Julie Jones: osiem opowiadań erotycznychTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Julie Jones: osiem opowiadań erotycznych
Julie Jones: osiem opowiadań erotycznych
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 39,98  31,98 
Julie Jones: osiem opowiadań erotycznych
Julie Jones: osiem opowiadań erotycznych
Audiobook
Czyta Joanna Derengowska, Katarzyna Pająk, Patrycja Mor
24,99  18,24 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Julie Jones

Julie Jones: osiem opowiadań erotycznych

Lust

Julie Jones: osiem opowiadań erotycznych opowiadanie erotycznetłumaczenie Marcelina Stark, Zuzanna Zywert, LUST Copyright © 2020, 2020 Julie Jones i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726536300

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Peep show

Ten dzień zaczął się dokładnie tak, jak każdy inny tego lata. Z filiżanką kawy w jednej ręce i pudełkiem chusteczek higienicznych w drugiej, otworzył drzwi balkonowe, wyszedł na zewnątrz i czekał. Rolety w mieszkaniu, na które co chwila spoglądał, były jeszcze zaciągnięte, ale wiedział, że wraz z ich podniesieniem i otwarciem okien, jego oczom ukaże się prawdziwie niebiański widok.

Kupno tego pustego poddasza nad lokalem, który zajmował, było najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjął. Ale dołączenie tej wspaniałej przestrzeni do jego mieszkania w Londynie – na którym teraz, gdyby tylko chciał je sprzedać, mógłby nieźle zarobić (nie żeby potrzebował pieniędzy, raczej nie należał do ludzi rozrzutnych) – nie było wcale głównym powodem tego, że poddasze stało się jego ukochanym miejscem na świecie. Nie. Ale kiedy wychodził na balkon i zbliżał się odrobinę do barierki, miał doskonały widok na mieszkanie usytuowane dokładnie naprzeciwko. To właśnie stanowiło dla niego największy plus tej lokalizacji. A raczej lokatorka, która była najbardziej seksowną kobietą, jaką widział. Warto przy tym dodać, że był znanym aktorem, który od prawie dwudziestu pięciu lat cieszył się sławą. Przez te wszystkie lata spotkał wiele pięknych kobiet i nie wstydził się przyznać, ile z nich udało mu się przelecieć. Był tak dumny ze swoich podbojów, że nie omieszkał umieścić ich w swojej autobiografii. Jego własna matka była wściekła, kiedy dotarła do tych fragmentów, ale on nie żałował. Nie używał pseudonimu, ale uważał, że pasuje do niego „ogier”. Nick „Ogier” Walker brzmiało nieźle.

Nie musiał długo czekać na moment, kiedy rolety odsłoniły jego ulubiony widok. Zobaczył ją – stojącą niemal naprzeciwko niego, kompletnie nagą. Długie blond loki spływały wzdłuż jej pięknej twarzy, opadały na ramiona i kończyły się dokładnie na wysokości jędrnych piersi, sięgając sterczących sutków. Ten nieziemski widok doprowadził go do pełnego wzwodu. Złapał się balustrady i rozpiął dżinsy. Jego oczy prześlizgnęły się po jej jędrnym ciele, aż znalazły gładko ogoloną (a może była to depilacja brazylijska, nie widział z takiej odległości) cipkę. Zawsze uwielbiał wygolone kobiety bez śladu owłosienia. Zawsze. Podniecało go, kiedy wyraźnie widział drogę do cipki, a język bez przeszkód mógł wślizgnąć się pomiędzy nabrzmiałe, purpurowe wargi sromowe, bez włażących do ust włosów. Myśl, że liże swoją sąsiadkę, sprawiła, że prawie doszedł. Zamknął oczy, przełknął ślinę i zaczął sobie wyobrażać konie. Nienawidził koni. Myślenie o tych odpychających stworzeniach zawsze pomagało mu opóźnić wytrysk. Tym razem jednak nie poszło tak łatwo, ale przynajmniej udało mu się trochę zmniejszyć puls, dzięki czemu nie waliło mu tak serce, które zwykle w takim momencie rozrywa żebra i niczym jakiś obcy wyrywa się na zewnątrz. Mógł już otworzyć oczy? Czy jeszcze nie?

