BurzaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ X

Otworzyłem oczy i zobaczyłem trzy krople krwi wpadające do porcelanowego zlewu. Zza mojej głowy wyłoniła się ręka i podstawiła mi pod nos papierowy ręcznik. Krwawiący nos był kolejnym dowodem na to, że ten czas był moją nową teraźniejszością. Moją nową bazą.

Ale coś się zmieniło. Przed skokiem w tej łazience nie było nikogo oprócz mnie. Gdybym znał formułę Adama, mógłbym sam obliczyć, jak długo stałem pod ścianą, nieruchomy jak warzywo.

– No dalej, synu. Włóż to w nozdrza – poradził ktoś głębokim głosem.

Stał przy mnie wysoki, łysy, ciemnoskóry mężczyzna.

– Dziękuję – powiedziałem. Przez chwilę wydawało mi się, że mnie rozpoznaje, ale zanim miałem czas się nad tym zastanowić, on już się oddalił.

Krew ciekła mi z nosa jeszcze przez jakąś minutę. Umyłem ręce i wyszedłem z łazienki.

Kelnerka postawiła przede mną kawę. To była ta sama dziewczyna, która zaprowadziła mnie do stolika i pokazała toaletę. Cholera. To samo miejsce. Ten sam czas.

Uśmiechnęła się, a ja wślizgnąłem się na krzesełko.

– Gotów złożyć zamówienie?

Pokazałem palcem pierwsze danie z lewej strony menu, nie patrząc nawet, co to takiego.

– Wezmę to.

– Grillowany łosoś z warzywami?

Wzruszyłem ramionami i kiwnąłem głową. Kiedy kelnerka zaczęła się odwracać, przypomniałem sobie o czymś ważnym.

– Przepraszam! Zapomniałem zapytać… czy macie może dzisiejszą gazetę?

To bez sensu, ale i tak postanowiłem sprawdzić.

– Pewnie, zaraz przyniosę.

Stukałem palcami w blat, czekając na informację, którą i tak już przecież znałem. Kelnerka położyła gazetę na stoliku przede mną. Przeczytałem nagłówek i mruknąłem niepocieszony. Wrzesień. 2007 rok.

Zawsze to samo. To już osiemnasty raz. Minęło zaledwie kilka minut, to wszystko. Nigdy tak długo nie przebywałem w przeszłości.

– Czy wszystko w porządku? – zapytała kelnerka.

– Tak, tak, jestem jedynie rozczarowany… – rzuciłem okiem na nagłówki – że odwołali Annie. Uwielbiam tę piosenkę, wie pani, It’s the Hard-Knock Life.

Kelnerka owinęła niesforny kosmyk włosów wokół ­palca.

– No… tak… zaraz podam jedzenie.

Wyciągnąłem z torby swój dziennik, ponieważ znowu usłyszałem w głowie głos Adama. To wszystko zaczynało przypominać zabawę, wielką przygodę. Jednak każde niepowodzenie uniemożliwiające mi przyjście z pomocą Holly sprawiało, że słowa Adama zaczynały mieć naprawdę istotne znaczenie.

Musisz zapisywać wszystko, minuta po minucie.

Po co?

Po pierwsze, będziesz wiedział, ile naprawdę masz lat. Po drugie, zorientujesz się, czy coś zmieniłeś swoimi działaniami. Po trzecie – na wypadek, gdybyś o czym zapomniał.

Nic nie zmieniłem. Nigdy. Ale nadal to wszystko zapisywałem, korzystając ze schematu przygotowanego przez genialnego Adama Silvermana. Za pierwszym razem wyśmiałem go, kiedy zobaczyłem listę przypominającą zestawienie rzeczy potrzebnych na biwak. Poza tym te listy nigdy nie przydały mi się podczas moich krótkich skoków i nie traktowałem tego poważnie. Aż do teraz.

