.

A morze ciemne, czarne, okrętami trzęsło.

I teraz, gdy nań spojrzę, to kolor ma taki

Jak krew. Patrz na niebiosa, zewsząd czarne ptaki.

Patrz nad morzem... jakby z mgły posępne osoby.

Patrz na ziemię... zdaje się, że wszędy są groby,

W które za każdym krokiem człowiek błędny wpada.

DON FERNAND

Moja miłość inaczej to wszystko wykłada:

Że nam burza uniosła jeden okręt zbity?

To zwyczajny przypadek. Że niebios błękity

Zaćmiły się i kolor wzięły szczerozłoty,

Poważny? To nie groźba, ale cześć dla floty.

Że potwory za nami wyzierały z morza?

Że czarną chmurą ptaków migotała zorza?

To nie przeciw nam wróżba, lecz strach na Araby;

Wszakże tych ptaków nasze nie niosły koraby?

Nie ciągnęły za sobą? Ale tu znachodzą?

Więc tej arabskiej ziemi owe wróżby szkodzą,

Jeżeli są wróżbami. Maur niech patrzy na nie.

Ale my, mój Henryku, oba chrześcijanie,

My, cośmy nie dla marnej tu przyszli potęgi,

Nie po to, aby nami zaczernione księgi

Po wielu wiekach o nas do ludzi gadały;

My, cośmy tu dla Boga i dla jego chwały,

Abyśmy kościół jego szablami podparli;

Z tą wiedzą, że zarówno oba byśmy zmarli,

Choćbyśmy tylko szczęścia szukali jak drudzy;

Czegoż się boim Boga? Wierni jego słudzy!

Czemuż my się na wróżbach oparli, nie na nim?

My, cośmy przyszli z naszej krwi ofiarowaniem.

Wchodzi.

DON ŻUAN

Ale cóż to od pola?

DON ŻUAN

Książęta,

Kiedym wasze wypełniał rozkazy,

Tam, gdzie góra w łuk zagięta

Łamie się w piętra dwa razy,

Usłyszałem w strasznej wrzawie

Pod nieba strefą niebieską

Zlatującą konnicę fezką...

Zdawało się, że żurawie,

Na Pigmejów w wielkim gniewie,

Szary klucz na niebie klecą.

Ziemia nie wie i wiatr nie wie,

Czy oni biegną, czy lecą.

DON FERNAND

Idźmy powitać te wrogi.

Niech strzelce staną na czoło.

Siodłać konie, a wesoło!

Wdziać kolczugi – od głów do nogi

Zbroić się i stawać w szyku!

O! Szczęśliwy dzień, Henryku,

Zwycięstwo nam w ręce dane.

DON HENRYK

Ja, twój brat, przy tobie stanę,

Piersi także mam niezłomne,

O strasznych wróżbach zapomnę

I pokażę, że śmierć mnie nie trwoży.

Wychodzą i słychać odgłos walki.

BRYTASZ

sam.

A ja tam, gdzie śmierć się sroży

Nie pójdę... w każdym hazardzie

Ja stoję na ariergardzie

I wulkan ze mnie wybucha.

Patrząc na walkę.

Ach jaka tam zawierucha!

Jaki blask, jaki bój srogi!

Niech się biją – a ja w nogi!

Ucieka.

Wchodzą DON HENRYK i DON ŻUAN.

DON HENRYK

Łatwo brać zwycięskie laury.

Uciekają zbite Maury.

DON ŻUAN

Pole całe pełne łupów,

Koni, mieczów, siodeł, trupów.

DON HENRYK

Gdzie Don Fernand?

DON ŻUAN

Z całą linią

Arabów znika w obłoku.

DON HENRYK

Chodźmy za nim, Don Coutinio.

DON ŻUAN

Zawsze obaczysz mnie przy twoim boku.

Wychodzą.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?