KordianTekst

Z serii: Poezja polska
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kordian
Kordian
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 13,99  11,19 
Kordian
Audio
Kordian
Audiobook
Czyta Małgorzata Regent, Tomasz Czarnecki
6,66 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

SPIS TREŚCI

  PRZYGOTOWANIE

  PROLOG

  AKT I. Scena I. Scena II. Scena III.

 AKT II. ROK 1828

 AKT III. SPISEK KORONACYJNYScena I.Scena II.Scena III.Scena IV.Scena V.Scena VI.Scena VII.Scena VIII.Scena IX.Scena OSTATNIA.

 PRZYPISY.PRZYGOTOWANIEPROLOGAKT IAKT IIAKT III

JULJUSZ SŁOWACKI

KORDJAN

CZĘŚĆ PIERWSZA TRYLOGJI

SPISEK KORONACYJNY




Więc będę śpiewał i dążył do kresu;

Ożywię ogień, jeśli jest w iskierce.

Tak Egipcjanin w liście z aloesu

Obwija zwiędłe umarłego serce;

Na liściu pisze zmartwychwstania słowa;

Chociaż w tym liściu serce nie ożyje,

Lecz od zepsucia wiecznie się zachowa,

W proch nie rozsypie… Godzina wybije,

Kiedy myśl słowa tajemną odgadnie,

Wtenczas odpowiedź będzie w sercu – na dnie.


Juljusza Słowackiego – Lambro.

PRZYGOTOWANIE

roku 1799 dnia 31 grudnia w nocy

Chata sławnego niegdyś czarnoksiężnika Twardowskiego w górach Karpackich – przy chacie obszerny dziedziniec – dalej skały – w dole bezlistne bukowe lasy. Ciemność przerwana błyskawicami. Czarownica czesze włosy i śpiewa…


CZAROWNICA

Z gwiazd obłąkanych,

Z włosów czesanych,

Iskry padają, Jak z polskiej szabli;

Widzą je djabli,

Odpowiadają

Błyskami chmur.

Lecą – świst piór

Buki ugina.


Szatan zlatuje w postaci pięknego Anioła


SZATAN


Ha, czarownico! czy biła godzina?


CZAROWNICA


Która?


SZATAN


Godzina, której żaden człowiek

Dwa razy w życiu nie słyszy.


CZAROWNICA


Uderzy

Za dziesiątem mgnieniem powiek

Z babilońskiej ludów wieży.

15 A gdy bić będzie, choć głucha, usłyszę.

Lecz gdzież są, panie, twoi towarzysze?

Leniwo śpieszą z błękitu podniebień:

Żółw, z którego to zgrzebło utoczył mi tokarz,

Prędzej chodził…


SZATAN


To zgrzebło pokaż mi je – pokaż !…

20 Łzy mi płyną… poznaję Twardowskiego grzebień,

On mię zgrzebłem tem czesał, gdy w psa wlazłszy skórę,

U nóg mu się łasiłem.

Odejdź, moja pani;

Goście sproszeni zlecą się na Łysą Górę.


Czarownica odchodzi


(Szatan woła:) Szatani!


Błyska dziesięć razy i dziesięć tysięcy szatanów spada


Spadł z nieba deszcz szatanów, niech ziemię polewa,

25 Jeśli jeszcze na ziemi są Edeńskie drzewa,

Niech rosną, to jesienią człowiek owoc zbierze…

Siadajcie! cóż, między wami

Nie widać Mefistofela?


ASTAROTH


Zaszedł na grób przyjaciela,

30 Na grobie Twardowskiego odmawia pacierze.

SZATAN


Taki się teraz zrobił czuły i pobożny

Jak poeta… Lecz księżyc zabłysnął dwurożny,

Czas przystąpić do dzieła…


DJABLI

Co nam król rozkaże?


SZATAN


Obejrzeć trzeba koła w. wiekowym zegarze,

35 Krwią dziecięcia namaścić gwichty i sprężyny;

Niech nam bije wyraźnie lata, dnie, godziny.

Przynieście go, postawcie… Co? czy nie zepsuty?


ASTAROTH


Wszystkie koła, wszystkie druty

Całe, rdza wieków nie trawi;

40 Godzinnik z hostyj, co dławi,

Po nim żądło Lewjatana

Przez wieki wieków się toczy,

Na dnie wskazuje ząb smoczy,

Na godziny żądło osy;

45 I dotąd trwa nieprzerwana

Włosień siwa z kós szatana,

Któremu zbielały włosy

Od strachu, gdy grom z obłoku…

Pamiętacie?… A sprężyna

50 Z ojczyzny Tella, Kalwina,

Na ludzkiem wsadzona oku,

Chodzi jak na dyjamencie.

W kółek i sprężyn zamęcie

Zamknięta grzesznika dusza

55 Kurant po kurancie jąka.

Noga kossacza pająka

Wszystkie sprężyny porusza,

Jak wahadło…


SZATAN


Dość opisów.

Gehenno, Astarocie, najstraszliwsi z bisów,

60 Jak asesory sądu, gdy zegar bić zacznie,

Liczcie wieki, dnie, lata…


Zegar bije, szatani liczą


Świecie! świecie! świecie!

Wąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie,

Zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie;

I wieki mrą nad tobą, zasypując pyłem

65 Umarłych pamiątek.

Ja widziałem twój początek.