LISTA PRIORYTETÓW PODCZAS PODRÓŻY W CZASIE

KROK 1: ZIDENTYFIKUJ DZIEŃ/CZAS

9 września 2007 rok, godzina 20:30

KROK 2: CZAS W MINUTACH SPĘDZONY W PRZESZŁOŚCI

(1 czerwca 2004)

165 minut

KROK 3: ZIDENTYFIKUJ WIEK: SWÓJ, PRZYJACIÓŁ, RODZINY

Jackson Meyer (młodszy ja): 17 lat

Kevin Meyer: 42 lata

Adam Silverman: 16 lat

Holly Flynn: 17 lat

Courtney Meyer: nie żyje

KROK 4: ZADBAJ O PRZYKRYWKĘ, STWÓRZ INNĄ TOŻSAMOŚĆ (jeśli zajdzie potrzeba)

Młodsza wersja mnie powinna być do grudnia w Hiszpanii. Od tej pory przyjmuję wersję, że mam siedemnaście lat, bo raczej nie ma szans, byśmy na siebie wpadli. Oczywiście to tylko na wypadek, gdybym wpadł na kogoś, kogo znam.

KROK 5: PRZYPOMNIJ SOBIE PODSTAWOWE INFORMACJE (bieżące wydarzenia, technologię…)

Istnieje ryzyko, że zapoczątkuję prawdziwą panikę, jeśli wspomnę, że John rozstał się z Kate i tym samym zakończyła się emisja Johna & Kate Plus 8. Muszę trzymać komórkę w ukryciu przez cały czas.

Raz jeszcze przeanalizowałem to, co się wydarzyło, aby poskładać wszystkie fakty. Wyskoczyłem z 2009, wylądowałem dziewiątego września 2007, około szóstej rano. Teraz zbliża się dwudziesta pierwsza, ale wszystkie moje próby skoku w przyszłość, a w rzeczywistości w przeszłość, zajęły łącznie jakieś trzy dni. Strasznie mało czasu ubywa w bazie, kiedy jestem podczas skoku. Ale to, że czuję się teraz, jakbym umierał na grypę, to coś zupełnie nowego. Dotychczas po skokach czułem się po prostu beznadziejnie. Pogorszyło mi się pewnie dlatego, że nienawidziłem być tutaj. Taka karma. Chyba że po tych wszystkich skokach coś mi się stało, usmażyło mi mózg albo co.

– Jackson Meyer! Czy to naprawdę ty? – przeraźliwy, przewiercający uszy głos wyrwał mnie z odrętwienia.

Podniosłem głowę i zobaczyłem moją ulubioną nauczycielkę hiszpańskiego.

– Pani Ramsey! Jak się pani miewa?

– Świetnie, ale czy ty przypadkiem nie miałeś być teraz w Hiszpanii?

I właśnie w takich momentach musiałem przypomnieć sobie, kim jestem.

OBECNA TOŻSAMOŚĆ: siedemnastoletni student, który powinien spędzać semestr w Hiszpanii, a siedzi samotnie w barze na Manhattanie, wieczorem, w dzień szkolny.

– Wróciłem wcześniej.

Usiadła obok mnie.

– Nie mogę uwierzyć, że wyrosłeś tak przez jedno lato.

Zaśmiałem się nerwowo.

– To przez San Miguel. Piwo sprawia, że na klacie rosną włosy.

Spojrzała na mnie tak zaskoczona, że okulary zjechały jej z nosa.

– Mam jednak nadzieję, że spróbowałeś wspaniałego hiszpańskiego wina.

– Pewnie, wypijałem butelkę dziennie.

Zaśmiała się.

– I tak ci nie wierzę. No to co… do zobaczenia w szkole?

Starałem się, aby grymas obrzydzenia, który pojawił się na mojej twarzy, nie był aż tak widoczny.

Nie ma mowy. Nie wracam do liceum.

– Pewnie nie. Myślę o przystąpieniu do testów GED, jestem zmęczony szkołą średnią. – Kelnerka postawiła przede mną talerz, wziąłem więc do ręki widelec i nadziałem na niego szparaga. – Właściwie to postawiłem ojcu ultimatum, że albo szkoła publiczna, albo GED. Przychyla się więc do tej drugiej opcji.

– Szkoła publiczna nie jest taka zła. Chodziłam do takiej i zobacz! – Pokazała palcem na siebie.

– Powiedziałem mu dokładnie to samo. – Wbiłem wzrok w stojący przede mną talerz.

– Wyglądasz na nieco przybitego. Czy wszystko w porządku?

Kiwnąłem głową.

– To przez lot. Wróciłem dopiero przed kilkoma godzinami i dalej jest dla mnie druga w nocy.