Kiedy to zrobił, jej już nie było. Weszła do łazienki na końcu mieszkania. Mógł przecież zabrać lornetkę, idąc tutaj… ale może lepiej nie. Myślał o tym przez całe lato, ale nie chciał ryzykować, że ktoś go nakryje. Wiedział wprawdzie, że nikt nie może go zobaczyć – był jedynym lokatorem na najwyższym piętrze w tym budynku – ale nigdy nic nie wiadomo. Nick Walker przyłapany z lornetką podczas podglądania swojej sąsiadki. Coś takiego raczej kiepsko przysłużyłoby się jego karierze. No, a poza tym nie chciał się narażać na docinki agenta, który pewnie wytykałby mu to do końca życia. Nie. W związku z tym jej chwilowe znikniecie potraktował jako okazję do wyciszenia się. Wiedział, że zaraz wróci. W końcu zajmowała mieszkanie typu studio, nie mogła więc schować się w sypialni czy przedpokoju. A jeśli zdecyduje się zaciągnąć rolety? W razie czego miał w telefonie pełno rozebranych fotek i konto VIP na każdej porno stronie. Nie żeby to wolał, ale zawsze to jakieś wyjście.

Jego obawy okazały się niepotrzebne. Znowu się pojawiła. Nie musiał się nawet przesuwać – to było tak, jakby obserwował przepływające chmury. Udało mu się uspokoić twardniejącego penisa, który wysuwał się z bokserek i niezapiętego rozporka. Trzymał go mocno lewą ręką i zaczął ruszać nią w tę i z powrotem. Kiedy brała prysznic, powinien wykorzystać jakoś efektywniej ten czas – na przykład skupić się na swojej lewej ręce. Wyobrażałby sobie wtedy, że to ona go dotyka, że jego długie palce przemieniają się w jej małe, idealnie wypielęgnowane dłonie.

Jego oczy chłonęły piękność w oknie. Była jeszcze mokra. Drobne kropelki wody sprawiały, że jej gładka skóra jeszcze bardziej lśniła w słońcu. Włosy związała w kok na czubku głowy. Dokładnie tak jak każdego ranka, wycisnęła krem z tubki i wmasowała go w dłonie, a następnie rozprowadzała go od kostek po szczupłych łydkach i do góry wzdłuż gładkich ud. Znowu wycisnęła trochę kremu na ręce i teraz cała jej uwaga skupiła się na ramionach. Obróciła się, skręcając tułów, aby sięgnąć do pleców i z odwróconymi do okna małymi, przypominającymi brzoskwinię pośladkami zaczęła wklepywać w nie krem. Wydawało się, że je pieści. Nie mógł już tego dłużej wytrzymać i teraz ani myślenie o matce, ani o koniach nie było w stanie powstrzymać go przed orgazmem. Kilka ruchów i eksplodował w swoją rękę. Zobaczył gwiazdy, w głowie miał kompletną pustkę, świat wirował i aby nie stracić równowagi, musiał się mocno przytrzymać barierki. Minęło kilka chwil, aby wszystko wróciło do normy i nie patrząc przed siebie, zaczął szukać chusteczek higienicznych, które postawił gdzieś na stoliku obok. Wycierając ręce, zauważył kilka kropel spermy na podłodze, schylił się więc, żeby je wytrzeć. Kiedy się podnosił, rzucił spojrzenie na jej okno. To nie mogła być prawda. Odwróciła się i patrzyła prosto na niego. Nie mógł się mylić. Jej brązowe oczy napotkały jego błękitne spojrzenie. Czuł, jak płoną mu policzki. Wiedział, że są purpurowe. Zobaczyła go. Miał nadzieję, że zauważyła tylko, że ją obserwuje, ale nie był tego pewien. To już i tak było wystarczająco złe. Widziała go. Kurwa.

Nie spuszczając z niego wzroku, smarowała się dalej, powoli masując swoje perfekcyjne piersi w rozmiarze D. O tak, wiedział. Znał się na rozmiarach biustu i nigdy się nie mylił. Miała 75 D. Na pewno. 75 D, która pieści siebie samą. Chwyciła prawy sutek i zaczęła pocierać go między kciukiem a palcem wskazującym, od czasu do czasu lekko go szczypiąc. Drugą rękę położyła na płaskim brzuchu, na pępku, na biodrach, aż zaczęła ją zsuwać niżej, pomiędzy uda. Przesuwała ją w tę i z powrotem, pieszcząc się tym samym sposobem, w jaki on to robił przed chwilą. Wiedziała! Och! Jak? Wiedziała. Kurwa.

I wtedy to się stało. Pocierała łechtaczkę coraz mocniej, patrząc na niego, właściwie zaglądając mu w oczy. Znowu poczuł znajomy ruch na dole. Jego penis się obudził. Nagle. Wcisnęła dwa palce jeszcze głębiej, po czym przesuwała je z powrotem powoli, poprzez łechtaczkę, brzuch, gardło, brodę, aby na koniec wsunąć je do ust. Ssała je mocno, a drugą ręką sięgnęła do piersi. Przerwała nagle, zabrała rękę i oparła się nią o balkonowe okno. Oblizała palce, rozsunęła nogi szerzej i zaczęła pieścić łechtaczkę.