Ta garść gliny powietrzem opasana zgniłem,

Ten trup chaosu w trumnie zamknięty błękitów,

Strawiony zgnilizną czasów,

70 Okrył się rdzami kruszców i kością granitów,

Porósł mchem kwiatów i lasów;

Potem wydał robaki, co mu łono toczą

I myślą.

Biada im! jeśli marzeń ziemią nie okryślą,

75 Kołem widzenia – biada, jeśli je przekroczą…


GEHENNA


Królu, wiek dziewiętnasty uderzył.


SZATAN

Astaroth

Niech liczy lata; może ten, co za obłokiem

Gromy ciska, chcąc wesprzeć jaki ziemski naród,

Może wiek który ludziom skrócił jednym rokiem,

80 Może ukradł szatanom dzień jeden, godzinę;

Więc się o nią upomnę u Boga,

Lub buntowną chorągiew rozwinę.

We mnie i w przyrodzeniu zgwałconem ma wroga.


ASTAROTH


Tysiąc ośmset lat wybiło.


SZATAN


85 Więc się koło tortury całe obróciło?

Każdy ząb jej rozdziera, każda szruba ciśnie.

Teraz, gdy niebo zabłyśnie,

Błyskawica trwa dłużej niż te wszystkie lata

Zbiegłe męczarnią dla świata;

90 A każdy rok, jak ślimak suną! się leniwo,

Dla nędzarzy, dla głupich kochanków nadziei; A

gdyby śliną osrebrzył ślad zbiegłej kolei,

Ślizgał się po niej człowiek pamiątką pierzchliwą.

Obłąkani w przeszłości żeglarze

95 Brali imię dziejopisów;

Sztuką ich było pisać wielkie kalendarze,

Pełne królewskich imion i dat i napisów.

Inni myślą ścigali treść myśli, Filozofy – głęboko myśleli,

l00 Aż nad ciemną przepaścią zawiśli,

Obudzili się, w przepaść spojrzeli

I zawołali: ciemno ! ciemno! ciemno!

To hosanna dla nas szatanów,

To śpiew naszych kościelnych organów;

105 Kto myślał przez godzinę, jest lub będzie ze mną.

Wiek, co przyjdzie, ucieszy szatany.

Mefistofel wchodzi


MEFISTOFEL


Nasz szatan prorokuje w cudotwornym stroju,

Ma płaszcz cały Woltera dziełami łatany,

I pióro gęsie Russa sterczy na zawoju.


SZATAN


no Mefistofelu, przyszła do działania pora,

Wybierz jaką igraszkę wśród ziemskiej czeredy.

Już nie znajdziesz cichego wśród Niemców doktora,

Po szwajcarskich się górach nie snują Manfredy

I mnichy długim postem po celach nie chudną,

115 Więc obłąkaj jakiego żołnierza.


MEFISTOFEL


Trudno!…

Żołnierz to ryba, która kruczkom nie dowierza

I ma rozsądek zdrowy; przy takiej latarni

Obaczy kurzą nogę djabła kusiciela.


SZATAN


Samiż tylko rycerze ujdą nam bezkarni?

120 Słuchaj ! wśród narodów wiela

Jednemu się ludowi dzień ogromny zbliża.

Idź tam, jego rycerze noszą krzywe szable,

Jako księżyc dwurożny, jako rogi djable;

I rękojeść tych kordów nie ma kształtu krzyża.

125 Pomóż im – oni mają walkę rozpoczynać

Taką, jakąśmy niegdyś z panem niebios wiedli.

Oni się będą modlić, zabijać, przeklinać.

Oni na ojców mogiłach usiedli

I myślą o zemsty godzinie.

130 Ten naród się podniesie, zwycięży i zginie ;

Miecze na wrogach połamie,

A potem wroga myślą zabije,

Bo myśl jego ogniste ma ramie,

Ona jak powróz wrogi uwiąże za szyje

135 I związanych postawi na takim pręgierzu,

Że wszystkie ludy wzrokiem dosięgną i plwaniem.


MEFISTOFEL


Królu, niechaj poszukam w djabelskim psałterzu

Modlitwy na dzień, co się zowie zmartwychwstaniem;

Zmówię ją za ów naród… Dziś pierwszy dzień wieku,

140 Dziś mamy prawo stwarzać królów i nędzarzy

Na całą rzekę stuletniego cieku.

Więc temu narodowi stwórzmy dygnitarzy,

Aby niemi zapychał każdą rządu dziurę.

A gdy wzrośnie ich potęga,

145 Ten naród, jak piękna księga,

W starą oprawiona skórę,

Pargaminowem świecić będzie czołem.


SZATAN


Dobra rada, stańcie kołem,

Stwarzajmy ludzi do rządu.

150 Zawołajcie czarownicy…

Szatan daje rozkazy, djabli pracują

 

Żywioły ziemi i lądu,

W atmosferowej szklennicy

Zamknięte i w jeden zlane,

Przez chemików połamane;

155 Kwasorody, gaz węglowy,

Zlewam w kocioł platynowy;

Dmijcie, duchy!…

Gromy biją w kocioł

W żywioł ziemi

Dorzucić szpilek kaprala

Z główkami laku, któremi

160 Kreśli plany, królów zwala,

Szpilek czterdzieście tysięcy

Rzućcie w kocioł…


DJABLI


I nic więcej?


SZATAN


Nic…


DJABLI

Coś z rozumu kaprala?…

SZATAN

Nic…

DJABLI

Skończony.