Nie było to dalekie od prawdy. Jeśli chodziło o upływ czasu, nie spałem od dwóch dni. A w tym roku minęło zaledwie kilka godzin. Cholernie durny rok.

– Przykro mi to słyszeć. No cóż… lepiej wrócę do swojej randki.

Skinęła głową w kierunku mężczyzny siedzącego samotnie przy stoliku i oglądającego swoje uzębienie w odbiciu łyżki. Nachyliła się do mnie bliżej.

– Ostatni raz korzystam z internetowego serwisu randkowego.

– Zawsze może panią rozboleć ząb… albo brzuch.

Mrugnęła do mnie i zanim odwróciła głowę, powiedziała:

– Dbaj o siebie, Jackson.

Posłałem jej krzepiący uśmiech i powróciłem do lektury leżącego na stole dziennika. Tak zajęło mnie zapisywanie kolejnych stron, tak bardzo pogrążyłem się w minionych latach, że nawet nie zauważyłem stojącej obok kelnerki, która nerwowo tupała w podłogę.

– Przepraszam, mówiła coś pani?

– Czy wszystko w porządku z jedzeniem?

Spojrzałem na łososia, który już dawno wystygł. Rybi zapach był odrażający.

– Tak, w porządku. Poproszę rachunek.

Położyła go przede mną.

– Zapakować to dla pana?

– Słucham? Nie… dziękuję.

Talerz zniknął z prędkością błyskawicy, kelnerka również. Mój umysł wypełniła myśl o resztkach, których wzięcie mi zaproponowano, wszystko nabrało nowego znaczenia, teorie dotyczące podróży w czasie zaczęły mi się kołatać po głowie. Jakieś różności, o których mówiliśmy z Adamem, gdy graliśmy w Guitar Hero i piliśmy szoty Crown Royal. To ja zacząłem się zastanawiać nad mechanizmem działania skoków, ale Adam posunął moje domysły o wiele dalej, do miejsca, gdzie kończyły się możliwości pojmowania mojego mózgu. Zastanawiałem się na przykład, czy jeśli przeniosę się do 2009 z zapakowanym jedzeniem, czy łosoś będzie miał dwa lata? I czy jeśli wtedy skoczę do przeszłości, ryba nadal będzie w pudełku? Przecież, technicznie rzecz biorąc, będzie to jeszcze przed jej narodzinami. Czy żywa istota może wybrać się do czasu, kiedy nie było jej na świecie?

No cóż, gdybyśmy wtedy mogli, tobyśmy to sprawdzili.

Jakiekolwiek planowanie sprawiało trudności z uwagi na obecność Holly lub mojego ojca. Holly zawsze wiedziała, że nie mówię jej całej prawdy albo że po prostu sprzedaję jej czysty kit. Teraz zrobiłbym wszystko, by móc powrócić. Nawet jeśli oznaczałoby to słuchanie jej krzyków albo wystawanie pod jej drzwiami przez pół dnia.

Kiedy wróciła do mnie kelnerka, wyciągnąłem z portfela kartę kredytową i położyłem na stole. Przewróciłem kilka kartek dziennika, szukając czegoś, co pomoże mi ułożyć jakiś plan. Jakikolwiek. Zamarłem na stronie z nagłówkiem 13 stycznia 2003. Moja karta zniknęła z blatu, kelnerka oddaliła się, ja zaś nadal wpatrywałem się w słowa, które napisałem.

MYŚLĘ, ŻE MÓJ OJCIEC PRACUJE DLA CIA!

 

Sama myśl o tacie zaciskającym dłonie na moim gardle i wściekłości bijącej z jego oczu sprawiła, że wróciło mi życie, a do żył została wpompowana adrenalina. Nigdy nie wspominał, że pracował dla CIA. Ale zachowywał się tak, jakby miał z nimi coś wspólnego, tego byłem pewny. Nie znaczy to, że wiedziałem o CIA coś ponadto, co widziałem na filmach, ale właśnie tak wyobrażam sobie działanie ich agenta. No ale coś jednak wyniosłem z tej wyprawy do ojcowskiego biura. Prawdziwy agent (albo chociaż były agent) CIA śledził mnie i moją siostrę w drodze do szkoły trzynastego stycznia 2003 roku. Nadal nie wiem, czemu tak się na tym skupiłem, ale miałem wrażenie, że gdybym był w stanie połączyć dochodzący z telefonu głos z twarzą jego właściciela, coś bym na tym zyskał. Wierzcie mi lub nie, ale większość moich działań z ostatnich kilku dni polegała wyłącznie na logice i skakałem w czasie po to, by znaleźć coś, na czym mógłbym się oprzeć. Coś prawdziwego i konkretnego. Fakty. Odpowiedzi. Zamknąłem oczy i skupiłem się na dacie o cztery lata wcześniejszej.