Jego penis był twardy jak nigdy. Nie mógł go wcisnąć z powrotem do spodni bez uszczerbku na tej najcenniejszej części ciała. Co miał robić? Upewnił się, że jego ręka jest powyżej barierki, żeby mogła widzieć, jak pluje sobie na dłoń, sięga po niego i zaczyna pracować. Czubek penisa był jeszcze wilgotny i gdyby spojrzał na niego, zobaczyłby nabrzmiałą żołądź z widocznymi żyłami i napletkiem przesuwającym się w tę i z powrotem. Nie mógł jednak oderwać wzroku od spektaklu, który rozgrywał się przed jego oczami. Widział różne pokazy na żywo, koledzy zabierali go do klubów i stawiali mu numer z tańcem erotycznym – tak kończyła się każda wizyta w Amsterdamie – albo ze striptizem, poza tym chodził na dziwki (tak, płacił za seks), ale czegoś takiego jeszcze nie widział. Kompletnie go zaczarowała. Grała nim. Miał ochotę opuścić spodnie jeszcze niżej, by móc sięgnąć do jąder. Albo lepiej, plunąć na palec i wsunąć go do tyłka. Był wystarczająco doświadczony, żeby wiedzieć, że palec albo dwa w odbycie, nie oznaczają, że jest gejem – zresztą mało go to obchodziło, wiedział tylko, że dzięki temu orgazm byłby silniejszy. Właściwie mógł się puścić barierki. Mógłby wtedy zwiększyć intensywność ruchów, no i ten palec… Wyobrażał sobie ją leżącą na plecach, siebie pieprzącego ją nieprzerwanie i jej palec w jego odbycie.

Zakręciło mu się w głowie, gdy poczuł ten moment zagubienia, podniecenia i zmiany przepływu krwi. Przechylił się jeszcze bardziej i gapił się na nią pożądliwie. Patrzył na jej piersi wznoszące się i opadające w szybkim rytmie. Jej palce rozdzieliły wargi sromowe i wślizgnęły się do cipki, dzięki czemu widział łechtaczkę. Zawsze kochał kobiety, które skupiały się tylko na pieprzeniu. Nie miał nic przeciwko grze wstępnej, seksowi oralnemu i palcówkom, ale nic nie sprawiało mu większej przyjemności niż doprowadzanie ich do orgazmu dzięki swojemu wielkiemu penisowi, który właściwie każdą z nich był w stanie zaprowadzić na szczyt.

 

Zaczęła poruszać biodrami do rytmu z pracą palców, a on powtarzał jej ruchy, sam posuwając biodrami i pracując swoją zaciśniętą pięścią. Widział, że ona jest już blisko (tak, pieprzył już wystarczająco dużo kobiet, żeby wiedzieć, kiedy udają orgazm, a kiedy nie). Chciałby być tam z nią i słyszeć, jak jęczy. Bo pieprzył ją, jakby nie było nic poza nimi. Bo wypełni ją zaraz całą swoim nasieniem. Zmienił uchwyt, chwycił się jeszcze mocniej i długimi intensywnymi ruchami w szybkim tempie coraz bardziej zbliżał się do finału. Kiedy zobaczył jej drżące z rozkoszy ciało, przysunął się jeszcze bardziej do balustrady i to było niewiarygodnie cudowne. Wydyszał „o kurwa” i doszedł. Tryskał olbrzymią ilością spermy, która lądowała na nowych poduszkach na fotelach, na dżinsach od Gucciego i na bokserkach. Skończy się pewnie na tym, że będzie musiał je wyrzucić z powrotem do prania, ale teraz miał to gdzieś. Wyciskając ostatnią kroplę z penisa, pomyślał jeszcze, że wolałby, żeby jego sperma znalazła się na jej twarzy zamiast na pieprzonych poduszkach, po czym spojrzał w górę.

Pieściła swoją lewą pierś. Leniwie. Kiedy ich oczy znowu się spotkały, uniosła powoli dwa palce, te, które przed chwilą miała w cipce, i wetknęła sobie w usta. Smakowała siebie. Zanim opuściła rolety, mrugnęła do niego i rzuciła znaczący uśmieszek. Zostawiła go w tym pełnym spermy otoczeniu. A on to uwielbiał.