SZATAN

Niechaj leci!

Gromy biją, duch ulatuje

Stary – jakby ojciec dzieci,

Nie do boju, nie do trudu;

Dajmy mu, na pośmiewisko,

Sprzeczne z naturą nazwisko,

Nazwijmy od słowa ludu,

Kmieciów, czyli nędznych chłopów.

Teraz, jak z niebieskich stropów,

Rzućcie wodza ludziom biednym.

DJABLI

Panie! czy skończysz na jednym?

SZATAN

Wrzucić do kotła dyjament,

175 Dyjament w ogniu topnieje;

Wylać sekretny atrament

Z Taylleranda kałamarza,

Co w niewidzialność blednieje,

Od okularów rozsądku…

180 I dąć w kocioł… w kotła wrzątku

Obaczemy, co się stwarza.

DJABLI

Już gotowy! mimo czary

Wyszedł jakiś człowiek godny,

185 Złe w tym kotle były wary,

Płyn za rzadki lub za chłodny.

SZATAN


To nic – to nic! takich trzeba

Biednym ludziom rzucać z nieba;

Będą przed nim giąć kolana:

Jest to stara twarz Rzymiana

190 Na pieniądzu wpół zatarta.

Dajmy mu, na pośmiewisko,

Sprzeczne z naturą nazwisko;

Ochrzcijmy imieniem Czarta.

Teraz puśćcie! niechaj leci!


DJABLI


195 Lepszy będzie człowiek trzeci.


SZATAN


Teraz z konstelacji raka

Odłamać oczy i nogi,

Dodać kogucie ostrogi,

I z trwożliwego ślimaka

200 Oderwane przednie rogi…

Cóż tam w kotle?


DJABLI


Ktoś z rycerzy.


SZATAN


Wódz! chodem raka przewini,

Jak ślimak rogiem uderzy,

Spróbuje – i do skorupy

205 Schowa rogi, i do skrzyni

Miejskiej zniesie planów trupy,

Czekając, aż kur zapieje.

Rzucić w kocioł Lachów dzieje,

Słownik rymowych końcówek;

210 Milijon drukarskich czcionek,

Sennego maku trzy główek,

Cóż tam?

DJABLI

Starzec jak skowronek,

Zastygły pod wspomnień bryłą,

Napół zastygłą, przegniłą.

215 Poeta – rycerz – starzec – nic

Dziewięciu Feba Sułtanic

Eunuch…

SZATAN

Przyśpieszajmy dzieła,

Bo z tamtej krakowskiej wieży

Słyszę dzwon rannych pacierzy;

220 W powietrzu się rozpłynęła

Woń kadzideł katedralnych.


CZAROWNICA

Przeklęte wasze dzieło, wicher djablej mowy

Rozczesał z mojej chaty włos słomianej głowy;

Czy mi na nią dachówek dacie z hostyj mszalnych?

225 Zawierucha wierzbowe gałązki obrywa,

Ludzie nie znajdą rószczek na kwietną niedzielę.


SZATAN

Milcz, padalcze! – Czas upływa,

Twórzmy razem wielkich wiele.

Co nakażę, rzucać w tygle!

230 Rdzę pozostałą

Na Omfalji igle

Od krwią wilgotnych Herkulesa palców;

Z rdzy się narodzi nie mało

Wymuskanych rycerzy—ospalców —


DJABLI

235 Tłum, tłum, tłum poleciał na ziemię

Jak chmura…


SZATAN

Spieszmy nowe tworzyć brzemię,

Nim jutrznia błyśnie ponura;

Nim się żywioły ochłodzą,

240 Rzucić język Balaama oślicy;

A ci, co się z niego wyrodzą,

Narodowej się chwycą mównicy.

Mówców plemię…


DJABLI

Tłum, tłum, tłum poleciał na ziemię,

215 Jak zwichrzone szpaków stado.


SZATAN

Widzicie tę postać bladą,

Z mętów kotła już napół urodną;

Twarz uwiędła i wzrok w czarnem kole;

Paszczę myśli otwiera wciąż głodną,

250 Wiecznie dławi księgarnie i mole,

I na krzywych dwóch nogach się chwieje,

Jak niepewne rządowe systema.

Chce mówić, posłuchajmy, co na świat posieje?…

Twór, pokazując z kotła głowę

Czy lepiej, kiedy jest król? czy kiedy go niema?


SZATAN

255 Precz z tym Sfinksem, co prawi zagadki,

Sam jej djabeł rozwiązać nie umie;

Niech w szkolarzów zasiewa ją tłumie,

Oplataną w dziejowe wypadki;

Niech z ministerjalnej ławy,

260 Nad rozlewem żyźniącym krwi Nilu,

Ze złamanych kolumien podstawy

Gada hjeroglifem stylu.


ASTAROTH

Panie! patrz, tam z kotła pary

Znów się jakiś twór wylęga.

265 Twarz ma okropnej poczwary,

Przez pierś jeneralska wstęga.


SZATAN

Witajcie go! oto twór

Niszczyciel, jakby horda Nogajca.

On w stolicy owłada dział mur.

270 On z krwi na wierzch wypłynie – to zdrajca !

A gdy zabrzmi nad miastem dział huk,

On rycerzy ginących porzuci;

Z arki kraju wyleci jak kruk,

Strząśnie skrzydła, do arki nie wróci…

Kraj przedany Kraj przedany on wyda

Pod miecz!