ROZDZIAŁ XI

PONIEDZIAŁEK, 13 STYCZNIA 2003, 7:35

Słońce ponownie zaświeciło mi w oczy, ale tym razem poczułem na twarzy zimną bryzę, która szczypała czubki moich uszu. Stałem przed kawiarnią znajdującą się w niewielkiej odległości od mojego mieszkania. Otworzyły się drzwi lokalu, a mnie owiał zapraszający, ciepły wietrzyk. Wszedłem do środka, złapałem poranną gazetę i usiadłem przy pustym stoliku.

Potwierdziłem dzisiejszą datę i poczułem lekką satysfakcję. Poczułem się nieźle, mogąc mieć wreszcie pewność, kiedy jestem.

Nogi mi zmiękły, jakby były zrobione z gumy. Usiadłem na krzesełku i położyłem głowę na stole. Zrobiłem kilka głębokich oddechów, podniosłem wzrok i rozejrzałem się po lokalu.

Jedyny problem polegał na tym, że… nie wiedziałem dokładnie, czego szukam. Jakie to ma znaczenie, że mój ojciec pracował dla CIA? Chociaż z drugiej strony… może to wyjaśnia, dlaczego wkurzeni goście z bronią wparowali do pokoju Holly w akademiku. Sam domysł, że mój tata mógł mieć coś wspólnego z tym, co przydarzyło się mojej dziewczynie, sprawił, że rozbolał mnie brzuch. Bardzo chciałbym, by wina nie spoczywała na mnie, ale tak samo nie podobał mi się pomysł, że jakąkolwiek odpowiedzialność ponosi mój ojciec. Kiedy jednak przestawiłem się z powrotem na logiczne (czytaj: zdrowe) myślenie, doszedłem do wniosku, że istnieje jedynie kilka możliwych scenariuszy, które są w stanie wyjaśnić wszystko racjonalnie. Zmusiłem się, aby usiąść i w spokoju rozważyć w głowie kilka możliwości, zanim zdecyduję się na jakiś szalony, impulsywny ruch… choć nie miało to większego znaczenia, skoro i tak nie byłem w swojej bazie. Pokręciłem głową, wyrzucając z niej tę myśl… a przynajmniej na razie. Złapałem kartkę i długopis, by zapisać swoje teorie, choć wiedziałem, że nie mogę nic stąd zabrać. Nie w tym skoku. Ale samo spojrzenie na zapisane na papierze słowa pomogło.

1. Mój tata, dyrektor firmy, wyszkolony potajemnie w zabójczej sztuce walki i opętany myślą o bezpieczeństwie swoich dzieci, zatrudnia kogoś, być może byłego, kontuzjowanego agenta CIA, by śledził każdy ich krok. Nie wyjaśnia to jednak, w jaki sposób tacie udaje się bezszelestnie poruszać za naszymi plecami tak, że żadne z nas tego nie zauważyło!

2. Mój tata FAKTYCZNIE pracuje dla CIA, a jego codzienne zajęcie to tylko przykrywka. To jeden z tych dobrych gości i to, że dwóch facetów groziło bronią członkowi jego rodziny, ponieważ nie chciał przekazać im tajnych rządowych kodów, które, jeśli wpadłyby w niepowołane ręce, doprowadziłyby do wojny nuklearnej, nie jest jego winą. Po prostu zapomniał mi powiedzieć, że powinienem na nich uważać. A może dopadli go wcześniej… w 2009… ale skąd mogę to wiedzieć, skoro nie potrafię tam wrócić?

3. Mój tata pracuje dla CIA jako szpieg i odkrył, że potrafię podróżować w czasie. Uznał więc, że ja i wszyscy ze mną związani stanowimy zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego (albo światowego) i musimy zostać odizolowani (albo zabici), by planeta ocalała.