Nie musisz zdejmować kapelusza - opowiadanie erotyczne

Nie potrafiłam rozgryźć tego faceta. Nie powiedziałabym, że randkowaliśmy, ale spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Spotykaliśmy się prawie codziennie, wysyłaliśmy do siebie absurdalne ilości wiadomości na WhatsAppie i głupkowatych snapów z filtrami jednorożca. Dzień zaczynaliśmy od wysłania SMS-a na dzień dobry, a na dobranoc pisaliśmy do siebie wiadomości z całuskami. Coś musiało być na rzeczy, a ja szalałam na jego punkcie. A wczoraj – dzień przed moimi urodzinami – obiekt moich westchnień dowiedział się o moich uczuciach. Klasyczna wtopa na mediach społecznościowych, czyli omyłkowe wysłanie wiadomości do kogoś innego. Zamiast po raz tysięczny napisać do Millie o tym, że Mark to najwspanialszy mężczyzna na świecie, że go uwielbiam i nawet mógłby mieć na sobie jeden z tych swoich głupich kapeluszy, gdyby tylko w końcu przeleciał mnie aż do utraty przytomności, to przez przypadek wysłałam tego mejla do niego. Do Marka.

Od tego czasu się nie odezwał, jakby zniknął w Trójkącie Bermudzkim. Ani słowa. Nic. Doskonale wiedziałam, że niczego mi nie obiecywał i że to, co wydawało mi się uczuciem, najpewniej z jego strony było zwykłą uprzejmością. Jednak przynajmniej mógłby wysłać do mnie życzenia urodzinowe. Ale nic, ani słowa, żadnego „dzień dobry”, żadnych zdjęć przestawiających jego imponującą kolekcję herbat, żadnego „miłego dnia” ani pytania „kawa dziś po południu?”, które miał w zwyczaju do mnie wysyłać. Nie napisał choćby tylko tyle: „mam nadzieję, że przetrwasz koszmarny lunch urodzinowy z mamą”. Nic, nada, zip, niente. Oczywiście byłam bardzo, ale to bardzo rozczarowana. W porze obiadowej, gdy wracałam do domu z pracy, już straciłam nadzieję, że coś z tego będzie.

– Fajnie było, ale się skończyło – podsumowałam do słuchawki, rozmawiając z Millie.

Właśnie weszłam do domu, zrzuciłam buty i w płaszczu, z torebką na ramieniu ruszyłam do lodówki, wyciągnęłam już napoczętego i w miarę przyzwoitego rieslinga, i prosto z butelki hojnie w siebie wlałam. Po drugim łyku odłożyłam torebkę na blat kuchenny, podciągnęłam spódniczkę i zsunęłam z nóg rajstopy wyszczuplające. Nienawidzę rajstop.

– Cóż, po pierwsze, nic nie dzieje się bez… – zaczęła przyjaciółka.

– Dzięki za przypomnienie, Millie.

– Masochistka.

– A po drugie? – wymamrotałam, odrywając folię z czekoladowego jajka z nadzieniem, których kupiłam o wiele za dużo w drodze do domu.

– A po drugie… kto powiedział, że wszystko skończone?

– Skończyło się, zanim porządnie się zaczęło, innymi słowy, koniec historii. Jak to w bajkach bywa, udało mi się zaprzyjaźnić z Markiem Bennettem, aka Bogiem, ale spieprzyłam sprawę, bo w realu zawsze wszystko pieprzę. Tak naprawdę jedyne, co się w moim życiu nie pieprzy, to ja się nie pieprzę.

Millie westchnęła głęboko i zamilkła. Nie miała ochoty reagować na moje patetyczne narzekanie.

– Słuchaj, kochana, dziś są twoje urodziny, więc ci odpuszczę. Ale proszę, przynajmniej wlewaj w siebie to wino z kieliszka. Nie pozwolę, byś tak do końca przeobraziła się w Bridget Jones i piła czerwone wino prosto z butelki oraz faszerowała się czekoladowymi jajkami z nadzieniem. Miej chociaż na tyle przyzwoitości i pij z kieliszka. Aha, i zjedz coś dla dorosłych, okej? Na przykład trufle.

– Moje wino jest białe… – Tylko tyle zdołałam wykrztusić, a w duchu dodałam, że znów zostałam przyłapana na gorącym uczynku, po czym sięgnęłam po kieliszek i napełniłam go winem.

Przynajmniej Millie, która tak dobrze mnie zna, potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy, nabijając się z mojej słabości do wina, czekolady i mężczyzn. Dałabym wiele, by mogła tu być i świętować ze mną moje urodziny, zjeść ze mną kolację, obejrzeć romantyczną komedię i popijać wino musujące. Jednak w tym roku utknęła na kanapie z powodu tak monstrualnego brzucha, że nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak wytrzyma kolejne pięć tygodni ciąży i nie pęknie przy tym na pół.

W sentymentalnym nastroju, zraniona i lekko podpita, poczułam, że moje oczy wypełniają się łzami. Tym jedynym, co powstrzymało mnie od zaszlochania, było nagłe pukanie do drzwi, i mój smutek błyskawicznie zamienił się w irytację.