GŁOS W POWIETRZU

W imię Boga! precz stąd, precz!…

Wszystko znika


CHÓR ANIOŁÓW


Ziemia, to plama

Na nieskończoności błękicie;

Ciemna gwiazda w słonecznych gwiazd świcie,

280 Grób odwieczny potomków Adama.


ARCHANIOŁ


Onego czasu jedna z gwiazd wiecznego gmachu

Obłąkała się w drodze, jam ją zgonił lotem,

Czułem w dłoni jej serce bijące z przestrachu,

Jak serce ptaka, ludzkim dotkniętego grotem;

235 I drżącą położyłem przed tronem Jehowy.

A Bóg rzekł do mnie świato-tworzącemi słowy:

Krew ludzka skrzydła twoje rumieni.

Padłem twarzą na Boskie podnóże,

Na proch gwiazd, na kobierce z promieni…

290 Boże! Boże! Boże!

Skrzydeł pióry otarłem o ziemię,

Krwawa była – widziałem! widziałem!

Za grzechy ojców w groby kładące się plemię,

Lud konał… gwiazda gasła… za gwiazdą leciałem —

295 Lud skonał…

Czas, byś go podniósł, Boże, lub gromem dokonał.

A jeśli Twoja dłoń ich nie ocali,

Spraw, by krwi więcej niźli łez wylali…

Zmiłuj się nad niemi, Panie!

300 A Bóg rzekł: wola moja się stanie…


CHÓR ANIOŁÓW


Ziemia – to plama

Na nieskończoności błękicie,

A Bóg ją zetrze palcem, lub wleje w nią życie

Jak w posąg gliniany Adama.

PROLOG

PIERWSZA OSOBA PROLOGU


Boże! zeszlij na lud twój wyniszczony bojem

Sen cichy, sen przespany, z pociech jasnym zdrojem;

Niechaj widmo rozpaczy we śnie go nie dręczy.

Rozwieś nad nim kotarę z rąbka niebios tęczy,

5 Niech się we łzach nie budzi przed dniem zmartwych-

A mnie daj łzy ogromne i męki niespania, [wstania:

Po mękach wręcz mi trąbę sądnego Anioła;

A kogo przed tron Boga ta trąba zawoła,

Niechaj stanie przed tobą. Daj mi siłę, Boże,

10 A komu palec przekleństw na czoło położę,

Niech nosi znak na czole… Pozwól, Panie, tuszyć,

Że słowem zdołam cielce złote giąć i kruszyć…

Z bronzu wzniosę posągi, gdzie pokruszę gipsy.

A kto ja jestem? Jestem duch Apokalipsy —

15 Obróćcie ku mnie oczu zamglonych i twarzy…

Oto stoję wśród siedmiu złocistych lichtarzy

Podobny do człowieka… szata w długość szczodra

Spływa do stóp; pas złoty przewiązał mi biodra,

Głowę kryje włos biały, jak śniegi, jak wełna;

20 Z oczu skra leci ogniów dyjamentu pełna,

Nogi mam, jak miedź świeżem ogniskiem czerwona,

Głos huczy jako woda wezbraniem szalona,

W ręku siedem gwiazd niosę, a z ust mi wytryska

Miecz ostry obosieczny, a twarz moja błyska

25 Jak słońce w całej mocy wyświecone kołem.

A gdy przedemną na twarz upadniecie czołem,

Powiem wam… Jestem pierwszy… i ostatnim będę…


DRUGA OSOBA PROLOGU


Ja wam zapał poety na nici rozprzędę,

Wy śmiejcie się z zapału mego towarzysza…

30 Kto on? do tureckiego podobny derwisza;

Owe siedem lichtarzy, jest to siedem grodów,

Stoi wśród siedmiu złotem nalanych narodów

Wygnaniec. – A włos czarny w siwość mu zamienia

Nie wiek, ale zgryzota… W oczach blask natchnienia,

35 W ręku gwiazdy… to myśli, z których jasność dniowa;

Miecz w ustach obosieczny – jest to sztylet słowa,

Którym zabija ludzi głupich… albo wrogów.


TRZECIA OSOBA PROLOGU


Zwaśnionych obu spędzam ze scenicznych progów.

Dajcie mi proch zamknięty w narodowej urnie,

40 Z prochu lud wskrzeszę, stawiam na mogił koturnie,

I mam aktorów wyższych o całe mogiły.

Z przebudzonych rycerzy zerwę całun zgniły,

Wszystkich obwieję nieba polskiego błękitem,

Wszystkich oświecę duszy promieniem, i świtem

45 Urodzonych nadziei – aż przejdą przed wami,

Pozdrowieni uśmiechem, pożegnani łzami.



AKT I.

Scena I.

Kordjan, młody 15-letni chłopiec, leży pod wielką lipą na wiejskim dziedzińcu; Grzegorz, stary sługa, nieco opodal czyści broń myśliwską. Z jednej strony widać dom wiejski, z drugiej ogród… za ogrodzeniem dziedzińca staw, pola – i lasy sosnowe.


KORDJAN

zadumany


Zabił się – młody… Zrazu jakaś trwoga

Kładła mi w usta potępienie czynu,

Była to dla mnie posępna przestroga,

Abym wnet gasił myśli zapalone;

5 Dziś gardzę głupią ostrożnością gminu,

Gardzę przestrogą, zapalam się, płonę,

Jak kwiat liściami w niebo otwartemi

Chwytam powietrze, pożeram wrażenia.