4. Tutaj podobnie – ojciec jest agentem i dowiedział się, że jego syn to dziwoląg i trzeba przeskanować od czasu do czasu jego mózg specjalną maszyną, aby mógł służyć jako rządowy szczur laboratoryjny. Albo chciał sprzedać go rosyjskim szpiegom.

Okej, może te teorie brzmią trochę jak scenariusze letnich hitów kinowych, ale spójrzmy na to w ten sposób… w końcu jakiś agent CIA (a może to inwalida, ma jedną nogę albo co) śledził dwunastoletniego mnie oraz moją siostrę bliźniaczkę. A więc moje teorie mogą nie być aż tak idiotyczne, na jakie wyglądają. I nawet jeśli opcje od drugiej do czwartej mają jedynie jeden procent szans na bycie prawdziwymi, wyklucza to zapytanie mojego ojca w roku 2007, jak naprawdę zarabia na życie. Zresztą odrzuciłem opcję konfrontacji z tatą, jeszcze zanim sporządziłem tę listę, zaraz po tym jak złapał mnie za grdykę i ścisnął.

Podszedłem do lady po kubek kawy, chciałem na spokojnie wymyślić, jak mogę szpiegować faceta, który na polecenie taty szpiegował młodszego mnie i Courtney.

– Poproszę dużą kawę.

Mężczyzna za ladą skinął głową i wziął ode mnie pieniądze. Odsunąłem się od kasy i czekałem.

– Małą gorącą czekoladę z chudym mlekiem i bitą śmietaną.

Słysząc te słowa, natychmiast podniosłem głowę. Dostałem swoją kawę, chwyciłem kubek i błyskawicznie się odwróciłem. Wiedziałem, że jeśli tylko usłyszę jej głos, od razu zapomnę o moim planie wyśledzenia niewidzialnego agenta Freemana. Rozpaczliwie potrzebowałem porozmawiać z moją siostrą.

Jak mógłbym to zrobić? Zwabić ją gdzieś, gdzie nie wypatrzy mnie agent Freeman? A co, jeśli uda mi się namówić ją do pójścia ze mną, a on i tak podąży za nami? Wtedy ja będę wiedział, jak wygląda, a ten skok przecież nie ma na nic wpływu, więc co za różnica, czy mnie zobaczy, czy też nie? Gdybym tylko mógł spędzić kilka minut z Courtney…

I wtedy dopadła mnie pewna myśl, miałem wrażenie, jakby ktoś trzasnął mnie workiem pełnym ziemniaków. To głupie hasło, które dał nam ojciec. Za każdym razem, kiedy o nim wspominał, przewracaliśmy z Courtney oczami, a kiedy poszliśmy do liceum, kazaliśmy mu się nie wygłupiać.

Nigdy nie idźcie z nikim, kto nie zna hasła.

Powtarzał to każdego dnia, odkąd ja i Courtney poszliśmy do przedszkola. Brzmiało to jak nieudolny komunikat sztabu kryzysowego. Powtarzany wciąż i wciąż. Kolejny przykład tego, co do tej pory brałem za ojcowską paranoję. Ale dzisiaj może faktycznie okaże się użyteczne.

Odwróciłem się i popatrzyłem na dwunastoletnią wersję mojej siostry: miała na sobie jasnozieloną, wełnianą czapkę i rękawiczki w tym samym kolorze. Tego dnia włożyła białą kurtkę narciarską i spódnicę będącą częścią szkolnego mundurka. Policzki poróżowiały jej z zimna, ale nadal były jasne i zdrowe. Kiedy podawała gościowi za kasą swoją kartę kredytową, przemknąłem obok niej i wymamrotałem:

– Idź na ryby.

Podskoczyła, portfel wypadł jej z ręki na ladę. Spojrzała na mnie. Dostaliśmy dokładne (i irytujące) instrukcje, by słuchać każdego, kto zna kod. Ale nigdy żaden obcy nie podszedł do nas i nie wyszeptał do ucha „kodu”, i sądzę, że młodszy ja odebrałby takie zachowanie jako żart. Na szczęście Courtney była trochę poważniejsza. Nadal ją to dręczyło i czuła się głupio, ale na pewno przykładała do ojcowskich ostrzeżeń większą wagę niż ja.

Usiadłem obok niej.

– Czy wyglądam według ciebie znajomo?