– A, pieprzyć to, Millie, ktoś puka do drzwi. Jeśli to pan Ridges z naprzeciwka znów zapomniał kluczy do mieszkania, to przyrzekam, że go uduszę. Zadzwonię później, okej?

Z kieliszkiem w jednej ręce i kawałkiem czekolady w drugiej ciężkim krokiem podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę.

– Znowu zapomniał pan kluczy? – wyrzuciłam z siebie, nie racząc nawet spojrzeć na mężczyznę, który stał w drzwiach. Oczekując widoku załzawionych oczu staruszka Alana Ridgesa, z desperacją wpatrujących się z progu w moje ciepłe, przytulne mieszkanko, odwróciłam głowę, jednak czekał na mnie całkiem inny widok. Widok, który sprawił, że zakrztusiłam się winem i wyplułam je na bluzkę marki Hobbs, która toleruje wyłącznie pranie chemiczne. – Mark? – A on wziął mnie za rękę, zaprowadził do krzesła, popchnął mnie na nie, po czym zniknął w kuchni, wciąż nic nie mówiąc. – Mark, co jest, kurwa?

Jego milczenie wytrąciło mnie z równowagi. Mark ze swej natury jest rozgadanym facetem, co może mówić godzinami, więc od kiedy stał się milczący jak grób? To zupełnie do niego nie pasuje. Kiedy ponownie pojawił się w salonie, ruszył prosto do największego źródła mojej dumy i radości – absurdalnie drogich głośników marki Bose, które rozmieściłam po całym mieszkaniu – i podłączył do nich swój telefon. Płaszcz rzucił gdzieś w kąt, a w ręce trzymał moją do połowy opróżnioną butelkę wina. To zaniepokoiło mnie jeszcze bardziej niż jego milczenie. Musi być naprawdę wkurzony za tę sprośną wiadomość, którą przypadkowo do niego wysłałam. Tak wkurzony, że aż musi się napić. Mark normalnie nie pije. Alkohol od razu schrzaniłby mu poziom cukru we krwi i skończyłoby się na ostrym dyżurze. Otworzyłam usta, by zaprotestować, ale on przyłożył palec do swoich malinowych warg, co skutecznie mnie uciszyło. Dolał mi wina, a butelkę postawił tuż obok mnie – prawdopodobnie po to, bym bez problemu ponownie mogła napełnić pusty kieliszek – po czym chwycił pilota do głośników i nacisnął przycisk „play”.

Wybrał wersję Joego Cockera. Dzięki Bogu, bo nie znoszę Toma Jonesa. Ale widok, który roztaczał się przede mną, jak najbardziej mogłam znieść. Nawet więcej – oczy prawie wyskoczyły mi z orbit. Mark usiadł na krześle w takiej odległości, że nie mogłam go dosięgnąć, odchylił się do tyłu, wyprostował nogi i zaczął odpinać koszulę, cały czas patrząc mi w oczy.

Powoli odsłaniał pięknie zarysowaną klatkę piersiową. Opalenizna z ostatniej podróży na Kubę dodawała skórze blasku. Wydepilował też klatkę piersiową, czyli tak jak lubię. Rozsuwając obcisły materiał markowej koszuli, odkrywał coraz więcej i więcej swojej jedwabiście gładkiej skóry. Obracał w palcach każdy guzik, jakby nie mógł podjąć decyzji, czy powinien kontynuować.

Modliłam się do Boga i wszystkich świetych, by nie przestawał. I tak naprawdę dopiero wtedy to do mnie dotarło. Mark wrócił, był w moim domu i właśnie na moich oczach zdejmował z siebie ubranie.

Albo to był okrutny żart, albo… albo Mark odwzajemniał moje uczucia. Na samą myśl o tym zawstydziłam się i zaczęło mi się kręcić w głowie. Wypiłam potężny łyk wina, patrząc, jak Mark zrzuca buty z nóg i odsłania bose stopy. Żeby na moich oczach nie zdejmować skarpetek, co nie należy do najseksowniejszych czynności, przyszedł boso w zamszowych butach. Sprytne!

Joe prosił właśnie kobietę z piosenki, kimkolwiek była, by zdjęła sukienkę (tak! tak! tak!), gdy Mark nagle wstał, odwrócił się do mnie plecami i rozszerzył poły koszuli, wyrywając pozostałe guziki i rozrzucając je po całym pokoju, po czym cisnął zniszczoną koszulę na podłogę.