Myśl Boga z tworów wyczytuję ziemi,

10 I głazy pytam o iskrę płomienia.

Ten staw odbite niebo w sobie czuje,

I myśli nieba błękitem.

Ta cicha jesień, co drzew trzęsie szczytem,

Co na drzewach liście truje

15 I różom rozwiewa czoła,

Podobna do śmierci anioła,

Ciche wyrzekła słowa do drzew: – gińcie drzewa!

Zwiędły – opadły.

Myśl śmierci z przyrodzenia w duszę się przelewa;

20 Posępny, tęskny, pobladły,

Patrzę na kwiatów skonanie,

I zdaje mi się, że mię wiatr rozwiewa.

Cicho. Słyszę po łąkach trzód błędnych wołanie.

Idą trzody po trawie chrzęszczącej od szronu,

25 I obracają głowy na niebo pobladłe,

Jakby pytały nieba: gdzie kwiaty opadłe?

Gdzie są kwitnące maki po wstęgach zagonu?

Cicho, odludnie, zimno… Z wiejskiego kościoła

Dzwon wieczornych pacierzy dźwiękiem szklanym bije.

30 Ze skrzepłych traw modlitwy żadnej nie wywoła,

Ziemia się modlić będzie, gdy słońcem ożyje…

Otom ja sam, jak drzewo zwarzone od kiści,

Sto we mnie żądz, sto uczuć, sto uwiędłych liści;

Ilekroć wiatr silniejszy wionie, zrywa tłumy.

35 Celem uczuć, zwiędnienie; głosem uczuć, szumy

Bez harmonji wyrazów… Niech grom we mnie wali!

Niech w tłumie myśli jaką myśl wielką zapali…

Boże! zdejm z mego serca jaskółczy niepokój,

Daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj…

40 Jedną myśl wielką roznieć, niechaj pali żarem,

A stanę się tej myśli narzędziem, zegarem,

Na twarzy ją pokażę, popchnę serca biciem,

Rozdzwonię wyrazami, i dokończę życiem.


Po chwili


Jam się w miłość nieszczęsną całem sercem wsączył…

Myśli – potem nagle obraca się do Grzegorza…

45 Grzegorzu, porzuć strzelbę czyścić…


GRZEGORZ


Jużem skończył.

Co mi panicz rozkaże?


KORDJAN

Chodź tutaj, mój stary…

Nudzę się…


GRZEGORZ

Nie nowina; cóż ja pocznę na to?

Chcesz panicz, powiem bajkę, szlachetnie bogatą,

Mam ja w szkatule mózgu dykteryjki, czary

50 Po babce mojej starej, co w Bogu spoczywa. —

Chcesz pan tej, co się gada? czy tej, co się śpiewa?…


Kordjan milczy; Grzegorz mówi następującą bajkę:


Było sobie niegdyś w szkole

Piękne dziecię, zwał się Janek.

Czuł zawczasu Bożą wolę,

55 Ze staremi suszył dzbanek.

Dobry z niego byłby wiarus,

Bo w literach nie czuł smaku;

Codzień stary bakalarus

Łamał wierzby na biedaku,

60 I po setnej, setnej próbie

Rzekł do matki: Oj, kobieto!

Twego Janka w ciemię bito,

Nic nie wbito – weź go sobie!…

Biedna matka wzięła Jana,

65 Szła po radę do plebana.

Przed plebanem w płacz na nowo;

 

A księżulo słuchał skargi

I poważnie nadął wargi,

Po ojcowsku ruszał głową.

70 Wysłuchawszy pacierz złego:

»Patrz mi w oczy«, rzekł do żaka,

»Nic dobrego! nic dobrego!«

Potem hożą twarz pogładził,

Dał opłatek i piętaka

75 I do szewca oddać radził…

Jak poradził, tak matczysko

I zrobiło… Szewc był blisko…

Lecz Jankowi nie do smaku

Przy szewieckiej ślipać igle.

80 Djabeł mieszał żółć w biedaku,

Śniły mu się dziwy, figle;

Zwyciężyła wilcza cnota,

Rzekł: w świat pójdę o piętaku!

A więc tak jak był – hołota,

85 Przed terminem rzucił szewca,

I na strudze do Królewca

Popłynął…

Jak do wody wpadł i zginął…

Matka w płacz, łamała dłonie;

90 A ksiądz pleban, na odpuście,

Przeciw dziatkom i rozpuście

Grzmiał jak piorun na ambonie:

W końcu dodał… »Bogobojna

Trzódko moja, bądź spokojna,

Co ma wisieć, nie utonie«.

Mały Janek gdzie się chował

Przez rok cały, zgadnąć trudno.

Wsiadł na okręt i żeglował,

I na jakąś wyspę ludną

100 Przypłynąwszy – wylądował…

Owdzie król przechodził drogą;

Jaś pokłonił się królowi

I dworzanom i ludowi;

A kłaniając, szastał nogą

105 Tak układnie, że król stary

Włożył na nos okulary.

I wnet temże samym torem,

Dwór za królem, lud za dworem

Powkładali szkła na oczy…

110 Owoż król ten posiadł sławę,

Jakoby miał wzrok proroczy;

I choć stracił oko prawe,

Tak kunsztownie lewem władał,

Że człowieka zaraz zbadał,

115 Na co mierzy, na co zdatny;

Czy zeń ma być rządca kraju,

Czy podstoli, czy też szatny…

Lecz tą razą, wbrew zwyczaju,

Król pan oczom niedowierza,

120 Czy żak Janek na tancerza?

Czy na rządcę dobry kraju?