Czułem, że jej oczy wywiercają mi dziurę w twarzy, aż wreszcie wyszeptała:

– Przypominasz trochę mojego brata.

Nie mogłem powstrzymać uśmiechu.

– Chcesz usłyszeć szaloną historię?

– Aha – odpowiedziała, przeciągając słowo.

– Nie mogę w to uwierzyć – wymamrotała po raz dwudziesty. – A więc rozmawiałeś już ze mną wcześniej? Ile razy?

– Tylko raz.

Po tym jak Courtney udało się wydostać ze szkoły pomiędzy apelem a pierwszą przerwą, poszliśmy do małej księgarenki na rogu. Opowiedziałem jej tę samą wersję wydarzeń co wcześniej. Miała rację. To było jak Dzień świstaka.

Nie mogłem przestać się rozglądać, czekając, aż w zasięgu wzroku pojawi się ten sprytny szpieg, agent Freeman, ale nigdzie go nie dostrzegłem.

– Skoro wiedziałeś, do jakiego miejsca skoczysz, dlaczego nie zabrałeś ze sobą płaszcza? – zapytała.

Przewróciłem oczami.

– Zabawne. Nie miałem czasu się spakować.

Stanęła na obcasach i przechyliła się do tyłu, opierając się o jeden z regałów.

– Ile czasu minęło, odkąd opuściłeś przyszłość? Mam na myśli 2009 rok.

– Nie jestem pewien, ale czuję się, jakby to była wieczność. Chcesz pójść ze mną w jakieś inne miejsce?

Gdzieś, gdzie nie pójdzie za nami agent Freeman.

– Pewnie, ale najpierw powinniśmy zorganizować ci jakąś kurtkę. Krótki rękaw w taką pogodę raczej rzuca się w oczy.

Uśmiechnąłem się.

– Dwunastolatka z kartą kredytową. Uwaga, niebezpieczeństwo.

Parsknęła śmiechem, po czym wyszliśmy ze sklepu wprost na zimne powietrze.

Courtney w wieku lat dwunastu była zupełnie inna, niż ją zapamiętałem. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy, lecz teraz wydawała mi się taka urocza i słodka. Dojrzała, ale nadal z dziecięcą wyobraźnią. Właśnie dlatego mogłem ją karmić swoją powaloną historyjką, a ona w nią wierzyła. Dzieci akceptują wszystko łatwiej niż dorośli. I nawet jeśli istnieje jakiś limit tego, w co małolat jest w stanie uwierzyć, Courtney po prostu mi ufała, bo czytała we mnie jak w otwartej księdze i wiedziała, że nie kłamię.

Courtney zapłaciła swoją kartą za kurtkę, którą nabyliśmy dla mnie w jednym ze sklepów, i zaczęliśmy planować następny ruch.

– Jak ty to robisz? No wiesz, skaczesz w czasie? – zapytała.

Siedzieliśmy w muzeum sztuki, wmieszaliśmy się w tłum turystów.

– Nie wiem, jak to wyjaśnić. To tak, jakby próbować opisać oddychanie.

– Myślisz, że ja to potrafię?

Odwróciłem głowę.

– Dobre pytanie. No to może spróbujesz?

Uśmiechnęła się i pokręciła przecząco głową.

– Czemu po prostu nie powiesz mi, czy starsza ja ma jakieś supermoce? Muszę przygotować się mentalnie na coś takiego.

Ociągałem się z odpowiedzią i, tak jak ostatnim razem, opanował mnie smutek. Otrząsnąłem się jednak i odpowiedziałem, zachowując kamienną twarz. To już nie potrwa długo. Ktoś wreszcie po nią przyjdzie.

– Wybacz, nie mogę złamać etycznych zasad podróży w czasie. Wywaliliby mnie z klubu.

Westchnąłem z ulgą, zdawała się nie dostrzegać, że ociągałem się z odpowiedzią.

– Cholera. To pewnie z powodu mamy, tak? – powiedziała, jakby to było oczywiste. – Tata nie podróżuje przecież w czasie. Supermoce pochodzą od superrodzica.

– Albo porcji toksycznych odpadków – dodałem.

Courtney zachichotała i pokręciła głową.

– Wątpię – powiedziała.