Jakaś część mnie nie mogła wybaczyć mu tak lekceważącego traktowania garderoby – Mark właśnie potraktował kosztującą krocie markową koszulę jak ja traktuję brudne skarpetki, wrzucając je do kosza na pranie – ale wszystko mu wybaczyłam, gdy tylko się odwrócił. Pragnęłam wyciągnąć rękę i go dotknąć. Przesunąć dłonie po sześciopaku, krążyć palcami wokół pępka, polizać niemal złotą skórę. Ale nie mogłam się poruszyć. Byłam zahipnotyzowana Markiem, a on doskonale o tym wiedział.

– You can leave your hat on – niemal bezgłośnie poruszał ustami, udając, że śpiewa razem z Joem i z zuchwałym uśmieszkiem dotknął ronda kapelusza.

Pokiwałam głową z niedowierzaniem i znów napiłam się wina. Poczułam mrowienie w okolicy podbrzusza. Wiele razy widziałam rozbierających się przede mną mężczyzn, ale nigdy w taki sposób. Nie zamierzałam się wstydzić, że mnie to podnieca, przecież taki był cel tej małej intrygi, prawda?

Drugi wers piosenki instruujący Marka, by włączył wszystkie światła, przeszkodził mi w rozmyślaniach. Mark zmienił ustawienia światła w moim salonie z przygaszonego na jasne, a jego mała scena znalazła się w blasku domowych jupiterów.

Patrzyłam, jak Mark w rytmie muzyki podchodzi wolnym krokiem z powrotem do krzesła. Miał całkowitą kontrolę nad swoim ciałem, swoim umysłem, pokojem i nade mną. Na jego widok poczułam dziwne mrowienie w sutkach, które wystawały spod koronkowego biustonosza i poplamionej bluzki. Gdy Mark wskoczył na krzesło i zaczął kręcić biodrami, kierując w moją stronę swoją okrąglutką pupę, jednocześnie trzymając ramiona nad głową, mrowienie z prędkością światła przeniosło się w dół. Czułam, jak napływają we mnie soki. Gapiąc się na ten przepiękny tyłek, wcisnęłam spódniczkę między uda i musnęłam nią najwrażliwszy punkt mojego ciała, wiedząc, że Mark i tak tego nie zauważy. Moje figi przesunęły się lekko w bok i poczułam, że są mokre, wręcz przemoczone. Nie zaskoczyło mnie to. Przez dość długi czas z nikim – no, tylko z samą sobą – nie uprawiałam seksu. A mówiąc jeszcze dokładniej, nie uprawiałam, odkąd poznałam Marka.

Mimo że zapewniał mi rozrywkę podczas wielu samotnych nocy, i że przez niego wykorzystałam niezliczone paczki baterii, żadna z moich fantazji nie podnieciła mnie choć w połowie tak jak ten jego taniec. Poza tym byłam pewna, że żadna z moich zabawek nie jest w stanie doprowadzić mnie do takiego orgazmu, jaki mógł dać mi Mark. Który – mam nadzieję – niedługo mi da. Bo jeśli to się nie stanie, to po prostu spłonę z niespełnionego pożądania.

Wciąż kręcąc biodrami w takt muzyki, Mark powoli obrócił się na krześle. Moje spojrzenie od razu wylądowało na obcisłym materiale przykrywającym jego krocze. Widoczne na nim wypuklenie było dowodem na to, że to wcale nie był żart i że Mark, tak jak ja, był podniecony faktem, że go obserwuję. Powoli przesunął dłonie po torsie, kierując je w dół do brzegu swoich dżinsów. Pomyślałam, że zaraz zacznie je rozpinać. Zwilżyłam wargi na myśl, co się pod nimi kryje.

Uwadze Marka nigdy nic nie umyka. Nic. Nigdy. Nawet najmniejszy szczegół. A więc to, że zwilżałam wargi, na pewno zauważył. Widząc moje wyraźne podekscytowanie, ironicznie się uśmiechnął i zamiast zacząć rozpinać guziki, przesunął dłonie wzdłuż rozporka i zaczął głaskać się przez materiał. O mój Boże, co za widok. Ścisnęłam uda, aby potrzeć krocze materiałem spódnicy. Przygryzłam wargi i zdusiłam w sobie jęknięcie. Mark uniósł brwi, spojrzał na swoje krocze, a następnie przeniósł na mnie wzrok, jakby chciał zapytać:

 

– Podoba ci się?

Kiwnęłam potakująco głową, wciąż przygryzając dolną wargę. Nie wyglądał, jakby miał ochotę wyeksponować swojego penisa, ale w końcu rozpiął dżinsy. A raczej odpiął tylko górny guzik.