Więc zapytał: »Mój kochanku,

»Jak masz imię?

»Janek«.

»Janku«

»Coż ty umiesz?«

»Psom szyć buty«.

125 »A czy dobrze?«

»Oj tatulu!

Czyli raczej, panie królu!

Jak szacuję, ręczyć mogę,

Że but każdy ostro kuty,

I na jedną zrobię nogę,

130 Czyli raczej na łap dwoje…

To na zimę. – Z letnich czasów

But o jednym szwie wystroję

Na opłatku, bez obcasów;

A robota takiej wiary,

135 Ze psy puszczaj na moczary,

Suchą nogą przejdą stawy«.

»Masz więc służbę, złotem płacę«,

Rzekł do Janka pan łaskawy

I za sobą wiódł w pałace.

140 A gdy dzień zaświtał czwarty,

Szły na łowy w butach harty;

A szewc chartów w aksamicie

Przy królewskiej jechał świcie;

Złoty order miał na szyi,

145 W trzy dni został szambelanem,

W sześć dni rządcą prowincyji,

W dni dwanaście został panem.

Starą matkę wziął z chałupy.

Król frejliną ją mianował.

150 A plebana pożałował

W biskupy…


KORDJAN


Cha! cha! cha! przednia powieść.


GRZEGORZ


A widzi pan, widzi,

Jak zabawiłem gadką… niech się pan nie wstydzi,

W tej powieści moralna kryje się nauka.


KORDJAN


155 Jaka? powiedz mi, stary.


GRZEGORZ


A któż jej wyszuka?

Dość, że jest sens, powiadam.


KORDJAN


Wierzę.


GRZEGORZ


Trzeba wiary.

Bo widzi panicz, kiedy gada sługa stary,

To w słowach dziecku dawać nie będzie trucizny.

Błąkałem się ja długo zdała od ojczyzny,

160 I tak mi było ciężko od tęsknego żalu,

Że żołnierze ciesali kołki na wąsalu;

Odcinając się szablą, nie brałem pociechy,

Bo żadnych kłosów ludziom nie wysieją śmiechy,

A smutek niby mądra książka w sercu żyje,

165 I mówi wiele rzeczy, i człowiek nie gnije,

Jak muchomor pod sosną, lecz zbiera po szczypcie

Przestrogę do przestrogi… Byłem ja w Egipcie!

Ponoś no o tej walce nie. mówiłem panu?

Czy wolno?


KORDJAN


Mów! mów, stary.


Grzegorz, kręcąc wąsa


Daj go tam szatanu

170 Kaprala… tęgi człowiek!… Wywiódł wojsko w pole,

Nie w pole, w piaski raczej; równo jak po stole,

Otwarto na wsze strony, kędyś wzrok obrócił,

Oko biegnąc po piaskach, Boga szuka w niebie.

Wódz szyki w pięć kwadratów sprawił ku potrzebie

175 I niby pięć gwiazd jasnych na pustynie rzucił.

Mnie świecącemu w jednej, widać było cztery.

Przed walką, przypominam, śmiech nas ruszył szczery:

Bo trzeba panu wiedzieć: na wojska ogonie

Snuły się z bagażami osły… przy bagażach

180 Przywlekli się z Francyji w bagnetów zachronie

Mędrkowie, co to baśnie piszą w kalendarzach.

Gardziliśmy jak niemcem tą chmurą komorów,

Tą psiarnią, co jak truflów wietrzyła kamieni;

Więc gdy do walki wiele stanęło pozorów,

185 Zawołaliśmy głośno: osły i uczeni,

Chowajcie się w kwadraty! dalej za pas nogi!

Dalibóg! korzystali z łagodnej przestrogi.

Przyznam się jednak panu, że choć żołnierz bitny,

Przed walką byłem nieco nadzwyczaj ponury. —

190 Jak dziś pamiętam, zdała lał się Nil błękitny,

Dalej jakiegoś miasta widać było mury;

I nad głowami niebo czyste bez obłoku,

A powietrze, choć bardzo jasne, grało w oku,

Nad katafalkiem niby od gromnic płomyki…

195 Lecz co najbardziej ludu zadziwiło szyki,

To były owe wielkie, murowane góry;

Stądby je było widzieć, gdyby nie Karpaty,

I gdyby z nieba można zetrzeć wszystkie chmury.

Wtem wódz przyjechał konno… zagrzmiały wiwaty,

200 Acz bez winnych kielichów. Wódz wskazał na wieże

I rzekł: soldats! co znaczy powiedział: żołnierze!

Słyszałem wszystko; wódz rzekł: patrzcie, wojownicy!

Ze szczytu piramidy – co znaczy: z dzwonnicy,

Ze szczytu tych piramid sto wieków was widzi.

205 Więc spojrzałem, gdzie wskazał po nieba błękicie;

Aż tu patrz… niech kto ze mnie jak z prostaka szydzi.

Opowiem… Klnę się panu, na piramid szczycie,

Jak w kościołach sławnego malują Michała,

Taki stał rycerz, w zbroi, promiennego ciała,

210 I płomienistą dzidą przebijał z wysoka

Wijącego się zdała na pustyni smoka,

Co ku nam leciał w chmurze kurzawy i piasku.