Razem z Adamem wielokrotnie rozpatrywaliśmy kwestię genetyki, rozpisując nasze teorie. Zajęliśmy się tym na przykład wtedy, kiedy wydawało mi się, że widziałem młodszą wersję mojej siostry kręcącą się przy zoo. Nigdy nie doszliśmy do żadnych konkretów, a co dopiero wniosków. Mieliśmy nawet szczegółowy plan kradzieży dokumentacji medycznej, ale nigdy nie doszło do jego realizacji, bo wylądowałem w 2007. Zresztą chcieliśmy przejąć moją dokumentację, a nie mojej mamy. Ja i Courtney nigdy jej nie poznaliśmy, zmarła zaledwie kilka dni po porodzie, doszło do jakichś komplikacji. Tata nie chciał o niej rozmawiać, a kiedy miałem siedem czy osiem lat, przestałem zadawać pytania. Trudno jest tęsknić za matką, skoro nigdy się jej nie miało, nie wiedziałem przecież, na czym polega różnica. Zatrzymałem się i spojrzałem na Courtney.

– Myślisz, że to mogła być mama? – zapytałem.

Nawet gdybym chciał dorwać jej dokumentację, gdzie powinienem jej szukać? Nie żyła od wielu lat. Poza tym nie jest łatwo ukraść takie rzeczy.

Courtney wzruszyła ramionami.

– Może dlatego doktor Melvin ciągle skanuje nam głowy.

Nie wiedziałem, czy to przez to, co powiedziała Courtney, czy może przez brak snu i jedzenia, ale nagle zakręciło mi się w głowie, poczułem się jeszcze lżejszy niż przed kilkoma godzinami.

– Muszę usiąść.

Złapała mnie za rękę i podprowadziła do ławki.

– Blado wyglądasz. Na pewno wszystko w porządku?

Kropelki potu spłynęły mi z karku po plecach.

– To tylko… zmęczenie.

Położyłem się na ławce i zamknąłem oczy. Courtney dłonią wytarła mi z czoła zimny pot. Musiałem wrócić do 2007, zanim zemdleję w przeszłości albo zdarzy się coś jeszcze gorszego, co będzie wymagało interwencji medycznej. To dopiero byłoby interesujące. Gdzie, do cholery, był ten szpieg? Moja wycieczka okaże się bezcelowa, jeśli się nie pojawi.

 

Otworzyłem oczy i położyłem dłoń na jej policzku.

– Chyba nie powinienem zostawać tutaj dłużej.

W oczach miała łzy.

– Nie będę tego pamiętała, prawda? Kiedy wrócisz do 2007, tamta ja nie będzie tego pamiętała?

Próbowałem coś odpowiedzieć, choć miałem zaciśnięte gardło i ledwo mogłem wykrztusić jakąś odpowiedź. Ciągle powstrzymywałem cisnące się do oczu łzy.

– Nie sądzę.

Pokiwała głową.

– To jak sen na jawie, prawda?

– Dokładnie. Coś, co robisz, kiedy nie masz ochoty na kontakt ze światem.

Powoli zlazłem z ławki, a Courtney objęła mnie w pasie.

– Kocham cię, siostrzyczko.

– Ja ciebie też kocham, choć nigdy tego nie mówię – szepnęła.

Czułem, że wracam do swojej nowej bazy, choć tego nie chciałem. W jednej sekundzie Courtney była w moich ramionach i nagle zniknęła, a ciepło jej ciała zastąpiło zimne powietrze.

Courtney nigdy nie zostawiłaby umierającej Holly, z naszej dwójki to ona była tą odważną. Zawsze robiła to, co powinno się robić. A jeśli szlachetność miała jakiekolwiek znaczenie, to teraz ja powinienem leżeć w grobie, a nie moja siostra. Nie dość, że żyję, to jeszcze w dodatku mam moc pozwalającą mi na podróżowanie w czasie.

Kiedy otuliła mnie ciemność, za plecami Courtney zmaterializował się niski mężczyzna, mniej więcej w moim wieku, a towarzyszył mu mój ojciec. Starałem się zapamiętać jego twarz, skupiłem na niej całą swoją uwagę.

– Tam jest! – krzyknął obcy mężczyzna.

– Nie strzelajcie do niego! – wrzasnęła Courtney.

I wtedy wszystko zniknęło. A może to ja zniknąłem? Powróciłem do czyśćca.