Światło odbijało się od Marka i przez chwilę wydawało mi się, że to jego ciało błyszczy. Na karku i klatce piersiowej widoczne były kropelki potu. Co za nieziemski widok. Z zamkniętymi oczami Mark kołysał biodrami, a ja nie mogłam nic z siebie wydusić. Raz po raz ściskałam uda i było mi już obojętne, czy on widzi, co ja robię. A on robił dla mnie striptiz na krześle w moim własnym salonie. Właśnie przed chwilą, na moich oczach, pieścił penisa. Więc co z tego, że ja też próbowałam rozładować swoje pożądanie? Jakby kobiety nigdy się nie dotykały. Ha!

Mark tańczył niczym w transie, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Nagle zeskoczył z krzesła, wyrwał pozostałe guziki u spodni, a rozporek otworzył się i ujawnił kolejną niespodziankę. Mark nie miał na sobie bielizny. Oczekiwałam bokserek od Calvina Kleina lub w oldskulowym stylu od Levisa. Albo nawet luźnych jedwabnych slipów z tureckim wzorem. Ale nie tego, że będzie bez majtek…

Mój wzrok powędrował wzdłuż cienkiej linii delikatnych włosów sięgającej od pępka do schludnego owłosienia łonowego. Przez chwilę zastanawiałam się, czy Mark naprawdę potrafi czytać mi w myślach. Piękne rysy twarzy, modne ciuchy, wydepilowana klata, przycięte włosy łonowe. Właśnie to uwielbiam u mężczyzn.

Chwyciłam kieliszek i opróżniłam jego zawartość. Nie wiem, czy po, by się uspokoić i nabrać odwagi przed konfrontacją z półbogiem stojącym naprzeciwko mnie, czy po to, żeby odwrócić myśli od faktu, że Mark na pewno zauważył moje podniecenie. Ale od razu poczułam się lepiej. Poza tym zyskałam parę chwil na zastanowienie się, co tak naprawdę się dzieje i czy to w ogóle się dzieje. Gdy wybrzmiały ostatnie takty piosenki, Mark ściągnął dżinsy, zrobił krok do przodu, by zostawić je na podłodze i podszedł w moją stronę otoczony chwałą nagości, prezentując przy tym sztywnego penisa o niepojętych rozmiarach i grubości. Spojrzał mi prosto w oczy i stało się jasne, że to wszystko działo się naprawdę.

– Mark? – szepnęłam.

Wciąż żadnej odpowiedzi. Zamiast tego Mark rzucił się przede mną na kolana, rozsunął mi uda i wślizgnął się między nie. Wciąż patrząc mi w oczy, podciągnął spódniczkę na talię, to znaczy przesunął ją na tyle wysoko, by ukazały się moje uda, które zaczął pieścić. Jego dotyk mnie łaskotał, więc nie mogłam powstrzymać nerwowego śmiechu. Mark uśmiechnął się do mnie, jednocześnie wsuwając dłonie coraz głębiej pod czarny materiał przykrywający figi. Jego delikatne opuszki palców przesunęły się po ich brzegu. Nie spieszył się, próbując wyczuć najmniejszy detal delikatnych kwiatków na bieliźnie.

Jego palce niczego nie ominęły – z wyjątkiem mojej skóry. Pragnęłam jego dotyku, ale nie miałam odwagi tego powiedzieć. Choć zawsze jestem gotowa do żartów i na każdą okazję znajdę ciętą ripostę, akurat teraz nie byłam w stanie wykrztusić nic więcej poza jego imieniem.

Nie, żebym narzekała. Nagi Mark Bennett – ubrany tylko w ten cholerny kapelusz – siedział pomiędzy moimi udami i bawił się moją bielizną. Jak mogłabym narzekać?

Byłam w siódmym niebie, gdy Mark w końcu zsunął ze mnie figi, wyrzucił je przez ramię i wreszcie dotknął mojej skóry. Jego delikatne palce pieściły mnie, bawiły się kłębkami włosów łonowych, obrysowywały kontury otworu cipki, aż w końcu wylądowały na najczulszym punkcie. Palec Marka zacząć delikatnie krążyć wokół łechtaczki. Pomimo jego lekkiego jak piórko dotyku, czułam bardzo intensywną przyjemność. Westchnęłam, opadłam na oparcie krzesła i pozwoliłam mu się dotykać. Jego ruchy nadal były delikatne, lecz stawały się coraz szybsze. Wciąż na mnie patrząc, Mark lekko muskał moje lewe udo. Na darmo wierciłam się na krześle. Mark pokiwał przecząco głową i nie przestawał drażnić mnie delikatnym dotykiem.

– Mark, proszę – jęknęłam.