Sto dział zagrzmiało, oczy zgubiłem od blasku.

A kiedym wzrok odpytał, aż tu mameluki

215 Krzywemi nas szablami dziobią gdyby kruki.

To końmi do ucieczki obróceni wrzkomo

Siadają na bagnetach jak małpy.


KORDJAN


Cóż dalej?…


GRZEGORZ


A wstydźże się pan pytać, każdemu wiadomo,

Żeśmy zawsze łamane parole wygrali.

220 I gdyby nie ta dżuma – Ale pan nie słucha !…

Kordjan zamyślony, mówi sam do siebie


Wstyd mi! starzec zapala we mnie iskrę ducha.

Nieraz z myślą zburzoną w ciemne idę lasy,

Szczęk broni rzucam w sosen rozchwianych hałasy,

Widzę siebie wśród świateł czarodziejskich sławy,

225 Wśród promienistych szyków; szyki wstają z ziemi,

Ziemia wstaje, jak miasto odgrzebane z lawy…

Głupstwo… dzieciństwo marzeń… Z myślami takiemi

Nie śmiałbym się wynurzyć przed starców rozsądkiem,

Więc szukam – kogo? sługi, co rozwlekłym wątkiem

230 Snuje głupie powieści.


Myśli… potem nagle do Grzegorza


Idź sobie, Grzegorzu!

Jak się panna na konną przechadzkę wybierze, Dasz mi znać.


GRZEGORZ


Panicz może dziś nie dospał w łożu?

Bo starego odpędza jak natrętne zwierze.

Bywszy niegdyś w niewoli, znałem ja młodziana.

235 Co miał wiele nauki, nie gardził mną przecie

I dziękował za powieść, gdy dobrze dobrana.

Było to piękne wcale i szlachetne dziecię! Smutno skończył!


KORDJAN


Cóż, umarł?


GRZEGORZ


A gdzie tam, mój panie!


KORDJAN


Więc żyje!


GRZEGORZ


Oj, nie żyje! Gdy nas Rosyjanie

240 Wzięli w dwunastym roku, spędzili jak trzodę,

I na Sybir zawiedli… Dwóchset naszych było,

Wiarusy kęs nadpsute, oficerstwo młode; A jak

wzajem sprzyjali, wspomnieć starcu miło,

Jeden drugiemu nigdy nie powie jak: bracie,

245 Chleb łamią jak opłatki, w jednej chodzą szacie.

Ten, o którym rzecz wiodę, zwał się Kazimierzem.

Otóż kiedy się Moskal pastwił nad żołnierzem,

Pan Kazimierz za wszystkich cierpiał, potem z głowy

Dobył myśli – zawołał na tajemne zmowy

250 I odkrył zamiar wcale dostojny, bo śmiały.

Nie szydź, panie, kto kupi niewolą włos biały,

Ten rozpaczy szalonej w ludziach nie potępi.

Więc on myślał, że straże kozackie wytępi,

Zmarłym wydrze żelazo i polskie wiarusy

255 Do Polski odprowadzi… Poznali się Rusy

Na malowanych lisach; wywiedli na pole;

Cały nas pułk baszkirów ostąpił w półkole,

Wołga stała za nami… pułkownik tatarski

Przeczytał głośno niby jakiś dekret carski,

260 A w tym dekrecie stało, aby polskie jeńce

Rozdzielić na dziesiątki i w pułki powcielać.

Wtenczas nasze wiarusy, wziąwszy się za ręce,

Krzyknęli: nie pójdziemy… Zamiast nas wystrzelać,

Czy wierzysz pan, że owe tatarskie szatany

265 Rzucali nam na szyje rzemienne arkany,

Właśnie jakby na koni zdziczałych tabuny.

Oh! co czułem, to z sobą poniosę do truny!

Związaliśmy się wszyscy rękoma co siły…

Pamiętam, z prawej strony – nie, z lewej od serca —

270 Stał przy mnie żołnierz wiekiem, ranami pochyły,

Ku niemu zwinął koniem baszkirski morderca;

Więc biedak rękę moją nakształt szabli ścisnął,

Potem ociężał na niej, bezwładny obwisnął,

Patrzę mu w twarz, posiniał cały nakształt trupa,

275 Oczy wybiegły, szyja związana powrozem.

Tu baszkir zaciął konia, koń spięty dał słupa,

Skoczył – a starzec jak koń uwiązany luzem

Pociągnął się po piasku, po krzemiennej warście.

Widziałem na krzemieniach włosów siwych garście

280 Z krwi wyrwane kroplami… Koń leciał jak strzała,

Już trup zniknął – a jeszcze widać było konia,

I myśl przy koniu starca krwawego widziała.

Staliśmy jak garść kłosów pożółkłych śród błonia;

Głuche było milczenie, zgroza, obłąkanie.

285 Piszcząc, kołem jak krucy krążyli poganie,

Wybierali oczyma, gdzie powrozem skiną,

Śmierć dając, chcieli zabić przedśmiertną godziną.

Wtem, panie! nasz Kazimierz! ów Kazimierz młody!

Skoczył w tłumy baszkirów, i z tłumu wyskoczył

290 Z pułkownikiem tatarskim, rzucił się do wody;

Tak ujętego wroga między dwie kry wtłoczył,

A kry się zbiegły, głowa z baszkira odpadła

Jak mieczem odrąbana i na krze usiadła

Z otwartemi oczyma…


KORDJAN


A Kazimierz?


GRZEGORZ


Zginął.


KORDJAN


295 Grzegorzu, czy nie pomnisz zmarłego nazwiska?


GRZEGORZ


Nie wiem. On pod imieniem Kazimierza słynął.

Co mu tam dziś nazwisko po śmierci? Pan ściska

Rękę starego sługi?


KORDJAN


Boże! jak ten stary

Rósł zapałem w olbrzyma, lecz ja nie mam wiary,

300 Gdzie ludzie oddychają, ja oddech utrącam.

Z wyniosłych myśli ludzkich, niedowiarka okiem

Wsteczną drogą do źródła mętnego powracam.

Dróg zawartych przesądem nie przestąpię krokiem.

Teraz czas, świat młodzieńca zapałem przemierzyć,

305 I rozwiązać pytanie : żyć? alboli nie żyć?

Jam bezsilny! nie mogę jak Edyp zabójca

Rozwiązać wszystkich sfinksów zagadki na świecie;

Rozmnożyły się sfinksy, dziś tajemnic trójca

Liczna jak ziarna piasku, jak łąkowe kwiecie;

310 Wszędzie pełno tajemnic, świat się nie rozszerzył,

Ale zyskał na głębi… wierzchem człowiek płynie,

Lecz jeśli drogi węzłem żeglarskim nie mierzył,

Nie wie, czy bieg jest biegiem, gdy brzeg z oczu ginie…

Chyba, że w owej drodze jak milowe słupy

315 Mija stare przesądy – zbladłe wieków trupy…

Nie, są to raczej krzyże przy ubitej drodze,

Prostak przy nich koniowi zatrzymuje wodze,

I żegna się i pokłon oddaje – gdy mija…

Potem mędrkowie prostsze wytkną ludziom szlaki,

320 Zwolna na drogę nową zjeżdżają prostaki;

Na zapomnianym krzyżu bocian gniazdo zwija,

Mech rośnie, pod nim dzieci w piasku sadzą kwiaty,

Nieraz krzyż u stóp samych podgryziony laty

Pada, zabija dzieci z sielskiego pobliża,

325 A lud płacze, że zwalić nie pamiętał krzyża.

Więc idę na świat rąbać nadpróchniałe drewna.

Miłość? zapomnę o niej – wśród światowej burzy

Pozostanie głos wspomnień… jak pieśń dzika, rzewna,

Jak pieśń żórawia, co się opóźnił w podróży

330 I samotny szybuje po błękicie nieba,

Ostatni z licznych, szczęsnych tłumów odbłąkany.

Trzeba mi nowych skrzydeł, nowych dróg potrzeba,

Jak Kolumb na nieznane wpływam oceany

Z myślą smutną, i z sercem rozbitem…


Laura wołając z ganka


Kordjanie!.


KORDJAN


335 Ten głos rozwiewa złote zapału świtanie.

Zamknięty jestem w kole czarów tajemniczem,

Nie wyjdę z niego… Mogłem być czemś… będę niczem…


Scena II.

Ogród. – Lipowe aleje krzyżują się w różne strony, —

wśród drzew widać dom opuszczony z wybitemi oknami…

Jesień, – liście opadają, wietrzno… Kordjan i Laura

zsiadają z koni, przy których Grzegorz zostaje i wchodzą

do alei.... Długo nic do siebie nie mówią.


Laura z uśmiechem napół szyderczym


Czemu Kordjan tak smutny?

Kordjan patrzy na nią oczyma zamglonemi – i milczy

Znalazłam dziś rano

W imionniku wierszami kartę zapisaną,

340 Poznałam rękę, pióro – o ! nie, raczej duszę…

Kordjan zarumieniony schyla się ku ziemi

Czemu się pan mój schyla?


KORDJAN


Odmiatam i kruszę

Gałązki, ciernie, chwasty z pod stóp twoich, pani. —

Cierń, co mi zrani rękę, nikogo nie zrani!


LAURA


Kordjan zapomniał, że ma matkę, matkę wdowę.

345 Cóż to? Kordjan brwi zmarszczył, chmurzy się, rumieni?


KORDJAN


Zapytaj się drzew, pani, dlaczego w jesieni,

Szronem dotknięte, noszą liście purpurowe?

To tajemnica szronu…


LAURA


Usiądźmy w alei.

Któż z nas pierwszy obaczy gwiazdę dobrze znaną?…


KORDJAN


350 Nie ujrzę jej, jeżeli to gwiazda nadziei!…


LAURA


A jeśli gwiazda wspomnień?


KORDJAN


O! dla mnie za rano

Na bladą gwiazdę wspomnień!…


LAURA


Gdzież gwiazda Kordjana?

Kordjan wznosi oczy na twarz Laury i odwraca się Jak się nazywa?


KORDJAN


Przeszłość.


Laura z uśmiechem


W której stronie nieba?


KORDJAN


O! nie wiem! nie wiem, – jest to gwiazda obłąkana,

355 Co dnia ją trzeba tracić, co dnia szukać trzeba…


LAURA


Kordjan ma piękną przyszłość, talenta, zdolności…


KORDJAN


Tak, gdy mię spalą męczarnie,

To będę świecił ludziom próchnem moich kości.

Talenta są to w ręku szalonych latarnie,

360 Ze światłem idą prosto topić się do rzeki.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?

Inne książki tego autora