Chyba się nade mną zlitował, bo przesunął dłoń do cipki i w nieskończenie wolnym tempie włożył we mnie nie jeden, nie dwa, ale trzy palce. A raczej je wsunął, bo byłam już tak wilgotna, że aż ze mnie kapało. Żadnego oporu. Fakt, że byłam tak mokra, musiał go trochę zaskoczyć. Uniósł idealnie ukształtowane brwi i uśmiechnął się ironicznie, po czym zaczął pracowicie penetrować mnie palcami, za każdym ruchem ręki wciskając palce coraz głębiej i głębiej. Polizałam wargi, chwyciłam się za piersi i jęknęłam w stylu prawdziwej gwiazdy porno. I nawet przez sekundę nie było mi z tego powodu głupio. Czułam się seksowna, piękna i zajebiście napalona. Nie minęła chwila, a znane mrowienie przeniosło się z brzucha do cipki, więc wiedziałam, że jestem już blisko. Zaczęłam poruszać się w takcie pchnięć, by przyspieszyć orgazm, ale Mark nagle przestał. Pochylił się w moją stronę, pocałował w usta i wyjął ze mnie palce. Odsunął niebiański kciuk, którym masował moją łechtaczkę, po czym wstał.

Gdy siedział między moimi nogami, sądziłam, że jego erekcja była imponująca, ale kiedy zobaczyłam jego penisa kilka centymetrów od mojej twarzy, nie potrafiłam porównać tej erekcji z niczym innym. Na widok takiego penisa do ust napłynęła mi ślina. Gdy go chwyciłam, poczułam, jaki jest gruby i ciężki. Zaczęłam powoli przesuwać po nim dłoń, odsuwając do tyłu napletek i eksponując czerwoną główkę. Jeszcze raz polizałam wargi i spojrzałam na Marka.

Odsunął mi grzywkę z czoła i złapał za głowę, ale nie przyciągnął jej do swojego kutasa, jak to mają w zwyczaju mężczyźni, gdy robi im się loda. Po prostu delikatnie ją przytrzymywał, jakby zaraz miał się pochylić i mnie pocałować. Ale tego nie zrobił. Patrzył na mnie w taki sposób, jakbym była czymś najważniejszym i najbardziej drogocennym w całym jego życiu. To intensywne spojrzenie sprawiło, że po plecach przebiegł mi dreszcz. Miałam wrażenie, jakby Mark potrafił przejrzeć mnie na wskroś… i szybko skrzyczałam siebie w duchu, że jestem idiotką.

To nie jest czas na mistyczne rozważania i romantyczne fantazje. Przerwałam nasz kontakt wzrokowy, wysunęłam język i powoli polizałam czubek kutasa. Pochyliłam się i śledziłam językiem żyły na penisie Marka, by niespiesznie i szczegółowo się z nim zapoznać. Próbowałam zapamiętać każdą żyłkę i każdą zmarszczkę. Chciałam, by szczegółowy wizerunek tego wyjątkowego penisa na zawsze pozostał mi w pamięci.

Mark jęknął głośno, gdy objęłam go ustami, a kiedy zaczęłam go ssać przeklął:

– O kurwa! – i westchnął.

Pierwsze słowa, które wypowiedział od wejścia do mojego domu, to „o kurwa”. Dwa krótkie słowa, po których zaczęło kręcić mi się w głowie, a serce zaczęło bić tak szybko, jak nigdy wcześniej. Liżąc i krążąc językiem wokół czubka jego penisa, zaczęłam zwiększać tempo. I okazało się, że była to dobra decyzja, bo czułam, że Mark powstrzymuje się z całych sił, by nie wepchnąć mi penisa głęboko do gardła. Gdy moje kubki smakowe poczuły pierwsze kropelki preejakulatu, wyjęłam penisa z ust i szeroko się uśmiechnęłam.

– Podoba ci się, co nie? – zapytałam.

Mark nie odpowiedział. Zamiast tego podciągnął mnie, okręcił nas oboje i usiadł na krześle, na którym przed chwilą siedziałam. Nie miałam najmniejszych wątpliwości, czego pragnął, i ochoczo się temu poddałam. Koniec patyczkowania się! Usiadłam na nim okrakiem, chwyciłam jego penisa i pokierowałam go do środka, z impetem na niego siadając. Jego usta z rozkoszy ułożyły się w bezgłośne „O”, gdy kręcąc się nieco, wszedł we mnie jeszcze trochę głębiej, czyli do samego końca. Mimo że jestem dziewczyną z orgazmem łechtaczkowym, zawsze doceniałam mężczyzn, dzięki którym naprawdę mogę poczuć penisa. Możliwe, że i tak będzie musiał mnie dotykać, jak lubię, by sprawić, żebym eksplodowała, ale nie ma nic lepszego niż orgazm w towarzystwie dużego kutasa.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?